Archiwum bloga

środa, 20 stycznia 2021

Tadeusz Kotarbiński - Miłość i Przyjaźń

 



Czym jest miłość, 

czym jest przyjaźń?

Hej, nauczyciele,

Dajcie ich określenie zwięzłe a soczyste!


Miłość - dwie dusze w jednym zjednoczonym ciele,

A przyjaźń - jedna dusza w dwóch ciałach...

Zaiste!




 

Konstanty Ildefons Gałczyński

 

Pieniądze?

Jak ćmy się rozlecą.

Sława? Nieraz płakał, kto cię miał.

Przyjaźń? Szukaj jej ze świecą

nocą, na wietrze, wśród skał.




 




poniedziałek, 18 stycznia 2021

Adam Mickiewicz - Nowy Rok



 

Wiersz „Nowy Rok „

został napisany przez Adama Mickiewicza  w więzieniu.

W 1823 r. władze carskie

aresztowały poetę za przynależność

do stowarzyszenia filomatów;

przez pół roku poeta był więziony

w wileńskim klasztorze ojców bazylianów.



 

Skonał rok stary; z jego popiołów wykwita
Feniks nowy, już skrzydła roztacza na niebie;
Świat go cały nadzieją i życzeniem wita.
Czegoż w tym nowym roku żądać mam dla siebie?
 
Może chwilek wesołych? - Znam te błyskawice;
Kiedy niebo otworzą i ziemię ozłocą,
Czekamy wniebowzięcia: aż nasze źrenice
Grubszą niżeli pierwej zasępią się nocą.
 
Może kochania? - Znam tę gorączkę młodości;
W platońskie wznosi sfery, przed rajskie obrazy.
Aż silnych i wesołych strąci w ból i mdłości,
Z siódmego nieba w stepy między zimne głazy.
 
Chorowałem, marzyłem, latałem i spadam;
Marzyłem boską różę, bliski jej zerwania
Zbudziłem się, sen zniknął, róży nie posiadam,
Kolce w piersiach zostały. - Nie żądam kochania.
 
Może przyjaźni? - Któż by nie pragnął przyjaźni!
Z bogiń, które na ziemi młodość umie tworzyć,
Wszakże tę najpiękniejszą córkę wyobraźni
Najpierwszą zwykła rodzić i ostatnią morzyć.
 
O! przyjaciele, jakże jesteście szczęśliwi!
Jako w palmie Armidy wszyscy żyjąc społem,
Jedna zaklęta dusza całe drzewo żywi,
Choć każdy listek zda się oddzielnym żywiołem:
 
Ale kiedy po drzewie grad burzliwy chłośnie
Lub je żądło owadów jadowitych drażni,
Jakże każda gałązka dręczy się nieznośnie
Za siebie i za drugie! - Nie żądam przyjaźni.
 
I czegoż więc w tym nowym roku będę żądał?
Samotnego ustronia, dębowej pościeli,
Skąd bym już ani blasku słońca nie oglądał,
Ni śmiechu nieprzyjaciół, ni łez przyjacieli.
 
Tam do końca, a nawet i po końcu świata,
Chciałbym we śnie, z którego nic mię nie obudzi.
Marzyć, jakem przemarzył moje młode lata:
Kochać świat, sprzyjać światu - z daleka od ludzi.
 
Pisałem w więzieniu r. 1823, ostatniego dnia.


niedziela, 17 stycznia 2021

Jonasz Kofta - Ballada biblijna




Wieloryb był wielki
I gębę miał wielką
Co żarła, parskała i pluła
Ku chwale bebechów
Ryczała piosenki
Na resztę zaś była totalnie nieczuła
 
Póki wieloryb nie zeżarł Jonasza
Był wesolutki i pewny siebie
A teraz wszystko go przestrasza
Bo co ma w środku, nie wie. 

Nie wie.
 
Bo skąd mógł przewidzieć
Że zagryzł prorokiem?
 
Gdy Jonasz się wewnątrz rozgościł
To zaczął rozmyślać
Wśród mroków głębokich
Nad dosyć istotnym problemem wolności
 
 Bo jak nie będziesz myśleć, Jonasz
To w wielorybim brzuchu skonasz
Nie wszystko można po prostu zjeść
Zjeść można formę, trudniej treść
 
Ale najtrudniej idee
Nie wszystko można po prostu zżuć
Zżuć można gumę, kotlet, gwóźdź
Lecz niejadalne są nadzieje
 
Z nadzieją można wiele znieść
Choć ty mnie masz gdzieś
To ja mam cię gdzieś...
 
I czkał wieloryb
I nie mógł przełknąć
 
Bo Jonasz ideą uskrzydlon
Postawił w przełyku
Mu kilka barykad
I jeszcze od środka wymyślał od bydląt
 
Konwulsje ciskały
Po falach kolosa
 
A koniec zabawy był raczej zabawny
Wyrzygał proroka
Pod jasne niebiosa
Dialektyki pancerz miał Jonasz niestrawny


Nie po to ballada
By stare dziś prawdy
Że przemoc przegrywa w obliczu idei
Powtarzać, gdy wszyscy
Znudzeni doprawdy
Bo dawno wiedzieli, bo nieraz widzieli
 
Śpiewałem balladę
Bo prawda popłaca
Gdy świat jest obmową zatruty
By nikt z was nie mówił:
 

"Znów dzisiaj wygląda
...taki... jakiś... wypluty"
 

 

piątek, 15 stycznia 2021

annaG - Dojrzałość

 

Autor-Barbara Gulbinowicz

Któregoś ranka stanęłam przed lustrem,
zobaczyłam je po raz pierwszy
cieniutkie strużki.
Jak maleńkie rzeczki na mapie twarzy.

Przetarłam zdziwione oczy,
spojrzałam raz jeszcze
-były.
Nieodzowne znaki dojrzałości.

Mieszane uczucia,
jakby coś odchodziło
a przecież je zyskałam.
 
To czas wyrzeźbił drogi,
po których przeszłam,
troski w kącikach ust,
radość na policzkach,
złość i zdziwienie na czole.

Wszystkie kiedyś

łagodnie na siebie napłyną.



Wiem o tym.
To nie początek starości,
to zapis mojej duszy
w małe papilarne linie twarzy.

Od dziś spoglądając w lustro
zobaczę całe moje życie,
jak na dłoni...
 
/13.05.10/ 


Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Ale jest sen

 

Aleksandra Thitrova


Ale jest sen, widzenie, wiara, że tam, w górze,

jest jakieś odpłacenie, jakiś zwrot w naturze,

że tam, kto tu chciał kochać i szukał miłości:
znajdzie ją: kto chciał zbawiać: zbawia: kto czuł siłę
świecić wśród gwiazd, wirować będzie wśród światłości:

że może, gdy zrzucimy z siebie ciało zgniłe,
przeistoczeni w duchy w jednej cudu chwili,
powiemy, że zdawało nam się, żeśmy żyli...


środa, 13 stycznia 2021

Artur Oppman (Or-ot) Koncert Chopina – fragment

 


Artur Franciszek Michał Oppman, pseudonim „Or-Ot” (ur. w 1867r w Warszawie, polski poeta okresu Młodej Polski, publicysta, varsavianista.Utrzymywał  intensywne, kontakty z ówczesnym  światem literackim i artystycznym Warszawy. W jego domu bywali m.in.: Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Bolesław Leśmian, Antoni Lange, Wojciech Kossak, Jan Lechoń i inni. 


Jego patriotyczne wiersze deklamowano na różnych koncertach, akademiach, inauguracjach. Zmarł w 1931r  w Warszawie.Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim. 

Nad jego grobem Jan Lorentowicz powiedział: 

Odszedł w zaświaty poeta, który w ciągu czterdziestu kilku lat swego życia twórczego miał jedną tylko namiętność: bezgraniczne ukochanie Ojczyzny.



 


Koncert Chopina – fragment


(...)Więc siedli emigranci, by słuchać Chopina.
Fortepian milczy jeszcze, jak senna syrena,
Jeszcze w zmarłych melodyj zatopiony echa,
Smętną bielą klawiszy jakby się uśmiecha,
Gotów oddać się znowu tej słodkiej tyranii,
Która rwie go na błękit, zabija w otchłani,
Każe mu być aniołem albo szaleć w walce -
I czeka na widmowe, pieszczotliwe palce.







 Polski klub. Na fotelach samych gwiazd elita:
Mickiewicz i Słowacki, książę Adam, świta,
Ostatnie senatory, posły, jenerały,
Dembiński i Dwernicki, Ursyn srebrnobiały,
Ksiądz Jełowicki obok księżny Wirtemberskiej,
Nabielak w krwawych pąsach łuny belwederskiej
I chmurny, jak dźwięk jego pieśni ukraińskiej,
Brat ludu, wróg monarchów i książąt, Goszczyński.
 
Chopin wszedł. W lamp półcieniu dziwny jak zjawisko,
Nad rebusem klawiszów pochylił się nisko,
Jakby wprzód, nim ich dotknie, nim w nich głos obudzi,
Chciał oczyma przemówić jak do tamtych ludzi,
Jakby sprzęgał swą duszę, czarem czy miłością,
Z tą czarną i z tą białą martwą, zimną kością,
I śmiertelną umowę zawierał tajemnie:
Ja wezmę twoje Życie, weź moje ode mnie.


 Delacroix - George Sand  and Frederic Chopin


W niemą salę padł pierwszy dźwięk. Improwizuje.
On oczy ma zamknięte. Lecz nie gra. Maluje.
Przypomniał jakiś obraz: wieś w gruszkowych sadach,
Bose dzieci na progach, malwy na lewadach,
Roześmianą dziewczynę w kalinowym wianku,



Rozdrgany graniem dzwonek w różowym poranku;
Barwy mu dnia i zmierzchu wiążą się pod ręką -
I widok, jakby wstążką, owinął piosenką.
 
Dziwna piosenka, wszystkim słuchaczom przyjemna,
Ktoś myśli: to znad Ikwy, inny ktoś: znad Niemna,
Jeszcze komuś od Wisły gra echem znajomem,
Jakby ją dzieckiem słyszał pod rodzinnym domem:
A to tylko tak szumi liść na polskim drzewie,
A to tylko tak pluszcze polski deszcz w ulewie,
A to tylko tak tęskni serce po tym wszystkiem:
Za kamieniem przydrożnym - za niebem - za listkiem (...) 


Ze względu na  pandemię COVID-19  mająca się odbyć w październiku 2020r  osiemnasta edycja Konkursu Chopinowskiego została przełożona o rok.

„Mazurek c-moll” op. 56 nr 3 w interpretacji Daniiła Trifonowa, zdobywcy III miejsca na 16. Konkursie Chopinowskim w 2010 roku i nagrody Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków.


Johann Wolfgang Goethe Faust – dedykacja


Anton Kaulbach - Faust and Mephisto


Znowu mnie, chwiejne zjawy, nawiedzacie.
Mglisty za młodu pozór wasz widziałem,

Dzisiaj czy trwalsze w was ujrzę postacie?
Czy serce porwać da się tamtym szałem?
Dobrze więc, stańcie w pełnym majestacie,
Z mgiełki wynikłe, obleczcie się ciałem;
Owiane tchnieniem czarodziejskim cienie
Młodzieńcze jeszcze niosą mi wzruszenie.
 
Tym ja wzruszeniem wspomnienie objaśnię
I scen, i osób dramatu młodości;
Pierwszą swą miłość jak zamierzchłe baśnie,
Przyjaźń, co do mnie względy sobie rości;
A płacz nie cichnie ani ból nie gaśnie,
Lecz z labiryntu życia sprasza w gości
Tych, co zwiedzeni szczęściem, krok po kroku
Na błędnych ścieżkach znikli mi z widoku.
 
Nie dane było słyszeć dalszych pieśni
Tym, co słyszeli pierwsze nutki moje;
Gdzie przyjaciele teraz? gdzie rówieśni?
Przebrzmiał, ach! odzew pierwszy. Z bólem stoję
Wśród tłumu obcych, śpiewam tak, jak wcześniej,
Lecz od nich nawet poklasku się boję,
Ci, których śpiew mój cieszy zaś i dziwi,
Nie wiedzieć gdzie są, jeśli jeszcze żywi.
 
Z dziwną mi teraz tęsknotą ożywa
Świat duchów, cichy a poważny. Dźwiękiem
Harfy eolskiej moja pieśń szmerliwa
Wśród niepojętych wionie dźwięków. Z lękiem
Wzdrygam się, jedna za drugą łza spływa
Serce zakrzepłe słabym czyniąc, miękkim,
Coraz to dalsze życie mi się zdaje,
A to, co znikło, znów się jawą staje.
 
przełożył Adam Pomorski 


poniedziałek, 11 stycznia 2021

MOJE ZEGARY VII


 

Kornel Makuszyński - ROZMOWA Z ZEGAREM

 

Czy też pamiętasz, stary mój zegarze,
Jak w słońce twojej tarczy patrzył żak
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz jeszcze?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak,
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście na wieczność...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
A czy pamiętasz, filozofie stary,
Jakeś fałszywy mi wybijał znak
I wszystkie wokół budziłeś zegary,
Gdym pisał wiersze?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
A czy pamiętasz, jak mnie rozpacz dzika
Zdjęła, gdy stary wziął cię Izaak,
Gdyś hebrajskiego uczył się języka,
By mnie nakarmić?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Lub ową chwilę gdzieś na czwartym piętrze,
Gdym gorejący, jak ognisty krzak,
Przysięgał z mocą uczucia najświętsze,
Klnąc się na księżyc?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Lub tę, gdyś starym swym zgrzytnął żelazem,
Słusznego swego gniewu dając znak?
O, jakże smutno płakaliśmy razem,
Gdy nas zdradziła!...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
O, jak to dawno, Sokratesie stary!
Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...
Serca się psują, psują się zegary,
Wszystko umiera...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty,
Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!
Cofnij wskazówki i lećmy w wiek złoty...
Niech żyje młodość!
 
O, tak, o tak, o tak!


Cezary Bauszman - DARMOWE OBIADY



Jose de Ribera San Pedro
Za przesądzoną już sprawę
Za boży odpust od biedy
Przyjdzie zapłacić niebawem
Ale nie pytaj mnie kiedy.
 
Za naszą wiarę niewierną
Bo cóż już chyba nie nasza
Zapłacić przyjdzie z niesmakiem
Srebrnikami Judasza.
 
Bo nie ma darmowych obiadów
Podawanych do stołu usłużnie
Za każdy obiad się płaci
I raczej prędzej niż później.
 
Za to, że biło się brawo
Tym co nie godzi się klaskać
Grosz przyjdzie złożyć na tacy
Gdy życie szepnie co łaska.
 
Za to, że cień się swój brało
Za miarę własnej wielkości
Przyjdzie zapłacić nam wkrótce
Choćby i cenę miłości.
 
W dobrym więc byłoby tonie
Na koniec za życie prawdziwe
Zostawić wszystkiemu wszędzie
Suty po sobie napiwek.
 
17 lipca 2002 Londyn


niedziela, 10 stycznia 2021

Anna Świrszczyńska - "Chłopka" ,,Życiorys wiejskiej baby" "Z ołowiu"


Van Gogh
Chłopka

Dźwiga na plecach
dom, ogród, pole,
krowy, świnie, cielęta, dzieci.

Jej grzbiet dziwi się,
że nie pęknie.
Jej ręce dziwią się,
że nie odpadną.
Ona się nie dziwi.

Podpiera ją krwawy kij
umarła harowaczka
jej umarłej matki.
Prababkę
bili batem.

Ten bat
Błyszczy nad nią w chmurze
Zamiast słońca.


Z ołowiu

Wieczorem
wlecze się do łóżka,
na którym chrapie chłop.

Kładzie na brzegu łóżka
ciało.
Z ołowiu. 

Van Gogh
 Życiorys wiejskiej baby

Dysząc
dźwiga na brzuchu cebry.
Dysząc
dźwiga na plecach wozy.
Dysząc
ciągnie ze studni wiadra.

Dysząc
rodzi owoc męskiej żądzy.
Dysząc
umiera.


                                                          

sobota, 9 stycznia 2021

Julia Hartwig - KODA

 

mal: Kamille Corry

Chwiejna zbyt czuła i zbyt nieczuła
mało wierząca a pragnąca wiary
z nadzieją że przecież coś uszczknie z uczty życia
choć przekonana że nic się nie należy
 
Szukająca mimo wiedzy że niedocieczona jest tajemnica
Zachwyt był jej udziałem
choć kilkakroć odjęte jej było wszystko
co dawało zgodę na istnienie
 
Doświadczyła samotności i melancholii
jakby była jedną jedyną
a wiedziała że jest tylko jedną z wielu
 
Dane jej było zaznać miłości
i oczy jej były otwarte na uroki świata
 
Pochłaniała ją zagadka odejścia
niemożność pogodzenia jej z naturą bytu
 
Usiłowała wskrzesić przeszłość
Wszak to co pozornie skończone nadal trwa
ale nie da się czerpać stąd codziennej pociechy
 
Oglądając się wstecz mówiła:
Bądź wdzięczna Byłaś hojnie obdarzona

czwartek, 7 stycznia 2021

Zbigniew Herbert - Boski Klaudiusz


Mówiono o mnie
poczęty przez Naturę
ale nie skończony
jak porzucona rzeźba
szkic
uszkodzony fragment poematu
 
latami grałem przygłupa
idioci żyją bezpieczniej
spokojnie znosiłem obelgi
gdybym zasadził wszystkie pestki
jakie rzucano mi w twarz
wyrósłby gaj oliwny
rozległa palmowa oaza
 
edukację odebrałem wszechstronną
Liwiusz retorzy filozofowie
po grecku mówiłem jak Ateńczyk
ale Platona
przypominałem tylko w pozycji leżącej
 
uzupełniłem studia
w lupanarach i knajpach portowych
o nie spisane słowniki wulgarnej łaciny
i wy przepastne skarbce występku i rozpusty
 
po zabójstwie Kaliguli
ukryłem się za kotarą
wyciągnięty przemocą
nie zdążyłem przybrać mądrego wyrazu twarzy
gdy rzucono mi świat pod nogi
niedorzeczny i płaski
 
odtąd stałem się najbardziej pracowitym
cesarzem historii powszechnej
Heraklesem biurokracji
z dumą wspominam
liberalną ustawę
która zezwala na wypuszczanie odgłosów brzucha
w czasie uczt
 
odpieram stawiany mi często zarzut okrucieństwa
w istocie byłem tylko roztargniony
 
w dniu gwałtownej śmierci Messaliny
na mój - przyznaję - rozkaz uśmiercono biedaczkę
spytałem w czasie biesiady - dlaczego Pani nie przyszła
odpowiedziało grobowe milczenie
naprawdę zapomniałem
 
zdarzało się że zapraszałem
zmarłych na partyjkę kości
absencję karałem grzywną
przeciążony tyloma pracami
mogłem się mylić w szczegółach
 
podobno
kazałem stracić
trzydziestu pięciu senatorów
i jakieś trzy centurie ekwitów

no cóż
 
trochę mniej purpury
mniej złotych pierścieni
za to - co nie jest błahe -
więcej miejsca w teatrze
 
nikt nie chciał zrozumieć
że cel tych operacji był wzniosły
pragnąłem ludzi oswoić ze śmiercią
stępić jej ostrze
sprowadzić do wymiarów banalnych i codziennych
takich jak lekka melancholia albo katar
 
a oto dowód mojej
delikatności uczuć
z placu kaźni
usunąłem posąg łagodnego Augusta
by czuły marmur
nie słuchał ryku skazańców
 
noce poświęcałem studiom
napisałem historię Etrusków
historię Kartaginy
drobiazg o Saturnie
przyczynek do teorii gier
traktat o jadach węży
 
to ja ocaliłem Ostię
przed inwazją piasku
osuszałem bagna
zbudowałem akwedukty
odtąd zmywanie krwi
stało się w Rzymie łatwiejsze
 
rozszerzyłem granice Imperium
o Brytanię Mauretanię
i zdaje się Trację
 
o śmierć przyprawiła mnie żona moja Agrypina
i niepohamowana namiętność do borowików
grzyby esencja lasu - stały się esencją śmierci
 
wspomnijcie - o potomni - z należną czcią i wdzięcznością
choćby jedną zasługę boskiego Klaudiusza
dodałem do alfabetu nowe znaki i dźwięki
rozszerzyłem granice mowy to znaczy granice wolności
 
odkryte przeze mnie litery - ukochane córki - Digamma i Antysigma
wiodły mój cień
gdy chwiejnym krokiem zmierzałem w mroczną krainę Orkus


środa, 6 stycznia 2021

Czesław Miłosz – Nie z frywolności


Wiersz ” NIE Z FRYWOLNOŚCI  z tomiku „Traktat Teologiczny”  jest jedną z wielu prób odpowiedzi Miłosza na  pytanie, które sobie zadawał: „Niemożliwe, żeby ludzie tak cierpieli, kiedy Bóg jest na niebie i koło mnie. Jednak ludzie cierpią, Bóg jest na niebie i my go szukamy. W takim razie skąd się bierze zło?„


Vera  Pavłova

Nie z frywolności, dostojni teologowie,
zajmowałem się wiedzą tajemną wielu stuleci,
ale z bólu serdecznego, patrząc na okropność świata.
 
Jeżeli Bóg jest wszechmocny, może na to pozwalać,
tylko jeżeli założymy, że dobry nie jest.
 
Skąd granice jego potęgi, dlaczego taki a nie inny
jest porządek stworzenia – na to starali się odpowiedzieć
hermetycy, kabaliści, alchemicy, rycerze Różanego Krzyża.
 
Dzisiaj dopiero znaleźliby potwierdzenie swoich przeczuć
w twierdzeniu astrofizyków, że przestrzeń i czas
nie są niczym wiecznym, ale miały swój początek.
 
W jednym niewyobrażalnym błysku, od którego zaczęły się
liczyć minuty, godziny i stulecia stuleci.
 
A oni właśnie zajmowali się tym, co zaszło w łonie Bóstwa
przed tym błyskiem, czyli jak pojawiło się Tak i Nie, dobro i zło.

Jakub  Bohme * wierzył, że świat widzialny powstał
wskutek katastrofy, jako akt miłosierdzia Boga,
który chciał zapobiec rozszerzaniu się czystego zła.
 
Kiedy uskarżamy się na ziemię jako przedsionek piekła,
pomyślmy, że mogłaby być piekłem zupełnym,
 
bez jednego promienia piękna i dobroci.


* Jakob Böhme - protestancki mistyk i filozof religii żyjący na przełomie 16 i 17 wieku.

wtorek, 5 stycznia 2021

JAN TWARDOWSKI - Żal (Żal mi słów pogubionych)

 

Autor:Yvette Inufio



Żal mi słów po­gu­bio­nych

stra­co­nych na­wza­jem

gdzie je­ste­ście

go­ściń­ce roz­ło­gi roz­sta­je

w świe­cie au­to­strad

od mo­rza do mo­rza

żal mi śle­pych za­uł­ków

wer­te­pów roz­dro­ża


poniedziałek, 4 stycznia 2021

MOJE ZEGARY VI

 



KABARET STARSZYCH PANÓW

 



Kabaret  Starszych  Panów - kabaret autorski dwójki wybitnych twórców rozrywki telewizyjnej lat 50. i 60. XX wieku, Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego.

Był to jeden z najwybitniejszych programów rozrywkowych w latach 59 i 60 XX wieku.

Ironia, aluzja, przenośnia, humor wyróżniały go spośród innych produkcji telewizyjnych. Niepowtarzalny twórczy duet literacko-kompozytorski. Wasowski tworzył piękne melodie, Przybora pisał teksty pełne wykwintnego humoru, liryzmu i metafor, Łącznie w programie wykonano ponad 180 piosenek, które są słuchane i wydawane na płytach do dziś.

 

 "Przyświecała mi idea rozerwania się, zabawienia siebie i naszych odbiorców przez oderwanie się od szarej, nudnej, brzydkiej codzienności, od panoszącego się wokół nas prostactwa" - pisał Przybora.


Przez osiem lat, od16 października 1958 roku. do 1966 r., w porze nadawania autorskiego kabaretu Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego pustoszały ulice. Ludzie zasiadali przed telewizorami, aby obejrzeć program pełen poezji, lirycznych piosenek, wyrafinowanego żartu oraz pogodnego humoru i zobaczyć dżentelmenów w cylindrach, którzy czarowali charyzmą, lekką melancholią i niedzisiejszym spojrzeniem na świat.




Byli tacy widzowie, którzy urzeczeni wdziękiem i stylem Starszych Panów z oglądania Kabaretu robili wydarzenie:

 

„Znałam rodzinkę, która na ten jeden uroczysty wieczór przebierała się w wytworne stroje, zapalała świece i dopiero tak przygotowana zasiadała przed telewizorem” - pisała Agnieszka Osiecka.

 

Mimo upływu lat Kabaret Starszych Panów do dziś ma swoich fanów, a piosenki, które powstały ponad 50 lat temu nadal bronią się zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej – "są dobre na wszystko" – jak śpiewali dwaj starsi panowie, którzy wówczas aż tacy starsi nie byli – mieli obaj około czterdziestki. 

Byli autorami takich przebojów jak: "Wesołe jest życie staruszka", "Bo we mnie jest seks", "Kaziu, zakochaj się". „No co ja ci zrobiłem”

Obaj reżyserowali program i grali tytułowe, prowadzące postacie.

Prezentowali humor ludzi dobrze wychowanych, kojarzący się z epoką II RP. 




Dlatego też nieodzownymi atrybutami Starszych Panów były cylindry, żakiety i sztruczkowe spodnie - strój pośredni pomiędzy wizytowym a balowym. Piosenki pisane przez Przyborę miały fabułę, były refleksyjne i żartobliwe zarazem. Do dziś uznawane są za klasykę piosenki kabaretowej. Przybora oferował widzom Kabaretu, by spojrzeli na świat przez pryzmat groteski, a ten liryczny dystans pomagał przetrwać niewesołe realia socjalistycznej Polski.

Syn Jeremiego Przybory nazywał Kabaret Starszych Panów „muzycznym teatrem absurdów”, sugerując, że słowo „kabaret” w nazwie jest nieco mylące.




I znaleźliśmy się w wieku trudna rada
Że się człowiek przestał dobrze zapowiadać
Ale za to z drugiej strony cieszy się
Że się również przestał zapowiadać źle


„Starsi panowie Starsi panowie
Starsi panowie dwaj
Już szron na głowie,
już nie to zdrowie,
a w sercu ciągle maj”
 
I ta trwoga i ta trwoga trudna rada
że się nie wie czy się człowiek dla dam nada
Ale z drugiej strony cieszy takiej wdzięk
gdy rozwieje dana dama taki lęk
 
Starsi panowie……
 
Za granicę raczej nikt już nas nie wyśle
Zostaniemy trudna rada my przy Wiśle
Ale z drugiej strony też się cieszy człek
Z geografii znając gorszych parę rzek
 
Starsi panowie…..
 
Nie liczymy trudna rada też z kolegą
by na Marsa via sputnik się w ten tego
Ale z drugiej strony czy na Marsie gra
Gdy w ankiecie się ziemianin były ma
 
Starsi panowie….
 
W wolnych chwilach hodujemy sobie kwiatki
- pelargonie czy begonie, czy bławatki –
z drugiej strony na uwadze mając to,
by nie kwitło więcej kwiatków nam niż sto!
 
Starsi panowie….
 
Trudna rada jeśli chodzi o karierę
to nie będzie już nie będzie się premierem
Ale z drugiej strony weźmy co tu kryć
Jak to długo tym premierem trzeba być
 
Starsi panowie starsi panowie starsi panowie dwaj…. 


                                                



W programach Kabaretu występowali najlepsi aktorzy tamtych czasów, m.in. Kalina Jędrusik Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, , Wiesław Gołas, Wiesław Michnikowski, Edward Dziewoński, , Bohdan Łazuka, Jarema Stępowski, oraz - rzecz jasna - Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.


Wielką popularność dzięki udziałowi w kabarecie
zdobyła  Kalina Jędrusik  stając się symbolem seksu. 




śpiewała charakterystycznym, „omdlewającym”, zmysłowym półszeptem oraz była ubrana w stroje podkreślające jej kobiecość. Nie przystawała do purytańskiego PRL. Nic dziwnego, że wokół niej narosło wiele mitów.

Na jej widok, Władysław Gomułka podobno rzucał w telewizor kapciem.

Jędrusik, żona Stanisława Dygata, była świadoma swych walorów i bardzo chętnie eksponowała je publicznie, co nie podobało się pruderyjnemu małżeństwu Gomułków. Artystce zabroniono przez pewien czas występować w telewizji, po tym, jak pojawiła się na ekranie w głębokim dekolcie, na którym spoczywał mały krzyżyk na łańcuszku.

Aż dziw pomyśleć, że  mimo niechęci „pierwszej pary” Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, „Kabaretowi Starszych Panów” udało się przetrwać w telewizji aż osiem lat – od 1958 do 1966 roku.

Nie była to jednak ani obecność łatwa, ani dobrze widziana. Kabaret był pod szczególną „opieką” cenzury, która z zapałem tropiła wszelkie nieprawomyślne treści.

Najbardziej znane i niezapomniane piosenki  w wykonaniu Kaliny Jędrusik to   „Bo we mnie jest seks”, „Z kim tak Ci będzie źle jak ze mną” czy „Nie odchodź” „Utwierdź mnie „


Bo we mnie jest seks - piosenka  mistrzowsko wykonywana przez Kalinę Jędrusik.


Bo we mnie jest seks,
gorący jak samum.
Bo we mnie jest seks,
któż oprzeć się ma mu?
 
On mi biodra opływa, wypełnia mi biust,
żar sączy do ust.
Bo we mnie jest seks,
co pali i niszczy.
Dziesiątki już serc
Wypalił do zgliszczy.
 
Kogo zmysłów pożogą ogarnie,
już ten,
nie zazna
co spokój i sen.
 
Lecz gdy ofiarę
mą trawię żarem,
to cierpieć muszę,
że ją me ciało tak opętało,
choć oprócz ciała mam przecież i duszę!
 
Lecz we mnie ten seks,
jak chwast ją zagłusza.
Nikt nie wie, że jest
pod seksem i dusza.

Więc o takim wciąż marzę,
co całość ogarnie
i duszy latarnie
ze zmysłów wygarnie.
Takiemu ja oddam wśród łez
I duszę, i seks!






 
















Dlaczego stale zły losu palec
dotyka mnie tym nadmiarem?
Za jakie grzechy płci mojej cechy
zmysłowym dręczą oparem.


Niech tylko lekko pochylę dekolt
już męski ściele się trup
jak wypnę odrobineczkę biodro
już rzężą żądze u stóp..
.