środa, 19 czerwca 2024

Jeremi Przybora - Staruszek do wszystkiego

 
Staruszek do wszystkiego
Jest niezawodny w skutkach,
Staruszek do wszystkiego:
Do domu i ogródka,
Na zimę i na lato,
Do miasta i na wieś,
Staruszek za opłatą
Korzyści może nieść.
Staruszek czar,
Staruszek sznyt,
Staruszek dar
I szczyt.
Staruszek sen,
Staruszek port,
Staruszek tlen
I tort.

mal. Charles  Spencelayh








Oszczędzaj więc na niego,
Do niego szczerze dąż,
Staruszek do wszystkiego
Opatrznościowy mąż.

Ożenek lub zamęście
To ryzykowna dróżka,
Dlatego znajdziesz szczęście
Najłatwiej u staruszka.
W Rumparii księdze trzeciej
Powiada dobra wróżka,
Że nieraz zamiast dzieci
Jest dobrze mieć staruszka,




Jeśli staruszek ów
Jest czysty oraz zdrów.
Staruszek do wszystkiego
To niecodzienna gratka:
Do odgarniania śniegu,
Do podlewania kwiatka,
Do zupy nastawienia,
Do zabawiania pań,
Do wyfroterowania
I do wymiany zdań.


mal. Charles  Spencelayh






Staruszek czyn,
Staruszek zysk,
Staruszek klin
I błysk.
Staruszek brat,
Staruszek dłoń,
Staruszek kwiat
I woń.
On da ci, czego nie da
Z kimkolwiek innym traf,
Więc zastaw coś lub sprzedaj
Staruszka sobie spraw!
Jest dobrze mieć staruszka,

Jeremi Przybora

wtorek, 18 czerwca 2024

Andrzej Waligórski - KARIERA






Kiedy szef pośle cię po piwo,
To pomyśl sobie: - Niech ja stracę!
I kopnij się do kiosku żywo,
Bo coraz trudniej dziś o pracę.

Szef to tak prawie jak twój tato;
Raz skarci, raz pieszczotą muśnie,
Gdy szef oznajmi ci, żeś matoł,
Przyozdób twarz w barani uśmiech.


I bądź matołem w danej chwili,
Choćbyś miał cztery fakultety,
Bo szef przenigdy się nie myli,
Dlatego on jest szefem, nie ty.
..
Lecz i dla ciebie, choć żeś mały,
Jest także satysfakcji strefa:
Oto twój szef, choć tak wspaniały,
Nad sobą ma większego szefa..
.
I też mu dusza idzie w pięty,
Kiedy szef spyta go jowialnie:
- Czy pan jest niedorozwinięty?
On wówczas bąka: - Naturalnie...




Pomnijcie urzędnicy młodzi
Oraz wy, starsi wyjadacze;
Należy się na wszystko godzić,
Albo na prawie wszystko raczej...

Bo gdy z ust szefa padnie zdanie
Rzucone w gniewie, lub ferworze:
- A całujżesz mnie drogi panie!
To ty nie całuj go broń Boże!!!


Niech ci do głowy to nie strzeli, -
Zrób krok, lecz cofnij się z powrotem
I jęknij: - Gdzież bym się ośmielił
Chociaż po nocach marzę o tem...
.
Taka pokora szefa wzrusza,
Lice rozchmurzy wnet ponure
I mruknie: - Dureń, ale dusza...
Brawo! To znak, że pójdziesz w górę!!!

Andrzej Waligórski


Temat  utworu wiecznie żywy i aktualny.  Waligórskiego już nie ma, a jego satyryczne wiersze wraz z upływającym czasem wędrują za nami i z nami. 
 

Ks. Jan Twardowski - Nie tak nie tak


Moja dusza mi nie wierzy
moje serce ma co do mnie wątpliwości
mój rozum mnie nie słucha
moje zdrowie ucieka
moja młodość umarła
moje fotografie rodzinne nie żyją
mój kraj jest już inny
nawet piekło zmyliło bo zimne


nakryłem się cały żeby mnie nie było widać
ale łza wybiegła
i rozebrała się do naga

Ks. Jan Twardowski



niedziela, 16 czerwca 2024

Jerzy Harasymowicz - Spacer....Rodowód.... Cały mój dobytek..... Nadzieja


Wracam nieraz do poezji Jerzego Harasymowicza - przedstawiciela poezji "wizji".....  

Kiedyś TU o nim  pisałam.....  

W jego twórczości przeplata się codzienna rzeczywistość z fantastyką baśni i wyobraźnią ludową. Poeta uchodził za samotnika, indywidualistę.... zakochanego w Bieszczadach. I tam, w poruszającym wierszu, Jerzy Harasymowicz, zamieścił swój literacki testament:


"Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie
połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady
na wielki pożar gór na wielką jesień
którą sam roznieciłem pisaniem
Niech ten wóz sam jedzie w zawieję liści
Niech tam na wieki zostanie."




Zgodnie ze swoją wolą, piewca Bieszczad w 1999r w wieku 66 lat spoczął w ukochanej, bieszczadzkiej krainie.



Nadzieja

Wierzę że buczyna
do której brnąłem po kolana w liściach
do której serce przylgnęło jak huba
która była mi
szumiącą dobrym słowem
matką

Wierzę
że ta buczyna
wstawi się kiedyś
za mną



Spacer

Musieliśmy razem
dziwnie wyglądać
takiej pary się już
nie spotyka
 

Ty jak jaskółka czarna
jak jaskółka w locie
nad łąkami przewrotna
 
Mała
że mogłem cię schować
do kieszeni poematu
 
Ja - siwy jak zima
wszystko dochodziło do mnie
z daleka
jedyne co zauważałem
to czarne bratki
które niosłaś

Wydawało mi się
że idziemy parkiem
lecz szliśmy
hałaśliwym życiem
które wytykało nas
wszystkimi ulic
palcami


Rodowód

Po pradziadach mam

Po babce Niemce
trąby skłonności dęte
gramatyczne rymy

Po dziadku Rusinie
ikony w kadzideł w dymie
zdolności diaka skryby

Po matce Tatarce
nieokiełzaność życia
świst uczuć
sumienie czarne

Jestem stołem
zapisanym już dawniej


Cały mój dobytek

Mój cały dobytek
to długa koszula poematu
w której sypiam
i w której przyjmuję gości
 
Wykrzywione buty z nosami
zakręconymi do góry
jak dziób dżonki
 
I jeszcze stół
biegnący truchtem
pełen juków wyobraźni
 
Poza tym u pasa mam
drewniany kubek dnia
 
To wszystko

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.


 

piątek, 14 czerwca 2024

Zbigniew Herbert - Pan Cogito szuka rady

 

Zdzisław Beksiński


Tyle książek słowników
opasłe encyklopedie
a nie ma kto poradzić

zbadano słońce
księżyc gwiazdy
zgubiono mnie

moja dusza
odmawia pociechy
wiedzy

wędruje tedy nocą
po drogach ojców

i oto
miasteczko Bracław
wśród czarnych słoneczników

to miejsce które opuściliśmy
to miejsce które krzyczy

jest szabas
jak zwykle w szabas
ukazuje się Nowe Niebo
- szukam ciebie rabi
- nie ma go tutaj -
mówią chasydzi
- jest w świecie szeolu
- miał piękną śmierć
mówią chasydzi
- bardzo piękną
tak jakby przeszedł
z jednego kąta
cały czarny
w ręku miał
Torę płonącą

- szukam cię rabi

- za którym firmamentem
ukryłeś mądre ucho

- boli mnie serce rabi
- mam kłopoty

może by mi poradził
rabi Nachman
ale jak mam go znaleźć
wśród tylu popiołów

środa, 12 czerwca 2024

Anna Kamieńska - Zapominanie


Alexander Vladykin



Więc na pewno nigdy już nie przypomnę?
Więc wszystko ma być zapomniane?
Więc i to, co wielkie i co błahe
jednakowo gorliwie ściera nasza słabość?

Czy możliwe, aby gdzieś w zakamarku
nie pozostał okruch wzroku,
nie zapisał się głos, choćby gniewny,
wątłą rysą na szarej pieczęci?

Tylko dogrzebać by się do tej pra-chwili,
odwalać warstwę ciemności po warstwie,
odsypywać wspomnienie po wspomnieniu…

Tam trwa, w ułamku błyskawicy –
prawdziwa. Nagły promień
obrysuje koleiny łez,
podważy dłutem powieki.



Ona spojrzy.
Ale jej wzrok nie pochwala zuchwałego dociekania.
Zapomnienie – to jedyne,
co darować mogą żywym umarli,
co od zmarłych przyjąć mogą żywi.

Anna Kamieńska.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Aleksander Puszkin - Bajka o rybaku i złotej rybce. /streszczenie/

 

Utwór Puszkina stanowi metaforę jednego z oblicz ludzkiej natury,to bajka nie tylko dla dzieci. 

 

Bajki dla dzieci - O rybaku i złotej rybce |Świat Dzieci| - CDA 

Ry­bak i jego żona od po­nad trzy­dzie­stu lat mieszkali w ubogiej chatce nad brzegiem morza. Obo­je byli już ludź­mi w po­de­szłym wie­ku. 

Męż­czy­zna co­dzien­nie rano wy­cho­dził na po­łów, a jego żona w tym cza­sie zaj­mo­wa­ła się przę­dze­niem.
Pew­ne­go dnia, ry­ba­ko­wi nie do­pi­sy­wa­ło szczę­ście. 
Gdy po raz pierw­szy za­rzu­cił sieć, wró­ci­ła peł­na mułu. 
Za dru­gim ra­zem, zło­wił wy­łącz­nie tra­wę mor­ską. 
Gdy jed­nak za­rzu­cił ją po raz trze­ci, do­szło do nie­sa­mo­wi­te­go zda­rze­nia. 
Wyłowił złotą rybkę, któ­ra ode­zwa­ła się do nie­go ludz­kim gło­sem. 
Obie­ca­ła mu, że je­śli wy­pu­ści ją z po­wro­tem do mo­rza, speł­ni wszyst­kie jego ży­cze­nia. 
Ry­bak prze­stra­szył się, ale pozwolił rybce odpłynąć, nie żądając niczego w zamian. 
 
 Po­bło­go­sła­wił ją i ży­czył jej szczę­śli­we­go ży­cia na wol­no­ści.
 
Męż­czy­zna wró­cił do domu i opo­wie­dział żo­nie o tym nie­zwy­kłym wy­da­rze­niu. 
Ko­bie­ta wpa­dła w gniew, gdy do­wie­dzia­ła się, że mąż nie wy­ko­rzy­stał swo­jej szan­sy. 
Za­czę­ła go ob­ra­żać i za­rzu­cać mu głu­po­tę. 
Stwier­dzi­ła, że po­trzeb­ne jest jej nowe ko­ry­to, po­nie­waż sta­re się po­tłu­kło.
Ry­bak udał się nad mo­rze, nie­śmia­ło przy­wo­łał ryb­kę i poprosił o nowe koryto. 
Zło­ta ryb­ka speł­ni­ła jego ży­cze­nie i ka­za­ła odejść z Bo­giem. 

Gdy jed­nak męż­czy­zna wró­cił do domu, żona po­now­nie była roz­gnie­wa­na. 
Uwa­ża­ła, że mąż po­wi­nien od razu po­pro­sić o nową cha­tę. 
Ry­bak nie­chęt­nie wró­cił nad mo­rze, któ­re­go wody za­czę­ły się bu­rzyć. 
Opo­wie­dział ryb­ce, że jego żona jest jesz­cze bar­dziej roz­gnie­wa­na. 
Ze wsty­dem poprosił o nowy dom.
Ryb­ka po­now­nie obie­ca­ła speł­nić jego proś­bę i ka­za­ła mu odejść z Bo­giem. 
 
Na miej­scu sta­rej le­pian­ki po­ja­wi­ła się nowa, pięk­na cha­ta. 
Była zbu­do­wa­na z dę­bo­wych bali. Mia­ła świe­żo bie­lo­ny, ce­gla­ny ko­min. 
Nowe okno spra­wi­ło, że izba sta­ła się ja­sna.
Żona jed­nak po­now­nie nie była za­do­wo­lo­na. 
Ko­lej­ny raz za­czę­ła ob­ra­żać swo­je­go męża. 
Stwier­dzi­ła, że chce zostać szlachcianką i mieć wła­sny herb. 
Ry­bak wró­cił nad ciem­ne, wzbu­rzo­ne mo­rze. 
Po­now­nie za­czął ża­lić się na swo­ją gniew­ną i wy­ma­ga­ją­cą żonę. 
Ze wsty­dem prze­ka­zał ryb­ce ko­lej­ne ży­cze­nie ko­bie­ty. 
Ryb­ka zgo­dzi­ła się uczy­nić jego żonę szlach­cian­ką. 
Ko­lej­ny raz ka­za­ła mu odejść z Bo­giem. 
 
Na miej­scu cha­ty po­ja­wił się dwór szla­chec­ki. 
Żona nie była już pro­stą, wiej­ską ko­bie­tą, ale szlach­cian­ką. 
Mia­ła na so­bie so­bo­le fu­tro, cze­pek z bro­ka­tu, per­ły, kosz­tow­ne pier­ście­nie i nowe, czer­wo­ne bu­ci­ki. Usłu­gi­wa­ła jej służ­ba, któ­rą ko­bie­ta biła i szar­pa­ła za wło­sy. 
Ry­bak stwier­dził, że jego żona ma już chy­ba wszyst­ko, cze­go mo­gła­by żą­dać. 
Ko­bie­ta po­now­nie wpa­dła w gniew i wy­sła­ła męża do pra­cy w staj­ni.  
Po dwóch ty­go­dniach, żona po­now­nie za­czę­ła być nie­za­do­wo­lo­na. 
Po­wie­dzia­ła, że chce zostać carycą. Ry­bak uwa­żał, że ko­bie­ta ośmie­szy się przez tak wy­gó­ro­wa­ne ży­cze­nie i od­mó­wił pój­ścia nad mo­rze. 
Żona ude­rzy­ła go i po­now­nie za­czę­ła ob­ra­żać. 
Męż­czy­zna nie miał od­wa­gi dłu­żej jej się opie­rać, dla­te­go ustą­pił. 
Woda sta­ła się jesz­cze ciem­niej­sza i groź­niej­sza. Ryb­ka po­now­nie zgo­dzi­ła się speł­nić ży­cze­nie i ka­za­ła mu odejść z Bo­giem.

Na miej­scu dwo­ru po­ja­wił się car­ski pa­łac. 
Ko­bie­ta była oto­czo­na służ­bą, bo­ja­ra­mi i szlach­tą, któ­rzy speł­nia­li wszyst­kie jej ży­cze­nia. 
Zaj­mo­wa­ła miej­sce przy wy­staw­nym sto­le w swo­jej kom­na­cie. 
Piła za­gra­nicz­ne trun­ki i za­ja­da­ła się pier­ni­ka­mi. 
Mąż po­wie­dział jej, że w tej chwi­li z pew­no­ścią ma już wszyst­ko. 
Ko­bie­ta po­now­nie wpa­dła w gniew. 
Kazała wypędzić rybaka, a jej służ­ba do­tkli­wie go po­bi­ła. 
Usły­szał, że na car­skim dwo­rze nie ma miej­sca dla zwy­czaj­ne­go chło­pa. 
Po dwóch ty­go­dniach, ko­bie­ta na­ka­za­ła od­na­leźć swo­je­go męża. 
Po­wie­dzia­ła, że ma pro­sić ryb­kę, aby zo­sta­ła władczynią wszystkich mórz świata. 
Chcia­ła za­miesz­kać w oce­anie i mieć zło­tą ryb­kę na każ­de swo­je za­wo­ła­nie. 
Ry­bak nie miał od­wa­gi sprze­ci­wić się żo­nie. 
Na mo­rzu roz­pę­ta­ła się bu­rza. 
Męż­czy­zna po­wtó­rzył ryb­ce proś­bę swo­jej żony. 
Ta jed­nak tym ra­zem nic nie od­rze­kła, tyl­ko zgi­nę­ła w fa­lach. 
Ry­bak dłu­go cze­kał na od­po­wiedź, aż w koń­cu wró­cił do domu. 

Na miej­scu car­skie­go pa­ła­cu, ponownie pojawiła się uboga lepianka z roz­bi­tym ko­ry­tem. 

Antoni Słonimski – „Ten jest z ojczyzny mojej”

 

 

 

 Wiersz Antoniego Słonimskiego został  jakby na nowo odkryty, chociaż wartości, na jakie zwraca uwagę, są uniwersalne. To przede wszystkim zjednoczenie się ludzi w obliczu wojny – bez względu na narodowość i pochodzenie. W wierszu Słonimskiego możemy być Grekami, Norwegami czy Ukraińcami. I jak pisze poeta – to właśnie stanowi o naszym człowieczeństwie.

 
 
 
Ten , co o własnym kraju zapomina
Na wieść, jak krwią opływa naród czeski,
Bratem się czuje Jugosłowianina,
Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski.

Z matką żydowską nad pobite syny
Schyla się, ręce załamując z żalem,
Gdy Moskal pada – czuje się Moskalem,
Z Ukraińcami płacze Ukrainy.

Ten, który wszystkim serce swe otwiera,
Francuzem jest, gdy Francja cierpi – Grekiem,
Gdy naród grecki z głodu obumiera.
Ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem.
 
Antoni Słonimski.


piątek, 7 czerwca 2024

Wisława Szymborska - Chmury


5 mitów na temat chmury, w które firmy powinny przestać wierzyć
 
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć -
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.

Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.

Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.

Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek -
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.

W porównaniu z chmurami
życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie że wieczne.

Przy chmurach
nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać,
a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.

Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą,
a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego
wszystkiego
bardzo dziwnego.

Nad całym Twoim życiem
i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.

Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
 
Wisława Szymborska.


Aleksander Puszkin - "WIĘZIEŃ".... "PTASZEK"


Wiersze te powstały gdy  Puszkin odbywał karę zesłania za antycarską działalność literacką  . 


Sie­dzę za kra­tą, w wil­got­nej celi...
Orzeł, któ­re­go żyw­cem tu wzię­li,
Druh mój, co wol­ność po­stra­dał wpierw,
Tar­ga za oknem skrwa­wio­ny ścierw.

Tar­ga i rzu­ca, w okno spo­zie­ra;
Prze­mó­wić do mnie chęt­ka go zbie­ra;
Wzro­kiem i krzy­kiem daje mi znak:
„Hej! na po­wietrz­ny wzbij­my się szlak!

My wol­ne pta­ki; le­cieć nam trze­ba
Tam, na szczyt góry, tam, na kraj nie­ba,
Gdzie mor­ską ot­chłań na­kry­wa mgła,
Gdzie hula tyl­ko wi­cher — i ja!” 



           
         PTASZEK

Zwyczaju ziemi mej ojczystej
I na obczyźnie wiernie strzegąc,
Przy święcie wiosny promienistej
Wypuszczam ptaszka więzionego.
Spłynęło na mnie ukojenie




 
I już nie skarżę się, nie trwożę,
Jeślim choć jedno mógł stworzenie
Wolnością obdarować, Boże!

tłum. Julian Tuwim


środa, 5 czerwca 2024

Aleksander Puszkin - Cóż tobie imię moje...

 

 


Cóż tobie imię moje powie?
Umrze jak smutny poszum fali,
Co pluśnie w brzeg i zmilknie w dali,
jak nocą głuchą dźwięk w dąbrowie,

 
Skreślone w twoim imonniku,
Zostawi martwy ślad, podobny
Do hieroglifów płyt nagrobnych
W niezrozumiałym języku.
 
Cóż po nim? Pamięć jego zgłuszy
Wir wzruszeń nowych i burzliwych
I już nie wskrzesi w twojej duszy
Uczuć niewinnych, wspomnień tkliwych.
 
Lecz gdy ci będzie smutno — wspomnij,
Wymów je szeptem jak niczyje
I powiedz: ktoś pamięta o mnie,
Jest w świecie serce, w którym żyję.
 
 
Przełożył Julian Tuwim


wtorek, 4 czerwca 2024

Tadeusza Różewicz - "Bez"

 Tadeusz Różewicz. Poeta udręczony - Dwójka - polskieradio.pl

 

największym wydarzeniem
w życiu człowieka
są narodziny i śmierć
Boga

ojcze Ojcze nasz
czemu
jak zły ojciec
nocą

bez znaku bez śladu
bez słowa


czemuś mnie opuścił
czemu ja opuściłem
Ciebie

życie bez boga jest możliwe
życie bez boga jest niemożliwe

przecież jak dziecko karmiłem się
Tobą
jadłem ciało
piłem krew

może opuściłeś mnie
kiedy próbowałem otworzyć
ramiona
objąć życie

lekkomyślny
rozwarłem ramiona
i wypuściłem Ciebie

a może uciekłeś
nie mogąc słuchać
mojego śmiechu

Ty się nie śmiejesz

a może pokarałeś mnie
małego ciemnego za upór
za pychę
za to
że próbowałem stworzyć
nowego człowieka
nowy język

opuściłeś mnie bez szumu
skrzydeł bez błyskawic
jak polna myszka
jak woda co wsiąkła w piach
zajęty roztargniony
nie zauważyłem twojej ucieczki
twojej nieobecności
w moim życiu

życie bez boga jest możliwe
życie bez boga jest niemożliwe

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Henryk Zbierzchowski. WYSPA

Cornelia Ligthart

 

 

 
 

 

 

Gdy zachód słońca swym różem przejaśni
Rąbki obłoku tkwiącego w przestworzu,
Obłok się zmienia w jakąś wyspę z baśni,
W seledynowem zagubioną morzu.

I widać jakby w plastycznym odlewie
Najdokładniejszy zarys tych wybrzeży,
O których żaden żeglarz w świecie nie wie,
Bo wyspa „znikąd“ jest i „nigdzie“ leży.
 
I widać wszystkie wybrzeża zakręty,
Ciche zatoki wśród wodnej rozchwieji
I ten najbardziej w morze wysunięty
Przylądek dobrej słonecznej nadziei.
 
O gdyby można, gdy słońce zachodzi
I świat nasz cały w bajkę się zamienia,
Na małej, z bajki pożyczonej łodzi,
Usiąść przy sterze naszego marzenia

 O gdyby można szeroko rozwinąć
Pod wiatr jej żaglu nieskalną białość
I do tej wyspy szczęśliwej dopłynąć,
Gdzie nie dochodzi życia tego małość.