Archiwum bloga

wtorek, 25 września 2018

Władysław Szlengel - Obrachunek z Bogiem

Władysław Szlengel urodził się w roku 1914 na Woli w Warszawie w rodzinie żydowskiego artysty malarza.
Wykształcony w warszawskiej Szkole Kupieckiej, od roku 1937 publikował w warszawskich pismach wiersze oraz pisał teksty do kabaretów. W 1939 roku brał udział w obronie Warszawy.
W 1940 roku znalazł się w Getcie Warszawskim, brał czynny udział w Powstaniu Getta, zginął w kwietniu 1943 w w bunkrze Szymona Kaca na Świętojerskiej 36.


Jego poezje pisane w Getcie to dokumenty utrwalające tragiczną zagładę Żydów Getta, ocalające cząstkę pamięci o zgładzonych i umierających. Uchodzi za największego i najtragiczniejszego żydowskiego poetę Zagłady piszącego po polsku. Utrwalił najokrutniejsze, ostateczne doświadczenie - życie i umieranie Getta.


Utwory Szlengla, aczkolwiek nie wszystkie, ocalały w rozmaity sposób, na luźnych kartkach. Niektóre znalazł przypadkowo po latach Ryszard Baranowski w Józefowie pod Warszawą, rąbiąc podwójny blat pożydowskiego stołu. 

Jankiel Adler
Obrachunek z Bogiem

 Może to był sen - (chociaż nie) 
A może zamroczył mnie trunek
Siedzieliśmy razem Bóg i ja
I robiliśmy rachunek...

Bóg był starszym panem
O spojrzeniu pełnym łaski
Miał siwą długą brodę
I chodził bez opaski...

Kenkarty wprawdzie nie miał
Bo przybył prosto z raju
Lecz miał obywatelstwo
Podobno... - Urugwaju

Wyjąłem dużą księgę
A Pan Bóg Watermana
Otwarłem konto - wiara
I rzekłem... proszę pana
Mam lat trzydzieści dwa
Lat sytych albo biedy
Dotychczas Panie Boże
Otwarty miałem kredyt

Mówiono: módl się
Ja się modliłem
Mówiono: pość - -
pościłem...

Przez ciężkie postu dni
Bez kropli wody w ustach
Dla wielkiej chwały Twej
i urojonych ustaw
W męczących smugach świec
W tumulcie izb bóźniczych
Modliłem się byś mógł
uczynki moje zliczyć

Mówiono mi "nie kradnij"
nie kradłem
Mówiono: nie jedz świniny...
(lubię) - nie jadłem

Mówiono: Bóg tak chce...
Mówiono: Boża Droga
Mówiono: nie cudzołóż...
Wstrzymałem się... dla Boga

Mówiono nie zabijaj! nie zabijałem
Nie miej Boga nade mną - nie miałem...
Są różne miłe święta
Są różne trudne święta
Po dziesięć razy na rok
Kazano mi pamiętać

Kazano siedzieć w kuczce
Pić gorzkie, jadać macę...
Pokuty różne czynić
i zaniedbywać pracę

Rzemieniem ściskałem ręce
Księgi zżerałem nocą
i umartwiałem ciało
Przepraszam, pytam - po co?

Mówiłem: Bóg pomoże
Mówiłem: Bóg ocali
Wierzyłem: Pan Bóg ze mną
Mówiłem: i tak dalej...

Spójrz no, popatrz w księgę
Rzecz jasna, oczywista
Patrz! karta Twoich zasług
w stosunku do mnie - czysta...

Biją mnie w twarz
- Nie uciekam
Jak zwierz tropiony z nory w norę
Czekam... a Ty nic...

Głodno mi chłodno i tęskno
Droga wciąż dziksza, daleka
Pusto - wokoło, martwo
Nie płaczę... - czekam...

Na wiatr więc wyrzucone
Błagania posty lament
i sto tysięcy modlitw
i pół miliona "Amen"...

Co Ty mi dajesz dziś
Za wszystkie me uczynki
Ten blok...
Tę blaszkę... plac -
Te bony - czy Treblinki?
Czy jeszcze czekasz bym
Pojutrze jak testament
Pod pruski idąc gaz
Powiedział jeszcze "Amen"?

No mów coś, proszę mów -
Rachunek wyjm z ukrycia
Otwarte ksiegi - patrz! -
Wspólniku mego życia...

Ten miły starszy pan,
z którym przy stole piłem
Ołówek wziął do ręki i rzekł...
i tu się przebudziłem

Czy to był zwykły sen? -
Czy też mnie zmorzył trunek? -
Lecz do dziś nie wiem jak
się skończył obrachunek 

poniedziałek, 24 września 2018

Ks. Jan Twardowski "Co zostało we mnie"

mal.Anatoly Kontsub

Nie o grzechy mnie pytaj

co zostało we mnie

Ile szczerości tego co już było dawno ile uśmiechów wcześniejszych od myśli 
niewinności jak długowłosego jamnika 
albumu z wierszem "kto bibułę buchnie niech mu łapa spadnie" 
snu od bólu głowy 
liścia wiązu co drapie serce widzącego bez okularów 
barwy której się uczyłem jak muzyki 
kamienia wystrzelonego z procy który nie doleciał jaszcze do ziemi 
modlitwy szumiącej jak ogień 
siostry przy rodzinnym stole jak niebieska ostróżka 
pokazującej mi język po drugiej stronie lampy słów wciąż czujnych by nie uśpić krzywdy 
sumienia tak wiernego jak anioł i zwierzę 

i tego niewidomego - co dalej



niedziela, 23 września 2018

Konstandinos Kawafis- – Itaka




Leopold Staff

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste,
Lecz i manowce są wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki a taki.
Każdy z nas jest Odysem,


„Odys „ Staffa przypomniał mi bardzo piękny wiersz o Itace – greckiego poety Konstandinosa Kawafisa - Itaka
Przed zaprezentowaniem wiersza - może kilka słów przypomnienia motywu mitologicznego, który tak jak i "Orfeusz i Eurydyka" znalazł odbicie w sztuce nowożytnej. Myślę o bohaterskim poemacie Homera „Odyseja” którego treścią są losy niestrudzonego wędrowca Odyseusza, dzielnego króla Itaki odbywającego wielką podróż spod murów Troi do domu, do wiernej, kochającej żony Penelopy. 
Odyseusz powracał do swej ojczyzny dziesięć lat. Ta opowieść jest metaforą ludzkiego życia, które jest wieczną walką z przeciwnościami losu, wiecznym dążeniem do celu. Jest to także wyprawa w głąb siebie, poznanie swoich słabości, odnalezienie i określenie tego, co naprawdę w życiu ważne i wartościowe. Dla Odyseusza celem była Itaka.


Claude  Lorrain - "Powrót Odyseusza"
Konstandinos Kawafis – Itaka

Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

Pragnij tego, by wędrowanie było długie:
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaka uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłowa i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki —
ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
aby uczyć się i jeszcze się uczyć — od tych, co wiedzą.

Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej — twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.

Itaka dała ci tę piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.

Przełożył: Zygmunt Kubiak

piątek, 21 września 2018

WŁADYSŁAW BRONIEWSKI

Władysław Broniewski w czasach PRL-u był dyżurnym poetą, którego koniecznie trzeba było znać i uczyć się o nim. Zaszufladkowano go jako poetę proletariackiego. 
Władze wykorzystywały jego twórczość w celach propagandowych i to ta część jego poezji była najbardziej znana mojemu pokoleniu głównie za sprawą szkolnych programów tamtych czasów oraz okolicznościowych akademii. 


Oto jeden z wierszy pisanych przez poetę na tzw. zamówienie społeczne:

Smutna to była świadomość:
hałdy, hałdy, osada...
Proletariusz? – to przecie wiadomo:
ten, co nic nie posiada.

Co mi tam opowiadać,
co było, a czego nie będzie!
Chcę rozpowiedzieć radość
wszędzie.

Wydobyliśmy tyle a tyle
ponad normę. Wiadomo.
Niech dzieci spytają: "Ile
chleba z masłem przybyło do domu?"

Niech żona spyta: "Dlaczego
niezmęczony i taki radosny?"
Mąż odpowie: "Bom robił dla swego,



dla socjalizmu, dla wiosny.

Robiłem z rozmysłem, honornie,
kilof walił jak sto tysięcy,
325 ponad normę,
a będzie jeszcze więcej!"

Jeszcze czarne pod kopalniami
hałdy i widma domostw.
Przyszłość przed nami!
Byt określa świadomość!


Większość poetów i pisarzy, pragnących by ich wydawano i czytano w czasach sprawowania władzy przez "komunę" - musiało co jakiś czas pochwalić się podobnym utworem  .../.m.in.Tuwim, Szymborska, Miłosz, Gałczyński Brzechwa /dlaczego więc akurat Broniewskiego na długo wykreślono i nie wspominano ?
Broniewski od przed wojny miał przekonania lewicowe. Dał się więc łatwo  omamić komunistycznej propagandzie.
Czasy PRL-u; i nowy ustrój rozczarowały go jednak  po jakimś czasie, w jego życiu nastąpiły tragedie osobiste, takie jak tragiczna śmierć córki; to wszystko zmieniło Broniewskiego.

Jego poezja stała się bardziej intymna, już nie była tworzona dla mas. Zmieniła się tematyka, pojawiły się rozmyślania o nieuchronności przemijania, cierpienia, jego twórczość zaczęła być ucieczką w marzenia i wspomnienia dotyczące dzieciństwa i małej ojczyzny / Mazowsza./ 

Nowego Broniewskiego doceniłam dzięki Krzysztofowi Kolbergerowi, który deklamował jego wiersze w audycjach radiowych / Lato z radiem / i zaliczał do swoich ulubionych poetów. 

W mojej klasyfikacji mieści się w pierwszej dziesiątce.

Wiersz Władysława Broniewskiego "PRZYPŁYW" – recytowany przez Krzysztofa Kolbergera i Annę Romantowską zachwyca jak się go słucha.

H. Gailey

W morze spienione, w szumiące morze
gwiazdy spadały i nikły.
Oto ci serce dzisiaj otworzę -
To przypływ, miła, to przypływ!

Nocy tej księżyc poszedł na przełaj
przez srebrne wody Śródziemne,
fala do brzegu szła i ginęła,
jak giną słowa daremne,

fala ginęła, fala wracała,
jak miłość, której nie trzeba,
i obojętna gwiazda spadała
z obojętnego nieba.

Miłość konała, jak na gruźlicę
konają piękni i młodzi,
i w konającej patrzałem lice
z rozpaczą, że już odchodzi.

Mówiłem sercu: "Milcz o miłości,
serce uparte i dumne" -
a miłość rosła we mnie jak kościół,
dokąd wniesiono już trumnę.

Słowa miłości, słowa rozpaczy
zdławiła noc głuchoniema.
Kochać - to znaczy: dotknąć, zobaczyć,
a ciebie nie ma... nie ma...

Nocy tej przypływ bił o wybrzeże
zagniewanymi falami.
Byliśmy prości, byliśmy szczerzy,
byliśmy smutni i sami.

I słów nie było. I niepojęta
tkliwość złączyła nam dłonie...
Ja nie pamiętam, nie chcę pamiętać,
że miłość była w agonii!

Ach! ona świeci blaskiem wspaniałym
w gwiazd spadającym hymnie!
Gwiazdy - to mało, morze - to mało,
jeżeli miłość jest przy mnie,

bo wtedy mogę ująć w ramiona
świat od miłości mej szerszy
falą wezbraną, falą szaloną
nie napisanych wierszy...

Miła, ja płaczę... Gwiezdny alkohol
ma posmak cierpki i przykry.
Fala powraca szemrząc ci: "Kocham".
To przypływ, miła, to przypływ.






czwartek, 20 września 2018

Andrzej Waligórski - JA MAM CZAS...

Katarzyna Karpowicz 


Po ulicach Wrocławia chodzą śliczne dziewczyny, 
Moim zdaniem w trzech czwartych składające się z nóg. 
Człowiek patrzy i wzdycha, w gardle braknie mu śliny, 
I rozmyśla, że dużo później na świat przyjść mógł... 
A dziewczęta przechodzą postrojone w sweterki 
Czarne, złote, brunatne albo rude jak lis, 
By się spotkać z chłopcami, którzy noszą farmerki, 
I wystarczy im skuter, bułka z masłem i twist. 

To nic, poczekam trzydzieści lat, 
Mnie, kochanki, nigdzie nie spieszno... 
Siedemdziesięcioletni będę dziad, 
A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt... 
Inaczej będziecie patrzeć, na świat, 
Piękne dziewczęta, jakby zdjęte z reklam... 
Do widzenia za trzydzieści lat, 
Ja mam czas, ja poczekam! 

Znów was spotkam w kawiarni, u znajomych, w teatrze, 
W takich miejscach, gdzie spokój bardziej cenią niż ruch. 
Z biegiem czasu różnica między nami się zatrze, 
Henio włoski pogubi, Kazio będzie miał brzuch... 
Zosia będzie się brzydko sztuczną szczęką uśmiechać, 
Basia będzie się krzywić, bo uwiera ją pas, 
To jest moja malutka, bardzo smutna pociecha, 
Nie mam na co już liczyć, a więc liczę na czas... 

Cóż, trzeba czekać trzydzieści lat, 
Mnie po prawdzie nigdzie nie spieszno... 
Siedemdziesięcioletni będę dziad, 
A wy będziecie mieć po pięćdziesiąt... 
Lecz nowa młodzież przyjdzie na świat 
Z jakimś nowym skuterem i twistem, 
A następnych trzydziestu lat 
Nie wytrzyma mój słabiutki system...

Julian Tuwim - EWA

Adrian van der Werff






Zaczęło się to dawno, dawno, 
Najdawniej jak pamięć sięga, 
Tam, skąd bierze początek 
Rodzaju ludzkiego księga. 
Pod modrym niebem, w cudnym ogrodzie, 
Pod słynnym drzewem, w przewiewnym chłodzie, 
Pierwszą wiosną, w pierwszym maju, 
Zresztą każdy o tym wie: 

Kiedy Adam mieszkał w raju 
Bardzo często nudził się, 
Spać tam było we zwyczaju, 
Więc spoczywał w błogim śnie... 

Dalszy ciąg każdy sam sobie dośpiewa. 
Słowem: EWA. 
I zaraz potem zerwała owoc z drzewa, co nęcił wonią 
i blaskiem świecił. Ach, przypadła doń pożądliwymi usty: 

Patrz Genezis, rozdział trzeci, ustęp szósty: 
Widząc tedy niewiasta, iż dobre drzewo ku jedzeniu, a iż 
było wdzięczne ust wejrzeniu a pożądliwe drzewo, dla 
nabycia umiejętności wzięła z owocu jego i jadła, i dała 
też mężowi swemu, który z nią był i on też jadł. 

Od grzechu zaczął się jej świat, 
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał, 
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta, 
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła, 
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza, 
I gołąb i żmija, i piołun i miód, 
I anioł i demon, i upiór i cud, 
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna, 

Początek i koniec - kobieta, acha!  

środa, 19 września 2018

Ignacy Krasicki

Portret Ignacego Krasickiegi /1767r./
   TRZY  BAJKI 
Z MORAŁEM 

Filozof i orator

Filozof dysputował o prym z oratorem.
Gdy się długo męczyli mniej potrzebnym wsporem,
Nadszedł chłop. "Niech nas sądzi!" — rzekli razem oba.
"Co ci się — rzekł filozof — bardziej upodoba?
Czy ten, który rzecz nową stwarza i wymyśla,
Czy ten, co wymyśloną kształci i okréśla?"
"My się na tym — chłop rzecze — prostacy, nie znamy,
Wolałbym jednak obraz aniżeli ramy".


Jowisz i owce


Naprzykrzały się bogom częstymi prośbami
Owce, chcąc wiedzieć, co się stanie z jagniętami.
Rzekł im Jowisz: "Lepiej to dla was, że nie wiecie.
Ale kiedy koniecznie przyszłość dociec chcecie,
Godna kary ciekawość w uporze zacięta:
I was ludzie wygubią, i wasze jagnięta".
W ścisłym kręgu ciekawość naszą trzeba mieścić:
Wie niebo, co nam taić; wie, co nam obwieścić


Podróżny

Gniewał się wędrujący i przeklinał bogi,
Że mu deszcz ustawiczny przeszkadzał do drogi.
Tymczasem z boku czuwał nań rozbójnik chciwy.
Puścił strzałę; ale że przemokły cięciwy,
Padła bez żadnej mocy. Zrazu przestraszony,
Kiedy poznał, że deszczem został ocalony,
Przestał bogi przeklinać, nie złorzeczył słocie.
Często, co złe z pozoru, dobre jest w istocie.

Koniec

Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił,
Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił,
Rzekł: "Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie:
Bajka poszła w wędrówkę; wędrując po świecie
Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy
Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy,
A widząc, że ubrana bardzo podle była,
Zdarli suknie — aż z bajki Prawda się odkryła".
 

wtorek, 18 września 2018

Kazimierz Wierzyński - Kabała jesienna


I znów jest wieczór w szarudze i słocie,
I lampę trzeba świecić już o czwartej.
Siądź tu naprzeciw. Ty wiesz: w tej martwocie
Najwięcej szczęścia dają twoje karty.

Zmarszczone ręce położą proroczy
Korowód zdarzeń i tak nie do wiary
Dobrze się stanie, gdy podnosząc oczy,
Na mnie popatrzysz się przez okulary.

Ktoś mi list przyśle - prawda? - i wyswata
Z kierową damą, która na mnie czeka;
Niespodziewany czyjś przyjazd i strata,
Intrygi pików i podróż daleka.

I całe życie to, które się zmieści
W jednym kwadracie pasjansa, w mozaice
Kart kolorowych, w najdroższej powieści,
W sercu, co kocha, jak w bajce, jak w bajce.

Nie trzeba sprawdzań, wszystko się sprawdziło,
Wyszło, corn myślał - tak, wiesz, nie do wiary
Że mi w szarugach dni będzie się śniło
Spojrzenie długie poprzez okulary.

poniedziałek, 17 września 2018

CYTATY - Henning Mankell /"Grząskie piaski "/


"KAŻDY  TYRAN,  CZY DYKTATOR  BOI SIĘ               WOLNOŚCI LUDZKIEGO MYŚLENIA"
Henning Mankell /

Ewa Lipska -- Dom Dziecka


Trzydzieści par pantofelków filcowych
z wyszytym na środku kwiatem tulipana.
Trzydzieści fartuszków poplamionych sokiem
z czarnej porzeczki. Trzydzieści nieruchomych kotów
wyhaftowanych ściegiem płaskim.
Trzydzieści par wyciągniętych rączek
ale tylko po łyżki do zupy mlecznej.
Trzydzieści par oczu otwieranych we śnie
aby dojrzeć rodziców na wzgórzach cukierków.

Gdyby moja mamusia chciała
mogłaby być królową.
Ale musiała umrzeć
bo tatuś zamienił się w wilka.

Moja mamusia była chuda
i dlatego nie mogła mnie kochać.
Ale jak tylko będzie chuda mniej
to mnie kupi na zawsze.

Moja mamusia jest piękna. Mój tatuś jest piękny.
Moja mamusia jest bogata. Mogłaby kupić
Amerykę Północną i złoto. A tatuś
potrafi strzelać z prawdziwego karabinu.

Trzydzieści par nóżek
stoi przed nieczynną zwrotnicą
i oczekuje na wjazd
domu.

niedziela, 16 września 2018

Józef Baran - Ballada o Bogu na emeryturze


co ja się go naszukałem
góry lasy przetrząsałem
i nic

aż raz
w parafii pipidówa-zdrój
uśpiłem plebana winem porzeczkowym
i wykradłem mu zza pazuchy mapę

zaraz o świcie wyruszyłem
z pękatym brzuchem plecaka
piąłem się z trudem
jak koń zaprzęgnięty do pługa

i zbiegałem z górki na pazurki

szedłem i szedłem
leśnymi tunelami
gliniastymi jarami
kędy tylko węże korzeni
ślisko się wiją

minąłem tłumy zbóż
biorące udział w pochodzie majowym
minąłem chatkę na kurzej stopce
gdzie chłop i baba mieszkają
bardzo starzy oboje

minąłem na łąkach białe konie
z rozpuszczonymi grzywami
które zdezerterowały od wozów

i dwoje zagubionych leśnych dzieci
które wracały właśnie
od baby-jagi

szedłem i szedłem
kładką ścieżki
coraz wyżej i wyżej

na samym poddaszu wsi
skąd bliżej do nieba niż do ziemi
gdzie czerwony znak wbity w chmurę
ujrzałem staruszka z siwym obłokiem brody
drepczącego w asyście trzmieli po ogrodzie

- tak, to ja jestem Bogiem
rzekł i uśmiechnął się smutno
oprowadził mnie po poletku
pokazując wiernego anioła zmienionego w psa
plantację sztucznych planet
ogródek z zakazanym drzewem wiadomości

ożywił się wyraźnie
na szklanej werandzie
przy przeglądaniu starych zdjęć
z albumu świata

piliśmy ptasie mleko
pocieszałem go że się nie zestarzał
a on w zamian zaciągając się z fajki
dymem pachnącym maciejką
zawierzył mi w tajemnicy
że spisuje pamiętniki

na odchodne staruszek
bardzo prosił o dyskrecję

- przychodzą tu różni tacy
pytają o początek i koniec świata
o takie inne rzeczy

tak jakbym ja to wszystko
jeszcze pamiętał...
tak jakbym ja to wszystko jeszcze pamiętał...

powiedział
rozkładając bezradnie ręce

sobota, 15 września 2018

Andrzej Waligórski - Karnawał w Soplicowie

Zagrano poloneza. Podkomorzy rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza
Podaje rękę Zosi odzianej w atłasy
Gdy wtem stanął i mruknął: - Cóż to za hałasy?

Faktycznie, w sali trwała wrzawa niepojęta,
Ci stronę asesora, ci brali rejenta,
Jedni byli za Kusym, drudzy za Sokołem,
Już też pierwsze butelki fruwały nad stołem,

Już Jankiel, który właśnie szedł podlewać kwiatki
Dostał nagle po pejsach półmiskiem sałatki,
Kiedy zacny ksiądz Robak wskoczył na kominek
I krzyknął: - Niech rozstrzygnie ten spór pojedynek!

- Tak racja, pojedynek! - goście zakrzyknęli
I obu adwersarzów ku sobie popchnęli.
Rejent za bok się schwycił, lecz nie miał rapieru
Więc warknął: - Ha, sprowadzę ja cię do parteru!

Jakoż i rzeczywiście, złapawszy za kłaki
Szarpnął i asesora stawił na czworaki,
Ten jednakże na atak odpowiedział godnie -
Dwakroć kłapnął zębami i przegryzł mu spodnie.

Ugodzony w słabiznę, biedny rejent z bólu
Wrzasnął, skoczył i zawisł był na żyrandolu.
Chwilę wisiał, jednak że żyrandol starawy
Urwał się i wpadł z trzaskiem we środek zastawy.

Rozprysły się po izbie mięsiwa i sosy.
Aromatyczne miody, treściwe bigosy.
Obie podkomorzanki spryskała musztarda,
Telimenie za dekolt wskoczyła pularda
Tylko co upieczona i jeszcze skwiercząca,
Ta zasię, gdy nie mogła wytrzymać gorąca
Zrzuciła przyodziewek, tracąc prawie zmysły,

Aż hrabia mruknął kwaśno: - Hm... biuścik obwisły,
Teraz widać dopiero, gdy braknie stanika,
Że przypomina uszy mojego jamnika,
Którym szczułem niedźwiedzie z Nalibockich lasów
Wraz z baronem Dreptakiem i z księciem Denasów!

Nie skończył jeszcze mówić, kiedy wpadł nań Ryków,
Skłębiony z całą kupą innych biesiadników,
Zaś staruszek Gerwazy wydał grzmiący poryk,
Wsadził w omszałą pochwę prastary scyzoryk
I mruknął, uśmiechnięty od ucha do ucha:
- Nu ot, miał być karnawał - wyszła rozpierducha! 

piątek, 14 września 2018

Zbigniew Herbert - Zwierciadło wędruje po gościńcu


Trzy Gracje - Antonio Canova 1814


Mówią -
że sztuka jest zwierciadłem
które przechadza się po gościńcu

odbija wiernie realność
to niesamowite dwunożne lustro (…)

czasem sztuka odbija miraże
zorzę polarną
ekstazy nawiedzonych
uczty bogów
otchłanie
zmaga się także z historią
ze zmiennym powodzeniem
stara się ją oswoić
nadać ludzki sens

stąd balety
orkiestry
obrazy jak żywe
powieści różnorakie
wiersze (…)

sztuka stara się uszlachetnić
podnieść na wyższy poziom
wyśpiewać odtańczyć zagadać
zetlałą materię ludzką
zrudziałe cierpienie.

czwartek, 13 września 2018

Szydzik Zofia - jak wędrowiec

VINOGRADOV Sergej Arsen'evic





pielgrzymuję przez życie...
po kocich łbach
dotykam zmian i przemijania
wciąż z dziecięcym zdziwieniem na twarzy
szarpana wiatrem
podążam
mijając ludzi i miejsca

krzykacze polityczni - jak marni krawcy
szyją przyszłość nie na moją miarę

w ciemnych zaułkach - straszą bezkrwiste twarze…
karmione leguminą gnijących słów
z politycznego rynsztoka

zabrakło wielkich
którzy potrafią iść w parze z małymi
u steru karłowaci
łowią przetakiem wielkie sprawy

miłość traci na wartości
uczciwość poszła na tułaczkę
ścieli się życie jak gobelin
tkany na osnowie przekrętu

przymykam oczy
by móc wsłuchać się w strofy rwane przy drodze
i w śpiew skowronka
tu nie ma miejsca
na fałsz…

środa, 12 września 2018

Jan Brzechwa - ŻURAW I CZAPLA

Bardzo lubiłam czytać wiersze Tuwima i Brzechwy synowi, potem wnuczkom.
Dziś są już dorośli, a ja powracam do tych wierszy dla własnej przyjemności.....


Jan Brzechwa

ŻURAW I CZAPLA























Przykro było żurawiowi,
Że samotnie ryby łowi.

Patrzy - czapla na wysepce
Wdzięcznie z błota wodę chłepce.

Rzecze do niej zachwycony:
"Piękna czaplo, szukam żony,

Będę kochał ciebie, wierz mi,
Więc czym prędzej się pobierzmy."




Czapla piórka swe poprawia:
"Nie chcę męża mieć żurawia!"

Poszedł żuraw obrażony.
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli sobie:
"Czy właściwie dobrze robię?

Skoro żuraw tak namawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

Pomyślała, poczłapała,
Do żurawia zapukała.

Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę.

"Przyszłam spełnić twe życzenie."
"Teraz ja się nie ożenię,
Niepotrzebnie pani papla,
Żegnam panią, pani czapla!"

Poszła czapla obrażona.
Żuraw myśli: "Co za żona!

Chyba pójdę i przeproszę..."
Włożył czapkę, wdział kalosze,

I do czapli znowu puka.
"Czego pan tu u mnie szuka?"

"Chcę się żenić."
"Pan na męża?
Po co pan się nadweręża?

Szkoda było pańskiej drogi,
Drogi panie laskonogi!"

Poszedł żuraw obrażony,
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli: "Szkoda,
Wszak nie jestem taka młoda,

Żuraw prośby wciąż ponawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

W piękne piórka się przybrała,
Do żurawia poczłapała.

Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce - to nie chce drugie,

Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą