Archiwum bloga

wtorek, 2 marca 2021

Edward Stachura - Czas płynie i zabija rany

 

Grey Shades


Posłuchaj, porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Posłuchaj, porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
(I zezwól czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!


Edward Stachura - Szczęście

 

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst?
 

Ty masz duszę gwiezdną i rozrzutną.
Czy pamiętasz pośpiech pomieszanych tchnień?
Szczęście przyszło. Czemuż nam tak smutno,
Że przed jego blaskiem uchodzimy w cień?
 
Czemuż ono w mroku szuka treści
I rozgrzesza nicość i zatraca kres?
Jego bezmiar wszystko w sobie zmieści,
Oprócz mego lęku, oprócz twoich łez...


poniedziałek, 1 marca 2021

Julian Tuwim - Słoń Trąbalski

 


Był sobie słoń wielki - jak słoń.
Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski.
Wszystko, co miał, było jak słoń!
Lecz straszny był Zapominalski.

Słoniową miał głowę i nogi słoniowe,
I kły z prawdziwej kości słoniowej,
I trąbę, którą wspaniale kręcił,
Wszystko słoniowe - oprócz pamięci.

Zaprosił kolegów słoni na karty
Na wpół do czwartej.
Przychodzą - ryczą: "Dzień dobry, kolego!"
Nikt nie odpowiada,
Nie ma Trąbalskiego.
Zapomniał! Wyszedł!

Miał przyjść do państwa Krokodylów
Na filiżankę wody z Nilu:
Zapomniał! Nie przyszedł!

Ma on chłopczyka i dziewczynkę,
Miłego słonika i śliczną słoninkę.
Bardzo kocha te swoje słonięta,
Ale ich imion nie pamięta.
Synek nazywa się Biały Ząbek,
A ojciec woła: "Trąbek! Bombek!"
Córeczce na imię po prostu Kachna,
A ojciec woła: "Grubachna! Wielgachna!"

Nawet gdy własne imię wymawia,
Gdy się na przykład komuś przedstawia,
Często się myli Tomasz Trąbalski
I mówi: "Jestem Tobiasz Bimbalski".

Żonę ma taką - jakby sześć żon miał!
(Imię jej: Bania, ale zapomniał),
No i ta żona kiedyś powiada:
"Idź do doktora, niechaj cię zbada,
Niech cię wyleczy na stare lata!"

Więc zaraz poszedł - do adwokata.
Potem do szewca i rejenta.
I wszędzie mówi, że nie pamięta!

"Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
Może kto z panów wie czego chciałem?"

Błąka się, krąży, jest coraz później,
Aż do kowala trafił, do kuźni.
Ten chciał go podkuć, więc oprzytomniał,
Przypomniał sobie to co zapomniał!

Kowal go zbadał, miechem podmuchał,
Zajrzał do gardła, zajrzał do ucha,
Potem opukał młotem kowalskim
I mówi: "Wiem już, panie Trąbalski!
Co dzień na głowę wody kubełek
oraz na trąbie zrobić supełek".
I chlust go wodą! Sekundę trwało
I w supeł związał trąbę wspaniałą!

Pędem poleciał Tomasz do domu.
Żona w krzyk: "Co to?!" - "Nie mów nikomu!
To dla pamięci!" - "O czym?" - "No ... chciałem..."
"Co chciałeś?" - "Nie wiem! Już zapomniałem!" 

Stanisław Barańczak - Co będzie świadectwem.

 

Nie nasze podręczniki historii, których nikt
nie otworzy, bo i po co, nie gazety,
które nigdy nie były otwarte
na rzeczywistość (jeśli nie liczyć niektórych
nekrologów i prognoz pogody), nie listy,
które tak często były otwierane,
że niczego w nich nie mogliśmy pisać otwarcie,
i nawet nie literatura, też zamknięta
w sobie, w szufladach urzędników albo
w tekturowych trumienkach okrojonych wydań
 
jeśli co pozostanie, to otwarte oczy
tego dziecka, co dzisiaj nie może zrozumieć
naszego świata zamkniętego i
otwiera usta, aby zadać nam pytanie;
i jeśli nie przestanie powtarzać swych pytań,
da kiedyś naszej prawdzie otwarte świadectwo


niedziela, 28 lutego 2021

Elżbieta Zechenter - Spławińska - Nosić na rękach

 

Tom Lovell


My, bezsenne księżniczki
na ziarenkach grochu
z państwa, gdzie nikt na serio
nie liczył się z czasem
układałyśmy listy życzeń do spełnienia,
które odgadnąć mieli królewicze z bajek
gotowi w każdej chwili
nosić nas na rękach.



Lecz zanim czas przesypie
ostatnie ziarenka
nim wyschną prawie całkiem
treści naszych marzeń
gdy zapomnimy tamtą bajkę Andersena
zaczniemy życzyć sobie zdrowia zamiast szczęścia
i oby nas nie musiał nikt
nosić na rękach - 


sobota, 27 lutego 2021

Zbigniew Herbert - "Homilia"


 

Na ambonie mówi tłusty pasterz
a cień pada na kościelny mur
a lud boży zasłuchany zapłakany
płoną świece - blaski ikon - milczy chór

płyną słowa nad głowami się unoszą
jaki dziwny ma ten kapłan głosu organ
ani męski ani żeński ni anielski
także woda z ust płynąca to nie Jordan


bo dla księdza - proszę księdza - to jest wszystko takie proste
Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na Kościół
Prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć

może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
Obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
Lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
Bądźmy szczerzy - to jest także boży lud

proszę księdza - ja naprawdę Go szukałem
i błądziłem w noc burzliwą pośród skał
piłem piasek jadłem kamień i samotność
tylko Krzyż płonący w górze trwał

i czytałem Ojców Wschodu i Zachodu
opis raju przesłodzony - zapis trwogi -
i sądziłem że z kart książek Znak powstanie
ale milczał - niepojęty Logos

pewnie ksiądz mnie nie pochowa w świętej ziemi
ziemia jest szeroka zasnę sam
i odejdę w dal - z Żydami odmieńcami
bezszelestnie zwinę życia cały kram

na ambonie mówi w kółko pasterz
mówi do mnie - bracie mówi do mnie - ty
ale ja naprawdę chcę się tylko zastrzec
że go nie znam i że smutno mi


Zbigniew Herbert - Przesłanie Pana Cogito


„Przesłanie Pana Cogito”, wiersz – legenda. 

 Herbert formułuje w nim program etyczny swego bohatera: jest to:
wierność cnotom: odwagi, uczciwości, godności.


Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
 
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
 
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
 
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
 
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
 
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
 
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
 
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz



powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
 
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak -
wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
 
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
 
Idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych
czaszek do grona twoich przodków: Gilgamesza, Hektora,
Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta
popiołów
 
Bądź wierny Idź


środa, 24 lutego 2021

Anna Świrszczyńska - " Odwaga " "Największa miłość"


Zamieszczałam już wiersze Anny Świrszczyńskiej, ale nie wspomniałam nic o niej samej.

Poetka nowatorka.  Żyła w latach 1909-1984.   Została pisarką już w latach trzydziestych, ale dopiero po sześćdziesiątym roku życia dokonała przełomu w poezji, która nabrała u niej charakteru silnie feministycznego. 


Odwaga
 
Nie będę niewolnicą żadnej miłości.
Nikomu
nie oddam celu swego życia,
swego prawa do nieustającego rośnięcia
aż po ostatni oddech.
 
Spętana ciemnym instynktem macierzyństwa,
spragniona czułości jak astmatyk powietrza,
z jakim mozołem buduję w sobie
swój piękny człowieczy egoizm,
zastrzeżony od wieków
dla mężczyzny.
 
Przeciw mnie
są wszystkie cywilizacje świata,
wszystkie święte księgi ludzkości
pisane przez mistycznych aniołów
wymownym piórem błyskawicy.
Dziesięciu Mahometów
w dziesięciu wytwornie omszałych językach
grozi mi potępieniem
na ziemi i w wiecznym niebie.
 
Przeciw mnie
jest moje własne serce.
Tresowane przez tysiąclecia
w okrutnej cnocie ofiary.


 Przez Czesława Miłosza Anna Świrszczyńska jest uważana za najwybitniejszą, najbardziej oryginalną poetkę polską XX wieku.

Żyła pełnią życia i o pełni życia pisała -  wiersze erotyczne, wiersze o cierpieniu, wiersze o radości, o losie kobiety. 

Posunęła się do opisu takiej intensywności uczuć i takich opisów ciała, że często oskarżana była o ekshibicjonizm. Sama uważała, że zbliża się do jego granicy.. Nie wszystkim odpowiada odwaga z jaką oddaje w swojej poezji przeżywane uczucia.

Nie miała lekkiego życia.  W dzieciństwie cierpiała biedę .W czasie okupacji żeby przeżyć podejmowała się różnych zajęć, była m.in. kelnerką, robotnicą, roznosiła bułki po sklepach, sprzedawała mydło po domach./ moja mama – mniej więcej w jej wieku robiła to samo… b. popularne zajęcie w czasie okupacji w Warszawie, może dlatego zużywam mydło do ostatniego kawałeczka /

W 1953 poślubiła aktora Jana Adamskiego, z którym miała córkę Ludmiłę; w 1968 małżonkowie rozwiedli się. Jan Adamski związał się z Haliną Poświatowską

Pisała bardzo przejmujące wiersze o powstaniu, w którym czynnie uczestniczyła pracując m.in. jako salowa i pielęgniarka w powstańczych szpitalach.  Przeżycia powstańcze wyraża językiem -  w odbiorze, wprost przeszywającym. Te utwory oddają prawdę chwilami również i  gorzką. Gdy będzie bliżej rocznicy powstania postaram się choć w części je  zaprezentować,

Poruszająca jest też przeważająca w jej twórczości poezja kobieca,....jej wyrazistość i szczerość zatrzymuje nas....chwilami chciałoby się powiedzieć "stop".  

Mimo to uważam, że za mało Anny Świrszczyńskiej w moim blogu.. zostawiam więc jeden z utworów z kobiecego cyklu "Jestem baba", " Starość".

         

 Największa miłość 


Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa
największą miłość swego życia.
 

Chodzi z miłym pod rękę,
wiatr rozwiewa ich siwe włosy.
 

Jej miły mówi:
- Masz włosy jak perły.
 

Jej dzieci mówią:
- Stara wariatka. 




poniedziałek, 22 lutego 2021

Wiersz Marka Dębskiego - „Nie zabijaj mnie Mamo” na prośbę anonimowej Magdy.


Nie zabijaj, nie zabijaj mnie Mamo,
Bo nigdy już nic nie będzie tak samo,
Moje serduszko już dla ciebie bije,
Mamo kochana, Mamo... ja  żyję!
 
Pozwól mi poznać,
Chłód rosy poranka i zorzę zarania,
Smak łez radości i gorycz pożegnania
Łzy Twoje Mamo w perełki zmienię,
A ból Twój w spełnione marzenie
 
A gdy los i troski posrebrzą Ci skronie,
I gdy przyjdzie już czas pożegnania,
Ja ciepłem ogrzeję gasnące Twe dłonie,
I będę przy Tobie w tej chwili rozstania
 



Nie zabijaj, nie zabijaj mnie Mamo,
Bo gdy przyjdę w malignie upiornej nocy,
Zapytam Cię Mamo w bezsilnej niemocy.
Dlaczego, dlaczego Mamo?!
Przecież mnie nawet nie poznałaś?
Dlaczego, dlaczego, jak ja Ciebie Mamo,
Ty mnie Mamo, Ty mnie nie pokochałaś?
 
Nie poznam Mamo,
Chłodu rosy poranka i zorzy zarania,
Smaku łez radości i goryczy pożegnania
Łez Twoich Mamo w perełki nie zmienię,
A bólu Twego w spełnione marzenie

Jeśli, choć jedno życie ocalę... 

Czarno białe fotografie.




 

niedziela, 21 lutego 2021

Szydzik Zofia * * * ( gdy nadszedł czas...)

 



* * * ( gdy nadszedł czas...)
 
zakłopotany złożyłeś
na progu przed gościem
pełne naczynie doczesności
 
( spakowałeś ostatni bagaż )
 
zabrałeś wszystko co cenne
gorące noce naszej wiosny
pełne złote kłosy naszego lata
słodkie winogrona naszej jesieni
 
( wyruszyłeś w ostatni rejs )
 
zostałam na progu z pytaniem
nigdy niewypowiedzianym
wtłoczonym na powrót do ust
tą chwilą prawdziwa do bólu
 


( i jak zawsze... )
 
zapomniałeś zabrać ze sobą ciepły sweter...


sobota, 20 lutego 2021

Adam Zagajewski - Pisanie wierszy

 

 
Pisanie wierszy jest pojedynkiem,
w którym nie ma zwycięzcy - po jednej stronie
wznosi się cień, masywny jak łańcuch górski
widziany przez motyla, po drugiej
migają tylko krótkie chwile jasności,
obrazy i myśli, jak błyski zapałki
tej nocy, kiedy w bólu rodzi się zima.
Jest wojną w okowach, szyfrowaną depeszą,
długim czuwaniem, cierpliwością,
 
statkiem, który tonie i wysyła sygnał,
i przestaje tonąć, okrzykiem triumfu,
wiernością wobec starych, milczących mistrzów,
spokojną kontemplacją okrutnego świata,
eksplozją radości, ekstazą, nienasyceniem,
żalem, że wszystko odchodzi, nadzieją, że nic nie ginie,
rozmową, w której zabrakło ostatniego słowa,
dużą przerwą w szkole, której uczniów
już nie ma, jest pokonaniem jednej słabości
i początkiem nowej, wiecznym czekaniem

na następny wiersz, modlitwą, żałobą
po matce, krótkim zawieszeniem broni,
skargą i szeptem w spalonym konfesjonale,
buntem i wielkodusznym przebaczeniem,
rozdaniem całego majątku, skruchą, zgodą,
biegiem i spacerem, ironią, zimnym spojrzeniem,
wyznaniem wiary, dykcją, pośpiechem,
płaczem dziecka, które zgubiło najdroższy skarb.
 
z tomu "Niewidzialna ręka", 

Patrycja Sikora

 

Każdy czas ma swoich  poetów. 

Możemy  ich poszufladkować  -  na poetów barokowych, romantyzmu, młodopolskich, dwudziestolecia międzywojennego, wojny i okupacji, zagłady, komunizmu, czasów nam współczesnych i przedstawicieli rodzącej się poezji najmłodszego, startującego kolejnego pokolenia.

Do nich należy poetka - 

Patrycja Sikora,  urodzona w 1989 roku;.

 „Instrukcja dla ludzi nie stąd ” to książka,  która jest jej poetyckim debiutem.

Wiersze z tego tomu  jak sama autorka mówi  powstawały w palących okolicznościach strajków, marszów, atmosferze wykluczenia, walki o swoje prawa, o widoczność i widzialność. 

Są odpowiedzią na rzeczywistość nie do zniesienia i najgorsze, co może się zdarzyć, to zgadzać się na to i akceptować taki stan…

 

Sikora mówi za nowych wykluczonych: za zwierzęta, pracowników / korporacyjne mięso / , osoby  LGBT, staruszki i młode matki, dzieci. Jej poezja jest pełnym głosem sprzeciwu. 

Polska dla niej to nie wór wątków patriotycznych i politycznych, tylko sieć problemów społecznych, z którymi Sikora walczy używając własnego wyrazistego języka..


A oto dwa wiersze  Patrycji Sikory z tomu jw./ autorka poprawiła - pisane w 2017r./: 

"statystyki mówią, że idziemy donikąd"


 

statystyki mówią, że idziemy donikąd

gdyby tak umrzeć głośno i z rozmachem rozsypać się

pod zrogowaciałym naskórkiem pięt

wszystkich ojców i braci, matek i sióstr, co nigdy nie płaczą,

bo już dawno temu zabrali im prawo, by być jakimś

człowiekiem, zamienić się w popiół

i parzyć im stopy. do urny wrzucić już dawno

nieważny głos.

 

 gdyby tak z bólu krzyczeć, czym jest miłość i dlaczego

drapie w gardło, powoduje niestrawność, anginę.

baby don’t hurt me no more. kilogram gwoździ

wbijać w czoło i kciuki, mieć zawał ―

jeden lub dwa ― i przeżyć, bo już dawno

odrobiliśmy lekcje. pierwsza miłość się zdarza

przecież bardzo często ― możesz napisać sobie zwolnienie na dziś.

 

gdyby tak wiedzieć, że wszyscy kłamią:

kłamią o rzekach i lasach, kłamią o polakach,

kłamią o dziewczynce, która boi się cyrku,

kłamią o tym, że żyjemy, że szablą odbijemy.

kłamią, że wierzą w siebie i dietę dr Dąbrowskiej,

kłamią przyjemne dla ucha opowieści,

kłamią według statystyk.

 


jak tak dalej pójdzie,

wszyscy pójdziemy donikąd.



razem

Igor Goncharov


chcę tłumaczyć im z tobą świat 

pęknięcia w glinie i siniaki na udach,
dlaczego mróz szczypie 

skórę i
sąsiad bohater jest dzielny po wódce ―
dzień święty święcił.
 
chcę ścierać żywicę z kory i zostawiać
lepki ślad na twoim kciuku,
opowiadać czerstwy chleb, zrogowaciały
naskórek i powiększone węzły chłonne.
 
rosa i rzęsy to moi tłumacze przysięgli.
w sadzie dojrzałych jabłoni
weranda na kamforę, prawnuki i wózek inwalidzki. 

piątek, 19 lutego 2021

Krzysztof Kamil Baczyński - Niebo złote ci otworzę...

 


Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal - różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.


Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.


                                            Wiersz napisany 15 czerwca 1943 roku

                                      dedykował poeta swojej ukochanej żonie - Basi.


                          

                         

czwartek, 18 lutego 2021

Adam Asnyk - Miejcie nadzieję

 

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.
 
Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.
 
Miejcie odwagę... Nie tę  tchnącą  szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.
 
Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić...
 
Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.