Archiwum bloga

wtorek, 28 kwietnia 2020

W.Hugh Auden - Inny czas



Roman  Kędzierski

Dla nas, tak jak dla innych Zbiegów, o czym nie wiemy,
Dla niezliczonych kwiatów, które liczby nie znają,
Dla zwierząt, które nie muszą pamiętać, a więc nie pamiętają,
Jest tylko jedno Dzisiaj, dzień, w którym żyjemy.

Tak wielu usiłuje powiedzieć Jeszcze Nie Teraz,
I nim przypomni sobie słowo Jestem — umiera,
Jeśliby tylko mogli, chcieliby choć bodaj w marzeniach
Zagubić się w Historii i szukać w niej zapomnienia.

Kłaniając się na przykład z wdziękiem staromodnym
Flagom w barwach właściwych i w miejscu dogodnym,
Mamrocząc, jak starożytni, kiedy po schodach biegną,
O Moim i o Naszym, o Ich i o Jego.

Tak jakby Czas wciąż jeszcze był tym, czego pragnęli,
Jak kiedy wiele posiadał i mógł wszystkich obdzielić,
Tak jakby byli w błędzie i żałowali szczerze
Tego, że już naprawdę sami nie chcą należeć.

Nie dziw więc, że tak wielu z żalu w mrok śmierci się kryje.
I nie dziw, że są tak samotni w chwili konania;
Nikt nie lubi, nie wierzy kłamstwu, przed którym się wzbrania:
Że inny Czas ma życie, które żyje.

Tłum. Stanisław Barańczak.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Ks. Jan Twardowski - Bliscy i oddaleni


Bo widzisz tu są tacy, którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni, co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło

Bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają - to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka - jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek

są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty, co nigdy nie chodzą parami

Można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
Nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

sobota, 25 kwietnia 2020

/ ŻART I SATYRA cd./ Jeremi Przybora – Jej rodzina

Wind fine art gallery



Cóż, że dziewczyna
jest jak z kina,
że ze trzy lata byś wytrzymał?

Ale – rodzina – jej rodzina?
Jaka rodzinę ma?
Czy mama się nie wtrąca
i szczęścia nie zamąca?
jej tata czy nie trąca,
gdy w złość na zięcia wpadł?

Czy wujek z czci odarty
nie oszukuje w karty?

Czy chęcią żartów party
nie nadoskwiera brat?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,

ale nie spoczniemy my -
aż sprawdzimy, czy:



gdy dziadzio przyjdzie w gości,
nie nudzi do nudności?
A przy tem – biorąc tościk -
na dywan roni dżem?

A szwagier, który tyra,
aż w piersi dech zapira -
czy nie wymusza żyra
pod groźbą szczucia psem?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,
ale nie spoczniemy my -

aż sprawdzimy, czy:
babunia nie wyżera
przysmaków z fryżydera?

Czy ciocia nie wybiera
z półmiska lepszych sztuk?

Czy – przewracając stolik -
stryjaszek alkoholik
nie stłucze znów majolik,
choć sporo on już stłukł?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,

ale nie spoczniemy my -
aż sprawdzimy, czy:
czy kuzyn somnambulik
bladziutki jak śledź ulik
nie wejdzie śpiąc w koszuli
przestraszyć nas we śnie?

Czy siostra naszej pani
nie sprawi, że my, zanim
się spostrzeżemy, sami
w siostrzyczce zakochani?

Moja dziewczyna
jest jak z kina,
ze cztery lata z nią wytrzymam,
bo i rodzina, jej rodzina
cóż za rodzinę ma!

Mamunia się nie wtrąca
i szczęścia nie zamąca
a w złości nie potrąca
tatunio – król bon ton.

Wujaszek chłop otwarty
przegrywa ze mną w karty

a brat grzecznością party
powtarza wciąż: „Pardon”.

Tacy krewni to
sama radość, bo
oni zaufają i
dogadzają mi.

Jej szwagier, który tyra,
że w piersi dech zapira,
pożyczki mi i żyra
bez długich daje mów.

Stryjaszek – też nie ciężar,
w kieszeni nie ma węża.

A mąż jej – dla jej męża
po prostu brak mi słów.

Tadeusz Różewicz - Pomniki



Nasze pomniki
są dwuznaczne
mają kształt dołu

nasze pomniki
mają kształt
łzy

nasze pomniki
budował pod ziemią
kret

nasze pomniki
mają kształt dymu
idą prosto do nieba

środa, 22 kwietnia 2020

Horacy, Quintus Horatius Flaccus



Horacy, Quintus Horatius Flaccus (ur. w 65 roku p.n.e. w Wenuzji,)


Jeden z największych poetów rzymskich. Syn wyzwoleńca. . Był autorem m.in. krótkich utworów o treści politycznej oraz ośmieszających wady i słabości ludzkie. Poeta debiutował późno, mając 30 lat.

Do najsłynniejszych dzieł Horacego należą Pieśni (znane także jako "Ody" - Odes) o bardzo bogatej tematyce – utwory religijne, biesiadne, wiersze do przyjaciół, wiersze do kochanek, motywy klasyczne i hellenistyczne, refleksje na temat śmierci i wybuchy radości życia.

Aleksander Krawczuk polski historyk starożytności o Horacym: „ze swych ostatnich utworów Horacy był dumny. 
Dał temu wyraz w ostatniej pieśni zbiorku:



„Pomnik zbudowałem trwalszy od spiżu
i wyższy od królewskich grobowców, piramid.

Nie zniszczy go ani deszcz, ani wicher,
ani też nieskończony ciąg lat
i czas wiecznie uciekający.

Nie wszystek umrę;
wielka część mej osobowości 
umknie bogini śmierci.

Wciąż jednakowo żywy 
będę rósł sławą u potomnych,
dopóki na Kapitol wstępował będzie kapłan
z milczącą dziewicą, westalką.”


„Mylił się Horacy. Jego wielkość okazała się jeszcze trwalsza. Nie ma już kapłanów rzymskich bóstw i nie ma westalek. Ale pieśni poety wciąż żyją. Czytają je nad Tybrem i nad Wisłą, nad Wołgą i nad Missisipi, nad Tamizą i nad Amazonką – wszędzie, gdzie sięga europejska kultura. Albowiem wiotka i nieuchwytna tkanka słów jest trwalsza od spiżu, potężniejsza od mocarstw.”

Portret Horacego - Relief rzymski z ok. 50r. 


Horacy
Pieśń I 11

Do Leukonoe

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.

A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia,
czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to i… klaruj swe wina.

Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.
Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.

przekład: Henryk Sienkiewicz


Pieśń I 31

Do Apollina

 O co poeta prosi Apollina
gdy młode wino rozlewa z patery?
O co się modli w ten dzień dedykacji?
O nie o zbiory na żyznej Sardynii

ani o stada mnożące się w żarach
Kalabrii ani nie prosi o złoto
czy kość indyjską czy grunty zwilżane
po cichu nurtem spokojnym Lirysu

Łozy kaleńskie niech nożem okrzesa
kto panem winnic i kubku ze złota
bogaty kupiec niechaj pije wino
dobrze płacone syryjskim towarem

on z łaski nieba Atlantyckie wody
bezkarnie wita trzy razy do roku
albo i cztery

mnie do życia starczą
oliwki lekkie ślazy i cykoria

Synu Latony pozwól mi się cieszyć
tym co jest
moim zdrowiem i nietkniętą
władzą umysłu
pozwól niech się za mną
nie wlecze starość brzydka i bez lutni

Przełożył: Adam Ważyk






ODA 23

Vitas inuleo me similis, Chloe



Stronisz przede mną, Chloe, podobna sarence,
co matki trwożnej szuka po górskiej ustroni


i lęk odczuwa płonny
przed każdym szmerem w lesie.

Bo czy z nadejściem wiosny listki rozbudzone
potrąci wietrzyk, czy też zarośla jeżyny
mała jaszczurka wzruszy,
już serce drży i nóżka.

A przecież cię nie gonię, by jak tygrys srogi
albo lew getulijski rozszarpać na sztuki:
więc nie wypatruj matki
bo iść za mężem pora.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Czesław Miłosz - Che fece... il gran rifiuto




Dla niektórych ludzi 
przychodzi taka godzina,
Kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak
albo wielkie Nie. 
Od razu widać, 
kto z nich w sobie ma
gotowe Tak. 
Wypowiedziawszy je, 
coraz wyżej się wspina.
Wzrasta i w ludzkiej czci,
 i w zaufaniu do samego siebie.

Ten, kto powiedział Nie — nie żałuje. 
Gdyby zapytali go, czy chce
odwołać je, nie odwoła. 
Ale właśnie to Nie — 
to słuszne Nie — 
na całe życie go grzebie.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Anna Świrszczyńska - Nie narodzony

Amit Bhar




Jestem jeszcze nie narodzona,
na pięć minut przed narodzeniem.
Mogę się jeszcze cofnąć
w swoje nienarodzenie.
Oto już dziesięć minut przed,
oto już godzina przed narodzeniem.
Cofam się,
idę,
biegnę
w swoje minus życie.


Idę swoim nienarodzeniem jak tunelem
o niesamowitych perspektywach.

Dziesięć lat przed,
sto pięćdziesiąt lat przed,
idę, dudnią moje kroki,
fantastyczna podróż przez epoki,
w których mnie nie było.

Jakże długie jest moje minus życie,
nieistnienie tak bardzo przypomina nieśmiertelność.





Oto romantyzm, gdzie mogłabym być starą panną,
oto renesans, gdzie byłabym
brzydką i niekochaną żoną złego mężą,
średniowiecze, gdzie nosiłabym wodę w oberży.

Idę wciąż dalej,
jakie echo,
dudnią moje kroki
przez moje minus życie,
przez odwrotność życia.

Dochodzę do Adama i Ewy,
już nic nie widać, ciemno.
Tutaj już umiera moje nieistnienie
nieważną śmiercią matematycznej fikcji.

Nieważną jaka byłaby śmierć mojego istnienia,
gdybym się urodziła naprawdę.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Przypominając „ ZAGŁADĘ ” – w 77 rocznicę powstania w getcie warszawskim.


Irit Amiel - poetka i tłumaczka. 

Urodziła się w Częstochowie w spolonizowanej rodzinie żydowskiej. Jej przodkowie przybyli do Polski ok. 400 lat temu z terenów niemieckich, i z Portugalii.
Podczas II wojny światowej przebywała w częstochowskim getcie, z którego udało jej się wydostać i dzięki aryjskim dokumentom i pomocy Polaków doczekała końca wojny. 
Jej rodzice i najbliższa rodzina zginęli w Treblince.   

Obecnie  mieszka w Tel Awiwie.  Ma sześcioro wnuków.

W roku 1994 ukazał się w Tel-Awiwie 
zbiorek jej wierszy - wspomnień
upamiętniających losy rodzin żydowskich
w czasie hitlerowskiej okupacji.


Egzamin z Zagłady

W drodze do komór gazowych w Auschwitz .
maj 1944r

Jesteśmy już nieliczni i ostatni.
Wiek nie zaciera świadomości,
a po nas zapadnie wielkie milczenie.

I moja wnuczka mówi - mam egzamin z Zagłady -
Nasze życia, nasze nocne zmory,
Nasze codzienne grozy staną się datami.
A młody adwokat mówi - Oni są już starzy
nie można polegać na ich pamięci.

Jesteśmy już nieliczni i ostatni.
Powoli odchodzimy i znikamy
zabierając ze sobą na dno
nasze milczenie, nasz krzyk.



Jesteśmy już nieliczni i ostatni,
i pozostała nam już tylko garstka dni
na świadectwo, na grozę i na gorzkie
porachunki z człowiekiem i z Bogiem.







Tu i tam


Czasami letnią wieczorną porą
gdy lekki wiaterek od morza wieje
zapachnie na chwilę po dawnemu.
A ona na miejscu truchleje


i zastanawia się czy jest wciąż
nadal tamtą dziewczyną
co godzinami stała sama na peronie
wpatrzona w rozpędzone pociągi
zduszona tęsknotą łzami i nadzieją
albo biegała pomiędzy wagonami
szukając na obcych twarzach
tego ukochanego wymiętoszonego
uśmiechu ze starego wyblakłego
zdjęcia, który nie wróci już
z żadnej podróży


Czasami letnią wieczorna porą
gdy lekki wiaterek od morza wieje
na okamgnienie 
tam jest tu a tu jest tam.

Roman Brandstaetter - Rachunek kamieni

Kamienie starosłowiańskie


Przebudzony kamień jest bardzo zdziwiony.
Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem.
Więc czym jest? Z jakiej materii zdziałany?
Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie,
Moja wiedza jest skąpa, a to, co rozumiem,
Jest owocobraniem mojej słabej wiary.
Trud mój dopiero teraz się zaczyna,
Boże, który jesteś dla mnie większym ciężarem
Niż ja dla Ciebie.
A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem,
Trwam pod nim,
Bo pragnę zasiąść
Na drugim brzegu człowieka.
Na drugim brzegu brata,
Na drugim brzegu myśli,
Na drugim brzegu serca,

Przy stole pojednania,
Gdzie wszystko ma swój sens i ład,
Gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń,
Gdzie duch nie walczy z oporem materii,
Gdzie ostry topór nie godzi w pień drzewa,
Gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem,
Gdzie woda nie jest przeciwna ogniowi,
Gdzie nie istnieje szukanie i lęk.

Dlatego wierzę, chociaż owa wiara,
Która dla innych jest ojczyzną ciszy,
Dla mnie jest jeszcze jedną
Burzą.
Dlatego wciąż od nowa szukam Cię i szukam,
Jakby Cię za mało było w tym wszystkim,
W czym Cię nieustannie widzę i czuję.

Jesteś umęczony mną, Boże,
Ale ja również jestem umęczony Tobą.
Zerwane sieci w falach Genezareth,
Gorzkie modlitwy, piwnice, ciemności
I medytacje nad tajemną sprawą,
Dlaczego ginie sprawiedliwy mąż,
A zły zasiada w radzie człowieczeństwa,
Dlaczego mędrzec pada pod toporem,
A tłuste sadło żre włochaty szczur,
Dlaczego kłamie czarna zakonnica,
A Maria Curie była ateistką.
Kołowrót męki, niepokój sumienia
I karuzela grzechów, i upadek,
I to pytanie, od którego bolą
Wargi:
Powiedz, czy tę rzeczywistość
Może ocalić poezja?

A potem znowu wszystko od początku:
Zawiłe drogi, zasadzki i sidła,
Zerwane sieci w falach Genezareth
I wizja kwitnącego figowca,
Który jeszcze wieczorem
Był uschniętym kikutem.

Boże nauki, serc i intuicji,
Pragnę odnaleźć nici, które łączą
Serce ze sercem, zjawisko ze zjawiskiem,
Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń,
Ich sen i jawę, spoczynek i trud,
I te klęczące w naiwnej pokorze
Pyłki i ziarnka,
I te przeciwko Tobie zbuntowane
Góry gigantów,
Abym mógł wreszcie zrozumieć i pojąć,
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by nie złamać
Twego imienia -
Ja, celnik, który kiedyś
Będę Cię błagał o kromkę wieczności

JAK o kromkę chleba.


sobota, 18 kwietnia 2020

BARBARA KOBOS KAMIŃSKA - Pamięci cieni



Odchodzą, oddalają się
oniemieli,
jeden za drugim,
w świat cieni.

Jak osobliwy jest los człowieka
w śnie o życiu,
w tej baśni rwącego strumienia.
Jak przedziwna jest ludzka dola
w tych wirach i zgasłych płomieniach
złączonych historią życia.

Ktoś już tutaj był,
ktoś zostawił cień,
ktoś odszedł,
ktoś mnie wyprzedził.
Słyszę łzy, krzyk w stronę nieba –
tu leży już niejeden kamień.

Kto mi powie jak biegnie czas
poza ziemią życia,
co jest nadzieją a co ułudą,
jak bez lęku przejść na drugi brzeg,
na skraj bezruchu,
na spotkanie świata w mroku?

I ja
i krok za krokiem
i koniec
zapisany w przeznaczeniu.

Lund, listopad 2002