Archiwum bloga

wtorek, 19 marca 2019

Konstanty Ildefons Gałczyński - wiersze do Natalii


Wiersze Gałczyńskiego to niewyczerpane źródło pięknej poezji - różnej w gatunku -  lirycznej i groteskowej....poezji na każdą okazję.
Wielką  fanką Gałczyńskiego była Olga Lipińska, która liczne jego teksty wykorzystywała w swoim kabarecie.

Przypomnę kilka lirycznych wierszy pisanych przez poetę do żony Natalii.   

Najbardziej znany to oczywiście:


Natalia

Rozmowa liryczna

Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.


Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.








* * * 

Już kocham cię tyle lat
na przemian w mroku i w śpiewie,
może to już jest osiem lat,
a może dziewięć - nie wiem;

Splątało się, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja,
już nie wiem - i myślę w pół drogi,
że tyś jest rewolta i klęska, i mgła,
a ja to twe rzęsy i loki






* * *

Pyłem księżycowym być na twoich stopach,
wiatrem przy twej wstążce, mlekiem w twoim kubku,
papierosem w ustach, ścieżką pośród chabrów,
ławką gdzie spoczywasz, książką, którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką, otoczyć jak przestwór,
być porami roku dla twych drogich oczu
i ogniem w kominku, i dachem co chroni
przed deszczem




                           

                                        








* * *
pokochałem ciebie w noc błękitną,
w noc grającą, w noc bezkresną.
Jak od lamp, od serc było widno,
gdyś westchnęła, kiedym westchnął.

pokochałem ciebie i boso,
i w koronie, i o świcie, i nocą.
jeśli tedy kiedyś mi powiesz:

Po coś, miły, tak bardzo pokochał?

Powiem: Spytaj się wiatru w dąbrowie,
czemu nagle upadnie z wysoka
i obleci całą dąbrowę,
szuka, szuka: gdzie jagody głogowe? 










* * *
Gdybyś mnie kiedyś miała przestać kochać,
nie mów mi tego. 
Bóg tego także nie czyni.
Gdy ma zesłać zarazę i głód, 

On ciągle się śmieje z wysoka,
choć dobrze wie, że oazy przemieni w pustynię.


Ildefons Gałczyński – Dzika Róża




Za Dzikiej Róży zapachem idź
na zawsze upojony wśród dróg -
będzie cię wiódł jak czarodziejski flet
i będziesz szedł, i będziesz szedł,
aż zobaczysz furtkę i próg.

Dla Dzikiej Róży najcięższe znieś
i dla niej nawiewaj modre sny.
Jeszcze trochę. Jeszcze parę zbóż.
I te olchy. Widzisz. I już -
będzie: wieczór, gwiazdy i łzy.

O Dzikiej Róży droga śpiewa pieśń
i śmieje się, złoty znacząc ślad.
Dzika Różo! Świecisz przez mrok.
Dzika Różo! Słyszysz mój krok?
Idę - twój zakochany wiatr.

poniedziałek, 18 marca 2019

Czesław Miłosz - "Ale książki"

Karen Holmes

Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże, jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem w jesieni,

I dotykane, pieszczone trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy - mówiły, nawet  kiedy
wydzierano z nich karty .
Albo litery zlizywał buzujący płomień,

O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.

Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie. 
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone, 
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.

Słonimski Antoni - Noc nad książką

Tomasz Sętowski – Romeo i Julia

 Noc miłosne do uszu szeptała sekreta,
Kiedy drżąca, wzruszona z pięknych ust Romea
Pierwsze pocałowanie swe miłosne wzięła
Ledwie trzynaście wiosen licząca Julietta.

Noc swe czarne, gwieździste namioty rozpięła,
Gdy z werońskiej dzieweczki wykwitła kobieta...
Nie plamiła ciemności zaranna planeta,
Gdy w ramionach królewskich Sulamit tonęła.

Noc jest porą miłości i błysku rapiera.
O nocy, w aragońskich ogrodach pachnąca...
Gdy do nóg do Juana upadła Elwira,

We łzach słodkiej miłości i żalu tonąca.
Już lampa gaśnie... Książkę zamykam Szekspira..

O nocy... nocy pusta, samotnie płynąca.

niedziela, 17 marca 2019

Jan Brzechwa - Bezpotomność


Jestem sam założycielem mego rodu
I na mnie ten ród wygaśnie;
Nie dbałem o męskiego potomka za młodu,
A może syn mi przydałby się właśnie?

Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska?
Kto puści honoraria za pisma zebrane?
Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska,
Że bez potomka zostanę.

Ale zaraz myśl inna starość mi umila,
Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci,
Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla,
Grafomana lub syjamskich braci?

I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł?
Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd,
Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus
Albo zwykły chuligan typu "Made in Poland".

Mówię tak, bo znam życie. Jabłko od jabłoni
Pada dzisiaj daleko, więc już się nie łudzę.
Sam potrafię roztrwonić to, co syn by strwonił.
Wolę mieć raczej wnuczki.
Oczywiście - cudze.

sobota, 16 marca 2019

Jan Brzechwa - Do podlotka


Masz dopiero szesnaście lat,
A ja przeszło trzy razy więcej,
Co powiedziałby na to świat,
Gdybym teraz twą miłość skradł
I twe głupie serce dziewczęce?

Ale wie o tym każde z nas,
Że różnica wieku się zmniejsza,
Że gdy jakiś upłynie czas,
Ja dla ciebie będę w sam raz
I ty zrobisz się stateczniejsza.

Mam na włosach siwizny śnieg,
Spiesz się, prędzej swe włosy ośnież,
Goń mój, goń mój podeszły wiek,
A ja pilnie będę cię strzegł,
Będę czekał, kiedy wyrośniesz.

piątek, 15 marca 2019






Wiersze Jana Twardowskiego

to jak sam mówił -  

"poetycki pamiętnik notujący spostrzeżenia, przeżycia,refleksje,
wspomnienia, 
trochę jak listy do najbliższych lub zwierzenia. "










Gdy opuszczał ze łzami w oczach swoją pierwszą wiejską parafię w Żbikowie napisał bardzo osobisty wiersz :

* * * * * * * * * * * * ** * * * * * * *

Pożegnać wikariatkę na niewielkim piętrze
zabrać Biblię w tłumoczek kazania gorętsze
a sad sobie zostanie z gęsiami i płotem
strasząc konie proboszcza kasztanów bełkotem

Niechaj memu następcy kwiatem w brewiarz spada

wart bo lepszy ode mnie i mądrzej spowiada
Jeszcze skryję się w kościół . Nie chciej tu mnie widzieć,
bo ksiądz płacząc sam siebie jak grzechu się wstydzi


Tylko spojrzeć. Ten święty z pospolitą głową
jakieś śmieszne serduszko z wstążeczką różową
spośród wotów świecące jak żuczek z ukrycia
w czas co na usługach i śmierci i życia


Pora odejść. Nie płoszyć myszy i pacierzy
patronów dobrej sławy złej sowy na wieży
Pora odejść żal tając jak iskry niezgasłe
że mnie ze wsi zabrali by pokrzywdzić miastem


Tak smutno psy porzucać. Tak zapomnieć trudno
wodę w stawie mierzoną złocistą sekundą
las z dzięciołem
kukułkę uczącą się w gęstwinie


jak śmiesznie jest powtarzać tylko własne imię
przybłędę co na rzece wywrócił się z łódką
i spoczywa pod krzyżem krzywym z niezabudką


Żal szkoły dzieci w ławkach woźnej z pękiem kluczy
chociaż lepiej że przyjdzie tu ktoś inny po mnie
stopnie gorsze postawi lecz czegoś nauczy


Żal kulawych i głuchych chorego w szpitalu
bardzo dawnej paniusi w przed powstańczym szalu
przygotowań do wilii smutnej oczywiście
gdy opłatek od matki drży na poczcie w liście


Jeszcze tu kiedyś wrócę. Nocą po kryjomu
wiersz o świętej Teresce dokończyć w tym domu
Po cmentarzu pobłądzę. Ty dłońmi dobrymi
przebacz wszystko. Pochowaj między najgorszymi.

środa, 13 marca 2019

POEZJA SOCREALIZMU - część 2

Powstał też nowy gatunek propagandowych pieśni masowych wychwalających przywódców i osiągnięcia socjalistycznego państwa. Śpiewała je młodzież  w całym kraju. Najbardziej popularne to
- "Tysiące rąk,miliony rąk", "To idzie młodość - "Na prawo most na lewo most",
" O Nowej to Hucie piosenka".
Część mojego pokolenia  wspomina je mimo wszystko z lekkim sentymentem, bo były to piosenki naszego dzieciństwa i wczesnej młodości.


Przypomnę jedną z nich, bardzo znaną, śpiewaną na wycieczkach, pochodach: 

Tysiące rąk, miliony rąk.

Tysiące rąk, miliony rąk,

a serce bije jedno.
Wzniesiemy dom: ludową Rzecz
słoneczną, niepodległą!

Wesoły marsz, milionów krok

uderza wspólnym rytmem.
Budować świat, promienny świat –
zadanie to zaszczytne!

Z nami słońce i drzewa w pochodzie

maszerują przez miasto i wieś.
Niech w szeregi jednoczy się młodzież,
niechaj praca nas łączy i pieśń!
Niech w szeregi jednoczy się młodzież,
niechaj praca nas łączy i pieśń!

Marzenia lat uskrzydlą nas,

szeregów nikt nie zliczy.
Wzniesiemy gmach, słoneczny gmach,
my – szczęścia przodownicy!

Rozkwita kraj, rozkwita w krąg

i dnie wiosenne biegną.
Tysiące rąk, miliony rąk,
a serce bije jedno!

Z nami słońce i drzewa w pochodzie

maszerują przez miasto i wieś.
Niech w szeregi jednoczy się młodzież,
niechaj praca nas łączy i pieśń!
Niech w szeregi jednoczy się młodzież,
niechaj praca nas łączy i pieśń! 

Autor tekstu: Krzysztof Gruszczyński 


Kompozytor: Edward Olearczyk





wtorek, 12 marca 2019

POEZJA SOCREALIZMU

Państwowe święta socjalizmu – to święta mojego pokolenia. 
Źle mi się kojarzą - przymusowy udział w pochodach i akademiach, 
sankcje w szkole, na studiach i w pracy za nieobecność...... 

Komuna właziła z butami we wszystkie sfery naszego życia i zmuszała do służalczości. 
Nie oparli się jej poeci. 
Dla wielu z nich odrobienie okolicznościowej "pańszczyzny" socrealistycznej było ceną, którą opłacali za pozostawienie ich w spokoju i możliwość wydawania swojej poezji. 
Powstał nowy nurt - poezji socrealistycznej. 

/ Jeden z niewielu Zbigniew Herbert   nie  dołączył do owego. nowego, komunistycznego pisarskiego nurtu -  chował swoją poezję do szuflady i klepał biedę /


Poezja ta nas dzisiaj śmieszy i wywołuje drwinę. 
Ale nie powinno się jej lekceważyć, bo przypomina nam najgorsze lata zniewolenia naszego kraju. 
W tamtych czasach odnosiła spore sukcesy na niwie propagandowej.


Nie wiem, czy powinniśmy o niej zapomnieć, czy pamiętać?



Władysław Broniewski - Pierwszy maja

Temat? – jak rzeka. Miejsce? – świat.
Cel? – szczęście. Wróg? – kapitalizm.
Myśmy widzieli świat spoza krat,
kraty pękły od młota ze stali.

My pójdziemy Pierwszego Maja
ulicami stolic świata,
my za ręce będziemy się trzymali,
my każdego przyjmiemy jak brata...

Każdego? – nie!
bo jest gniew,
bo są banki, kajdany, trony...
Nasz sztandar?... Jego kolor czerwony,
"bo na nim robotników krew".

Myśmy szli, raczej nasi ojcowie
(ileż to lat?...)
w Warszawie, w Łodzi i w Żyrardowie
myśmy szli na Pierwszego Maja
jak na bój!

Trony, banki się jeszcze trzymają.
Trzymaj sztandar,
bo twój.
Był rok Piąty, był Siedemnasty,
błysnął Petersburg: natchnienie-miasto,
była dokoła wroga banda,
błyszczał Październik: sztandar!

Ten sam sztandar szumiał nad Madrytem,
pieśń szumiała tym samym rytmem,
na placu Grzybowskim, jak dziś pod Grammos,
w sercach i w pieśni było to samo.

Nie będzie tronów, nie będzie banków,
złamiemy fronty Kuomintangu,
nie będzie City i Wall Street,
błyśnie wolności świt!

Pokój, pokój, pokój narodom,
braterstwo dla wszystkich ras,
w przyszłość – pierwszomajowym pochodem,
wyżej sztandarów las!

Młot, kielnia, młotek, kilof i pióro,
pług za traktorem, mosty w dal.
I ty tam pójdziesz literaturo:
słowo – stal.
Pięćdziesiąt osiem lat
liczy Pierwszy Maj.
Towarzyszu, masz zdobyć świat.
W trudzie trwaj




"Marsz"
J. Brzechwa


Bije godzina niezapomniana
zakręt historii - druga zmiana
Trzeba zwycięstwu drogę torować,
Marsz rozpoczęty, Partio prowadź!...

Chowa spekulant worki w sklepie,
Kołtun z trwogi pacierze klepie...
Wiedźmy po domach straszą dzieci,
Masła nie ma, wzięli "Sowieci"...

Pasibrzuch wiejski chłopów judzi
Na Sybir będą wywozić ludzi
Żyje, mąci, knowa podziemie,
Walka trwa dalej, wróg nie drzemie,

Kto nie z nami, będzie z nami,
Kto przeciw nam - piła go złamie!

Który tam? Z drogi. Partia kroczy,
Twoja partia ludu roboczy
Wspólnie pracować, wspólnie budować
maszerować! Partio, prowadź!



Wisława Szymborska

* * * *
Nienawidzą naszego węgla.
Nienawidzą naszych cegieł i przędzy.
Nienawidzą tego,co już jest
Nienawidzą wszystkiego,co będzie.

Naszych okien i kwiatów w oknach
Naszych lasów i ciszy leśnej
Nawet wiosny,bo to nasza wiosna
Nawet szkoły z wesołymi dziećmi

Rozpruli atom jak pancerną kasę
lecz nic prócz strachu nie znaleźli w kasie
O, gdyby mogli, gdyby mogli tym strachem
uderzyć w domy i fabryki nasze. 





JulianTuwim. 

* * * *
Na małej stacji, w wiosce Poronin,
Gdzie pociąg stanął przy zgrzycie szyn,
Wysiadł z wagonu ojciec, a po nim
Raźno na peron wyskoczył syn.

Wyszli na drogę, wesoło idąc,
Przez kładkę przeszli na drugi brzeg.
Ojciec przystanął, spojrzał na syna,
Pomyślał chwilę i tak mu rzekł:

Tu na tej ziemi, dawno już temu,
Za moich młodych dziecinnych lat
Chodził po świecie człowiek, któremu
Nową epokę zawdzięcza świat.

Wiesz o kim mówię?
Wiem, o Leninie
Czy tutaj mieszkał?
Czy tutaj śnił?
Tak na tej ziemi, tu w Poroninie
Przed żandarmami Cara się krył.

Potem umilkli i w zamyśleniu
W wielkim skupieniu gdzieś dalej szli,
Tą samą ścieżką, po której Lenin
Być może chodził za tamtych dni




Konstanty Ildefons Gałczyński

Lekcja bolszewicka 


Gdy cel człowieka przerasta,
to go przerasta i dzieło
i światłem przez pokolenia
dzieło świeci jak gwiazda

Cel jest: komunizm i naród,
w pogodę i podczas burzy
i wielki jest każdy człowiek
co wielkiemu celowi służy.

Wielkie są siły przyrody,
lecz nie zmierzone - człowieka.
I społeczeństwo i morze
ludzkiej woli podlega.

Kto umie z siebie jak słońce
ziemi dać światłość wszystką,
ten właśnie jest bolszewikiem,
ten właśnie jest komunistą.

to są przyjazne ręce,
to odsiecz w najgorszej biedzie,
najwyższy rodzaj człowieka,
człowieka co nie zawiedzie.



Czesław Miłosz 1950


KTÓRY SKRZYWDZIŁEŚ


Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta ...



sobota, 9 marca 2019

Dalaj Lama

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska- Kto chce bym go kochała / Złote myśli kobiety

Ivana Besevic


Kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury
i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry.

Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce
i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce.


I musi też umieć ziewać, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą,
gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą.

Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka kuka
lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powłokę buka.

Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić,
i śmiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści,

i nie wiedzieć nic, jak ja nie wiem,
i milczeć w rozkosznej ciemności,
i być daleki od dobra i równie daleki od złości.




Złote myśli kobiety              
Irina Karkabi


Zalotność jest pachnąca i różowa,
a mądrość żółta i sucha.

Wolałabym, by mnie Mickiewicz chciał całować,
niż by mnie chciał słuchać.

Jeśli Serafinowie, Potęgi i Trony
nie patrzą na kobietę męskimi oczyma,
nie warto iść do nieba po gościńcu stromym:
nic tam nie ma.

Niechaj śmierć mi nie będzie niewiastą w całunach,
lecz mężczyzną o bujnych ramionach;
a pęknę w jego ręku jak dzwoniąca struna
roześmiana i rozmarzona.

Życie zaś niech mnie niesie ku złotej Cyterze
na tęsknym, rozkołysanym okręcie:
chcę na pokładzie bezsilnie leżeć
w nie kończącym się święcie...