Archiwum bloga

środa, 15 września 2021

Wojciech Młynarski - Ballada o przyszłości chirurgii




Ballada o przyszłości chirurgii


Zamiast wątpliwych sensacji wiru
Niech widz prawdziwej sensacji liźnie
Oto, co wyznał mi pewien chirurg
Już w posttotalitarnej ojczyźnie
Wpadł do mnie facet o wczesnej porze
Miał jasne oko, miłą prezencję
I szepnął cicho, panie doktorze
Proszę mnie wyciąć inteligencję
Ja odbąknąłem cicho - a ma pan
Owszem doktorze, mam dosyć sporą
I przez to ciężki kac mnie dołapał
Jak w krąg spojrzę diabli mnie biorą
Choć wokół niby piękne przemiany
I Polska weszła na nowa drogę
Z inteligencja moją, kochany
Spokojnie na to patrzeć nie mogę
Bo z jednej strony piękne wspomnienia
Gdyśmy mądrości nieśli proporce
Jesieni ludów będąc natchnieniem
Iskrą, zarzewiem, pochodnią, wzorcem
A z drugiej strony buźki jak z buszu
Męty wszelkiego autoramentu
Czas dla cwaniaków, raj dla chytrusów
I dno dla pełnych inteligentów
Ja na to patrzeć nie mogę, ach nie
Z inteligencja mą nazbyt czułą
Niech pan ją wytnie, niech pan ją ciachnie
Bym dostosował się do ogółu
Tu mu zadałem pytanie wartkie
Rzekł chirurg, ciągnąc swą opowiastkę
Mam wyciąć całą? Zostaw pan ćwiartkę
Lub może jeszcze lepiej - szesnastkę
Więc wykonałem zabieg udany
Bez komplikacji, potknięć, kolizji
Wkrótce mój pacjent zrobił się znany
Często widuję go w telewizji
Jak on gulgocze tam koncertowo
Jak oponentów bezwzględnie kruszy
Mówi, ja swoją mam podmiotowość
I łatwo mnie się jej nie naruszy
Rwie się do czynu, rwie się do głosu
Mówi - pluralizm, mówi - dziedzictwo
I z świetlistego czerpiąc etosu
Założył właśnie nowe stronnictwo
Tu chirurg skończył, pomilczał troszkę
I dodał - patrz pan, na co nam przyszło
A jam pomyślał - o rany boskie
Oto chirurgia, która ma przyszłość
I szybko wziąłem chirurga adres
Bo ja też odkąd wiatr przemian zawiał
Czuję wciąż nową psychiczną zadrę
Gdy widzę co się wokół wyprawia
U znajomego przeto chirurga
Inteligencję mą puszczę kantem
Zostawię jedną trzydziestodrugą
By szans mieć więcej, jak pacjent tamten
Lecz mi ten chirurg, wstrętny konował
Darmo zefirkiem nadziei powiał
Bo przedtem siebie sam zoperował
I ma zostać wiceministrem zdrowia
1991

wtorek, 14 września 2021

Józef Baran - Bezszelestnie

 


bezszelestnie
otwarły się
okiennice snu

i ze wszystkich stron
powiało tęsknotą

na parapecie
usiadł biały kruk bezsenności

czy to ty myślisz o mnie przez sen
w środku nocy


poniedziałek, 13 września 2021

Czesław Miłosz - Degradacja

Starość jest elementem życia, który Miłosz pragnie wyrwać w swojej twórczości spod klucza milczenia.

Wysokie wyobrażenia o sobie zostają poniżone
spojrzeniem w lustro,
niemocą starości,
wstrzymywaniem oddechu w nadziei, że ból
nie powróci.
 
Niewyczerpana mnogość ludzi poniżonych,

jak też innych istot śmiertelnych,
które to znoszą jakby z większą pokorą:
sokół, którego lot już nie jest dość szybki, żeby dogonić gołębia,
kulejący bocian wygnany wyrokiem odlatującego stada.
Obrót sezonów, zstępowanie w ziemię.
 
Co na to niebieskie moce?
Przechadzają się, patrzą. -
Tu my, a tam tak zwane królestwo Natury.
Co gorsze? Świadomość czy brak świadomości?
No tak, żadnego lustra nie mieliśmy w Raju.


niedziela, 12 września 2021

Jacek Kaczmarski - Obym się mylił

 


 “Obym się mylił”

Kasandrą byłem, jestem i zostanę,

Choć na optymizm intelekt się sili.

Lecz, gdy proroctwo kolejne nad ranem

Kończę – myśl jedną mam, nienapisaną:

„Obym się mylił”.


Złe przewidywać w epoce obłędu –

Potrzebą wieku i potrzebą chwili.

Lecz marzyć o przyznaniu się do błędu,

Gdy koło dziejów toczy się z rozpędu:

„Obym się mylił”.


Na razie rośnie sterta wróżb ponurych,

Póki ci wszyscy, co się za nią skryli

Szykują nowy plan „Demokratury”,

Ręce podnosząc obłudnie do góry.

– Obym się mylił.


Jacek Kaczmarski

8.6.1989


W mitologii:

Kasandra uchodziła za córkę króla Troi Priama i jego żony Hekabe. Zakochany w niej Apollo dał jej dar widzenia przyszłości, Kasandra jednak nie odwzajemniła jego miłości i rozgoryczony rzucił na nią klątwę, sprawiając, iż nikt nie wierzył w jej przepowiednie. Dramatycznych ostrzeżeń Kasandry nie słuchali jej rodacy, co sprawiło, że nie udało się jej zapobiec zdobyciu i upadkowi Troi. Po zajęciu miasta przez Achajów została wywieziona do Myken jako branka Agamemnona. Urodziła mu synów-bliźniaków – Także Agamemnon nie wierzył jej przepowiedniom. Kasandra zginęła wraz z nim i dwoma synami w morderstwie popełnionym przez małżonkę Agamemnona Klitajmestrę oraz jej kochanka Ajgistosa (Egista).


Jej imię stało się synonimem złowróżbnej prorokini, wieszczącej nieszczęście. 


sobota, 11 września 2021

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.




                                        
                                          do przemyśleń.... 


Jan Twardowski - cytat

 


 „Trudno być tylko samemu ze światem swoich przeżyć. Pisanie jest szukaniem kogoś bliskiego, rodzajem rozmowy, zwierzenia. Wierszem można dzielić się jak opłatkiem. Obdarowywać dobrocią, serdecznością odrzucając to, co zatrute nienawiścią, złością, sporami. Wiersze wnoszą ład i harmonię, odtruwają i odkażają naszą rzeczywistość. Uczą ładnego słowa. Tworzą świat, może dla kogoś naiwny, ale poczęty z dobrej woli.”

 

piątek, 10 września 2021

Bogdan Zadura - Z czego wyrosłem


Bohdan Zadura  ur. w 1945 r. poeta, prozaik, tłumacz i krytyk literacki.


Z czego wyrosłem


z rodziny inteligenckiej
w pierwszym pokoleniu

z raczkowania

homo erectus 

z futerka z pomponami
z podkolanówek
z czapki pilotki
z marzenia o czapce-niewidce

z erekcji o świcie
która dziś jeśli się pojawia
to na mgnienie
tak że można jej nie zauważyć
i nie trzeba ukrywać

z lęku przed śmiercią
(od dzieciństwa się bałem
że umrę przed końcem życia
a tu proszę proszę)



z ping-ponga
z pchnięcia kulą
z tenisa

z marzenia
o złotym medalu
na Stadio Olimpico
w 1960
w biegu na 5000 metrów
z jeżdżenia na rowerze

z brydża
z prowadzenia samochodu
(nie straciłem zdolności kierowniczej
tylko samochód stracił zdolność jeż-
dżenia)


z wiary
że Bóg jest raczej
wśród chmur
niż w spłowiałym błękicie
z przekonania
że dobry wiersz
daje większą przyjemność
niż widok zgrabnych pośladków


Anna Świrszczyńska - Szukając sensu

 


Szukając sensu
skrócę miłość
w pierwsze i ostatnie spojrzenie.
 
Skrócę cierpienie
w lęk i ulgę.
 
Skrócę szczęście
w nadzieję i echo.
 
Skrócę życie
w przedtem i potem.
 


mal: J. Aurelia- Siklewicz Wojtaszek 

środa, 8 września 2021

Wisława Szymborska - Może to wszystko

 

Może to wszystko
dzieje się w laboratorium?
Pod jedną lampą w dzień
i miliardami w nocy?

Może jesteśmy pokolenia próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach,
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?

Może inaczej:
żadnych interwencji?
Zmiany zachodzą same
zgodnie z planem?
Igła wykresu rysuje pomału
przewidziane zygzaki?

Może jak dotąd nic w nas ciekawego?
Monitory kontrolne włączane są rzadko?
Tylko gdy wojna i to raczej duża,
niektóre wzloty ponad grudkę Ziemi,
czy pokaźne wędrówki z punktu A do B?

Może przeciwnie:
gustują tam wyłącznie w epizodach?
Oto mała dziewczynka na wielkim ekranie
przyszywa sobie guzik do rękawa.



Czujniki pogwizdują,
personel się zbiega.
Ach cóż to za istotka
z bijącym w środku serduszkiem!
Jaka wdzięczna powaga
w przewlekaniu nitki!
Ktoś woła w uniesieniu:

Zawiadomić Szefa,
niech przyjdzie i sam popatrzy!


ADAM ASNYK - Miejmy nadzieję!

 


Miej­my na­dzie­ję!… nie tę li­chą, mar­ną,
Co rdzeń spróch­nia­ły w wą­tły kwiat ubie­ra,
Lecz tę nie­złom­ną, któ­ra tkwi jak ziar­no
Przy­szłych po­świę­ceń w du­szy bo­ha­te­ra.

Miej­my na­dzie­ję!… nie tę chci­wą złu­dzeń,
Śle­pe­go szczę­ścia pło­chą za­lot­ni­cę,
Lecz tę, co w gro­bach cze­ka dnia prze­bu­dzeń,
I prze­cho­wu­je oręż i przy­łbi­cę.


Miej­my od­wa­gę!… nie tę jed­no­dnio­wą,
Co w roz­pacz­li­wem przed­się­wzię­ciu pry­ska,
Lecz tę, co wiecz­nie z pod­nie­sio­ną gło­wą
Nie da się ze­pchnąć z swe­go sta­no­wi­ska.

Miej­my od­wa­gę!… nie tę tchną­cą sza­łem,
Któ­ra na oślep leci bez orę­ża,
Lecz tę, co sama nie­zdo­by­tym wa­łem
Prze­ciw­ne losy sta­ło­ścią zwy­cię­ża.

Miej­my po­gar­dę dla wrze­ko­mej sła­wy,
I dla bez­pra­wia po­tę­gi zwod­ni­czej,
Lecz się nie strój­my w płaszcz mę­czeń­stwa krwa­wy,
I nie brzą­kaj­my w łań­cuch nie­wol­ni­czy.

Miej­my po­gar­dę dla py­chy zwy­cię­skiej,
I przy­kla­ski­wać prze­mo­cy nie idź­my!
Ale nie wielb­my po­nie­sio­nej klę­ski,
I ze sła­bo­ści swo­jej się nie szczyć­my.

Prze­stań­my wła­sną pie­ścić się bo­le­ścią,
Prze­stań­my cią­głym la­men­tem się poić:
Ko­chać się w skar­gach jest rze­czą nie­wie­ścią,
Mę­żom przy­stoi w mil­cze­niu się zbro­ić…

Lecz nie prze­staj­my czcić świę­to­ści swo­je,
I prze­cho­wy­wać ide­ałów czy­stość:
Do nas na­le­ży dać im moc i zbro­ję,
By z kra­ju ma­rzeń prze­szły w rze­czy­wi­stość.