Archiwum bloga

wtorek, 17 lipca 2018

ROMAN. BRANDSTAETTER - BOŻE ZEGARY

Alastair Magnaldo


....... Nic się nie dzieje przedwcześnie,


i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...


Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.


Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.


[R. Brandstaetter]

poniedziałek, 16 lipca 2018

Stanisław Baliński - Godzina nocy


Zegar nocy – Jarosław Jaśnikowski


Każda godzina nocy ma inne oblicze.

Szósta wieczór, na przykład, gdy się wolno zmierzcha
Jest godziną przeszłości, do której myśl pierzcha
Odnajdując w różowym młodości koralu
Jakieś dnie bez goryczy i smutki bez żalu.

Godzina ósma wieczór jest zupełnie inna
I najdźwięczniej wybija w stołowym pokoju,
Gdzie schodzi się domowa gromadka rodzinna,
Żeby w cieniu herbaty pogadać w spokoju.

Odwróćmy od niej głowę, przysłoniętą mgłami.
Ta godzina jest dzisiaj nie dla nas, nie z nami.

Potem idzie dziewiąta, początek wieczora.
Jesteś sam. Drzwi zamknięte. Nocnej pracy pora.


Lampa, książka i ćwiartka papieru przed tobą -
Są przyjaznego biurka jedyną ozdobą.
Nie słyszysz kropel deszczu, ani głosów miasta,
Tylko cichy szmer pióra, co wiernie szeleści,

Nie słyszysz, jak przypływa z wolna jedenasta,
Godzina lamp i świateł, godzina śródmieścia.
Miedzy ostatnim - w modnym teatrze - oklaskiem
A pierwszym powitaniem gości przez kelnera
Ulice dźwięczą gwarem i musują blaskiem. -
Lecz godzina to krótka i prędko zamiera.

Dwunasta była kiedyś porą złego ducha,
Zrodziła ja noc dziadów i noc świętojańska.
Dziś mija bez znaczenia, dziś nikt jej nie słucha,
To po prostu zwyczajna godzina mieszczańska,
Gdy szczęśliwe małżeństwa w pościeli dosytu
Naciągają pierzynę, żeby spać do świtu.

Druga w nocy wydzwania wolno w oddaleniu
Dla tych wszystkich, co jeszcze pracują w skupieniu.
Dobrze jest wtedy w oknie odetchnąć szeroko
Powietrzem, które płuca nasyca głęboko.
I poczuć moc twórczości, która właśnie z ziemi
Unosi się ku gwiazdom i jest miedzy niemi.

To jest godzina szczęścia. O, daleki bracie,
Który ją znasz, wiesz dobrze, jak się za nią płaci.

Potem noc zwalnia biegu, skręca boczna droga,
Zbliżają się godziny tych, co spać nie mogą,
Tych, co leżą w pościeli, a pościel nie chłodzi,
Którzy łaski snu pragną, a sen nie przychodzi.
Czasami szpara światła w drzwiach od korytarza
Jakieś złudzenie nocy przespanej im stwarza.

"Może świt - myślą wtedy - może sen już zleciał."
Lecz światło nagle znika. I wybija trzecia.

Wtedy wychudłe ręce szukają w ciemności
Drugiego już tej nocy proszka weronalu,
Który zakończy wreszcie pustkę bez litości
I - znękanych - nasyci esencją opalu.
Ale sen, który idzie, ma lodowe usta
I spojrzenie zimniejsze od spojrzenia Prousta.
Gdy mu z ręki ostatnia wypadała karta
Utraconego Czasu... Wtedy bije czwarta.

Godzina szósta rano nie należy do nas,
Nie należy do nocy. Jest dla niej stracona.
Cóż o niej tutaj mówić? Chyba to, że wianek
Wczesnego dnia na niebie wyłania z ukrycia
I budzi dzieci, które przeczuwając ranek,
Przez sen się uśmiechają z ufnością do życia.

A życie, wschodząc właśnie, jak gdyby w podzięce,
Wyciąga do nich czule sprawiedliwe ręce.

sobota, 14 lipca 2018

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Narodziny Afrodyty

Oto wyłoniła się z piany,
Najwznioślejsza, najpowabniejsza bogini.
Wonne zioła wyrastają u delikatnych stóp
tej, która wyśliznęła się z piany.
Bogowie i ludzie nazwali ją Afrodytą,
tą która karmiła się pianą.

(Homer)


Alexandre Cabane

Bosko piękna Afrodyta w mitologii greckiej bogini miłości, piękna, , kwiatów, pożądania i płodności.
Najbardziej urodziwa z bogiń antycznych mitów, nie była jednak boginią miłości romantycznej i wysublimowanej, lecz miłości cielesnej i zmysłowej.


Złocisty to był dzień. Błękitne zadumanie
objęło cały świat. Na modrym oceanie
słoneczny zasnął blask. Na ziemi i na niebie
cisza zdawała się wsłuchiwać sama w siebie.

Omdlewał w okrąg świat od światła i gorąca,
różany płonął kwiat, srebrniała lilia drżąca,
nad cichą, modrą toń nieskończonego morza
płynęła kwiatów woń, jak lutni dźwięk, w przestworza.

Wtem - jakby zwiewny rój motyli skrzydłem drżącem
potrącił śpiący blask i śpiącą głąb pod słońcem:

zadrgała senność sfer i kwiaty zaszeptały,
niepokój jakiś świat ogarnął nagle cały,
oczekiwanie - - cud jakiś się dziwny iści - -

z błękitno-złotych wód, z zielono-złotych liści
dźwięczący wybiegł szmer, lękliwy i radosny,
zadrgała senność sfer, jak w narodziny wiosny.

I ze srebrzystych pian, co w słońcu nieruchomie
w tęczach świetlanych skier leżą na wód ogromie,
wśród blasku, ciepła, mgieł złocistych, z wód kryształu
nagi niewieści kształt wynurza się pomału - -

zdumienie zdjęło świat: przejrzyste milkną sfery,
drżeć przestał róży kwiat, liliowe ścichły szmery,
jakby zaklęta woń stanęła skrysztalona,
i w zadziwieniu w toń spojrzała nieb opona.

A ze srebrzystych pian Afrodis wyszła biała
i naprzód słońcu swój promienny uśmiech słała,

potem przez modrą głąb powoli szła ku ziemi,
znacząc swej drogi ślad kroplami świetlistemi,

i boski uśmiech śle niebiosom, lądom, wodzie,
a świat dziwował się przecudnej jej urodzie,
blask ją osuszać biegł, woń obcierała z rosy,
u nóg jej śnieżnych legł ocean modrowłosy.

A ona w słońcu swe suszyła ciało białe,
zefiry pieszczą ją z rozkoszy oszalałe,
ślizgają się od stóp po nogach jej do łona,
całują piersi jej i szyję, i ramiona,
spijają perły pian z jej zagięć i lubieżne,
w lotny okrążą tan jej uda smukłe, śnieżne,
z wolna się suną wzdłuż jej pełnych biódr, a potem
ku ustom z wonią róż wzlatują nagłym wzlotem.

Muskają włosy jej złociste, miękkie, śliczne,
złocisty szafir ócz owieją balsamiczne
i omdlewając już do stóp jej kornie padną...

A ona rękę swą podniosła światowładną
i naga stała tam, a dziwna jej potęga
aż do Hadesu bram nieprzekroczonych sięga

i zadrżał wszechświat w krąg, bo z morskich głębokości
sprawczyni wyszła mąk najsroższych dla ludzkości.

piątek, 13 lipca 2018

Maria Konopnicka - "Jaś nie doczekał"

Lubimy wracać do bajek i książek z dzieciństwa. Jak mówią słowa piosenki: 
„Gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad”.

W dzieciństwie płakałam nad losem Jasia z wiersza Marii Konopnickiej „Jaś nie doczekał”,….pewnie nie tylko ja.  Czy dziś też nam łezka w oku się zalśni?


Ilustracja książkowa 

(...)
Był to niedzielny poranek wiośniany.
W izbie wyrobnik siedział z zgasłą twarzą
U pociemniałej i wilgotnej ściany,
Po której zamróz kroplami ociekał…
Aż z dum swych ciepłym zbudzony promieniem,
Posłyszał wróble, co na dachu gwarzą;
Spojrzał po izbie okiem smętnem, mgławem,
Potem na jasność tę ożywczą słońca
I szepnął z cichym, stłumionym westchnieniem:
Jaś nie doczekał!”

I otarł grubej koszuli rękawem
Łzę, co po twarzy toczyła się, drżąca
I taka mętna, i ciężka, i wielka,
Jakby to wody nie była kropelka,
Lecz kamień, który, wyrzucony z duszy,
Padnie w głębiny i ziemię poruszy.

Zima ta ciężka była. Śnieżne duchy
Pomiędzy ziemią latały a niebem,
Białymi skrzydły zakrywszy błękity,
A mroźne wichrów północnych podmuchy
Dreszczem wstrząsały ubogie te ściany,
Wśród których nędzarz tak rzadko jest syty
Twardym i czarnym niedoli swej chlebem;
Tak biedne nosi na grzbiecie łachmany,
Tak ciężko musi pracować na dzieci

Wśród skrzących mrozów i wietrznej zamieci!

Zima ta ciężka była. Na kominie
Ogień nie co dnia rozniecał się lichy,
Nie co dnia ciepłą gotowano strawę.
Ojciec przychodził wieczorem bez siły,
Nie mogąc dźwignąć siekiery ni piły,
I padał spocząć, jak martwy, na ławę…

A Jaś tymczasem, w nędznej koszulinie,
Coraz to bledszy, coraz bardziej cichy,
Na kształt mdlejącej lampy lub pochodni,
Zjadał kęs chleba – i siadał na ziemi,
Patrząc na ojca oczyma smutnemi.

Jak ci, co mówić nie śmią, że są głodni!

Wreszcie z tapczana nie podniósł się wcale,
Ojca witając z daleka – uśmiechem…
Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,
W piersiach mu grały i łkania, i żale…
Noc całą dziecko zagrzewał oddechem,
Bo mu się zdało, że stygnie, że kona…


Modlił się, płakał, o ściany tłukł głowę,
A ściany skrzyły się jak diamentowe…
Bo zima na nie rzuciła płaszcz biały.
Łzy na nich marzły – i jak perły stały.

Rankiem wyrobnik zastawił swą piłę,
Porąbał stołek, rozpalił ognisko,
Przyzwał lekarza. Lekarz, człowiek młody,
Oświadczył, że tu jest powietrze zgniłe,
Że straszna wilgoć ma tutaj siedlisko,
Że dziecku trzeba dać lepsze wygody,
Izbę obszerną, jasną i ogrzaną,
Ciepłe okrycie, a przy tym co rano
Posiłek lekki; pożywny, gorący.


Zapewnił nadto, że jeśli chłopczyna
Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.
Wreszcie oświadczył, że mróz – trzaskający!
I wyszedł. – Ojciec stanął jak zmartwiały,
We drzwi wlepiwszy źrenice błyszczące…

A wiatr tymczasem rozmiatał z komina
Iskry i dymy i w szyby tak siekał,
Jakby brał szturmem tę izbę ubogą.
Blada twarz chłopca zrobiła się sina…
Do ojca sztywne wyciągnął rączęta,
Rzucił się… wargi drobne mu zadrgały…
A śmierć, srebrzystą szatą owinięta,
Wzięła go z sobą tajemniczą drogą…
Promienia słońca


Jaś już nie doczekał!

Jako dziecko wzruszałam się też bardzo czytając "Antka" - Bolesława Prusa  szczególnie w części o Rozalce spalonej w piecu i  Gustawa Morcinka - o "Łysku z pokładu Idy"/ łezka mi się ukazywała tym razem z radości ze szczęśliwego zakończenia./ 

czwartek, 12 lipca 2018

Ewa Lipska - Coś zmienić w życiu chciałabym

Mal. Konstantin Razumov

Coś zmienić w życiu chciałabym.
Za oknem nostalgiczny rym.
I jak poradzić sobie z tym,
bym była inna.

Niech czeka na mnie w tłumie róż
wiecznie zielony anioł stróż.
I niech nie dzwoni więcej już
pamięć kamienna.

Może kredka na policzku, szal, sukienka.
Kolor włosów, kolor wspomnień, kawiarenka.
Pióropusze, listy wzruszeń, znów od nowa,
kiedy słowa, kiedy mowa ezopowa.

Może wreszcie, jak w agreście, coś się zdarzy.
Powiesz do mnie: wiesz, w tym wieku ci do twarzy.
Powiesz do mnie o miłości albo więcej.
Najgoręcej moja ręka w twojej ręce.

Coś zmienić w życiu chciałabym.
Owija mnie różowy dym.
A na plakacie ona z nim,
szczęśliwa puenta.

Nich się odnajdą: ty i ja.
Zielony anioł. Sen bez dna.
I niech fortepian stary gra,
co zapamiętał.


środa, 11 lipca 2018

Tadeusz Różewicz - Powrót

Model: William Franklyn-Miller





Nagle otworzy się okno
i matka mnie zawoła
już czas wracać

rozstąpi się ściana
wejdę do nieba w zabłoconych butach

usiądę przy stole i opryskliwie
będę odpowiadał na pytania

nic mi nie jest dajcie
mi spokój. Z głową w dłoniach
tak siedzę i siedzę. Jakże im
opowiem o tej długiej
i splątanej drodze.


Tu w niebie matki robią
zielone szaliki na drutach

brzęczą muchy

ojciec drzemie pod piecem
po sześciu dniach pracy.

Nie – przecież nie mogę im
powiedzieć że człowiek człowiekowi
skacze do gardła.

Jeremi Przybora- Staruszek do wszystkiego

mal. Charles  Spencelayh






Staruszek do wszystkiego
Jest niezawodny w skutkach,
Staruszek do wszystkiego:
Do domu i ogródka,
Na zimę i na lato,
Do miasta i na wieś,
Staruszek za opłatą
Korzyści może nieść.

Staruszek czar,
Staruszek sznyt,
Staruszek dar
I szczyt.
Staruszek sen,
Staruszek port,
Staruszek tlen
I tort.






Oszczędzaj więc na niego,
Do niego szczerze dąż,
Staruszek do wszystkiego
Opatrznościowy mąż.


Ożenek lub zamęście
To ryzykowna dróżka,
Dlatego znajdziesz szczęście
Najłatwiej u staruszka.
W Rumparii księdze trzeciej
Powiada dobra wróżka,
Że nieraz zamiast dzieci
Jest dobrze mieć staruszka,

mal. Charles  Spencelayh
Jeśli staruszek ów
Jest czysty oraz zdrów.
Staruszek do wszystkiego
To niecodzienna gratka:
Do odgarniania śniegu,
Do podlewania kwiatka,
Do zupy nastawienia,
Do zabawiania pań,
Do wyfroterowania
I do wymiany zdań.



Staruszek czyn,
Staruszek zysk,
Staruszek klin
I błysk.
Staruszek brat,
Staruszek dłoń,
Staruszek kwiat
I woń.


On da ci, czego nie da
Z kimkolwiek innym traf,
Więc zastaw coś lub sprzedaj
Staruszka sobie spraw!

sobota, 7 lipca 2018

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - *** W twego ciała przecudownej czarze

Signed Guillaume Seignac









W twego ciała przecudownej czarze
życie kipi jak złociste wino:
trzykroć, trzykroć ten będzie szczęśliwy,
komu dasz się nim upić dziewczyno.

W twego ciała przecudownej głębi
oczy toną jak w jeziora fali
i powrócić na słońce nie mogą
z ławic pereł i ławic korali.

piątek, 6 lipca 2018

Wójcik Leszek - z tomiku „Cokolwiek dalej” 1999

Jarosław Jaśnikowski

Cywilizacja

Płazy pochodzą od ryb
gady pochodzą od płazów
ssaki pochodzą od gadów
człowiek i szczur
łamigłówka ziemskiego pokrewieństwa

Za milion lat niepewności
ktoś ustawi w muzeum
fajkę korkociąg lufę czołgu
zagadkowe szczątki ludzkości 




Genealogia

Oglądam swoje drzewo
genealogiczne
na drzewie siedzi małpa
drapie część ciała
z której ewolucja ukradła jej ogon
przedrzeźnia mnie
ale się do mnie nie przyznaje
jestem zbyt nieludzki
by być jej potomkiem

czwartek, 5 lipca 2018

Antoni Słonimski - Elegia miasteczek żydowskich


Nie masz już, nie masz w Polsce
Żydowskich miasteczek
W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

Eduard Gurevich

































Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagalla.

Henry Weiss
Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

Eduard Gurevich
Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

Henry Weiss






























Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.




środa, 4 lipca 2018

Baran Józef -„Więcej uczucia”

Richard Luce

„Więcej uczucia”

dla drobnej chwili
niech napełni cię sobą pochłonie
nachyl się tylko
nad jej źródełkiem
zaczerpnij w dłonie

wstrzymaj życie
niebieskich chwil
szalone obroty
przejrzyj się
w kropli ciszy
nie nazywaj tego
pustym przelotem

spowolnij życie
naciesz się tym co jest
otwórz oczy
to może jedyna wieczność
którą przeoczysz.

bo mijamy chwile
biegnąc ślepo przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie.

wtorek, 3 lipca 2018

Lucian Blaga  - Cisza

Lucian Blaga  ( 9 maja 1895 - 6 maja 1961 r.) Był rumuńskim filozofem, poetą, dramaturgiem i powieściopisarzem,był dominującą postacią rumuńskiej kultury okresu międzywojennego.


Chelin Senjuan

Tak wiele wokół ciszy, że niemal słyszę, 
jak rozbijają się o szyby promienie księżyca. 

W piersi mej 
głos obcy się zbudził 
i wyśpiewuje we mnie cudzą tęsknotę. 

Mówią, że przodkowie, co przedwcześnie zmarli, 
mając w żyłach młodą krew, 
wielką namiętność, 
żywe słońce w namiętnościach, 
przybywają, 
przychodzą, by dokończyć
w nas 
nie przeżyte życie. 

Tak wiele wokół ciszy, że niemal słyszę
jak rozbijają się o szyby promienie księżyca. 

A któż to wie, duszo ma, w czyjej piersi ty sama wyśpiewasz 
kiedyś, po stuleciach, 
na delikatnych strunach ciszy, 
na harfie ciemności – zdławioną tęsknotę
i złamaną radość życia? Któż to wie? Kto wie?


tłumaczenie Wiesława Piechockiego

poniedziałek, 2 lipca 2018

Jolanta Chrostowska-Sufa - kobieta dziecko

Emile Vernon



moje dziecko we mnie
moja kobieta we mnie
patrzą
na ciebie
moja niewinność
moja kobiecość
należą do ciebie
możesz wybrać
moje dziecko we mnie
moją kobietę we mnie

jakiej mnie pragniesz?

niedziela, 1 lipca 2018

Czesław Bagiński * * *

Maja Berezowska "On i Ona"

Czytelnicy dawnego "ŚWIATA  POEZJI" pamiętają zapewne ten dowcipny, lekki w stylu wiersz. Szkoda by uległ zapomnieniu i zaginął gdzieś w wirtualnej przestrzeni zamieszczam go więc tu na stronie  "ŚWIATA POEZJI  II" powtórnie.


*** 

- Pani Magister, mam pewną sprawę...
-- Ach pan Profesor -- bardzo proszę.
Może wypije pan ze mną kawę?
-- Nie, nie.
Od dawna kawy ja nie znoszę.
Pani już chyba mnie trochę zna,
Przecież spotkaliśmy się raz,
Może dwa.
Może herbatkę pani ma?
Zielona byłaby w sam raz.
Bo kawa, widzi pani, nagle
Może wypłukać cały magnez
I potem skurcze łapią mnie,
A panią nie?

-- Pyszne herbatki pani parzy.
Gdyby tak co dzień -- ech pomarzyć.
Proszę mi podać prawą dłoń.
Nic jej nie grozi -- Boże broń.
Mogę przewidzieć z niej los pani.
No proszę. Proszę mnie nie ranić.

-- Ach co za dłoń. Paluszki jakie.
Mógłbym je schrupać z wielkim smakiem.
-- Ostrzegam pana, Profesorze.
Jeśli zachowa się pan gorzej ...
-- Nie nie, 
To byłby z mojej strony obciach.
Proszę popatrzeć -- linia życia
U pani wiedzie aż do łokcia.
Nie widać dobrze... chyba ... prawie,
Na pewno kończy się w rękawie.
Czy może pani zdjąć ten rękaw?
-- Ale nie będzię pan znów klękać?
-- No nie wiem. Całkiem tak wygodnie.
Proszę nie troszczyć się o spodnie.
Na klęczkach jest po prostu lepiej.
A spodnie potem się wytrzepie.

-- Ten pieprzyk tam na obojczyku
Całą uwagę moją przykuł.
-- Aaa, aa linia życia, co nam mówi?
-- Już odpowiadam, ale wcześniej,
Czy mogę Pani zdjąć obuwie?
-- Pro... prof ...pro ... proszę grzecznie,
I ręce ... proszę ... mieć pod strażą.
Za bardzo po mnie się rozłażą.
-- Bo, widzi pani, jak podróżnik
Chcę zwiedzić panią aż po równik.
Dojść do obszarów najgorętszych.
A pani wciąż przeszkody piętrzy.
Ach profesorze... 
o tej porze?... 
no może... 
o mój Boże.

sobota, 30 czerwca 2018

Mira Kuś - Za siedmioma górami



Za siedmioma górami
Za siedmioma lasami
W sąsiednim osiedlu
Przy następnej ulicy
O kilka klatek dalej

Za ścianą


Żyje

Drugi człowiek