Archiwum bloga

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Roman Brandstaetter - Samotność




Samotność
Nie jest wieżą
Z kości słoniowej.

Jest morską latarnią
Na skalistym cyplu
Człowieczeństwa.

Jej blask
Już z dala
Ostrzega okręty i łodzie
Przed podwodną skałą
I mielizną.

O wczesnym wieczorze
Zapal
Swoją samotność.

sobota, 28 kwietnia 2018

Konstandinos Kawafis – Itaka


Ten bardzo piękny, najbardziej znany wiersz greckiego poety Konstandinosa Kawafisa o Itace recytował ś.p.Krzysztof Kolberger w Radiowej Jedynce. Bardzo lubił jego poezję…. A ja dzięki niemu też.

Może kilka słów przypomnienia motywu mitologicznego, który tak jak "Orfeusz i Eurydyka:" znalazł wiele odwołań w sztuce nowożytnej. Myślę o bohaterskim poemacie Homera „Odyseja” którego treścią są losy niestrudzonego wędrowca Odyseusza, dzielnego króla Itaki odbywającego wielką podróż spod murów Troi do domu, do wiernej, kochającej żony Penelopy.
Odyseusz powracał do swej ojczyzny dziesięć lat. 
Ta opowieść jest metaforą ludzkiego życia, które jest wieczną walką z przeciwnościami losu, wiecznym dążeniem do celu. Jest to także wyprawa w głąb siebie, poznanie swoich słabości, odnalezienie i określenie tego, co naprawdę w życiu ważne i wartościowe. Dla Odyseusza celem była Itaka.

                               
                                                                           Andrew Annenberg 






Itaka


Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

Pragnij tego, by wędrowanie było długie:
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaka uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłowa i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki —
ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
aby uczyć się i jeszcze się uczyć — od tych, co wiedzą.

Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej — twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.

Itaka dała ci tę piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.

tłum. Zygmunt Kubiak

piątek, 27 kwietnia 2018

Aśok Wadźpeji - Buty ojca


Van Gogh – Para butów

                                                                        
Aśok Wadźpeji

(poeta hinduski, wybitna postać życia kulturalnego Indii )

Buty ojca

Drzewo przodków
cieniem okrywa wykorzenione
ruiny fundamentów niebieskiej nieskończoności
pod nim czarne buty
z martwej skóry,
wykrzywione uciskiem żywych stóp
których już nie ma.

Nie ma stóp
nie ma człowieka
zostawił tutaj buty
odszedł cicho
pośród innych ruin
przygotowuje się do dalszej podróży.

Na drzewie kolorowe ptaki tańczą
czarne buty
stają się niewidzialne
pozbawione kolorów drzewo kładzie
na nich wąskie cienie swoich gałęzi
nie żeby je ochronić przed upałem
ale żeby się dowiedzieć
czy wiedzą o tym, że tu stoją.

Buty nie potrafią sobie przypomnieć
stóp, które je kiedyś nosiły.

Wiedzą, że w marzeniach maleńkich stóp
na zawsze pozostaną wielkie.

33-letni Vincent namalował parę butów w 1886 roku w Paryżu. Buty podobno kupił na pchlim targu, a i tak wydawały mu się za mało sfatygowane, więc przed malowaniem wybrał się w nich na długi spacer po deszczu. 
Malarz wracał do tematu kilkakrotnie, malując różne warianty butów, m.in. drewniaki.



Można przypuszczać, że wątek butów wiązał się w jego sztuce z etosem pracy.
Van Gogh, syn kalwińskiego pastora, w młodości próbował nawet dzielić życie z górnikami w belgijskim zagłębiu węglowym, a potem we wczesnych, malowanych jeszcze kolorami ziemi obrazach, w których programowo sławił trud prostych ludzi. 

czwartek, 26 kwietnia 2018

Krzysztof Kamil Baczyński - Chore myśli


Są takie zjawy dalekie, odległe 
(kartki wydarte z dziecięctwa i wspomnień), 
W snach gdzieś powstały i teraz nadbiegły, 
Żeby się w ciszę wgryźć i wrócić do mnie... 
Są takie zjawy dalekie i znane, 
Które wracają w jaźni odrodzone, 
Które wracają (i wierzę w nie święcie), 
W zmiechrzchu srebrzysty uwikłane więcierz... 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Dni wymyślone w półciemnych pokojach 
(drżą ciemną krepą firanki wiejące) 
I w szarym pyle zgęstniałego kurzu 
Tarza się ciemne, zmierzchające słońce... 
Pokój jest Stary, cichy, staroświecki 
(wiszą portrety jakichś znanych twarzy, 
na których widok serce w piersi tłucze 
i których oczy wrzątkiem serce parzą). 
. . . . . . . . . . . . . . . . . 

Cicho brzęczące stare fortepiany 
Grają dostojnie, cicho i powoli, 
A po portretach w ścianę wprasowanych 
Łzy kapią szare... 
Łzami serce boli...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Pod wieczór świece się palą w lichtarzach, 
Żółte jak tego dnia (którego? nie wiem) 
I ręce, noce witające bledzią, 
Brodzą po kurzu nieustannym siewie. 
Potem przychodzi długi cień po ścianie, 
W starym cylindrze gość nieokreślony, 
Przyjdzie znów bębnić noc na fortepianie 
I wstawiać kwiaty japońskie w wazony. 



środa, 25 kwietnia 2018

Czesław Miłosz - Granica

                                                                               Alastair  Magnaldo                                                                        


Śnił mi się sen o trudnej do przekroczenia granicy,

a przekroczyłem ich sporo, na przekór strażnikom
państw i imperiów.

Ten sen nie miał sensu, bo właściwie był o tym, że
wszystko dobrze, dopóki do przekroczenia granicy
nie jesteśmy zmuszeni.

Po tej stronie zielony puszysty dywan, a to są
wierzchołki drzew tropikalnego lasu, szybujemy
nad nimi my, ptaki.

Po tamtej stronie żadnej rzeczy, którą moglibyśmy
zobaczyć, dotknąć, usłyszeć,
posmakować.

Wybieramy się tam, ociągając się, niby emigranci



nie oczekujący szczęścia w dalekich krajach wygnania.


wtorek, 24 kwietnia 2018

Carmen Bernos de Gasztold - Modlitwa Małego Ptaszka


Drogi Boże,
sam nie bardzo wiem,
jak należy się modlić.

Ale proszę cię,
czy możesz chronić me gniazdko
od wiatru i deszczu?

Rozrzucić krople rosy na kwiatach
i dużo ziarenek na mej drodze?

Niech Twój błękit strzela w górę
a Twe gałązki niech będą giętkie.

Trzymaj do późna na niebie Twe błogie światło
i niech w mym sercu bije źródełko muzyki,
tak bym wciąż śpiewał, śpiewał, śpiewał...

Proszę Cię, Panie.

Amen

niedziela, 22 kwietnia 2018

Ryszard Mierzejewski - Modlitwa konia

Panie mój 
byłem ci wierny przez całe życie
moje i mych braci
służyłem ci od stuleci
pomagałem dźwigać ciężary
twego życia i śmierci

niosłem cię 
w sam środek walki twojej 
z twoimi braćmi
byłem do wszystkich twoich zabaw 
i próżności 
ścigałem się na bieżniach abyś był bogaty 
towarzyszyłem ci 
na spacerach po zielonych łąkach
leczyłem twoje dzieci
aby wyszły z zamkniętego świata
pomagałem ci w kopalni
przy wyrębie lasów
orałem pola aby rodziły chleb
w złotych kłosach


dzisiaj w przeddzień mojej śmierci
ubierzesz mnie 
odświętnie
dumny ułan dosiądzie mnie
na ostatni pochód
będziemy paradować ku uciesze tłumów 
wiwatować
cieszyć się z odzyskanej wolności.

Panie mój o jedno cię proszę
pozwól mi 
z godnością umrzeć
nie szlachtuj mnie na żywca
nie odrąbuj 
nóg zmęczonych
po to tylko 
aby szybciej upchać moje ciało
do rzeźnego wagonu.

sobota, 21 kwietnia 2018

Icchoki Lejb Perec - Nie myśl


Icchoki Lejb Perec  (1852-1915) urodził się w Zamościu w 1852 roku. Pisarz, eseista, wydawca, opiekun młodych literatów. Jeden z współtwórców nowoczesnej literatury jidysz, nazywany jej „Ojcem”.
Rozgłos jaki zyskał dzięki swoim dziełom z czasem sprawił, że adres jego mieszkania przy ulicy Ceglanej 1 (obecnie ul. Pereca) był powszechnie znany i jak magnes przyciągał młodych literatów z różnych, nieraz odległych miast i miasteczek.




NIE MYŚL


Nie myśl, że świat jest karczmą – stworzony,
Ażeby przepychać się w nim do szynkwasu
Pięściami, pazurami i zachlać się, żreć, kiedy
Inni patrzą, i mdlejąc, i połykając ślinę
Wciągając żołądek miotany przez skurcze! –
O, nie myśl, że świat jest karczmą!
Nie myśl, że świat jest giełdą – stworzony,
By silny do woli mógł kupczyć słabymi,
Kupować młodych dziewcząt niewinność,
Mleko z piersi kobiet, szpik z kości
Mężczyznom i dzieciom odbierać ich uśmiech,
Rzadkiego gościa na zżółkłych twarzyczkach –
O, nie myśl, że świat jest giełdą!
Nie myśl, że świat jest dżunglą – stworzony
Dla wilków i lisów, łgarstwa i żeru;
Niebo – zasłoną przed widokiem Boga;
Mgła – by nikt tu nie patrzał na ręce;
Wiatr – by zagłuszyć dzikie okrzyki;
Ziemia, ażeby krew ofiar wessała –
O, nie myśl, że świat jest dżunglą!
Świat nie jest karczmą, giełdą ni dżunglą,
Wszystko się liczy i kładzie na wagę!
Ni łza, ni kropla krwi nie przemija,
Na próżno nie gasną ni oko, ni iskry!
Łzy rosną w rzeki, a rzeki w morza,
Z mórz wzbiera potop, z iskry jest piorun –
O, nie myśl, że umarło już prawo!


  

czwartek, 19 kwietnia 2018

Jan Twardowski - Nie mogę trafić


Wszystko się pozmieniało 

nie ma małych dworów
pachnących owocami i pastą do podłóg

z zazdrostkami w oknach 
z lawendą w szufladzie

kościół też nieco inny. 
Spokojny choć przecież
bez cichej i dyskretnej prababci łaciny

stara się by Boga było lepiej widać
lecz Bóg kocha naprawdę 
więc jest niewidzialny

dworce przebudowano już nie mogę trafić
na peron gdzie kogoś żegnałem na zawsze

długopis karierowicz nieboszczyk atrament
niebo morze i góry zostały te same

środa, 18 kwietnia 2018

Czartoryski Aleksander - Być do pary /WIERSZ DLA PANÓW/

Ляпкало Виктор


Niejeden pan, bardziej dojrzały,
by nie powiedzieć o nim, stary,
problem mieć może, duży, mały
z tym, czy nadaje się do pary.

Samotne życie ma swe plusy.
Pan przede wszystkim nic nie musi.
Z Panią pojawią się... minusy,
choć Jej obecność nieraz kusi.

A skąd wynika to kuszenie,
co trzyma Pana w swojej mocy?
Wyjaśnia proste to stwierdzenie:
nie lubi Pan samotnych nocy...

... gdy kładzie się do swego łóżka,
w wygodne i przestronne łoże...
ta druga, pusta wciąż poduszka,
to pamięć o tym, co być może.

Pan Nieznajomą taką stwarza,
z którą by było tak przyjemnie,
jakby – tak sobie wyobraża –
aniołem miała być codziennie.

Lecz jak to jest w rzeczywistości?
Anioł nie sięga ideału,
ma zwykłe, ludzkie przypadłości.
Oczy otwiera Pan pomału,

co dnia dostrzega coś nowego,
co obraz tęsknot mu odmienia.
Nie wolno tego, lub owego...
Pani ma swe... przyzwyczajenia.

Pani zaczyna... meblowanie,
bo to robiła całe życie.
Pan więc, jak mebel, w kącie stanie,
bo tam wygląda należycie.

Nie przyjdzie Pani to do głowy,
że to nie żadne klocki lego,
że Pan jest żywy, czuły, zdrowy
i nie nadaje się do tego.

Pan może inne ma nawyki,
nie wie, że czegoś „nie wypada”.
Przez codzienności skryte wnyki
sens bycia w parze gdzieś przepada.

Pan już dostrzega, nie bez racji
– nie chodzi o niczyją winę –
jak wielkiej trzeba akceptacji,
by lat minionych zmyć patynę.

Potrzeba ciepła, życzliwości,
dać więcej, niźli by się brało,
by w dwoje w jednej żyć miłości...
Oby się komuś to udało.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Zbigniew Herbert - "Ze szczytu schodów"


Oczywiście
ci którzy stoją na szczycie schodów
oni wiedzą
oni wiedzą wszystko

co innego my
sprzątacze placów
zakładnicy lepszej przyszłości
którym ci ze szczytu schodów
ukazują się rzadko
zawsze z palcem na ustach

jesteśmy cierpliwi
żony nasze cerują niedzielną koszulę


rozmawiamy o racjach żywności
o piłce nożnej cenie butów
a w sobotę przechylamy głowę w tył
i pijemy

nie jesteśmy z tych
co zaciskają pięści
potrząsają łańcuchami
mówią i pytają
namawiają do buntu
rozgorączkowani
wciąż mówią i pytają

oto ich bajka -
rzucimy się na schody
i zdobędziemy je szturmem
będą się toczyć po schodach
głowy tych którzy stali na szczycie
i wreszcie zobaczymy
co widać z tych wysokości
jaką przyszłość
jaką pustkę

nie pragniemy widoku
toczących się głów
wiemy jak łatwo odrastają głowy
i zawsze na szczycie zostaje
jeden albo trzech
a na dole aż czarno od mioteł i łopat

czasem nam się marzy
że ci ze szczytu schodów
zejdą nisko
to znaczy do nas
gdy nad gazetą żujemy chleb
i rzekną

-a teraz pomówmy
jak człowiek z człowiekiem
to nie jest prawda co wykrzykują afisze
prawdę nosimy w zaciśniętych ustach
okrutna jest i nazbyt ciężka
więc dźwigamy ją sami
nie jesteśmy szczęśliwi
chętnie zostalibyśmy
tutaj

to są oczywiście marzenia
mogą się spełnić
albo nie spełnić
więc dalej
będziemy uprawiali
nasz kwadrat ziemi
nasz kwadrat kamienia

z lekką głową
papierosem za uchem
i bez kropli nadziei w sercu

sobota, 14 kwietnia 2018

Osiecka Agnieszka - Kochać za młodu





Kochać za młodu się nie chciało,
gdy się kochało, to nie dość,
cóż winne zbyt leniwe ciało,
cóż winien niełaskawy los? ...

Nie dosyć człowiek był szalony,
nie dosyć śmiały, nie dość zły,
niegotów polec za androny,
niegotów błądzić pośród mgły.

Wypić za młodu się nie chciało,
a gdy się piło, to nie dość,
cóż winne nazbyt trzeźwe ciało,
cóż winien zbyt łaskawy los.

Nie dosyć człowiek był zalany,
nie dosyć śmiały, nie dość zły,
niegotów skonać za banały,
niegotów brodzić pośród mgły.

Dziś by się piło i kochało,
gdzieś by się gnało pośród mgły,
gdyby choć echo zawołało,
gdyby zapukał ktoś do drzwi,

dziś by się śniło i cierpiało,
dziś by się gnało pośród mgły,
gdyby choć echo zawołało,

o gdyby, gdyby, gdyby, gdy!

piątek, 13 kwietnia 2018

Jeremi Przybora /Z repertuaru Kabaretu Starszych Panów/ " PODŁA"

                                                         Yves Thos
                                                                 


 Podła! Na pasku kłamstw mnie wiodła 
By nagle zepchnąć w otchłań, w bezsenną noc bez dna.

Zgubna! Niewierna choć nieślubna,
Fałszywa, samolubna, podstępna, pusta,, zła !

Żeby tak jeszcze móc na jej ślad natrafić
Żeby tak jeszcze móc spotkać ją i stłuc!

Słodka! Rozumna , śliczna , wiotka
Kwiatuszek mój , stokrotka

Niepowtarzalna ma!
Cudna! Ponętna , choć nietrudna ,
Namiętna i nienudna, jak hazardowa gra

Śliczna! Wiosenna, fertyczna
Płomienna, dynamiczna
Jak elektryczna skra!

Gdyby los chciał mi dać
Jeszcze raz tę szansę
Móc w ramiona ją brać
Tulić, mieć i łkać.

Wredna!
Trucizna, żmija jedna
Ach, podniósłbym cię ze dna
Roślinko biedna ma!         

czwartek, 12 kwietnia 2018

- Życie to krótki sen - Stanisław Soyka

Stanisław Soyka 

Kiedy myślę o moich latach, które odeszły
I nie wrócą nigdy już
I o ludziach, którzy na drugą stronę przeszli
A nadal są tuż, tuż

I tak wiele się stało
I nie stało się nic
Milion twarzy i zdarzeń
I to wszystko zaledwie szkic

Życie to krótki sen

Kiedy patrzę na moje dzieci, które niebawem
Pójdą sobie w świat
Toż to całkiem niedawno było, kiedy ledwie chodził
Jeden z drugim skrzat

Matki mojej siwizna
Jak dobrze, że jeszcze tu jest
Ojciec mój i ojczyzna
I gest, i szelest, i cisza

Życie to krótki sen

Tej nuty sentymentalnej
Ja się nie wstydzę
Piękna jest, piękna na wieki
Ja to wiem i ja to widzę

Póki wiosna przychodzi, odchodzi i wraca
To wystarczy mi
Póki każdy wysiłek w miłość się obraca
Sen na jawie mi się śni
Nasze myśli podniebne
Niech szybują wśród chwil
Słowa już niepotrzebne
tylko gest, cisza i ty


Życie to krótki sen
Życie to krótki sen
Życie to piękny sen
Życie to krótki sen...


środa, 11 kwietnia 2018

Stanisław Baliński - Romans wieczorny


Stanisław Baliński (1898-1984),  polski poeta, prozaik, eseista.
Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, W dwudziestoleciu międzywojennym był jednym z Skamandrytów, zaprzyjaźniony  z
Tuwimem, Lechoniem, Słonimskim, Wierzyńskim. Po II wojnie światowej nie wrócił do kraju.. jest zapomnianym autorem pięknych lirycznych wierszy – tak odmiennych od poezji współczesnej.


Romans wieczorny 

W moim kraju romantycznym, śpiewnym,
Został staw, gdzie ballady nie giną,
Opleciony brzeziną powiewną,
Opasany potrójną olszyną.

Brzegiem stawu tataraki jasne
Pną się w górę ku falistej ścieżce,
Gdzie dwa cienie, oczy niewygasłe,
Dotąd biegną, by spotkać się jeszcze.

Środkiem stawu, wikliną zarosła,
Stara łódka przepływa bezpiecznie,
Gdzie dwa cienie, krzyżując dwa wiosła
Dotąd myślą, że miłość trwa wiecznie.

Idzie wieczór. I fiołki rumieńców
Toną w stawie, jak dumki najłzawsze.
A dwa cienie wśród ciemnych kaczeńców
Dotąd szepcą: dobranoc na zawsze...

Wracam nocą nad staw i nad bluszcze,
Snem kołuję od gwiazd do poranków,
Nasłuchując czy woda nie pluszcze,
I czy nowych nie spotkam kochanków.

Lecz tam cicho. Zieloność zasycha,
Drzewa próchnem bieleją, jak kości,
Woda milczy i oczy zamyka, 
Wierna cieniom i pierwszej miłości

wtorek, 10 kwietnia 2018

Anna Kamieńska - SKĄD PRZYCHODZĄ UMARLI DO SNÓW....


 Dorian Valle

Skąd przychodzą umarli do snów ludzi?
Rozsuwają ściany czasu,
Zjawiają się prawdziwi i czuli.
Pytają się z ogromnym zdumieniem:
Nie boicie się nas?

Gdzie przebywają wówczas, gdy nikt ich nie wspomina?
Gdy twarze ich zaczynają blaknąć
I myśl nasza nie tak łatwo przywołuje
Postać ich schyloną?

Którędy wiedzie droga umarłych do snów ludzi?
Z grobów znowu wyciągają ku nam ich ręce
Rzeczywiste i żywe.
Pragną naszych objęć i uścisków,
Jakby w nich ożywali na nowo.
I poprzez oczy nasze omglone snem
Szukają gwiazdy -
Tej jednej, która była gwiazdą ich życia.

Ostygło powietrze po ich oddechu,
Odebrzmiała fala głosu,
Ciało oddaje się ziemi solą, żelazem i wapnem.
Lecz żyją dłużej pod sennymi powiekami bliskich.
Stąd sięgają znowu do spraw życia,
Do drzwi, które tylekroć mijali,

Do stołów znaczonych odciskami ich dłoni,
Do strzępów mowy, do obrazów,
Które osadzają się w pamięci ludzkiej długo,
Jak muł skalny w głębokim dnie oceanu.