Archiwum bloga

niedziela, 31 stycznia 2021

Czesław Milosz - BIEG

 
Radosny mój bieg po ciemnych parkach jesienią,
Kiedy na ścieżkach igliwie albo szelest liści,
I polany pod dębami pustoszeją,
Gasną sine oka telewizji.
 
Takiej lekkości kroków nigdy nie miałem,
Chyba dawno, w moje poranki ośmioletniego


Brian Burt




























Uniesiony nad ziemię, napojony światłem,

Nie ustaję w napowietrznym biegu.
 
Nieżyczliwie mnie wita przebudzona jawa.
W dzień o lasce powoli pełznę, astmatyczny.
Ale noc mnie na długie podróże wyprawia
 
I tam, jak na początku, świat nowy i śliczny. 


Ludmiła Marjańska - Trzy strofy o wielbłądach


W twórczości Marjańskiej / 1923 – 2005 /  najważniejsze są: miłość życia i wiara w sens ludzkiego istnienia, przemijanie, trudne godzenie się ze starością, piękno otaczającego świata i rozmowa ze Stwórcą.


I

Budzi me zdumienie nader
egzotyczny zwierz: dromader.
Majestatycznie kroczy obdarzony garbem,
co nie kalectwem jego jest, lecz skarbem.
i tu pytanie: czy idąc po stepie
dwugarbny wielbłąd ma się jeszcze lepiej?
Czy dwa garby to większy od jednego skarb?
Zaprawdę, różne miewają poglądy
ludzie oraz wielbłądy.

II
Łatwiej przejść wielbłądowi przez ucho igielne,
niż bogaczowi dostać się do nieba.
Ileż tu wyobraźni magicznej potrzeba,
żeby się stały dla nas nierozdzielne
te dwa obrazy. Ukazują żywo
wszelakiego stworzenia wspólną niemożliwość.

III
Każdy ma garb swój, step albo pustynię,
którą przejść musi, bo inaczej ginie.
Dźwigamy ciężar i prosimy: Panie,
niech czerpię z mego garbu siłę na przetrwanie.




sobota, 30 stycznia 2021

Wisława Szymborska - Notatka

 

Życie – jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;
być psem,
albo pogłaskać go po ciepłej sierści;

 
odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;
 
mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.
 
Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;
 
i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;
 
i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć. 


piątek, 29 stycznia 2021

Ewa Lipska - trochę włóczki

 

 


Więc to nie tak jak było w książkach.
Więc to nie tak jak na polanie
kwiaty w zielonej porcelanie
we włosy wpięta dumna wstążka
jak ważka gdy nad oceanem
lat naszych młodych się uniosła.
 
Ten kto wymyślił wiarę i dynamit
czy widzi czemu służą wiara i dynamit?
Ten który pieśni pospiętrzał żarliwie
czy słyszy że brzmią one ciężko i fałszywie?
To nie tak. To nie tak jak w książkach.
 
Kim są moi znajomi i kim będą jutro?
Dlaczego się podaje milczenie z ust do ust?
Dlaczego ma przywódca metr sześćdziesiąt wzrostu?
Dlaczego jedni ludzie padają z pragnienia
a inni z nadmiaru wody?
 
Więc to nie tak. Ale za proste byłoby
popaść teraz w rozpacz. Albo umrzeć.
Więc to nie tak. Ale mamy jeszcze
pieśni. I wiarę. I dynamit.
 
I trochę włóczki. I trochę włóczki
z której można zrobić od nowa
 
zupełnie od nowa
świat.


mal. Alberto Pancorbo

środa, 27 stycznia 2021

Andrzej Waligórski - Jeszcze

 

...więc jak się już ma psa i kota, i miłe mieszkanko spółdzielcze,
I wszystko się w naszym życiu układa tak plus minus znośnie,
I gdy się w tym życiu już miało tę - pewną ilość - dziewczyn,
I właśnie jest popołudnie, i słońce świeci skośnie..

 
To dobrze jest usiąść w fotelu, a kot niech się zwinie obok,
I żeby w zasięgu ręki było koniecznie pół czarnej,
A radio niech gra Gershwina, a my, kiwając nogą,
W ten skośny promień puszczamy dym z papierosa carmen.


Na półkach piętrzą się książki i pył z nich wiruje w słońcu,
I wszystko jest złotobrunatne, a tylko rapsodia błękitna,
I trochę smutno, że trzeba to będzie zostawić w końcu,
I już się nie siądzie w fotelu, żeby Trzech Muszkieterów poczytać,

Bo może się kiedyś tak zdarzyć, że patrzysz - a ciebie już nie ma,
Chociaż jest kawa i fotel, i słońce na kociej sierści,
I chociaż wciąż jeszcze w powietrzu snuje się dym z carmena,
I równie jak dym błękitny wciąż snuje się ten Mister Gershwin.

...pies podniósł głowę i warknął, ale nikt jakoś nie wszedł,
Choć ktoś stał jakby za drzwiami, i jakby zamykał parasol...
Kot otwarł oko, popatrzył i mruknął: - Jesteś tu jeszcze?













Jeszcze tu jestem, mój kocie.
I jeszcze  wciąż  trzymam fason.


sobota, 23 stycznia 2021

Jacek Kaczmarski - Piosenka o radości życia

 


 
Nie szkodzi, że po wódzie ciężka głowa
Nie szkodzi, że od dymu w płucach rzęch
Nie szkodzi, że przed ludźmi się nie schowasz
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest
 
Nieważne, że po nocach usnąć trudno
Nieważne - wyje gdzieś skopany pies
Nieważne - gorycz w ustach masz paskudną
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest
 
Pluń na to, że cię wszyscy opuścili
Pluń na to, że cię czeka krwawy chrzest
Pluń zwłaszcza, że ci zęby dwa wybili
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest
 


Co z tego, że nic nie masz, choć się starasz
Co z tego, że o pewnych sprawach wiesz
Co z tego, że położą cię na marach
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest
 
To nic, że prawie nie ma czym oddychać
To nic, że skończyć z tobą może jeden gest
To nic, że drzwi otworzą ci wytrychem
Życiem się ciesz - dopóki jeszcze jest
 
To prawda - chcieć to móc - a chce się tyle!
To prawda, że już blisko raju bram!
Jedno mnie martwi (chociaż cieszę się, że żyję)
Komu za taką radość podziękować mam?!














środa, 20 stycznia 2021

Tadeusz Kotarbiński - Miłość i Przyjaźń

 



Czym jest miłość, 

czym jest przyjaźń?

Hej, nauczyciele,

Dajcie ich określenie zwięzłe a soczyste!


Miłość - dwie dusze w jednym zjednoczonym ciele,

A przyjaźń - jedna dusza w dwóch ciałach...

Zaiste!




 

Konstanty Ildefons Gałczyński

 

Pieniądze?

Jak ćmy się rozlecą.

Sława? Nieraz płakał, kto cię miał.

Przyjaźń? Szukaj jej ze świecą

nocą, na wietrze, wśród skał.




 




poniedziałek, 18 stycznia 2021

Adam Mickiewicz - Nowy Rok



 

Wiersz „Nowy Rok „

został napisany przez Adama Mickiewicza  w więzieniu.

W 1823 r. władze carskie

aresztowały poetę za przynależność

do stowarzyszenia filomatów;

przez pół roku poeta był więziony

w wileńskim klasztorze ojców bazylianów.



 

Skonał rok stary; z jego popiołów wykwita
Feniks nowy, już skrzydła roztacza na niebie;
Świat go cały nadzieją i życzeniem wita.
Czegoż w tym nowym roku żądać mam dla siebie?
 
Może chwilek wesołych? - Znam te błyskawice;
Kiedy niebo otworzą i ziemię ozłocą,
Czekamy wniebowzięcia: aż nasze źrenice
Grubszą niżeli pierwej zasępią się nocą.
 
Może kochania? - Znam tę gorączkę młodości;
W platońskie wznosi sfery, przed rajskie obrazy.
Aż silnych i wesołych strąci w ból i mdłości,
Z siódmego nieba w stepy między zimne głazy.
 
Chorowałem, marzyłem, latałem i spadam;
Marzyłem boską różę, bliski jej zerwania
Zbudziłem się, sen zniknął, róży nie posiadam,
Kolce w piersiach zostały. - Nie żądam kochania.
 
Może przyjaźni? - Któż by nie pragnął przyjaźni!
Z bogiń, które na ziemi młodość umie tworzyć,
Wszakże tę najpiękniejszą córkę wyobraźni
Najpierwszą zwykła rodzić i ostatnią morzyć.
 
O! przyjaciele, jakże jesteście szczęśliwi!
Jako w palmie Armidy wszyscy żyjąc społem,
Jedna zaklęta dusza całe drzewo żywi,
Choć każdy listek zda się oddzielnym żywiołem:
 
Ale kiedy po drzewie grad burzliwy chłośnie
Lub je żądło owadów jadowitych drażni,
Jakże każda gałązka dręczy się nieznośnie
Za siebie i za drugie! - Nie żądam przyjaźni.
 
I czegoż więc w tym nowym roku będę żądał?
Samotnego ustronia, dębowej pościeli,
Skąd bym już ani blasku słońca nie oglądał,
Ni śmiechu nieprzyjaciół, ni łez przyjacieli.
 
Tam do końca, a nawet i po końcu świata,
Chciałbym we śnie, z którego nic mię nie obudzi.
Marzyć, jakem przemarzył moje młode lata:
Kochać świat, sprzyjać światu - z daleka od ludzi.
 
Pisałem w więzieniu r. 1823, ostatniego dnia.


niedziela, 17 stycznia 2021

Jonasz Kofta - Ballada biblijna




Wieloryb był wielki
I gębę miał wielką
Co żarła, parskała i pluła
Ku chwale bebechów
Ryczała piosenki
Na resztę zaś była totalnie nieczuła
 
Póki wieloryb nie zeżarł Jonasza
Był wesolutki i pewny siebie
A teraz wszystko go przestrasza
Bo co ma w środku, nie wie. 

Nie wie.
 
Bo skąd mógł przewidzieć
Że zagryzł prorokiem?
 
Gdy Jonasz się wewnątrz rozgościł
To zaczął rozmyślać
Wśród mroków głębokich
Nad dosyć istotnym problemem wolności
 
 Bo jak nie będziesz myśleć, Jonasz
To w wielorybim brzuchu skonasz
Nie wszystko można po prostu zjeść
Zjeść można formę, trudniej treść
 
Ale najtrudniej idee
Nie wszystko można po prostu zżuć
Zżuć można gumę, kotlet, gwóźdź
Lecz niejadalne są nadzieje
 
Z nadzieją można wiele znieść
Choć ty mnie masz gdzieś
To ja mam cię gdzieś...
 
I czkał wieloryb
I nie mógł przełknąć
 
Bo Jonasz ideą uskrzydlon
Postawił w przełyku
Mu kilka barykad
I jeszcze od środka wymyślał od bydląt
 
Konwulsje ciskały
Po falach kolosa
 
A koniec zabawy był raczej zabawny
Wyrzygał proroka
Pod jasne niebiosa
Dialektyki pancerz miał Jonasz niestrawny


Nie po to ballada
By stare dziś prawdy
Że przemoc przegrywa w obliczu idei
Powtarzać, gdy wszyscy
Znudzeni doprawdy
Bo dawno wiedzieli, bo nieraz widzieli
 
Śpiewałem balladę
Bo prawda popłaca
Gdy świat jest obmową zatruty
By nikt z was nie mówił:
 

"Znów dzisiaj wygląda
...taki... jakiś... wypluty"
 

 

piątek, 15 stycznia 2021

annaG - Dojrzałość

 

Autor-Barbara Gulbinowicz

Któregoś ranka stanęłam przed lustrem,
zobaczyłam je po raz pierwszy
cieniutkie strużki.
Jak maleńkie rzeczki na mapie twarzy.

Przetarłam zdziwione oczy,
spojrzałam raz jeszcze
-były.
Nieodzowne znaki dojrzałości.

Mieszane uczucia,
jakby coś odchodziło
a przecież je zyskałam.
 
To czas wyrzeźbił drogi,
po których przeszłam,
troski w kącikach ust,
radość na policzkach,
złość i zdziwienie na czole.

Wszystkie kiedyś

łagodnie na siebie napłyną.



Wiem o tym.
To nie początek starości,
to zapis mojej duszy
w małe papilarne linie twarzy.

Od dziś spoglądając w lustro
zobaczę całe moje życie,
jak na dłoni...
 
/13.05.10/ 


Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Ale jest sen

 

Aleksandra Thitrova


Ale jest sen, widzenie, wiara, że tam, w górze,

jest jakieś odpłacenie, jakiś zwrot w naturze,

że tam, kto tu chciał kochać i szukał miłości:
znajdzie ją: kto chciał zbawiać: zbawia: kto czuł siłę
świecić wśród gwiazd, wirować będzie wśród światłości:

że może, gdy zrzucimy z siebie ciało zgniłe,
przeistoczeni w duchy w jednej cudu chwili,
powiemy, że zdawało nam się, żeśmy żyli...


środa, 13 stycznia 2021

Artur Oppman (Or-ot) Koncert Chopina – fragment

 


Artur Franciszek Michał Oppman, pseudonim „Or-Ot” (ur. w 1867r w Warszawie, polski poeta okresu Młodej Polski, publicysta, varsavianista.Utrzymywał  intensywne, kontakty z ówczesnym  światem literackim i artystycznym Warszawy. W jego domu bywali m.in.: Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Bolesław Leśmian, Antoni Lange, Wojciech Kossak, Jan Lechoń i inni. 


Jego patriotyczne wiersze deklamowano na różnych koncertach, akademiach, inauguracjach. Zmarł w 1931r  w Warszawie.Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim. 

Nad jego grobem Jan Lorentowicz powiedział: 

Odszedł w zaświaty poeta, który w ciągu czterdziestu kilku lat swego życia twórczego miał jedną tylko namiętność: bezgraniczne ukochanie Ojczyzny.



 


Koncert Chopina – fragment


(...)Więc siedli emigranci, by słuchać Chopina.
Fortepian milczy jeszcze, jak senna syrena,
Jeszcze w zmarłych melodyj zatopiony echa,
Smętną bielą klawiszy jakby się uśmiecha,
Gotów oddać się znowu tej słodkiej tyranii,
Która rwie go na błękit, zabija w otchłani,
Każe mu być aniołem albo szaleć w walce -
I czeka na widmowe, pieszczotliwe palce.







 Polski klub. Na fotelach samych gwiazd elita:
Mickiewicz i Słowacki, książę Adam, świta,
Ostatnie senatory, posły, jenerały,
Dembiński i Dwernicki, Ursyn srebrnobiały,
Ksiądz Jełowicki obok księżny Wirtemberskiej,
Nabielak w krwawych pąsach łuny belwederskiej
I chmurny, jak dźwięk jego pieśni ukraińskiej,
Brat ludu, wróg monarchów i książąt, Goszczyński.
 
Chopin wszedł. W lamp półcieniu dziwny jak zjawisko,
Nad rebusem klawiszów pochylił się nisko,
Jakby wprzód, nim ich dotknie, nim w nich głos obudzi,
Chciał oczyma przemówić jak do tamtych ludzi,
Jakby sprzęgał swą duszę, czarem czy miłością,
Z tą czarną i z tą białą martwą, zimną kością,
I śmiertelną umowę zawierał tajemnie:
Ja wezmę twoje Życie, weź moje ode mnie.


 Delacroix - George Sand  and Frederic Chopin


W niemą salę padł pierwszy dźwięk. Improwizuje.
On oczy ma zamknięte. Lecz nie gra. Maluje.
Przypomniał jakiś obraz: wieś w gruszkowych sadach,
Bose dzieci na progach, malwy na lewadach,
Roześmianą dziewczynę w kalinowym wianku,



Rozdrgany graniem dzwonek w różowym poranku;
Barwy mu dnia i zmierzchu wiążą się pod ręką -
I widok, jakby wstążką, owinął piosenką.
 
Dziwna piosenka, wszystkim słuchaczom przyjemna,
Ktoś myśli: to znad Ikwy, inny ktoś: znad Niemna,
Jeszcze komuś od Wisły gra echem znajomem,
Jakby ją dzieckiem słyszał pod rodzinnym domem:
A to tylko tak szumi liść na polskim drzewie,
A to tylko tak pluszcze polski deszcz w ulewie,
A to tylko tak tęskni serce po tym wszystkiem:
Za kamieniem przydrożnym - za niebem - za listkiem (...) 


Ze względu na  pandemię COVID-19  mająca się odbyć w październiku 2020r  osiemnasta edycja Konkursu Chopinowskiego została przełożona o rok.

„Mazurek c-moll” op. 56 nr 3 w interpretacji Daniiła Trifonowa, zdobywcy III miejsca na 16. Konkursie Chopinowskim w 2010 roku i nagrody Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków.


Johann Wolfgang Goethe Faust – dedykacja


Anton Kaulbach - Faust and Mephisto


Znowu mnie, chwiejne zjawy, nawiedzacie.
Mglisty za młodu pozór wasz widziałem,

Dzisiaj czy trwalsze w was ujrzę postacie?
Czy serce porwać da się tamtym szałem?
Dobrze więc, stańcie w pełnym majestacie,
Z mgiełki wynikłe, obleczcie się ciałem;
Owiane tchnieniem czarodziejskim cienie
Młodzieńcze jeszcze niosą mi wzruszenie.
 
Tym ja wzruszeniem wspomnienie objaśnię
I scen, i osób dramatu młodości;
Pierwszą swą miłość jak zamierzchłe baśnie,
Przyjaźń, co do mnie względy sobie rości;
A płacz nie cichnie ani ból nie gaśnie,
Lecz z labiryntu życia sprasza w gości
Tych, co zwiedzeni szczęściem, krok po kroku
Na błędnych ścieżkach znikli mi z widoku.
 
Nie dane było słyszeć dalszych pieśni
Tym, co słyszeli pierwsze nutki moje;
Gdzie przyjaciele teraz? gdzie rówieśni?
Przebrzmiał, ach! odzew pierwszy. Z bólem stoję
Wśród tłumu obcych, śpiewam tak, jak wcześniej,
Lecz od nich nawet poklasku się boję,
Ci, których śpiew mój cieszy zaś i dziwi,
Nie wiedzieć gdzie są, jeśli jeszcze żywi.
 
Z dziwną mi teraz tęsknotą ożywa
Świat duchów, cichy a poważny. Dźwiękiem
Harfy eolskiej moja pieśń szmerliwa
Wśród niepojętych wionie dźwięków. Z lękiem
Wzdrygam się, jedna za drugą łza spływa
Serce zakrzepłe słabym czyniąc, miękkim,
Coraz to dalsze życie mi się zdaje,
A to, co znikło, znów się jawą staje.
 
przełożył Adam Pomorski 


poniedziałek, 11 stycznia 2021

MOJE ZEGARY VII


 

Kornel Makuszyński - ROZMOWA Z ZEGAREM

 

Czy też pamiętasz, stary mój zegarze,
Jak w słońce twojej tarczy patrzył żak
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz jeszcze?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak,
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście na wieczność...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
A czy pamiętasz, filozofie stary,
Jakeś fałszywy mi wybijał znak
I wszystkie wokół budziłeś zegary,
Gdym pisał wiersze?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
A czy pamiętasz, jak mnie rozpacz dzika
Zdjęła, gdy stary wziął cię Izaak,
Gdyś hebrajskiego uczył się języka,
By mnie nakarmić?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Lub ową chwilę gdzieś na czwartym piętrze,
Gdym gorejący, jak ognisty krzak,
Przysięgał z mocą uczucia najświętsze,
Klnąc się na księżyc?
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Lub tę, gdyś starym swym zgrzytnął żelazem,
Słusznego swego gniewu dając znak?
O, jakże smutno płakaliśmy razem,
Gdy nas zdradziła!...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
O, jak to dawno, Sokratesie stary!
Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...
Serca się psują, psują się zegary,
Wszystko umiera...
 
O, tak, o tak, o tak!
 
Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty,
Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!
Cofnij wskazówki i lećmy w wiek złoty...
Niech żyje młodość!
 
O, tak, o tak, o tak!


Cezary Bauszman - DARMOWE OBIADY



Jose de Ribera San Pedro
Za przesądzoną już sprawę
Za boży odpust od biedy
Przyjdzie zapłacić niebawem
Ale nie pytaj mnie kiedy.
 
Za naszą wiarę niewierną
Bo cóż już chyba nie nasza
Zapłacić przyjdzie z niesmakiem
Srebrnikami Judasza.
 
Bo nie ma darmowych obiadów
Podawanych do stołu usłużnie
Za każdy obiad się płaci
I raczej prędzej niż później.
 
Za to, że biło się brawo
Tym co nie godzi się klaskać
Grosz przyjdzie złożyć na tacy
Gdy życie szepnie co łaska.
 
Za to, że cień się swój brało
Za miarę własnej wielkości
Przyjdzie zapłacić nam wkrótce
Choćby i cenę miłości.
 
W dobrym więc byłoby tonie
Na koniec za życie prawdziwe
Zostawić wszystkiemu wszędzie
Suty po sobie napiwek.
 
17 lipca 2002 Londyn


niedziela, 10 stycznia 2021

Anna Świrszczyńska - "Chłopka" ,,Życiorys wiejskiej baby" "Z ołowiu"


Van Gogh
Chłopka

Dźwiga na plecach
dom, ogród, pole,
krowy, świnie, cielęta, dzieci.

Jej grzbiet dziwi się,
że nie pęknie.
Jej ręce dziwią się,
że nie odpadną.
Ona się nie dziwi.

Podpiera ją krwawy kij
umarła harowaczka
jej umarłej matki.
Prababkę
bili batem.

Ten bat
Błyszczy nad nią w chmurze
Zamiast słońca.


Z ołowiu

Wieczorem
wlecze się do łóżka,
na którym chrapie chłop.

Kładzie na brzegu łóżka
ciało.
Z ołowiu. 

Van Gogh
 Życiorys wiejskiej baby

Dysząc
dźwiga na brzuchu cebry.
Dysząc
dźwiga na plecach wozy.
Dysząc
ciągnie ze studni wiadra.

Dysząc
rodzi owoc męskiej żądzy.
Dysząc
umiera.