Archiwum bloga

czwartek, 28 lutego 2019

Ludwik Jerzy Kern - Sześć krzyżyków ciotki, czyli kuracja upiększająca

Pablo Picasso – Dora Maar
Była sobie ciotka -- idiotka, 
Najmniejsza w całej rodzinie, 
Nie była z ciotki żadna Bardotka. 
Urodę miała raczej Herodka, 
Tam na kredensie stoi jej fotka, 
Uszy za duże, 
Szyja za krotka 
I jak rodzinna głosiła plotka 
Taka już była od zarodka 

W ciele rodziny ciotka -- idiotka 
Istniała jako rodzaj nagniotka. 
Według opini wujaszka Włodka 
"Należy zamknąć ja gdzieś od środka 
wtedy nikt panie się z nią nie spotka 
Bo przecież ona ma jednak kotka..." 

Siedziała w kuchni ciotka -- idiotka 
Razem z nią gary 
Marchew karotka 
Druh -- zlewozmywak, 
i szczotka 
i ukochana szklanka bez spodka 

Nie poszalała w ciagu żywota 
Poker ominął ją 
I belotka 
Nie pociagnęła jej także wodka... 

Aż raz zagrała 
W toto lotka 

Raz. 
I trafiła od losu psotka 
Te sześć krzyzyków, ciotka--idiotka. 

Rodzinna gdy się zwiedziała trzodka, 
Zdegradowano słowo "idiotka", 
A do  d r o g i e g o  słowa "ciotka"
Zamiast "idiotka" dodano "słodka". 

Dzisiaj w ich oczach ciotka -- idiotka 
To pełna wdzięku Wiotka Istotka, 
O włosach jak ze szczerego złotka, 
Największa w świecie ślicznotka.

środa, 27 lutego 2019

Jacek Kaczmarski - Dokąd nas zaprowadzisz Panie

Alberto Pancorbo

Dokąd nas zaprowadzisz, Panie
Bez bagażu i bólu głowy
I gdy nic nam na drodze nie stanie
Czy będziemy mogli zacząć na nowo

Bo wiesz, u nas nie zawsze jest słońce
Choć przed deszczem nas chroni parasol
Czasem jednak przemoczy nam serca
Inny deszcz, co spływa po twarzy

Więc nas zabierz bez tych uśmiechów
Co dzień rano zostawianych w lustrze
I bez śniadań, w pośpiechu by zdążyć
Na kolejny autobus do jutra

Bo my tu tak do jutra, do zaraz
Do pierwszego i do wakacji
Rozliczając geniuszy z geniuszu
A zjadaczy chleba z kolacji

Więc już jutro zaprowadź nas, Panie
Bez bagażu i bólu głowy
I gdy nic nam na drodze nie stanie
Spróbujemy zacząć na nowo

wtorek, 26 lutego 2019

Artur Oppman / OR-OT/ - - PRELUDIUM..




Artur Franciszek Michał Oppman, o przydomku  „Or-Ot” (ur. 1867 w Warszawie, zm. 1931 tamże) – poeta okresu Młodej Polski, wielki patriota, autor wierszy i pieśni patriotycznych.

Nad jego grobem Jan Lorentowicz powiedział: Odszedł w zaświaty poeta, który w ciągu czterdziestu kilku lat swego życia twórczego miał jedną tylko namiętność: bezgraniczne ukochanie Ojczyzny.



                                                                                                                                                                                                PRELUDIUM.   


Chopinowska piosnka płynie
W księżycową dal,
Niby skarga płynie cicha,
Niby łzy i żal.

Na powietrza srebrnej fali,
Płacze, tęskni, drży,
Przywołuje z zapomnienia
Dawne widma, sny...

Chopinowska piosnka płynie
Spod dziewczęcych rąk,
A nad ziemią wstaje blady
Księżycowy krąg.

Księżycowy blask uroczy
W raj przetwarza świat,
Słucha piosnkę każde drzewo,
Słucha każdy kwiat...
Chopinowska piosnka płynie,
Z piosnką płynie czar,
I dziewczyna rozmarzona
Słyszy skrzydeł gwar.

Biorą białe anielice
Ją w uściski swe,
I nad ziemią wzlata ona
W upojenia mgle.

Chopinowska ścichła piosnka,
Tylko echo drży,
Tylko smętnie szumią drzewa,
Kwiaty ronią łzy.


Zapomniała w śnie dziewczyna
Życia ból, łzy, pleśń,
We śnie cicho jej przygrywa
Chopinowska pieśń... 


                  

Robert Weber
      




             Chopin Nocturne No. 20 in C Sharp Minor, Op. Posth.Chanel Wang 14 Yr Old

     



poniedziałek, 25 lutego 2019

Jan Twardowski - NA BIURKU


Tu leży mapa co się zmienia
po każdej wojnie już nie taka sama

tam znaczki pocztowe trochę inne
klej niby farba rozpuszczona w wodzie

teczka o którą pies potrącił nosem
pióro wieczne jak kłamstwo bo wcale nie wieczne
przyszły długopisy i już się nie przyda

książka pamiętnik damy chyba dawno temu
mówią że tylko trzy razy jej nie było w domu
w dniu ślubu w dniu chrztu dziecka i swego pogrzebu

kalendarz jak nieszczęście , potwór --- liczy milcząc
tylko serce odmierza czas w odwrotną stronę

w szufladzie stary pieniądz co wyszedł z obiegu
z Piłsudskim ciekawostka maleńka liryka
tak czysta że się za nią już nic nie kupuje

a te fotografie to moi umarli
bez których przecież niepodobna istnieć
szlachetni dziś na pewno skoro ich nie widać

niedziela, 24 lutego 2019

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - MIŁOŚĆ

Baudelaire



Wciąż rozmyślasz. 
Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno 

i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...

Śmiejesz się, 

lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, 

na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...

sobota, 23 lutego 2019

Adam Zagajewski - KOS

Bob Hallinen




Na antenie TV siedział kos

i śpiewał jazzową, miękką piosenkę.

Kogo żegnasz? - spytałem – Co opłakujesz?



Żegnam tych, co odeszli, powiedział kos,

żegnam dzień (oczy i rzęsy tego dnia),

opłakuję pewną dziewczynę, która żyła w Tracji

- nie mogłeś jej znać.



Żal mi wikliny, którą zabije mróz.

Płaczę, bo wszystko przemija i przemienia się

i powraca, lecz nigdy w tej samej postaci.



Moje wąskie gardło ledwie mieści

smutek, rozpacz, radość i dumę

z powodu tak radykalnej metamorfozy.





Orszak żałobny przesuwa się przede mną

co wieczór tak samo, o tam, na nitce horyzontu.

Wszyscy tam idą, wszystkich oglądam i żegnam.



Widzę szable i kapelusze, chustki, bose stopy,

armaty, krew i atrament. Idą powoli

i znikają w nadrzecznej mgle, po prawej stronie.



Żegnam ich i ciebie i światło,

a potem witam noc, bo nocy służę,

czarnym jedwabiom, czarnym mocom.



z tomu „Ziemia ognista”, 1994

piątek, 22 lutego 2019

Renata Strug - Ogłoszenie

Chanelle Kotze

,,Na chodzie" serce zamienię –
całkiem jeszcze zdrowe,
z dobrymi zastawkami,
zwykłe, dwukomorowe

pracuje bez przestojów,
wydajność w granicach normy
puls ustabilizowany,
pewny i spokojny

sprawne, ciche, wytrwałe,
odporne na zmiany;
słowem organ bez braków,
dobrze utrzymany!
                 

Oczekuję tylko poważnych propozycji.
pod uwagę będą brane
wyłącznie serca ,,z charakterem",
mogą być lekko połamane,
trochę obite,
zabiegane, zdyszane
i trochę zużyte.

Ale oprócz żył, tętnic,
przedsionków, zastawek
muszą mieć mały kącik,
zakamarek, skrawek -
co by duszę pomieścił,
słońca blask przenosił:
do kochania, cierpienia,
gniewu i przeprosin;
do zachwytu nad światem,
do ciepłych uśmiechów;
do łez i westchnień cichych,
do żalu za grzechy,
do łatania rozdartych przyjaźni i marzeń,
do budzenia nadziei
pośród szarych zdarzeń.
               
               Takie serce w zamianie przyjmę
                i obiecuję,
                że się nim z poświęceniem
                szczerze zaopiekuję

środa, 20 lutego 2019

Anna Żółtowska - Zanim świat się rozpierzchnie

Louis le Nain - Rodzina chłopska 1640

Zanim świat się rozpierzchnie
usiądźmy przy stole

Stół jest stanem skupienia
rzeczą ostateczną

Na chwilę wątpliwości
można zapalić lampę
lub drgającą świecę

Światło przyciąga fakty
ludzi i zwierzęta

Nad stołem spojrzenia
pod stołem dotknięcia

Pies się obok położy
ćma z nocy przyleci

Zanim świat się rozpierzchnie
możemy być razem

wtorek, 19 lutego 2019

Teofil Lenartowicz - DUMKA WYGNAŃCA


Na dolinie, na zielonej,
Widzę w dali wioskę małą,
Domek płotem ogrodzony,
Na zakręcie brzozę białą;

Do gościńca droga długa,
Na niej lipy i topole,
Poza wzgórzem srebrna struga,
A za strugą szczere pole.

Nawet kwiatki takież prawie
Na pagórku, na przydrożu
Dziki piołun w bujnej trawie
I bławatki rosną w zbożu.

Gdyby jeszcze tam, na boku,
Krzyż się chylił na rozstaju,
A dąb siwy u potoku,
To bym myślał, żem już w kraju.

Jaka cicha szczęsna chatka,
Przy niej matka, dziewcząt dwoje…
Czemuż to nie moja matka?
Czemuż to nie siostry moje?

Słońce zaszło za lasami,
Lud wesoły idzie z pracy,
Czemuż się nie cieszę z wami?
Czemuż wyście nie Polacy?

Ptak powrócił w swoje gniazdo,
Zwinął skrzydła utrudzone;
Chmurna losów moich gwiazdo,
Gdzież mnie wiedziesz, w którą stronę?

Płyńcie! płyńcie, łzy tęschnoty,
Nieutulne łzy tułacze,
Może jeśli dzień przepłaczę,
Noc przyniesie mi sen złoty.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Szczęście – Anna Maria Jopek



Tak łatwo z rąk wymyka się. Ucieka wciąż, znika
we mgle. A ty chcesz na własność mieć. Chcesz
zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb. Niemożliwe.

Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko
na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się
za nim nie goni. Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.

Lecz to nie to, to nie tak.

Ciągle czegoś nam brak do szczęścia, wciąż nam brak,
tak zachłannie brak. Otwórz oczy. Szczęście to ta
chwila co trwa, niepewna swojej urody. To zieleń drzew,
to dzieci śmiech. Słońca zachody i wschody.

Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest już obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu, wśród chmur,
w ciszy traw. 

Szczęście to przelotny gość, przebłysk
słonecznej pogody. I dużo wie, kto pojął, że szczęście
to garść pełna wody.

sobota, 16 lutego 2019

Anna Piwkowska - Dopóki żyją nasze matki

Tasha Tudor

Dopóki żyją nasze matki, ciągle jesteśmy dziewczynkami.
Cóż z tego, że wielu mężczyzn odeszło,
a nasze córki podorastały?

Cóż z tego, że przekwitły niebieskie hiacynty,
skoro hortensja stoi w oszałamiającej bieli,
a kobiety na skwerze sprzedają żółte tulipany?

Dopóki żyją nasze matki, żyją także nasze dziecięce marzenia.
Wsiadamy na brzęczące jak ważki rowery:
czerwone, niebieskie, pomarańczowe,
a czas rozpięty na srebrnych szprychach
niby mija kolejne ulice, ale sam siebie nie mija.

Więc jedziemy do parku popatrzeć na seledynowe drzewa,
karmimy kaczki, kupujemy karnet na pływalnię,
śnimy o morzu i o bezkresnych plażach,
wysokich górach, aby wejść na nie i tam,
w niewyobrażalnej ciszy, rozmawiać z Duchem Świata.

Możemy robić to wszystko, dopóki żyją nasze matki.
Nieważne, że ciężko im wejść po schodach,
łzawią im oczy i zawstydzone oddają nam
nieprzeczytane książki. To wszystko nas nie dotyczy.

Kupujemy im okulary, bawimy się barwą oprawek
i kształtem szkieł. Wozimy je do lekarza i czujemy strach
i urazę, że lekarstwa przestają pomagać.
Dlaczego je boli, dlaczego tak bardzo siebie bolą,
swoją starość, swoją niesprawność, swój lęk?

Usypiamy spokojne i budzimy się ufne,
dopóki żyją nasze matki.

2 kwietnia 2008

piątek, 15 lutego 2019

Wójcik Leszek - NIEUCHRONNOŚĆ

Hans Memling – 
Fragment Tryptyku „Sąd Ostateczny”



           
               "co nie do pomyślenia
                jest do pomyślenia"
                      W. Szymborska "Jarmark cudów"



Wszystko co jest do pomyślenia
staje się prędzej czy później

jakby maszynę świata
napędzała nasza wyobraźnia

Badanie głębin mórz i kosmosu
nieziemskie cuda techniki
wymyślono zanim mogły stać się naprawdę

Piekielne ognie krematoriów
czyśćcowe katusze łagrów
czekały na obrazach Memlinga i Boscha
by ktoś uwolnił je do życia

Wszystko co się zdarza
dzieje się nie bez naszej winy
jakby świat cały dla nas
przez nas stwarzał się nieuchronnie


(z tomiku "Cokolwiek dalej" 1999)

czwartek, 14 lutego 2019

Władysław Broniewski - ZE ZŁOŚCI

Konstantin Razumov

Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
gdyby nie ta niepewność,
gdyby nie to, że serce zżera
złość, tęsknota i rzewność.

Byłbym wierny jak ten pies Burek,
chętnie sypiałbym na słomiance,
ale ty masz taką naturę,
że nie życzę żadnej kochance.

Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów),
kochałbym (niech nagła krew zaleje!),
ale na mnie coś takiego spadło,
że już nie wiem, co się ze mną dzieje:

z fotografią, jak kto głupi, się witam,
z fotografią (psiakrew!) się liczę,
pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
póki z grzechów się jej nie wyliczę,

a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
więc (cholera) złości się grzesznik:
że na przykład, wczoraj piłem wódkę
lub że pani Iks - niekoniecznie.

Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny,
taki, co to "ślady po stopach"?...
Moja miła, minął październik,
moja miła (psiakrew!), mija listopad.

Moja miła, całe życie mija...
Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem...
To mi życie daje, to zabija,
że ja ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.


środa, 13 lutego 2019

ANDRZEJ PONIEDZIELSKI:- DOM



Ludzie, gdy poczuli strach
Zaraz wymyślili dach
Kiedy wyszło,
że nie każdy o tej samej porze może
być pijany
no to wymyślili ściany
Gdy się nagle stało jasne
że na człeka, na kolację
nie przypada cały wół
zaraz wymyślili stół
Kiedyś biegli, jak to zimą dla rozgrzewki
jeden stanął, mówi-ileż można biec?
- chodźmy, wymyślili piec.

I tak ludzkość
wytężając
a to rozum
a to serce
a to ręce
doszła żmudnie i powoli
do kafelków
w
łazience.

Tak więc ludzkość
jeśli nie policzyć bomb
głównie wymyślała DOM


Nawet koło
Wymyślono nie z powodu "ciężka praca"
Koło wymyślono po to
by do domu szybciej wracać
A proch? - Dziś tak już znienawidzony
wymyślono przecież po to
by móc zwiedzać inne domy.

Ale w domu
choćby róże rosły w murze
telewizor był w glazurze
i w doniczce każdej kran
Jeśli serce nie zamieszka
To to będzie PUSTOSTAN




wtorek, 12 lutego 2019

Misakowski Stanisław - SUMIENIE



Lustra
bezwymiarowe
o skomplikowanych mechanizmach


odbijają nasze kroki
nasze spojrzenia
nawet myśli


na szczęście
nikt z żyjących
w tych lustrach
nie poznaje siebie


a gdy zobaczy
obcą twarz
wskazuje na nią
palcem