Archiwum bloga

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Jonasz Kofta - Jak pięknie by mogło być

Jak pięknie by mogło być
Na ziemi wiecznie zielonej
Wystarczy wiedzieć, gdzie wstaje świt
I pójść, i pójść w tę stronę
Wśród szczęku broni, zgiełku spraw
Krzyczą Kasandry wszystko wiedzące:


Tu mądrość świata na nic się zda
Tu trzeba umieć spojrzeć w słońce
Jak pięknie by mogło być
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią
Jak pięknie by mogło być
Bo przecież jesteśmy ludźmi
Jest sen zbyt straszny, aby go śnić
Obudźmy się, obudźmy!
Wśród krwi, pożogi toczy się gra
Codziennie jest Sąd Ostateczny
Tu mądrość świata na nic się zda
Musimy znów stać się dziećmi
Jak pięknie by mogło być
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią
Jak pięknie by mogło być…
Przecież tak dobre jest życie

sobota, 29 stycznia 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


Leopold Staff, Ludmiła Marjańska. - Most / Tylko ten most /

"TYLKO  TEN  MOST"  i "MOST" -  wzajemnie się uzupełniające  wiersze, pisane w różnych czasach,  wydawałoby się podobne a jednak różne -   : Ludmiły Marjańskiej, prawie współczesnej  nam poetki  i Leopolda Staffa  poety  trzech epok literatury i poezji polskiej  - 

Tylko ten most 


Obraz Lucyny 

  


Tylko ten most zawieszony
między pierwszą a drugą sekundą
między pierwszym a ostatnim krzykiem
między ziemią a niebem
ogniem i wodą
jawą i snem
ten most tylko
przejść

Ludmiła Marjańska




MOST

 
Nie wierzyłem
Stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i rwista,
Że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
Powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl
I ciężko jak słoń,
Szedłem pewnie jak tancerz
I chwiejnie jak ślepiec.
Nie wierzyłem, że przejdę ten most,
I gdy stoję już na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem.

Leipold Staff. 

piątek, 28 stycznia 2022

Tadeusz Różewicz - MUR


Mur
(poemat otwarty, część IV)

Przez ten mur który
budowaliśmy razem
z dnia na dzień
dorzucając słowo
do milczenia
przez ten mur
przebić się nie możemy

zamurowani
własnymi rękami
umieramy z pragnienia
słyszymy jak obok
porusza się to drugie

słyszymy westchnienia
wzywamy pomocy
nawet łzy uciekają
w głąb naszych ciał

Tadeusz Różewicz

czwartek, 27 stycznia 2022

Voltaire - Utrapienia miłosne

Voltaire / pol. Wolter / ur. w Paryzu  1694 – zm. 1778 / pisarz epoki oświecenia – filozof, historyk. Krytykował religie objawione, głównie Kościół.

Utrapienia miłosne

Waszmoście, ależ z was bałwany!
Za sprawą miłosnego licha,
Z początku każdy zestrachany,
Potrafi jeno łzawo wzdychać.

Wyznaje wreszcie, co go nęka,
Ona się dąsa, on wciąż swoje,
Jakaż to nuda, co za męka,
Owe sercowe niepokoje!


mal.Jean Antoine Watteau


Wreszcie wzajemność - i tym gorzej,
Teraz dopiero ambarasy,
Bo pani często nie w humorze,
Z rodzinką też niejakie kwasy...

Aha, wszak pozostaje honor,
Honor - radości przeciwieństwo,
I spory - kogo zwyciężono,
Kto komu przyznać ma zwycięstwo!


Zjawia się rywal - znowu bieda,
Wnet popłoch w sercu załomoce,
I zazdrość kąsa, zasnąć nie da,
I niespokojne dni i noce.

Zmoże oboje gra i zwada,
Chcą pocałunku, w nim ucieczki,
Lecz żar zgasł, niesmak się zakrada –
Czyliż gra cała warta świeczki?

Voltaire


przełożyła Jadwiga Dackiewicz

środa, 26 stycznia 2022

Juliusz Słowacki - Hymn

Bardzo smutny, jeden z najpiękniejszych wierszy Juliusza Słowackiego znany nam z lat szkolnych.....zamieszczany już kiedyś przeze mnie ....... nie mogę się jednak oprzeć  by  w tych ciężkich, smutnych czasach......, umierających tysiącami naszych bliskich,  niepewnej przyszłości, tęsknoty do przeszłości, dawnej i niedawnej, takiej jaką każdy ma w swojej pamięci  nie wyrazić swoich uczuć podobnie jak Słowacki - jego słowami  " Smutno mi Boże"   


Smutno mi, Boże! – Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
 Gwiazdę ognistą…
Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze,
 
  Smutno mi, Boże!

Jak puste kłosy z podniesioną głową
Stoję rozkoszy próżen i dosytu…
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
 Ciszę błękitu.
Ale przed Tobą głąb serca otworzę,
 

 Smutno mi, Boże!





Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
 Ostatnie błyski…
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
 

 Smutno mi, Boże!

Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
 

 Smutno mi, Boże!

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
 

 Smutno mi, Boże!

Ty będziesz widział moje białe kości
W straż nie oddane kolumnowym czołom;
Alem jest jako człowiek, co zazdrości
Mogił popiołom…
Więc że mieć będę niespokojne łoże,
  

Smutno mi, Boże!

Kazano w kraju niewinnej dziecinie
Modlić się za mnie co dzień… a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
 Płynąc po świecie…
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
 

 Smutno mi, Boże!

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w niebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
 Patrzący – marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
 

 Smutno mi, Boże!


wtorek, 25 stycznia 2022

Juliusz Słowacki - Już północ



Już północ – cień ponury pół świata okrywa,
A jeszcze serce zmysłom spoczynku nie daje,
Myśl za minionym szczęściem gonić nie przestaje,
Westchnienie po westchnieniu z piersi się wyrywa.

A choć znużone ciało we śnie odpoczywa,
To myśl znów ulatuje w snów i marzeń kraje,
Goni za marą, której szczęściu niedostaje,
A dusza przez sen nawet drugiej duszy wzywa.

Jest kwiat, co się otwiera pośród nocy cienia
I spogląda na księżyc i miłe tchnie wonie,
Aż póki nie obaczy jutrzenki promienia.

Jest serce, co się kryjąc w zakrwawionym łonie,
W nocy tylko oddycha, w nocy we łzach tonie,
A w dzień pilnie ukrywa głębokie cierpienia.

Rainer Maria Rilke – Zraniony różą

 

Powodem śmierci poety było prawdopodobnie zakażenie, jakiego doznał raniąc się kolcem róży. Na steli nagrobnej wyryto ułożone przez poetę epitafium:  

                         " Różo, och czysta sprzeczności, rozkoszy,

                               być snem niczyim pod tak wielu

                                          powiekami."

                                       

Giovanni Baldini


Kiedy powrócił po latach wędrowania
do swojej zapomnianej starości
siadł w jej jesiennym ogrodzie
i wypełnił złocistymi promieniami
wspomnień.
Jak zgubione w locie pióra ptaka
opadały na ziemię powoli
wspomnienia liście z drzew
liście z drzew
wspomnienia.
Zobaczył w nich różę
delikatne płatki rozchylone
skrzydła motyla w kolorach tęczy
nadzieję na wypełnienie
pustej przestrzeni samotności.



Wyciągnął powoli dłoń
dotknął smukłej szyi
pięknej pani
chciał ją pogłaskać
przytulić
do piersi ale nagle poczuł
ostry ból
do krwi się zranił.
Odszedł na zawsze
zraniony różą.
Rainer Maria Rilke.
* tłum. Andrzej Lam

poniedziałek, 24 stycznia 2022

- Wisława Szymborska - Zmiana wizerunku

 


Czas jako starzec długobrody, siwy? 

A może jako bure, rozbiegane szczenię, 

co brudnym  łapkami 

wskakuje na pościel nam , 

dopiero co zrodzonym , przebudzonym ? 


Wisława Szymborska


sobota, 22 stycznia 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA


 

Anna Achmatowa - Wspomnienia mają...

 Anna Achmatowa –(1989 - 1966) 

Wybitna rosyjska poetka XX wieku, czołowa przedstawicielka modernizmu.  Nazywana duszą rosyjskiego Srebrnego Wieku, porównywana z Safoną.

 

WSPOMNIENIA

Wspomnienia mają swoje trzy epoki,
Pierwsza - to jak gdyby dzień wczorajszy,
Pod stropem ich błogosławiona dusza
I ciało rozkoszuje się w ich cieniu.
Nie zamarł jeszcze śmiech, łzy się strumienią,
Nie starto z biurka plamy atramentu –
I pocałunek jest pieczątką w sercu,
Jedyny, pożegnalny i pamiętny…

Ale to wszystko nie trwa bardzo długo…
I już nie strop nad głową, lecz gdziekolwiek,
Na peryferiach opuszczony dom,
W nim zimą zimno, latem ciężki upał,
W nim pająk mieszka, pył zalega wszędzie,
W nim dopalają się ostatnie listy,
Niepostrzeżenie zmienią się portrety.
Ludzie przychodzą, jak na grób, popatrzeć,
A gdy wracają, ręce myją mydłem,
Strząsają prędko chybotliwą łezkę
Z obrzmiałych rzęs i słychać ich westchnienia…



Lecz zegar tyka i po jednej wiośnie
Przychodzi druga, różowieje niebo,
Zmieniają się znajome nazwy miast.
I nie ma już naocznych świadków zdarzeń,
Nie ma z kim płakać, nie ma z kim wspominać
I wolno opuszczają nas ostatnie cienie,
Których postanowiliśmy nie wołać,
Które nas nawet napawają strachem.

I raz, zbudzeni ze snu, już nie wiemy,
Którędy można dojść do tego domu,
I, łapiąc prędko oddech, zaczynamy biec
Ze wstydem, z gniewem, lecz (tak bywa we śnie)
Tam wszystko jest już inne: ludzie, rzeczy,
Nikt nie rozpoznał nas – jesteśmy obcy.
Prawdopodobnie zabłądziliśmy… Mój Boże,




Oto przychodzi gorycz najstraszniejsza:
Uświadamiamy sobie, że w swym życiu
Nigdy byśmy już nie zmieścili spraw minionych,
Że są nam one równie niepotrzebne,
Jak sąsiadowi, co mieszka za ścianą,
Że nie poznalibyśmy tych, co zmarli,
A ci, z którymi nas rozłączył los,
Wspaniale sobie radzą bez nas – nawet
Wszystko podąża ku lepszemu…


Anna Achmatowa

przełożył Edward Balcerzan

czwartek, 20 stycznia 2022

. Marcus Valerius Martialis – / Samotność /

 Marcus Valerius Martialis – poeta łaciński, autor 15 ksiąg epigramatów, Rzymianin z miasta Augusta Bilbilis na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Data urodzin i śmierci pozostaje niepewna: urodził się w latach 38–41 n.e., zmarł najpóźniej w r. 104 n.e. 

                   Samotność

Augusto Renoir
Trzystu na obiad prosisz gości

i dziwisz się, 

że nie przybywam,

narzekasz na mnie, 

spory wszczynasz.

A przecież 

prosta jest przyczyna:

nie lubię jadać w samotności.

przeł. Tadeusz Bocheński



                               V 58 - Marcjalis

W pełni będę żył jutro” — powtarzasz mi zawsze.

Kiedyż jednak nadejdzie to jutro łaskawsze?

Gdzie jest? Jak daleko? Gdzie je można znaleźć,

Czy na krańcach imperium, czy gdzieś jeszcze dalej?

To jutro ma już chyba lata Nestorowe.

Za ile można kupić to jutro bajkowe?

Chcesz żyć jutro? Ba, na to nawet dziś nie pora:

Mądry człowiek, Postumie, w pełni żył już wczoraj!


tłum. Stanisław Kołodziejczyk

środa, 19 stycznia 2022

Tadeusz Różewicz - Witkacy uważał dotyk..



Witkacy - Autoportret -ok.1912

* * *

Witkacy uważał dotyk za
najważniejszy ze zmysłów
według W...... …
dotyk potwierdzał świat realny
i był wysuniętym w rzeczywistość
narzędziem (ramieniem)
jego „duszy”
(naszego ja)

ale to wszystko było
bardzo bardzo dawno
za siedmioma górami

za siedmioma rzekami
kiedy toczyły się spory
o istnienie świata



kiedy słodko i chwalebnie
było umierać za ojczyznę
nie za baryłkę
ropy za czarne złoto
za złotą cegłę
za złotego cielca który się wściekł
i zdycha z przeżarcia

Tadeusz Różewicz

wtorek, 18 stycznia 2022

Tadeusz Różewicz - NIC



Nic 


w nocy

słowo

nic

rozrasta się krzewi

gwałtownie


w dzień

traci swą

żarłoczność



wślizguje się w życie

jak nóż w mięso


Tadeusz Różewicz

poniedziałek, 17 stycznia 2022

AFORYZMY I CYTATY



Czesław Miłosz - Do polityka





Kto ty jesteś, człowieku
Zbrodniarz, czy bohater?
Ty, którego do czynu
Wychowała noc
Oto starca i dziecka
W ręku dzierżysz los
I twarz twoja zakryta
Jak Golem nad światem
Kto ty jesteś, człowieku?




Czy obrócisz w popioły
Miasto czy ojczyznę?
Stój! Zadrżyj w sercu swoim
Nie umywaj rąk
Nie oddawaj wyroku
Niespełnionym dziejom
Twoja jest waga
I twój jest miecz



Ty ponad ludzką troską
Gniewem i nadzieją
Ocalasz albo gubisz
Pospolitą rzecz
Ciemność nadchodzi..

.


Gwarne miasta i pola
Kopalnie, okręty
Na twojej dłoni ludzkiej
Jakże ludzkiej
Patrz: linia twego życia
Tędy będzie szła

Trzykroć błogosławiony
Po trzykroć przeklęty
Władco dobra lub zła
Władco dobra, albo władco zła
Kto ty jesteś, człowieku?

Czesław Miłosz 



sobota, 15 stycznia 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA



 

Julian Tuwim - Modlitwa (Kwiaty Polskie - fragment - część I rozdział VIII )







(....My ludzie skromni, ludzie prości,
Żadni nadludzie ni olbrzymy,
Boga o inną moc prosimy,
O inną drogę do wielkości:


Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.







Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
Niech będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.


Ziemi, gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.

A kiedy lud na nogi stanie,
Niechaj podniesie pięść żylastą:
Daj pracującym we władanie
Plon pracy ich we wsi i miastach,

Bankierstwo rozpędź – i spraw, Panie,
By pieniądz w pieniądz nie porastał.
Pysznych pokora niech uzbroi,
Pokornym gniewnej dumy przydaj,

Poucz nas, że pod słońcem Twoim
„Nie masz Greczyna ani Żyda”.
Puszącym się, nadymającym
Strąć z głowy ich koronę głupią,
A warczącemu wielkorządcy
Na biurku postaw czaszkę trupią.




Piorunem ruń, gdy w imię sławy
Pyszałek chwyci broń do ręki,
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
Miał za rękojeść krzyż Twej męki.

Niech się wypełni dobra wola
Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
Przywróć nam chleb z polskiego pola,
Przywróć nam trumny z polskiej sosny.
Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.


Niech więcej Twego brzmi imienia
W uczynkach ludzi niż w ich pieśni,
Głupcom odejmij dar marzenia,
A sny szlachetnych ucieleśnij.
Spraw, byśmy błogosławić mogli
Pożar, co zniszczył nasz dobytek,
Jeśli oczyszczającym ogniem
Będzie dla naszych dusz nadgnitych.
Każda niech Polska będzie wielka:
Synom jej ducha czy jej ciała
Daj wielkość serc, gdy będzie wielka,
I wielkość serc, gdy będzie małą.>

czwartek, 13 stycznia 2022

Julian Tuwim – List do kobiety


Gdybym ja nie był poetą,
A pani nie była kobietą,
To znaczy: gdybym ja umiał
Bez obłąkania i szału
Dań składać pięknemu ciału
I tak bym się wyżył, wyszumiał;

Gdybym mógł kochać bez mitu, 
Bez natchnionego zachwytu,
Bez legendarnych przydatków,
Bez wahań, wzlotów, upadków,
Bez mistycznego pomostu,
Który prowadzi po prostu
Do pani (pardon!) pośladków;
Gdybym opuścić mógł z tonu
I nie zaznając katuszy
Dupie nie wmawiałbym duszy;
Gdybym z czułego szaleńca
Stał się buhajem bez ducha;
Miał znacznie mniej z oblubieńca,
A znacznie więcej z świntucha;

Pani zaś – ach! gdyby pani
Zostając przy swoich cudach
(Mówię o biodrach, o udach,
Piersiach i erotomanii,
O pani wprawie miłosnej,
O pani chuci radosnej,
O oczach – błękitnych kwiatkach -
O ustach – świeżych czereśniach – 
O włosach – złocistych pieśniach -
I wzmiankowanych pośladkach),

Gdyby się pani zdobyła
Na jeszcze jedną zaletę:
Gdyby tak pani zabiła
Przewrotną w sobie kobietę,
Tę niebezpieczną panterkę,
Tę chytrą, wieczną heterkę,
To głupie, fałszywe zwierzę,
Co z każdym będzie się tarzać,
Rozkładać, tulić, obnażać,
Za wiersz czy pustą zabawę,
Za parę pończoch czy sławę,
Nawet – z miłości – powiedzmy,
Lecz w jakiś sposób bezecny,
Bo obliczony bezwiednie
W tak zwanej podświadomości
Na efekt cudzej zazdrości
Oraz korzyści powszednie;

O, gdyby pani umiała
Kochając najidealniej
Nie sądzić, że bez jej ciała
I „ekskluzywnej” sypialni
Byłbym stracony, zgubiony,
Chodziłbym błędny, strapiony,
I, że prócz pani na świecie
Na żadnej innej kobiecie
Nie znalazłbym tyle szczęścia
I takiej pełni posięścia,
I takiej upojnie – skwarnej
Rozkoszy (dość popularnej),

I że bez pani spojrzenia
Nie ma już dla mnie natchnienia,
I że bez pani rozkraczeń
W szał wpadnę chorych majaczeń!
Że bez przychylnych jej gestów
Zapadnę w nicość i próżnię,
I odtąd już nie odróżnię
Chorejów od anapestów;

Gdyby się pani, powtarzam,
Zmieniła nieco w tym względzie,
A ja bym się nie rozmarzał
Przy seksualnym popędzie,
To stałaby się z nas para
Ach, najszczęśliwsza w Warszawie!
Może się pani postara?
Ja także trochę się wprawię.

Lecz list się dłuży. A przeto
Kończę. Nadziei mam mało.
Bo cóż by z nas pozostało,
Gdybym ja nie był poetą,
Nie dążył ku „ideałom”,
A pani nie była kobietą
tak jednolitą i całą?

A zresztą… małoż to bywa
Na świecie różnych wypadków?
Może się jednak zmienimy?
Adieu, Madame. Bądź szczęśliwa,
Kiedy się znów zobaczymy?
P.S.
Ukłony dla pięknych pośladków

Julian Tuwim

środa, 12 stycznia 2022

José Emilio Pacheco - Prehistoria 2 / Prehistoria 1

José Emilio Pacheco (1939 - 2014) – meksykański poeta, powieściopisarz, autor opowiadań, tłumacz.

Prehistoria 2

Kontemplując po raz pierwszy noc,
zapytałem sam siebie: czy będzie wieczna?
Chciałem zbadać rację bytu słońca, kapryśną
ruchliwość księżyca,
tajemniczą armadę gwiazd,
które żeglują, nie idąc na dno.





Następnie pomyślałem, że Bóg jest dwójcą:
księżycem i słońcem, ziemią i morzem, powietrzem i ogniem,
albo jest dwojgiem w jednym:
deszczem/rośliną, błyskawicą/piorunem.


Skąd bierze się światło na niebie?
Czy wytwarza je huk? Czy to może płomień
wydaje dźwięk, rozdzierając przestrzeń?
(jak szczelina w murze, nim mur się zawali,
jak konwulsje planety, która wciąż się staje).





Czy Bóg jest dobry, bo zsyła nam deszcz?
Czy Bóg jest zły, bo jest kamieniem, co zabija?
Czy Bóg jest wodą, której brak nas unicestwia,
nadmiar zaś porywa nas z sobą, zatapia?


Tę część siebie, która mnie przeraża,
nazwę Demonem.
A może jest to sobowtór Boga, jego olbrzymi cień?
Albowiem bez cierpienia i zła
nie istniałoby dobro ani przyjemność,
tak jak dla istnienia światła
są potrzebne ciemności.


Nigdy, przenigdy nie znajdę odpowiedzi.
Nie mam czasu. Zgubiłem się w czasie.
Skończył się czas, który mi przyznano.


José Emilio Pacheco

tłum. Krystyna Rodowska


Prehistoria 1

Na ścianach jaskini
maluję jelenia,
aby posiąść na własność jego ciało,
aby stać się nim,
aby jego siła i zwinność stały się moimi
i abym był pierwszym
wśród myśliwych mojego plemienia.






W tym sanktuarium
boskimi czynię siły których nie rozumiem.

Wymyślam Boga
na podobieństwo 

Wielkiego Ojca którym chciałbym być,
aby rządzić 

niepodzielnie plemieniem.


Na cegle
piszę pierwsze litery
alfabetu, 

dzięki któremu zdobywam na własność świat

           
W jest wieżą, z jej wysokości czuwam i władam okolicą,
M jest morzem, nieznanym i groźnym.


Dzięki tobie, alfabecie sporządzony moją ręką,
będzie tylko jeden Bóg: mój.
Nie będę tolerował innych bogów.


Będzie jedna jedyna prawda: moja.
A kto się jej przeciwstawi, odbierze zasłużoną karę
Będą hierarchie, pamięć i prawo -
moje prawo: prawo silniejszego
aby trwała na zawsze moja władza nad światem.


José Emilio Pacheco

tłum. Krystyna Rodowska