Archiwum bloga

wtorek, 12 października 2021

Aleksander Puszkin - Kwiat




 Kwiat zasuszony i bezwonny Znalazłem w książce z dawnych lat, 

I głos marzenia nieuchronny

Już się do mej duszy wkradł.



Gdzie kwitnął? Jakiej wiosny zaznał?

Czy długo kwitnął? Kto go rwał ?

Czy go zerwała dłoń przyjazna ?

I po co w książce leżeć miał ?


Czy na pamiątkę czułej schadzki,

Czy znaczyć miał rozłąki ból,

Czy był to tylko ślad przechadzki

W cienistym lesie, w ciszy pól ?


Czy żyje ów ? Czy żyje owa ?

Gdzie mają swój zaciszny kąt ?

A może zwiędli już bez słowa,

Tak jak ten kwiat nieznany zwiądł ? 


środa, 15 września 2021

Wojciech Młynarski - Ballada o przyszłości chirurgii




Ballada o przyszłości chirurgii


Zamiast wątpliwych sensacji wiru
Niech widz prawdziwej sensacji liźnie
Oto, co wyznał mi pewien chirurg
Już w posttotalitarnej ojczyźnie
Wpadł do mnie facet o wczesnej porze
Miał jasne oko, miłą prezencję
I szepnął cicho, panie doktorze
Proszę mnie wyciąć inteligencję
Ja odbąknąłem cicho - a ma pan
Owszem doktorze, mam dosyć sporą
I przez to ciężki kac mnie dołapał
Jak w krąg spojrzę diabli mnie biorą
Choć wokół niby piękne przemiany
I Polska weszła na nowa drogę
Z inteligencja moją, kochany
Spokojnie na to patrzeć nie mogę
Bo z jednej strony piękne wspomnienia
Gdyśmy mądrości nieśli proporce
Jesieni ludów będąc natchnieniem
Iskrą, zarzewiem, pochodnią, wzorcem
A z drugiej strony buźki jak z buszu
Męty wszelkiego autoramentu
Czas dla cwaniaków, raj dla chytrusów
I dno dla pełnych inteligentów
Ja na to patrzeć nie mogę, ach nie
Z inteligencja mą nazbyt czułą
Niech pan ją wytnie, niech pan ją ciachnie
Bym dostosował się do ogółu
Tu mu zadałem pytanie wartkie
Rzekł chirurg, ciągnąc swą opowiastkę
Mam wyciąć całą? Zostaw pan ćwiartkę
Lub może jeszcze lepiej - szesnastkę
Więc wykonałem zabieg udany
Bez komplikacji, potknięć, kolizji
Wkrótce mój pacjent zrobił się znany
Często widuję go w telewizji
Jak on gulgocze tam koncertowo
Jak oponentów bezwzględnie kruszy
Mówi, ja swoją mam podmiotowość
I łatwo mnie się jej nie naruszy
Rwie się do czynu, rwie się do głosu
Mówi - pluralizm, mówi - dziedzictwo
I z świetlistego czerpiąc etosu
Założył właśnie nowe stronnictwo
Tu chirurg skończył, pomilczał troszkę
I dodał - patrz pan, na co nam przyszło
A jam pomyślał - o rany boskie
Oto chirurgia, która ma przyszłość
I szybko wziąłem chirurga adres
Bo ja też odkąd wiatr przemian zawiał
Czuję wciąż nową psychiczną zadrę
Gdy widzę co się wokół wyprawia
U znajomego przeto chirurga
Inteligencję mą puszczę kantem
Zostawię jedną trzydziestodrugą
By szans mieć więcej, jak pacjent tamten
Lecz mi ten chirurg, wstrętny konował
Darmo zefirkiem nadziei powiał
Bo przedtem siebie sam zoperował
I ma zostać wiceministrem zdrowia
1991

wtorek, 14 września 2021

Józef Baran - Bezszelestnie

 


bezszelestnie
otwarły się
okiennice snu

i ze wszystkich stron
powiało tęsknotą

na parapecie
usiadł biały kruk bezsenności

czy to ty myślisz o mnie przez sen
w środku nocy


poniedziałek, 13 września 2021

Czesław Miłosz - Degradacja

Starość jest elementem życia, który Miłosz pragnie wyrwać w swojej twórczości spod klucza milczenia.

Wysokie wyobrażenia o sobie zostają poniżone
spojrzeniem w lustro,
niemocą starości,
wstrzymywaniem oddechu w nadziei, że ból
nie powróci.
 
Niewyczerpana mnogość ludzi poniżonych,

jak też innych istot śmiertelnych,
które to znoszą jakby z większą pokorą:
sokół, którego lot już nie jest dość szybki, żeby dogonić gołębia,
kulejący bocian wygnany wyrokiem odlatującego stada.
Obrót sezonów, zstępowanie w ziemię.
 
Co na to niebieskie moce?
Przechadzają się, patrzą. -
Tu my, a tam tak zwane królestwo Natury.
Co gorsze? Świadomość czy brak świadomości?
No tak, żadnego lustra nie mieliśmy w Raju.


niedziela, 12 września 2021

Jacek Kaczmarski - Obym się mylił

 


 “Obym się mylił”

Kasandrą byłem, jestem i zostanę,

Choć na optymizm intelekt się sili.

Lecz, gdy proroctwo kolejne nad ranem

Kończę – myśl jedną mam, nienapisaną:

„Obym się mylił”.


Złe przewidywać w epoce obłędu –

Potrzebą wieku i potrzebą chwili.

Lecz marzyć o przyznaniu się do błędu,

Gdy koło dziejów toczy się z rozpędu:

„Obym się mylił”.


Na razie rośnie sterta wróżb ponurych,

Póki ci wszyscy, co się za nią skryli

Szykują nowy plan „Demokratury”,

Ręce podnosząc obłudnie do góry.

– Obym się mylił.


Jacek Kaczmarski

8.6.1989


W mitologii:

Kasandra uchodziła za córkę króla Troi Priama i jego żony Hekabe. Zakochany w niej Apollo dał jej dar widzenia przyszłości, Kasandra jednak nie odwzajemniła jego miłości i rozgoryczony rzucił na nią klątwę, sprawiając, iż nikt nie wierzył w jej przepowiednie. Dramatycznych ostrzeżeń Kasandry nie słuchali jej rodacy, co sprawiło, że nie udało się jej zapobiec zdobyciu i upadkowi Troi. Po zajęciu miasta przez Achajów została wywieziona do Myken jako branka Agamemnona. Urodziła mu synów-bliźniaków – Także Agamemnon nie wierzył jej przepowiedniom. Kasandra zginęła wraz z nim i dwoma synami w morderstwie popełnionym przez małżonkę Agamemnona Klitajmestrę oraz jej kochanka Ajgistosa (Egista).


Jej imię stało się synonimem złowróżbnej prorokini, wieszczącej nieszczęście. 


sobota, 11 września 2021

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.




                                        
                                          do przemyśleń.... 


Jan Twardowski - cytat

 


 „Trudno być tylko samemu ze światem swoich przeżyć. Pisanie jest szukaniem kogoś bliskiego, rodzajem rozmowy, zwierzenia. Wierszem można dzielić się jak opłatkiem. Obdarowywać dobrocią, serdecznością odrzucając to, co zatrute nienawiścią, złością, sporami. Wiersze wnoszą ład i harmonię, odtruwają i odkażają naszą rzeczywistość. Uczą ładnego słowa. Tworzą świat, może dla kogoś naiwny, ale poczęty z dobrej woli.”

 

piątek, 10 września 2021

Bogdan Zadura - Z czego wyrosłem


Bohdan Zadura  ur. w 1945 r. poeta, prozaik, tłumacz i krytyk literacki.


Z czego wyrosłem


z rodziny inteligenckiej
w pierwszym pokoleniu

z raczkowania

homo erectus 

z futerka z pomponami
z podkolanówek
z czapki pilotki
z marzenia o czapce-niewidce

z erekcji o świcie
która dziś jeśli się pojawia
to na mgnienie
tak że można jej nie zauważyć
i nie trzeba ukrywać

z lęku przed śmiercią
(od dzieciństwa się bałem
że umrę przed końcem życia
a tu proszę proszę)



z ping-ponga
z pchnięcia kulą
z tenisa

z marzenia
o złotym medalu
na Stadio Olimpico
w 1960
w biegu na 5000 metrów
z jeżdżenia na rowerze

z brydża
z prowadzenia samochodu
(nie straciłem zdolności kierowniczej
tylko samochód stracił zdolność jeż-
dżenia)


z wiary
że Bóg jest raczej
wśród chmur
niż w spłowiałym błękicie
z przekonania
że dobry wiersz
daje większą przyjemność
niż widok zgrabnych pośladków


Anna Świrszczyńska - Szukając sensu

 


Szukając sensu
skrócę miłość
w pierwsze i ostatnie spojrzenie.
 
Skrócę cierpienie
w lęk i ulgę.
 
Skrócę szczęście
w nadzieję i echo.
 
Skrócę życie
w przedtem i potem.
 


mal: J. Aurelia- Siklewicz Wojtaszek 

środa, 8 września 2021

Wisława Szymborska - Może to wszystko

 

Może to wszystko
dzieje się w laboratorium?
Pod jedną lampą w dzień
i miliardami w nocy?

Może jesteśmy pokolenia próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach,
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?

Może inaczej:
żadnych interwencji?
Zmiany zachodzą same
zgodnie z planem?
Igła wykresu rysuje pomału
przewidziane zygzaki?

Może jak dotąd nic w nas ciekawego?
Monitory kontrolne włączane są rzadko?
Tylko gdy wojna i to raczej duża,
niektóre wzloty ponad grudkę Ziemi,
czy pokaźne wędrówki z punktu A do B?

Może przeciwnie:
gustują tam wyłącznie w epizodach?
Oto mała dziewczynka na wielkim ekranie
przyszywa sobie guzik do rękawa.



Czujniki pogwizdują,
personel się zbiega.
Ach cóż to za istotka
z bijącym w środku serduszkiem!
Jaka wdzięczna powaga
w przewlekaniu nitki!
Ktoś woła w uniesieniu:

Zawiadomić Szefa,
niech przyjdzie i sam popatrzy!


ADAM ASNYK - Miejmy nadzieję!

 


Miej­my na­dzie­ję!… nie tę li­chą, mar­ną,
Co rdzeń spróch­nia­ły w wą­tły kwiat ubie­ra,
Lecz tę nie­złom­ną, któ­ra tkwi jak ziar­no
Przy­szłych po­świę­ceń w du­szy bo­ha­te­ra.

Miej­my na­dzie­ję!… nie tę chci­wą złu­dzeń,
Śle­pe­go szczę­ścia pło­chą za­lot­ni­cę,
Lecz tę, co w gro­bach cze­ka dnia prze­bu­dzeń,
I prze­cho­wu­je oręż i przy­łbi­cę.


Miej­my od­wa­gę!… nie tę jed­no­dnio­wą,
Co w roz­pacz­li­wem przed­się­wzię­ciu pry­ska,
Lecz tę, co wiecz­nie z pod­nie­sio­ną gło­wą
Nie da się ze­pchnąć z swe­go sta­no­wi­ska.

Miej­my od­wa­gę!… nie tę tchną­cą sza­łem,
Któ­ra na oślep leci bez orę­ża,
Lecz tę, co sama nie­zdo­by­tym wa­łem
Prze­ciw­ne losy sta­ło­ścią zwy­cię­ża.

Miej­my po­gar­dę dla wrze­ko­mej sła­wy,
I dla bez­pra­wia po­tę­gi zwod­ni­czej,
Lecz się nie strój­my w płaszcz mę­czeń­stwa krwa­wy,
I nie brzą­kaj­my w łań­cuch nie­wol­ni­czy.

Miej­my po­gar­dę dla py­chy zwy­cię­skiej,
I przy­kla­ski­wać prze­mo­cy nie idź­my!
Ale nie wielb­my po­nie­sio­nej klę­ski,
I ze sła­bo­ści swo­jej się nie szczyć­my.

Prze­stań­my wła­sną pie­ścić się bo­le­ścią,
Prze­stań­my cią­głym la­men­tem się poić:
Ko­chać się w skar­gach jest rze­czą nie­wie­ścią,
Mę­żom przy­stoi w mil­cze­niu się zbro­ić…

Lecz nie prze­staj­my czcić świę­to­ści swo­je,
I prze­cho­wy­wać ide­ałów czy­stość:
Do nas na­le­ży dać im moc i zbro­ję,
By z kra­ju ma­rzeń prze­szły w rze­czy­wi­stość.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

JAN TWARDOWSKI - Kiedy mówisz / Ocalenie

 

Kiedy mówisz

 

Nie płacz w li­ście

nie pisz że los cie­bie kop­nął

nie ma sy­tu­acji na zie­mi bez wyj­ścia

kie­dy Bóg drzwi za­my­ka - to otwie­ra okno

ode­tchnij po­patrz

spa­da­ją z ob­ło­ków

małe wiel­kie nie­szczę­ścia po­trzeb­ne do szczę­ścia

a od zwy­kłych rze­czy na­ucz sie spo­ko­ju

i za­po­mnij że je­steś gdy mó­wisz że ko­chasz



 



Ocalenie


Mó­wią że wiersz 

zbyt sen­ty­men­tal­ny

że sło­wa się nie dzi­wią 

bo się głu­pio tulą

- Mój ty pie­sku

 mój kot­ku mój szczy­pior­ku - mó­wią

lecz Bóg wy­na­lazł hu­mor 

by oca­lić czu­łość

 


                                                                                                  mal. Loui Jover                           

niedziela, 29 sierpnia 2021

Julian Tuwim - "Psie Pole "

 


I wy, warszawskie psy, w dniu kary
Psi obowiązek swój spełnijcie,
Zwyjcie się wszystkie i zbiegnijcie
Straszliwe pomścić swe ofiary.

Za psy bombami rozszarpane,

Za zmarłe pod strzaskanym domem,

Za te, co wyły nad swym panem,
Drapiąc mu ręce nieruchome;


Za te, co z wdziękiem beznadziejnym
Łasiły się do nieboszczyków,

Za śmierć szczeniaków, co w piwnicy
Jeszcze bawiły się w koszyku;

Za biegające rozpaczliwie,
Pozostawione po mieszkaniach,
W dymie duszące się, półżywe,

Pamiętające o swych paniach;
Za zestraszone, za wierzące,




Że człowiek wróci- bo pies czeka:
I tak, w pozycji czekającej,
Siadł ufny pies na grób człowieka;

Za wzrok błagalny, przerażony
Tumultem, trzaskiem, pożarami,
Za psy, co same pazurami
W ogrodach ryły sobie schrony-

Za wszystkie męki i niedole,
Własne i tych, co was kochali
Śród wspólnych ścian i śród rozwalin,
Zwyjcie się, bracia, na Psie Pole!


Psy  -  Doda i Dzidzia  / Dzidzis umarła 2 lata temu /

/ "Wiersz "Psie Pole" z tomiku "Kwiaty Polskie" )=  zamieściłam  ku pamięci naszej suczki Miki  bestialsko zmasakrowanej na śmierć  przez niemieckiego żołnierza 5 sierpnia  1944r.  w powstaniu warszawskim. 

sobota, 28 sierpnia 2021

Oshiro Helen - Przyjaciel

 














Przyjaciel jest darem, który składasz samemu sobie

Jesteś Przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala.

Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja, lecz nie usypia.

Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który upomina, lecz nie upokarza.

Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który patrzy, lecz nie osądza.

Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę.



                                                                                                                                                                                                                                                                                                                






















Przyjacielem, ponieważ jesteś oazą, która pokrzepia, lecz nie zatrzymuje.

Przyjacielem, ponieważ jesteś sercem, które kocha, lecz nie zmusza.

Przyjacielem, ponieważ jesteś czułością, która chroni, lecz nie podporządkowuje



piątek, 27 sierpnia 2021

Julian Tuwim

 Panny

/poświęcam:

Pp. R.E., I.E., S.K., Z.P. Excusez!..


                                                                                                                      

Panny z czarnych powozów, ażurowo-przejrzyste,
Panny smętnie przeciche, jak szeptania kościelne,
O, narcyzy z cieplarni! panny wonne i czyste!
Koronkowo-mistyczne,aksamitnie-subtelne!
 
Jakże lubię was, panny, "niedostępne" - ponętne!
Aromaty tajone! Kwiaty w czarnych powozach!
Trochę smutne jakoby, a na wpół uśmiechnięte,
O, przesmętne, prześliczne, jak motyle w mimozach!
 
Excusez... mam wrażenie, że... się hm! wam po nocach!
Parobkowie rzeźniccy śnią, jak lwy, muskularni,
Że się często atleci marzą w słodkich przemocach,
Silni, tędzy, ogromni... O, narcyzy z cieplarni!
 
"Lecz cóż Pana ochodzi, co po nocach nam śni się?!
To jest wprost... niesłychane, grubiańskie, bezczelne!... "
Nic... nic... więcej nie będę! - o, kochane skromnisie,
Aksamitno-misterne, koronkowo-subtelne!...


mal. Francesc Miralles i Galaup

czwartek, 26 sierpnia 2021

Jeremi Przybora - Seanse spirytystyczne

 

Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
 
Ta z duchami przedwojenna bliska więź;
zapodziało się to teraz wszystko gdzieś...
Lekkość zgonu ten spirytyzm ustokrotniał
i przed wojną człek po śmierci nie markotniał,
bo gdy ciało nieboszczyka - łup w ten grób -
duch na seans już pomykał tup, tup, tup.
 
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
 
A wesołoż, och, wesołoż na seansie,
kiedy medium lewituje w pełnym transie
albo spodek pędzi rączo stołu wskroś -
albo damę zimną rączką ktoś za coś...
Przyprawiając towarzystwa kwiat o spazmy,
mieczem błyska Juliusz Cezar z ektoplazmy -
to znów panie w drżenie wprawia inny zuch -
sam Rasputin - widma kawał - duch za dwóch!
 
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne!
 
Spirytyści przedwojenni, dawni, owi!
Ossowiecki, Kluski, Guzik, Ochorowicz!
Dać ich duchom dziś radości tych choć ćwierć,
a nie zanudzaliby się tam na śmierć!
Małą dziurkę zrobić by w materializmie
i pozwolić - niech się przez nią znowu wśliźnie
przedwojenna spirytyzmu zwiewna nić -
tożby miło znowu było duchem być!
 
Ach, te cudne, te ułudne, te prześliczne
seanse spirytystyczne! 


środa, 25 sierpnia 2021

Kazimierz Wierzyński wiersze

Kazimierz Wierzyński, ur. 1899, zm. 1956,; współtwórca i wybitny przedstawiciel grupy poetyckiej Skamander w dwudziestoleciu międzywojennym.


LEKCJA  KONWERSACJI


Nie mów o Po­la­kach i Żydach,
To pole mi­no­we.
 
Nie mów o Po­la­kach i Ukra­iń­cach,
To pole mi­no­we.
 
Nie mów o Po­la­kach i Cze­chach,
To pole mi­no­we.
 
Nie mów o Po­la­kach i Li­twi­nach,
To pole mi­no­we.
 
Nie wstę­puj na pole mi­no­we,
Wy­le­cisz w po­wie­trze.
 

Są jesz­cze inne,
Na któ­re wstą­pi­li­śmy przed­tem
I tak­że nie ma o czym ga­dać.
 
Tak było daw­niej,
Tak jest te­raz,
I tak bę­dzie za­wsze
 
Póki bę­dzie­my paść się
Na łące za­cie­trze­wio­nych osłów.




Pablo Picasso

 
SŁYSZĘ CZAS
 
Tylko w nocy słyszę czas,
Pytam dokąd mnie goni
Przez tyle świata, tyle miast,
Ciągle zmieniam adresy,
Gubię zapiski i rękopisy,
 
Nie wiem gdzie mieszkam
I nie wiem jak długo,
Bo to wszystko tymczasem,
Wszystko w międzyczasie,
W tym bękarcim słowie,
Ale jakże mądrym
I jak okrutnym,
 
W międzyczasie od początku,
W międzyczasie do końca,
I tyle jest mego słowa
A poza nim
Już prawdziwy czas
 
Słyszę go w nocy,
Patrzę w ciemność i widzę
Jak mijam w nawiasie,
Od urodzenia do śmierci,
 



Pod każdym adresem,
W każdym mieszkaniu,
W ogromnym świecie,
Śród pogubionych zapisków
I trwożnych słów
Mego międzyistnienia.
 
Na próżno go pytam,
On mnie nie goni,
Czeka spokojnie,
Nic mi nie powie
I jeśli co słyszę
To tylko szum w uszach
Pusty szum.
 
Jest to czas w który nie mogę wkroczyć,
Któremu nie mogę się sprzeciwić,
Do którego nie należę
A który jest wszystkim
 


                                                                        

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Wisława Szymborska - PSALM

O jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa,
Ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju,
Ile górskich kamyków stacza się w cudze włości
W wyzywających podskokach!
 
Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci,
Albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie?
Niechby to nawet był wróbel – a już ma ogon ościenny,
Choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku – ależ się wierci!
 
Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce,
Która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika
Na pytanie: skąd dokąd – nie poczuwa się do odpowiedzi.
 
Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz,
Na wszystkich kontynentach!
Bo czy to nie liguster* z przeciwnego brzegu
Przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek?
Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna,
Narusza świętą strefę wód terytorialnych?
 
Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
Jeśli nawet gwiazd nie da się porozsuwać,
Żeby było wiadomo, która komu świeci?
I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły!
I pylenie się stepu na całej przestrzeni,
Jak gdyby nie był wcale wpółprzecięty!
I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza:
Przywoływaczych pisków i znaczących bulgotów!
Tylko to co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr. 

 
* liguster pospolity (Ligustrum vulgare L.) – gatunek rośliny z rodziny oliwkowatych

niedziela, 22 sierpnia 2021

Krzysztof Cezary Buszman - DZIŚ PROSZĘ...

 



Dziś proszę Cię byś dostrzec raczył
Że spojrzeć nie znaczy zobaczyć.
 
Że choć byś miał żelazne dłonie
To unieść nie oznacza donieść.
 
Że choć pogrążysz się w zadumie
To wiedzieć nie znaczy zrozumieć.
 
Że właśnie o tym milczą groby
Że dotknąć nie oznacza zdobyć. 



MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 

sobota, 21 sierpnia 2021

Henryk Cyganik - Polacy

 
po ekstazie ocalenia Europy
po etosie styropianowych ciuciubabek
z komuną
po poświęceniu kaloryfera
i konkwistadorów trzeciego tysiąclecia
ocieramy się o geniusz
 
ideał podnosimy z bruku
sięga już komina

















gdyby nam się jeszcze udało
książkę do nabożeństwa
zamienić
na nabożeństwo do książki

piątek, 20 sierpnia 2021

Adam Asnyk - A czasem moje smętne dumanie...

 

A czasem moje smętne dumanie
przerywa nagle cudna dziewczyna,
Usta mi daje na przywitanie,
a potem czule szeptać zaczyna
Że nie opuści mnie nigdy w życiu,
w szczęścia godzinie ni w doli złej,
Że kocha mocno, tęskni w ukryciu,
a ja cichutko tak nucę jej:

"Mów dalej, mów dalej cudna dziewczyno,
że wiernie mnie będziesz kochała,
że chwile miłosne nie miną,
żeś moja na zawsze i cała.
Że miłość Twa tak jest bezmierną,
że będziesz tęskniła wciąż do mnie...
mów dalej, że będziesz mi wierną:

Ja bajki tak lubię ogromnie!..."


czwartek, 19 sierpnia 2021

Kalejdoskop - Jolanta Wasilewska

 

Niewinna piąstka śpiącego niemowlęcia.
Niespokojne, kolorowe ręce dziecka.
Wilgotna, ze śladem długopisu ręka ucznia.
Ręce liczące szybciej niż tętno.
Ręka zamyślona, przy zmarszczonym czole.
Ręce wyjęte z ziemi, skrywane ze wstydem.
Ręka z niezerwaną różą.
Ręce myte na próżno.
Ręka karmiąca ptactwo.
Ręce rozgarniające jezioro.
Ręka nad najczulszą harfianą struną.
Ręce zdziwione.
Ręka z drżącą filiżanką.

O życie moje













jakże się mienią w słońcu
powolnieją w cieniu
przystają w mroku
 
twoje żywe dłonie.


środa, 18 sierpnia 2021

Zbigniew Herbert - Bajka ruska

 


Postarzał się car ojczulek, postarzał. Już nawet gołąbka własnymi rękami nie mógł zadusić.
Siedział na tronie zloty i zimny. Tylko broda mu rosła do podłogi i niżej.
Rządził wtedy kto inny, nie wiadomo kto.
Ciekawy lud zaglądał do pałacu przez okno, ale Kriwonosow zasłonił okna szubienicami.
Więc tylko wisielcy widzieli co nieco. W końcu umarł car ojczulek na dobre.
Dzwony biły, ale ciała nie wynoszono.
Przyrósł car do tronu. Nogi tronowe pomieszały się z nogami carskimi. Ręka wrosła w poręcz.
Nie można go było oderwać. A zakopać cara ze złotym tronem - żal.


Zbigniew Herbert - Mama

 

Myślałem:
nigdy się nie zmieni
 
zawsze będzie czekała
ubrana w białą suknię
i niebieskie oczy
na progu wszystkich drzwi
 
zawsze będzie uśmiechała się
wkładając ten naszyjnik
 
aż nagle
urwała się nitka
teraz perły zimują
w szparach podłogi
 
mama lubi kawę
ciepły kafel
spokój
 
siedzi
poprawia okulary
na szpiczastym nosie
czyta mój wiersz
i siwą głową mu zaprzecza
 

ten który upadł z jej kolan
zaciska usta i milczy
więc niewesoła rozmowa
pod lampą źródłem słodyczy
 
nieunoszony żalu
z jakich pije on studni
po jakich drogach chodzi
syn niepodobny do marzeń
 
karmiłam mlekiem łagodnym
jego spala niepokój
krwią go obmyłam ciepłą
ręce ma zimne i szorstkie
 
z daleka od twoich oczu
przebitych ślepą miłością
łatwiej unieść samotność
 
za tydzień
w zimnym pokoju
ze ściśniętym gardłem
czytam jej list
 
w tym liście
litery stoją osobno
jak kochające serce.