środa, 29 listopada 2023

Zbigniew Herbert - Kalendarze Pana Cogito

 
    1


 
Pan Cogito
przegląda czasem
swoje stare
kieszonkowe kalendarze
 
i wtedy odjeżdża
jak na białym parostatku
w czas przeszły dokonany
 
na samą granicę horyzontu
własnej niepojętej istoty
 
    widzi siebie
    w dalekim tle
    ciemnego obrazu
 
    Pan Cogito
    doznaje uczucia
    jakby spotkał
    kogoś dawno zmarłego
    lub niedyskretnie czytał
    cudze pamiętniki
 
    stwierdza bez satysfakcji
    żelazną konieczność obrotów ziemi
    następstwo pór roku
    nieubłagane tykanie zegarów
 
    i znikliwą
    przerywistą linię
    własnej egzystencji
 
    owego pamiętnego dnia
    (imieniny ukochanej)
    słońce wstało dokładnie
    szósta trzydzieści pięć
    zaszło o ósmej dwadzieścia jeden
 
    natomiast wspomnienie
    panny
    jest mgliste
    imię zaledwie
    kolor oczu
    piegi
    drobne ręce
    śmiech
    nie zawsze sensowny
 
    kalendarz informuje dokładnie
    że księżyc był w nowiu
    i tak było na pewno
 
    ale czy o n a była i on
    i ogród i czereśnie
 
    2
 
Niepokój budzą w Panu Cogito
zapiski osobiste
 
Hala.
Spotkanie z Leopoldem.
Złożyć podanie o paszport.
 
ale schodząc głębiej
w zakamarki jaźni
Pan Cogito
odkrywa miesiące
nie zapisane
żadną notatką
choćby tak banalną
jak - oddać bieliznę do prania
- kupić szczypiorek
 
żadnego znaku
żadnego numeru telefonu
żadnego adresu
 
Pan Cogito
wie co znaczy
złowróżbna
cisza
 
zna dobrze
ciężar
ślepych
wyblakłych
kartek
 
mógłby zniszczyć tę pustkę
zapisać byle czym
 
Pan Cogito
troskliwie przechowuje
szarobłękitne kalendarze
 
- jak łuski wystrzelonych nabojów
 
- wykres absurdalnej choroby
 
- jak pamiętnik pogromu


Zbigniew Herbert.

Zbigniew Herbert - ŻYCIORYS

 

Byłem chłopcem cichym trochę sennym – i o dziwo -
inaczej niż moi rówieśnicy – rozmiłowani w swoich przygodach -
na nic nie czekałem – nie wyglądałem przez okno

W szkole  – pracowity raczej niż zdolny posłuszny bez problemów


Potem normalne życie w stopniu referenta
ranne wstawanie ulica tramwaj biuro znów tramwaj dom sen

Nie wiem naprawdę nie wiem skąd to zmęczenie niepokój udręka
zawsze i nawet teraz – kiedy mam prawo odpocząć



Wiem nie zaszedłem daleko – niczego nie dokonałem
zbierałem znaczki pocztowe zioła lecznicze nieźle grałem w szachy

 Raz byłem za granicą – na wczasach – nad Morzem Czarnym
na zdjęciu słomkowy kapelusz twarz ogorzała – prawie szczęśliwy

 Czytałem to co pod ręką: o socjalizmie naukowym
o lotach kosmicznych maszynach myślących
i to co lubiłem najbardziej książki o życiu pszczół

 Tak jak inni chciałem wiedzieć co się stanie ze mną po śmierci
czy dostanę nowe mieszkanie i czy życie ma sens

A nade wszystko jak odróżnić dobro od tego co złe
wiedzieć na pewno co białe a co całkiem czarne

 Ktoś mi polecił dzieło klasyka – jak mówił -
zmieniło ono jego życie i życie milionów ludzi
Przeczytałem – nie zmieniłem się – wstyd wyznać -
zapomniałem doszczętnie jak się nazywał klasyk

 Może nie żyłem – tylko trwałem – wrzucony bez mojej woli
w coś – nad czym trudno panować i nie sposób pojąć
jak cień na ścianie
więc nie było to życie
życie całą gębą

 Jak mogłem wytłumaczyć żonie a także innym
że wszystkie moje siły
wytężałem żeby nie zrobić głupstwa nie ulegać podszeptom
nie bratać się z silniejszym

 To prawda – byłem wiecznie blady. Przeciętny. W szkole wojsku
biurze we własnym domu i na wieczorkach tanecznych.

 Leżę teraz w szpitalu i umieram na starość.
Tu także ten sam niepokój udręka.
Gdybym się drugi raz urodził może byłbym lepszy.

 Budzę się w nocy spocony. Patrzę w sufit. Cisza.
I znów – raz jeszcze – zmęczoną do szpiku kości ręką
odganiam złe duchy i przywołuje dobre.

wtorek, 28 listopada 2023

Adam Mickiewicz - Dwa słowa

 

Barran Robert - American Galery



Gdy sam na sam z tobą siedzę,
Nie mam czasu o nic pytać:
Patrzę w oczy, ustek śledzę,
Chciałbym wszystkie myśli czytać
Wprzód, nim w oczętach zaświecą;
Chciałbym wszystkie słówka chwytać
Wprzód, nim od ustek odlecą; —
I nie potrzeba tłumaczyć,
Co chcę słyszeć, co zobaczyć.
Rzecz nietrudna i nienowa,
Moja luba! te dwa słowa:

K o c h a m   c i e b i e,   
      k o c h a m   c i e b i e.
 
Innego nie chcę widoku,
Kiedy z tobą będę w niebie;
Tylko niech te dwa wyrazy,
Napisane w twoim oku,
Odbite po tysiąc razy
Widzę wszędzie wkoło siebie.
I innej muzyki w niebie
Nie chcę od wschodu jutrzenki
Słyszeć do zachodu słońca;




K o c h a m   c i e b i e,  
      k o c h a m   c i e b i e.
 
Dość mnie tej jednej piosenki
Z waryjacjami bez końca.


Adam Mickiewicz. 

poniedziałek, 27 listopada 2023

Edward Stachura - Nie rozdziobią nas kruki





Nie rozdziobią nas kruki
ni wrony, ani nic!
Nie rozszarpią na sztuki
Poezji wściekłe kły!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Nie omami nas forsa
ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!




Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w górę gdzieś

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

niedziela, 26 listopada 2023

Agnieszka Osiecka - DAJMY SIĘ ZASKOCZYĆ MIŁOŚCI

 



Nie kupujmy
marzeń
jak mebli,
nie bądźmy
zanadto
przebiegli,
nie wstydźmy się własnej nagości,
tylko dajmy, dajmy, 
dajmy się zaskoczyć miłości.

Nie paktujmy
z panem Bogiem,
z panem diabłem,
nie mówmy,
że jest głupie,
to co nagłe,
zamknijmy stare życie
na klucz, na dwa,
wystarczy spuścić ze smyczy
to słowo "ja", "ja", "ja"...


Nie kupujmy
nieba
na kredyt,
nie planujmy
szczęścia
ni biedy,
nie grajmy w dwa życia jak w kości,
tylko dajmy, dajmy, 
dajmy się zaskoczyć miłości.

Niech przyjdzie
zbyt nagle
zdyszana,
niech nie da
dotrwać
do rana,
niech przyjdzie nie na czas,
nie w porę,
niech krzyknie: "Gore... gore, gore, gore..."

Zamknijmy stare życie
na klucz, na dwa, na trzy,
wystarczy spuścić ze smyczy
to słowo, jedno słowo: "my", "my", "my"...

Niech przyjdzie
znienacka
zdyszana,
niech nie da
doczekać
do rana,
niech przyjdzie
nie na czas,
nie w porę,
niech krzyknie:
"Gore, gore, gore, gore!..." 

Agnieszka Osiecka

Olga Tokarczuk - o wojnie

 




"Wojna to jest fenomen straszliwy, piekielny – nawet jeżeli siedzib ludzkich nie dotykają same walki, to ona i tak rozchodzi się wszędzie, pod najlichszą strzechę, głodem, chorobą, strachem powszechnym. Serca twardnieją, obojętnieją. Zmienia się całe ludzkie myślenie – każdy dba tylko o siebie i baczy, jak tu samemu przetrwać. Niejeden robi się przy tym okrutny i nieczuły na cudze cierpienie." 

Olga Tokarczuk.

piątek, 24 listopada 2023

CZESŁAW MIŁOSZ - Zaklęcie

 

Pięk­ny jest ludz­ki ro­zum i nie­zwy­cię­żo­ny.
Ani kra­ta, ni drut, ni od­da­nie ksią­żek na prze­miał,
Ani wy­rok ba­ni­cji nie mogą nic prze­ciw nie­mu.
On usta­na­wia w ję­zy­ku po­wszech­ne idee
I pro­wa­dzi nam rękę, więc pi­sze­my z wiel­kiej li­te­ry
Praw­da i Spra­wie­dli­wość, a z ma­łej kłam­stwo i krzyw­da.
On po­nad to, co jest, wy­no­si, co być po­win­no,
Nie­przy­ja­ciel roz­pa­czy, przy­ja­ciel na­dziei.
On nie zna Żyda ni Gre­ka, nie­wol­ni­ka ni pana,
W za­rząd od­da­jąc nam wspól­ne go­spo­dar­stwo świa­ta.
On z plu­ga­we­go zgieł­ku drę­czo­nych wy­ra­zów
Oca­la zda­nia su­ro­we i ja­sne.
On mówi nam, że wszyst­ko jest cią­gle nowe pod słoń­cem,
Otwie­ra dłoń za­krze­płą tego, co już było
Pięk­na i bar­dzo mło­da jest Filo-So­fi­ja



I sprzy­mie­rzo­na z nią po­ezja w służ­bie Do­bre­go.
Na­tu­ra le­d­wo wczo­raj świę­ci­ła ich na­ro­dzi­ny,
Wieść o tym gó­rom przy­nio­sły jed­no­ro­żec i echo.
Sław­na bę­dzie ich przy­jaźń, ich czas nie ma gra­nic.
Ich wro­go­wie wy­da­li sie­bie na znisz­cze­nie.

Czesław Miłosz.

/ Filo-So­fi­ja - czasopismo filozoficzne /

Jarosław Iwaszkiewicz * * *



Zdzisław Beksiński




 ***
Jak to łatwo jest deptać
upadłe wielkości

czy to jest zadanie poetów
rozbijać rozbite trumny?

jakże łatwo wymyślać
obcemu
schowawszy się za mur
obrońców sprawiedliwości



Ale być sprawiedliwym
w godzinie pogardy
podnieść głos
gdy wszystkie lisy schowały się do nory
zawołać głośno
kiedy wszyscy szepcą

o jakże mało jest takich
którzy to potrafią 

środa, 22 listopada 2023

Małgorzata Hillar - Twoje ręce


 



Twoje ręce
bezpieczna kryjówka
dla mojej głowy

schronisko
przed ciemnością

rozścielające
ciepłą pościel




podające dzban
z gorącym mlekiem
pożądania

Twoje ręce
pełne żaru
przynoszące słońce
żółtą dynię
w nich
dojrzewają winogrona
moich piersi

Twoje ręce
ciepłe gniazdo
dla zmarzniętych stóp

lampa
czuwająca w nocy

złota miska
czułości

im powolne
moje ciało

Twoje ręce
przeprowadzające
przez głęboki rów
który oddziela noc
od dnia

ściągające z krawędzi
samotności

przywracające zmysł
równowagi

budujące wysoką wieżę
cierpliwości
niweczące każdą pustynię
zobojętnienia

Twoje ręce
młot
do ścian
których nie mogę
przebić głową

nóż
do ślepego kartofla
mojej wyobraźni

Twoje ręce
zdolne
do wszystkiego
gotowe
na wszystko

Twoje ręce
uległe
moim rękom

wtorek, 21 listopada 2023

Asnyk Adam * * *



 autor: 
kelly_k
,


* * *

Pierwsze uczucia, to kwiaty wiosenne,
Co się własną upajają wonią:
Przed żywszym blaskiem jeszcze w cień się chronią
I wierzą jeszcze w swe trwanie niezmienne.

Po nich, ach! inne stubarwne, płomienne,
Znów zakwitają i za słońcem gonią:
Wiedzą, że zwiędną, więc czasu nie trwonią
I gaszą tylko pragnienia codzienne.

A później znowu wspomnień astry blade
Wschodzą samotne na schyłku jesieni,
I chcą trwać tylko i walczą z ulewą,
Widząc w około martwość i zagładę,

A w końcu jeden cyprys się zzieleni,
Ponure, smutne rezygnacji drzewo.


poniedziałek, 20 listopada 2023

Wisława Szymborska - Martwa natura z balonikiem



Barbara Soborak


Zamiast powrotu wspomnień
w czasie umierania
zamawiam sobie powrót
pogubionych rzeczy.

Oknami, drzwiami parasole,
walizka, rękawiczki, płaszcz,
żebym mogła powiedzieć:
Na co mi to wszystko.

Agrafki, grzebień ten i tamten,
róża z bibuły, sznurek, nóż,
żebym mogła powiedzieć:
Niczego mi nie żal.

Gdziekolwiek jesteś, kluczu,
staraj się przybyć w porę,
żebym mogła powiedzieć:
Rdza, mój drogi, rdza.




Spadnie chmura zaświadczeń,
przepustek i ankiet,
żebym mogła powiedzieć:
Słoneczko zachodzi.

Zegarku, wypłyń z rzeki.
pozwól się wziąć do ręki,
żebym mogła powiedzieć:
Udajesz godzinę.

Znajdzie się też balonik
porwany przez wiatr,
żebym mogła powiedzieć:
Tutaj nie ma dzieci.

Odfruń w otwarte okno. 
odfruń w szeroki świat
niech ktoś zawoła: O!
żebym zapłakać mogła

Jan Brzechwa - Ptasie plotki

 
Usiadła zięba na dębie: 
"Na pewno dziś się przeziębię! 

Dostanę chrypki, być może, 
Głos jeszcze stracę, broń Boże, 
 
A koncert mam zamówiony 
W najbliższą środę u wrony." 
 


Jęknęły smutnie żołędzie: 
"Co będzie, ziębo, co będzie? 
 
Leć do dzięcioła, do buka, 
Niech dzięcioł ciebie opuka!" 
 
Podniosła lament sikora: 
"Podobno zięba jest chora!" 
 
Gil z tym poleciał do szpaka. 
"Jest sprawa taka a taka: 
 
Mówiła właśnie sikora, 
Że zięba jest ciężko chora." 
 
Poleciał szpak do słowika: 
"Ze słów sikory wynika, 
 
Że zięba już od miesiąca 
Po prostu jest konająca." 
 
Słowik wróblowi polecił, 
By trumnę dla zięby sklecił. 
 
Rzekł wróbel do drozda: "Droździe, 
Do trumny przynieś mi gwoździe." 
 
Stąd dowiedziała się wrona, 
Że zięba na pewno kona. 
 
A zięba nic nie wiedziała, 
Na dębie sobie siedziała, 
 
Aż jej doniosły żołędzie, 
Że koncert się nie odbędzie, 
 
Gdyż zięba właśnie umarła 
Na ciężką chorobę gardła.

sobota, 18 listopada 2023

Irena Gelblum - Irena Conti Di Mauro - wiersze


Irena Conti Di Mauro -  , polsko-włoska dziennikarka, pisarka, poetka.   Była członkini Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu we Włoszech.   Za swoją działalność w zakresie zbliżania kultury włoskiej i polskiej uhonorowana została wieloma nagrodami i wyróżnieniami,  między innymi otrzymała tytuł doktora honoris causa na Akademii św. Łukasza w Antwerpii. 

Jej poezję cenił sobie ksiądz Jan Twardowski, Z uznaniem o wierszach poetki wypowiadał się papież Jan Paweł II. 


O jej poezji pisano we włoskiej prasie literackiej: 

"Nie jest w naszych czasach łatwo spotkać poetę, który tak szczerze potrafi przekazywać tak szlachetne i głębokie treści." 


Urodziła się 25 października 1931w Warszawie w  zasymilowanej zamożnej żydowskiej rodzinie  -   Gelblum.   

W czasie wojny straciła brata i rodziców, którzy zginęli w getcie warszawskim   . Działała w Żydowskiej Organizacji Bojowej i ratowała ludzi od zagłady  z warszawskiego getta.   . Przez Marka Edelmana  przywódcy powstania w getcie  nazywana była „Irką Wariatką” ze względu na niezwykłe bohaterstwo i odwagę

W 1946 roku wyjechała do Palestyny (nie było jeszcze państwa Izrael), zmieniła nazwisko i  wróciła do Warszawy w 1948 roku  jako Irena  Conti.

W1968 roku, władze odmówiły jej wydania paszportu. „ze względu na pochodzenie” Mogła  wyjechać jako Żydówka, bez prawa powrotu.  Upokorzona odmową wyszła za mąż za włoskiego dziennikarza Antonio Di Mauro i  wyjechała do Włoch. Z połączenie nazwisk - swojego  i po mężu, narodziła się Irena Conti Di Mauro. \ 

Po 20 latach wróciła do Polski jako Irena Conti Di Mauro, włoska poetka, gorliwa katoliczka. Nie poznawała dawnych przyjaciół, nowym nie przyznała się, że kiedyś nazywała się  Gelblum.  W podaniu do Związku Literatów Polskich napisała, że jest włoską poetką z Sycylii, córką Włocha i Polki.  Przestała rozpoznawać dawnych towarzyszy. Ta brawurowa bojowniczka po wojnie wyparła się swojej przeszłości.

Chciała, by widziano w niej dziennikarkę, tłumaczkę i poetkę, tę zaś część swojej biografii, w której była nieustraszoną, pełną fantazji łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i odznaczoną Krzyżem Walecznych uczestniczką powstania warszawskiego - po prostu amputowała. 

Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irenę Gelblum, nie mówili - przynajmniej publicznie - że zmieniła tożsamość.

 Życiorys Ireny Conti Di Mauro mógłby posłużyć za kanwę niejednego filmu akcji. Irena fascynowała bardzo wiele osób, i mężczyzn, i kobiet. Mężczyźni szybko  się w niej zakochiwali, chcieli dla niej zmieniać życie . porzucać swoje i zaczynać z nią wszystko od nowa. Musiał w niej być jakiś wdzięk, urok, coś, czego obecnie nie dostrzeżemy na fotografiach.


Wiersze  Ireny Conti Di Mauro : 

 Co to jest poezja?
.
Więc co to jest poezja
pyta staruszka
siwiutka i zgięta we dwoje
To właśnie ta ścieżka wydeptana
od koloru do siwości
od ramion strzelistych
do obsiadłych kręgów
od wykołysania syna
do wykołysania wnuka
od dnia wesela
do dnia pogrzebu
A więc poezja to czas
który przeszedł
.
 Więc co to jest poezja
pyta kobieta
z wielkim brzuchem
gdzie mały lokator
mozolnie szykuje się do  przeprowadzki
To są twoje piersi
kraina mlekiem i miodem  płynąca
A więc poezja to czas
który trwa
.
 Więc co to jest poezja
pyta dziewczyna
sięgając oczami do gwiazd
w noc ociężałą od szeptu
przed samym progiem spełnienia
A więc poezja to czas
który nadejdzie
.
 Przeszła trwa nadejdzie
nadejdzie przeszła trwa
 Jest wszędzie
i tam
gdzie na pozór
jej nie ma

Irena Conti di Mauro


BEZ  TYTUŁU

Wbrew wszelkiej logice odnoszącej się do form konkretnych 
pustkę buduje się także przedmiotami 

Im więcej ich przybywa
tym ona staje się obszerniejsza-
ta pustka to w rzeczywistości 
ogromny depozyt gromadzenia


Każdy przedmiot
w swojej skończonej martwocie
chciwie okrada wyobraźnię
ogałaca drzewo życia
wypija wodę u źródeł


Nie wiadomo kiedy i w jaki sposób 
na taką giełdę przedmiotów trafiają zmęczone pasje
i wystudzone ideały 
układając się posłusznie 
w wygodne uprzedmiotowione  życie

Pustka uprzedmiotowiona 
to wielki fryzjer duszy
czesze ją starannie
aż do kompletnego wyłysienia... 

Irena Conti di Mauro

Miewała  chwile gdy podwójność życia  tak naprawdę - nie Ireny Conti di Mauro a Ireny  Gelblum męczyła ją.


„Może by tak wreszcie skończyć
z tym codziennym reżyserowaniem
własnej twarzy i całej reszty cielesnej powłoki
aż do coraz bardziej agresywnego
przenikania w duszę z nocnymi przerwami
kiedy nakryci zawsze za krótką kołdrą snu
wycofujemy się z przedstawienia
tak starannie przygotowywanego
w każdym słownym szczególe".

Irena Conti di Mauro
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Może by narysować raz jeszcze linię startową
Może odwiesić wszystkie wyświechtane puenty, 
Wstać w trakcie spektaklu, który nas nudzi, tak ogromnie nas nudzi 
Że ta nuda promieniuje gdzieś w okolicy skroni i oczodołu 
I matowi źrenicę wyblakłą powłoką
Może jeśli gdzieś jesteśmy naprawdę to w krótkich momentach połączeń, ulotnych dotknięciach gdzieś w antrakcie
wyładowaniach energii na różnicach potencjałów.

Irena Conti di Mauro

środa, 15 listopada 2023

HENRYK ZBIERZCHOWSKI - RZEKA

 


Lubię wieczorem siąść nad rzeki brzegiem,
Mając nad głową bezmiary niebiosów,
Biegnąć myślami za jej wiecznym biegiem
I słuchać duszą jej tajemnych głosów,
Bo wtedy twarz swą wychylają z ciemnic
Prawdy strzeżone pieczęcią tajemnic.


Oto mej duszy opowiada rzeka,
Że niema czasu i niema przestrzeni,
Że choć jej fala płynie i ucieka
I wiecznym ruchem przy brzegach się pieni,
O każdej chwili i o każdej dobie
Jest w jednem miejscu i trwa sama w sobie.


 W szmerze jej fali dzwoniącej odjazdy
Słyszę swą duszą wszystkie głosy świata:
Ptaka, tygrysa, człowieka i gwiazdy,
Śmieje się szczęście i jęczy zatrata


I w tem rozpięciu głosów niezmierzonem
Wszystko jest jednym, wiekuistym tonem.
Taka jest bowiem prawda wszechistnienia,
Że jak tęsknota mieści się w tęsknocie,
Tak nic nie mija i choć formy zmienia
Trwa samo w sobie, wieczne w swej istocie



I tak niezmienne jest jako ta rzeka,
Choć każda falą ku morzu ucieka.  RZEKA

poniedziałek, 13 listopada 2023

Julia Hartwig - Powrót do domu dzieciństwa



Wśród ciemnego milczenia sosen — krzyk młodziutkich, nawołujących się brzóz.
Wszystko jest jak było. Nic nie jest jak było.
Przemów do mnie, Boże dziecka. Przemów, niewinna trwogo.
Nic nie rozumieć. Wciąż inaczej. Od pierwszego krzyku do ostatniego
westchnienia.
A jednak to też było życie. I chwile szczęśliwe wychodzą ku mnie
z przeszłości jak panny z kagankami oliwy.

Julia Hartwig .

niedziela, 12 listopada 2023

Julian Tuwim - „Nie ma kraju…”

 


Nie ma kraju, skąd nie będę tęsknił
Do dawnych, szarych ulic.
Złamie się w żałości każdy krzyk zwycięski,
We wszystkich dawność się rozczuli.
Nie ma ziemi, na której bym spoczął
Bez szarego, dawnego wspomnienia.
Wszędzie, wszędzie moim oczom
Jedno jest do patrzenia.
Nic mnie, nic nie uspokoi,
Nic w porywie już nie zatrzyma.
Wiecznie otworem nade mną stoi
Niebo – ziemia moja rodzinna.


sobota, 11 listopada 2023

Juliusz Słowacki - „Szli krzycząc …”

 





Szli krzycząc: Polska! Polska
wtem jednego razu
chcąc krzyczeć zapomnieli
na ustach wyrazu;


pewni jednak,
że Pan Bóg do synów
się przyzna,
szli dalej krzycząc:
„Boże ojczyzna! ojczyzna!





Wtem Bóg z Mojżeszowego
pokazał się krzaka,
spojrzał na te krzyczące
i zapytał: „Jaka”?

piątek, 3 listopada 2023

Andrzej Waligórski - Kogo lubię


Lubię gdy piosenkarka, com ją znał w bieliźnie
I com poznał głupotę jej, godną barana,
Zaśpiewała coś o bliźnie, albo o ojczyźnie.
A ludzie mówią o niej: - Zaangażowana!


rys. Bartłomiej Belniak


Uwielbiam kiedy aktor, bywalec burdeli
Zwanych też kawiarniami, lub klubami czasem,
Wykona repertuar o tych co ginęli,
I potem jest niezwykle chwalony przez prasę.

Kocham też żurnalistę, co nam daje rady
Jak żyć, a równocześnie, przy pomocy lupy
Ogląda personalne trendy i układy
By wiedzieć, komu warto wcisnąć się do grupy.


Podziwiam naukowca niezbyt lotnej myśli
Który jednym numerem od wielu lat jedzie:
Wszyscy wiedzą, że facet prochu nie wymyśli,
Ale że "w razie czego" również nie zawiedzie...

Szanuję decydentów, co porozkładali
Dziesiątki instytucji na obie łopatki,
Lecz mocą jakiejś dziwnej, obłąkanej fali
Wracają, i w fotele znów wtykają zadki...

Bliski mi jest polityk, który w nosie dłubie
I działacz robotniczy co nie kocha pracy,
Aż dziwnie jak ich lubię.
A najbardziej lubię
Gdy mi mówią, że wszyscyśmy bracia-Polacy.