Etykiety

piątek, 3 maja 2024

Adam Asnyk - MIEJCIE NADZIEJĘ

 


Tryptyk Jacka  Malczewskiego 


Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić...

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

Adam Asnyk. 

czwartek, 2 maja 2024

Jonasz Kofta - Protest song


Alan S. Maltz Gallery


Ja nie mam rakiet ani bomb
Posiadam tylko dwoje rąk
I dlatego tymi rękami
Napisałem protest song

Trzeba czołgi przerobić na spinacze
Na plasterki armaty pokroić
Miast granatów żyletki raczej
By i dziecko się mogło ogolić


Albo zebrać to żelastwo
Na parę wielkich kup
I od razu do morza - chlup

Że co? Że nie można?
Że ja naiwnie rozumuję?
To ja nie nalegam
Przepraszam, dziękuję
Ale protestuję

Ja nie mam posad ani szarż
Nie mam obrotów ani marż
I dlatego mogę śmiało
Spojrzeć każdemu z was w twarz
Czas, by demon mamony odszedł
Za pieniądzem nie czas się uganiać

Czas, by każdy miał według potrzeb
A potrzeby - wedle uznania
Albo zebrać tę forsę
Na parę wielkich kup
I od razu do morza - chlup

Że co? Nie można?
Że to nie tylko mnie dolega?
Przepraszam, dziękuję
Niewątpliwie, protestuję
Ale nie nalegam

Nie jestem posłem Izby Gmin
O tak, o tak - nie jestem nim
I dlatego mi nie grozi
Wielkich tego świata spleen

Parlamenty, bawcie się w jojo
Dyktatorzy - w czarnego luda
Gdy się żądze władzy ukoją
Coś nam może wreszcie się uda
Albo zbierzcie się, panowie
W parę wielkich kup
I na "hop" do morza - chlup

Jonasz Kofta.

wtorek, 30 kwietnia 2024

Wojciech Młynarski - Ballada o przyszłości chirurgii.







Zamiast wątpliwych sensacji wiru
Niech widz prawdziwej sensacji liźnie
Oto, co wyznał mi pewien chirurg
Już w posttotalitarnej ojczyźnie

Wpadł do mnie facet o wczesnej porze
Miał jasne oko, miłą prezencję
I szepnął cicho, panie doktorze
Proszę mnie wyciąć inteligencję
Ja odbąknąłem cicho a ma pan
Owszem doktorze, mam dosyć sporą
I przez to ciężki kac mnie dołapał
Jak w krąg spojrzę diabli mnie biorą
Choć wokół niby piękne przemiany
I Polska weszła na nowa drogę
Z inteligencja moją kochany
Spokojnie na to patrzeć nie mogę
Bo z jednej strony piękne wspomnienia
Gdyśmy mądrości nieśli proporce
Jesieni ludów będąc natchnieniem
Iskrą, zarzewiem, pochodnią, wzorcem
A z drugiej strony buźki jak z buszu
Męty wszelkiego autoramentu
Czas dla cwaniaków, raj dla chytrusów
I dno dla pełnych inteligentów

Ja na to patrzeć nie mogę, ach nie
Z inteligencja mą nazbyt czułą
Niech pan ją wytnie, niech pan ją ciachnie
Bym dostosował się do ogółu

Tu mu zadałem pytanie wartkie
Rzekł chirurg, ciągnąc swa opowiastkę
Mam wyciąć całą? Zostaw pan ćwiartkę
Lub może jeszcze lepiej szesnastkę
Więc wykonałem zabieg udany
Bez komplikacji, potknięć, kolizji
Wkrótce mój pacjent zrobił się znany
Często widuję go w telewizji
Jak on gulgocze tam koncertowo
Jak oponentów bezwzględnie kruszy
Mówi, ja swoją mam podmiotowość
I łatwo mnie się jej nie naruszy
Rwie się do czynu, rwie się do głosu
Mówi - pluralizm, mówi - dziedzictwo
I z świetlistego czerpiąc etosu
Założył właśnie nowe stronnictwo

Tu chirurg skończył, pomilczał troszkę
I dodał - patrz pan, na co nam przyszło
A jam pomyślał - o rany boskie
Oto chirurgia która ma przyszłość
I szybko wziąłem chirurga adres
Bo ja też odkąd wiatr przemian zawiał
Czuję wciąż nową psychiczną zadrę
Gdy widzę co się wokół wyprawia


Wojciech Młynarski.

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Wojciech Młynarski - Niemożliwe

 






Niemożliwe, by wędrować bez światełka na mierzei
Niemożliwe, żeby mogła istnieć miłość bez nadziei
Niespokojna, szara, smutna, bez uśmiechu i bez jutra
W brzydkich butach zwiedzająca siedem piekieł po kolei

Nie, nie – niemożliwe…

Niemożliwe, by przez miłość biegła ciągle smuga cienia
Niemożliwe, by wciąż zrywać i wciąż błagać przebaczenia



Co za miłość, która dnia nie wita serc spokojnym śpiewem
Co za miłość, co złym słowem rani siebie
Po czym żal jej ostrych słów mówionych w gniewie
Żal jej ostrych słów, żal…


Niemożliwe, by w miłości były same dni szczęśliwe
By nad nami tak się gwiazdy ułożyły litościwe
By się chciało siódme piekło przeanielić w siódme niebo
Gdzie jabłecznik zajadają Adam z Ewą

To w miłości jest zupełnie niemożliwe
To w miłości jest niemożliwe…
Niemożliwe, a możliwe jest

Wojciech Młynarski.

HENRYK ZBIERZCHOWSKI - NIEBO


 




Życie po śmierci jest duszy potrzebą
Jako nagroda za ogrom katuszy.
Każdy otrzyma tylko takie niebo,
Jakie wymarzył w swojej własnej duszy.


Więc dla jednego będzie ono halą
Cichą, samotną, pośród skalnych szczytów.
Które jak krwawe pochodnie się palą
W czasie zachodów i srebrzystych świtów.


A dla drugiego wielkim miastem będzie,
Gdzie ustawicznie zgiełk sen z powiek płoszy,
Świecącem łuną po świata krawędzie,
Jak gorejący krzak wszelkich rozkoszy.


Jeszcze innemu będzie ono może
Spotkaniem duchów na łąkach wieczności,
Rozprawiających o wieczornej porze
O Bogu, prawdzie, szczęściu i miłości.

Dlatego kocham ten kąt najuboższy
Na ziemi, zanim ziemia mię pogrzebie,
Albowiem lękam się, czy ktoś najdroższy
Znajdzie się kiedyś ze mną w mojem niebie.


sobota, 27 kwietnia 2024

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.





Julian Tuwim - Żydzi


Żydzi

Czarni, chytrzy, brodaci,
Z obłąkanymi oczyma,
W których jest wieczny lęk,
W których jest wieków spuścizna,
Ludzie,
Którzy nie wiedzą, co znaczy ojczyzna,
Bo żyją wszędy,
Tragiczni, nerwowi ludzie,
Przybłędy
.
Szwargocą, wiecznie szwargocą
Wymachując długimi rękoma,
Opowiadają sobie jakieś trwożne rzeczy
I uśmiechają się chytrze,
Tajnie posiedli najskrytsze
Z miliarda czarnych, pokracznych literek
Ci chorzy obłąkańcy,
Wybrany Ród człowieczy!
Pomazańcy!

Pogładzą mokre brody
I znowu radzą, radzą...
- Tego na bok odprowadzą,
Tego wołają na stronę,
Trzęsą się... oczy strwożone
Rzucą szybko przed siebie,
Czy ktoś nie słyszy...
 
Wieki wyryły im na twarzach
Bolesny grymas cierpienia,
Bo noszą w duszy wspomnienia
O murach Jerozolimy,
O jakimś czarnym pogrzebie,
O rykach na cmentarzach...

...Jakaś szatańska Msza,
Jakieś ukryte zbrodnie
(...pod oknami... w piątki... przechodnie...

Goje... zajrzą do okien... Sza! Sza-a-a!)


 

Julian Tuwim był i jest jednym z najczęściej  czytywanych poetów w Polsce.

Kim był – Polakiem? Żydem? 

I kim był dla Polaków? Kim dla Żydów?


W 1944 roku, w obliczu zbliżającego się końca wojny, napisał niesłychanie poruszający utwór My, Żydzi polscy… , który rozpoczął takimi słowami;

(.. I od razu słyszę pytanie: “Skąd to MY?” Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich. Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. 

Nie dzielę Polaków na “rodowitych” i “nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym. 

Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie- gentlemenów itd. 

Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób. 

Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów....)

piątek, 26 kwietnia 2024

Wisława Szymborska - Głos w sprawie pornografi

 

Indie - rzeźba z świątyni Khajuraho
IX-XIIw.


Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki.


Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów - w to im właśnie graj.


W dzień jasny albo pod osłoną nocy
łączą się w pary, trójkąty i koła.
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów.

Oczy im błyszczą, policzki pałają.
Przyjaciel wykoleja przyjaciela.
Wyrodne córki deprawują ojca.
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu.




Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych,
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków.
Jedyna rozmaitość to specjalne zdania
paznokciem zakreślone albo kredką.

Zgroza, w jakich pozycjach,
z jak wyuzdaną prostotą
umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra.
W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.
Nogę na nogę każdy sam sobie zakłada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka podłogi,
druga swobodnie kiwa się w powietrzu.
Czasem tylko ktoś wstanie,
zbliży się do okna
i przez szparę w firankach
podgląda ulicę.

Wisława Szymborska.

środa, 24 kwietnia 2024

Różewicz Tadeusz - Widzę szalonych

 



Widzę szalonych którzy
chodzili po morzu
wierzyli do końca
i poszli na dno

teraz jeszcze przechylają
moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne
dłonie okrutnie żywy

odtrącam rok za rokiem.

Różewicz Tadeusz.


poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Ks. Jan Twardowski - Było





wiersze staroświeckie co wzruszają teraz
z rymami jak należy z przecinkiem i kropką
z dworem co znikł nagle cicho i na zawsze
a wiadomo cisza większa niż milczenie
i pamięć już posłuszna gdy przeszłość przychodzi
z babcią co na werandzie cerowała dziurę
bez nożyczek zębami przegryzając nitkę
tuż przy koszu na grzyby by się nie sparzyły
z wujem co się gazetą niepotrzebnie zajął
więc pomagał mu diabeł ale kopnął anioł
ze smutkiem przemijania jagód jarzyn jeżyn
gdyby śmierci nie było nikt z nas już by nie żył
przemijamy jak wszystko by w ten przetrwać
uczucia bez łapówek i rąbanka grzechów
wielka miłość co zawsze wydaje się łatwa
i wie już tak od razu że nie wie co będzie


choć za młodu drży serce a na starość noga
wszystko co najcenniejsze spaliło się w piekle
wiersze staroświeckie niemodne naiwne
ten sam baran co wtedy
ale szczęście inne

Avrom Frisch - SZCZĘŚCIE

wiersz  żydowskiego poety Avroma Frischa - dyrektora  żydowskiego szpitala w Kołomyi  Prowadzony przez Niemców na śmierć  tuż przed rozstrzelaniem otruł się cyjankiem potasu.

SZCZĘŚCIE

Szczęściem jest chód.
Szczęściem jest praca.
Szczęściem jest być zmęczonym,
odpoczywać w cieniu.

Szczęściem jest huragan,
deszcz, wiatr
być mężczyzną, kobietą,
być dzieckiem.

Odkrywać nowość
bystrym spojrzeniem,
rozumieć przeszłość –
wszystko jest szczęściem.

I szczęściem jest cierpienie,
udręczenie, żałoba
po sobie, po innych
po dzisiejszym dniu, po jutrzejszym.

Nie ma takiej głębiny
co nie tęskni by wznieść się na powierzchnię.
Nie ma takiego światła,
które nie gaśnie.

Szczęście – to być w głębinie
i dążyć na powierzchnię,
szczęście – to być początkiem,
trwaniem i końcem.

Każda myśl,
każde wytłumaczenie
to wszystko jest szczęściem,
należącym do życia.

Tylko jedno może
zniszczyć szczęście:
niemożność życia jak człowiek,
niemożność śmierci jak człowiek.


Marek Edelman 1922- 2009


Dziś późnym wieczorem po obejrzeniu fragmentów wywiadu z Markiem Edelmanem dowódcą powstania w getcie - nawiązującym epizodycznie  do swojej
 pamięci i książki :    

 " I była miłość w getcie' ;

Czy była miłość w getcie? Była, choć, cytując Edelmana, "nienawiść jest łatwiejsza od miłości". Kochali, bo chcieli żyć. Na przekór wszystkiemu. Bo byli młodzi. Bo potrzebowali bliskości drugiego człowieka. Bo miłość dawała im siłę, aby się nie bać i nawet w nieludzkich warunkach, w ostatnich chwilach swojego życia czyniła ich szczęśliwymi.