środa, 30 sierpnia 2023

Anthony Hopkins.

 


Zapytałem przyjaciela, który przekroczył 70 i zbliża się do 80, jakie zmiany odczuwa w sobie.


Przysłał mi następujące informacje:

1. Po pokochaniu moich rodziców, rodzeństwa, żony, dzieci i przyjaciół, teraz zacząłem kochać siebie.

2. Uświadomiłem sobie, że nie jestem Atlasem..  Świat nie spoczywa na moich barkach.

3. Przestałem targować się ze sprzedawcami owoców i warzyw.  Parę centów więcej mnie nie złamie, ale może pomóc biedakowi zaoszczędzić na czesne dla córki.

4. Zostawiam mojej kelnerce duży napiwek.  Te dodatkowe pieniądze mogą wywołać uśmiech na jej twarzy.  Ona pracuje na swoje utrzymanie znacznie ciężej niż ja.

5. Przestałem mówić starszym ludziom, że już wiele razy opowiadali tę historię.  Ta historia sprawia, że idą w dół alei pamięci i ponownie przeżywają swoją przeszłość.

6. Nauczyłem się nie poprawiać ludzi, nawet jeśli wiem, że się mylą.  Ciężar uczynienia wszystkich doskonałymi nie spoczywa na mnie.  Świat jest bardziej wartościowy niż doskonałość.

7. Obdarzam komplementami swobodnie i hojnie.  Komplementy podnoszą nastrój nie tylko odbiorcy, ale i mnie.  I mała rada dla odbiorcy komplementu - nigdy, NIGDY nie odmawiaj, po prostu powiedz: "Dziękuję".

8. Nauczyłem się ignorować zagniecenie lub plamę na koszuli.  Osobowość przemawia głośniej niż wygląd.

9. Odchodzę od ludzi, którzy mnie nie cenią.  Oni mogą nie znać mojej wartości, ale ja znam.

10. Zachowuję zimną krew, gdy ktoś gra nieczysto, aby pokonać mnie w wyścigu szczurów.  Nie jestem szczurem i nie należę do żadnej rasy.

11. Uczę się nie wstydzić swoich emocji.  Moje emocje czynią mnie człowiekiem.

12. Nauczyłem się, że lepiej jest porzucić Ego niż zerwać związek.  Moje ego będzie mnie oddalać, natomiast w związku nigdy nie będę sam.

13. Nauczyłem się żyć każdym dniem tak, jakby był moim ostatnim.  Ponieważ może być ostatnim.

14. Robię to, co czyni mnie szczęśliwym.  Jestem odpowiedzialny za swoje szczęście i jestem je sobie winien.  Szczęście to wybór.  Możesz być szczęśliwy w każdej chwili, po prostu wybierz, że chcesz być!

  - Sir Anthony Hopkins


wtorek, 29 sierpnia 2023

Staff Leopold - W przededniu

 

Usta twoje, dziewczyno, całowań  łakome,
Śnią dziwy, co się własną trwożliwością płoszą...
Obietnicy ust męskich jeszcze nieświadome -
Czują, że jest im tajne coś, co jest rozkoszą...


Drżą tęsknotą za czarą słodyczy nieznanych,
Roztapiając swą bladość w krwi wrącej rumieńcu;
Żary pragnienia gaszą na ustach siostrzanych,
Bo im zakwitł jeszcze sen o oblubieńcu






Lecz nim twe usta, ogniem pożądań bezradne,
Zwyciężone pragnieniem rozkoszy potężnym,
W nieprzytomnym szukaniu mdlejące, bezwładne,
Tkną ust mych całowaniem pierwszym, niedołężnym:


Chcę jak najdłużej patrzeć, jak się nasze obie
Dusze zmagają, liliom twym kradnąc biel skrycie...
Bowiem to najpiękniejsze, co znikome w tobie,
A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!
 


poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Jacek Kaczmarski - Święty zamyślony

 


W pewnym mieście
Sobie stał
Ze wszystkich stron oszklony;
W muzeum pięknym żywot wiódł
Nasz święty zamyślony.

Niejeden człowiek
Przed nim łkał
Na życie rozżalony,
A ten w kapliczce sobie stał
Nasz święty zamyślony.

I tyle o nim
Padło słów
Z ambony poświęconej,
A nikt weselszych nie miał snów
Jak święty zamyślony.

Okrutny czas
Niszczył w mig
Historii zżółkłe strony,
Ten obojętnie sobie stał,
Nasz święty zamyślony.



Na niebie złym
Wojenny czas
Rozświetlał blask czerwony,
On w swej kapliczce sobie stał
Nasz święty zamyślony.

Wiatr z pola niósł
Ostry swąd
Miast i wsi spalonych
Gdy on w kapliczce sobie stał
Nasz święty zamyślony.

Niejedne głowy
Spadły z ciał
Niejedne z głów korony,
A on w gablotce tylko stał
Nasz święty zamyślony.

W głowie jego
Nie było nic
Z pomysłów tych szalonych,
Oj, siedział sobie, dumał, śnił,
Nasz święty zamyślony.

I nic to, że
W wojenny czas
Ginęły bataliony,
Gdy on za szybą sobie stał
Nasz święty zamyślony.

I nic to, że
Aż tyle ust
W rozpaczy wykrzywionych,
Gdy w swej kapliczce sobie stał
Nasz święty zamyślony.

I gdyby tak
Ktoś wśród nas
Z życia zdjął zasłony,
Zobaczyłby ilu jest
Tych świętych zamyślonych.

Jacek Kaczmarski
1974


Maciej Pinkwart - Zrób mi trochę miejsca, UNION PACIFIC.


 

Maciej Pinkwart (ur. 16 marca 1948 w Milanówku) – polski pisarz, doktor nauk humanistycznych, autor kilkunastu przewodników turystycznych po Zakopanem, Paryżu, Słowacji, Francji i Grecji, książek biograficznych, powieści i tomów poezji, dziennikarz radiowy i prasowy, dokumentalista, w latach 1976-2012 kierownik Muzeum Karola Szymanowskiego w willi „Atma”, historyk Zakopanego, organizator życia muzycznego w Zakopanem, wykładowca i nauczyciel.

UNION PACIFIC

Raz przez prerię wędrowali
dwaj kowboje - Mick i John.
Chcieli szukać swego szczęścia
wśród słonecznych, lepszych stron.

Szkapy ledwie się ciągnęły,
droga długa, niech to szlag,
przy ognisku więc usiedli
i zaczęli myśleć tak:

jakby kolej poprowadzić
prostym szlakiem jasnych tras,
co w dobrobyt nas zawiezie,
ten dostępny i dla mas.

Jechać można zawsze szybciej,
niżby się piechotą szło.
Pomyślawszy - założyli
Union Pacific and Co.

Wnet zebrano specjalistów,
udziałowców wzrastał krąg:
ów wytyczał, ten zakładał,
inny nowy wznosił zrąb.

Inwestycja wciąż szła naprzód,
inżynierom wciąż rósł brzuch,
budowniczych przybywało,
pasażerów było dwóch.

Jest i linia, i kierunek,
jest idea, jest co jeść...
Gotów już parowóz dziejów,
ale nie ma kogo wieźć.

I zostali wraz z koleją
dwaj kowboje - Mick i John;
kolejarze samochodem
pędzą do słonecznych stron.

Szkapy znowu się ciągnęły,
droga długa, niech to szlag!
Lecz kowboje się nie spieszą -
widać być musiało tak.





 

Zrób mi trochę miejsca

Zrób mi trochę miejsca
dużo nie potrzeba
jedno krzesło przy stole
jedna gwiazda na niebie
kawałek poduszki
mgnienie uśmiechu
fotografia w zeszycie
łza na policzku
cień dotyku ręki
zamyślone spojrzenie
kilka oddechów
kącik w sercu
wiersz na kartce
chwila poza czasem i przestrzenią
krótka wiadomość tekstowa
w środku dnia kocham cię 


minuta
dzień
noc
wieczność


ja z tego sobie zrobię
największe szczęście
w swoim życiu

sobota, 26 sierpnia 2023

Julia Hartwig - Bezczas

 

„Primavera” (ok. 1482), Sandro Botticelli)

Wytrzymać tydzień

wytrzymać rok

wytrzymać trzydzieści a potem siedemdziesiąt lat


Ale były lata których nikt nie liczył


królewskie

kiedy bawiliśmy się pod starymi dębami

i wieczność była przy nas

Julia Hartwig - Przestać śnić

 

Pablo Picasso - SEN

Przestać śnić

To nie znaczy przestać żyć

ale na pewno znaczy

żyć mniej


A wiele trzeba przejść nim zasnę

nierzeczywistych mil

by wreszcie dotrzeć i być świadkiem

nierozpoznanych chwil


poniedziałek, 21 sierpnia 2023

Andrzej Waligórski


Robert Burridge

PODKŁADANIEC

Duże zmiany niesie życie,
Folklor też postępy czyni,
Kiedyś było świniobicie,
Dzisiaj - podkładanie świni.
Obrzęd śliczny jak dożynki
Słychać śpiewy i żarciki,
Idą chłopcy i dziewczynki
Niosą śliczne bukieciki,
Niosą, niosą je przez salę
I wręczają je z ukłonem
Facetowi co ma talent
Lub co ma przepiękną żonę,
Względnie temu co ma stołek
Albo co go cieszy praca,
A on patrzy jak matołek
I się wcale nie odwraca...
Ach, niedługo jego tryumf,
Guzik warta kwiatków kupka!
Głowę trzeba mieć do tyłu,
Oczy trzeba mieć na słupkach!
Bo gdy dzieci tu trzy po trzy
Wznoszą okrzyk - Niech nam żyje!
Tam, od tyłu, już kumotrzy
Wnoszą świnię z wrednym ryjem!
Już mu cichcem podłożyli!
On tu jeszcze gada, pieprzy,
Jeszcze się na grzeczność sili,
A tam za nim tęgi wieprzyk!
Wreszcie jak się gość pośliźnie,
Jak mu splączą się odnóża,
Jak się przez tę świnię gwiźnie!!!!
A na sali - radość duża.
Możesz zacny być i święty,
Mieć zasługi niesłychane,
Gdy ci mówią komplementy -
Usuń bracie się pod ścianę,
Bo już coś w półmroku chrząka,
Już coś cichcem ryć zaczyna,
Już tam widać cień ogonka
Skręconego jak sprężyna...
Nie bądź asem i chojrakiem,
Kieruj się rozsądną linią:
- Lepiej jest być przeciętniakiem?
... a najlepiej - być tu świnią...

niedziela, 20 sierpnia 2023

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

                                                                          

                                                                       


sobota, 19 sierpnia 2023

Tadeusz Różewicz - Złote myśli na czarnym tle

 


od przebudzenia
mam czarne myśli


czarne myśli?

może spróbujesz opisać
ich formę i treść

skąd wiesz że są czarne
może są kwadratowe
albo czerwone
złote

właśnie!
złote myśli
złote łuski w martwym morzu
zmęczonego języka

choćby te z Gogola
„nic tak nie uspokaja
jak historia”
albo
„ze śmiechem nie ma żartów”

i jeszcze jedna myśl
którą powinni przemyśleć
ludzie młodzi
i ludzie w „sile wieku”

„źle byłoby na świecie
bez ludzi starych”

PS
nie byłoby komu ustąpić
miejsca w tramwaju
a cóż jest warte życie
bez dobrych uczynków

Tadeusz Różewicz 

czwartek, 17 sierpnia 2023

 



Adam Szyper polski poeta żydowskiego pochodzenia ur. 6 grudnia 1939 w Łodzi.  W 1940r. wraz z rodzicami został wysiedlony do łódzkiego getta, gdzie spędził pierwsze  cztery lata swojego życia. Przeżył pobyt w pięciu niemieckich obozach koncentracyjnych, w tym Auschwitz. Po zakończeniu wojny powrócił do Łodzi. W 1957 wyemigrował do Izraela, a w 1962 wyjechał do Stanów Zjednoczonych i osiadł w Nowym Jorku. 

Jego wiersze publikowane są w licznych antologiach i magazynach literackich.




Włodzimierz Siwierski

Dzieciństwo


Byłeś mądrym dzieckiem
Wiedziałeś, że nie wolno płakać.
Milczałeś bo każdy dźwięk
Oznaczać mógł koniec twego
Żywego nieistnienia.
Wiedziałeś, że trzeba schodzić
Silniejszym z drogi, a nigdzie
 Nie widziałeś słabszego od siebie.
Kopałeś matkę po nogach
Gdy chwiała się, gdy z zimna drżała
W widmowo trupich szeregach.
Byłeś mądrym dzieckiem, wiedziałeś
Że godzinami trzeba stać na baczność
Zimą na porannych apelach
Że aufzejerka da ci może z litości
Jeszcze jeden zgniły kartofel.
Strach wznosił cię ponad wszystkie
Dziecięce reakcje, lecz gdy noc
Zapadała w cuchnącym baraku
Wśród ludzi, którzy jak otępiałe raki
Tuż przed ugotowaniem
W gęstym smrodzie leżeli na sobie
Na chwilę odzyskiwałeś głos
I pytałeś w końcu jak dziecko:
Mamo co to znaczy jabłko?
Mamo co to znaczy kura?

Mamo co to znaczy człowiek?


Maurycy Trębacz


KIEDY ŻYŁ JESZCZE MÓJ OJCIEC 

Kiedy żył jeszcze mój ojciec
Wszystko było jak Pan Bóg przykazał.
Czyste rzeki płynęły do czystego morza.
I kapała z nieba tylko czysta woda.

Dzieci miały jeszcze szacunek dla rodziców
Nie zamykały ich w domach starców.
A dzieci tych dzieci nie uczono w szkołach
kung-fu, karate i sex education.

Młode mamy pchały wózki z niemowlętami
Jak gdyby nigdy nic - na ulicy.
I nikt się wtedy na naszą przeszłość nie patrzył
jak na wymierający gatunek.

Dżungle i Tarzana oglądało się w kinie.
Asfalt miast nie skażony był krwią, moczem i kałem.
W gazetach i w telewizji nie mówili: "walczcie
z przestępstwem - nie wychodźcie wieczorem z domu."

Istniały jeszcze cztery pory roku.
Człowiek był człowiekiem, dolar był dolarem, księżyc był
księżycem.

Nikt się nie bał lekarza czy adwokata i każdego
było stać na to by umierać.


OJCZE MÓJ ZA WIELKĄ WODĄ CZASU 

Ojcze mój za wielką wodą czasu
Spoza której nikt jeszcze nie wrócił
Zejdź z zakurzonego zdjęcia



Podaj mi chwilę która nie boli
Światło które nie oślepia
Prawdę która nie zabija.


W tunelu nocy w którym
Czasem miga orchidea pamięci
Pokaż mi płomień rodzinnego domu
W domu nie zakorzenionym i bezdomnym.

I siłę daj mi Twoją która
Promieniowała aureolą miłości
Bym wspinać się mógł po reszcie życia z godnością
Dumny wśród gwiazd i kolumn czystego powietrza.


środa, 16 sierpnia 2023

Zbigniew Herbert - co robią nasi umarli

 



Jan przyszedł dzisiaj rano
śnił mi się ojciec
mówi
jechał w dębowej trumnie
ja blisko karawanu
idę a ojciec do mnie:


ładnieście mnie ubrali
i pogrzeb bardzo piękny
tyle kwiatów o tej porze
to musi dużo kosztować
niech tam się ojciec nie martwi
mówię - niech ludzie widzą
żeśmy kochali ojca
niczego nie żałujemy


sześciu w czarnych          liberiach
idzie ładnie po bokach


      

ojciec się zastanowił
i mówi - kluczyk od biurka
jest w srebrnym kałamarzu
w drugiej szufladzie po lewej
jest jeszcze trochę pieniędzy


za te pieniądze - mówię -
kupimy ojcu płytę
dużą z czarnego marmuru


nie trzeba - mówi ojciec -
lepiej rozdajcie biednym


      sześciu w czarnych liberiach
      idzie ładnie po bokach
      dźwiga płonące latarnie


znów jakby się zastanowił
- pilnujcie kwiatów w ogrodzie
nakryjcie je na zimę
nie chcę aby zmarniały
ty jesteś najstarszy - mówi -
z woreczka za obrazem
weź spinki z prawdziwą perłą
niech ci przyniosą szczęście
dostałem je od matki
kiedy zdałem maturę
potem już nic nie mówił
zasnął widocznie mocniej


tak to troszczą się o nas
nasi umarli
napominają przez sen
odnoszą zgubione pieniądze
starają się nam o posadę
szepczą numery losów
albo gdy tego nie mogą
stukają palcem w okno


a my im z wdzięczności wielkiej
wymyślamy nieśmiertelność
zaciszną jak norka myszy 

Kornhauser Julian - Księgarnie


 


kartkowanie książek
kolorowe okładki jak ciężarne kobiety
ciężko układają się na miejscu
autorzy uśmiechają się ze skrzydełek
ich notki pęcznieją
miliony słów jak drobne owady zdobywają lasy
chłonę wykrzykniki
wpatruję się w tytuły
nie ma końca tej niepospolitej wędrówki złudzeń
półki uginają się od nadmiaru sentencji i idei
dziewczyna pilnująca interesu ma zblazowaną minę



spacer po księgarniach
w księgarniach nie ma już duszy
znikł ten cichy drażniący szelest kartek
który prowadził do przedsionka raju tajemnicy istnienia
książki nie pachną
okładki nie otwierają bram
to co słychać jest zgrzytliwe
to co widać kruszy się jak szkło
książki
ogrody zapuszczone złe z kłującymi kolcami głogów
wchodzę w nie ryzykując
i pożera mnie dziki śpiew stronic

wtorek, 15 sierpnia 2023

KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI - BAJKA









Lu­dzie pro­ści i zbroj­ni, więc smut­ni,
wcho­dzi­li na okrę­ty omsza­łe;
nie­bo gra­ło po­dob­ne do lut­ni
srebr­nej chy­ba i kwia­tem pach­nia­ło.

Od uli­czek rzeź­bio­nych w cie­niu
szła pro­ce­sja czy bia­ły świt
i świer­go­tał jak ptak na ra­mie­niu
ży­wot mą­dry ro­sną­cych lip.

Po­tem mo­rza dzie­li­ły się, tar­ły
szorst­ką skó­rą bo­kiem o bok;
coś wscho­dzi­ło, a po­tem mar­ło,
nie od­gad­nąć: przez dzień czy rok.

Gwiaz­dy były ni­sko jak go­łę­bie.
Lu­dzie smut­ni na­chy­la­li twarz
i szu­ka­li gwiazd praw­dzi­wych w głę­bi
z tym uśmie­chem, któ­ry chy­ba znasz.


Po­tem lądy się otwar­ły jak bra­my,
góry mru­cząc pro­wa­dzi­ły pod ob­łok,
więc rzu­ca­li w fale nie­ba ka­mień,
żeby zmie­rzyć głę­bie nie­ba pod sobą.

I na wia­trów roz­ło­ży­stych wy­dmach
sie­li drze­wek mło­dziut­kich las,
i ma­rzy­li zło­tych dę­bów wid­ma
z tym uśmie­chem, któ­ry chy­ba znasz.

Aż wy­ro­sły krzep­kie i ja­sne,
jak­by wody prze­zro­czy­sty płaszcz,
więc pa­trzy­li jak na ser­ca wła­sne
z tym uśmie­chem któ­ry chy­ba znasz.

No, i sto­larz schy­lał z wol­na gło­wę
i wy­cio­sał przez czas nie­dłu­gi
dla nich won­ne trum­ny dę­bo­we,
a dla sy­nów ich dę­bo­we ma­czu­gi.

Więc ode­szli. Śpie­wał obcy czas.
Więc ode­szli przez po­wie­trza bia­łe stru­gi
z tym uśmie­chem któ­ry do­brze znasz.

23 VI 44 r.

sobota, 12 sierpnia 2023

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 







Ksiądz Jan Twardowski - powstańcze wspomnienie.






Rzadko się mówi i pisze o Janie Twardowskim - powstańcu, który  jak większość młodych, warszawskich studentów brał udział w Powstaniu Warszawskim.

Sam poeta fragmentarycznie o tym rozdziale swojego życia wspomina:

„Mój Oddział, rozbity został w pierwszych dniach sierpnia i tułaliśmy się po różnych grupach. Zostałem ranny w nogę, znalazłem się w szpitalu powstańczym i szczerze byłem z tej rany dumny, chociaż nie uważałem się naturalnie, za żadnego bohatera. Byłem zachwycony powstańcami, czułem się  jednym z nich,  nigdy w życiu nie mówiłem jednak, że byłem żołnierzem, tylko że byłem w powstaniu” – 

Wojna, zwłaszcza Powstanie Warszawskie były jak  podkreślał najważniejszym przeżyciem przed wstąpieniem do seminarium – zadecydowały o przyjęciu powołania. Wtedy właśnie narodził się przyszły ksiądz i autor jedynej, niepowtarzalnej. poezji.

Powstańcze wspomnienia, odsłaniały się czasem w jego wierszach:

"Wszystko potrzebne było - i rozstanie,
młodość wesoła, zwątpienia i trud,
i nawrócenie nagłe i powstanie
i okupacja i dziurawy but.


Wszystko potrzebne było - i te lata
dzieciństwa mego, gdyśmy biegli w sad,
walc przy jabłoniach, kujawiak przy kwiatach,
i ogień wojny, nadzieja i grad.


Wszystko potrzebne było - chłód w celi
i noc na jezdni, gdziem najlepiej spał,
i ci, co w boju koło mnie ginęli,
gdy mnie omijał najcelniejszy strzał.


Wszystko potrzebne było - i te smutki
i żal do wodzów w popowstańczy dzień,
i odrzucone od niej niezabudki
i ta sutanna i klasztorna sień.


Wszystko potrzebne było - nim zaśniemy
woli Twej świętej ucałuję ślad
a jeśli umrzeć karzesz - to umrzemy -
kwiatu zapragniesz - przyniesiemy kwiat.


A jeśli zechcesz - będę pośmiewiskiem
a jeśli sprawisz - wielki będę rósł -
a jeśli przedtem nim księdzem zostanę
śmierć mnie ogarnie - i zasypie grób.


Sok najwspanialszy wyciska grono
na dnie leżące - wino wyborne
wszystko potrzebne było - niech płoną
w ołtarzu Twoim świece wieczorne. "

środa, 9 sierpnia 2023

Julian Tuwim - Wieczorny wiersz





Czasem u szczytu ulic zachód żółtym blaskiem
Mury niebios rozwala na złomy płomienne.
Wtedy listopadowe wieczory warszawskie
Wieją wiosną i płyną, młodością wiosenne.

Ile łez we mnie było i ile miłości,
Ile westchnień i szczęścia w majowej ulewie,
I moich słów dla ciebie, i wielkiej czułości:
Wszystko z nieba powraca w dawnym, ciepłym wiewie.


I znowu idę lekki i nocą wezbrany,
Jakbym niósł liść wilgotny na sercu otwartem,
Wtedy w twoim miasteczku ciemniały kasztany,
Pachniał groszek pachnący na sercu pod paltem.





Płakać, jedyna moja, mogę tylko Tobie.
Ty zrozumiesz. Rozgrzeszysz spojrzeniem pokornym.
I wiosnę zakochanych znajdziesz w skromnym słowie,
I ciężką gorycz moją w tym wierszu wieczornym.

Julian Tuwim

wtorek, 8 sierpnia 2023

Zbigniew Herbert - nigdy o tobie

 




Nigdy o tobie nie ośmielam się mówić
ani o was dachy powstrzymujące wodospad powietrza
piękne puszyste dachy włosy naszych domów
Milczę także o was kominy laboratoria smutku
porzucone przez księżyc wyciągające szyje
i o was okna otwarte-zamknięte
które pękacie w poprzek gdy umieramy za morzem
ogromne niebo mojej dzielnicy


Nie opiszę nawet domu
zna wszystkie ucieczki i moje powroty
choć mały jest i nie opuszcza powieki zamkniętej
nic nie odda zapachu zielonej portiery
ani skrzypienia schodów po których wnoszę zapaloną lampę
ani liścia nad bramą



Chciałbym właściwie napisać o klamce furtki tego domu
o jej szorstkim uścisku i przyjaznym skrzypieniu
i choć wiem o niej tak wiele


powtarzam tylko okrutnie pospolitą litanię słów


Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim
tyle przedmiotów można ująć w obie ręce


Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata
tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu



poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Parlicki Mariusz - ABSOLWENTKA

 

Absolwentka Filozofii
Kowalska Monika,
Zgrabne nogi, niezły profil,
Reszta też nielicha






Powracała wraz z dyplomem
Na wieś PeKaeSem
I myślała:
-         To już koniec
Przepadłam z kretesem.


Na cóż trudy, wyrzeczenia,
Łapówki?, na darmo.
Ja – magister filozofii
Będę starą panną,
Bo nie wydam się za Józka,
Choć ma w bród pieniędzy.
Nie pogadam z nim o bycie
I o transcendencji.
Może Zdzicho? Dobry chłopak,
Prawy, gospodarny....
Ale chodzi w mokasynach
I do spodni czarnych
Wciąż skarpetki białe nosi,
Słucha disco polo...
Nie wytrzymam z takim chamem.
Dolo moja, dolo!


Jest tez Krzysiek od Nowaków
Lecz to straszny prostak.
Zanim skończył podstawówkę,
W każdej klasie został
Na dwa lata. Cóż, ze teraz
Jest pan na zagrodzie.
Jest też Heniek, lecz on ciągle
Wódę chla w gospodzie.


Jednym słowem nie ma dla mnie
Chłopa w całej gminie.
Co zostaje? – pięć hektarów,
Krowa, kury, świnie.

Janusz Kliś - DOM.

 


niedziela, 6 sierpnia 2023

Magda Czapińska - ALE JESTEM

 


Oczy otwieram :staje się świat
Nade mną niebo, przede mną - sad.
Jabłek zielonych zapach i smak ...
wszystko proste tak.


Trzeba żyć naprawdę ,
żeby oszukać czas.
Trzeba żyć najpiękniej,
Żyje się tylko raz.
Trzeba żyć w zachwycie:
Marzyć , kochać i śnić.
Trzeba czas oszukać,
Żeby naprawdę żyć.


Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze,
Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!
Jestem iskrą i wiatru powiewem
smugą światła , co biegnie do gwiazd,
jestem chwilą , która prześcignąć chce czas
...ale jestem!
Ucha nadstawiam : słucham jak gra,
Muzyka we mnie, w muzyce - ja!
Nim wielka cisza pochłonie mnie,
Pragnę wyśpiewać , wyśpiewać ,że:


Trzeba żyć naprawdę ,
żeby oszukać pędzący czas.
Pięknie żyć w zachwycie ,
życie zdarza się raz.


Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze ,
Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu ,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!


Życie jest drogą, życie jest snem ...
A co będzie potem?... Nie wiem, i wiem ...
O nic nie pytaj, dowiesz się gdy,
Skończy się droga , życie i sny.


Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze,
Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!


Jestem iskrą i wiatru powiewem
smugą światła , co biegnie do gwiazd,
jestem chwilą , która prześcignąć chce czas
...ale jestem!