Archiwum bloga

niedziela, 30 października 2022

Antoni Słonimski - LISTOPAD

 




Listopad złotem liści już park przyozdobił,
szeleszczą pod nogami - opadają z drzewa.
Jesteśmy jak te liście, które z kraju mogił
wicher dziejów po świecie dalekim rozwiewa.


Zawodzi wiatr jesienny, łka między drzewami
pieśnią smętną, nużącą dla obcego ucha.
Naszą mową, to znaczy mową tych, co łzami
wśród grobów pozdrawiają ducha.

Kto tęskni do umarłych, żywych opłakuje
i kogo przyjaciele odeszli rówieśni,
ten tylko w płaczu wiatrów jesiennych zgaduje
melodię polskich wierszy, smutek polskiej pieśni.

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 

Halina Birenbaum - jesteśmy jak kwiaty

 


jesteśmy na tym świecie jak kwiaty
delikatne lub mniej wrażliwe
trwałe bardziej czy mniej – jednak wszystkie
jednorazowe i przemijające..

.
jesteśmy liczni różnorodni wieczni jak gdyby
wzrastamy rozwijamy się rozprzestrzeniamy – kwitniemy
wiele światła potrzebujemy aby żyć
i niezliczoną ilość innych rzeczy
ale i to nie pomaga – 


przychodzi czas a wysychamy...
więdniemy uchodzimy z tego świata zanikamy
powoli osobno ze swego krajobrazu wypadamy
uchodząc naszym bliskim (a może i wrogom?)
sprawiamy ból, 
brak niezastąpiony


bez nas oni także zmieniają się do krajobrazu mniej pasują
tęsknią – nie dostosowują się


sadzi się inne kwiaty – ale zapach i obraz
tych które znikły lecz w pamięci zostały
nie wraca
smutno bez nich – i ludzie płaczą
płaczą nawet gdy milczą, szukają wspominają

piątek, 28 października 2022

Stanisław Barańczak - Przysłowiowa bawełna



Przysłowiowa bawełna
miała służyć — powiedzmy sobie szczerze, bez
owijania w nią — głównie
do tego, aby w nią
niczego
nie owijać,

w chwili obecnej
należy do rzędu tekstyliów szczególnie modnych i poszukiwanych,
aczkolwiek
(powiedzmy sobie szczerze)
kurczy się w praniu
mózgów, 



choć kłamstwo ma krótkie nogi, to i tak
wystają
spod przysłowiowej bawełny na dobry kilometr,
kiedy kłamstwo próbuje się skromnie ukryć pod
różowym płaszczykiem
bawełnianego języka

Stanisław Barańczak

środa, 26 października 2022

Dorota Stalińska,

 





Aktorka Dorota Stalińska: Dorota Janina Stalińska (ur. 1 czerwca 1953 w Gdańsku) – polska aktorka teatralna i filmowa,
 
- Jestem aktorką, ponieważ zawsze być nią chciałam.
- Śpiewam piosenki, ponieważ zawsze śpiewać je chciałam.
- Walczę uparcie z wszystkimi problemami, ponieważ nie chcę ich mieć i nigdy mieć nie chciałam.
- Wychowuję sama swojego syna, ponieważ bez względu na wszystko bardzo go mieć chciałam.
- A zatem uznawana jestem za osobę silną, bardzo silną.
- I bardzo dobrze!

We wstępie do jednego ze swoich poetyckich tomików napisała: 

- "Nigdy nie pokazywałam swoich łez. Całe życie płynęły cicho i w ukryciu. Całe życie... całe życie... całe życie szukałam tej "obiecanej", gorącej, prawdziwej i głębokiej miłości. Jedynym - jak na razie - owocem tych poszukiwań są moje wiersze" 


W załączeniu trzy wybrane wiersze z tomików; .Pożyczone natchnienie, Niewierny czas i Agape.

Na pewno


Codziennie wkładasz najpiękniejszą twarz,
godziny trwoniąc swe przed lustrem.
Codziennie ścinasz najpiękniejszy kwiat,
na stole stawiasz uroczyście.

Codziennie czekasz wierząc, że to dziś,
że dzisiaj, dzisiaj już na pewno!
On przyjdzie...i doceni trud,
nim twarz odpadnie, a kwiaty zwiędną.


Credo

Moje credo to bezmiłość
beztęsknota, bezczekanie.
Moje credo to niewiara,
niepewność, niezaufanie.

Moje credo to chwila,
jedna chwila nie więcej.
Moje credo to walka,
walka o życie codzienne.

Moje credo – niestety-
z twoim nie idzie w parze.
Moje credo – to prawda,
twoje – pozbawione jest marzeń.

Moje credo mimo wszystko
to uśmiech i wieczna pogoda.
Twoje credo to tylko,
to tylko, to tylko… w y g o d a. 


Czekanie

W tej ciszy
b e z g r a n i c z n e j
leżę wsłuchana w windy skrzyp.

I liczę –
ile pięter
pokonał właśnie z dołu dźwig.

Trzasnęły
drzwi na piętrze!
Zamieram cała – raz, dwa… trzy…

To pewnie
sąsiad lub sąsiadka.
A ja myślałam… że to ty!

wtorek, 25 października 2022

Tadeusz Śliwiak - * * * (zobacz jak zmalał nasz odległy dom), Powrót wojownika

 


* * * (zobacz jak zmalał nasz odległy dom)


zobacz jak zmalał nasz odległy dom
niewiele większy już od gdańskiej szafy
kiedy go weźmiesz na spytki - usłyszysz
jak skrzypi jego stare drewno
jak podłodze dokuczają dreszcze
w kredensach cicho brzęczą filigrany


szmery chowają się po kątach
zegary rozsypują swoje suche ziarna
i drażniąc wieczność
maszerują w miejscu
czy dostrzegasz nasze w tym domu dzieciństwo
głęboko utopione w lustrach?

Tadeusz Śliwiak




Powrót wojownika


Wyszła do ogrodu
zdjęła ze sznura
chłodne prześcieradło
wykrochmalone księżycowym światłem

Prześcieliła łóżko
- Teraz już leżą przy sobie
przykryci wojskowym płaszczem
Z sąsiedniej izby słychać jakieś kroki
- To jego buty,
wciąż jeszcze maszerują
po drewnianej podłodze

Tadeusz Śliwiak


poniedziałek, 24 października 2022

Rafał Wojaczek - Modlitwa szarego człowieka

Rafał Wojaczek /1945 - 1971/ - poeta buntu. Jego burzliwe  życie  naznaczone alkoholizmem, skandalami i zakończone samobójczą śmiercią, przyczyniło się do powstania mitu "poety przeklętego" 



Żeby mi wreszcie dano spokój i wytchnienie
Od wieców rewolucyj i bomb atomowych
żeby mi nie mówiono o jasnej przyszłości
żeby mi sztuczny księżyc nie zawracał głowy

Żeby mnie nie straszono perspektywą nowych
Horyzontów znaczonych nowymi łunami
Słońc wschodzących do oczu tak samo drapieżnie

Żeby afisze groźne nie nawoływały
Do pilnej służby gwoli Potędze Ojczyzny
Dla sprostania zadaniom o których mało wiem
Żeby mi nie kazano siebie doskonalić


Żeby nie nauczano Do szeregów Partii
Żeby nie wciągano i żebym w kolumnie
Jakiejkolwiek nie kroczył Najwyżej w procesji
Do ołtarza szynkwasu Żeby mnie nie bito
Podwyżkami cen mięsa albo opłat celnych

Żeby nie dbano o mój rozwój umysłowy
Żeby nie prowadzono na rocznice i
Do mojej biednej głowy sterty wielkich słów
Nie wsypywano po to bym z nich nie miał nic

Żeby mi pozwolono coś mieć Żeby Ciebie
Żeby chociaż na chwilę Sekundę zachwytu
Śmiercią co zza Twoich pleców będzie wyglądała
Żeby nie zabraniano zapomnieć o życiu

Rafał Wojaczek

CYTATY I AFORYZMY




niedziela, 23 października 2022

Kamil Norwid - Aerumnarum plenus

 

 Ceriez, Theodore (1832-1904).



AERUMNARUM PLENUS.

1.
Czemu mi smutno i czemu najsmutniej,
Mamże ci śpiewać ja, czy świat i czas?...
Oh, bo mi widnym strój tej wielkiej lutni,
W którą wplątany duch każdego z nas.


2.

I wiem, że każda radość tu ma drugę,
Poniżej siebie, przeciwradą łzę,
I wiem, że każdy byt ma swego sługę,
I wiem, że nieraz, błogosławiąc, klnę.

3.
Czemu mi smutno? — Bo nieradbym smucić,
Ani przed sobą kłamstwa rzucać cień,
By skryć, jak czego nie można odrzucić,
By uczcić, czego wyciąć trudno w pień.

4.
Więc to mi smutno, aż do kości smutno,
I to, że nie wiem, czy ten ludzi stek
Ma już tak zostać komedją okrutną,
I spać, i nucić, śpiąc: «T o  t a k i  w i e k !»
5.
Więc to mi smutno, i tak coraz gorzéj,
Aż odczłowiecza się i pierś i byt,
I nie wiem, czy już w akord się ułoży,
I nie wiem, czy już kiedy będę syt!...
6.
I nie wiem, czy już będę mógł nie wiedzieć,
Że coraz żywot mniej uczczony tu,
Że coraz łatwiej przychodzi powiedzieć,
Ze snu się budząc: «W r ó ć m y ż   znów do snu!»

1850.

sobota, 22 października 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


Reiner Kunze - O konieczności cenzury

Portret Borysa Pasternaka


Wyretuszować da się

wszystko

oprócz

negatywu

w nas


Reiner Kunze



Paul Géraldy - Szczęście (z cyklu Ty i Ja)

Peter Mitchev

Szczęście

A przecież mogliśmy się nie zobaczyć wcale!
Ukochana, za chwilę ci wszystko wyjaśnię,
jak długo się musiały ważyć Losu szale,
zanim myśmy pokochać się mogli - my właśnie.

"Myśmy się urodzili jedno dla drugiego" -
tak mówisz, ale pomyśl: jaka w tym zawiłość,
ile różnych przypadków i ile zabiegów
trzeba było, by stała się ta nasza miłość.

Zanim mogły się złączyć nasze błędne drogi,
zastanów się, jak żyliśmy samotnie w dali,
i że czas jest tak długi, świat wielki i srogi,
i trzeba było szczęścia, byśmy się spotkali.

Czyś nigdy nie myślała, ma przygodo cudna,
ileż to niebezpieczeństw na szczęście czyhało,
gdy dążąc przez świat drogą tajemną i trudną
ciążyły nasze serca ku sobie wytrwale.

Czy zdajesz sobie sprawę z niepewności szlaku,
który wiódł nas w ten wieczór cichy, najłaskawszy,
że straszył jakiś kaprys czy migrena jaka,
a mogliśmy rozminąć się wtedy na zawsze?

Paul Géraldy
przełożył Kazimierz Andrzej Jaworski

czwartek, 20 października 2022

Józef Baran - Prośba


nie śpieszcie się tak
małe

dzieciństwo wasze
z nie zatrzaśniętym jeszcze
wiekiem marzeń
niech się obłoczy w nieskończoność
 
nie rośnijcie tak prędko
zielone lata z nadzieją bez granic
kwitnące nie dla owocu
a dla samego kwitnienia
bo to jedyna poezja tego świata
 










życie samo powoli powoli
otworzy przed wami drzwi
za którymi wszystko okaże się
o niebo mniej doskonałe
niż to się wam wydawało
przez tajemniczo uchyloną szparę


Józef Baran


środa, 19 października 2022

Cytaty i aforyzmy.


Natan Tenenbaum - Listopad




 Żonie, w dalekiej podróży.


Jest czasem w listopadzie, miła, taka chwila
Kiedy się dzień jesienny łamie i przesila
Kiedy słońce wybucha nagłym, krótkim spazmem
Nim zapadnie w kulisy stalowo-żelazne
I tylko na obrzeżu ciemnej, chmurnej ściany
Goreje żar nieziemski, dziwny, poszarpany
Zda się — w swojski krajobraz zmienia obcy teren
Jak pod ręką owego Tylmana z Gameren
Który, choć z ziemi obcej, obcej uczeń szkoły
Stawiał Polsce pałace, zamki i kościoły
I dzisiaj, gdy chcę uciec od kłótni i sporów
myśląc o kraju — widzę Łańcut i Nieborów


 
...Stare dęby jesiennym pożarem się złocą
Znów kolejną dekadę kurant mi wydzwania
Wracają do mnie ciągle te same pytania
Powracają pytania ze zdwojoną mocą
Pytam siebie — bo kogóż — gdy dzień gaśnie s blaskach
Czemu smutny Pan Jezus na świętych obrazkach?
Polskość — czy to choroba, przekleństwo, czy łaska?
Dlaczego się nie lubią dawni przyjaciele
Czy wolności za mało ludziom? ...Czy za wiele?
Kto nam znów myśli mąci i słowa koślawi?
Czemu krzyżyk na piersi a w piersi nienawiść?
Czy kadzidło człowieka do Boga przybliża?
Czy starczy w Polsce Żydów, by rozpiąć na krzyżach?
Jak mam nazwać tę otchłań — niżej dna rozpaczy?
Czy, w godzinie ostatniej, człek Bogu przebaczy?
Kiedy przyjdzie ta chwila? ...I co będzie później?
Dlaczego — zamiast wierzyć — wątpię? Czemu bluźnię?
 
...Jest, miła, w listopadzie czasem taka chwila
Gdy wiatr liście jesienne rozrzuca w badylach
Wiatr zamorski, zaduszny wiatr z Polski mnie dopadł
Gdy za oknem november, a w sercu listopad
 
Sztokholm, 2 listopada 1990

Tadeusz Różewicz - Dlaczego piszę?








 Dlaczego piszę?

czasem "życie" zasłania
To
co jest większe od życia

Czasem góry zasłaniają
To
co jest za górami

trzeba więc przesunąć góry
ale ja nie mam potrzebnych
środków technicznych
ani siły
ani wiary
która przenosi góry


więc nie zobaczę tego
nigdy
wiem o tym
i dlatego
piszę

Tadeusz Różewicz

wtorek, 18 października 2022

Tadeusz Różewicz - Zawód literat

 

widzę i opisuję
to jest epika
powieść opowieść

czuję i opisuję
to jest liryka
poezja

myślę i opisuję
to jest filozofia
poezja "dydaktyczna"



czuję widzę myślę
i muszę To opisać
to jest natchnienie 
 

poprawianie i czytanie
milczenie i wściekłość
odczytywanie
to jest właśnie "zawód"
pisarza poety i
literata


Tadeusz Różewicz

poniedziałek, 17 października 2022

Erich Fried - Nabożny sposób myślenia

 




 Istnieją prawdy

potrafiące kłamać

jak żadne kłamstwo


Istnieje myślenie

spragnione

tylko takich

prawd


Im bardziej pokrętny świat

tym prostsze

staje się

takie myślenie


tłum. Anna Maja Misiak


sobota, 15 października 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.



 

Julian Tuwim - Siódma jesień




Siódma jesień

Przyszła ciszą miłosierna ksieni:
Siódma jesień — najzłotsza, najsłodsza
Z wszystkich złotych i słodkich jesieni.

Moja jedna — jedyna — kochana!

Przyszła ciszą — drogą długich cieni,
Naszych cieni od dawnych jesieni,
I wszeptała się w nas zadumana...
Moja jedna — jedyna — kochana!

Tyś ta sama — o siedem lat młodsza,
Prześwietlona, wypatrzona wzrokiem,
Smętniejącym w życiu z każdym rokiem
I stęsknionym tej świętej jesieni,

Co na zawsze się w duszę wpromieni!...

No i przyszła — najsłodsza, najzłotsza,
Przyszła ciszą — drogą naszych cieni...
Jeno patrzeć — a park się rozszumi,
Moja jedna — jedyna — kochana!

Jeno patrzeć — a lata dziecięce,
Moja jedna — jedyna — kochana,
Zaniemówią w nas szczęściem i trwogą
I wzruszeniem nam głos się przytłumi,
I ściśniemy po raz pierwszy ręce,
Co już nigdy się żegnać nie mogą!
I znów, drżeniem sprzed lat wzruszeni,

Rozwiośnimy się w pierwszej jesieni,
Moja jedna — jedyna — kochana,
Zawsze tamta i zawsze ta sama,
Z mojej pierwszej i siódmej jesieni!

Julian Tuwim 

Krzysztof Kolberger recytuje:


piątek, 14 października 2022

WISŁAWA SZYMBORSKA - Koniec i początek


Po każ­dej woj­nie
ktoś musi po­sprzą­tać
Jaki taki po­rzą­dek
sam się prze­cież nie zro­bi.

Ktoś musi ze­pchnąć gru­zy
na po­bo­cza dróg,
żeby mo­gły prze­je­chać
wozy peł­ne tru­pów.

Ktoś musi grzę­znąć
w szla­mie i po­pie­le,
sprę­ży­nach ka­nap,
drza­zgach szkła
i krwa­wych szma­tach.


Ktoś musi przy­wlec bel­kę
do pod­par­cia ścia­ny,
ktoś oszklić okno
i osa­dzić drzwi na za­wia­sach.

Fo­to­ge­nicz­ne to nie jest
i wy­ma­ga lat.
Wszyst­kie ka­me­ry wy­je­cha­ły już
na inną woj­nę.

Mo­sty trze­ba z po­wro­tem
i dwor­ce na nowo.
W strzę­pach będą rę­ka­wy
od za­ka­sy­wa­nia.

Ktoś z mio­tłą w rę­kach
wspo­mi­na jesz­cze jak było.
Ktoś słu­cha
przy­ta­ku­je nie urwa­ną gło­wą.

Ale już w ich po­bli­żu
za­czną krę­cić się tacy,
któ­rych to bę­dzie nu­dzić.

Ktoś cza­sem jesz­cze
wy­ko­pie spod krza­ka
prze­żar­te rdzą ar­gu­men­ty
i po­prze­no­si je na stos od­pad­ków.

Ci, co wie­dzie­li
o co tu­taj szło,
mu­szą ustą­pić miej­sca tym,
co wie­dzą mało.
I mniej niż mało.
I wresz­cie tyle co nic.

W tra­wie, któ­ra po­ro­sła
przy­czy­ny i skut­ki,
musi ktoś so­bie le­żeć
z kło­sem w zę­bach
i ga­pić się na chmu­ry.


Andrzej Waligórski - Bawiąc uczyć

Drogą okólną, niepozorną
Ktoś się podkrada jak padalczyk:
To tatuś niesie album porno,
Co mu pożyczył pan Kowalczyk!


To tatuś porno w dom przemyca,
A nie chcąc mamie wpaść do rączek,
Od tyłu, od ogródka kica
Jakby króliczek lub zajączek!

Kica po grządce i po skwerku,
I strach, i zachwyt ma na licu,
Czasem w ten album zerku - zerku,
A potem dalej kicu - kicu!

rys. Maja Berezowska




Album jest piękny i wesoły,
Różne w nim rzeczy są podane,
Na przykład są dwie panie gole,
Które się bawią w panią z panem!

Aż się tatkowi uszki pocą
Aż rączki w podnieceniu ściska...
W swoim łóżeczku, późną nocą,
Obejrzy to dokładnie z bliska.


Lecz jaki chytrus bywa z tatki!
Zanim się weźmie za czytanie -
Wsadzi ten album do okładki
Z książki uczonej niesłychanie,


Żeby mieć haka na mamusię,
Kiedy się zbudzi nieprzytomnie
I spyta: - Co ty czytasz, Niusiek?
To on odpowie: - Ekonomię...!

I zacznie dukać różne słowa,
Takie jak: - Procent, strajk, recesja,
Rentowność, wartość dodatkowa,
Polucja... O pardons, progresja...

Noc płynie... Gdzieś tam sowa huczy...
Czasami wiatr przez szpary gwiźnie...
Nasz tatko się i seksu uczy,
I ekonomii przy tym liźnie,

I grzeje sobie w łóżku kości,
Zamiast się gdzieś po knajpach włóczyć.
Tak wzrasta poziom świadomości,
I o to chodzi:
Bawiąc - uczyć!

środa, 12 października 2022

Anna Kamieńska - Godność milczenia

 


Jeżeli nie będziesz umiał milczeć,
nie będziesz umiał usłyszeć tego, co przemilczane.

Autor: Ewa Sonnenberg,


Godność milczenia   

Nieufność gorsza od nienawiści

i uścisk ręki gorszy od odmowy podania ręki

i grzeczność która mogłaby być przyjaźnią

i wyniosłość obca wielkim ludziom

słowa wyszukane zamiast głosu sumienia

i przemilczenie bo straciło godność milczenia


Anna Kamieńska

Barbara Gruszka-Zych - Kwaśna wnuczka

 
Ancher Anna


                                    Kwaśna wnuczka
płacze za drzwiami
tu wiszą plecy babci w granatowym fartuchu
w białe kropki mrówek
ciągle przez nie zjadane

nie da się przytulić


zlizuje z łyżeczek powidła
teraz grzeją
przecież ona je grzała na piecu godzinami
 


miąższ jabłek śliwek dyni
mięso ogrodu
zamknięte przez nią w słoikach
nie psuje się jak jej ręka
 
była gruba jak beczka
do kiszenia kapusty
potem schudły jej nawet usta
i wszystko był kwaśne nawet wnuczka
 
ta łopatka mniejsza niż na cmentarzu
idzie nią uklepać
rozsypaną
w piaskownicy babkę
 
na jedno oko widziała mgłę
teraz za mgłą
chodzi po kuchni i przedpokoju
tłucze garnkami
 
sama się stłukła
 
trochę włosów
w jej gęstym grzebieniu
jakby podczas czesania straciła głowę
 
rano i wieczorem do kościoła
zamiast w podróż zagraniczną
teraz ją tu przynieśli
 
z zagranicy

poniedziałek, 10 października 2022

Maria Pawlikowska- Jasnorzewska - Wagi

 


Maria Pawlikowska Jasnorzewska



Nierówne wagi - nierówność trwa -
Przeważa zło...


Nie o piękniejszy i lepszy świat,
Nie o renesans na gruzach strat,
W blasku, jakiego ziemia nie pamięta -

Lecz choć o to prawo nad prawem,
Tyleż groźne, co i łaskawe -



O dawną równowagę i dobra, i zła,
Prosimy cię, niebo krwawe,
Prosimy cię, ero nasza niepojęta!


Maria Pawlikowska Jasnorzewska.