Etykiety

czwartek, 28 maja 2026

Dmytro Pawłyczko *** "Moja ty grzeszna"... "Świerki"

 Dmytro Pawłyczko -( 1929 - 2023r.) - Ukraiński poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczny, polityk. W latach 1999–2001 ambasador Ukrainy w Polsce. 

.Pochodził z rodziny chłopskiej, jeszcze przed II wojną światową uczęszczał do polskiej szkoły, co później pozwoliło mu wejść w krąg naszej kultury.


Dmytro Pawłyczko

Świerki

Siekiera ojca tkwi w pniaku, wbita 
Aż po sam brzusiec - 
Świerki zdyszane pierzchają w strachu, 
Chcą w górę uciec.

 
- No, wskazuj drzewo, które zrąbiemy! - 
Powiada tata.
A ja wybieram, jak po jarmarku 
Oczami biegam. 
Zda się ładniejszy mi taki świerczek, 
Który nie z brzega.
- Ten najsmuklejszy! - Nie, mój chłopczyku, 
Szkoda go chyba! 

- No to ten ładny, w igliwiu srebrnym, 
Co lśni jak ryba!

- Żal go! - Więc może ten osmalony, 
Omszały spodem! 
- Ej nie, niebożę, zrobilibyśmy 
Tym wielką szkodę!


- No to ten czarny, powykręcany, 
W smole jak dratwa! 
- I tego szkoda! Trochę podrośnie 
I będzie tratwa.

- A ten, co niby świeczka skrzywiona, 
Jak w parastasie? 
- Ej, nie! I on się też wyprostuje 
O swoim czasie.

Tak chodziliśmy między świerkami, 
Śmieszni złodzieje. 
- W domu się jeszcze zastanowimy, 
Wrócim w niedzielę!...

Przeszło czterdzieści lat. Posłuchajcie - 
Szumi żywica 
I słońce śpiewa niby dziewica. 
Wietrzyk figluje.

Czemu tak smutno jest mi we wszystkich 
Krainach świata? 
Wysokie świerki stoją, pytają: 
A gdzie twój tata? 

Przełożył Bohdan Zadura



Dmytro Pawłyczko

"Moja ty grzeszna".



Moja ty grzeszna i bez winy,
moja ty lilio nad bagniskiem,
cudze uściski jak cekiny
pozdejmowałaś przy mnie wszystkie.
 
I znowu oczy masz dziecięce,
których cień żaden nie przesłania.
A ja się czuję potępieńcem
w obliczu twego nieskalania.
 
Czyż tak znużona twoja dusza,
że już pokutą się zaprząta
i do wierności się przymusza
jak do wędzideł i chomąta?
 
Dlaczego wstydem dzień nasyca,
gdy nowe pieszczotami karmią?
Dlaczego jabłek z drzewa życia
nie pozwolono rwać za darmo?
 
Czy na wygnaniu ci sił starczy,
by na kamieniach rodzić synów
tutaj, gdzie od miłości starszy
jest mozół, a chleb od bursztynów?
 
Pójdziesz? Klejnoty weź przynajmniej
ze sobą, nie zgub ni okrucha.
A uprząż moją sama na mnie
narzucisz jak na kłapoucha.
 
I będziesz jechać na człapaku
po ścieżkach stromych i ciernistych
i strzelać do niebieskich ptaków
dwojgiem swych ślepi pozłocistych.
 
A ja cię będę czcił i pragnął
za to, że śmiałej twej istoty
nie pokalało ani bagno,
ni nuda wymuszonej cnoty.
 
Za to, żeś z paszczy węża wzięła
i mnie do rąk podała owoc,
w którym był sen i radość dzieła
i dzień jutrzejszy z twarzą nową.
 
Przełożył z ukraińskiego
Jerzy Litwiniuk
 

3 komentarze:

jotka pisze...

Zawsze mnie zastanawia, ile zasługi ma tłumacz, a ile poeta?

BBM pisze...

Piękne. Tyle w nich ciepła, zadumy…

Marek pisze...

Świerki dosłownie zatrzymały mi serce tą końcową zwrotką. Dorosły smutek i tęsknota za ojcem. Natura potrafi pamiętać za nas i przypominać o tych, których już nie ma.
Drugi wiersz to czysty poetycji erotyk i portret miłości, która jest trudna, ale przez to prawdziwa. Poruszający zestaw.