Archiwum bloga

piątek, 3 kwietnia 2020

ŻART I SATYRA W POEZJI cd.




Jan Andrzej Morsztyn- / 1629 – 1693 / poeta baroku
mistrz konceptu w poezji polskiej,. 
Opisywał dworski flirt, miłość zmysłową, grę miłosną, 
lubował się w dobieraniu 
jak najwymyślniejszych sposobów opisu tematu. 
W ówczesnych czasach jego utwory  
cieszyły się na dworach wielkim powodzeniem.





Bolesław Szankowski 1910


Jan Andrzej Morsztyn

Przyjaciółka

Taką dziewczynę lubię do zabawy,

Co mię nie strzeże, nie wgląda w me sprawy,
Wnet się powadzi, wnet pojedna zasię,
Czując, że przecię wiemy cosi na się.

Niech mi się nazbyt cnotliwą nie czyni,
Niech nie na długą namowę uczyni,
Niech będzie gładka, żartem się nie brzydzi,
Dać się obłapić przy ludziach nie wstydzi;

Bo jeśli będzie czysta, bojaźliwa,
Dbała na sławę, zazdrosna, cnotliwa,
Do tej się serce moje nie przysiędzie

(Brzydko i wspomnieć) - już to żona będzie. 






Na łakomą


Dziękuję-ć, Zosiu, że moje zawody
Doszły u ciebie słusznej nadgrody;
Lecz nie wiem, czemu swych posług nie tracę:
Czy że cię kocham, czy że dobrze płacę?

Widzę, że pałasz, i równie nas piecze
Ogień, i równie Kupido siecze,
I wzajem mamy zapalone żądze:
Mnie piecze miłość, a ciebie - pieniądze

To prawda, że mi rozkazować wolno,
Że się ty stawiasz we wszem powolno;
Ale chociaż mię twoim zowiesz panem,
Płacę podatki i jestem poddanem.

Gładki-m w twych oczach i piękny-m u ciebie,
Póki mam w worku, jak anioł w niebie;
Ale gdy mieszek poczyna być kusy,
Piekło tak szpetnej nie chowa pokusy.

Siła mi o swych ogniach wierzyć każesz
I często mi ich dowód pokażesz;
Ale kiedy się intrata ma skraca,
I twój się ogień w kwaśny dym obraca.

Często mię twoja powolność zniewoli,
Że zleczysz zaraz, jako zaboli;
Przecię wprzód prosisz i żebrzesz, niebogo:
Nie jest to dawać, ale przedać drogo.

Toną dochody w twoim domu moje,
Muszę-ć obmyślać żydło i stroje;
Nie naga miłość twoja, jak skrzydlaty
Bożek zwykł chodzić, ale lubi szaty.

Choćbyś taiła, sama cię wydaje
Prośba i chciwe twe obyczaje;
Klnij się, żeś ranną, żeś w miłości stałą:
Rannaś jest, ranna, ale złotą strzałą.

Ale to przecię nie śmiertelna zdrada,
Bo się ta wszędzie znajduje wada,
Że kto odważny, kto może dać siła,
Nie znajdzie panny, co by odmówiła. 



Edith Sitwell





Jan Andrzej Morsztyn 

Rękowiny


U Traków kiedyś kupowano żony,
Teraz ten zwyczaj, i dobrze, zniesiony;
Teraz się panna na posagu wiezie,
Nikt darmo gnoju z domu nie wywiezie.

I jeszcze mi się nie zda to w tej mierze,
Że panna pierścień od młodzieńca bierze:
Niech się ten zwyczaj opaczny poprawi,
Niech ta da pierścień, ów palca nadstawi. 

czwartek, 2 kwietnia 2020

Andrzej Waligórski - "Ptaszek"


ŻART  I  SATYRA  W POEZJI.



W tym trudnym czasie,  chwilami wydawałoby się zbyt ciężkim do przeżycia uśmiechnijmy się: 



Zawierucha wyje jak suka, mróz tak szczypie, jak Dreptak dziewuchę 

A do mego okna ptaszek puka, żebym dał mu jakieś okruchy

Stuka puka ptaszek wynędzniały, piszczy, prosi - Tyś dobre dziecię,
Daj mi pojeść. A ja na to - a chała! Trzeba było nazbierać w lecie!

Chciałbyś draniu, żebym zrobił daszek, żebym sypał pszenicy lub żyta?
A gdzie całe lato był pan ptaszek? Czemu wtedy mi nie śpiewał? - pytam

Gdym nocami bezsennymi czuwał, kłopotami, zmartwieniami struty
To gdzie wtedy pan ptaszek fruwał? Przypuszczalnie, na jakieś ksiuty.  


A gdy przyszła do mnie jedna Walerka i gdy krew zaczęła we mnie tętnić,
Czemu wtedy ptaszek nie zaćwierkał, żeby tę Walerkę roznamiętnić?

Był wszak nastrój, adapter i flaszka, księżyc miasto swym blaskiem pobielił,
Lecz zabrakło wówczas pana ptaszka. I zabrakło Walerki w pościeli..

Nie tak łatwo w mym wieku o babkę, swą absencją ptaszek wszystko zniszczył
Teraz ptaszek niech chucha w łapki, teraz ptaszek niech sobie piszczy

Życie, ptaszku, nie czytanka ze szkółki, trzeba przez nie pchać się przebojem,
Że co proszę? Kawałeczek bułki? - A kaktusa! Sam se pojem!

Zresztą, co tam, nie jestem zwierzę. Choć pan tutaj, panie wróbelek
No masz trochę, ty kopany w pierze. 


Ale latem odćwierkasz, kuchnia felek!

wtorek, 31 marca 2020

Różewicz Tadeusz - Pajęczyna


cztery szare niewiasty
Brak Bieda Troska Wina
czekają gdzieś daleko


człowiek rodzi sie
dorasta
zakłada rodzinę
buduje dom


cztery zmory
ukryte w fundamentach
czekają

budują dla człowieka
drugi dom
labirynt
w ślepej uliczce

człowiek żyje kocha
modli się i pracuje
napełnia dom nadzieją
płaczem śmiechem
i trwogą

cztery szare niewiasty
bawią się z nim
w chowanego
ukrywają się w skrzyniach
szafach bibliotekach

żywią się rękawiczkami kurzem
naftaliną bagnem
zjadają książki
gasną szarociche
w lodowatym świetle księżyca
siadają na papierowych kwiatach
dzieci klaszczą w dłonie
chcą zabić ćmę i mola
ale mole przemieniają sie w ciszę
cisza w muzykę

cztery niewiasty czekają

człowiek zaprasza
innych ludzi
na chrzciny pogrzeby
wesela i stypy
srebrne i złote gody
przez dziurkę od klucza
nieproszone wchodzą do domu
cztery szare niewiasty

pierwsza pojawia sie Wina
za nią milczy Troska
powoli rośnie Blask
szczerzy zęby Bieda

dom zamienia sie w pajęczynę

słychać w nim głosy, jęki
zgrzytanie zębów
brzęczenie

przebudzeni bogowie
opędzają się
od natrętnych ludzi
ziewają

poniedziałek, 30 marca 2020

Ludmiła Mariańska - Okruch pocieszenia

Śmierć przyjaciół
powolne umieranie 
na naszych oczach
odchodzenie w głąb bólu
ucieczki w nieuzasadnioną ufność
zanikanie
głosu i ciała
śmierć
pokorna i zbuntowana

To ona
pozwala nam
ocenić życie
dźwignąć się z własnego upadku
otrząsnąć z bezwładu




wciągamy w płuca

powietrze

poznajemy na nowo

smak świeżego chleba

ulgę śmiechu


Może w tym

jest okruch pocieszenia

sens

bezsensownej śmierci

niedziela, 29 marca 2020

Zbigniew Herbert - Raport z oblężonego miasta

Ferdinand Hodler

Zbyt stary żeby nosić broń i walczyć jak inni
wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza
zapisuję nie wiadomo dla kogo dzieje oblężenia

mam być dokładny lecz nie wiem kiedy zaczął się najazd
przed dwustu laty w grudniu wrześniu może wczoraj o świcie
wszyscy chorują tutaj na zanik poczucia czasu

pozostało nam tylko miejsce przywiązania do miejsca
jeszcze dzierżymy ruiny świątyń widma ogrodów i domów
jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic

piszę tak jak potrafię w rytmie nieskończonych tygodni
poniedziałek: magazyny puste jednostką obiegową stał się szczur
wtorek: burmistrz zamordowany przez niewiadomych sprawców
środa: rozmowy o zawieszeniu broni nieprzyjaciel internował posłów
nie znamy ich miejsca pobytu to znaczy miejsca kaźni
czwartek: po burzliwym zebraniu odrzucono większością głosów
wniosek kupców korzennych o bezwarunkowej kapitulacji
piątek: początek dżumy sobota: popełnił samobójstwo
N.N. niezłomny obrońca niedziela: nie ma wody odparliśmy
szturm przy bramie wschodniej zwanej Bramą Przymierza

wiem monotonne to wszystko nikogo nie zdoła poruszyć

unikam komentarzy emocje trzymam w karbach piszę o faktach
podobno tylko one cenione są na obcych rynkach
ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie
na jawie i we śnie marzą o zupie chlebie i kości
zupełnie jak psy i koty

wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta
wzdłuż granic naszej niepewnej wolności
patrzę z góry na mrowie wojsk ich światła
słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków
doprawdy niepojęte że Miasto jeszcze się broni

oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać
nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady
Goci Tatarzy Szwedzi hufce Cesarza pułki Przemienienia Pańskiego
kto ich policzy
kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie
od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę przez zieleń czerwień do zimowej czerni

tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć
o sprawach dawnych dalekich na przykład o naszych
sprzymierzeńcach za morzem wiem współczują szczerze
ślą mąkę worki otuchy tłuszcz i dobre rady
nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie
nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy
synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni

nie przeżyli długiego jak wieczność oblężenia
ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni
obrońcy Dalajlamy Kurdowie afgańscy górale

teraz kiedy piszę te słowa zwolennicy ugody
zdobyli pewną przewagę nad stronnictwem niezłomnych
zwykłe wahanie nastrojów losy jeszcze się ważą

cmentarze rosną maleje liczba obrońców
ale obrona trwa i będzie trwała do końca

i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
on będzie Miasto

patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci
najgorszą ze wszystkich twarz zdrady

i tylko sny nasze nie zostały upokorzone

sobota, 28 marca 2020

Zbigniew Matyjaszczak - Zabawki


Gumowe rączki
wstążki na złotych kosmykach
kiedy ją kładę zamyka oczy
płacze
mówi tylko dwa słowa
gdy się ją naciska.

Będzie ją nosić mała dziewczynka
aż się nie stanie młodą kobietą
i z brzucha swego wyda głos prawdziwszy
niż ten
syntetyczny.

A dla chłopczyka mam wielką ciężarówkę
z dużą plandeką
pojemną przyczepą
z brzęczącym napędem
na dwa przednie koła.

Będzie nią jeździć
aż mu się ta dziewczynka od lalki nie spodoba.






Oboje usiądą
ścisną czule dłonie
bez lalki
bez ciężarówki
w jego samochodzie.


piątek, 27 marca 2020

Zbigniew Matyjaszczak - Nazajutrz


Jacobs Dream

Życie ziemskie trwa jeden dzień,
później przychodzi noc i człowiek zasypia.

Nazajutrz, oślepiony nowym słońcem
odpowiada sobie na pytania:
skąd przyszedł, czego dokonał, czego nie dokonał.

Ktoś słucha, patrzy, zadaje pytania, ktoś wybacza.
Lecz ten, który zasnął, sam sobie nie potrafi wybaczyć.
Zamyka oczy, uszy,
pragnie, by wróciło „wczoraj”,
kierunek czasu chce odwrócić.

Są tacy, którzy śpią snem kamiennym,
dla nich nazajutrz nie istnieje.
Nie ma słońca, pytań, odpowiedzi.
Jest nieuleczalny sen.

Są i tacy, którzy budzą się na nowo.
Dla nich powraca „wczoraj”,
lecz oni nie zdają sobie z tego sprawy.

Co naprawdę jest nazajutrz?

Nie wiem.
Dowiem się, kiedy zasnę.

czwartek, 26 marca 2020

BOGDAN




W 2008 lub 2009 gdy zaczynałam prowadzić swój poetycki blog poprzez komentarze nawiązał ze mną kontakt mężczyzna przedstawiający się jako Bogdan. Mieszkał prawdopodobnie w Stanach Zjednoczonych. Lubił poezję, czytał wiersze w blogu i sam również zamieścił ich kilka. Z tego co pisał o sobie można było wyczuć, że dzieje się z nim cos niedobrego. Po ostatnim -  „Życie we śnie” zamilkł, nie odezwał się już nigdy. Często o nim myślę….. czy żyje, czy może wybrał dom ze snów, który budował dla swojej dziewczyny.

BOGDAN

NIEZDECYDOWANA  KOCHANA

Dzielisz się na dwie, trzy, czasem cztery
wtedy nie jesteś sobą
żadna z nich nie jest Tobą
każda jest tylko częścią Ciebie
każdy dostaje tylko część
chociaż wszyscy oni myślą inaczej
zbyt mocno siedzi w nich poczucie własności
we wszystkich, nie zaprzeczaj
za mało ich znasz
każdy z nich będąc z Tobą myśli o sobie
żaden poza mną nie wpadł na to
że z Tobą trzeba być dla Ciebie
dlatego oni mają swoje części
a ja nie chcę Ciebie calej.



ŚNIĄCY  HOLENDER

Chciałbym coś powiedzieć
brak mi słów
Chciałbym się do kogoś odezwać
rozmawiam z cieniem
Nawet nie z cieniem
cień jest niekoniecznie bardziej realny
w porównaniu z tym co zostało
ze wspomnieniem.
Wiesz to niesamowite
teraz jawa z Toba i sen z Toba to jedno
potwierdzenie mojej teorii snów?
Czy warto jest żyć gdy życie jest snem?
Trzeba nawigować a zyc niekoniecznie
sen jest moim oceanem
a każdy ocean ma swojego Latajacego Holendra.


ŻYCIE WE ŚNIE

Cały czas buduję dla dziewczyny ze snów
mój dom prawie gotów, bez Ciebie.
Teraz wiem jak to jest, budowałem w snach
a Ty odeszłaś z moich snów.
Potrzebuje dużo snu żeby Cię spotkać..


środa, 25 marca 2020

Edward Stachura - Anatema na śmierć

Mariusz Lewandowski

W tym trudnym dla nas okresie potraktujmy utwór Stachury z przymrużeniem oka.... bez skojarzeń z dniem "dzisiejszym" 

Wiersz  " Anatema na Śmierć"  powstał  gdy Stachura miał już zdiagnozowaną  psychozę depresyjno-urojeniową.  
Świadczy on jednak  o  nieprzeciętnym talencie autora. 

  
Byli tacy co rodzili się
byli tacy co umierali
byli też i tacy, którym to było mało

o feudalna właścicielko naszych dni i nocy
łasico cmentarna, zjadaczko ostatniego potu
panno tatarskich, zazdrosna wszystkich narzeczono
mącicielko wody, lubieżna kusicielko
grzybie piwniczny, jadzie mityczny, wczesna trucicielko
założycielko rodu borgia, muzo getta, wieżo z kości
arko z kości, bramo z kości, różo z kości
rdzo trawestująca, palmo niecierpliwości
w ogonie pawia ukryta ciemna maszynerio
do pół masztu opuszczona niechybna bandero
iskry i morskich latarni gasicielko, szumie głuchy
ty, co zboże pozwalasz źrałe
i oziminy wiotkiej piękną niewiadomą

kto ci dał do ręki ostrą broń, zwyczajna ty wariatko!

poniedziałek, 23 marca 2020

Emily Dickinson - To, czegośmy się bali, przyszło

Renata Brzozowska

To, czegośmy się bali, przyszło,
Lecz mniej przerażające -
Lęk trwał tak długo, że się zdało
Niemal logicznym końcem -
Przed każdą Grozą - jest Prób seria  -
Przed Rozpaczą - Przymiarka -
Ciężej jest wiedzieć, że coś Czeka
Nas - niż że nami Targa -
A Przymierzanie Najgorszego -
Rankiem- gdy nas oniemi -
Straszniejsze - niż gdy jest nam Strojem
Do końca dni na Ziemi.

niedziela, 22 marca 2020

Julia Hartwig - Albo

Jenny McCann






Mówią że gdyby im było dane
przeżyć to wszystko po raz drugi
nie zmieniliby niczego
a przecież nie mają się za szczęśliwych
pogodzili się więc z życiem
i zdążyli pokochać siebie

albo też pojęli pod koniec
że nie jest lepsze życie
które nie zna trosk
I choć pociąga nas lekkość i niefrasobliwość
coś musi ważyć na wadze
na której położą nasze istnienie

sobota, 21 marca 2020

Jonasz Kofta - Ech, wy ludzie, co żyć potraficie...


Żyją tacy faceci
Że my przy nich jak dzieci
Znają życie
I mają swój plan
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jak boleśnie zazdroszczę ja wam

Wy pijecie bez kaca
Do was przeszłość nie wraca
Nie spełnionych nadziei goryczą
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jestem jednym z tych, co wam źle życzą

Przenikliwi jak kornik
Trudne lekcje historii
Odrabiacie na parę lat naprzód
Dawno już na tym świecie
Byłoby tak, jak chcecie
Tylko tacy, jak ja, wszystko spaprzą

Każdy z was jest sam w sobie
Podmiot, przedmiot i obiekt
Wszystko skute solidną obręczą
Mocni ludzie, co żyć potraficie
Za was inni się pocą i męczą

Żyją tacy faceci
Że my przy nich jak dzieci
Wątpliwości nas żre gorzka rdza
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Jak boleśnie zazdroszczę wam ja

Wszyscy wy jak te bogi
Macie ręce i nogi
Kopem bronisz, co łapą zachapiesz
Magia szklanych ekranów
Zmienia ich rację stanu
W rację siadu na własnej kanapie

By wam przyznać co wasze
Nie napluję wam w kaszę
Zawiść swoją na chwilę ukrócę
Ech, wy ludzie, co żyć potraficie
Gówno wiecie, co to jest życie
Ale za to się znacie na sztuce