środa, 31 stycznia 2024

Baran Józef - Dopóki jeszcze




dopóki jeszcze
nie dotarłeś w sobie
do najdalszych biegunów i planet
dopóki możesz krzyknąć
- eureka
i zawiesić nad odkrytą ameryką
flagę wiersza

dopóki są w tobie
nie zgłębione oceany
nie rozbite atomy
nie rozszczepione na czworo włosy

dopóki możesz wierzyć w siebie
jak w Boga
którego nigdy nie widziałeś i nie zobaczysz

dopóki nie pootwierałeś wszystkich zamkniętych szuflad
i nie stwierdziłeś że są puste



dopóki jeszcze

p o t r a f i s z s i ę w y ł a m a ć
z k a s y p a n c e r n e j r o z s ą d k u


Józef Baran.

Czesław Miłosz - W Warszawie



Wiersz " W Warszawie"  to dla mnie jakby przypadkowa, niezamierzona  odpowiedź  Czesława Miłosza na poezję Haliny Birenbaum,  w której sercu i  duszy  wspomnienia niewyobrażalnego ludzkiego  zła, jakiego doznała    pozostaną  na zawsze.  




Pablo Picasso - 1904


 Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.


Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju.
Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?

Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.
Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy,
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów, myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.

Czesław Miłosz.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

BY NIE ZAPOMNIEĆ cz. 2 Halina Birenbaum - " Mój Ojciec "



" Mój Ojciec "  autorstwa Haliny Birenbaum  to historyczny wiersz, w którym  religia, nauki Talmudu, wreszcie koleje losy ojca to jakby skrócona  kronika narodu żydowskiego.  



Cytat z przemówienia Haliny Birenbaum w czasie obchodów z okazji oswobodzenia oświęcimskiego obozu: 

"patrzę z narastającym przerażeniem i bólem na krzykliwe, bezkarne, butne marsze nienawiści i krzyki ogłuszające -" Śmierć Żydom, Śmierć obcym, Śmierć uchodźcom, Śmierć! Ludziom innym" - mówiła Birenbaum. "Ona przyjdzie. Nikogo nie ominie w życiu. Nikt nie żyje wiecznie ani silni, ani słabi - jedynie pamięć. Ona jedna jest wieczna.. Od pokolenia do pokolenia" 

      

MÓJ OJCIEC

Ojciec czytał nam wspaniałe pieśni
Ze starych ksiąg
Wypełniony wzruszeniem i podniosłością
Przekazywał nam ich piękno
Wtedy nie rozumiałam ich treści
Ale ojca przejęcie i zachwyt
wchłaniałam

Ojciec tłumaczył nam znaczenie świąt
Czytał legendy o poświęceniu Chany
Cudzie Hanukah
o bezgranicznym oddaniu wierze –

Nie bardzo rozumiałam
Obca była mi nawet mowa
Jego żarliwych modlitw
Ale kochałam wzruszenie Ojca
Wyraz twarzy – blask w jego oczach
Gdy czytał lub modlił się
Do dziś żyje we mnie ten obraz

Gdy bombardowano we Wrześniu Warszawę
Ojciec niemal płakał w swej niemocy
Nasz dom wtedy się spalił
W Wielki Dzień Sądu żydowski Jom Kipur
Wybiegliśmy na płonącą ulicę
Ojciec mocno ściskał moją rękę
Wpatrywał się we mnie rozpaczliwie
Jakby usprawiedliwiając się…

Zapamiętałam jego spojrzenie z Tamtych dni
W getcie modlił się więcej niż dawniej
Szukał ratunku w Bogu
Porzucanym przez wielu pośród okropności
Pierwszy raz widziałam go płaczącego jak dziecko
Na wieść o śmierci dziadka w Białej Podlaskiej
Ojciec miał wtedy czterdzieści kilka lat…
I odtąd modlił się jeszcze częściej –

Ludzie w getcie puchli z głodu
Umierali na ulicach – my jeszcze mieliśmy chleb
Uczyliśmy się nawet w „kompletach”
Z książek pozostałych po pożodze…
Kilka teatrów nadal grywało w getcie

Mój starszy brat zdobył raz bilety
W Feminie wystawiano Księżniczkę Czardasza
Ojciec nie wybaczył – nie mógł pojąć
Jak można pójść do teatru gdy zwłoki
Gdy umierający zalegają ulice?!

Nie rozumiałam, nie słuchałam jego głosu
Do dziś jego słowa i głos dźwięczą mi w uszach –
Ojciec mówił że nie wolno sprzeciwiać się rozkazom
Wspominał straszną nazwę - karę: Auschwitz …
W swej naiwności nie doceniał morderczych planów
Nazistowskich niemieckich okupantów!

Matka miała przeciwne zdanie –
Ojciec kochał pieśniami, modlitwami
Rozpaczą wobec grozy
Matka zmaganiem lub godzeniem się z losem
Ojca posłusznego Bogu i ludziom zabili w Treblince
Walczącą i na przemian godzącą się z losem Matkę
Zabili i spalili na Majdanku

Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich?
Ich obraz wyziera z moich oczu wraz z ich męką
Poprzez moje oczy Oni uśmiechają się, płaczą
Prowadzą mnie po moich wszystkich drogach
Żyją – póki moje oczy na zawsze się nie zamkną


Powtórzę za poetką:" Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich? "


Halina Birenbaum - wybrane wiersze



" By nie zapomnieć" W 79 rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz -  wybrałam kilka mniej znanych wierszy byłej więźniarki wspaniałej poetki Haliny Birenbaum.
  
W blogu  pisałam o niej wielokrotnie - szerzej ....   / można odnaleźć w "Wyszukaj" /   
 
  

nie staram się


nie staram się zgadywać
co przyniesie rok który
się rozpoczyna
co zostanie po mnie
z przeszłych
ważna jest obecna chwila
co robię lub nie
każda jest niepowtarzalna
i to co w niej ze mnie
w nadchodzącym roku czy
w przeszłych


po prostu być

- ja nie od polityki
polemik demonstracji
nie od romantyki

jestem zwykłym człowiekiem 
tylekroć bezradnym
wobec powstających sytuacji

i chcę tylko móc
jak najbardziej nim być dalej
po prostu -  człowiekiem 


Tęsknota to więcej niż miłość

tęsknota to więcej niż miłość
a czym właściwie jest miłość


można ją mierzyć bólem
określić milczeniem łez
potęgą życia
nieziszczalnych pragnień
od dzieciństwa

po starość – po śmierć


Wiersze to język

Wiersze to język
bezgłośny płacz
wezbrany ból
bunt wewnętrzny –
wiersze to język niezwykły
umożliwiający mowę w milczeniu
to schron
gdy gubię się w gąszczu
życia. 

Halina Birenbaum.

sobota, 27 stycznia 2024

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 



Krzysztof Cezary Buszman - Zawziętość w nienawiści


Pablo Picasso 1938

Dziś zawziętość w nienawiści
Chce Ci swój scenariusz ziścić
Powód też się zawsze znajdzie
A czym głupszy, to tym bardziej! –
 
 
Boś bogatszy i mądrzejszy…


Przystojniejszy, zaradniejszy
Żeś kochany, podziwiany
Taki, że przyłóż do rany!
No a on to gbur nad chamy
Nie pomogą lustrom ramy
Bo i nawet w złotych ramach
Morda zawsze taka sama.
 
Mądrość wie od dawien dawna
Że nienawiść jest niestrawna
Gdy zazdrości smak, niestety
Znów odbiera im apetyt.
 
 
Boś bogatszy i mądrzejszy…
  
Nie wybaczy tego człowiek
Co już Bóg odpuścił Tobie
A najbardziej tego właśnie
Że przez Ciebie znów nie zaśnie.
 
 
Boś bogatszy i mądrzejszy…

 

piątek, 26 stycznia 2024

ksiądz Jan Twardowski - *** (Jak łatwo z grzecznego stać się niegrzecznym...)


 

John George Brown 1831-1913 




Jak łatwo z grzecznego stać się niegrzecznym,
z delikatnego - głupio dowcipnym
(poświęcać prawdę dla dowcipu),
z zakochanego - odkochanym,
z gorącego - zamrożonym
jak udko indyka w lodówce,
z rozszczebiotanego - mrukiem,
z sympatycznego jak kanarek
 - niewychowanym krukiem.

Najpierw sie całować,
a potem na siebie polować!
Jakie to smutne, że można tak zbrzydnąć!
 
2000

środa, 24 stycznia 2024

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Dziś

 




Dawniej się trzeba było zużyć, przeżyć
by przestać kochać, podziwiać i wierzyć;
dziś - pierwsze nasze myśli są zwątpieniem,
nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem.


Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi,
cudzych doświadczeń mając pełną głowę,
choćby nam dano skrzydła Ikarowe,
nie mielibyśmy do lotu odwagi.

My nie tracimy nic, bośmy od razu
nic nie przynieśli - i tylko nam bywa
tak źle, że na złe takie brak wyrazu,
a serce pęka w nas i we krwi pływa


Kazimierz Przerwa-Tetmajer

wtorek, 23 stycznia 2024

Wisława Szymborska - Dzieci epoki

 


Jesteśmy dziećmi epoki,
epoka jest polityczna.

Wszystkie twoje, nasze, wasze
dzienne sprawy, nocne sprawy
to są sprawy polityczne.

Chcesz czy nie chcesz,
twoje geny mają przyszłość polityczną,
skóra odcień polityczny,

oczy aspekt polityczny.
O czym mówisz, ma rezonans,
o czym milczysz, ma wymowę
tak czy owak polityczną
.
Nawet idąc borem lasem
stawiasz kroki polityczne
na podłożu politycznym.

Wiersze apolityczne też są polityczne,
a w górze świeci księżyc,
obiekt już nie księżycowy.
Być albo nie być, oto jest pytanie.
Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.
Pytanie polityczne.

Nie musisz nawet być istotą ludzką,
by zyskać na znaczeniu politycznym.
Wystarczy, żebyś był ropą naftową,
paszą treściwą czy surowcem wtórnym.
Albo I stołem obrad, o którego kształt
spierano się miesiącami
przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,
okrągłym czy kwadratowym.

Tymczasem ginęli ludzie,
zdychały zwierzęta,
płonęły domy
i dziczały pola
jak w epokach zamierzchłych
i mniej politycznych.

Wisława Szymborska 

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Kurze łapki

 






I już kurze łapki na skroni?

Ach, czas jak gdacząca kura

o zabłoconych pazurach

przebiegł po białych płatkach okwitłej jabłoni!


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska 


Anna Świrszczyńska - Do tego co najważniejsze

 
 Gustav Klimt







Gdybym zamknęła
oczy, uszy, nogi, ręce, 
i szła w siebie przez tysiąc lat.

może bym doszła
do tego co nie wiem,
jak się nazywa,
do tego najważniejsze.

Anna Świrszczyńska

sobota, 20 stycznia 2024

Czesław Miłosz - Jasności promieniste


Wojciech Siudmak




Jasności promieniste,
Niebiańskie rosy czyste,
Pomagajcie każdemu
Ziemi doznającemu.


Za niedosiężną zasłoną
Sens ziemskich spraw umieszczono.
Gonimy dopóki żywi,
Szczęśliwi i nieszczęśliwi.


To wiemy, że bieg się skończy
I rozłączone się złączy
W jedno, tak jak być miało:
Dusza i biedne ciało.


Czesław Miłosz 


piątek, 19 stycznia 2024

Tadeusz Boy-Żeleński - A kiedy przyjdzie...



A kiedy przyjdzie godzina rozstania,
Popatrzmy sobie w oczy długo, długo
I bez jednego słowa pożegnania
Idźmy - ja w jedną stronę, a ty w drugą.


Bo taka nam już pisana jest dola,
Że nigdy dla nas jutro się nie ziści,
Wiecznie nam w poprzek stanie tajna Wola,
Co tkliwość mieni w podmuch nienawiści.

Najmilsza moja! Leć, kędy cię niesie
Twych piórek zwiewność i krwi młodej tętno;
Leć, kędy życia pieśń wzdyma i gnie się
w rytmów tanecznych melodię namiętną;

Leć, kędy Rozkosz wyciąga ramiona
Po smutne serce człowieka tułacze,
Co w jej śmiertelnym spazmie drży i kona,
I wyje z bólu, i ze szczęścia płacze...




Leć... ale pomnij: w pogody uśmiechu,
W marzeń haszyszu i smutków żałobie,
I w cnot dystynkcji, i w plugastwie grzechu
To wiedz, najmilsza: ja jestem przy tobie.

Oczyma na cię patrzę skupionemi,
Jak na misterium ważne, groźne prawie,
I co bądź czynisz biedna Córo Ziemi,
Ja, brat twój starszy, ja ci błogosławię...

Gdy będziesz cierpieć, ja ciebie pocieszę,
A gdy się zbrukasz, wówczas wiedz, ty droga:
Ja cię wysłucham i ja cię rozgrzeszę,
Bo taką władzę mam daną od Boga.

W twe dłonie wtulę twarz od tęsknot bladą,
O twe kolana głowę oprę biedną,
A ty mi daj bajaj, o Szeherezado,
Twych cudnych nocy, ach, tysiąc i jedną...

A kiedy przyjdzie godzina spotkania,
Może w nas pamięć dawnych chwil poruszy
I bez jednego słowa powitania
Popatrzym sobie aż w samo dno duszy...

Tadeusz Boy-Żeleński

poniedziałek, 15 stycznia 2024

Josif Brodski - Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę

Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę,
wypalałem swój wyrok i ksywę gwoździem na ścianie baraku,
grałem w ruletkę, plażowałem na Riwierze,
jadłem obiad z diabli wiedzą kim we fraku.
Z wysokości lodowca świat oglądałem polarny,
trzykroć tonąłem, dwakroć mnie skalpel chlastał.



Rzuciłem kraj, który mnie wykarmił.
Z tych, co mnie zapomnieli, złożyłoby sią miasto.
Włóczyłem się po stepach, gdzie wrzask Hunów brzmi jeszcze
w wichrze,
przywdziewałem ubrania pod dyktando kolejnej mody
siałem żyto, kryłem papą smołową spichrze,
piłem każdy płyn z wyjątkiem suchej wody.
W sny moje wbiła się straży oksydowana źrenica,
chleb wygnania żarłem ze skórką, oczyszczając z okruchów
blat,
w końcu przeszedłem na szept.  
Dziś mam czterdzieści lat.
Co mogę powiedzieć o życiu? Rzecz to w sumie dość długa
Tylko nieszczęście budzi we mnie zrozumienie.
Ale póki ust nie zatka mi gliniasta gruda,
będzie się z nich rozlegać tylko dziękczynienie.


24 maja 1989

środa, 10 stycznia 2024

KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI - Których nam nikt nie wynagrodzi



Któ­rych nam nikt nie wy­na­gro­dzi
i któ­rych nic nam nie za­stą­pi,
lata wy strasz­ne, lata wą­skie
jak dło­nie śmier­ci w dniu na­ro­dzin.


Po­wie­dzia­ły­ście wię­cej na­wet
niż ru­dych burz ogrom­ne wstę­gi,
jak ludz­kie ręce złych de­mo­nów
sie­ją­ce w gru­zach gorz­ką sła­wę.



Wzię­ły­ście nam, co naj­pięk­niej­sze,
a zo­sta­wi­ły to, co z gro­mu,
aby tym dzik­sze i smut­niej­sze
ser­ca - jak krzyż na pu­stym domu.

Lata, o moje strasz­ne lata,
na­uczy­ły­ście wy nas wie­rzyć,
i to był ko­stur nam na dro­gę,
i z nim się resz­tę burz prze­mie­rzy.


Któ­rych nam nikt nie wy­na­gro­dzi
i któ­rych nic nam nie za­stą­pi,
lata - oj­czy­zno złej mło­do­ści,
trud­nej sta­ro­ści dniu na­ro­dzin.

Bogu po­da­my w koń­cu dło­nie
spa­lo­ne skrzy­dłem an­ty­chry­sta,
i on zro­zu­mie, że ta mło­dość
w tej gro­zie jed­na była czy­sta.  


Andrzej Waligórski - ZAMIAST FELIETONU





Kiedy się już dokładnie zamieszają wszystkie rasy,
Wyrówna się długość kończyn i wielkość oczodołów,
Z chińskimi dyszkantami skrzyżują się cerkiewne basy.
A uroda paryskich dziewcząt z niewątpliwym urokiem mongołów,
Angielska flegma dyskretnie stonuje łaciński entuzjazm,
Gdy każdy będzie przeciętnie i średnio namiętnie ponętny,
Więc straci rację bytu jakakolwiek rasowa aluzja
I kiedy się przy okazji wyrównają także zdolności
Na poziomie plus minus twórców seryjnego filmu "Jan serce",
I wszyscy będą mniej więcej starzy, wypukli i prości
Jakby ich jakiś automat odrobił na swojej szlifierce,
Więc jeśli to wszystko w przyszłości - w co mocno wierzę - się uda
I każdy zmieni się w żydo-greko-uzbeko-murzyna,
To po pierwsze - na całym świecie nastanie koszmarna nuda,
A po drugie i tak będzie się mówić: - Ach... pani jest taka inna.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Kazimierz Wierzyński - Do moich zmarłych

Kazimierz Wierzyński po wybuchu II wojny światowej wyemigrował na Zachód , pozostał na uchodźstwie do śmierci. Bardzo tęsknił do Kraju 
W okresie powojennym przeżywał kryzys psychiczny, związany m.in. z utratą podczas wojny prawie całej rodziny, co przekłada się również na kryzys twórczy. I odbija w jego twórczości. 








Zmarli moi, nie opuszczajcie mnie!
Tylko przy waszej śmierci bliski jestem życia,
Tylko wspomnienie o was nie zmniejsza mi świata,
Tylko wy, nieskalani, uszliście rozbicia,
Tylko wśród was mam ojca i matkę i brata,
Tylko wasze istnienie jest mi tu konieczne,
Tylko za wami iść mi, iść na wieki wieczne.
 
Zmarli moi, pozostańcie przy mnie!
Tylko przez was nie ginie to, co kiedyś było,
Tylko przez was zabliźnia się czas poszarpany,




Tylko przez was pojmuję mą przyszłość zawiłą,
Tylko w was śmierć i życie nie krwawią, jak rany,
Tylko na was się godzą i w was nie są sprzeczne,
Tylko za wami iść mi, iść na wieki wieczne.

 
Zmarli moi, pomóżcie mi!
Tylko przez was się budzi moja wiara ze snu,
Tylko przez was dosięgam jej siły w pokorze,
Tylko wy mnie wznosicie nad próbę doczesną,
Tylko z wami podejmę i przejdę ją może,
Tylko z was mnie oświeca, co jest ostateczne,
Tylko za wami iść mi, iść na wieki wieczne.
 
Zmarli moi, usłyszcie mnie!
Tylko tą ludzką mową mówić do was mogę,
Tylko tą ziemią zdążać, która was poczęła,
Tylko to niebo wspomnieć i pola i drogę,
Tylko to miasto w gruzach, zburzone w nim dzieła,
Tylko za wami, coście szli w łuny tameczne,
Tylko za wami iść mi, iść na wieki wieczne.
Amen.

Kazimierz Wierzyński 

Michaił Lermontow - I SMUTEK, I NUDA...

Michaił Lermontow 



I smutek, i nuda. Nikt dłoni nie poda z pomocą,
Gdy troska człowieka przygniata.
Pragnienia? Lecz pragnąć wieczyście, daremnie... i po co?
A lata mijają, najlepsze me lata.
Pokochać? Lecz kogo? Na chwilę pokochać nie warto -
A kochać na wieki któż zdoła?
Gdy spojrzysz w głąb serca, tam przeszłość swą widzisz
zatartą:

I radość, i męki dziś błahe są zgoła.
Namiętność? Lecz wcześniej czy później jej słodka
trucizna -
Rozsądek mi szepcze - też zginie.

I życie, gdy przyjrzeć się bacznie, z goryczą to wyznam,
Jest żartem niemądrym jedynie.

sobota, 6 stycznia 2024

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.


 




Zdjęcie w kartce z kalendarza pochodzi sprzed 12 lat z lutego 2012r.....  
Opady śniegu były tamtej zimy tak  obfite, że chodziło się głównie śnieżnymi tunelami...... a mróz fantazyjnymi wzorami ozdabiał nam szyby.    











piątek, 5 stycznia 2024

Bułat Okudżawa - Piosenka o otwartych drzwiach


Gdy zamieć wyje niczym wilk,
gdy w nocy mróz uderza,
nie zamykajcie, proszę, drzwi,
otwórzcie je na ścieżaj...








I kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi - nie przetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte.

Niech inni myślą: cud się stał,
A to nie cud bynajmniej!
Od żaru serca sosny żar niech
w piecu raz się zajmie...

I niechaj ciepło w ścianach tkwi,
niech noc się wyda krótka...
Nie warte funta kłaków drzwi,
marnego grosza - kłódka.


czwartek, 4 stycznia 2024

Adam Zagajewski - Kołysanka


Zdjęcie — autor: 
Sushant KC




Nie zaśniesz dzisiaj. Tyle blasku w oknie.
Sztuczne ognie rosną nad miastem.
Nie zaśniesz, za dużo się zdarzyło.
Książki czuwają nad tobą, ustawione w rzędy.
Będziesz długo myślał o tym, co się stało
i czego nie było. Nie zaśniesz dzisiaj.

Zbuntują się twoje różowe powieki,
będziesz miał oczy czerwone, piekące,
i serce spuchnięte od wspomnień.


Nie zaśniesz. Otworzy się encyklopedia
i wyjdą z niej dawni poeci, starannie ubrani,
osłonięci przed chłodem. Otworzy się pamięć,
jak spadochron, w nagłym syku powietrza.

Otworzy się pamięć i nie zaśniesz wcale,
będziesz się kołysać między chmurami,
cel ruchomy i jasny w świetle fajerwerków.

Nie zaśniesz już nigdy, zbyt wiele ci
opowiedziano, za dużo się zdarzyło.
Przecież każda kropla krwi mogłaby
napisać swoją szkarłatną Iliadę.

Każdy świt mógłby się stać autorem
ciemnych wspomnień. Nie zaśniesz
pod grubą kołdrą dachów, strychów i kominów,
które rzucają w górę garść popiołu.

Białe noce płyną cicho po niebie
i wiosła szeleszczą, jedwabne pończochy.
Wyjdziesz do parku i gałęzie
będą cię przyjaźnie uderzały po ramionach,
bierzmując cię jeszcze raz, jakby nie były
pewne twojej wierności. Nie zaśniesz.

Będziesz biegł przez pusty park, staniesz się
cieniem i spotkasz inne cienie. Będziesz
myślał o kimś, kogo już nie ma i o kimś,
kto żyje tak bardzo, że to życie na brzegach
zamienia się w miłość. Coraz więcej światła
gromadzi się w pokoju. Nie zaśniesz dzisiaj.

Adam Zagajewski