Archiwum bloga

sobota, 13 sierpnia 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA



Wojciech Młynarski - Sposób na bezsenność

Kłopotów różnych taka moc
Na porcję składa się codzienną
Że kiedy wreszcie przyjdzie noc
Cierpimy często na bezsenność

Walczyć z nią nieraz próżny trud
Skręca człowieka na posłaniu
I wreszcie wczoraj - istny cud
Znalazłem nagle sposób na nią

Proszę, słuchajcie mnie uważnie
Oto mój na bezsenność sposób
Należy siłą wyobraźni
Przywołać twarze kilku osób

Potem się trzeba przyjrzeć im
I położywszy się na wznak
Albo na boku, mniejsza z tym

Powoli liczyć tak:




Numer jeden - to ten pan
Co robótki robi podłe
Drugi ten, co za złe ma
Że ci w życiu się powiodło
Trzeci z czwartym wzrokiem złym
Gapią się spod ciężkich powiek




Orzeszkowa kiedyś im 
poświęciła całą powieść

Numer piąty to ten ktoś
Kto cię spycha, by wypłynąć
Numer szósty to ten gość
Co poderwał ci dziewczynę
Siódmy ten, co cieszy się
Że ze strachu przed nim drżysz
A ósmego już nie widzisz
Śpisz, spokojnie śpisz

Bo sposób to najprostszy i wypróbowany
Przed snem policzyć barany

Wojciech Młynarski, 

Ewa Lipska - Numer Jeden




Numer Jeden


No i co z tego
że nasza planeta
objęta została rezerwacją.


Księżyc wpisany do księgi wieczystej.
W akcie notarialnym zapisane słońce.


Ponumerowane miasta. Zadłużone ulice.
Wielocyfrowy los.



Nowe wojny
zabezpieczone
na nieruchomościach Dekalogu.





Zawrotne sumy nadziei
na publicznych licytacjach.


No i co z tego
kiedy miłość
gałązka lekko poruszana przez wiatr
jest zawsze Numer Jeden
i chyli się w naszą stronę.

Ewa Lipska


czwartek, 11 sierpnia 2022

Jan Kasprowicz - Czekałem na ciebie wczora

 


Jan Kasprowicz 1908
Czekałem na ciebie wczora,                

Od rana czekałem do rana,

Wywiodła mnie w pole tęsknota,

Miłością twoją pijana.

Przenigdy już czekać nie będę,

Takem chciał zarzec się w gniewie,

Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,

O fałszu nic serce me nie wie.





Maria Kasprowiczowa


Więc powiem ci prosto i szczerze,

Ty moje dziwne kochanie:

Chociażbym wieki miał czekać,

Dość woli na to mi stanie.


Bo cóż ja mam czynić, niebożę,

Jeśli nie czekać do końca?

Wszakże ty jesteś zachodem

I wschodem mojego słońca.




Thimios I. Christiopoulos - Kobieta

mal. Lee Bogle




Kobieta!
Obraz moich oczu,
Moich pociech matka!
Fundament domu, kolumna,
przystań bólu, dzień nocy!


Kobieta!
Polarna gwiazda,
sen dzieci, pieszczota,
ptak moich myśli,
chiton nadziei!


Kobieta!
Roślina ogrodu południa,
słowo od warg zdjęte!
Zielona radość domu,
pieśń mego życia, Gioula!

tłum. Nikos Chadzinikolau


wtorek, 9 sierpnia 2022

Ks.Mieczysław Maliński - Dawaj

    


Dawaj to, co masz, czym jesteś.

Dawaj przedmioty, ale nade wszystko dawaj siebie,

swoją opiekę, swoją pomoc, swoje współczucie.

Dawaj póki czas, póki masz co dawać,

póki masz rzeczy, póki masz siły,

póki stać cię na serdeczną troskę,

na współczucie, na uśmiech i radość.


Dawaj swoją pomoc, dawaj siebie samego

póki cię jeszcze trochę jest.     


mal:    Agnolo Bronzino (1503-1563)                                                                            

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Kofta Jonasz - Świnia

 



Tej rewolucji
W ewolucji
Nie przewidziałeś Darwinie
Z obywatela
Na konsumenta
A z konsumenta
Na świnię
 
Świnia nie marzy nigdy o niczym
Świnia stworzeniem jest tajemniczym
Ujawnia swoją świńską treść
Kiedy coś można mieć lub zjeść
 
Być może jest to poza tematem
Bywają także świnie rogate
Być może świnia nonkonformistką
Gdy ma apetyt na wszystko
 
Tej rewolucji...
 
Świnia jest czasem na chorobie
Na ogół stoi wiernie przy żłobie
Ściele się wtedy gęsty trup
Gdy się spotkają świnia i żłób
 
Świnia żłobowi nie przeszkadza
Żłób nawet świnię ceni
Świniom apetyt - żłobom władza
A ludziom kraina cieni
 
Tej rewolucji...
 
Fakt, że gdy czasem żłoby są puste
Świnia w duchową wpada rozpustę
Znowu swój ryj zamienia w nos
Dobywa z siebie ludzki głos
 
Obywatele! Zaświniłem!
Nie byłem społecznie świadom
Dajcie, jak chcecie, kopa w tyłek
Lecz poczęstujcie czekoladą
 
Tej rewolucji...
 
Coda:
Pieśni o świni zabrakło słów
I w tym milczeniu jest puenta
Świnia, gdy widzi pełny żłób
Kompletnie nic nie pamięta

 






"Wiem nareszcie,

 kim chciałbym być, kiedy dorosnę. 


Kiedy dorosnę 

chciałbym być małym chłopcem."


(Joseph Heller, 1923-1999, "Paragraf 22")

Anna Achmatowa - Wspomnienia mają...


Frederic Simpson

Wspomnienia mają swoje trzy epoki,
I pierwsza - to jak gdyby dzień wczorajszy,
Pod stropem ich błogosławiona dusza
I ciało rozkoszuje się w ich cieniu.


Nie zamarł jeszcze śmiech, łzy się strumienią,
Nie starto z biurka plamy atramentu -
I pocałunek jest pieczątką w sercu,
Jedyny, pożegnalny i pamiętny..


Ale to wszystko nie trwa bardzo długo...
I już nie strop nad głową, lecz gdziekolwiek,
Na peryferiach opuszczony dom,
W nim zimą zimno, latem ciężki upał,


W nim pająk mieszka, pył zalega wszędzie,
W nim dopalają się ostatnie listy,
Niepostrzeżenie zmienia się portrety.
.

Ludzie przychodzą, jak na grób, popatrzeć,
A gdy wracają, ręce myją mydłem,


Strząsają prędko chybotliwą łezkę
Z obrzmiałych rzęs i słychać ich westchnienia...


Lecz zegar tyka i po jednej wiośnie
Przychodzi druga, różowieje niebo,
Zmieniają się znajome nazwy miast.


I nie ma już naocznych świadków zdarzeń,
Nie ma z kim płakać, nie ma z kim wspominać
I wolno opuszczają nas ostatnie cienie,
Których postanowiliśmy nie wołać,
Które nas nawet napawają strachem.


I raz, zbudzeni ze snu, już nie wiemy,
Którędy można dojść do tego domu,
I, łapiąc prędko oddech, zaczynamy biec
Ze wstydem, z gniewem, lecz (tak bywa we śnie)


Tam wszystko jest już inne: ludzie, rzeczy,
Nikt nie rozpoznał nas - jesteśmy obcy.
Prawdopodobnie zabłądziliśmy... Mój Boże,
Oto przychodzi gorycz najstraszniejsza:
Uświadamiamy sobie, że w swym życiu
Nigdy byśmy już nie zmieścili spraw minionych,
Że są nam one równie niepotrzebne,
Jak sąsiadowi, co mieszka za ścianą,
Że nie poznalibyśmy tych, co zmarli,
A ci, z którymi nas rozłączył los,
Wspaniale sobie radzą bez nas - nawet
Wszystko podąża ku lepszemu...

Tłum. Edward Balcerzan


sobota, 6 sierpnia 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.




Zdjęcie w kartce z kalendarzu jest oryginalnym, archiwalnym zdjęciem rosyjskich żołnierzy  w  czasie wojny rosyjsko japońskiej w 1904r. zakończonej zwycięstwem Japonii. 

Krzysztof Kamil Baczyński - Elegia o ... [chłopcu polskim]


 "Należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów” 

Podczas „63 dni Powstania ” wśród poetów, którzy oddali   życie za ojczyznę znajdowali się m.in:

Krystyna Krahelska, Krzysztof Kamil Baczyński, Zdzisław Stroiński, Tadeusz Gajcy. Młodzi poeci należeli do pokolenia Kolumbów, które w 1939 roku zdawało maturę. Większość z nich miała niewiele ponad 20 lat.


4 sierpnia, strzelający z gmachu Teatru Wielkego niemiecki snajper, zabił walczącego w Pałacu Blanka Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, 


Najwybitniejszy poeta pokolenia Kolumbów, podharcmistrz Szarych Szeregów, żołnierz Armii Krajowej (ps. Jan Bugaj). Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Armii Krajowej i Medalem za Warszawę. Zachowało się ponad 500 wierszy autora, kilkanaście poematów, ok. 20 opowiadań. Autor wierszy:  “Mazowsze”, “Pokolenie”, “Historia”, “Ten czas”. i “Elegia o ... [chłopcu polskim]”,


Elegia o ... [chłopcu polskim]

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,

haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,

malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,

wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,

gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.

Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,

przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,

i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.

Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

K.K. Baczyński 20 III 1944 r.


czwartek, 4 sierpnia 2022

W 78 rocznicę Powstania Warszawskiego.

    

   Świrszczyńska Anna –  „Niech liczą    trupy"                       

mal. Jan Chrzan


Ci co wydali pierwszy rozkaz do walki

niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice

których nie ma 

przez miasto którego nie ma

niech liczą 

przez tygodnie przez miesiące

niech liczą 

aż do śmierci nasze trupy. 


mal. Jan Chrzan

W 78 rocznice Powstania Warszawskiego.... cd.



 






 


Nazywaliśmy go z bratem "Szczawikiem " 
My 6-cio i 8- letni, a brat cioteczny już po maturze. 
W Święta przynosił nam w prezencie tran, 
w czasie okupacji był podobno nie do zdobycia, ale zawsze z tyłu chował
jeszcze jakieś niespodzianki. 
Był jedynakiem.
Miał 22 lata gdy zginął w Powstaniu Warszawskim przy obronie Poczty Głównej. 


wtorek, 2 sierpnia 2022

W 78 rocznicę POWSTANIA WARSZAWSKIEGO..

                       BY  NIE  ZAPOMNIEĆ !!!

OKRUCHY WSPOMNIEŃ SPRZED 78 LAT – Z DNIA 5 SIERPNIA 1944r  NAJBARDZIEJ KRWAWEGO DNIA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO zwanego RZEZIĄ WOLI.

Właściwie są to pocięte okrawki wspomnień 9 letniej dziewczynki, które jeszcze ocalały w mojej pamięci…. 

Mieszkałam z Mamą, Babcią i o 2 lata starszym bratem na Woli, na ul. Górczewskiej 15 w jednym z domów Wawelberga. Tatę Niemcy rozstrzelali na początku wojny.

Dzień przed godziną W - czyli godziną rozpoczęcia powstania przenieśliśmy się wszyscy na noc do nieużywanego pokoju, którego okna wychodziły na ulicę. Wyczuwaliśmy z bratem w zachowaniu mamy i babci jakiś niepokój . Nie rozumiał dlaczego musi wypuścić swoje ulubione 2 szczygły fruwające dotąd swobodnie po mieszkaniu..

1 sierpnia obudził nas ruch – przenoszenie się do piwnicy. Wszystko odbywało się jednak w dziwnej, niezrozumiałej dla nas dzieci atmosferze. Czuliśmy, że coś się dzieje.

Po południu przed 17.00 już wiedzieliśmy, ale nie rozumieliśmy jeszcze powagi słowa - Powstanie. Nie docierała do nas groza tego co będzie, tym bardziej, że mama z babcią na zmianę płakały i cieszyły się.

Pamiętam pierwsze, cztery dni i noce sierpnia spędzone w piwnicy  .….. nasze życie skoncentrowało się i ścieśniło do jednego, ledwo oświetlonego lampą naftową dusznego pomieszczenia, reszty mieszkańców podobnie.

Mimo dobiegających to z bliska, to z daleka odgłosów strzałów brat wyrywał się co jakiś czas na podwórko, potem na ulicę….. oświadczył Mamie, że on również pójdzie walczyć. Poruszyła jednak ambicję 11 latka. - a kto się będzie nami opiekował, jesteś przecież jedynym mężczyzną w rodzinie, 

Wieczorami cichła strzelanina i mieszkańcy zbierali się na podwórku pod świeżo powstałą kapliczką na zbiorowe modły i śpiewy. 

5 sierpień…. Nad ranem opuścili piwnicę towarzyszący do tej pory swoim rodzinom,  mężowie i synowie uprzedzeni przez powstańców, że niedługo wejdą Niemcy, oni przenoszą się na dalsze stanowiska, jeśli nie chcą zginąć mogą do nich dołączyć…. Ci co się zdecydowali przeżyli. .  

To był bardzo upalny dzień, w piwnicy było duszno i gorąco. Do tego wszyscy przewidująco -  ubrani w zimową odzież. Brat zdążył jeszcze pobiec na chwilę do mieszkania by postawić na blacie kuchennym akwarium z rybkami w nadziei, że w razie pożaru nie ugotują się.. niestety biedne rybki nie uniknęły tego.. 

Wszyscy już wiedzieli, lada chwila wtargną Niemcy….Podobno na przywitanie wrzucają granaty.

W pomieszczeniach piwnicznych zapanowała cisza… cisza wyczekiwania.

Tyle lat minęło, a ja tą ciszę jeszcze słyszę.

Nadeszli….

Wrzaski i krzyki po niemiecku… ustawili się przy wyjściu w podwójnym szeregu z wycelowanymi karabinami.

Mieszkańcy musieli po kolei wychodzić, my również, kurczowo trzymający się mamy.

Wyciągają naszego ratlerka, ukochaną Mikusię i rozwalają o ścianę.

Szukają mężczyzn… z brata mama zrobiła dziewczynkę w chusteczce na głowie…. Siwe włosy babci schowała pod czapką…..

Starych ludzi rozstrzeliwują na podwórku - już przy wyjściu.  Widzę leżącego mężczyznę i dwóch płaczących nad nim chłopców…..

Ustawili nas w szeregu. Wychodzimy na ulicę….. rynsztokami płynie krew, z obu stron zwały trupów.

Co chwila słyszę mamę – zasłoń oczy, nie patrz tam, odwróć się.

Ale ten widok, pozostał  mi w oczach i pamięci na zawsze.

Z szeregu robi się pochód. Żołnierze, głównie ukraińscy* 

zatrzymują nas…. Jest rozkaz by wszystkie pakunki rzucić na ulicę, kosztowności oddać.

Chodzą i zbierają, jeśli ktoś się ociąga, lub trudno mu ściągnąć pierścionek, czy obrączkę – obcinają palce.

Mama oddała wszystko co miała, w zdenerwowaniu część jej wypadła z rąk.

Później z satysfakcją opowiadała, że dzięki temu jej biżuteria nie dostała się w ręce bandytów. Jakoś jednak ukryła zawiniątko z jedzeniem /puszkę sardynek, kawałek słoniny /

Cały czas drży o babcię, bo nadal wyciągają z szeregu starsze osoby..

Pochód wędruje dalej w kierunku Moczydła…..

Zatrzymujemy się przed jakimś wiaduktem….

Zaczynają nas ustawiać w małe grupy… gotowe do egzekucji./ widać ustawione karabiny /

Trzymamy się kurczowo mamy, słychać krzyki, szarpania i strzały.

Stoimy w tym południowym, sierpniowym upale dość długo. 

Okazało się później, że pod wiaduktem Ukraińcy od rana masowo rozstrzeliwali spędzanych z okolic Woli mieszkańców, zwłoki  prawie natychmiast  palili. Było ich tysiące. Nas uratował świeżo wydany przez Himmlera rozkaz by czasowo wstrzymać egzekucje ludności cywilnej

W ostatniej chwili wiadomość przywiózł na motocyklu jakiś niemiecki oficer…. Pamiętam tego nadjeżdżającego z daleka motocyklistę.

Pochód popędzono dalej. Było już chyba późne popołudnie, gdy upychając nas na siłę wtłoczyli do jakiejś hali. Jak się później dowiedziałam była to Hala Warsztatów Kolejowych na ul. Moczydło.

Nie było mowy by usiąść, lub nawet przykucnąć. Mimo tego stłoczenia cały czas napływały nowe partie ludzi. W hali panowała cisza… cisza oczekiwania, ludzie mówili do siebie szeptem.

Niemcy zaczęli zwoływać mężczyzn by zgłaszali się na ochotnika do prac przy rozbieraniu barykad, na zewnątrz hali. Potrzebnych jest pięciu.. Wyszło pięciu pierwszych. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy strzałów karabinowych.

Wywoływali kolejne grupy po 10, 15, 25. Serie strzałów stawały się coraz dłuższe, prawie ciągłe.

Nad ranem w hali zrobiło się luźniej. Można było usiąść na ziemi.

Koło naszej gromadki leżał na noszach młody mężczyzna. 

Mama położyła mu koło głowy zawiniątko z jedzeniem ze słowami: nam już nie będzie potrzebne, zaraz przyjdzie kolej na kobiety i dzieci, a pana, rannego,  przecież nie zabiją. 

Okazuje się, że nie miała racji…. Wynieśli i zastrzelili go na noszach.

Byliśmy z bratem przygotowani na śmierć. Żegnaliśmy się z sobą i z babcią. Staraliśmy się być dzielni, nie pamiętam bym odczuwała jakiś wielki strach…. 

Raczej nieuchronność, która za chwilę się stanie. najbardziej jednak oboje z bratem obawialiśmy się by mama nie była tą pierwszą, była dla nas całym światem, dziś gdy wspominam ten epizod,  uświadamiam sobie nasze naiwne myślenie, że to od niej zależy.... Przecież nie byliśmy już małymi dziećmi.... jak bardzo nasze błagania musiały ranić jej serce. 

Rano zrobiło się zupełnie luźno… Egzekucje ustały, mężczyzn już nie było.. Kobiety i dzieci zostały przy życiu.

Dużo by jeszcze było do opowiadania…. 

O księdzu z mojej szkoły, którego zakonnice przebrały, ukrył się między nimi i ocalał.

O sąsiedzie z drugiego piętra, który wyszedł z dwuletnią córeczką na ręku z nadzieją, że dziecko go ocali. Ocaliło…. Bo kula zabiła córeczkę, a jemu przeszła przez policzki i w nocy wydostał się spod zwału trupów..

O braciach, którzy w nocy pod stosami zabitych rozpoznali swoje głosy… i czołgali się do siebie. Niestety Niemcy usłyszeli ich i dobili. Do rana trwało dobijanie  dających oznaki życia.

O studencie medycyny pracowniku Szpitala Wolskiego, który uciekł z miejsca egzekucji spod kul. Była to jedyna, udana brawurowa ucieczka w tym miejscu.

Nie znałam go, a jednak pośrednio los mnie z nim zetknął. Za 30 lat jego żona doktor medycyny tak jak i on, pomogła mi dostać się do jednego z najlepszych chirurgów w latach 70-.ch

O tym, że wśród tych bandytów i morderców, niemieckich i  ukraińskich eskortujących uformowaną rano z osób  pozostałych przy życiu długą kolumnę, podążającą w nieznanym nam wtedy kierunku - znalazł się żołnierz austriacki, który szedł i płakał. Płakał nad naszym losem, widziałam łzy tego człowieka.

Przymykał oczy na pojedyncze ucieczki z kolumny.   

Niestety zaczęto  za nimi strzelać i  ucieczki ustały. 

O tym jak uratowaliśmy się przed Pruszkowem i wywozem do obozu, 

O ukrywaniu się przed ukraińskimi bandami, grasującymi w okolicach Warszawy, głównie w poszukiwaniu młodych kobiet, do jakich zaliczała się wtedy i moja mama. 

O gwałtach i okrucieństwach jakich się na nich dopuszczali. 


I o tułaczce. Byłaby to jednak następna, długa opowieść. Opowieść o warszawskich uchodźcach 1944r. - szukających swojego, nowego miejsca do życia.


Wyjaśnienie: Ukraińcami określano żołnierzy  z RONA („Russkaja Oswobodzitelnaja Narodnaja Armija”) oraz kozackiego Schuma-Bataillon 209 – wcielonych do niemieckich dywizji.  M.in. ich zadaniem była pacyfikacja  powstania warszawskiego.