Archiwum bloga

sobota, 30 listopada 2019

Tadeusz Różewicz - Obcy człowiek


                                                                         
                                        

To obcy człowiek
czego chce
o kogo pyta
to nieznajomy
pewnie zbłądził
albo się omylił
mówił że nas szuka
lecz nie zna nazwiska

kogo pan szuka
taki tu nie mieszka
to jakiś pijak
może pomylony
uparcie twierdzi
że właśnie nas szuka
lecz my go nie znamy

Nie mogę wejść
do waszego domu
mieszkania
mówicie
że jestem obcy
patrzycie zdziwieni
trochę przestraszeni

Właśnie was szukam
w tym ogromnym mieście
co rośnie
przybywa
Was szukam
Na tej wyspie
bezludnej
nie omyliłem się
wy jesteście
ludzie
moi bliźni

czy mogę zostać z wami
jeden dzień noc
jestem człowiekiem
nie jestem obcy
patrzycie na mnie
przez judasza
nie zdejmując łańcuchów
przez drzwi zatrzaśnięte

jestem zmęczony
chcę usiąść przy waszym stole
znamy się przecież
od narodzenia Chrystusa
jestem bardzo zmęczony
muszę wam powiedzieć
o sobie o was
chcę wam powiedzieć

że nie ma tajemnicy
nie czekajcie

Tadeusz Różewicz - nie wypowiedziane

Fot. Antonio Palmerini
zanim zaczniemy rozmowę
słowa zasłonią
to co się stało
wcześniej
poza nami
bez wyjścia

jeszcze nie wiesz o tym

wyciągasz ręce
myślisz że jestem
w tym miejscu
gdzie mnie zostawiłaś

stoisz
nieruchoma niejasna
prawda dociera powoli
do twojego serca

oglądasz się
odchodzisz
w ślepą ulicę

piątek, 29 listopada 2019

Adam Asnyk - Na dzieci spada win ojcowskich brzemię

Na dzieci spada win ojcowskich brzemię,
Lud pokutuje za grzechy zbrodniarza;
Każde gwałcące sprawiedliwość plemię
Cierpień i nieszczęść ludzkości przysparza.

Złe, jak zaraza, w lot obiega ziemię...
A czy na sobie łachman ma nędzarza,
Czy też w książęcym kroczy diademie
Zatrutym tchnieniem cały świat zaraża.

Wobec praw, światem rządzących wszechwładnie,
Nikt ujść nie może złych wpływów przekleństwa;
Każdemu w dziale część winy przypadnie

Nawet za cudze zbrodnie i szaleństwa;
Bo każdy nosi w duszy swojej na dnie
Odpowiedzialność wspólną człowieczeństwa.

Adam Asnyk - Przy kominku


Gdy się ogień na kominku pali,
Lubię grzać się przy jego płomieniu...


I w przekwitłej młodości wspomnieniu
Odgrzebywać te iskry błyszczące,
Co tryskają z płomienistej fali
I znikają w ciemnościach gasnące... 
Złote głoski w ognisku zawarte
W szereg natchnień minionych układam,

Złote mary wstające spowiadam,
O przeszłości mówiące tak wiele,
I na nowo odtwarzam tę kartę,
Co już dawno zastygła w popiele.



Przez girlandy tańczących płomyków
Wzrok mój leci i blaskiem się pieści -
Wszystkie życia prześnione powieści,
Pogrzebane w sercu moim na dnie,
Występują z zamglonych tajników
l przez chwilę znów błyszczą tak ładnie. 

Na stos jeden ułożone drewna
Zdają mi się być stosem pogrzebu,
Skąd burzliwie uleci ku niebu
Ta pogańska wszech bogów kapłanka,
Mara jasnej młodości powiewna,
Biegnąc szukać nowego kochanka! 

środa, 27 listopada 2019

Osiecka Agnieszka - Wyszłam i nie wróciłam


Dnia czternastego sierpnia 1973 roku wyszłam z domu
i dotąd nie wróciłam.

Ubrana byłam w spódnicę w kratę i białą bluzkę.
Na nogach miałam niebieskie pantofle.
Byłam z gołą głową.
Ktokolwiek wiedziałby o losie zaginionej,
proszony jest o powiadomienie najbliższego komisariatu MO.




Niewykluczone,że idąc nuciłam następującą piosenkę:


Wszystko, co mam,
dwa pokoje z ogródkiem,
długie noce, dni krótkie

wszystko, co mam,
opierunek i wikt,
stertę nut, kilka płyt,
alkoholu kropelkę,
nitkę, guzik, pętelkę,

wszystko, co mam,
nawet kota i psa,
i piosenkę, co łka,

wszystko, co mam,
tanie i drogie,
wodę i ogień,

wszystko to, wszystko, co mam,
trochę grosza w kieszeni,
trochę w duszy jesieni,
o czym marzę i śnię,
o czym nie wiem i wiem,

studia wyższe, a jakże,
i talencik, a także
komplet zalet i wad,
...dzieścia i parę lat,

miejsce na ziemi i dziurę w niebie,
wszystko zamienię na ciebie.
A ty... ty nawet o tym nie wiesz... 


     
                  

                     





poniedziałek, 25 listopada 2019

Andrew Marvell -- Do nieskorej Bogdanki



Andrew Marvell  

ur. 31 marca 1621r 
w hrabstwie Winestead w Anglii,  
zmarł w 1878r w Londynie. 

Angielski poeta metafizyczny,
parlamentarzysta.





                                                                                       Wiersz miłosny

Andrewa Marvella / fragment /

Do nieskorej Bogdanki


Gdybym dość czasu i świata miał, miła,
Cnotliwość twoja zbrodnia by nie była.
Siadłbym i z tobą obmyślał sposoby
Spędzenia naszej nieskończonej doby:

Mogłabyś w Indiach, kędy Ganges płynie,
Rubinów szukać, ja bym zaś w dolinie
Humberu płakał; mógłbym twoim tropem
Dążyć na dziesięć już lat przed Potopem,

A ty byś trwała w nieczułej odmowie,
Póki nawrócą się wszyscy Zydowie.
Roślinna miłość we mnie by wzrastała
Większa od królestw, bardziej od nich trwała.

Sto lat bym strawił, sławiąc dookoła
Blask twoich oczu i foremność czoła;
Piersi bym każdej poświęcił lat dwieście,
A trzysta wieków całej twojej reszcie,

Przed każdą cząstkę po sto lat w pokorze
Klęcząc — aż w serce twe wkroczyłbym może.
Tak, zasługujesz na takie wielbienie —
I nie chcę kochać cię po niższej cenie.

Cóż, kiedy za mnę pędzi pogoń chyża —
Skrzydlaty rydwan czasu wciąż się zbliża;
A tam, przed nami, czekają jedynie
Nieogarnionej wieczności pustynie.

Uroda twoja w mrok grobu się schowa
I nie usłyszy krypta marmurowa
Echa mej piosnki; robak niszczyć zacznie
Dziewictwo, któreś chroniła tak bacznie;

Cała twa cnota prochem wnet się stanie,
Popiołem — całe moje pożądanie.
Chociaż przytulnym miejscem jest mogiła,
Wątpię, czy ktoś cię tam przytuli, miła.


niedziela, 24 listopada 2019

Jonasz Kofta - Czułość




Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość

Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne

Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne

Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem

Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej

piątek, 22 listopada 2019

Kofta Jonasz - "Nie, nie możesz teraz odejść..."

Fabian Perez

Nie, nie możesz teraz odejść
Kiedy cała jestem głodem
Twoich oczu, dłoni twych
Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze
Nim odbierzesz mi powietrze
Zanim wejdę w wielkie nic


Nie, nie możesz teraz odejść
Jestem rozpalonym lodem
Zrobię wszystko, tylko bądź
Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment
Płonę, płonę, płonę, płonę...
Zimnym ogniem czarnych słońc


Nie, nie możesz teraz odejść
Popatrz listki takie młode
Nim jesieni rdza i śmierć
Bądź - proszę cię na rozstań moście
Nie zabijaj tej miłości

Daj spokojnie umrzeć jej

Agnieszka Osiecka - Nowa miłość

Nie wierzę w to,
że wszystko było już,
pozwólcie mi
na jeszcze parę róż:

Jeszcze tylko raz pokochać,
ach, jeszcze jeden raz!
Nie pragnę wciąż
królewną z bajki być,
lecz serca dzwon
niech nie przestaje bić.

Jeszcze tylko raz pokochać.
ach, jeszcze jeden razi
W tę nową miłość
pobiegłabym tak,
jak rusza w drogę
księżyc i ptak,
tę nową miłość
umiałabym wziąć,
tak jak się bierze
rumianki do rąk.

Nie wierzę w to
że prześnił się mój czas,
pozwólcie mi
na jeszcze parę gwiazd:

Jeszcze tylko raz pokochać,
ach, jeszcze jeden raz!

Jeszcze tylko raz usłyszeć
szalony serca głos,

a potem — wielką ciszę,
a potem — noc..
.

środa, 20 listopada 2019

Józef Baran - Reinkarnacja


o trzeciej nad ranem
słyszę gwiezdne szczekanie
lutowych psów
i myślę jak dziwne i niepodobne do siebie
były moje życia

jakbym odradzał się w kolejnych wcieleniach
i obumierał bez echa
to wszystko trwało
miliony lat
lub było jak
klaśnięcie bicza
zabarwiałem się odmiennymi muzykami istnienia
i żyłem na tak różnych planetach
że jak tu się nie dziwić co wspólnego
łączy mnie z tamtym chłopcem
z epoki kamienia łupanego
przyczepionym do krowiego ogona
tysiące ludzi o których zapomniałem
miliony zdarzeń
zatopionych we mnie
jak w titanicu
na dnie oceanu majaczą
a niekiedy fosforyzują w pamięci

ciesz się smutku ciesz
płacz radości płacz
że wszystko
ułożyło się w całość
z której rozumiem tak mało

Kraków nocą 27 II 2001

wtorek, 19 listopada 2019

Natan Tenenbaum - Listopad - Żonie, w dalekiej podróży

Modlitwa w Ogrojcu. Kwatera
z retabulum ołtarza głównego
z kościoła augustianów w Krakowie, 1468 


Jest czasem w listopadzie, miła, taka chwila
Kiedy się dzień jesienny łamie i przesila
Kiedy słońce wybucha nagłym, krótkim spazmem
Nim zapadnie w kulisy stalowo-żelazne
I tylko na obrzeżu ciemnej, chmurnej ściany
Goreje żar nieziemski, dziwny, poszarpany
Zda się — w swojski krajobraz zmienia obcy teren
Jak pod ręką owego Tylmana z Gameren
Który, choć z ziemi obcej, obcej uczeń szkoły
Stawiał Polsce pałace, zamki i kościoły
I dzisiaj, gdy chcę uciec od kłótni i sporów
myśląc o kraju — widzę Łańcut i Nieborów


...Stare dęby jesiennym pożarem się złocą
Znów kolejną dekadę kurant mi wydzwania


Wracają do mnie ciągle te same pytania
Powracają pytania ze zdwojoną mocą


Pytam siebie — bo kogóż — gdy dzień gaśnie w blaskach
Czemu smutny Pan Jezus na świętych obrazkach?
Polskość — czy to choroba, przekleństwo, czy łaska?


Dlaczego się nie lubią dawni przyjaciele
Czy wolności za mało ludziom? ...Czy za wiele?
Kto nam znów myśli mąci i słowa koślawi?


Czemu krzyżyk na piersi a w piersi nienawiść?
Czy kadzidło człowieka do Boga przybliża?
Czy starczy w Polsce Żydów, by rozpiąć na krzyżach?


Jak mam nazwać tę otchłań — niżej dna rozpaczy?
Czy, w godzinie ostatniej, człek Bogu przebaczy?
Kiedy przyjdzie ta chwila? ...I co będzie później?
Dlaczego — zamiast wierzyć — wątpię? Czemu bluźnię?

...Jest, miła, w listopadzie czasem taka chwila
Gdy wiatr liście jesienne rozrzuca w badylach
Wiatr zamorski, zaduszny wiatr z Polski mnie dopadł
Gdy za oknem november, a w sercu listopad

Sztokholm, 2 listopada 1990

poniedziałek, 18 listopada 2019

annaG - dla córeczki

Alex Alemany



jesteś dla mnie
maleńkim płatkiem
śniegu
który pragnę uchronić przed
ciepłem

jesteś spadającą gwiazdką
szczęścia
które łapię w dłonie
codziennie

jesteś młodym pisklęciem
które
dziś chronię pod skrzydłem
a jutro
wypuszczę w błękit nieba

jesteś...

-A.G./17.07.09/

annaG - Staruszka



W fartuchu
z doświadczeniami
Z żalem w grubych okularach
Zaglądała do starych kufrów
Pokrytych kurzem wspomnień

Z bólem na pomarszczonej twarzy
Wpatrywała się w chwilę
Zatrzymaną na rodzinnej fotografii
Małą kibicią wstrząsnął odruch
Smutku i tęsknoty za ludźmi
Którzy byli obecni
Tylko w jej obolałej pamięci

Wdychając nieobecność ich dusz
Zamkniętych na wieki wieków
W strychowych ciemnościach
Zanurzyła się w starym bujanym fotelu

Kurz na szybach
Nieznośne pajęczyny
Dumnie wkraczające na
Pożółkły sufit są
Przypomnieniem ciszy
I tylko telewizor mruga na nią
Niebieskim, zimnym światłem
Prosząc o następną dawkę monologu
Czy szuraniem rozdeptanych bamboszy
Zagłuszy smutek i samotność ...?

niedziela, 17 listopada 2019

Maria Wine - Gdzieś

Maria Wine - szwedzka poetka i pisarka /1912 - 2003/.


Gdzieś
musi być przebłysk światła
który rozprasza mrok przyszłości

nadzieja
która nie daje się zabić
beznadziejnością

i wiara
która nie zaczyna natychmiast
nie dowierzać sobie

Gdzieś
musi być niewinne dziecko
którego jeszcze nie zdobyły demony

świeżość życia
co nie tchnie jeszcze
zgnilizną


i szczęście
którego nie osiąga się
nieszczęściem innych

Gdzieś
musi być budzik rozwagi
który ostrzega przed zabawą w samounicestwienie

powaga
która waży się brać siebie poważnie

i dobroć
której korzeniem nie jest tylko
powstrzymane zło

Gdzieś
musi być piękno
które wciąż pozostaje pięknem

czyste sumienie
co nie ukrywa zatajonej zbrodni

musi być
miłość do życia
która nie mówi rozdwojonym językiem

i wolność
której nie zdobywa się niewolą innych

tłum. ze szwedzkiego Zygmunt Łanowski

Ułazdimier Arłou - ŁĄKA

Ułazdimier Arlou -  jeden z najpoczytniejszych białoruskich poetów, prozaików i eseistów.

Łąka

Wśród wysokiej trawy i kwiatów
babcia oprowadza mnie
po łące.
To są smółki,
pokazuje.
A tu kukawka.
A tu, widzisz - jastrun.
A ten kwiat nie ma nazwy,
bo to
kwiat twojego losu i
ty sam dasz mu nazwę,
jak podrośniesz.

Po łące hula wiatr.
Aż mi strach:
a nuż,
zanim podrosnę,
skoszą kwiat i nie zdążę
dać mu nazwy?

Babcia milczy.
Wiatr coraz silniejszy.
Stoję samotny
na skoszonej łące.