Archiwum bloga

poniedziałek, 29 listopada 2021

Anna G - BYĆ DLA CIEBIE


BYĆ  DLA  CIEBIE

Jeśli miałabym wybierać kim chce być dla ciebie,
kiedy w życiu wszystko przecież to tylko ulotność,
to wybrałabym kwiat polny i zapewne nie wiesz,
że z nim w dłoni jesteś w stanie choćby i czas cofnąć.

W życiu tyle pięknych kwiatów, wszystkie przekwitają,
niekochane tracą płatki w nieczułym wazonie.
Delikatne listki więdną smutno opadając,
nie ożywi zimna woda, ni słoneczny promień.




Weź mnie w dłonie, póki możesz, naciesz się zapachem,
po czym złóż mnie między wiersze, dobrze mi wśród kartek.
Gdy po latach zajrzysz znowu na stare poddasze,
będę czekać tam na ciebie. Ususzony kwiatek.



niedziela, 28 listopada 2021

Jan Twardowski - Szukasz.

Szukasz prawdy ale nie tajemnic
liścia bez drzewa
wiedzy a nie zdziwienia

boisz się oprzeć na tym czego nie można dotknąć


zaczynasz od sukcesu
wielki i zbędny
nie milczysz ale pyskujesz o Bogu


chcesz być kochany ale sam nie umiesz kochać

myślisz że sobie zawdzięczasz wyrzuty sumienia
nie wiesz że dowodem na istnienie
jest to że tego dowodu nie ma
inteligentny i taki niemądry.


sobota, 27 listopada 2021

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 



EDWARD STACHURA - Jesień

 


Za­nu­rzać za­nu­rzać się

w ogro­dy ru­dej je­sie­ni

i li­ście zry­wać ko­lej­no

jak­by go­dzi­ny ist­nie­nia


Cho­dzić od drze­wa do drze­wa

od bólu i zno­wu do bólu

ci­chut­ko kro­kiem cier­pie­nia

by wia­tru nie zbu­dzić ze snu


I li­ście zry­wać bez żalu

z uśmie­chem cie­płym i smut­nym

a mały li­stek ostat­ni

zo­sta­wić ko­muś i umrzeć

czwartek, 25 listopada 2021

Walt Whitman - Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina....

                                   

Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
Boski promień spadający nagle,
aż pękają te bańki mydlane, woda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania –
książki, polityka, sztuka, amory,

Zdzisław Beksiński


I nie zostaje zupełnie nic?

 
Przekład: Czesław Miłosz

środa, 24 listopada 2021

Wojciech Młynarski - Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli


 Gdy pada deszcz i jesień czmycha z sadu,
Gdy pada na me czoło smutku cień,
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,

Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.
Uśmiecham się do moich smutnych myśli,

Uśmiecham się do szarych, nudnych spraw
I wraca smak - smak ciepłych słońcem wiśni,
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!

A więc i ty
Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli,
Uśmiechnij się do szarych, smutnych dni,



Najlepszy sen na jawie ci się wyśni,
bo wielka moc w uśmiechu szczerym tkwi...
Do ludzi - tych, co nigdy się nie śmieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiechnij się...


Icchoki Lejb Perec - - Nie myśl

 


Icchoki Lejb Perec  (1852-1915) urodził się w Zamościu w 1852 roku. Pisarz, eseista, wydawca, opiekun młodych literatów. Jeden z współtwórców nowoczesnej literatury jidysz, nazywany jej „Ojcem”.

Rozgłos jaki zyskał dzięki swoim dziełom z czasem sprawił, że adres jego mieszkania przy ulicy Ceglanej 1 (obecnie ul. Pereca) był powszechnie znany i jak magnes przyciągał młodych literatów z różnych, nieraz odległych miast i miasteczek.





Mojżesz z Tablicami Prawa – Rembrandt 



 

Nie myśl, że świat jest karczmą – stworzony,
Ażeby przepychać się w nim do Szynkwasu
Pięściami, pazurami i zachlać się, żreć, kiedy
Inni patrzą, i mdlejąc, i połykając ślinę
Wciągając żołądek miotany przez skurcze! -

O, nie myśl, że świat jest karczmą!

 

 



Nie myśl, że świat jest giełdą – stworzony,
By silny do woli mógł kupczyć słabymi,
Kupować młodych dziewcząt niewinność,
Mleko z piersi kobiet, szpik z kości
Mężczyznom i dzieciom odbierać ich uśmiech,
Rzadkiego gościa na zżółkłych twarzyczkach -
O, nie myśl, że świat jest giełdą!
 
Nie myśl, że świat jest dżunglą – stworzony
Dla wilków i lisów, łgarstwa i żeru;
Niebo – zasłoną przed widokiem Boga;
Mgła – by nikt tu nie patrzał na ręce;
Wiatr – by zagłuszyć dzikie okrzyki;
Ziemia, ażeby krew ofiar wessała -
O, nie myśl, że świat jest dżunglą!
 
Świat nie jest karczmą, giełdą ni dżunglą,
Wszystko się liczy i kładzie na wagę!
Ni łza, ni kropla krwi nie przemija,
Na próżno nie gasną ni oko, ni iskry!
Łzy rosną w rzeki, a rzeki w morza,
Z mórz wzbiera potop, z iskry jest piorun -

O, nie myśl, że umarło już prawo!


tłum. Arnold Słucki


poniedziałek, 22 listopada 2021

Tadeusz Boy-Żeleński - Rozkosze życia


Rozkosze życia


Wszystko dziś biada: "Lepiej wcale nie żyć",
I pesymizmu słychać zewsząd jęk,
A jednak, państwo, zechciejcie mi wierzyć,
Życie jest piękne, życie ma swój wdzięk;
Umieć je cenić to pierwsza zaleta,
Nie żądać więcej, niż nam może dać:

Wówczas, braciszku, jak mówi poeta,
Garściami rozkosz zewsząd będziesz brać!
Choć wszystko wezmą ci losy przeciwne,
Pociechę pewną zesłał dobry Bóg:



To - że tak powiem - szczęście negatywne,
Tego nie wydrze ci najsroższy wróg;
Gdyś tego szczęścia przeniknął sekreta,
Pogodny idziesz wśród gromów i burz:

Gdzie nogą siąpisz - jak mówi poeta -
Wszędzie ci życie kwitnie wieńcem z róż!
Wszędzie radości znajdziesz nowe źródło
I do rozpuku śmiejesz się raz wraz;


Patrzysz, jak grzebią jakieś stare pudło,
Pomyślisz sobie: "Na mnie jeszcze czas!"
Przystaniesz sobie za trumienką z boku,
Posłuchasz śpiewu i żałobnych mów,
Dziewczątko małe uszczypniesz gdzieś w tłoku,
Już się od dawna tak nie czułeś... zdrów.



Wyjdziesz na miasto dla użycia ruchu,
Z daleka widzisz jakieś twarze dwie:
To Rydel komuś wierci dziurę w brzuchu -
Pomyślisz sobie: "Dobrze, że nie mnie!"

Niedługo szukasz za nową podnietą;
Na "Warszawskiego" do kawiarni idź:
Przeczytasz sobie Hoesicka felieton -
No i sam powiedz: czy nie warto żyć?
W zimowy wieczór spieszysz do teatru,
W fotelik miękki rozkosznie się wtul:
Ciepło, zacisznie, ni śniegu, ni wiatru,
Tragedii sobie wysłuchasz jak król!

Z piątego aktu prosto na kolację,
W gazetce znowu jest nowinek dość:
Tu masz bankructwo, tam znów licytację,
Z trzeciego piętra zleciał jakiś gość!

Tak sobie chodzisz wesoły jak ptaszek,
Radosną wszędzie życia widzisz twarz;
Wreszcie, znużony i syt już igraszek,
Wracasz do domu: własny kluczyk masz;

Słychać szmer jakiś, zaglądasz przez szparkę:
I jak tu człowiek się nie cieszyć ma?
Tam ktoś... ten tego... właśnie twą kucharkę,
Pomyślisz sobie: "Dobrze, że nie ja!"
Śmiejesz się błogo przed zamknięciem powiek
I dziękczynienia czynisz korny gest:
Byle chciał tylko, znajdzie szczęście człowiek,
Nie ma co mówić - dobrze jest, jak jest
















Więc choć świat biada: 
"Lepiej wcale nie żyć",

I pesymizmu słychać zewsząd jęk,
Najmilsi bracia, zechciejcie mi wierzyć,
Życie jest piękne, życie ma swój wdzięk!!

Ryszard Kapuściński - CIERPIENIE I WINA


Tylko okryci zgrzebnym płótnem
potrafią przyjąć w siebie
cierpienie drugiego
podzielić jego ból
odziani w oporny opancerz ego
przeczuwając że rozlegnie się jęk -
zawczasu głuchniemy


Bronisław Linke


że ujrzymy ranę i krew -
zawczasu ślepniemy
mówimy sobie:
ścieżka Golgoty jest wąska
nie zmieści dwoje ludzi
każdy musi iść sam


mówią:

unikaj cierpiącego
choćby niechcący
wbije w ciebie cierń -
poczucie winy

sobota, 20 listopada 2021

NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 



Bogdan Loebl - Miejsce na ziemi

 





Często próbuję zajrzeć przez ramię losu
ale nie po to by policzyć linijki
w kartotece mojego przeznaczenia. Nie chcę wiedzieć
ile jeszcze wersetów dzieli mnie od kropki
która niech spadnie niczym kropla deszczu
po zbyt długo trwającym upale

patrząc przez ramię losu pragnę tylko
znaleźć właściwy kierunek. To miejsce na ziemi
w którym ukryty spoczywa skarb mojego ukojenia
miejsce z którego czerpie soki drzewo spokoju


patrząc przez ramię losu pragnę znaleźć
miejsce w którym już byłem albo może będę
kiedy odrzucony ciągle nie pasujący do krajobrazu
przestanę błąkać się niczym woda
która wymknęła się lekkomyślnie ze swojego źródła
i nie może znaleźć do niego powrotnej drogi


mal. Wojciech Siudmak

piątek, 19 listopada 2021

I. Wisława Szymborska. - Monolog psa zaplątanego w dzieje . II Anna Kamieńska - Biografia szatana


 I Monolog psa zaplątanego w dzieje.




Hitler bardzo lubił swojego psa Blondi..

Blondi  towarzyszyła swemu panu w jego najtrudniejszych chwilach. Pozwalał jej spać w swoim pokoju i spędzał z nią wolny czas, ucząc psich sztuczek i bawiąc się.



Są psy i psy. Ja byłem psem wybranym.
Miałem dobre papiery i w żyłach krew wilczą.
Mieszkałem na wyżynie, wdychając wonie widoków
na łąki w słońcu, na świerki po deszczu
i grudy ziemi spod śniegu.

Miałem porządny dom i ludzi na usługi.
Byłem żywiony, myty, szczotkowany,
wyprowadzany na piękne spacery.
Jednak z szacunkiem, bez poufałości.
Każdy dobrze pamiętał, czyim jestem psem.
Byle parszywy kundel potrafi mieć pana.
Ale uwaga-wara od porównań.

Mój pan był panem jedynym w swoim rodzaju.
Miał okazałe stado chodzące za nim krok w krok
i zapatrzone w niego z lękliwym podziwem.
Dla mnie były uśmieszki
z kiepsko skrywaną zazdrością.
Bo tylko ja miałem prawo
witać go w lotnych podskokach,
tylko ja żegnać-zębami ciągnąć za spodnie.
Tylko mnie wolno było
z głową na jego kolanach
dostępować głaskania i tarmoszenia za uszy.
Tylko ja mogłem udawać przy nim, że śpię,
a wtedy on się schylał i szeptał coś do mnie.

Na innych gniewał się często i głośno.
Warczał na nich, ujadał
biegał od ściany do ściany.
Myślę, że lubił tylko mnie
i więcej nigdy, nikogo.

Miałem też obowiązki: czekanie, ufanie.
Bo zjawiał się na krótko i na długo znikał.
Co go zatrzymywało tam, w dolinach, nie wiem.
Odgadywałem jednak, że to pilne sprawy,
co najmniej takie pilne
jak dla mnie walka z kotami
i wszystkim, co się niepotrzebnie rusza.

Jest los i los. Mój raptem się odmienił.
Nastała któraś wiosna,
a jego przy mnie nie było.
Rozpętała się w domu dziwna bieganina.
Skrzynie, walizki, kufry wpychano na samochody.
Koła z piskiem zjeżdżały w dół
i milkły za zakrętem.
Na tarasie płonęły jakieś graty, szmaty,
żółte bluzy, opaski z czarnymi znakami
i dużo, bardzo dużo przedartych kartonów,
z których powypadały chorągiewki.

Snułem się w tym zamęcie
bardziej zdumiony niż zły.
Czułem na sierści niemiłe spojrzenia.
Jakbym był psem bezpańskim,
natrętnym przybłędą,
którego już od schodów przepędza się miotłą.
Ktoś zerwał mi obrożę nabijaną srebrem.
Ktoś kopnął moją miskę od kilku dni pustą.

A potem ktoś ostatni, zanim ruszył w drogę,
wychylił się z szoferki
i strzelił do mnie dwa razy.
Nawet nie umiał trafić, gdzie należy,
bo umierałem jeszcze długo i boleśnie
w brzęku rozzuchwalonych much.
Ja, pies mojego pana.


Anna Kamieńska
                     Biografia szatana

 
Szatan jest człowiekiem
chrześcijaninem
Woda chrztu go obmywa
i szczypta soli utwierdza
 
Szatan ma matkę
która uczy go pacierza
Przeżegnaj się przed snem
Dobrze Mutti




 
Uczy się spełniać rozkazy
rozkazywać
żegna się krzyżem
zanim strzeli w oczy psa
 
Żegna się krzyżem przed bitwą
a potem przed masakrą
żegna się ręką czystą
w rękawiczce
 
Umiera niewinny
Wina i władza
są dzisiaj rozproszone
między nas wszystkich
 

czwartek, 18 listopada 2021

ZBIGNIEW HERBERT - Matka

 

Tasha Tudor

Upadł jej z ko­lan kłę­bek włócz­ki. 

Roz­wi­jał się w po­śpie­chu i ucie­kał na oślep. 
Trzy­ma­ła po­czą­tek ży­cia. 

Owi­ja­ła na pa­lec ser­decz­ny jak pier­ścio­nek, chcia­ła uchro­nić. 

To­czył się po ostrych po­chy­ło­ściach, cza­sem piął się pod górę. 
Przy­cho­dził splą­ta­ny i mil­czał. 

Ni­g­dy już nie po­wró­ci na słod­ki tron jej ko­lan.

Wy­cią­gnię­te ręce świe­cą w ciem­no­ści jak sta­re mia­sto.

MAŁGORZATA HILLAR - Rozbity dzbanek

 


Osa­cza­ją mnie
ze­psu­te zam­ki w drzwiach
po­ła­ma­ne pa­ra­sol­ki
ode­rwa­ne nogi la­lek

Umia­łeś
jed­nym ru­chem ręki
skle­ić
roz­bi­ty dzba­nek
by cze­kał
na przy­by­cie kwia­tów




Po­tra­fi­łeś
ge­stem cza­ro­dzie­ja
przy­tknąć
ode­rwa­ne kół­ko
do dzie­cin­ne­go wóz­ka
by po­to­czył się
ze śmie­chem
w pta­ki

Umia­łeś
w ociem­nia­łą lam­pę
tchnąć
świa­tło

Osa­cza­ją mnie
roz­bi­te dzban­ki
oku­la­łe wóz­ki
wy­pa­lo­ne lam­py

Osa­cza mnie ciem­ność.