Archiwum bloga

wtorek, 27 października 2020

Jerzy Harasymowicz - "Zieleniec"

 


Zobacz Ceśka
Co oni tak chodzą
A co ci tak siedzą
A co tamci tak stoją
Ale są te ludzie
Żeby tak siedzieć
Żeby tak chodzić
Żeby tak stać
Co chcecie
Są różne ludzie
Ludzie i ludziska

Pewnie




poniedziałek, 26 października 2020

Adam Mickiewicz - Do M

  

Conrad Kiesel 1846 



Precz z moich oczu! ... posłucham od razu,
Precz z mego serca! ... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci! ... nie ... tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Jak cień tym dłuższy, gdy padnie z daleka,
Tym szerzej koło żałobne roztoczy ...
Tak moja postać, im dalej ucieka,
Tym grubszym kirem twa pamięć pomroczy.

Na każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.


Czy zadumana w samotnej komorze
Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,
Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze
Śpiewałam jemu tę samą piosenkę.

Czy grając w szachy, gdy pierwszymi ściegi
Śmiertelna złowi króla twego matnia,
Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,
Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.

Czy to na balu w chwilach odpoczynku
Siędziesz, nim muzyk tańce zapowiedział,
Obaczysz próżne miejsce przy kominku,
Pomyślisz sobie: on tam ze mną siedział.

Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym wyrokiem
Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,
Złożywszy książkę z westchnieniem głębokiem
Pomyślisz sobie: ach! to nasze dzieje...

A jeśli autor po zawiłej próbie
Parę miłosną na ostatek złączył,
Zagasisz świece i pomyślisz sobie:
Czemu nasz romans tak się nie zakończył?



Conrad Kiesel 1846 
















Wtem błyskawica nocna zamigoce:
Sucha w ogrodzie zaszeleszczy grusza
I puszczyk z jękiem w okno zatrzepocze Pomyślisz sobie, że to moja dusza.


Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.





niedziela, 25 października 2020

Konstanty Ildefons Gałczyński - Szafirowa romanca

 

Marina Czajkowska

Szafirową nitkę wieczór plącze,
szafirowe cienie zwodzą nas,
szafirowy, szafirowy chłopcze,
że mnie kochasz, powiedz jeszcze raz.

Jeszcze raz w sekrecie
szukasz moich rąk,
jeszcze raz jak pierścień
drży księżyca krąg,
jeszcze raz namowy i rozmowy,
jeszcze raz, chłopcze szafirowy -
jeszcze raz w jaśminy,
jeszcze raz pod wiatr,
jeszcze raz popłynę
pieśń bez słów przez świat,
jeszcze raz powróżysz z płatków róży
i powtórzysz wszystko jeszcze raz.

Jeśli kiedyś będziesz w wielkiej biedzie,
zagubiony w plątaninie lat,
do altany dawnej cię powiedzie,
zaprowadzi szafirowy ślad -
szafirowe ptaki
z szafirowych gwiazd,
szafirowe szlaki
szafirowych gwiazd,
szafirowe noce i noc owa
od szafiru cała szafirowa,
szafirowe suknie, szafirowy dzień,

Jeśli raz pokochasz w życiu szafir,

pójdziesz w szafir jako jedna z gwiazd.

sobota, 24 października 2020

Krzysztof Cezary Buszman - Granice i linie

 

Disneyowska Ilustracja

Tego się dowiedzieć chciałem
By w niewiedzy nie trwać dłużej
Dokąd coś jest jeszcze małe
Odkąd zaś się staje duże
 
Jak ocenić mam pospiesznie
Nim odpowiedź w miejscu utknie
To od kiedy coś jest śmieszne
A od kiedy bardzo smutne
 
Jak mam ważyć swój rozsądek
Gdy się na pytaniu skupię
Dokąd coś jest jeszcze mądre
Odkąd zaś bez reszty głupie
 
Jak pojęcie olśnić mgliste
By nie zatruć się bzdur stekiem
Dokąd coś jest jeszcze bliskie
A od kiedy już dalekie
 
Każdy wiedzieć to powinien
Co niech nie brzmi jak zły szeląg
Świat jednoczą, łączą linie
A granice zawsze dzielą
 
Prawda naszym jest zwycięstwem
Czyli wiedzy naszej skutkiem
Że co z jednej strony wklęsłe
Z drugiej zawsze jest wypukłe


piątek, 23 października 2020

Agnieszka Osiecka - "Nie bądź smutna"

 


Nie bądź smutna, no nie bądź
Ta mgiełka, to tylko pamięć
Patrz, jakie czyste niebo
A w morzu - łabędź
 
Nie bądź smutny, ja nie chcę
To czarne, to tylko myśli
Dalej jest mała przystań
Na brzegu Wisły
Idź najpierw prosto, a potem na skos
I w górę i w górę nos
 
Nie bądź smutna, no nie bądź
Ta chmura jest małą chmurką
Jutro już będzie słońce
I ciastko z dziurką
Bo życie to bzdura
To nie literatura
Która powinna czarna być
Życie to bajka
I trochę bałałajka
A zatem w życiu wolno śnić
 
Nie bądź smutny, no proszę
Ta chmura jest małą chmurką
Jutro już będzie słońce
I ciastko z dziurką
Idź najpierw prosto, a potem na skos
I w górę i w górę nos

Bo życie to piana
I szczęście, proszę pana
Czasem się w życiu wolno śmiać...
Prawdę wyznawać i trochę poudawać
I dużo dawać, mało brać


czwartek, 22 października 2020

JULIA HARTWIG - Wierność


Niech inni zdo­byw­cy łą­czą się z mło­dy­mi cza­ro­dziej­ka­mi jak

Odys z ku­szą­cą Cir­ce.

Ja wy­sła­wiam tego, któ­ry sie­dząc u wez­gło­wia spa­ra­li­żo­wa­nej,

nu­cił jej śpie­wa­ne nie­gdyś wspól­nie pio­sen­ki z na­dzie­ją, że dźwięk

ich od­sło­ni ja­śniej­szą prze­strzeń w gę­stym mule nie­pa­mię­ci.


















Nie za­po­mniał, jak klę­cząc ca­ło­wał nie­gdyś z drże­niem jej

wy­cią­gnię­tą rękę, a ona sta­ła przed nim jak to­po­la, z gło­wą

w chmu­rze wło­sów, za­chwy­ca­ją­co nie­obec­na 

i już wte­dy że­gna­ją­ca go na za­wsze.


środa, 21 października 2020

EDGAR ALLAN POE - Sen we śnie

 



Z pocałunkiem pożegnania,
Kiedy nadszedł czas rozstania,
Dziś już wyznać się nie wzbraniam:
Miałaś rację - teraz wiem -
Życie moje było snem, 


Cóż, na­dzie­ja uszła w cień!
A czy nocą, czy­li w dzień,
Czy na ja­wie, czy w ma­rze­niu -
Jed­nak uto­nę­ła w cie­niu.

To, co wi­dzisz, co się zda -
Jak sen we śnie jeno trwa.
Nad stru­mie­niem, w któ­rym fala
Z głu­chym ry­kiem się prze­wa­la,
Sto­ję za­ci­ska­jąc w dło­ni
Zło­ty pia­sek... Fala goni,
A przez pal­ce moje, ach,
Prze­sy­pu­je mi się piach –




A ja w łzach, ja tonę w łzach...
Gdy­bym ziarn­ka, choć nie wszyst­kie,
Moc­nym za­wrzeć mógł uści­skiem,
Boże, gdy­bym z grzmią­cej fali
Jed­no ziarn­ko choć oca­lił!...
Ach, czy wszyst­ko, co się zda,
Jak sen we śnie jeno trwa?


Janina Brzostowska - Przyjaźń



 

Przyjaźń


zdejmuje z ciebie

część twego milczenia,

ciężar większy,

niż wór kamieni. 

 

wtorek, 20 października 2020

Julian Tuwim - Ballada o czerwonej wstążce

 

 

Ojciec Kazimierza Rudzkiego, Bronisław Rudzki  prowadzący w Warszawie od roku 1906 firmę muzyczną i wydawnictwo nut wydawał seryjnie niewielkie książeczki w postaci broszurek – zatytułowanych " Estrada." Dzisiaj  należą one do bibliofilskich rzadkości i stanowią cenną dokumentację wspomnień z tamtych odległych czasów.  Zawierają m.in. zbiory piosenek, wierszy, monologów i skeczów, wykonywanych w warszawskich teatrzykach, w latach 1917-1922.

 

Oto jeden z utworów  pochodzących ze zbioru „Estrada” : 



Ballada 

o czerwonej wstążce.

  

  Na górze w starym zamczysku
  Mieszka księżna Ludmiła
  I choć liczyła czterdziestkę,
  Dziewicą cnotliwą była.
 
  Miała, jak głosi legenda,
  Bogactwa bez liku pono,
  
Na szyi zaś, Bóg wie po     co,
  Nosiła wstążkę czerwoną.
 
  W zamczysku księżnej Ludmiły
  Zrobiło się widać nudno,
  Bo kiedyś księżna westchnęła
  I rzekła smętnie: ha! trudno!
 
  


  

  Jeśli się znajdzie amator,
  Zostanę mu wierną żoną,
  Ach! trzeba będzie poradzić
  Z tą moją wstążką czerwoną.

  
  Aż zjawił się zdali rycerz
  Niewiadomego imienia,
  Co w sercu księżnej Ludmiły
  Obudził dziwne pragnienia.
 
  I gdy za rękę ją ujął
  Słodycz przeszyła jej łono,
  Lecz wnet wskazała na szyję
  Z tajemną wstążką czerwoną.

  


 
  ,,Jest u nas zwyczaj rodowy,
  Bo czasów prastarych sięga,
  Że każdą kobietę dzieli
  Na dwoje czerwona wstęga.
 
  Wybieraj tedy rycerzu,
  Nuż ci się wybór poszczęści
  W dół, albo w górę do wstęgi
  Jedną z obydwóch mych części''.
 
  A rycerz ów był poetą
  I rozmarzonym artystą,
  A co najgorsze był głupcem
  I wielkim idealistą.
 
  Więc rzekł po krótkim namyśle:
  ,,O skarbie mój wytęskniony!
  Wybieram tę część co leży
  W górze od wstęgi czerwonej!''
 
  Strasznie się słabo zrobiło,
  Na takie słowa Ludmile,
  Znikła w sąsiedniej komnacie,
  Ale wróciła za chwilę.
 
  I ujrzał rycerz zdumiony,
  Że zacna księżna Ludmiła
  Ze swojej wstęgi czerwonej
  Podwiązki sobie zrobiła.


poniedziałek, 19 października 2020

Marian Załucki - PRZYGODA W POCZEKALNI

 

Mnie czekać kazano.
Spojrzałem nieśmiało.
Prócz mnie już sto innych
Tu osób czekało...



A każda z nich w ręku
Dzierżyła numerek,
Na każdym numerku
Cyferek był szereg. 

Im wyższy numerek,
Tym więcej cyferek,
A mój był niestety
Najwyższy numerek!



Nie było gdzie usiąść,
Stanąłem w przeciągu.
I stałem cierpliwie
Iks godzin okrągło,

Tłumacząc przeróżnym
Ciekawym osobom,
Że ja tu - przepraszam -
Z wątrobą!...
Z śledzioną.
Z nerkami.
Z ischiasem.
Z żołądkiem.
I z sercem...
(Bo pika mi czasem.)
Z gardziołkiem.
(Bo boli.)
Z kolanem.
(Bo strzyka.)
Z migreną.
(Dokucza.)
Z przewodem.
(Zatyka.) 

Mówiłem. Czas mijał...
Mówiłem. Czas leciał...
(Dziewiąta... Dwunasta...
Już druga! Już trzecia!)
Wtem przerwał mi moje
Bolesne wywody
Siedzący pod oknem
Pan jakiś niemłody,
Z siwizną na skroniach
Widoczną z daleka.

Dłoń podniósł do góry
I krzyknął: - Wystarczy!
Nim swojej kolejki
Pan się tu doczeka,
Do chorób tych dojdzie
I uwiąd też s t a r c z y!

Zdziwiony rzuciłem
Więc wzrok na mężczyznę...
Ów palcem na skroniach
Swych wskazał siwiznę
I dodał żałośnie:
- Bo rzec panu muszę,
Że ja tu wciąż czekam
Z dziecięcym kokluszem! 


niedziela, 18 października 2020

Krzysztof Daukszewicz - Mucha


Uśmiechnijmy się - wiersz na Covidowe czasy



Wpadła mucha do mieszkania,
brzęczy nie do wytrzymania
Ani myśleć, ani drzemać:
patrzcie owad też ekstrema!
Trzęsąc się przed konsekwencją,
drzwi otwieram po kryjomu
 
I do ucha muchy szepcę:
tylko mucho won mi z domu!
 
Zaraz, zaraz, drzwi zamykam,
bzykaj, muszko, niechaj bzyka
No bo nie wiem, co mnie spotka,
jeśli jest to patriotka...
Boże, Boże, co za szczęście,
żem zapobiegł strasznej gafie -
 
I kolejne drzwi otwieram,
mówiąc – Muszko, mieszkaj w szafie.
 
Zaraz, zaraz, co ty robisz,
garnek wylizuje do dna...
Może jest to emerytka
i dlatego taka głodna?
Boże, Boże, masz maleńka,
będziesz syta od tej pory,
 
Bo jeżeli będziesz głodna,
to nie pójdziesz na wybory...





 
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
o żesz mucho ty skubana,
Co mi biurko penetrujesz,
a jeżeli jest nasłana?
Może sprawdza, czy wierzący,
i nim minie Anioł Pański,
 
Będę musiał na kolanach
przed wielebnym Łopuszańskim?
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
przecież do łazienki idę!
Mucho, gdzie ty mi zaglądasz,
sprawdza, czy nie jestem Żydem?
Boże, Boże, co za czasy,
już od świtu aż do zmierzchu,
 
By prawdziwym być Polakiem,
trzeba jego mieć na wierzchu...
 
Zaraz, zaraz myślę dalej,
może przygrzać jej łopatą?
Lecz co będzie, gdy nie trafię,
a to jakiś prowokator?
Boże, Boże, co się dzieje,
skąd się wziął mój stan fatalny?
 
Przecież Polska już normalna,
tylko ja już nienormalny


Tadeusz Różewicz - Śmierć mieszczańska

 

mal. Jacek Malczewski
Nie jest to śmierć nagła
Nie jest to śmierć żołnierza
który uderzony pięścią pocisku
pada z odwróconą w niebo twarzą
 
I nie jest to śmierć starego chłopa
który wraca do wnętrza ziemi
spokojnie jak do swego domu
 
Któregoś dnia
jest to jeden z wielu
dni podobnych do siebie
jak dwie krople wody
w pełnym świetle
albo w nocy
zaczyna się konanie
 
Nie jest to śmierć nagła
 
Kiedy przestajesz
z dnia na dzień
nienawidzić i kochać
kiedy odkryjesz złoty środek
zaczyna się konanie


sobota, 17 października 2020

Adam Zagajewski - Lawa

 

Keith Parkinson

Cóż, pomyślałem, jeżeli jednocześnie
Heraklit i Parmenides mają rację
i tuż obok siebie istnieją dwa światy,

jeden spokojny, drugi szalony; jedna strzała
mknie bez pamięci a druga przygląda się jej
z pobłażaniem; ta sama fala płynie i nie płynie.

zwierzęta rodzą się i giną w tej samej chwili,
listki brzozy bawią się wiatrem i jednocześnie
niszczeją w rdzawym, okrutnym płomieniu.

Lawa zabija i utrwala, serce uderza
i jest uderzone, była wojna, wojny nie było,

Żydzi umarli, Żydzi żyją, miasta spłonęły,
miasta stoją, miłość płowieje, wieczny pocałunek,

skrzydła jastrzębia muszą być brązowe,
ty wciąż jesteś ze mną chociaż nas już nie ma,

okręty toną, piasek śpiewa i chmury
wędrują jak strzępy weselnych welonów.


Wszystko stracone. 
Tyle olśnienia. Wzgórza
niosą ostrożnie długie chorągwie lasu,

mech wchodzi na kamienną wieżę kościoła
i małymi ustami nieśmiało chwali północ.

O zmierzchu jaśminy świecą jak dzikie
lampy oszołomione własnym blaskiem.

W muzeum przed ciemnym płótnem zwężają się
czyjeś kocie źrenice. 
Wszystko skończone.

Jeźdźcy pędzą na czarnych koniach, tyran układa
wyrok śmierci pełen błędów stylistycznych.

Młodość zamienia się w nicość w ciągu
jednego dnia, twarze dziewcząt zamieniają się
w medaliony, rozpacz zamienia się w zachwyt
i twarde owoce gwiazd rosną na niebie
jak winogrona i piękno trwa drżące i nieporuszone

i Bóg jest i umiera, noc wraca do nas
co wieczór a świt jest siwy od rosy.


piątek, 16 października 2020

NORMAN MacCAIG - Pierwszy z nich

 

NORMAN MacCAIG  (poeta szkocki  - 1910 – 1996 )

Wiliam Blake
Pod drzewem szlocha wąż.

Tyle lat już go nienawidzą.

 

Nawet Adam i Ewa

ledwo stracili z oczu miecz płomienisty,

zaczęli go przeklinać.

 

A co rodzice naopowiadali dzieciom

na jego temat,

a księża i prawodawcy.

 

Biedny wąż. Pełza na brzuchu

roniąc łzy bursztynowe na piasek i jęczy:

"Ja tylko wykonywałem rozkazy”.




czwartek, 15 października 2020

Krzysztof Ćwikliński – Fotografia

 

Marc Chagall



Na skosie ściany, w nią wczepieni,
Ja wzięty z czerni, ty z zieleni,


Już nie Ci sami, już minieni,
Dalecy sobie, rozłączeni,


Na wieczność w chwili zatrzaśnięci,
W drewno oprawni, w szkle zamknięci


Stoimy razem, przytuleni,
Jak para dawno znikłych cieni…


środa, 14 października 2020

Zbigniew Herbert - Testament

 


Zapisuję czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
 
ogniowi – myśl
niech kwitnie ogień
 
ziemi którą kochałem za bardzo
ciało moje jałowe ziarno
 
a powietrzu słowa i ręce
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne
 
to co zostanie
kropla wody
 
niech krąży między
ziemią niebem
niech będzie deszczem przezroczystym
paprocią mrozu płatkiem śniegu
 
niech nie doszedłszy nigdy nieba
ku łez dolinie mojej ziemi
powraca wiernie czystą rosą
cierpliwie krusząc twardą glebę
 
wkrótce zwrócę czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
 
– nie powrócę do źródła spokoju 

poniedziałek, 12 października 2020

Jeremi Przybora - Odjadę z tego peronu

 

Odjadę z tego peronu
Za parę krótkich lat,
Gdy jesień płachtą czerwoną
Do drogi da mi znak.
Z niedużym wsiądę bagażem
Do jednej z pierwszych klas,
Bo będę już dygnitarzem
Lub ulubieńcem mas.
Nie będzie za mną źrenic
Patrzących z żalem w dal.
To dobrze, bo i mnie nic
Nie będzie jechać żal.

Odjadę z tego peronu
W jesienny, chłodny świat
W tę podróż wymarzoną,
O której śnię od lat.
Czas trochę będzie się dłużył
Choć wkoło piękna wieś,
Bo będzie mnie z tej podróży
Ktoś oczekiwał gdzieś.
Lecz jakoś sobie skrócę
I dopasuję czas.
Poczytam coś, ponucę,
Przekąszę co i raz.

Odjadę z tego peronu
Za parę krótkich lat,
Gdy jesień złoto z jesionów
Wytopi akurat.
Na małą po mnie stacyjkę
Dziewczyna wyjdzie co
Dziewczęta inne to przy niej
Zupełnie zwykłe są


Ruth Sanderson 1951





Bukiecik da mi kwiatków
Czym wzruszy mnie do łez

I cicho szepnie "Dziadku
To fajnie, żeś już jest"



niedziela, 11 października 2020

Leszek Długosz - Pochwała Listów








 POCHWAŁA   LISTÓW

 To prawie wyczuwalne :
-   Puls twojej dłoni w kopercie
którą trzymam
Zamaszystość liter
Pośpiech linijek
-   kroki co w moją pobiegły stronę ?
 
 
Profil domyślny
Oddech słyszalny
-   znad ekranu kartki...
Tak, jednak listy wolę !


 




-   Nie jakieś faksy internety
Może i dla przyczyny, dla tej samej
Dla której, z antykwariatu, gdybym mógł
Nie z supersamu, brałbym rzeczy
 
 






Ach staroświecka rewerencjo !
Epistolarna kokieterio
(Te   -   wielokropków spojrzenia powłóczyste...)
           
 "W odpowiedzi na pismo Łaskawej Pani
 Najmilszy
Najmilejsza moja
             
Wielce Umiłowani"
 
A potem w głębokościach nocy
Wnikliwe jeszcze studiowanie
                    Proporcji :
"Trzy piąte to konwenans ?
 Dwie piąte prawdy
 Czy odwrotnie ?
 -   A   j e ś l i   t o   j e s t   w s z y s t k o ?..."
                           

                                                                      A jednak listy
                                                           Zdecydowanie !
 
Fakt, że zaoczne to spotkania
    Lecz   –   poza tymi z dotykalnej prawdy
    Te są najbardziej
    Już "niemal niemal" urzeczywistniane
    -   Realność barykady wznosi
            Kłody pod stopy Prawdopodobieństwu rzuca
    A mimo to patrz :
    -   Nerwy i wzruszenie twoje
    W tej części świata, z pismem mam
    Na stole ?
    -   Jednak listy przedkładam
 
 
    Nawet że można
    Jak na posłańcu wroga, wziąć odwet
    Zniszczyć zdeptać
    Przez okno wyrzucić 
-   Rozczulić się
    Do policzka przytknąć ?
    W dłoni ukołysać z koperty wyjęte
    Żywe powietrze z twojej okolicy ?
 
  Poza tym
    Wyobraźnię mą roztkliwia
    Nawet nie mozół listonosza
     -   Wizje połączeń transoceanicznych
    To one raczej - ludek dzielny
     -   Skrzaty, w czarodziejskie zbrojne znaczki
                (I niewidzialne w czas niepogody parasole pelerynki)
    To one raczej   –   listy
    W mej wyobraźni zwyciężają
    -  Gdy kwarantannę w skrzynkach wpierw odbywszy
    W świątyniach poczty potem - na drogę ostateczną
    stemplem namaszczone
    Rzucają się na oślep
        W bezdroża, w słoty i w spiekoty
        Aby  -  planetę ziemską (bywa) okrążywszy
        Bez siły w końcu paść pod drzwiami
        U kresu przeznaczenia
        -  Gdzie adresat mieszka
        To tylko zdolne jeszcze szepnąć :
                "Jesteśmy !
                  Przysyła mnie pani Iks
                  Igrek mnie poleca..."
 
A ja ?
    Świadomy hipokryzji, do oczu je podnosząc
    Właściwie komu mówię ?...   -   D z i ę k i !
Świat dzięki Bogu, wbrew obawom
    Jednak istnieje   -   oto
    Awizo mi przysyła
 
 -  Być może ma swe dalsze plany ?
   -   I względem mnie
             zamiary jakieś jeszcze?