Archiwum bloga

piątek, 20 maja 2022

KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI - Ballada o Trzęsących się Portkach


Po­słu­chaj­cie, o dziat­ki,
bar­dzo ślicz­nej bal­lad­ki:

Był so­bie pe­wien pan,
na twa­rzy kwa­śny i wklę­sły,
miał por­tek z pięt­na­ście par
(a może szes­na­ście)
i wszyst­kie mu się trzę­sły;

wło­ży sza­re: jak w fe­brze;
wło­ży gra­na­to­we: też;
od ślu­bu: jesz­cze lep­sze!
ma­ren­go: wzdłuż i wszerz.

Krót­ko mó­wiąc, w któ­re­kol­wiek por­t­ki
koń­czy­ny dol­ne wty­kał,
to trzę­sły mu się one
jak nie przy­mie­rza­jąc osi­ka.

W ten spo­sób, przez trzę­sie­nie,
pan ży­wot miał bar­dzo li­chy,
bo wszę­dzie, gdzie wszedł, zdzi­wie­nie,
a po­tem śmi­chy i chi­chy.

W koń­cu bab­cia czy cio­cia,
już nie pa­mię­tam kto,
po­wie­dzia­ła do tego pana:
„Chłop­cze, ty uschniesz, bo

nad por­tek spra­wą prze­dziw­ną
wy­la­łeś trzy mo­rza łez,
a zno­wu nie jest tak zim­no,
więc spró­buj cho­dzić bez.

Toć są ma­te­ria­ły uro­cze.
Toć są, ko­cha­nie. Toć.
Ty kup so­bie ja­kiś szla­fro­czek
i w tym szla­frocz­ku chodź;

lub od razu na za­dek
kup so­bie spód­nic trosz­kę,
a na wszel­ki wy­pa­dek
pa­ra­sol­kę. I brosz­kę;

też in­nych rze­czy mnó­stwo,
ko­ciac­kie ochę­dó­stwo,

rzę­sy z dru­tu, naj­lo­ny —
i już bę­dziesz urzą­dzo­ny,
a wąsy so­bie wy­skub.
I tak wy­glą­dasz jak bi­skup”.

Ku­pił pan so­bie szla­fro­czek,
cho­dził w szla­frocz­ku ro­czek,
ale tyl­ko w ciem­no­ści,
bo i szla­frok trząsł mu się co­ści;

a por­t­ki scho­wa­ne w kre­den­sie
też się nie zrze­kły tych trzę­sień;

trzę­sło się całe miesz­kan­ko,
ka­na­py i fu­try­ny,
bo to był dom me­lan­cho
i bar­dzo cyko ryj­ny.

Tu­taj się koń­czy bal­la­da
o por­t­kach się trzę­są­cych,
z bal­la­dy mo­rał gada,
mo­rał na­stę­pu­ją­cy:

GDY WIE­JE WIATR HI­STO­RII,
LU­DZIOM JAK PIĘKNYM PTA­KOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NA­TO­MIAST
TRZĘSĄ SIĘ POR­T­KI PĘTA­KOM.

1953   

wtorek, 17 maja 2022

MÓj BARDZO JUŻ STARY DOM


Tadeusz Różewicz - Luksus

wtorek 23 kwietnia

113 dzień roku 2002

dzisiaj
mam dzień wolny
słucham jak pada deszcz
czytam wiersze
Staffa i Tuwima

"Będę ja pierwszym w Polsce futurystą.
A to nie znaczy, bym się stał głuptasem,
Co sport z poezji czyni, i z hałasem
Udaje maga..."



czytam kartki z kalendarza

Arcydzięgiel litwor
to znana już w starożytności
bardzo aromatyczna roślina
czy można sobie przypomnieć
smak życia
smak dzięgielówki

słucham jak pada deszcz

na taki luksus nie mogą
sobie pozwolić
możni tego świata


muszą ściskać niezliczone
spocone dłonie całować sztandary
muszą głaskać dzieci
po główkach i staruszeczki

wycierać garnitury i twarze
wycierać
farbę z twarzy
żal mi
"wielkich" (tego świata)
że nie mogą nikogo
ugodzić pomidorem
że nie mogą
gówniarza
złapać za ucho

dziękuję Bogu
że nie muszę ubiegać się o "głosy"
idiotów

słucham deszczu

tak mało potrzeba
człowiekowi
do szczęścia

Tadeusz Różewicz
 

poniedziałek, 16 maja 2022

Barbara Skurzyńska - WYJDŹ NA SPOTKANIE

 

Marc Chagall

Wyjdź na spotkanie CZŁOWIEKA
Wyciągającego do ciebie ręce
Niemogącego się podnieść z upadku
Potrzebującego wsparcia i pomocy
Ale też chcącego cię czymś obdarzyć
 

Wyjdź na spotkanie DOBRA
Które cię wzbogaci
Doda wiary, nadziei i ufności
Które możesz powiększać
Którym możesz się z innym podzielić
 

Wyjdź na spotkanie PIĘKNA
I utrwal je w sobie
Zatrzymaj pod powiekami
Pokazuj niedowidzącym
I przykrywaj nim brzydotę


Wyjdź na spotkanie RADOŚCI
Nawet tej malutkiej
I czerp z niej energię i siłę
Naucz się ją mnożyć
Żeby starczyło jej dla innych
 
Wyjdź na spotkanie SMUTKU
I w nim też szukaj wartości
Ucz się od niego rozumienia innych
Uszlachetniaj nim swoje wnętrze
I wzbogacaj nim zwykłą codzienność
 
                                                                  BS

sobota, 14 maja 2022

Jadwiga Zgliszewska - Ewo dlaczego

Ewo
dlaczego
tak kusiło cię to drzewo
pociągał smaczny owoc
chociaż wiedziałaś
że otworzą się oczy...

żeby tak jednym kęsem
zawalić sprawę na wieczność
wszystkim swoim dzieciom!

a moglibyśmy
żyć w raju do dziś
w błogiej niewiedzy
bez nędzy
chorób
śmierci
i tych wszystkich
plag egipskich




ale ty po babsku
nie wytrzymałaś -
jeszcze Adama
poczęstowałaś!
i tak oboje
posiedliście owoc poznania
dobra i zła


odtąd wszyscy
ciągle musimy wybierać

a moglibyśmy
nie znać
nie musieć
nie wiedzieć...

byłby to
zaprawdę Eden!

i co ty zrobiłaś Ewo?

piątek, 13 maja 2022

Stanisław Barańczak – Humanistyczne warunki

Humanistyczne warunki życia, jakie mi
zapewniono: prawo do ludzkich uczuć,
do niepewności, strachu, do (jakież to ludzkie)
nienawiści (rzecz jasna, względem wrogów, których
starannie się dobiera, abym nie musiał się trudzić);


prawo do ludzkiej (nie ma powodu do wstydu)
fizjologii: do pocenia się (przy robocie), do popłakiwania
(w poduszkę), do krwawienia nawet (na
stacji krwiodawstwa);

mam nie tylko prawo,
ale i obowiązek przejawiania wszelkich
ludzkich słabości: nikt mnie na przykład nie zmusza,
abym był bohaterem, tj. mówił prawdę,
nie donosił, wstrzymywał się przed jakże ludzką
potrzebą dokopania leżącemu;

nic,
co ludzkie, nie jest mi obce, a także
nic, co obce, nie jest mi ludzkie, żyjemy
tu w swoim kółku, obcych nam nie trzeba,
dobrzy znajomi, sami swoi,
ludzie.

środa, 11 maja 2022

 Władysław Syrokomla, właściwie  Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz herbu Syrokomla (ur. 29 września 1823 w Smolhowie, zmarł w1862 roku.) - XIX wieczny polski poeta i tłumacz epoki romantyzmu. Nazywany często lirnikiem wioskowym, autor ironicznych wierszy stylizowanych na XVIII-wieczną sielankę oraz przyśpiewek ludowych.. Wstąpił do szkoły dominikanów, w kształceniu przeszkodził mu brak pieniędzy.




.Mimo - może zbyt obszernej objętości poniższego wiersza radzę się nie zniechęcać i zachęcam do przeczytania wzruszającej starej Gawędy autorstwa Władysława Syrokomli…..



KSIĘGARZ ULICZNY

Aksamitem i złotem świetnieją księgarnie,
Aksamitna publiczność po książki się garnie;
A księgarz ceniąc towar, jako mu się zdawa,
Złocistymi wyrazy sypie jak z rękawa;
I nam, którzy do druku gotujemy skrypta,
Do spartańskiej polewki dana soli szczypta.
Dzięki Bogu i za to -
a czy pamiętacie,
Kiedy w pańskim pałacu i w szlacheckiej chacie
Starczył za wszystkie książki wileński kalendarz,
A za wszystkie gazety wioskowy arendarz ?
Dziś cała Litwa czyta, dziś wszystko jest znane,
Więc pytasz sam u siebie: Kto sprawił tę zmianę ?

* * *

Patrzcie! Ja go wam wskażę: Przyparty do ściany
Stoi Żyd siwobrody, okryty w łachmany,
Oczy krwawe, zamglone, zgrzybiałość na twarzy,
Pod pachą kilka książek. To Nestor księgarzy!
Nie szydźcie z tej postaci! Lat sześćdziesiąt blisko,
Jak zajął przy tej ścianie swoje stanowisko,
I przechodniom zalecał bibułę i szmaty,
Za miedzianą monetę dał złoto oświaty.




Gdy wielka pieśń i mądrość Hellady i Romy
Górowała nad naszej mądrości atomy,
Kiedy w słowie Platona, w Horacego nucie
Znajdowano Wielkości i Piękna poczucie,
On sprzedawał łacińską książeczkę in quarto,
Zabrudzoną z początku, a z końca odartą.
Sprzedał za kilka groszy i w dodatku powie:
"Niech pan czyta szczęśliwie, niech służy na zdrowie."

* * *

Zdrowie-ż było w tych książkach słowo wrzące czynem,
Naczytawszy się Rzymian, byłeś Rzymianinem,




Duch olbrzymiał w potęgę, opływał w rozkoszy
Za ubogą zapłatą kilkunastu groszy.
A nędzarz, co to sprzedał, patrz jak błogo leci
Kupić czarnego chleba dla żony i dzieci!
Jak za ten czarny chlebek, plon swojego żniwa,
Panu Bogu dziękczynne psalmy wyśpiewywał.

* * *

Pogadajmy z nim sami. Wspomniał czasy młode,
Westchnął, oparł na kiju osiwiałą brodę,
Otarł czerwone oczy:
"Panicze ! panicze !
Tyle dobrego zdrowia i setnych lat życzę,"
Ile przez moje ręce przeszło za lat dawnych
Prawdziwych Elzewirów w pergamin oprawnych !
Czy to raz profesorska figura zgarbiona
Płaciła po dukacie listy Cycerona ?
Za Plautusa, choć prawda inkunabuł stary,
Pan Groddeck mi zapłacił aż cztery talary,
A ja tylko sprzedając ściskam ramionami,
Bo na co im te książki, kiedy piszą sami ?

* * *

Rarytne były czasy! a książek ogromy,
Groddeck, Czacki, Śniadeccy popisali tomy,
Dzieła choć naukowe szły jak asygnata,
Dużo ich sprzedawałem w staroświeckie lata !
Czy żyją, czy pomarli, daj Boże im zdrowie !
Kupowali je hurmem, akademikowie.
Niejeden z nich dostąpił sławy literata,
Lub wielkiego lekarza przed obliczem świata;
Niejeden tego doszedł przez mego Homera,
Że dziś jeździ karetą i ubogich wspiera.
Toż wszystko moje dzieci ! mogę mówić śmiało,
W moich to oczach rosło, w moich rozumiało.
A był to lud ubogi, obciążony pracą,
Niejeden chciałby kupić... a tu nie ma za co !

Niejeden - tych paniczów dobrze mam w pamięci -

Targuje, zwraca książkę, a łza mu się kręci.
To ja tak myślę sobie: No! szkoda mi dzieci,
Dam na kredyt lub w zamian literackich śmieci,
Od Baki do Newtona wszystko mi się przyda.
A poczciwi panicze pokochali Żyda,
Grosz powoli, lecz ciągle, do worka się sączy,
Aż przyszedłem na koniec do nowej opończy.

* * *

W zamian dostawałem grube folijały:
Rejów, Wujków, Paprockich, Stryjkowych zbiór cały,
Łazarzów, Piotrkowczyków wydania bogate,
I pamiętam tytuły, pamiętam ich datę.
Nie chwaląc się, znam druki krakowskie najrzadsze,
Że czasem i w Bentkowskim omyłkę dopatrzę.
Niepopłatny był towar, mało znany komu,


To ja... z piętra na piętro... od domu do domu...
Obnoszę, pokazuję, rarytność dowodzę,
Wypchną mnie przez drzwi jedne, ja drugimi wchodzę:
Bo z biedy cóż mam począć ? dla kawałka chleba
Jasnym panom oświatę narzucać potrzeba.
I trochę rozbudziłem do książek ochotę:
Kolońskiego Kromera sprzedam za dwa złote;
Jeszcze wyższej w mym handlu dochodziły ceny
Stuletnie kalendarze i Nowe Ateny;
Najwyżej stał Paprocki - bo tam było ryte
Jaki herb dla lokaja, jaki na karetę.
A choć mi czasem szkoda gotyckich rupieci,
Cóż zrobić? myślę sobie - to na chleb dla dzieci.

* * *

No !... pana Mickiewicza zabłysnęła chwała;
Ale już postarzałem... broda posiwiała,
Ręce znużone dziełami Tacyta, Plutarcha,
Wsparłem ot na tym kiju, stary patriarcha;
I nieraz gdy książeczkę roznosiłem małą,
Samemu na ten towar patrzeć się nie chciało;
Bo do czego to warto? tom taki niespory !
Jam przywykł do in folio lub quarto majori.

* * *

Co w tym to pobłądziłem, bo to dobre dzieła !
Wallenrodom i Dziadom Litwa przyklasnęła.
Czy pan wiesz? były cuda, co i sen nie marzy:
W pół godziny sprzedałem dziesięć egzemplarzy !
A wziąwszy dziesięć złotych raduje się dusza :
"Ha ! to musi być większy od Horacyjusza !"
Pamiętam jakby dzisiaj, gdy w rzewnej podzięce
Autorowi Grażyny całowałem ręce...



* * *



Lecz począłem ubożeć: Czas płaci, czas traci...
Nowe kramnice książek otwarli bogaci,
A w każdej pełno ludzi, ciekawość ich zdjęła,
Każdy się dopytuje o najnowsze dzieła;
A ja najstarszy księgarz, com sprawił tę zmianę,
Stoję, zgarbiwszy plecy i podpieram ścianę.
Co staremu do tego, czy wilgoć czy słota ?
Zalecam przechodzącym romans Walter-Skota.
Egzemplarz niekompletny... cóż ja biedny zrobię ?

* * *

Pan Joachim wyjechał, pan Mickiewicz w grobie...
Pamiętam ich, pamiętam... ja żyłem z ich darów.
Teraz już nie sprzedaję tak dobrych towarów...
Skarlał czas, pokarleli nasi literaci,
Ale, jak mówią ludzie: czas płaci, czas traci.
Bóg mi czterdziestoletnią wynagrodzi pracę,
Odzyskam na Kraszewskim, co na innym stracę.
"Kupujcie go panowie ! sprzedaję niedrogo,
Bo biedne moje wnuki z głodu pomrzeć mogą."


* * *

Wtem kareta księgarza po bruku się toczy,
I błotem zabryzgała ślepe starca oczy.
Otarł zbolałe oczy i podniósł je w górę
"Och ! na co ja stworzyłem tę literaturę ?!"


1859, Wilno

wtorek, 10 maja 2022

Jarosław Iwaszkiewicz - Jak to łatwo



 ***

Jak to łatwo jest deptać
upadłe wielkości
czy to jest zadanie poetów
rozbijać rozbite trumny?

jakże łatwo wymyślać
obcemu
schowawszy się za mur
obrońców sprawiedliwości

Ale być sprawiedliwym
w godzinie pogardy
podnieść głos
gdy wszystkie lisy schowały się do nory
zawołać głośno
kiedy wszyscy szepcą

o jakże mało jest takich
którzy to potrafią

Jarosław Iwaszkiewicz 


znalezione w Internecie :

George Grosz 1926


Dorastający wnuczek  zapytał kiedyś dziadka:

- Co sądzisz o sytuacji na świecie?

Dziadek odpowiedział:

- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. 

- Jeden jest pełen złości i nienawiści. 

- Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.

- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.

- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.

— Autor nieznany

poniedziałek, 9 maja 2022

Rose Ausländer - Mój oddech / Samotność .


Rose Ausländer, (1901–1988) z domu Scherzer, to żydowska poetka liryczna, pochodząca z Bukowiny, tworząca w językach niemieckim i angielskim, zamieszkała w Rumunii, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Jej poezja jest odbiciem  zarówno  niemieckojęzycznego kręgu kultury, jak i  chasydzkich legend i żydowskiego folkloru.



Mój oddech


W moich głębokich snach
ziemia płacze
krwią
Gwiazdy uśmiechają się
do moich oczu
Przychodzą ludzie
z wielobarwnymi pytaniami
Idźcie do Sokratesa
odpowiadam












Przeszłość
mnie wymyśliła
ja odziedziczyłam
przyszłość

Mój oddech nazywa się
TERAZ


przełożył Ryszard Wojnakowski





Noc VI

Sekundy kapią
w nocną pustkę

Bezsennie śnisz
legendę
o księżycu i gwiazdach

Czas
przecieka twoja myśl:
gdzie są ci
których już nie ma

Gdzie jestem
pytasz czarne lustro
lecz ono cię nie widzi 




Widzisz jego noc
słyszysz tylko
swój wystraszony oddech


tłum. Ryszard Wojnakowski

niedziela, 8 maja 2022

Edward Stachura - Tango triste



To było tak, jak zaćmienie słońca w sercu:
Przestała naraz widzieć mnie;
To było tak, jak trzęsienie ziemi w Peru:
Przestała naraz słyszeć mnie;
To było tak,
Jak o latarnię morską
Rozbija się wędrowny ptak.

            Fabian Perez



------------------------------------------------------------
W najgłębszą ciemność strącił mnie największy blask.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango - to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.
Niech będzie tak, że zaćmienie zawsze będzie:
Nie wyjdzie słońce dla mnie już:
Niech będzie tak, że trzęsienie ziemi wszędzie:
Zaginął wszędzie po mnie słuch;
Niech będzie tak,
Bo ja nie żyję wcale,
Bo duchem ptaka stał się ptak.
-------------------------------------------------------------
W najgłębszej nocy tańczę do czarnego dnia.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango - to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.


"Tango triste"  wyk:Jacek Różański

sobota, 7 maja 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA



Tadeusz Borowski - Licytacja

Tomasz Sętowski 

  

Bimber, szaber, kraj, opatrzność,
wszystko na stragany wnoście!
Kto przed budą, przed jarmarczną,
zardzewiałe gwoździe, gwoździe!


Tu - publika, nie ma grandy,
jak dasz - dobrze, nie chcesz - nie dasz! 
Byle obrót, byle handel,
świat na sprzedaż, świat na sprzedaż!


Kto pół ziemi! Wprost z gwarancji,
nie oclonej i bez granic?
Do nas, do nas, kombatanci,
tu najtaniej, prawie za nic!



Tutaj atomowa bomba
sprzedaje się z licytacji.
Otwieramy nowy lombard:
wszechświatowej demokracji!

Tadeusz Borowski

piątek, 6 maja 2022

Cyprian Kamil Norwid - Czemu mi smutno

Czemu mi smutno i czemu najsmutniej,
Mamże ci śpiewać ja - czy świat i czas?...
Och! bo mi widnym strój tej wielkiej lutni,
W którą wplatany duch każdego z nas.

I wiem, że każda radość tu ma drugę,
Poniżej siebie, przeciw-rada łzę,
I wiem, że każdy byt ma swego sługę,
I wiem, że nieraz, błogosławiąc, klnę.

Vincent Van Gogh (1890) 

Czemu mi smutno? - bo nierad bym smucić,
Ani przed sobą kłamstwa rzucać cień,
By skryć, jak czego nie można odrzucić,
By uczcić, czego trudno wyciąć w pień.


Więc to mi smutno - aż do kości smutno,
I to - że nie wiem, czy ten ludzi stek
Ma już tak zostać, komedią okrutną,
I spać, i nucić, śpiąc: "T o - t a k i  w i e k!"


Więc to mi smutno, i tak coraz gorzej,
Aż od-człowiecza się i pierś, i byt
I nie wiem, czy już w akord się ułoży,
I nie wiem, czy już kiedy będę syt!...

I nie wiem - czy już będę mógł nie wiedzieć,
Że coraz żywot mniej uczony tu -
Że coraz łatwiej przychodzi powiedzieć,
Ze snu się budząc: "W r ó ć m y ż  znów do snu!"

czwartek, 5 maja 2022

Hans Magnus Enzensberger - Bez względu na straty


Rafał Olbiński 1945

Jedni mogą być miłosierni,
inni gniewni, kapryśni, albo całkiem po prostu
nie do pojęcia. Skąpych bogów jednakże nie ma.
Kiedy się zatroskani pytamy,
czy nasz stan konta, zapasy na zimę,
grosz, uciułany na czarną godzinę, i woda, wystarczą,
to dla nich te parę miliardów Dróg Mlecznych,
w tę albo we w tę, nie czyni większej różnicy.
Wszystko to tylko zimne ognie dla ich rozrywki.
Tak roztrwaniają swoje życie, i nasze,
czerpiąc bezwzględnie z pełni,
gdy my tu naszą zupkę warzymy na małym ogniu.

Hans Magnus Enzensberger

przełożył Ryszard Krynicki 


środa, 4 maja 2022

Leopold Staff - Odtrącony od życia



Odtrącony od życia zwycięskiej biesiady,
W zadumie dni swe pędzę, w samotności skryty.
Z codziennymi troskami odbywam narady,
I co dzień klęsk bezbarwnych plon zbieram obfity.

Lecz los, który mi przypadł, mądry jest i słuszny
I sprawiedliwe wszystko, co wziąłem w udziele,
Bo nie zrozumiesz nigdy, człecze małoduszny,
Ile pereł znajduję w swym szarym popiele.


Leopold Staff

wtorek, 3 maja 2022

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Złota stronica

 

Porywczy wiatr historii, o niezwykłej sile,
W otwartej Księdze Świata, ciężkiej od stuleci,
Przewrócił nagle jedną, drugą, trzecią stronę,
Aż się w oczach litery mącą - a treść liter
Płynie szybciej od życia - i któż jej nadąży?

Bluszcz wieńczy brzeg tych stronic, wiążąc się w girlandy,
I straszą nas ryciny: krzyż, płacząca brzoza,
Dziecko skryte wśród mogił i bombą zabite,
Tuż obok cichej, z ziemi wydartej martwicy,
Zadomowionej dotąd w śmierci ciemno ziemnej
I uśmiechniętej sucho ust swych pergaminem
Na myśl, że raz się żyje, lecz i raz umiera...

Wichrze, wzmóż się i szarpnij ten obraz! Błagamy
O następną stronicę! Winna być słoneczna,
Barwna jak świat po burzy, niewinnie wesoła,
Z wielką tęczą, z gołębiem lecącym pod tęczą,

Jak pod łukiem kwitnącej, jabłonnej gałęzi,
Z dwiema rękami, mocno zwartymi w uścisku:
Boską: białą, promienną - i ludzką: roboczą. 

 

Wspomnieniowe science fiction / Bertolt Brecht - Rozwiązanie /

Po wybuchu powstania 17 czerwca

sekretarz Związku Pisarzy

kazał rozdać w Alei Stalina ulotki,

w których można było przeczytać, że naród

stracił zaufanie rządu

i mógłby je odzyskać

jedynie przez zdwojoną pracę. Czy nie

byłoby wszak prościej, gdyby rząd

rozwiązał naród i

wybrał inny?

Bertolt Brecht

tł. Czesław Miłosz

poniedziałek, 2 maja 2022

 

O naszym  znanym. ze swego wielkiego patriotyzmu Marianie Hemarze obszernie pisałam w blogu:  https://www.donkiswiatpoezji.pl/2020/12/marian-hemar-wspomnienie.html

Dziś w związku z 231 rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja przypomnę Mariana Hemara wierszem jego autorstwa. ’Modlitwa”.

Ten poeta - wielki patriota  nigdy nie mógł pogodzić się z faktem, że jego Polska, która doznała tak wielu krzywd od niemieckiego okupanta – znów została zniewolona przez komunistyczny totalitaryzm. Podkreślał zawsze "Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. (...) Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski". Zanosił więc żarliwe modły do Boga o jej uwolnienie. . Nie doczekawszy wolnej Polski, zmarł 11 lutego 1972 r. w miasteczku Dorking pod Londynem, gdzie został też pochowany.



Mal. Jacek Malczewski 

Modlitwa
 
Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.
 
Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.


 Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.
 


I co dzień szliśmy w pobok Niej - tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.
 
Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
 
By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.

By już na zawsze była 
w każdej naszej trosce
I już w każdej czułości, 
w lęku i rozpaczy,

By wnuk, zrodzon w wolności,
 wiedział, co to znaczy
Być wolnym, być u siebie - 
Być Polakiem w Polsce.