Archiwum bloga

wtorek, 13 lutego 2018

Walt Whitman, Rabindranath Tagore i Jan Zych

 

Walt Whitman ( 1819 -  1892 ) – amerykański, 
dziewiętnastowieczny poeta, 
uważany za jednego
z prekursorów 
współczesnej literatury
Stanów Zjednoczonych napisał:

"Ja - pełen życia"

Ja - pełen życia, widzialny i namacalny
czterdziestolatek
W osiemdziesiątym trzecim roku tych Stanów,
Posyłam te wiersze tobie - jeszcze nie narodzonemu,
By cię szukały w otchłani wieków.

Gdy je przeczytasz, ja, który byłem widzialny, będę już
niewidzialny,
I teraz ty, widzialny i namacalny, który rozumiesz te
wiersze, szukasz mnie
I wyobrażasz sobie, jak bardzo byłbyś szczęśliwy, gdybym
mógł teraz być z tobą i zostać twym towarzyszem;
Niech ci się zdaje, że jestem  
(Nie bądź do końca pewien, że mnie nie ma).





oraz żyjący na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku 
– indyjski poeta রবীন্দ্রনাথ ঠাকুর, Rabindranath Tagore    (1861 - 1941 ) 
laureat literackiej Nagrody Nobla – 50 lat później napisał nieco podobnie w wierszu: 

Ogrodnik

Kto jesteś, czytelniku, ty, za sto lat odczytujący me wiersze?
Nie mogę ci przesłać ani jednego kwiatu z obfitości tej wiosny,
ani pasemka złota z tamtych obłoków.

Drzwi otwórz i wyjrzyj na dwór.
We własnym rozkwitłym ogrodzie nazrywaj wspomnień pachnących o kwiatach, 
co znikły sto lat temu.

W radości swego serca poczujesz może tę radość, 
która śpiewała w pewien ranek wiosenny, 
śląc wesoły głos poprzez sto lat.

przełożył Robert Stiller.



Podobna ciekawość, podobne pytania dwóch poetów, z dwóch różnych półkul na ziemi.

Można by powiedzieć, że tak modna obecnie globalizacja we współczesnym świecie - w poezji istniała od zawsze.
Od prawieków – od starożytnej Grecji, po współczesność, od pieśni Indian po Gothego - poeci całego świata drążą nasze sumienia i poruszają w nas problemy ponadczasowe, od zawsze te same: miłość, smutek, zachwyt. Ich wiersze nie znają granic, nie potrzebują paszportów, wędrują jak ptaki z kontynentu na kontynent. A jednocześnie gdy czytam te dwa wiersze….  dociera do mnie  powtarzalność zdarzeń i naszych przeżyć wydających się jedynymi,....wyobraźnia podsuwa mi ich porównywalność  z takim samymi za 100, 200, 300 lat,  a może w nieskończoności czasu.

Pisze też o tym Jan Zych w "Chińskim wierszu" :


Płynę łódką, którą jechał Li Tai Po.*
Na wodzie księżyc wciąż ten sam,
po który on się wychylił na samo dno.



Czytam o wojnach, o winie, o rozstaniach.
O słonecznikach myślę, jak zesłaniec z Elan.

Przed tysiącem lat wszystko było już znane.

Piękny to, ale smutny żart, 
że mieliśmy gwiazdy te same.


*Li Tai Po (699-762) – wybitny poeta chiński.
Utonął w rzece Yangtze, gdy w alkoholowym upojeniu chciał uchwycić odbicie księżyca na wodzie


Brak komentarzy: