Etykiety

sobota, 29 sierpnia 2026

Jonasz Kofta ..... "Wyspa"



 Kiedy się szumem, tłumem, gwarem
Ludzkie skupiska ustokrotnią
Najdroższym na świecie towarem
Będzie samotność

Tęsknotą ciszy uciekamy
W bezludność wyspy, słońce południa
Lecz kiedy na niej zamieszkamy
Wyspa przestanie być bezludna

Przybędzie z nami trud i strach
Niewola dnia, historii schemat
Jak pięknie wiatr układa piach

Tam gdzie nas nie ma

 Jonasz Kofta .

piątek, 28 sierpnia 2026

Jonasz Kofta..... Jej portret

 
Dante Gabriel Rossetti, Lady Lilith



Naprawdę jaka jesteś
Nie wie nikt
Bo tego nie wiesz
Nawet sama ty
W tańczących wokół
Ciemnych lustrach dni
Rozbłyska twój
Złoty śmiech
Przerwany wpół
Czuły gest
W pamięci składam wciąż
Pasjans z samych serc

Naprawdę jaka jesteś
Nie wie nikt
To prawda nie potrzebna
Wcale mi
Gdy nie po drodze
Będzie razem iść
Uniosę twój


Zapach snu
Rysunek ust
Barwę słów
Nie dokończony
Jasny portret twój
Uniosę go
Ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie
Czy nie będziesz
Talizman mój
Z zamyśleń nagłych twych
I rzęs
Obdarowany
Tobą miła
Gdy powiesz do mnie kiedyś
- Wybacz
Przez życie pójdę
Spoglądając wciąż wstecz

Jonasz Kofta.

 

czwartek, 27 sierpnia 2026

Tomasz Jastrun - Równowaga

 
Kiedy mnie dotykasz
Odsłaniasz ciężar lat
Które jak puste beczki hałasują
Poruszone falą na przystani

Wokół twojej twarzy
Krąży już pierwszy ptak
Nie bój się
Pierwsze gniazdo zwykle nie boli


Kiedy rano czeszesz włosy
Słyszę szmer strumienia
Który płynie z mojego źródła
I jak kot
Ociera się o twoje nogi

Jesteśmy tak długo ze sobą
Że każde rozstanie
Rozdziera pobladłe powietrze
Cicho jak ligninę

A przecież już tak wiele nie ma
Słychać gdy puste miejsca
Przełykają ślinę

Łączą nas wyrwane zęby
Przyszyte guziki
I siwa wycieraczka u progu


















Gdzie jest futro
Którym podszyta nasza czułość
Już chyba tylko ciężar przyzwyczajenia
Pozwala utrzymać równowagę

Tomasz Jastrun.

środa, 26 sierpnia 2026

Jeremi Przybora - "Staruszek do wszystkiego" / z repertuaru Kabaretu Starszych Panów /









Staruszek do wszystkiego

Jest niezawodny w skutkach,
Staruszek do wszystkiego:
Do domu i ogródka,
Na zimę i na lato,
Do miasta i na wieś,
Staruszek za opłatą
Korzyści może nieść.

Staruszek czar,
Staruszek sznyt,
Staruszek dar
I szczyt.
Staruszek sen,
Staruszek port,
Staruszek tlen
I tort.

Oszczędzaj więc na niego,
.Do niego szczerze dąż,
Staruszek do wszystkiego
Opatrznościowy mąż.
Ożenek lub zamęście
To ryzykowna dróżka,
Dlatego znajdziesz szczęście
Najłatwiej u staruszka.

W Rumparii księdze trzeciej
Powiada dobra wróżka,
Że nieraz zamiast dzieci
Jest dobrze mieć staruszka,
Jeśli staruszek ów
Jest czysty oraz zdrów.

Staruszek do wszystkiego
To niecodzienna gratka:
Do odgarniania śniegu,
Do podlewania kwiatka,
Do zupy nastawienia,
Do zabawiania pań,
Do wyfroterowania
I do wymiany zdań.

Staruszek czyn,
Staruszek zysk,
Staruszek klin
I błysk.
Staruszek brat,
Staruszek dłoń,
Staruszek kwiat
I woń.

On da ci, czego nie da
Z kimkolwiek innym traf,
Więc zastaw coś lub sprzedaj
Staruszka sobie spraw! 

Jeremi Przybora .


„Dziś niestety już nikt nie potrafi pisać z takim kunsztem, humorem, i czułością o… wszystkim. O kobietach, mężczyznach, pannach, mężatkach i wdówkach, o przyjaźni, miłości, seksie i chuci, o herbatkach, przeprowadzkach czy pomidorach, o zimie, jesieni i wiośnie, o miastach, gminach i o ojczyźnie” –
Sam Jeremi Przybora nie uważał się za poetę, choć prof. Jan Miodek stawia go obok Tuwima, Brzechwy i Leśmiana. 

Jeremi Przybora zmarł 4 marca 2004 roku w wieku 88 lat. Zostawił nam piosenki „dobre na wszystko”.
.

wtorek, 25 sierpnia 2026

Ewa Lipska - Bóg prosi

 


Nie powoływać się na niego. Nie handlować nim.
Na partyjnych straganach nie rozwieszać łaski.
Nie używać alibi "Gott mit uns"
dla bezbożnej zbrodni.

Pod jego patronatem
nie odprawiać zła.
Nie wzywać nadaremnie
"pokłonu pasterzy".

Nie popychać. Nie trwonić.
Nie palić na stosie.

Ze zwęglonego oka
wypłynęła łza.
Przyjdzie może do was
"o, marna ludzkości",
kiedy będziecie przechodzili
na swój drugi grzech.

Ewa Lipska 

sobota, 22 sierpnia 2026

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 



ALEKSANDER FREDRO - Ironia szczęścia

 




Ach, kiedym nie znał szczęścia, jakżem był szczęśliwy!
Oklep na szkapie losu trzymałem się grzywy.
Dzień mijał jako tako — jutro się nie śniło,
A przyszło jutro, — fraszka! — To jak wczoraj było.

Nikt mi téż nie zazdrościł, bo zazdrościć czego?
Nikt nigdy nie oszukał, — wziąłby nic z niczego.
Kochanka mnie nie zwiodła, — przyjaciel nie zdradził,
Bo kochanki nie miałem — przyjaciel nie radził.

Żyłem bez troski, trwogi, biedny a poczciwy,
Ach, kiedym nie znał szczęścia, jakżem był szczęśliwy!
Teraz przybyło szczęście, mam żonę, mam dzieci,
Jeden i drugi dukat w sakiewce się świeci,

Mam dom piękny, wygodny, dobrego kucharza,
Pomyślność co godzina przyjaciół przysparza.
Ale o żonę, dzieci, co chwila truchleję,
Na mój majątek różni czychają złodzieje;

Boję się ognia w domu a za domem szkody,
Mam wszystko czego trzeba, lecz pośród swobody
Zawsze lękam się strzały z nieznanéj cięciwy,
O Boże! Jakżem biedny, że jestem szczęśliwy!

 Aleksander_Fredro.

piątek, 21 sierpnia 2026

Julia Hartwig ..... Nie idźmy spać.






Nie idźmy spać

Nie idźmy jeszcze spać
póki tak pięknie gra muzyka
nie idźmy jeszcze spać
póki nie świta

Póki umiemy stąpać za krokami nocy
w ciemności z którą szukamy braterstwa
Nie idźmy jeszcze spać
dopóki dźwięki gubią czas

Nie idźmy jeszcze spać

Nie idźmy spać

Julia Hartwig  .




czwartek, 20 sierpnia 2026

Adam Ziemianin Wybrane wiersze



Kilka wybranych wierszy Adama Ziemianina zamieszczanego juz w moim blogu.... znanego z ciepłego, refleksyjnego stosunku do świata i czlowieka. 
Głowne motywy jego tworczości  to dom, rodzina, miłość, przemijanie, pejzaże.




Sen albo rozmowa z matką

Wybacz mi
że rozmawiam z tobą
tak rzadko
i że widzę cie
już tylko
za zamgloną firanką

Najczęściej 
mówię z tobą 
na migi
w okolicach listopada

Języki migowe świec
zbyt krótko migoczą na wietrze

Kiedyś pewnie
znów się spotkamy
może na Drodze Mlecznej

wtedy wezmę od ciebie
bańkę z mlekiem
(taką tanią emaliowaną)
żeby ci ulżyć

A ty jak zwykle powiesz:
Uważaj
bo nawet tutaj
o mleko trudno 

Adam Ziemianin  



Zielony dom 

Coraz dalej mi do domu 
Wszystkie klucze pogubione 
Dom za rzeką już się rozmył 
Dom zielony z Ogrodowej 

A przecież tam wszystko zostało 
Zegarek ojca obrączka po matce 
Srebrna dziesiątka z Piłsudskim 
Po babci Annie złoty naparstek 

I te spotkania pod balkonem 
Gdy dzikie wino uderzało do głowy 
Gdy przychodziłaś taka piękna 
Wolnym krokiem majowym 

Odkrywaliśmy mowę piwonii 
Kwiecistą i bujną 
Jan Sopel grał na harmonii 
Znaną melodię upojną 

"Ta ostatnia niedziela 
Jutro się rozstaniemy..." 

Skąd Jan harmonista wiedział 
Że nie będzie już takiej niedzieli.


Bieda

Czy świątek czy piątek
Mieszka u nas kątem
Kiedy wyjdzie na swoje
Trudno się domyślić

Wie piąte przez dziesiąte
Że u nas dopiero początek
Że zaczynamy od łyżki
Od widelca

Przyssała się więc
Obłapiła za nogi
I ani rusz

Czasem ma wychodne
Z pokoju do kuchni
Wierniejsza niż
U Żeromskiego rzeka

Więc cóż robić Mario
Klepmy ją
Po zadzie
Przecież oswojona

Adam Ziemianin

wtorek, 18 sierpnia 2026

Jan Twardowski - Rachunek dla dorosłego

 






Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał

od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu

Jan Twardowski 

Jonasz Kofta - Bajka 1002-ga



Żył, o Efendi, w pięknym kraju
Kędy gorący, korzenny ląd
Władca - co oprócz innych zwyczajów
Miał tysiąc dwieście czterdzieści żon

(Może się mylę o jedną żonę
Bo wszystkie były zaokrąglone)
Władca nie lubił bałaganu
Intryg, w przedsionku przepychania


Żony więc ponumerowano
Uczciwą drogą losowania

By w usprawnieniach swych nie spocząć
I wszystko mieć w każdej porze
Kazał zbudować kryty taśmociąg
Między haremem a własnym łożem

(Sadzono w taśmę kolejne żony
Włączył - i był zadowolony)
Aż - jak kroniki stare podają -
Taśmociąg zawył, zachrzęścił
Stanął! - A w całym Seraju
Nie było zamiennych części

Wnet po pałacu rozniosło się
Że plan się chyba wali
W łożu jest żona 508
A części nie dostarczyli

(Zawsze są takie kłopoty
Kiedy w rozruchu prototyp)

Władca w sypialni kąt wtulony
Przeżywa nudy dramat
Na taśmie więdną nowe, nie użyte żony
A w łożu wciąż ta sama

Nawet niebrzydki biust ma
Ta moja żona pięćset ósma
Dalej nie można przy dzieciach -
Patrz: van de Velde plansza trzecia

Coraz to nowych doznań
Zapragnął władca jak byle łasuch
We dwoje przecież wiele można
Gdy ma się chwilę czasu

Pierzchło zmęczenie i znudzenie
Haremu masą przerobową;
Cieszył się z tego niestrudzenie
Choć nie był wcale Casanovą
(Rzeczy w szczegółach streścić nie potrafię
Nie popadając w pornografię)

Noc była parna i duszna
Jak zwykle przy miłosnej grypie
Rzekł władca - Wiesz co, pięćset ósma?
Ty chyba jesteś w moim typie

Kiedy poranek okien dosięgnął
Słowik rozśpiewał się w gęstwinie
Szepnął do żony pięćset osiem:
Kochanie, jak ty masz na imię?

Więc został z jedną tylko żoną
To było już dla niego jasne
Jak zachować efektywność wzmożoną
Zmniejszając jednocześnie koszta własne

Bo świat nasz toczy się jednako
A bajki treść nie kłamie
Wciąż ilość nam przechodzi w jakość
A poligamia w monogamię

Jonasz Kofta 

sobota, 15 sierpnia 2026

. Józef Baran - Mijanie się, przemijanie, trwanie..

 


mijają wieki
a one wciąż fruną
i są dla nas stale te same

zadzierając głowy
niezmiennie mówimy na nie
kawki, bociany, pszczoły

nie próbując odróżnić
kawkę od kawki
bociana od bociana
pszczołę od pszczoły

i one dostrzegają w nas
wciąż tego samego człowieka
żyjącego teraz i przed stuleciami
w tej gatunkowej perspektywie
(może nie tak znów niedorzecznej)

Mijając się a nie przemijając
Istniejemy dla siebie
Bezimiennie ale za to wiecz
nie

Józef Baran .


czwartek, 13 sierpnia 2026

Krzysztof Kamil Baczyński - Spotkanie dalekie

 



Dla Z.

Muszę odejść... noce drżą w napiętych żaglach.
Muszę odejść... droga pijana się słania,
płótna wzdyma cisza szalejąca, nagła,
latarniami noc znów elegie wydzwania.


Nie żegnajcie... morze opiło się wiatru,
niespokojne, szarpie grzywy szkła rozbite,
gorzkie bryzgi piany ślady statków zatrą
i odpłynę srebrnym argonautów mitem.

W słonych zmierzchach schodzę na białe wybrzeża,
w szeleszczące puszcze wilgotne jak barwy,
nawołuję w echa,
już mi portów nie żal,
kiedy ciszy lazur w silne dłonie narwę.


Raz się tylko zbudzę jak w dalekiej pieśni,
ty mi wyjdziesz cicho, jak dawniej, naprzeciw,
ręce dasz mi wonne w ciepłym świcie, wcześnie,
pobiegniemy w zieleń wolne, leśne dzieci...


Krzysztof Kamil Baczyński  9. II. (39)