Archiwum bloga

czwartek, 27 czerwca 2019

Józef Baran - Miłość


moment wzruszenia
nad urwistym kanionem
i rzeką
drążącą
obojętne skały:

gniazdo zbudowane
na wsporniku wiszącego mostu
przez parę zakochanych orlików
ponawiających od początku trud
stwarzania świata

i myśl:
"nie zaglądaj w zęby
darowanym dniom
jakie by nie były
niech się dalej śnią
miłe sercu drobiazgi
słońce deszcz cień i blaski
i świat nieobjęty
choć z wysoka
maciupeńki"

. Józef Baran - Mijanie się, przemijanie, trwanie.






mijają wieki
a one wciąż fruną
i są dla nas stale te same
zadzierając głowy
niezmiennie mówimy na nie
kawki, bociany, pszczoły
nie próbując odróżnić
kawkę od kawki
bociana od bociana
pszczołę od pszczoły

i one dostrzegają w nas
wciąż tego samego człowieka
żyjącego teraz i przed stuleciami

w tej gatunkowej perspektywie
(może nie tak znów niedorzecznej)
Mijając się a nie przemijając
Istniejemy dla siebie
Bezimiennie ale za to wiecznie

piątek, 21 czerwca 2019

M.Pawlikowska-Jasnorzewska. - Przekwitła tancerka

Anna Razumovskaya


ta pani wciąż jeszcze tańczy
wesoła jak młoda dziewczyna

lecz jest już w piękności swojej
nietrwała jak lichy jedwab

może barwy utracić na słońcu
może skurczyć się jak etamina
a wówczas powieszą ją w szafie
pośród rzeczy o które nikt nie dba

jest ona już tylko na oko
kto ją szarpie ten ją rozedrze na zawsze

ostrożnie z nią młodzi tancerze
bo pęknie w tysiące zmarszczek

( o młodości wytrwała i dumna
o skóry jak angielskie zamsze
o twarze szerokie i twarde jak tarcze )

między dancingiem a sercem jej starem
jest most w pasy złote i szare
jakie tam myśli się snują
jaka mądrość tam przejeżdża groźna
lecz o tym się ludziom nie mówi
bo słuchają patrząc na zegarek
a przed tym jednym co być może słuchał
musi milczeć tancerka nietrwała i trwożna



czwartek, 20 czerwca 2019

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska. Zwodnicza przeszłość

Philippe Auge




Przeszłość moja… Wyraźnie, jak w 
stereoskopie,
Staje mi przed oczami.


Piękna! Raj bez mała! 
Na klęczkach myśl zanurzam w tych kurzach, w tych miałach… 


To było szczęście,
o czym nie wiedząc, cierpiałam...

sobota, 15 czerwca 2019

Grzegorz Turnau - Piosenka dla ptaka

Joni Johnson Godsy 

Kiedy podnieść się nie możesz
i ogarnia cię zwątpienie,
wtedy nie płacz, ptaku, nie płacz.

Podnieś głowę w stronę nieba,
uwierz skrzydłom,
własnym skrzydłom,
one kiedyś ci pomogą
unieść się nad ziemię, wstać.

Lot twój będzie tak wysoki,
lot twój będzie tak daleki,
ile wiary i nadziei
własnym skrzydłom możesz dać.

A jak będziesz w pierwszym locie,
bliżej nieba, dalej ziemi,
nie zapomnij tam, w przestrzeni
nie zapomnij tam, w błękicie
o tym małym skrawku ziemi,
gdzie powstało twoje życie.

Grzegorz Turnau - Szukaj przygody...

Rembrandt van Rijn

Płyń, póki jeszcze krew śpiewa we skroniach
płyń w dal nieznaną, za nic miej lamenty
szukaj przygody w tajemnych ustroniach
i płyń z ochotą na morskie odmęty

Nie wiedząc wcale, gdzie teraz dopłynę
żagiel wichrowi podałem rozpięty
i na szerokość zmierzyłem głębinę
i wypłynąłem na morskie odmęty

Widziałem dzikie i piękne krainy
w niejednym przyszło mi tonąć odmęcie
wspominam wszystkie spotkane dziewczyny
ich cień unoszę na swoim okręcie

Szukaj przygody, nim wszystko przeminie
niech cię nie trwożą najdziksze odmęty
znajdziesz tam bajkę w odległej krainie
i wszystkie morza, i sny, i okręty

Choć zda się czasem, że niegdyś tam byłeś
brzegiem znikomym w bezkresów przezroczu
brzegiem, skąd okręt swój biały odbiłeś
i że sam siebie straciłeś już z oczu

Szukaj przygody, nim wszystko przeminie
niech cię nie trwożą najdziksze odmęty
znajdziesz tam bajkę w odległej krainie
i wszystkie morza, i sny, i okręty

Szukaj przygody...

środa, 12 czerwca 2019

Fernando Pessoa * * *




O żadnym najmarniejszym źdźble trawy
Przeznaczenie nie zapomina,
Wszystko co żyje podlega prawom.


Przez swą naturę marnieją róże
I kończą się przyjemności.

Kto nas zna, przyjacielu, takich jakimi byliśmy?
Nawet my siebie samych nie znamy.

z tomu "Odes de Ricardo Reis", 1946

tłum. z portugalskiego Andrzej Talarczyk 

czwartek, 6 czerwca 2019

Andrzej Sikorowski - Zabierz mnie stąd daleko


Zabierz mnie stąd daleko
Jak najdalej od tych wszystkich złych wydarzeń
Usiądziemy nad zieloną rzeką
To najlepsze lustro dla zmęczonych twarzy

Zabierz mnie hen od wrzawy
Bohaterką żadnej bitwy nie zostanę
Niech kołyszą nas wysokie trawy
I niech rosą zakwitają, gdy poranek

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Na ten luksus zawsze starczy nam pieniędzy
Tutaj żadnych nam idoli nie potrzeba
O przepraszam, mam jednego, to jest księżyc

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Razem z nim będziemy czasem deszczem płakać
Przytulimy się do stuletniego drzewa
Pewnie z czasem pomyślimy o dzieciakach


Zabierz mnie z tej planety
Która pędzi na spotkanie swego losu
Przecież dobrze wiesz, że ważne dla kobiety
Są dwie sprawy - ciepły dom i święty spokój


Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
I prywatna gwiazda nocą nam zaświeci
Wtedy pewni jak się nie bać, jak się nie bać
Nauczymy żyć bez strachu nasze dzieci

Andrzej Sikorowski - Piosenka o ulicznym grajku

Joseph Christian Leyendecker

Tam gdzie największy płynął tłum 
raniutko stawał w deszcz nie deszcz

i czapkę kładł do góry dnem
by wyglądała groszy stu

Rzucali ludzie marny grosz
co błyszczał w czapce niby łza
nie widzi biedak ale gra
wciąż słyszał gdy mijali go

Taki już żebraka los
jedne skrzypce dwoje rąk
stare palto pełne łat
siwe włosy targa wiatr

Taki już żebraka los
wokół litość albo złość
jednostajny monet brzęk
i fałszywej struny dźwięk

Pośrodku miasta zawsze stał
wtorek czy piątek deszcz nie deszcz
do myśli złych uśmiechał się
i jakiś stary refren grał

Aż raz przemówił - umilkł gwar
i nagle się dowiedział tłum
że oprócz marnych groszy stu
królestwo własne stary ma

Taki już żebraka los
jedne skrzypce dwoje rąk
ale za to jakie sny
gdzieś otwarte w mroku drzwi

Pod powieką własny świat
kto odgadnie jakich barw
czyje życie ponad stan

kto tu żebrak a kto pan?



wtorek, 4 czerwca 2019

Wojciech Młynarski - W szkole wolności

Georg Grosz  ( Podpory społeczeństwa}
Ta myśl pod czaszką taka żmudna,
Tak przyczepiła się i boli:
Czemu ta wolność taka trudna,
Tyle trudniejsza od niewoli?

I jak tę wolność przetłumaczyć
Na dni, co plotą się spokojnie,
Skoro nie umie nikt wybaczyć,
Skoro nie umie nikt zapomnieć...?

W szkole wolności tyle wolnych klas,
Nieużywana brama się telepie,
Lecz w żadnej klasie ciągle nie ma, nie ma nas-
-My nie musimy! My JUŻ wiemy lepiej!

Jakąż wolnością nam zakwita
Nasz wolny wreszcie dzień powszedni?
Wolnością pięknych, trudnych pytań,
Czy też wolnością głupstw i bredni?

Wolnością, co szacunek budzi,
Czy też wolnością świństw i kantów?
Wolnością pięknych, mądrych ludzi,
Czy niedouków, dyletantów?

W szkole wolności tyle wolnych klas
I bezrobotny belfer biedę klepie,
Lecz w żadnej klasie ciągle nie ma, nie ma nas-
-My nie musimy! My JUŻ wiemy lepiej!

I myśl powraca taka żmudna,
Taka natrętna, aż się dziwię:
Czemu ta wolność taka trudna,
Jeśli traktować ją uczciwie?

Bo dawno już się, mamo moja,
Tak śmiesznie nie składały gwiazdy:
Dano nam wolność- piękny pojazd,
Nikt nie chce robić prawa jazdy...

Mógłbym pieśń dalej ciągnąć, ale cóż,
Tutaj mój wywód skończyć się postaram:
W szkole wolności dawno jest po dzwonku już,
Trzy czwarte Polski- chyba na wagarach...

                Trzy czwarte Polski- raczej na wagarach!

poniedziałek, 3 czerwca 2019


Tadeusz Różewicz - „Pragnienie”



Chciałbym dziś mówić tak barwnie i jasno
by dzieci biegły do mnie jak do parku
co w słońcu stoi i światło ma w sobie

Chciałbym dziś mówić tak ciepło i prosto
by starzy ludzie czuli się potrzebni

Chciałbym tak mówić aby moje słowa
przez łzy dotarły do blasku uśmiechów

Chciałbym dziś mówić spokojnie i cicho
by ludzie mogli ze mną odpoczywać
śmiać się i płakać
i milczeć i śpiewać

Chciałbym dziś mówić gniewnie i surowo
By odnaleźli zgubione marzenia
Skrzydło co kiedyś wytrysło z ramienia

Chciałbym nie mówić
lecz czynić słowami
aby słów moich dotknęli rękami
ludzie

sobota, 1 czerwca 2019

1 czerwiec - DZIEŃ DZIECKA - Józef Ignacy Kraszewski - Dziad i baba / 1843r./

Rysunek Piotra Stachiewicza


W dzieciństwie bardzo lubiłam tą bajkę, za jakiś czas, który był mgnieniem oka uczyłam ją wnuczki. Pewnie kiedyś powędruje do następnych pokoleń..... 
i
Był sobie dziad i baba, 
Bardzo starzy oboje, 
Ona kaszląca, słaba, 
On skurczony we dwoje. 

Mieli chatkę maleńką, 
Taką starą jak oni, 
Jedno miała okienko
I jeden był wchód do niéj. 



Żyli bardzo szczęśliwie
I spokojnie jak w niebie, 
Czemu ja się nie dziwię, 
Bo przywykli do siebie. 

Tylko smutno im było, 
Że umierać musieli, 
Że się kiedyś mogiłą
Długie życie rozdzieli. 
II
I modlili się szczerze, 
Aby Bożym rozkazem, 
Kiedy śmierć ich zabierze. 
Brała oboje razem. — 

„Razem! to być nie może, 
Ktoś choć chwilą wprzód skona” — 

„Byle nie ty nieboże”. 
„Byle tylko nie ona”. 


Wprzód umrę, woła baba, 
Jestem starsza od ciebie, 
Co chwila bardziej słaba, 
Zapłaczesz na pogrzebie”. 

„Ja wprzódy, moja miła, 
Ja kaszlę bez ustanku
I zimna mnie mogiła
Przykryje lada ranku”. — 

„Mnie wprzódy”. „Mnie, kochanie”. 
„Mnie mówię”. „Dość już tego, 

Dla ciebie płacz zostanie”. 
„A tobie nie? dlaczego?”

I tak daléj i daléj, 
Jak zaczęli się kłócić, 
Tak się z miejsca porwali, 
Chatkę chcieli porzucić. — 
III
Aż do drzwi — puk powoli. 
„Kto tam?”
IV
„Otwórzcie proszę,
Posłuszna waszéj woli, 
Śmierć jestem: skon przynoszę”. 
V
„Idź babo drzwi otworzyć!”
„Ot to: Idź sam, ja słaba, 

Ja pójdę się położyć”, 
Odpowiedziała baba. — 
„Fi! śmierć na słocie stoi, 
I czeka tam nieboga”, 
„Idź otwórz z łaski swojéj” — 

„Ty otwórz moja droga”
VI
Baba za piecem z cicha
Kryjówki sobie szuka, 
Dziad pod ławę się wpycha, 

A śmierć stoi i puka. 
I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tam stała; 
Lecz znudzona nareszcie, 
Kominem wleźć musiała.