Archiwum bloga

sobota, 26 maja 2018

Józef Baran- Mojej matce i Sztuka Dom



SZTUKA  DOM

…podnosi się kurtyna drzwi -
tata przebrany za pana młodego
przenosi przez próg mamę
piękną jak lilija

z tyłu publiczność goście weselni
kapela gra marsza
kurtyna opada

kurtyna podnosi się -
zapadają wieka trumien
znika dziadek wystrojony w garnitur
jak kamień w wodę babka wpada w wieczny sen

kurtyna opada -
podnosi się
krzyk siostry w kolebce

kurtyna --
podnosi się
brat z rączek


Charles Josef Grips


kurtyna -
odmykają się moje powieki

kurtyna -
podnosi się
z krzesła ojciec przebrany
za starego chłopa
błogosławi młodą parę kłania się
schodzi ze sceny podłogi

kurtyna -
drzewa z sadu zaglądają na jednej nodze
przez szyby klaszczą w liście









Diego Rodriguez de Silva Velazquez



































.. to wszystko
było wczoraj
upiera się matka
















MOJEJ  MATCE

Tak chciałbym ujrzeć Cię promienną: 
jak w oknie pośród pelargonii
uśmiechasz się do przechodzących,
"Szczęść Boże" - pozdrawiają Cię znajomi.

Idziemy łąką ramię w ramię,
zrywasz na bukiet kwiaty najpiękniejsze,
a na ustronnej cichej ławce
czytamy wspólnie wiersze.

Potem wracamy hojnie obdarowani
muzyką świerszczy, bławatkowym niebem?
Tak chciałbym ujrzeć Cię promienną,
szczęściem z Tobą łamać się jak chlebem.

piątek, 25 maja 2018

Ks.Jan Twardowski - Ręce

Swietlana Terakovska  






Twoje ręce – mamusiu
Dobre jak szafirek po deszczu
Jak czajki towarzyskie
Przyniosły mnie na świat
Kołysały
Ustawiały na podłodze
Sadzały na stołku
Mówiły że motyl dzwoni
Że młodych grzybów nie sposób rozeznać
Uczyły trzymać łyżkę, by nie trafiała do ucha
Rozróżniać klon od jaworu
Prowadziły przy oknie po ciemku
Po ziemi co czernieje jak szpak
Suche i ciepłe
Za słabe
Żeby wyprowadzić mnie z tego świata.

czwartek, 24 maja 2018

Leonard Cohen - Tańcz mnie po miłości kres

LA VALSE Camille Claudel Waltz Lovers Dance Statue 
Wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
chcę oliwną być gałązką
podnieś mnie i leć
tańcz mnie po miłości kres
ach pokaż mi swe piękno
póki nikt nie widzi nas
w twoich ruchach odżył chyba
Babilonu czas
pokaż wolno to co wolno
widzieć tylko mnie
tańcz mnie po miłości kres
odtańcz mnie do ślubu aż
tańcz mnie tańcz mnie tańcz
tańcz mnie bardzo delikatnie
długo jak się da
bądźmy ponad tą miłością
pod nią bądźmy też
tańcz mnie po miłości kres
tańcz mnie do tych dzieci
które proszą się na świat
przez zasłony które noszą
pocałunków ślad
choć są zdarte lecz w ich cieniu
można schronić się
tańcz mnie po miłości kres
wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
pieść mnie nagą dłonią
albo w rękawiczce pieść
tańcz mnie po miłości kres

przekład Maciej Zembaty









środa, 23 maja 2018

Bogdan Urbankowski - Erotyk dla nastepcy


 Autor - Bogdan Urbankowski (ur. 1943 r w Warszawie), polski poety, eseista dramaturg i filozof.
Jest autorem ponad 40 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji. Wśród nich znajdują się monografie Polaków – Adama M Od Mickiewicza, Józefa Piłsudskiego, Karola Wojtyły czy Zbigniewa Herberta. Po wprowadzeniu stanu wojennego jako działacz „Solidarności” został usunięty z pracy w warszawskim Polskim RadioOd 2017 r. Urbankowski jest stałym publicystą krakowskiego miesięcznika "Wpis"

Według Urbankowskiego koniecznością jest nawiązywanie do testamentów narodowych, którymi są dzieła polskich poetów i filozofów, gdyż są one pomocne w kultywowaniu naszego dziedzictwa.



Mal. Henri Gervex - Rolla

   EROTYK DLA NASTĘPCY

Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka

Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.

A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem

Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry

II

Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce

I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasze imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią

to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej

III

Twój cień w jej oczach
to mój cień

jej głos pełen niepokoju
to mój głos

gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj

na każde twoje słowo
zbyt ostre

na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj

I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej 

niedziela, 20 maja 2018

Denise Levertov -" Mówiąc do smutku "

Denise Levertov (ur. 1923, zm. 1997) – brytyjsko-amerykańska poetka i pisarka.  Jej rodzicami byli rosyjski Żyd , i Walijka  Gdy miała 12 lat, wysłała swoje wiersze T.S. Eliotowi, który udzielił jej rad na temat pisania poezji.W czasie II wojny światowej pracowała jako pielęgniarka w bombardowanym przez Niemcy Londynie.
Przyjaźniła się z Czesławem Miłoszem, wysoko ceniącym jej twórczość.


Mówiąc do smutku 

Mój smutku, nie powinnam traktować cię
jak bezdomnego psa,
który przychodzi pod kuchenne drzwi
po kawałek skórki, po gołą kość.
Powinnam ci zaufać.

Powinnam przygarnąć cię
do domu i dać ci w nim
twój własny kąt,
starą słomiankę do leżenia,
i własną miskę z wodą.

Myślisz, że nie wiem, że żyłeś
pod moim progiem.

Tęsknisz za stałym miejscem
przed zimą. Potrzebne ci
imię,
obróżka i tabliczka. Potrzebne ci
prawo do odstraszania intruzów,
do uznania
mojego domu za twój
a ciebie
za mojego wiernego psa.

przełożyła Julia Hartwig

sobota, 19 maja 2018

Halina Poświatowska *** (odłamałam gałąź miłości...)Haśka

Haśka

odłamałam gałąź miłości
umarłą pochowałam w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

piątek, 18 maja 2018

Stefan Jerzy Siudalski - Zagubione

Mal.Stan Miller
Tyle jesieni i zim za nami,
Tyle gniazd ptasich opuszczonych,
Tyle zakrętów, zawirowań
I pamięć tego co było między nami.

 Nie ma, nie ma – zapomniałem,
 Zostawiłem, zagubiłem, przeleżało gdzieś w szufladzie,
 Przypomniało, powróciło i znów się zagubiło.
Ktoś to znalazł, nic nie wiedział
Bo jak wiedzieć jak nie jego
Przemówiło, przytuliło i znów gdzieś się zagubiło.

 Nim to znajdziesz, czas zatrzymaj
 Choć na chwilę, na malutką
 Twój on będzie, tylko twój
 Oj nie prawda, także mój.

Nie uciekaj, nikt nie goni,
Tyle przecież pozostało
Tych jesieni zagubionych
I zim tak nie całkiem zatraconych.

 A gdzie wiosny, a gdzie lata?
 Lata? Przecież przeminęły.
 A te wiosny? Pewnie żyją
 W mej pamięci gdzieś ukryte.

Było, było, przeminęło
Było, było nie do końca coś przeżyte.
 Nie żałujesz?
 Żal gdzieś uciekł.

Ludzie, ludzie, gdzie ci ludzie?
 Przeszli, poszli, wyjechali
 Ot gdzieś się zapodziali.

Szukam, szukam, odnajduję
Jakże czas i mnie i ich odmienił,
Tyle jesieni, tyle jesieni,
Tyle już przecież przeszło jesieni.

3.01.2006 Warszawa Stara Miłosna

środa, 16 maja 2018

W Warszawie. = Antoni Slonimski.


Ciemna, zamknięta kawiarnia,
Ulica pusta bez dna.
Wśród mokrych liści latarnia,
Mgła.

Cichnący słychać w oddali
Jęk zamykanych bram
I otośmy z sobą zostali
Tej nocy znów sam na sam.

W tę jedną godzinę przed świtem,
Gdy w sennej martwocie trwasz,
Odkrywam zasnutą błękitem
Twą młodą, Warszawo, twarz.

Dzwoni samotny mój krok,
Gdy idę w tę noc ulicami,
I z każdym krokiem o rok
Przybliżam się wspomnieniami.

Gdzieniegdzie, jak w starej książce,
Uschnięty znajduję kwiat
I pamięć rzucam, jak wstążkę,
Między stronice lat.

Tutaj w ogrodzie na ławce
Czekałem w wiosenny deszcz,
Niebieski lampas na czapce,
Na świstku papieru wiersz.

W teatrze chciwymi ustami
Poezji łykałem haust,
I długo potem nocami
Straszył mnie Demon i Faust.

Księżyc ze "Snu Salomei"
Srebrem się błyszczał zza szyb.
Z Parku, z Łazienek, z Alei
Wiatr znosił zapachy lip.

Mógłbym opisać te mury,
Gdziem się urodził i wzrósł,
Tak lekkim, tak tkliwym piórem,
Jak Gomulicki czy Prus.

Lecz wiosny do tego potrzeba
Idącej Saskim Ogrodem.
I nieba, młodego nieba,
Lśniącego gwiazdami i chłodem.

I dużo trzeba zapomnieć
Aby spamiętać te sny,
W tę noc tak pustą ogromnie,

W tę noc pełną lęku i mgły.

wtorek, 15 maja 2018

Tadeusz Różewicz „Będzie żył w jasności” (fragment z „Gałązki oliwnej”)


A jak nam się urodzi ten chłopiec
to mu powiem
że ten świat jest dobry i piękny
nauczę go słów
które są dla nas takie dziwaczne
jak nerineje turitelle amonity
opowiem mu o miłości nadziei
i braterstwie
opowiem mu o Mahatmie człowieku
który został wniebowzięty
jako kosmyk wonnego dymu
o naszych tkaczach górnikach
i drobnych urzędnikach
którzy budowali dom
wbrew ciemności
błyskającej złotymi kłami
wbrew burzy która pożerała
ściany i fundamenty tak
że poeci zaczynali budowę
„od dymu z komina”
a jak nam się urodzi
ten chłopiec to mu powiem:
tu jest światło tu ciemność
tu jest prawda tu fałsz
tu strona lewa tu prawa
I będzie żył w jasności.

poniedziałek, 14 maja 2018

Jolanta Chrostowska - Iluminacja o matce





Jest liściem, łodygą,
i ziemią w ogrodzie.

Jest liściem, który dotyka policzka,
gdy w samo południe uciekam przed słońcem
w kosmos zieleni. Liściem.
Jest łodygą, łagodnie przygarbioną
pod spuchniętym niebem.   Łodygą.

Gdy wspinam się krawędzią góry,
szukam na szczycie samotnej sosny.
Wiem, że to matka czeka,
oddalona gestem milczenia.

Gdy schodzę, ona ciągle milczy,
i czuję, że niebo, które spada mi na głowę,
ona podtrzyma siłą niewidzialnych ramion.

Jest muszelką, znalezioną na plaży,
która nie rani stopy,
lecz łagodnie toczy się w morze.

Skrawkiem lądu w dzikiej zatoce,

cieniem w pustej ulicy,
który patrzy na mnie jak w swoje odbicie.

Jest dobrym wspomnieniem,
gdy czekam na sen w nieznanych ciemnościach,

I ogrodem, gdy rankiem wychodzę na świat.
Jest liściem, łodygą i ziemią w ogrodzie.

niedziela, 13 maja 2018

Maria Pawlikowska Jasnorzewska - Zgubiony tancerz

Donna Costras


Zwiędły suknie i wachlarz z piór strusich,
czas opada jak chmura szarańczy,
wszystko kończy się prędzej niż musi,
gra muzyka lecz nie ma z kim tańczyć.

Tancerz miły odszedł w dalszą drogę,
gdzie jest, nie wiem ani wy nie wiecie,
jeśli tu go odszukać nie mogę,
jakże znajdę go w wielkim wszechświecie.


sobota, 12 maja 2018

Sergiusz Jesienin - Usiądź przy mnie blisko, miła...

    Usiądź przy mnie blisko, miła,
    Spójrz mi w oczy aż do głębi,
    By w twych oczach się odbiła
    Zamieć, co się we mnie kłębi.
    Ten złocisty wdzięk jesieni,
    Twoich włosów przędza lniana
    Przyszły nagle jak zbawienie
    Dla nicponia i cygana.


    Zostawiłem moje strony,
    Gdzie śpią lasy, kwitną krzaki...
    Miejską sławą usidlony
    Chciałem pędzić dni hulaki.


    Chciałem w sercu swym zagłuszyć
    Szmery sadu, wiatr nad stepem,
    Gdzie przy wtórze bzykań muszych
    Wyrastałem na poetę.


    A tam teraz także jesień,
    Klony zaglądają w okna,
    Sęki łap nurzają w strzesze -
    Chcąc znajomych starych spotkać.


    Nie ma ich już między swemi,
    Tylko miesiąc przy jaworach
    Znaczy piędź cmentarnej ziemi,
    Gdzie i nam niedługo pora.


    Gdzie i nam po snach i trwogach
    Przyjdzie spocząć u pni krzywych.
    Każda ryta wichrem droga
    Tylko radość leje w żywych.


    Usiądź przy mnie blisko, miła,
    Spójrz mi w oczy aż do głębi,
    By w twych oczach się odbiła
    Zamieć, co się we mnie kłębi.


    1923