Etykiety

niedziela, 5 lipca 2026

Konstandinos Kawafis - II cz.

 



Nieznany za życia, doceniony po śmierci, współcześnie uważany za jednego z najważniejszych i najbardziej inspirujących nowogreckich poetów.
Urodził się 29 kwietnia 1863 w rodzinie zamożnych greckich kupców, którzy mieszkali w Aleksandrii. Przeżył równo 70 lat, umarł w dniu swoich urodzin, 29 kwietnia 1933r.
Sporą część dzieciństwa i wczesnej młodości spędził w Anglii, gdzie ojciec robił interesy. Ale ojciec zmarł, a wraz z tym pogłębiły się problemy finansowe. rodziny. Ścigana widmem biedy, a przyzwyczajona do mieszczańskiego trybu życia rodzina młodego Kawafisa wraca do Aleksandrii, miejsca jego narodzin i całego życia. 

  
Konstandinos Kawafis -zwany "Aleksandryjczykiem" - to  jeden z najwybitniejszych nowożytnych poetów greckich. .Był homoseksualistą.-  
W swojej twórczości łączył fascynację historią antyczną z melancholią i refleksją nad przemijaniem.
Za życia Kawafis nie zyskał szerokiego rozgłosu,jego renoma znacząco wzrosła po śmierci,  
Dziś uważany jest za jednego z czołowych modernistycznych poetów XX wieku, mającego wpływ nie tylko na literaturę grecką, ale również na międzynarodową poezję. Jego prace zostały przetłumaczone na wiele języków i wciąż są chętnie czytane na całym świecie. 



          
Wybrane wiersze poety.  

                                                      

Elena Kukanova


Dni 1903

Już ich nigdy nie odnalazłem – tak szybko utraconych…
tych oczu pełnych poezji, tej młodej twarzy…
gdy się ściemniało na ulicy…

Już ich nigdy nie odnalazłem – podarował mi je zwykły przypadek,
a ja tak łatwo się ich wyrzekłem,
a potem w takiej męce za nimi tęskniłem.
Tych oczu pełnych poezji, tej bladej twarzy,
tych warg – już nigdy nie odnalazłem.






Pablo Picasso

II.Che fece... - il gran rifiuto *

Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,
Kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak
albo wielkie Nie.
Od razu widać, kto z nich w sobie ma gotowe Tak.
Wypowiedziawszy je, coraz wyżej się wspina.
Wzrasta i w ludzkiej czci, i w zaufaniu do samego siebie.

Ten, kto powiedział Nie - nie żałuje.

Gdyby zapytali go, czy chce odwołać nie odwoła.   
Ale właśnie to Nie - to słuszne Nie - na całe życie go grzebie.

z greckiego przełożył Zygmunt Kubiak.


* Che fece... - il gran rifiuto * 
Tytuł tego wiersza pochodzi od potępienia przez Dantego papieża Celestyna V, który w 1294 r. zrezygnował z papiestwa, aby żyć w pustelni. To wielkie "nie" zostało uznane przez Dantego za akt tchórzostwa, który umieścił Celestyna w piekle. Kawafis jednak chwali trzymanie się przekonań i zasad, oferując "właściwe nie".

 

III.
Czekając na barbarzyńców


  David – Alfaro Siqueiros








 Na cóż czekamy, zebrani na rynku? 
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy. 

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą? 
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.


Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy 
przyjdą, ustanowią prawa. 

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie? 

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów. 

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem? 

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają. 

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli? 
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy. 

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni. 

Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców. 

Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem. 

Konstandinos Kawafis 


Jest to opowieść  o maraźmie zdegenerowanej cywilizacji.... senatorowie , urzędnicy przestali uchwalać prawa, liczą na to, że obcy przejmą za nich odpowiedzialność, przyniosą nową energię,  Najeźdźcy są symbolem wstrząsu, który oczyści skostniały system. 
Ale nadchodzi wiadomość , że barbarzyńców nie będzie, nie pojawili się.

Ostatnie wersy przynoszą gorzką refleksję:

: I po cóż nam teraz barbarzyńcy?  

"Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem. "

Puenta wiersza  obnaża bezsilność i kapitulację cywilizacji.



IV.
Konstandinos  Kawafis – Głosy 




Idealne, ukochane głosy 
tych, co umarli, albo tych,

co dla nas
są tak straceni, jak gdyby
umarli.

Czasem w snach do nas przemawiają,
czasem je w myślach mózg słyszy.

A z ich brzmieniem wracają na chwilę
dźwięki pierwszej poezji naszego życia,
jak muzyka, która nocą, w oddali, milknie.

Konstandinos Kawafis.


niedziela, 28 czerwca 2026

Konstandinos Kawafis – Itaka

 Itaka

Ten bardzo piękny, najbardziej znany wiersz greckiego poety Konstandinosa Kawafisa o Itace recytował ś.p.Krzysztof Kolberger w Radiowej Jedynce. Bardzo lubił jego poezję…. A ja dzięki niemu też

Może kilka słów przypomnienia motywu mitologicznego, który tak jak "Orfeusz i Eurydyka:" znalazł wiele odwołań w sztuce nowożytnej. Myślę o bohaterskim poemacie Homera „Odyseja” którego treścią są losy niestrudzonego wędrowca Odyseusza, dzielnego króla Itaki odbywającego wielką podróż spod murów Troi do domu, do wiernej, kochającej żony Penelopy.

Odyseusz powracał do swej ojczyzny dziesięć lat. 

Ta opowieść jest metaforą ludzkiego życia, które jest wieczną walką z przeciwnościami losu, wiecznym dążeniem do celu. Jest to także wyprawa w głąb siebie, poznanie swoich słabości, odnalezienie i określenie tego, co naprawdę w życiu ważne i wartościowe. Dla Odyseusza celem była Itaka.



Itaka

Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż,
niech będzie to podróż długa,
pełna przygód i nauk.
Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie musisz się obawiać.
Jeżeli będziesz myślą szybował wysoko,
a umysł twój i ciało będą ciągle zdolne
do wzruszeń nieprzeciętnych,
nikt z nich ci nie zagrozi.
Jeśli nie masz ich w sobie i sam ich nie wskrzesisz,
Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie spotkasz na swej drodze.

Niech będzie to podróż długa.
Obyś o letnim brzasku
- urzeczony, szczęśliwy -
wiele razy zawijał do nieznanych portów;
i bywał u Fenicjan w ich hadlowych stacjach,
i kupował tam od nich drogocenne rzeczy:
perły, koral i bursztyn, i drewno z hebanu,
i wszelkiego rodzaju pachnące olejki,
podniecające pachnidła, ile tylko zechcesz;
i odwiedził niejedno z wielu miast egipskich
i uczył się tam od tych, co posiedli wiedzę.

Bylebyś nie zapomniał nigdy o Itace,
o twoim przeznaczeniu - masz do niej dopłynąć.
Lecz nie śpiesz się w podróży.
Niech trwa długo - latami.
Lepiej byś był już stary, gdy dotrzesz do wyspy,
i na tyle zasobny w dobra tego świata,
by już nie oczekiwać od Itaki bogactw.

Itaka dała ci upajającą podróż.
Nie wyruszyłbyś w drogę, gdyby jej nie było.
Cóż więcej miałaby dać?
I gdyby była biedna, nie oszukała cię.
Zdobyłeś przez nią mądrość i ogrom doświadczeń,
a wraz z nimi świadomość, co znaczy - Itaka.

tłum. Zygmunt Kubiak

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


wtorek, 23 czerwca 2026

ks. Jan Twardowski... PRAWDA


PRAWDA

Jest prawda pozłacana
jest trochę nie w porę
jest jak zagadka 
w ciemność przechylona
jest w białych rękawiczkach
niekiedy jak rana
jak piękność co minęła a cnota została
jak kamień który mówi wiedzącym na pewno
przyjdź tu po trzystu latach wtedy pogadamy

jest także taka co się siebie wstydzi
smutna chuda jak szczapa
bo zbyt określona.

Jan Twardowski.



Małgorzata Hillar - MATKA

 
" Matka "

Odwraca na patelni 
płaską flądrę
żółtym brzuchem do góry 


Pokrywki garnków 
są srebrne
jak kilka nitek w jej włosach 

Wysoko na półkach 
ustawia malinowe konfitury 

Wieczorem
kładzie po obu stronach książki 
zmęczone ręce 


Adolf Humborg





lecz zaraz wstaje

przynosi podartą powłokę 
Nachyla nad nią oczy 
zielone jak liście truskawek
i czoło z trzema zmarszczkami

Nie rozprostuję tych zmarszczek 
palcami


M.Hillar


niedziela, 21 czerwca 2026

Wisława Szymborska - NIEBO

 




Niebo 

Od tego trzeba było zacząć: niebo. 
Okno bez parapetu, bez futryn, bez szyb. 
Otwór i nic poza nim, 
Ale otwarty szeroko. 

Nie muszę czekać na pogodną noc, 
ani zadzierać głowy, 
żeby przyjrzeć się niebu. 
Niebo mam za plecami, pod ręką i na powiekach. 
Niebo owija mnie szczelnie 
i unosi od spodu. 





Nawet najwyższe góry 
nie są bliżej nieba 
niż najgłębsze doliny. 
Na żadnym miejscu nie ma go więcej 
niż w innym. 

Obłok równie bezwzględnie 
przywalony jest niebem co grób. 
Kret równie wniebowzięty 
jak sowa chwiejąca skrzydłami. 
Rzecz, która spada w przepaść, 
spada z nieba w niebo. 

Sypkie, płynne, skaliste, 
rozpłomienione i lotne 
połacie nieba, okruszyny nieba, 
podmuchy nieba i sterty. 
Niebo jest wszechobecne 
nawet w ciemnościach pod skórą. 

Zjadam niebo, wydalam niebo. 
Jestem pułapką w pułapce, 
zamieszkiwanym mieszkańcem, 
obejmowanym objęciem, 
pytaniem w odpowiedzi na pytanie. 

Podział na ziemię i niebo 
to nie jest właściwy sposób 
myślenia o tej całości. 
Pozwala tylko przeżyć 
pod dokładniejszym adresem, 
szybszym do znalezienia, 
jeślibym była szukana. 
Moje znaki szczególne 
to zachwyt i rozpacz 

Wisława Szymborska

piątek, 19 czerwca 2026

Janusz Andrzejczak - Wiersze

                                                                                                                        


Janusz Andrzejczak

Urodził się 11.01.1956 roku w Toruniu. W mieście tym mieszka i pracuje, jednak każdą wolną chwilę spędza szukając ciszy. Znajduję ją na drogach i bezdrożach. 
Lasy, puszcze, zagubione w nich jeziorka, ścieżki znane tylko zwierzętom, ale i rozstaje dróg z samotnym krzyżem, sosną kapliczną…to jego wsród nich życie. 
Poproszony o kilka zdań o sobie i swojej twórczoąci  napisał:.

Rozczaruje się moimi wierszami ten, kto będzie w nich szukał tego, co ukryte.
„Ukrycie” w tych utworach to niewysłowiona nazwa każdego miejsca, w którym doświadczyłem piękna i nieskończoności.

Jeśli

Jesteś dziecię
dopóki dostrzegasz
motylka na kwiecie
dopóki pieska

po łebku czule głaszczesz
i za barwnym ptaszkiem
masz chęć na drzewo się wspiąć
penetrować chaszcze

Jeśli swą siwą już głowę
na kwietnej łące składasz
i laską drzewko
podpierasz złamane

to i w starości
dzieciństwo będzie ci dane
Jeśli o Ojczyźnie myślisz
na niebo patrząc

włoskie greckie
i łzę tęsknoty ronisz
To jesteś
wciąż jesteś dzieckiem



A  ja

A ja
lubię widzieć czarno
patrzeć jak ćmy
do światła się garną
za mną, przede mną
księżyc nad lasem
co świeci kropką
albo nawiasem

Uwielbiam w nocy
potknąć się o korzeń
gwiazdy zobaczyć
i wyszeptać:

„Boże…”



Ja stąd

A ten las, z moich nasion,
a ten sad, z moich pestek
więc ja cały z tego lasu
z tego sadu jestem

I ja cały z tego domu
z tych pokoi, z drzwi i okien
tylko tam zbudzony świtem
tamtym tylko zgasły mrokiem

W tej stodole, w tej drewutni
na podwórzu, w tym kurniku
nawet i w drewnianym kołku
który mnie do pola przykuł

Cały sobą stamtąd jestem
po jak nigdy, oczy mokre
z żurawiami, nie odlecę
tu zostaję, po widnokręg.


JAK  TO  OPISAĆ

Co warte pisanie
jak to opisać

Krajobraz powłóczysty
ledwo w zarysach
przy drodze
kilka lip i jarzębin
i kapliczka w głębi
w niej baba w chuście
dziad z długą brodą
nad świętą wodą
z ikoną i świecą

A dzień już w lesie
a mgła już w łące
ostatnie ptaki lecą
posiany w niebie mak

Jak to opisać
Jak to

Jak


Janusz Andrzejczak.
 

czwartek, 18 czerwca 2026

Uładzimier Arłoŭ - ŁĄKA

 


Uładzimier Arłoŭ to jeden z najbardziej popularnych białoruskich poetów
 historyk i pisarz -  laureat Nagrody Literackiej "Europejski Poeta Wolności " w 2010 r

Oprócz poezji pisze książki historyczne i eseje. Jest tłumaczonym na 20 języków autorem przeszło 20 tomów prozy i kilku tomów poezj, W roku 1996 został zwolniony z pracy w wydawnictwie przez władze Białorusi za "wydawanie wątpliwej jakości literatury historycznej i innej".


Łąka

Wśród wysokiej trawy i kwiatów
babcia oprowadza mnie
po łące.






To są smółki,
pokazuje.

A tu kukawka.
A tu, widzisz - jastrun.
A ten kwiat nie ma nazwy,
bo to
kwiat twojego losu i
ty sam dasz mu nazwę,
jak podrośniesz.

Po łące hula wiatr.
Aż mi strach:
a nuż,
zanim podrosnę,
skoszą kwiat i nie zdążę
dać mu nazwy?



Babcia milczy.
Wiatr coraz silniejszy.
Stoję samotny
na skoszonej łące.

Uładzimier Arłoŭ.

środa, 17 czerwca 2026

Jan Kasprowicz - Wiersze do żony.


Czekałem na ciebie wczora.

Czekałem na ciebie wczora,
Od rana czekałem do rana,
Wywiodła mnie w pole tęsknota,
Miłością twoją pijana.


Przenigdy już czekać nie będę,
Takem chciał zarzec się w gniewie,
Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,
O fałszu nic serce me nie wie.



Więc powiem ci prosto i szczerze,
Ty moje dziwne kochanie:
Chociażbym wieki miał czekać,
Dość woli na to mi stanie.

Bo cóż ja mam czynić, niebożę,
Jeśli nie czekać do końca?
Wszakże ty jesteś zachodem
I wschodem mojego słońca.


Gdy mnie ogarnia zmrok.

Witkacy - 1937r.

Gdy mnie ogarnia zmrok, co dusze człecze
Tak natarczywie aż do ziemi tłoczy,
Spieszą nade mną zbawczą spełniać pieczę
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.

I zło, uchodząc, poza sobą wlecze
Tabor swych skutków i w nicość się toczy,
Tak je spłoszyły, jak cherubów miecze,
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.


I znów oczyszczon i znowu ochoczy
Do tego życia, które mi zmieniły
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
Tulę do piersi ten mój skarb uroczy 

Ach! i całuję, pełen nowej siły,
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.


Jan Kasprowicz.




wtorek, 16 czerwca 2026

Stanisław Barańczak - Braki, odrzuty, produkty zastępcze



mal. Edward Munch.





 Więc to już zawsze tak, już zawsze zamiast
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?





Więc to już zawsze, tak jak zawsze. Zamiast
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.

Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:
Więc to już. Zawsze tak. Już zawsze zamiast
wołać: Chcę żyć jak człowiek, szukać dziury w całym
niebie, jakie ci dano - będziesz żył jak człowiek,
czyli: patrząc przez palce, przymykając oczy.

Dziury w niebie nie będzie, gdy zaczniesz tak żyć.
I przyciasna korona z głowy ci nie spadnie.
Więc to już nigdy? Tak, już nigdy. Zamiast
prowizorki, tandety, trzeciej kategorii
nie nastanie świat świetny, świetlisty i świeży.

Bo skąd zresztą wiadomo, że ten świat gdziekolwiek
jaśnieje, skoro nigdy nikt nie odpowiada
za ukryte usterki. Ani na wołanie.

Stanisław Barańczak

niedziela, 14 czerwca 2026

Józef Baran - Więcej czułości






***

więcej czułości 
dla listków struchlałych 
na zziębniętej tarninie

dla chwili z psem
z kwitnącym bzem
dla wszelkiego przelotnego zdarzenia

więcej uczucia 
dla kropli ciszy
niech napełni cię sobą pochłonie
nachyl się 
nad jej źródełkiem 
zaczerpnij w dłonie
powstrzymaj życie 
niebieskich chwil 
szalone obroty



otwórz  n a  c h w i l ę  oczy
to może twa 
jedyna wieczność 
którą przeoczysz
bo mijamy chwile potrącamy 
ślepo biegnąc przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie
Spotkania same wpadają... 

- Józef Baran

niedziela, 7 czerwca 2026

Wojciech Młynarski - Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli




Gdy pada deszcz i jesień czmycha z sadu,
Gdy pada na me czoło smutku cień,
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,
Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.

Uśmiecham się do moich smutnych myśli,
Uśmiecham się do szarych, nudnych spraw


I wraca smak - smak ciepłych słońcem wiśni,
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!

A więc i ty
Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli,
Uśmiechnij się do szarych, smutnych dni,
Najlepszy sen na jawie ci się wyśni,
bo wielka moc w uśmiechu szczerym tkwi...
Do ludzi - tych, co nigdy się nie śmieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiechnij się...

Wojciech Młynarski.