Archiwum bloga

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Jonasz Kofta - Kiedy się dziwić przestanę


Kiedy się dziwić przestanę
Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień
Swe ostatnie, niemądre pytanie
Nie zadane, w połowie przerwę

Będę znała na wszystko odpowiedź
Ubożuchna rozsądkiem maleńkim
Czasem tylko popłaczę sobie
Łzami tkliwej i głupiej piosenki
By za chwilę wszystko zapomnieć

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Zgubię śpiewy podziemnych strumieni
Umrze we mnie co nienazwane
Co mi oczy jak róże płomieni

Dni jednakim rytmem pobiegną
Znieczulone, rozsądne, żałosne
Tylko życia straszliwe piękno
Mnie ominie nieśmiałą wiosną
Za daleko jej będzie do mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Lżej mi będzie i łatwiej bez tego
Ścichną szczęścia i bóle wyśmiane
Bo nie spytam już nigdy - dlaczego?

Błogi spokój wyrówna mi tętno
Gdy się życia nauczę na pamięć
Wiosny czułej bolesne piękno
Pożyczoną poezją zakłamię
I nic we mnie i nic koło mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie.




Albert Einstein

(…..)Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.(….)

i Ryszard Kapuściński — „Podróże z Herodotem „
(…) Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia.(…) 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Aleksander Puszkin - Kwiat


Kwiat zasuszony i bezwonny
Znalazłem w książce z dawnych lat,
I głos marzenia nieuchronny
Już się do mej duszy wkradł.

Gdzie kwitnął? Jakiej wiosny zaznał?
Czy długo kwitnął? Kto go rwał ?
Czy go zerwała dłoń przyjazna ?
I po co w książce leżeć miał ?

Czy na pamiątkę czułej schadzki,
Czy znaczyć miał rozłąki ból,
Czy był to tylko ślad przechadzki
W cienistym lesie, w ciszy pól ?

Czy żyje ów ? Czy żyje owa ?
Gdzie mają swój zaciszny kąt ?
A może zwiędli już bez słowa,
Tak jak ten kwiat nieznany zwiądł ? 

środa, 8 sierpnia 2018

Roman Brandstaetter - Litania do świętego Antoniego



Jeden z moich  bardzo cenionych poetów Roman Brandstaetter - znakomity polski pisarz, poeta, dramaturg i tłumacz pochodzenia żydowskiego. Wybitny znawca Pisma Świętego - ceniony w świecie, lecz stale za mało znany i uznawany w Polsce. Jego dzieła przenika głęboka mądrość.
Urodził się 3 stycznia 1906 r. w Tarnowie w rodzinie żydowskiej, w której wielką czcią darzono Stary Testament. Kiedyś napiszę o nim więcej.



Hieronim Bosch - Wóz z sianem
Świat jest wozem z sianem,
Jak na tryptyku Hieronima Boscha,
Święty Antoni.

Zgubiliśmy sens życia,
Wiarę,
Nadzieję,
Miarę wszelkich wartości
I samych siebie.
Jak mamy siebie odnaleźć
Święty Antoni?

Jak?

Gdzie?

Szukamy się w złocie,
W brylantach,
W książeczkach oszczędnościowych,
Na giełdach przypominających domy obłąkanych,
W sejfach bankowych,
W zagraconych szufladach,
W pelnych spiżarniach,
W ciemnych piwnicach naszych pożądań,
W narkotykach,
W wódce,
W porywaniu ludzi,
W mordowaniu ludzi,
W biurokracji,
W przybijaniu bezwartościowych pieczątek,
W upajaniu się władzą.

Jedzie wóz z sianem.

Jedzie...

Każdy chce z niego uszczknąć
Źdźbło słomy.

Największe źdźbło.....

Lub choćby najmniejsze...

Święty Antoni,
Święty znalazco igły w stogu siana,
Naucz nas odnaleźć sumienie nasze,
Które zgubiliśmy,
Nic nawet o tym nie wiedząc.

Jedzie wóz z sianem,
Jedzie,
Jak na tryptyku Hieronima Boscha...

wtorek, 7 sierpnia 2018

Vladimír Holan - Zmartwychwstanie


Vladimír Holan (16 IX 1905 Praga-31 III 1980 tamże) – poeta i tłumacz czeski. Całymi latami nie wychodził z mieszkania, poddając się czemuś w rodzaju mnisiej klauzury artysty, całkowicie oddanego twórczości poetyckiej.


Charles Joseph Grips



 Zmartwychwstanie


Więc po tym życiu miałyby nas kiedyś obudzić
przeraźliwe jęki trąb i rogów?

Odpuść mi, Boże, ale krzepię się wiarą,
że początek i wskrzeszenie wszystkich nas, nieboszczyków,
obwieści po prostu pianie koguta...


Potem przez chwilę zostaniemy jeszcze w łóżku...

Pierwsza wstanie
mama... Usłyszymy,
jak cichutko rozpala ogień,
jak cichutko stawia wodę na blasze
i troskliwie wyjmuje z szafki młynek do kawy.

Będziemy znowu w domu.

Antoni Słonimski - "Na rzece"

Darrel Bush
W lotni mglistej poranek o wschodzie,
w młode ręce wzięliśmy wiosła,
czy pamiętasz, jako cicho te łodzie,
jak łagodnie rzeka je niosła?

Dziś wspominam z obrazem tej rzeki,
mgły wnoszące się i czerwień wschodu,
i horyzont upojnie daleki
i drażniący, rześki wiew chłodu.

Wspominam do dzisiaj w zachwycie,
brzeg młodości we mgle ginący,
gdy nas porwał i poniósł przez życie,
prąd burzliwy, wartko płynący.

I dziś nas niosą te prądy rwące,
rwące serca zmęczone w biegu,
gdy na skronie nasze siwiejące,
opada mrok drugiego już brzegu.


poniedziałek, 30 lipca 2018

Ks. Wacław Buryła - Nie płacz po miłości/ Ta chwila...

Ks. Wacław Buryła

Laureat wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Jego wiersze były tłumaczone na język włoski, francuski, ukraiński, litewski, czeski i arabski.


Nie płacz po miłości

nie płacz po miłości nawet niespełnionej 
po każdej zostaje jakaś dobra pamięć 

jakiś ślad konieczny który każe wierzyć 

że nawet na ziemi można raj zbudować 

jakieś ważne miejsce gdzie można powracać 

z miejsc bardzo odległych gdy życie dokuczy 

nie płacz po miłości nawet nieobecnej 
bo śladu na sercu czas nigdy nie zatrze 

i ciepłym światłem wciąż będzie oswajać 
najgłębszą ciemność którą los przyniesie 

i znajomym listem rozbroi samotność 
o którą co dzień trzeba się potykać 

dziękuj za miłość nawet tę minioną 
bo tylko ona przybliża do marzeń

Ks. Wacław Buryła


Vladimir Kush






Ta chwila...

Ta chwila, drży jak motyl...
I potrąca mnie,
tęczowym skrzydłem.
Jakby pragnęła, znów
poderwać się do lotu.
Wciąż drży...
Jak listek poruszony,
całkiem niechcącym gestem dłoni...
Jakby,
pragnęła mi powiedzieć:

Pochwyć mnie,
póki jestem...

Ks. Wacław Buryła

piątek, 27 lipca 2018

z poezji indiańskiej - Duke Redbird - Małżeństwo


Żaden kapłan nie powiedział jej, że jest moja,żadna obrączka nie przywiązała jej do mnie, żadna ceremonia nie uświęciła jej duszy,
żaden dokument nie oglądał jej imienia.

A przecież
Kochające ręce przyszywały paciorki na moich mokasynach
błyszczące oczy witały mnie po polowaniu,
czułe pieszczoty układały moją duszę do snu,
ciche słowa szeptały mi, że byłem dzielny.

Dlatego że -
Wielki Duch dostrzegł jej dobroć
jego głos przywiódł ją do mnie
nasza Matka Ziemia przyjęła nas oboje,
z ich błogosławieństwem staliśmy się jednym

czwartek, 26 lipca 2018

ADAM ZAGAJEWSKI


Kilka słów o ciekawym, znanym w świecie poecie,
o Adamie Zagajewskim,
w 2010r. zaliczanym do czwórki faworytów do Nobla.

Urodził się 21 czerwca 1945 we Lwowie.
Dzieciństwo spędził w Gliwicach.. .
Po podpisaniu w 1975 "Listu 59" objęty zakazem druku.


Jest laureatem wielu prestiżowych nagród międzynarodowych,

„Nie wiem, jak nazwane zostanie miejsce, które w kulturze polskiej zajmie w końcu Adam Zagajewski" – pisze Irena Grudzińska-Gross. "Nie pasuje on do żadnej formuły, choć jest poetą i pisarzem z samego środka polskiej i europejskiej tradycji literackiej. Wielojęzyczny, erudycyjny, w wierszach pisze o muzyce i filozofii, o innych poetach, architekturze i sztuce. A jednak nie jest to poezja klasyczna, oderwana od dnia dzisiejszego; wręcz przeciwnie, dotyka codzienności, sięgają po nią ludzie w momencie trwogi. Przynosi ukojenie, mówiła o tej poezji Susan Sontag -- amerykańska pisarka, eseistka, krytyczka społeczna i aktywistka praw człowieka.


Wspomnienia


Odwiedzaj swoje wspomnienia,
Uszyj dla nich płócienne pokrowce.
Odsłoń okna i otwórz powietrze.

Bądź dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im poznać po sobie.

To są twoje wspomnienia.
Myśl o tym, kiedy płyniesz
w sargassowym morzu pamięci
i trawa morska zarasta ci usta.

To są twoje wspomnienia, których
nie zapomnisz aż do końca życia.



Klęska

Naprawdę potrafimy żyć dopiero w klęsce.
Przyjaźnie pogłębiają się,
miłość czujnie podnosi głowę.

Nawet rzeczy stają się czyste.
Jerzyki tańczą w powietrzu
zadomowione w otchłani.
Drżą liście topoli,
tylko wiatr jest nieruchomy.

Ciemne sylwetki wrogów odcinają się
od jasnego tła nadziei. Rośnie męstwo. 

Oni, mówimy o nich, my, o sobie,
ty, o mnie. Gorzka herbata smakuje 
jak biblijne przepowiednie. Oby
nie zaskoczyło nas zwycięstw
o.




wtorek, 24 lipca 2018

Andrzej Waligórski - Droga do domu






W mym starym domu, który dawno już spłonął,
Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.
I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,
I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.


Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,
Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,
A co godzinę biją zegary,
A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.


W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.


Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?
Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?
Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,
A za doliną błękitnieją szczyty gór?


Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę
I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.
Po cichu dom swój od ganku zajdę,
Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.


...bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść 

sobota, 21 lipca 2018

Adam Zagajewski - ciepły dzeszcz





Wieczorem, w obcym mieście, szedłem
ulicą, która nie miała imienia.

Coraz głębiej zanurzałem się w obcość,
w gęstą wiosnę, po stopniach kamiennych.

Padał ciepły deszcz i ptaki śpiewały
cicho; czułość była w ich głosach dalekich.

Syreny statków płakały w porcie,
żegnając się z ziemią znajomą.

W otwartych szeroko oknach kamienic
stały postaci ze snów moich i twoich,
i wiedziałem, że idę w przyszłość, w epokę
minioną, jak pielgrzym do Rzymu.

Tomasz Misiak – Od wzniosłości do śmieszności

Tomasz Misiak - poeta, którego teksty śpiewali i wykorzystywali znani piosenkarze m.in Jerzy Połomski. Jego teksty to czysta poezja, często pisane do szuflady. Postaram się powoli do nich wracać - w starym blogu udostępniłam kilka jego pięknych, refleksyjnych wierszy.... niestety zaginęły w  cyberprzestrzeni, zagrabione przez Onet. Może wrócę do pierwszego, zamieszczanego już w  "Świecie Poezji"

Frida Kahlo
Od wzniosłości do                       śmieszności.

Wszystko płynie – panta rei,
od rozpaczy, ku nadziei,
my z tym wszystkim coraz dalej też płyniemy,
czas ucieka – tempus fugit,
znowu w nurt tej samej strugi
chociaż byśmy  bardzo chcieli, nie wejdziemy.
Trochę śmieszni, trochę wzniośli,
raz dziecinni, raz dorośli,
wciąż kochamy, wciąż marzymy, wciąż pragniemy,
od rozpaczy – ku nadziei
od materii – ku idei
wciąż dążymy, wciąż idziemy, wciąż biegniemy.

Od wzniosłości do śmieszności – tylko krok,
od młodości do starości – jeden rok,
od pogardy do zachwytu – jeden gest,
od istnienia do niebytu – tak to jest.
Od człowieka do człowieka wątła nić,
gdy się splącze, zamiast łączyć, chce się wyć,
gdy się zerwie, w głąb przepaści tylko skok,
gdy się sklei, blask nadziei srebrzy mrok.

Nasze dzieci hołubimy, dorastamy razem z nimi,
na chleb z masłem zarabiamy pracowicie,
czy wzór znamy, czy nie znamy,
układankę układamy,
układankę-niespodziankę – nasze życie.
Choć na ziemi wciąż stoimy,
wciąż kochamy, wciąż marzymy
i w obłokach chcemy bujać jak poeci,
chcemy szczęście trzymać w garści
wciąż dziecinni, choć wciąż starsi,
Wdzięczni słońcu, że do końca nam poświeci.

Od człowieka do człowieka – wątła nić, 
gdy się splącze, zamiast łączyć, chce się wyć,
gdy się zerwie, w głąb przepaści tylko skok,
gdy się sklei, blask nadziei srebrzy mrok.
Od wzniosłości do śmieszności – tylko krok,
od młodości do starości – jeden rok,
od obcości do miłości – jeden gest,
od narodzin do wieczności – tak to jest,
tak to jest... 



piątek, 20 lipca 2018

Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski - bajka z cyklu: „Bajki dziadzia Tadzia”




Pan Doktor był chory.


Pan Doktor był chory i leżał w łóżeczku

i przyszedł Pan Kotek: Cóż to, doktoreczku?

Czyżbyś miał gorączkę? Gdzie na ból narzekasz?

zaraz, ciebie zbadam - ze mnie także lekarz!




Najsławniejszy z kotów

jestem tu w Sopocie

proszki ci przepiszę

będzie po kłopocie.






Siada mu na brzuchu, łapką czoło maca

biednyś ty doktorku, ciężka twoja praca

jesteś przemęczony jak w fabryce tokarz

otwórz proszę usta i język mi pokaż



odsłoń także piersi

ja serca posłucham

na zęby też spojrzę

i zajrzę do ucha.



Cóż - na pozór zdrowyś, a coś ci dolega

chcę bardzo ci pomóc - wszak tyś mój kolega

Ach – już zrozumiałem: masz już dość swej pracy

więc tydzień zwolnienia i znów będziesz cacy



Przychodnia”- rozumiem - to orka bez końca

ordynacje w domu – wprost nie widzisz słońca !



Co mruczysz pod nosem?

mrucz głośniej – nie słyszę

zwolnienie ? – sam wypisz

ja tylko podpiszę.



Pogładził go łapką i zeskoczył z łóżka.

Tak opowiadała pewna miła wróżka.

Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski - DUMANIA


 Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski (1900-1988) Doktor praw, malarz, poeta.
Pisał od 1917 roku - bajki, potem wiersze. Zaliczany do grupy pisarzy Sopotu.

 Dumania


  W każdym cierpieniu jest grymas uśmiechu
  w każdym uśmiechu goryczy część
  bo nawet w trosce, w bolesnym oddechu
  są cząstki wspomnień minionych szczęść.

  Idziemy tą ziemią po ciężkiej grudzie
  choć zda się z dala gładka jak stół
  w spokojnej wszak nocy, czy w ciężkim trudzie
  szczęścia-nieszczęścia jest pół na pół.

  Bo to są syjamskie siostrzyce na globie
  ich władzy cały podlega świat
  i w życia zaraniu, czy w mrocznym grobie
  widać obojga wyraźny ślad.

  Czy ciepłe spojrzenie ukochanego
  czy główka miłej na piersi twej
  czyż nie są to cząstki szczęścia twojego
  ostoja wspomnień i w doli złej?

  Blaskami szczęścia nie słowa jedynie
  wiernej przyjaźni nie trzeba słów
  jakkolwiek to życie twoje popłynie
  nie zrzecz się nigdy marzeń i snów!



wtorek, 17 lipca 2018

ROMAN. BRANDSTAETTER - BOŻE ZEGARY

Alastair Magnaldo


....... Nic się nie dzieje przedwcześnie,


i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...


Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.


Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.


[R. Brandstaetter]

poniedziałek, 16 lipca 2018

Stanisław Baliński - Godzina nocy


Zegar nocy – Jarosław Jaśnikowski


Każda godzina nocy ma inne oblicze.

Szósta wieczór, na przykład, gdy się wolno zmierzcha
Jest godziną przeszłości, do której myśl pierzcha
Odnajdując w różowym młodości koralu
Jakieś dnie bez goryczy i smutki bez żalu.

Godzina ósma wieczór jest zupełnie inna
I najdźwięczniej wybija w stołowym pokoju,
Gdzie schodzi się domowa gromadka rodzinna,
Żeby w cieniu herbaty pogadać w spokoju.

Odwróćmy od niej głowę, przysłoniętą mgłami.
Ta godzina jest dzisiaj nie dla nas, nie z nami.

Potem idzie dziewiąta, początek wieczora.
Jesteś sam. Drzwi zamknięte. Nocnej pracy pora.


Lampa, książka i ćwiartka papieru przed tobą -
Są przyjaznego biurka jedyną ozdobą.
Nie słyszysz kropel deszczu, ani głosów miasta,
Tylko cichy szmer pióra, co wiernie szeleści,

Nie słyszysz, jak przypływa z wolna jedenasta,
Godzina lamp i świateł, godzina śródmieścia.
Miedzy ostatnim - w modnym teatrze - oklaskiem
A pierwszym powitaniem gości przez kelnera
Ulice dźwięczą gwarem i musują blaskiem. -
Lecz godzina to krótka i prędko zamiera.

Dwunasta była kiedyś porą złego ducha,
Zrodziła ja noc dziadów i noc świętojańska.
Dziś mija bez znaczenia, dziś nikt jej nie słucha,
To po prostu zwyczajna godzina mieszczańska,
Gdy szczęśliwe małżeństwa w pościeli dosytu
Naciągają pierzynę, żeby spać do świtu.

Druga w nocy wydzwania wolno w oddaleniu
Dla tych wszystkich, co jeszcze pracują w skupieniu.
Dobrze jest wtedy w oknie odetchnąć szeroko
Powietrzem, które płuca nasyca głęboko.
I poczuć moc twórczości, która właśnie z ziemi
Unosi się ku gwiazdom i jest miedzy niemi.

To jest godzina szczęścia. O, daleki bracie,
Który ją znasz, wiesz dobrze, jak się za nią płaci.

Potem noc zwalnia biegu, skręca boczna droga,
Zbliżają się godziny tych, co spać nie mogą,
Tych, co leżą w pościeli, a pościel nie chłodzi,
Którzy łaski snu pragną, a sen nie przychodzi.
Czasami szpara światła w drzwiach od korytarza
Jakieś złudzenie nocy przespanej im stwarza.

"Może świt - myślą wtedy - może sen już zleciał."
Lecz światło nagle znika. I wybija trzecia.

Wtedy wychudłe ręce szukają w ciemności
Drugiego już tej nocy proszka weronalu,
Który zakończy wreszcie pustkę bez litości
I - znękanych - nasyci esencją opalu.
Ale sen, który idzie, ma lodowe usta
I spojrzenie zimniejsze od spojrzenia Prousta.
Gdy mu z ręki ostatnia wypadała karta
Utraconego Czasu... Wtedy bije czwarta.

Godzina szósta rano nie należy do nas,
Nie należy do nocy. Jest dla niej stracona.
Cóż o niej tutaj mówić? Chyba to, że wianek
Wczesnego dnia na niebie wyłania z ukrycia
I budzi dzieci, które przeczuwając ranek,
Przez sen się uśmiechają z ufnością do życia.

A życie, wschodząc właśnie, jak gdyby w podzięce,
Wyciąga do nich czule sprawiedliwe ręce.