Dmytro Pawłyczko -( 1929 - 2023r.) - Ukraiński poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczny, polityk. W latach 1999–2001 ambasador Ukrainy w Polsce.
.Pochodził z rodziny chłopskiej, jeszcze przed II wojną światową uczęszczał do polskiej szkoły, co później pozwoliło mu wejść w krąg naszej kultury.
Dmytro Pawłyczko
Świerki
Aż po sam brzusiec -
Świerki zdyszane pierzchają w strachu,
Chcą w górę uciec.
- No, wskazuj drzewo, które zrąbiemy! -
Powiada tata.
A ja wybieram, jak po jarmarku
Oczami biegam.
Zda się ładniejszy mi taki świerczek,
Który nie z brzega.
- Ten najsmuklejszy! - Nie, mój chłopczyku,
Szkoda go chyba!
- No to ten ładny, w igliwiu srebrnym,
Co lśni jak ryba!
- Żal go! - Więc może ten osmalony,
Omszały spodem!
- Ej nie, niebożę, zrobilibyśmy
Tym wielką szkodę!
W smole jak dratwa!
I będzie tratwa.
- A ten, co niby świeczka skrzywiona,
Jak w parastasie?
- Ej, nie! I on się też wyprostuje
O swoim czasie.
Tak chodziliśmy między świerkami,
Śmieszni złodzieje.
- W domu się jeszcze zastanowimy,
Wrócim w niedzielę!...
Przeszło czterdzieści lat. Posłuchajcie -
Szumi żywica
I słońce śpiewa niby dziewica.
Wietrzyk figluje.
Czemu tak smutno jest mi we wszystkich
Krainach świata?
Wysokie świerki stoją, pytają:
A gdzie twój tata?
Przełożył Bohdan Zadura
moja ty lilio nad bagniskiem,
cudze uściski jak cekiny
pozdejmowałaś przy mnie wszystkie.
I znowu oczy masz dziecięce,
których cień żaden nie przesłania.
A ja się czuję potępieńcem
w obliczu twego nieskalania.
Czyż tak znużona twoja dusza,
że już pokutą się zaprząta
i do wierności się przymusza
jak do wędzideł i chomąta?
Dlaczego wstydem dzień nasyca,
gdy nowe pieszczotami karmią?
Dlaczego jabłek z drzewa życia
nie pozwolono rwać za darmo?
Czy na wygnaniu ci sił starczy,
by na kamieniach rodzić synów
tutaj, gdzie od miłości starszy
jest mozół, a chleb od bursztynów?
Pójdziesz? Klejnoty weź przynajmniej
ze sobą, nie zgub ni okrucha.
A uprząż moją sama na mnie
narzucisz jak na kłapoucha.
I będziesz jechać na człapaku
po ścieżkach stromych i ciernistych
i strzelać do niebieskich ptaków
dwojgiem swych ślepi pozłocistych.
A ja cię będę czcił i pragnął
za to, że śmiałej twej istoty
nie pokalało ani bagno,
ni nuda wymuszonej cnoty.
Za to, żeś z paszczy węża wzięła
i mnie do rąk podała owoc,
w którym był sen i radość dzieła
i dzień jutrzejszy z twarzą nową.
Przełożył z ukraińskiego
Jerzy Litwiniuk