środa, 21 lutego 2024

Roman Brandstaetter - "Z Rozmów z Bogiem"

 
Wiele błądziłem.
 
Mój żal jest koronnym świadkiem
Tego wyznania.
 
Ale cokolwiek się działo w mym życiu,
Zawsze Ciebie kochałem.
 
Nic więcej nie mogę powiedzieć
Na moją obronę.
 
A na to Pan odpowiedział:
- Przypomnę ci słowa
Jednego z mych mędrców:
"Bóg pisze prosto
Na liniach krzywych"...
 
- Wiem o tym, Panie...
Wiem...
Przecież jestem linią
Bardzo krzywą i bardzo zawiłą...
 
Panie,
Wczoraj byłem kimś innym,
Niż jestem dzisiaj.
Powiedz mi zatem,
Który z nas obu
- Ja wczorajszy
Czy ja dzisiejszy -
Jest moim prawdziwym
Ja?


William Croatt


 






A na to Pan odpowiedział:

- Jesteś tym, kim będziesz jutro,
Mój synu...


Roman Brandstaetter

wtorek, 20 lutego 2024

Adam Mickiewicz - BAJKI - TCHÓRZ NA WYBORACH

 



Po owej porażce zwierząt
Wszczął się w ich armii nierząd.
Zwołana wojenna rada,

Z rady zwada;
Każdy każdemu się żali,
Każdy przed każdym się chwali
I każdy winę na każdego wali,






Tchórzowi tylko wszyscy pokój dali.
Obywatel tchórz w rządzie nie zasiadał,
Ani wojskowo nawet nie służył,
Więc w politycznem życiu się nie zużył,

Ufny w niepokalaną swą przeszłość, tak gada
„Obywatele! czas jest przystąpić do kwestji
Czemu przypiszem klęski tej kampanji?
Czy że na wodza brak nam zdolnej bestji?
Nie! Ale my ulegli przesądów tyranji!
Grzesznym przodków obyczajem,
Nie tym buławę oddajem,
Których zasługa i talent wyniosą,
Ale tylko mamy w cenie:
Ci — drapieżne urodzenie,
Tamci — rogate znaczenie,
A owi — socjalne, tłuste położenie.

Otóż dowódzcy nasi, przypatrzcie się kto są?
Lew, prezes, istny pańskich ideał nałogów;
Radca żubr, już dziad, ledwie goni resztą rogów;
Niedźwiedź mruk, niech-no stanie przed wojskiem, co powie?
Z lamparta byłoby coś, ale mu pstro w głowie;
Że pułkownik wilk sławny, toć tylko z rabunków
I z procesu, co zrobił owemu jagniątku;
A o kwatermistrzu lisie
Lepiej przemilczeć zda mi się,
Niźli zazierać do jego rachunków,
Sam się nie tai, że skory do wziątku.
Pominiemy odyńca, pan ten tylko pragnie
Skarbić żołędzie i spoczywać w bagnie.
Przywyklejszy doń, niż do marsowego kurzu:
Co się zaś tyczy osła, ten był i jest błaznem.“

Gdy tchórz tak gadał. Rada wrąc entuzyazmem,
Gotowa za krasomówstwo
Dać mu naczelne wodzostwo,
Odezwała się nagle w jeden głos: „Żyj tchórzu!“
On, stropion krzykiem tym pośród perory,
Zmieszał się, owszem, dał czuć najwyraźniej,
Że był w gwałtownej bojaźni.
Dopiero rozruch. „Precz z nim! pfe! tchórz! a do nory!“
Szczęściem, tuż była. Wśród sarkań i śmiechu
Wpadł w nią i rył bez oddechu,
Aż gdy na sążeń czuł się pod podwórzem,
Rzekł do siebie z ironją czystego sumienia:
„Ot proszę, co też to jest przesąd urodzenia!
Obranoby mię wodzem, gdybym nie był tchórzem.“

niedziela, 18 lutego 2024

ksiądz Jan Twardowski - Ile razy





Milczenie podczas rozmowy
milczenie w liście
milczenie w książce telefonicznej
bo numer tylko został

milczenie w milczeniu
milczenie bo wielkie szczęście
milczenie bo miłość przyszła
a serce w klinice
milczenie bo dom rodzinny przypomniał
a spadła tylko mordka śniegu

milczenie po milczeniu
milczenie przed cenzurą
milczenie bo pies zawył jak przed wojną ile to razy
nawet nie wierząc
spotykamy się w innym świecie

Jan Twardowski 


MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


sobota, 17 lutego 2024

Konstanty Ildefons Gałczyński - Sen psa

 
SEN PSA

Na polu kalafiory,
na całe życie dość.
Kalafior każdy spory
i w każdym rośnie kość,
więc podjem znakomicie,
aż po żołądka kres,
o, piękne, piękne życie,
o, piękny jestem pies!

Przechodzę do alkowy,
w alkowie stoi stół,
ma czworo nóg wołowych,
wędzonych w dymie z ziół,
pożeram wszystkie nogi,
zostaje tylko blat.
o, mój żywocie błogi,
o, piękny, piękny świat!


Dzidzia nieżyjąca już -   tragicznie zmarła,

Po łączce chodzą krówki,
słownie: sześćdziesiąt sześć,
podchodzę: to parówki,
gorące, tylko jeść!
Parówki autentyczne,
kilometrowy zwój,
o, chwile niebotyczne,
o, piękny świecie mój!

Na wzgórzu stoi lasek, 
a w lasku pachnie wrzos,
ten lasek też z kiełbasek
i widzę, wrzos to sos,
więc cały lasek wcinam,
rozlewam wrzos do waz,
och, cudna to godzina,
och, niesłychany czas!




Już jesień jest niestety,
deszcz chlupie chlup, chlup, chlup,
spadają z drzew kotlety,
a wszystkie do mych stóp.
Tłuszcz pryska mi na rzęsy,
sztukamięs pędzi wiatr,
wieprzowy wschodzi księżyc,
zbaraniał cały świat.

Konstanty Ildefons Gałczyński 
1953

piątek, 16 lutego 2024

Jonasz Kofta - Nieobecność II


artist: John Fenerov 
 

Świt i zmierzch i znowu świt
Noc świetlista, ciemne dni
Oswoiłem wieczność, swoją nieobecność
Że mnie nie ma, nie wie nikt

Wreszcie się przestałem bać
Żyć nie muszę, mogę trwać
Tydzień, miesiąc, rok i wiek
Słyszę szum podziemnych rzek
Czasem tylko nagły lęk
Czy to popiół, czy to śnieg
Nie ma mnie i nie ma łez
Cierpi tylko ten, kto jest

Że mnie nie ma, nie wie nikt
Jest powietrze z grubych szyb
Czas wyrokiem nie jest
Lustro się starzeje
A ja się nie zmieniam w nim
Trwam jak kamień, nie jak dym

                                 Jonasz Kofta 

czwartek, 15 lutego 2024

Konstandinos Kawafis - Daleko

Chciałbym o tym wspomnieniu coś powiedzieć...
Ale ono już tak wygasło... jakby z niego nic nie zostało  -
bo daleko, w pierwszych latach mojej młodości leży.

Skóra jakby zrobiona z jaśminu...
Tamten sierpniowy — czy to był sierpień? — wieczór...




Już ledwie przypominam sobie oczy: chyba niebieskie...
O, tak! Jak szafir, niebieskie..


Konstantinos Kawafis

środa, 14 lutego 2024

NIE ZAPOMNĘ CIĘ MAJU....


 

Julia Hartwig - Pod koniec


Pod koniec mało cię obchodzi
wszystko co w tobie zamieszkało ma prawo bytowania
odzywasz się cudzymi głosami
śnisz snami innych ludzi
mogą cię nakarmić kaszą albo łzami
nic ci się już nie należy
i na wszystko po trosze zasłużyłeś


winy twoje są niezliczone i przepełnia cię miłość życia
jesteś człowiekiem doświadczonym
ale wciąż nie opuściła cię ciekawość
do bólu chłoniesz zapadanie zmroku na rzece
szarą grawiurę miasta w deszczu
i odsłonięte nagle niebo
uwielbione girlandą obłoków

nigdy nie czułeś takiego uspokojenia
choć niczego nie udało ci się dopowiedzieć do końca
i to co zrobiłeś dalekie jest od doskonałości

jedyna sztuka której się uczysz
to sztuka pożegnania
dlaczego jednak miałbyś odchodzić bez żalu
żal jest jedyną zapłatą za to co otrzymałeś

Julia Hartwig 

wtorek, 13 lutego 2024

Edward Estlin Cummings ***






Rwijcie pąki swoich róż 

póki jeszcze możecie,

bo czas uleci, 

choć stary swym wiekiem,

kwiat 

co dziś uśmiechem się ukłoni,

umrze jutro w waszej dłoni...

poniedziałek, 12 lutego 2024

Zbigniew Herbert - Próba rozwiązania mitologii




Bogowie zebrali się w baraku na przedmieściu. Zeus mówił
jak zwykle długo i nudnie. Wniosek końcowy: organizację
trzeba rozwiązać, dość bezsensownej konspiracji, należy wejść
w to racjonalne społeczeństwo i jakoś przeżyć. Atena chlipała
w kącie.

Uczciwie - trzeba to podkreślić - podzielono ostatnie
dochody. Posejdon był nastawiony optymistycznie. Głośno
ryczał, że da sobie radę. Najgorzej czuli się opiekunowie
uregulowanych strumieni i wyciętych lasów. Po cichu wszyscy
liczyli na sny, ale nikt o tym nie chciał mówić.
Żadnych wniosków nie było. Hermes wstrzymał się od
głosowania. Atena chlipała w kącie.

Wracali do miasta późnym wieczorem, z fałszywymi dokumentami
w kieszeni i garścią miedziaków. Kiedy przechodzili przez most,
Hermes skoczył do rzeki. Widzieli jak tonął, ale nikt go nie ratował.
Zdania były podzielone; czy był to zły, czy, przeciwnie, dobry
znak. W każdym razie był to punkt wyjścia do czegoś nowego,
niejasnego.

Zbigniew Herbert - 17. IX.


Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść




Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze - łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą - i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win

Zbigniew Herbert

/  17 września 1939 Polska została zaatakowana  przez drugiego agresora – Związek Sowiecki  /

środa, 7 lutego 2024

Julia Hartwig - Słuchajcie jak echo śpiewa

 






Słuchajcie jak echo śpiewa

swoją triumfalną pieśń

nas już nie ma a ono wciąż jeszcze żyje

drzewom powierza nasze tajemnice

a księżyc kiedy na niego patrzę

tak samo wygląda jak wtedy


Julia Hartwig 

wtorek, 6 lutego 2024

Józef Baran - Fotografia szkolna










Gdzie okiem sięgnąć czas i czas
jesteśmy czasu milionerami
śmierć nie oceniła jeszcze skrzydłem
tła fotografii


rozrzucamy czas
pełnymi garściami
w kieszeni brzęczy kluczy pęk
do stu nieznanych bram


życie świeci nam prosto w twarz
baśnią z tysiąca i jednej nocy


jest jeszcze świat
i wszystko
dosłownie wszystko
może się zdarzyć


Józef Baran 



niedziela, 4 lutego 2024

JEAN DE LA FONTAINE - Pies i wilk.

Je­den bar­dzo mi­zer­ny wilk - skó­ra a ko­ści,
Mysz­ku­jąc po za­mroz­kach, kie­dy w łapy dmu­cha,
Zdy­bie przy­pad­kiem bry­sia Je­go­mo­ści,
Ber­nar­dyń­skie­go kar­ku, sę­dziow­skie­go brzu­cha:
Sierść na nim błysz­czy gdy­by szmel­co­wa­na,
Pod­gar­dle tłu­ste, zwi­słe do ko­la­na.




"A wi­taj, pa­nie ku­mie!! Wi­taj, pa­nie bry­chu!
Już od lat kopy o was ni widu, ni sły­chu,
Wte­dyś był mały kon­dlik - ale kto nie z po­stem,
Pręd­ko zmie­nia fi­gu­rę!




Jak­że słu­ży zdro­wie?"
"Ni­cze­go" - bry­sio od­po­wie,
I za grzecz­ność kiw­nął chwo­stem.
`Oj! Oj!...ni­cze­go! - wi­dać ze wzro­stu i tu­szy!-
Co to za łeb - mój Boże! Choć wa­lić obu­chem-
A kark jaki! A brzuch jaki!
Brzuch! Niech mnie po­rwą so­ba­ki,
Je­że­li, uczciw­szy uszy,
Wie­prza wi­dzia­łem kie­dy z ta­kim brzu­chem!"
"Żar­tuj zdrów, ku­mie wil­ku; lecz mó­wiąc bez żar­tu,
Je­śli chcesz, mo­żesz so­bie rów­nie wy­pchać boki."
"A to jak, kie­dyś ła­skaw?"
"Ot tak - bez od­wło­ki
Bory i nory od­daw­szy czar­tu
I łaj­dac­kich po polu wy­rze­kł­szy się świ­stań,
Idź mię­dzy lu­dzi - i na służ­bę przy­stań!"
"Lecz w tej służ­bie co ro­bić?" - wilk zno­wu za­py­ta.
"Co ro­bić? - dziec­ko je­steś - służ­ba wy­śmie­ni­ta -

Ot jed­no z dru­gim nic a nic!
Dzie­dziń­ca pil­no­wać gra­nic,
Przy­by­cie go­ści szcze­ka­niem gło­sić,
Na dzia­da wark­nąć, Żyda po­tar­mo­sić,
Pa­nom po­chle­biać ukło­nem,
Słu­gom wa­chlo­wać ogo­nem.
A za toż, bra­cie, ni­cze­go nie brak­nie:
Od pa­nów, pa­nią­tek, dzie­wek,
Okru­szyn, ko­stek, po­li­wek,
Sło­wem, cze­go du­sza łak­nie."

Pies mó­wił, a wilk słu­chał: uchem, gębą, no­sem,
Nie stra­cił słów­ka; po­łknął dys­kurs cały
I nad smacz­nej przy­szło­ści me­dy­tu­jąc lo­sem,
Już obie­ca­ne wie­trzył spe­cy­ja­ły!

Wtem pa­trzy "A to co?" - "Gdzie?" - "Ot tu na kar­ku".
"Eh, bła­zeń­stwo!..." - "Cóż prze­cie?" - "Oto, wi­dzisz, trosz­kę
Przy­cze­sa­no - bo na noc kła­dą mi ob­róż­kę,
Aże­bym le­piej pil­no­wał fol­war­ku!"
"Czyż tak? Pięk­nąś wia­do­mość scho­wał na ostat­ku."
"I cóż, wil­ku, nie idziesz?"
"Co nie, to nie, brat­ku:

 























L e p ­s z y   w   w o l ­n o­ ś c i   k ę­ s e k   l a d a   j a k i
N i­ ź l i   w   n i e­ w o ­l i   p r z y ­s m a ­k i " - 

Rzekł - i drap­nąw­szy, co miał sko­ku w ła­pie
Aż do­tąd dra­pie!

piątek, 2 lutego 2024

Ludwik Jerzy Kern - Wrrr



Gdzie indziej słońca mniej jest na niebie
I smutniej,
I wiele kwaśniej -
Lecz nigdzie tak się nie warczy na siebie
Jak u nas,
Jak u nas właśnie.

Mijają wieki,
Nic się nie zmienia,
Roczek za roczkiem upływa -
Do wzajemnego na się warczenia
Dryg mamy
Od Piastów chyba.


Warczy się u nas we wszystkich sferach
Od rana
Do wieczora -
Konduktor warczy na pasażera,
Pasażer na konduktora.

Warczą na siebie teściowa z zięciem,
Warczą najczęściej dlatego,
Żeby po prostu
Swoim warknięciem
Ubiec warknięcie drugiego.

Rzadko dziecinę,
Biorąc ogólnie,
Znajdziesz, by nie odwarknęła -
Polski Romeo warczy na Julię,
A Julia na Romea.

Od takich warknięć
Ludzie na świecie
Dawno by mieli fioła -
W każdej gromadzie,
W każdym powiecie,
Pełno tych warknięć dokoła
.
Deszcz ich nie niszczy
Ani posucha.
Wyjdź tylko z domu. Wystarczy.
Zaraz się cudzych warknięć nasłuchasz
I sam się zdrowo nawarczysz.

Nie da się faktów tych ukryć w cieniu,
Wieść się po globie niesie -
Nawet poznaje się po warczeniu
Polskie anioły
W niebiesiech.

Warczenie
(Zaraz dowód dostarczę)
Jest naszym mieczem i tarczą -
Ja także warczę.
A na co warczę?
Ja warczę na tych, co warczą.

Magda Czapińska - Ktoś do kochania

Dotąd żyłam wolna jak ptak
Z dnia na dzień, z chmury na chmurę
Los jak piórko unosił mnie
Więc leciałam w dół albo w górę
Aż poczułam któregoś dnia
Że już dość mam tego fruwania
I zamarzył się ciepły dom
A w tym domu ktoś do kochania

Ktoś do kochania, do całowania
Do przytulania w pochmurne dni
Do rozśmieszania, do pocieszania
Na całe życie ktoś, czyli ty
Ktoś, kto wysłucha
Szepnie do ucha dwa czułe słowa
Otrze łzy, kto przy mnie będzie zawsze i wszędzie
Ktoś tylko dla mnie, właśnie ty

I uśmiechnął się do mnie los
Gdy tak stałam w kolejce po szczęście
Zesłał miłość, rozmiar XL
Więc dlaczego wciąż chcę czegoś więcej
Czego jeszcze do szczęścia brak
Skoro w sercu słońce wciąż świeci
Czemu pragnę każdego dnia
Żeby zjawił się wreszcie ktoś trzeci










Ktoś do kochania, do całowania
Ktoś, kto po nocach wciąż mi się śni
Do rozpieszczania, do kołysania
Kto mi wypełni noce i dni
Kto dom nasz zmieni w centrum wszechświata
I kiedyś powie - mama i tata
I będzie śmiał się do nas przez łzy
Nasz mały synek, taki jak ty


Magda Czapińska


środa, 31 stycznia 2024

Baran Józef - Dopóki jeszcze




dopóki jeszcze
nie dotarłeś w sobie
do najdalszych biegunów i planet
dopóki możesz krzyknąć
- eureka
i zawiesić nad odkrytą ameryką
flagę wiersza

dopóki są w tobie
nie zgłębione oceany
nie rozbite atomy
nie rozszczepione na czworo włosy

dopóki możesz wierzyć w siebie
jak w Boga
którego nigdy nie widziałeś i nie zobaczysz

dopóki nie pootwierałeś wszystkich zamkniętych szuflad
i nie stwierdziłeś że są puste



dopóki jeszcze

p o t r a f i s z s i ę w y ł a m a ć
z k a s y p a n c e r n e j r o z s ą d k u


Józef Baran.

Czesław Miłosz - W Warszawie



Wiersz " W Warszawie"  to dla mnie jakby przypadkowa, niezamierzona  odpowiedź  Czesława Miłosza na poezję Haliny Birenbaum,  w której sercu i  duszy  wspomnienia niewyobrażalnego ludzkiego  zła, jakiego doznała    pozostaną  na zawsze.  




Pablo Picasso - 1904


 Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.


Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju.
Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?

Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.
Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy,
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów, myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.

Czesław Miłosz.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

BY NIE ZAPOMNIEĆ cz. 2 Halina Birenbaum - " Mój Ojciec "



" Mój Ojciec "  autorstwa Haliny Birenbaum  to historyczny wiersz, w którym  religia, nauki Talmudu, wreszcie koleje losy ojca to jakby skrócona  kronika narodu żydowskiego.  



Cytat z przemówienia Haliny Birenbaum w czasie obchodów z okazji oswobodzenia oświęcimskiego obozu: 

"patrzę z narastającym przerażeniem i bólem na krzykliwe, bezkarne, butne marsze nienawiści i krzyki ogłuszające -" Śmierć Żydom, Śmierć obcym, Śmierć uchodźcom, Śmierć! Ludziom innym" - mówiła Birenbaum. "Ona przyjdzie. Nikogo nie ominie w życiu. Nikt nie żyje wiecznie ani silni, ani słabi - jedynie pamięć. Ona jedna jest wieczna.. Od pokolenia do pokolenia" 

      

MÓJ OJCIEC

Ojciec czytał nam wspaniałe pieśni
Ze starych ksiąg
Wypełniony wzruszeniem i podniosłością
Przekazywał nam ich piękno
Wtedy nie rozumiałam ich treści
Ale ojca przejęcie i zachwyt
wchłaniałam

Ojciec tłumaczył nam znaczenie świąt
Czytał legendy o poświęceniu Chany
Cudzie Hanukah
o bezgranicznym oddaniu wierze –

Nie bardzo rozumiałam
Obca była mi nawet mowa
Jego żarliwych modlitw
Ale kochałam wzruszenie Ojca
Wyraz twarzy – blask w jego oczach
Gdy czytał lub modlił się
Do dziś żyje we mnie ten obraz

Gdy bombardowano we Wrześniu Warszawę
Ojciec niemal płakał w swej niemocy
Nasz dom wtedy się spalił
W Wielki Dzień Sądu żydowski Jom Kipur
Wybiegliśmy na płonącą ulicę
Ojciec mocno ściskał moją rękę
Wpatrywał się we mnie rozpaczliwie
Jakby usprawiedliwiając się…

Zapamiętałam jego spojrzenie z Tamtych dni
W getcie modlił się więcej niż dawniej
Szukał ratunku w Bogu
Porzucanym przez wielu pośród okropności
Pierwszy raz widziałam go płaczącego jak dziecko
Na wieść o śmierci dziadka w Białej Podlaskiej
Ojciec miał wtedy czterdzieści kilka lat…
I odtąd modlił się jeszcze częściej –

Ludzie w getcie puchli z głodu
Umierali na ulicach – my jeszcze mieliśmy chleb
Uczyliśmy się nawet w „kompletach”
Z książek pozostałych po pożodze…
Kilka teatrów nadal grywało w getcie

Mój starszy brat zdobył raz bilety
W Feminie wystawiano Księżniczkę Czardasza
Ojciec nie wybaczył – nie mógł pojąć
Jak można pójść do teatru gdy zwłoki
Gdy umierający zalegają ulice?!

Nie rozumiałam, nie słuchałam jego głosu
Do dziś jego słowa i głos dźwięczą mi w uszach –
Ojciec mówił że nie wolno sprzeciwiać się rozkazom
Wspominał straszną nazwę - karę: Auschwitz …
W swej naiwności nie doceniał morderczych planów
Nazistowskich niemieckich okupantów!

Matka miała przeciwne zdanie –
Ojciec kochał pieśniami, modlitwami
Rozpaczą wobec grozy
Matka zmaganiem lub godzeniem się z losem
Ojca posłusznego Bogu i ludziom zabili w Treblince
Walczącą i na przemian godzącą się z losem Matkę
Zabili i spalili na Majdanku

Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich?
Ich obraz wyziera z moich oczu wraz z ich męką
Poprzez moje oczy Oni uśmiechają się, płaczą
Prowadzą mnie po moich wszystkich drogach
Żyją – póki moje oczy na zawsze się nie zamkną


Powtórzę za poetką:" Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich? "


Halina Birenbaum - wybrane wiersze



" By nie zapomnieć" W 79 rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz -  wybrałam kilka mniej znanych wierszy byłej więźniarki wspaniałej poetki Haliny Birenbaum.
  
W blogu  pisałam o niej wielokrotnie - szerzej ....   / można odnaleźć w "Wyszukaj" /   
 
  

nie staram się


nie staram się zgadywać
co przyniesie rok który
się rozpoczyna
co zostanie po mnie
z przeszłych
ważna jest obecna chwila
co robię lub nie
każda jest niepowtarzalna
i to co w niej ze mnie
w nadchodzącym roku czy
w przeszłych


po prostu być

- ja nie od polityki
polemik demonstracji
nie od romantyki

jestem zwykłym człowiekiem 
tylekroć bezradnym
wobec powstających sytuacji

i chcę tylko móc
jak najbardziej nim być dalej
po prostu -  człowiekiem 


Tęsknota to więcej niż miłość

tęsknota to więcej niż miłość
a czym właściwie jest miłość


można ją mierzyć bólem
określić milczeniem łez
potęgą życia
nieziszczalnych pragnień
od dzieciństwa

po starość – po śmierć


Wiersze to język

Wiersze to język
bezgłośny płacz
wezbrany ból
bunt wewnętrzny –
wiersze to język niezwykły
umożliwiający mowę w milczeniu
to schron
gdy gubię się w gąszczu
życia. 

Halina Birenbaum.