Gdzie są te listy, w których ktoś napisze:
Czekamy na ciebie, a przy nas łagodność, spokój i ogród szumiący drzewami.
Tutaj milczenie nie będzie przymusem, ani nie będzie przymusem rozmowa.
Gdzie są te sny, w których znajdziemy pokrzepienie,
gdzie tarasy pochmurnych zamków nad brzegami rzek
i gdzie niewytłumaczone szczęście kołyszące nas jak rytm pociągu
w drodze do bezpiecznego schronienia, w którym nie mieszka potwarz ani nóż.
I gdzie jest miejsce dla szaleńca, który wzgardził zdrowiem,
dla wszystkiego, co nagłe,
dla błyskawicy, burzy, lecącego meteorytu.
Gdzie schron dla wygnańców i ich wyobrażeń o tym, czym może być świat i oni sami.
Gdzie jest miejsce dla drzewa, które pamięta dawne losy drzew,
dla zwierzęcia, które nie zapomniało o swoim dawnym królestwie
i dla małych rybek, które łowiliśmy rękami jako dzieci na piaszczystym brzegu morza.
Gdzie jest miejsce dla skargi i odmowy, dla godności i lojalnej przyjaźni,
gdzie są nie wydeptane ścieżki w lesie i prosta droga do nieba.
Gdzie jest wiara płynąca nie z uciemiężenia, ale z siły i nie lekceważenia rozumu.
Gdzie jest świadectwo pełne i wiarygodne,
które nie boi się śmiechu ani szyderstwa.
Hartwig Julia.
9 komentarzy:
Pytanie o listy, w których ktoś napisze: "Czekamy na ciebie", to jedna z najpiękniejszych i zarazem najsmutniejszych definicji tęsknoty za akceptacją.
Dziś już listów się nie pisze. Rozwoju nic nie zatrzyma, teraz mamy internet i telefon, ale sentyment do listów nadal we mnie pozostał. Nadal mam te, które dawno temu wymieniałem z moim przyjacielem. Wystarczy spojrzenie, żebym przypomniał sobie ich treść. O mailach czy smsach już tak pamiętać nie będę.
Piszę więc czasem sam do siebie. Do swojego młodszego siebie. Tego, który miał 20 lat. Kiedyś nawet wysyłałem na swój adres na poczcie, żeby mieć przyjemność z odebrania i otwarcia takiego listu. Dziś już trafia to bezpośrednio do mojego archiwum. Jest to nieco infantylne, ale czasem czuję potrzebę pouczania i ostrzegania siebie z przeszłości i daję upust kreatywności na ładnej papeterii.
Ależ to piękne zdania.
Dziś po nie przespanej nocy są jak balsam na moją duszę...
Kiedyś dostawałam piękne listy i sama też piękne pisałam..... i to nie było tak dawno...
Gdzie są poeci, którzy zachwycają każdym słowem, wersem, metaforą... oby rodzili się nadal!
Zatrzymałam się Marku na dłużej przy Twoim, z serca pisanym komentarzu. Też przechowuję jak Ty listy od drogich mi kiedyś osób. Jenak od dawna świadomie już do nich nie wracam.... wspomnienia o nich są zbyt bolesne.... a niestety ostatnio często powracają. Najdroższe są mi listy pełne miłości od Mamy.
Przechowuję też do tej pory nie tylko listy ale np. moje zeszyty z wypracowaniami z siódmej klasy.... teraz nie postawiłabym sobie za nie piątki.....
Dostaje okazjonalnie listy przeważnie dołączone do paczek z prezentami światecznymi i urodzinowymi. Sama przeszlam już całkowicie na korespondencję mailową. Bywa jednak, że piszę dla siebie krótkie wspomnienia. też nie ręcznie tylko posługując się klawiaturą.
Świetny pomysł z tym pisaniem samemu do siebie., wcale nie uważam by bylo to infantylne
Czy piszesz je długopisem?
By były w jakims stopniu autentyczne może powinno sie je pisać wiecznym piórem.
Pamiętam gdy w pierwszych klasach szkoły podstawowej chodziło się z tzw, obsadką, i atramentem w tornistrze.
Pozdrawiam sersecznie, i dziękuję za ten piękny komentarz.
.
I nadal pięknie piszesz.
Listy od Mamy to musi być niezwykła pamiątka. Choć rzeczywiście czasami wracanie do takich pamiątek bywa bolesne. Niech po prostu będą. Jak to się mówi - jeść nie woła.
Też mam kilka swoich zeszytów z różnych klas, w tym z początków edukacji, gdy uczyłem się pisać. Stare wypracowania czyta się tak, jakby pisał je ktoś inny. Bo poniekąd byliśmy wtedy zupełnie innymi osobami i dzielimy z nimi tylko wspomnienia.
Jak już piszę cokolwiek, czy to listy, czy jakieś inne notatki osobiste, to robię to długopisem. Masz rację, że pisanie piórem jest czymś szczególnym i bardzo eleganckim. Mam 40 lat, więc na etapie szkolnym ominęło mnie używanie pióra. Muszę zasugerować rodzinie, żeby kiedyś sprezentowała mi jakiś ładny egzemplarz. :)
Również serdecznie pozdrawiam.
Byli, są i będą.... nie wszyscy wielkiej miary, ale każde pokolenie zostawia nowych, których poezja jest inna, choć równie wspaniała. Cofając się w czasie wstecz , nawet o kilka wieków, znasz ich równie dobrze jak ja : Kochanowski, Kasprowicz, Tetmajer, Norwid, Mickiewicz, Słowacki i współcześni- których nie bedę wymieniać, a jest ich niemało, choćby nasza Noblistka..
Pozdrawiam, życzę Ci udanych, wiosennych wycieczek.
Przepiękne wersy...
To jest piękny wiersz, trafia głęboko...
Prześlij komentarz