Archiwum bloga

poniedziałek, 30 lipca 2018

Ks. Wacław Buryła - Nie płacz po miłości/ Ta chwila...

Ks. Wacław Buryła

Laureat wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Jego wiersze były tłumaczone na język włoski, francuski, ukraiński, litewski, czeski i arabski.


Nie płacz po miłości

nie płacz po miłości nawet niespełnionej 
po każdej zostaje jakaś dobra pamięć 

jakiś ślad konieczny który każe wierzyć 

że nawet na ziemi można raj zbudować 

jakieś ważne miejsce gdzie można powracać 

z miejsc bardzo odległych gdy życie dokuczy 

nie płacz po miłości nawet nieobecnej 
bo śladu na sercu czas nigdy nie zatrze 

i ciepłym światłem wciąż będzie oswajać 
najgłębszą ciemność którą los przyniesie 

i znajomym listem rozbroi samotność 
o którą co dzień trzeba się potykać 

dziękuj za miłość nawet tę minioną 
bo tylko ona przybliża do marzeń

Ks. Wacław Buryła


Vladimir Kush






Ta chwila...

Ta chwila, drży jak motyl...
I potrąca mnie,
tęczowym skrzydłem.
Jakby pragnęła, znów
poderwać się do lotu.
Wciąż drży...
Jak listek poruszony,
całkiem niechcącym gestem dłoni...
Jakby,
pragnęła mi powiedzieć:

Pochwyć mnie,
póki jestem...

Ks. Wacław Buryła

piątek, 27 lipca 2018

z poezji indiańskiej - Duke Redbird - Małżeństwo


Żaden kapłan nie powiedział jej, że jest moja,żadna obrączka nie przywiązała jej do mnie, żadna ceremonia nie uświęciła jej duszy,
żaden dokument nie oglądał jej imienia.

A przecież
Kochające ręce przyszywały paciorki na moich mokasynach
błyszczące oczy witały mnie po polowaniu,
czułe pieszczoty układały moją duszę do snu,
ciche słowa szeptały mi, że byłem dzielny.

Dlatego że -
Wielki Duch dostrzegł jej dobroć
jego głos przywiódł ją do mnie
nasza Matka Ziemia przyjęła nas oboje,
z ich błogosławieństwem staliśmy się jednym

czwartek, 26 lipca 2018

ADAM ZAGAJEWSKI


Kilka słów o ciekawym, znanym w świecie poecie,
o Adamie Zagajewskim,
w 2010r. zaliczanym do czwórki faworytów do Nobla.

Urodził się 21 czerwca 1945 we Lwowie.
Dzieciństwo spędził w Gliwicach.. .
Po podpisaniu w 1975 "Listu 59" objęty zakazem druku.


Jest laureatem wielu prestiżowych nagród międzynarodowych,

„Nie wiem, jak nazwane zostanie miejsce, które w kulturze polskiej zajmie w końcu Adam Zagajewski" – pisze Irena Grudzińska-Gross. "Nie pasuje on do żadnej formuły, choć jest poetą i pisarzem z samego środka polskiej i europejskiej tradycji literackiej. Wielojęzyczny, erudycyjny, w wierszach pisze o muzyce i filozofii, o innych poetach, architekturze i sztuce. A jednak nie jest to poezja klasyczna, oderwana od dnia dzisiejszego; wręcz przeciwnie, dotyka codzienności, sięgają po nią ludzie w momencie trwogi. Przynosi ukojenie, mówiła o tej poezji Susan Sontag -- amerykańska pisarka, eseistka, krytyczka społeczna i aktywistka praw człowieka.


Wspomnienia


Odwiedzaj swoje wspomnienia,
Uszyj dla nich płócienne pokrowce.
Odsłoń okna i otwórz powietrze.

Bądź dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im poznać po sobie.

To są twoje wspomnienia.
Myśl o tym, kiedy płyniesz
w sargassowym morzu pamięci
i trawa morska zarasta ci usta.

To są twoje wspomnienia, których
nie zapomnisz aż do końca życia.



Klęska

Naprawdę potrafimy żyć dopiero w klęsce.
Przyjaźnie pogłębiają się,
miłość czujnie podnosi głowę.

Nawet rzeczy stają się czyste.
Jerzyki tańczą w powietrzu
zadomowione w otchłani.
Drżą liście topoli,
tylko wiatr jest nieruchomy.

Ciemne sylwetki wrogów odcinają się
od jasnego tła nadziei. Rośnie męstwo. 

Oni, mówimy o nich, my, o sobie,
ty, o mnie. Gorzka herbata smakuje 
jak biblijne przepowiednie. Oby
nie zaskoczyło nas zwycięstw
o.




wtorek, 24 lipca 2018

Andrzej Waligórski - Droga do domu






W mym starym domu, który dawno już spłonął,
Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.
I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,
I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.


Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,
Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,
A co godzinę biją zegary,
A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.


W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.


Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?
Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?
Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,
A za doliną błękitnieją szczyty gór?


Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę
I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.
Po cichu dom swój od ganku zajdę,
Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.


...bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: - Czy to ty?


Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: - Chodź...
...tylko ta droga, pod górę i w skwarze
...tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść 

sobota, 21 lipca 2018

Adam Zagajewski - ciepły dzeszcz





Wieczorem, w obcym mieście, szedłem
ulicą, która nie miała imienia.

Coraz głębiej zanurzałem się w obcość,
w gęstą wiosnę, po stopniach kamiennych.

Padał ciepły deszcz i ptaki śpiewały
cicho; czułość była w ich głosach dalekich.

Syreny statków płakały w porcie,
żegnając się z ziemią znajomą.

W otwartych szeroko oknach kamienic
stały postaci ze snów moich i twoich,
i wiedziałem, że idę w przyszłość, w epokę
minioną, jak pielgrzym do Rzymu.

Tomasz Misiak – Od wzniosłości do śmieszności

Tomasz Misiak - poeta, którego teksty śpiewali i wykorzystywali znani piosenkarze m.in Jerzy Połomski. Jego teksty to czysta poezja, często pisane do szuflady. Postaram się powoli do nich wracać - w starym blogu udostępniłam kilka jego pięknych, refleksyjnych wierszy.... niestety zaginęły w  cyberprzestrzeni, zagrabione przez Onet. Może wrócę do pierwszego, zamieszczanego już w  "Świecie Poezji"

Frida Kahlo
Od wzniosłości do                       śmieszności.

Wszystko płynie – panta rei,
od rozpaczy, ku nadziei,
my z tym wszystkim coraz dalej też płyniemy,
czas ucieka – tempus fugit,
znowu w nurt tej samej strugi
chociaż byśmy  bardzo chcieli, nie wejdziemy.
Trochę śmieszni, trochę wzniośli,
raz dziecinni, raz dorośli,
wciąż kochamy, wciąż marzymy, wciąż pragniemy,
od rozpaczy – ku nadziei
od materii – ku idei
wciąż dążymy, wciąż idziemy, wciąż biegniemy.

Od wzniosłości do śmieszności – tylko krok,
od młodości do starości – jeden rok,
od pogardy do zachwytu – jeden gest,
od istnienia do niebytu – tak to jest.
Od człowieka do człowieka wątła nić,
gdy się splącze, zamiast łączyć, chce się wyć,
gdy się zerwie, w głąb przepaści tylko skok,
gdy się sklei, blask nadziei srebrzy mrok.

Nasze dzieci hołubimy, dorastamy razem z nimi,
na chleb z masłem zarabiamy pracowicie,
czy wzór znamy, czy nie znamy,
układankę układamy,
układankę-niespodziankę – nasze życie.
Choć na ziemi wciąż stoimy,
wciąż kochamy, wciąż marzymy
i w obłokach chcemy bujać jak poeci,
chcemy szczęście trzymać w garści
wciąż dziecinni, choć wciąż starsi,
Wdzięczni słońcu, że do końca nam poświeci.

Od człowieka do człowieka – wątła nić, 
gdy się splącze, zamiast łączyć, chce się wyć,
gdy się zerwie, w głąb przepaści tylko skok,
gdy się sklei, blask nadziei srebrzy mrok.
Od wzniosłości do śmieszności – tylko krok,
od młodości do starości – jeden rok,
od obcości do miłości – jeden gest,
od narodzin do wieczności – tak to jest,
tak to jest... 



piątek, 20 lipca 2018

Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski - bajka z cyklu: „Bajki dziadzia Tadzia”




Pan Doktor był chory.


Pan Doktor był chory i leżał w łóżeczku

i przyszedł Pan Kotek: Cóż to, doktoreczku?

Czyżbyś miał gorączkę? Gdzie na ból narzekasz?

zaraz, ciebie zbadam - ze mnie także lekarz!




Najsławniejszy z kotów

jestem tu w Sopocie

proszki ci przepiszę

będzie po kłopocie.






Siada mu na brzuchu, łapką czoło maca

biednyś ty doktorku, ciężka twoja praca

jesteś przemęczony jak w fabryce tokarz

otwórz proszę usta i język mi pokaż



odsłoń także piersi

ja serca posłucham

na zęby też spojrzę

i zajrzę do ucha.



Cóż - na pozór zdrowyś, a coś ci dolega

chcę bardzo ci pomóc - wszak tyś mój kolega

Ach – już zrozumiałem: masz już dość swej pracy

więc tydzień zwolnienia i znów będziesz cacy



Przychodnia”- rozumiem - to orka bez końca

ordynacje w domu – wprost nie widzisz słońca !



Co mruczysz pod nosem?

mrucz głośniej – nie słyszę

zwolnienie ? – sam wypisz

ja tylko podpiszę.



Pogładził go łapką i zeskoczył z łóżka.

Tak opowiadała pewna miła wróżka.

Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski - DUMANIA


 Tadeusz Gustaw Flach – Godlewski (1900-1988) Doktor praw, malarz, poeta.
Pisał od 1917 roku - bajki, potem wiersze. Zaliczany do grupy pisarzy Sopotu.

 Dumania


  W każdym cierpieniu jest grymas uśmiechu
  w każdym uśmiechu goryczy część
  bo nawet w trosce, w bolesnym oddechu
  są cząstki wspomnień minionych szczęść.

  Idziemy tą ziemią po ciężkiej grudzie
  choć zda się z dala gładka jak stół
  w spokojnej wszak nocy, czy w ciężkim trudzie
  szczęścia-nieszczęścia jest pół na pół.

  Bo to są syjamskie siostrzyce na globie
  ich władzy cały podlega świat
  i w życia zaraniu, czy w mrocznym grobie
  widać obojga wyraźny ślad.

  Czy ciepłe spojrzenie ukochanego
  czy główka miłej na piersi twej
  czyż nie są to cząstki szczęścia twojego
  ostoja wspomnień i w doli złej?

  Blaskami szczęścia nie słowa jedynie
  wiernej przyjaźni nie trzeba słów
  jakkolwiek to życie twoje popłynie
  nie zrzecz się nigdy marzeń i snów!



wtorek, 17 lipca 2018

ROMAN. BRANDSTAETTER - BOŻE ZEGARY

Alastair Magnaldo


....... Nic się nie dzieje przedwcześnie,


i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie wszystko...


Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.


Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.


[R. Brandstaetter]

poniedziałek, 16 lipca 2018

Stanisław Baliński - Godzina nocy


Zegar nocy – Jarosław Jaśnikowski


Każda godzina nocy ma inne oblicze.

Szósta wieczór, na przykład, gdy się wolno zmierzcha
Jest godziną przeszłości, do której myśl pierzcha
Odnajdując w różowym młodości koralu
Jakieś dnie bez goryczy i smutki bez żalu.

Godzina ósma wieczór jest zupełnie inna
I najdźwięczniej wybija w stołowym pokoju,
Gdzie schodzi się domowa gromadka rodzinna,
Żeby w cieniu herbaty pogadać w spokoju.

Odwróćmy od niej głowę, przysłoniętą mgłami.
Ta godzina jest dzisiaj nie dla nas, nie z nami.

Potem idzie dziewiąta, początek wieczora.
Jesteś sam. Drzwi zamknięte. Nocnej pracy pora.


Lampa, książka i ćwiartka papieru przed tobą -
Są przyjaznego biurka jedyną ozdobą.
Nie słyszysz kropel deszczu, ani głosów miasta,
Tylko cichy szmer pióra, co wiernie szeleści,

Nie słyszysz, jak przypływa z wolna jedenasta,
Godzina lamp i świateł, godzina śródmieścia.
Miedzy ostatnim - w modnym teatrze - oklaskiem
A pierwszym powitaniem gości przez kelnera
Ulice dźwięczą gwarem i musują blaskiem. -
Lecz godzina to krótka i prędko zamiera.

Dwunasta była kiedyś porą złego ducha,
Zrodziła ja noc dziadów i noc świętojańska.
Dziś mija bez znaczenia, dziś nikt jej nie słucha,
To po prostu zwyczajna godzina mieszczańska,
Gdy szczęśliwe małżeństwa w pościeli dosytu
Naciągają pierzynę, żeby spać do świtu.

Druga w nocy wydzwania wolno w oddaleniu
Dla tych wszystkich, co jeszcze pracują w skupieniu.
Dobrze jest wtedy w oknie odetchnąć szeroko
Powietrzem, które płuca nasyca głęboko.
I poczuć moc twórczości, która właśnie z ziemi
Unosi się ku gwiazdom i jest miedzy niemi.

To jest godzina szczęścia. O, daleki bracie,
Który ją znasz, wiesz dobrze, jak się za nią płaci.

Potem noc zwalnia biegu, skręca boczna droga,
Zbliżają się godziny tych, co spać nie mogą,
Tych, co leżą w pościeli, a pościel nie chłodzi,
Którzy łaski snu pragną, a sen nie przychodzi.
Czasami szpara światła w drzwiach od korytarza
Jakieś złudzenie nocy przespanej im stwarza.

"Może świt - myślą wtedy - może sen już zleciał."
Lecz światło nagle znika. I wybija trzecia.

Wtedy wychudłe ręce szukają w ciemności
Drugiego już tej nocy proszka weronalu,
Który zakończy wreszcie pustkę bez litości
I - znękanych - nasyci esencją opalu.
Ale sen, który idzie, ma lodowe usta
I spojrzenie zimniejsze od spojrzenia Prousta.
Gdy mu z ręki ostatnia wypadała karta
Utraconego Czasu... Wtedy bije czwarta.

Godzina szósta rano nie należy do nas,
Nie należy do nocy. Jest dla niej stracona.
Cóż o niej tutaj mówić? Chyba to, że wianek
Wczesnego dnia na niebie wyłania z ukrycia
I budzi dzieci, które przeczuwając ranek,
Przez sen się uśmiechają z ufnością do życia.

A życie, wschodząc właśnie, jak gdyby w podzięce,
Wyciąga do nich czule sprawiedliwe ręce.

sobota, 14 lipca 2018

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Narodziny Afrodyty

Oto wyłoniła się z piany,
Najwznioślejsza, najpowabniejsza bogini.
Wonne zioła wyrastają u delikatnych stóp
tej, która wyśliznęła się z piany.
Bogowie i ludzie nazwali ją Afrodytą,
tą która karmiła się pianą.

(Homer)


Alexandre Cabane

Bosko piękna Afrodyta w mitologii greckiej bogini miłości, piękna, , kwiatów, pożądania i płodności.
Najbardziej urodziwa z bogiń antycznych mitów, nie była jednak boginią miłości romantycznej i wysublimowanej, lecz miłości cielesnej i zmysłowej.


Złocisty to był dzień. Błękitne zadumanie
objęło cały świat. Na modrym oceanie
słoneczny zasnął blask. Na ziemi i na niebie
cisza zdawała się wsłuchiwać sama w siebie.

Omdlewał w okrąg świat od światła i gorąca,
różany płonął kwiat, srebrniała lilia drżąca,
nad cichą, modrą toń nieskończonego morza
płynęła kwiatów woń, jak lutni dźwięk, w przestworza.

Wtem - jakby zwiewny rój motyli skrzydłem drżącem
potrącił śpiący blask i śpiącą głąb pod słońcem:

zadrgała senność sfer i kwiaty zaszeptały,
niepokój jakiś świat ogarnął nagle cały,
oczekiwanie - - cud jakiś się dziwny iści - -

z błękitno-złotych wód, z zielono-złotych liści
dźwięczący wybiegł szmer, lękliwy i radosny,
zadrgała senność sfer, jak w narodziny wiosny.

I ze srebrzystych pian, co w słońcu nieruchomie
w tęczach świetlanych skier leżą na wód ogromie,
wśród blasku, ciepła, mgieł złocistych, z wód kryształu
nagi niewieści kształt wynurza się pomału - -

zdumienie zdjęło świat: przejrzyste milkną sfery,
drżeć przestał róży kwiat, liliowe ścichły szmery,
jakby zaklęta woń stanęła skrysztalona,
i w zadziwieniu w toń spojrzała nieb opona.

A ze srebrzystych pian Afrodis wyszła biała
i naprzód słońcu swój promienny uśmiech słała,

potem przez modrą głąb powoli szła ku ziemi,
znacząc swej drogi ślad kroplami świetlistemi,

i boski uśmiech śle niebiosom, lądom, wodzie,
a świat dziwował się przecudnej jej urodzie,
blask ją osuszać biegł, woń obcierała z rosy,
u nóg jej śnieżnych legł ocean modrowłosy.

A ona w słońcu swe suszyła ciało białe,
zefiry pieszczą ją z rozkoszy oszalałe,
ślizgają się od stóp po nogach jej do łona,
całują piersi jej i szyję, i ramiona,
spijają perły pian z jej zagięć i lubieżne,
w lotny okrążą tan jej uda smukłe, śnieżne,
z wolna się suną wzdłuż jej pełnych biódr, a potem
ku ustom z wonią róż wzlatują nagłym wzlotem.

Muskają włosy jej złociste, miękkie, śliczne,
złocisty szafir ócz owieją balsamiczne
i omdlewając już do stóp jej kornie padną...

A ona rękę swą podniosła światowładną
i naga stała tam, a dziwna jej potęga
aż do Hadesu bram nieprzekroczonych sięga

i zadrżał wszechświat w krąg, bo z morskich głębokości
sprawczyni wyszła mąk najsroższych dla ludzkości.

piątek, 13 lipca 2018

Maria Konopnicka - "Jaś nie doczekał"

Lubimy wracać do bajek i książek z dzieciństwa. Jak mówią słowa piosenki: 
„Gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad”.

W dzieciństwie płakałam nad losem Jasia z wiersza Marii Konopnickiej „Jaś nie doczekał”,….pewnie nie tylko ja.  Czy dziś też nam łezka w oku się zalśni?


Ilustracja książkowa 

(...)
Był to niedzielny poranek wiośniany.
W izbie wyrobnik siedział z zgasłą twarzą
U pociemniałej i wilgotnej ściany,
Po której zamróz kroplami ociekał…
Aż z dum swych ciepłym zbudzony promieniem,
Posłyszał wróble, co na dachu gwarzą;
Spojrzał po izbie okiem smętnem, mgławem,
Potem na jasność tę ożywczą słońca
I szepnął z cichym, stłumionym westchnieniem:
Jaś nie doczekał!”

I otarł grubej koszuli rękawem
Łzę, co po twarzy toczyła się, drżąca
I taka mętna, i ciężka, i wielka,
Jakby to wody nie była kropelka,
Lecz kamień, który, wyrzucony z duszy,
Padnie w głębiny i ziemię poruszy.

Zima ta ciężka była. Śnieżne duchy
Pomiędzy ziemią latały a niebem,
Białymi skrzydły zakrywszy błękity,
A mroźne wichrów północnych podmuchy
Dreszczem wstrząsały ubogie te ściany,
Wśród których nędzarz tak rzadko jest syty
Twardym i czarnym niedoli swej chlebem;
Tak biedne nosi na grzbiecie łachmany,
Tak ciężko musi pracować na dzieci

Wśród skrzących mrozów i wietrznej zamieci!

Zima ta ciężka była. Na kominie
Ogień nie co dnia rozniecał się lichy,
Nie co dnia ciepłą gotowano strawę.
Ojciec przychodził wieczorem bez siły,
Nie mogąc dźwignąć siekiery ni piły,
I padał spocząć, jak martwy, na ławę…

A Jaś tymczasem, w nędznej koszulinie,
Coraz to bledszy, coraz bardziej cichy,
Na kształt mdlejącej lampy lub pochodni,
Zjadał kęs chleba – i siadał na ziemi,
Patrząc na ojca oczyma smutnemi.

Jak ci, co mówić nie śmią, że są głodni!

Wreszcie z tapczana nie podniósł się wcale,
Ojca witając z daleka – uśmiechem…
Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,
W piersiach mu grały i łkania, i żale…
Noc całą dziecko zagrzewał oddechem,
Bo mu się zdało, że stygnie, że kona…


Modlił się, płakał, o ściany tłukł głowę,
A ściany skrzyły się jak diamentowe…
Bo zima na nie rzuciła płaszcz biały.
Łzy na nich marzły – i jak perły stały.

Rankiem wyrobnik zastawił swą piłę,
Porąbał stołek, rozpalił ognisko,
Przyzwał lekarza. Lekarz, człowiek młody,
Oświadczył, że tu jest powietrze zgniłe,
Że straszna wilgoć ma tutaj siedlisko,
Że dziecku trzeba dać lepsze wygody,
Izbę obszerną, jasną i ogrzaną,
Ciepłe okrycie, a przy tym co rano
Posiłek lekki; pożywny, gorący.


Zapewnił nadto, że jeśli chłopczyna
Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.
Wreszcie oświadczył, że mróz – trzaskający!
I wyszedł. – Ojciec stanął jak zmartwiały,
We drzwi wlepiwszy źrenice błyszczące…

A wiatr tymczasem rozmiatał z komina
Iskry i dymy i w szyby tak siekał,
Jakby brał szturmem tę izbę ubogą.
Blada twarz chłopca zrobiła się sina…
Do ojca sztywne wyciągnął rączęta,
Rzucił się… wargi drobne mu zadrgały…
A śmierć, srebrzystą szatą owinięta,
Wzięła go z sobą tajemniczą drogą…
Promienia słońca


Jaś już nie doczekał!

Jako dziecko wzruszałam się też bardzo czytając "Antka" - Bolesława Prusa  szczególnie w części o Rozalce spalonej w piecu i  Gustawa Morcinka - o "Łysku z pokładu Idy"/ łezka mi się ukazywała tym razem z radości ze szczęśliwego zakończenia./ 

czwartek, 12 lipca 2018

Ewa Lipska - Coś zmienić w życiu chciałabym

Mal. Konstantin Razumov

Coś zmienić w życiu chciałabym.
Za oknem nostalgiczny rym.
I jak poradzić sobie z tym,
bym była inna.

Niech czeka na mnie w tłumie róż
wiecznie zielony anioł stróż.
I niech nie dzwoni więcej już
pamięć kamienna.

Może kredka na policzku, szal, sukienka.
Kolor włosów, kolor wspomnień, kawiarenka.
Pióropusze, listy wzruszeń, znów od nowa,
kiedy słowa, kiedy mowa ezopowa.

Może wreszcie, jak w agreście, coś się zdarzy.
Powiesz do mnie: wiesz, w tym wieku ci do twarzy.
Powiesz do mnie o miłości albo więcej.
Najgoręcej moja ręka w twojej ręce.

Coś zmienić w życiu chciałabym.
Owija mnie różowy dym.
A na plakacie ona z nim,
szczęśliwa puenta.

Nich się odnajdą: ty i ja.
Zielony anioł. Sen bez dna.
I niech fortepian stary gra,
co zapamiętał.


środa, 11 lipca 2018

Tadeusz Różewicz - Powrót

Model: William Franklyn-Miller





Nagle otworzy się okno
i matka mnie zawoła
już czas wracać

rozstąpi się ściana
wejdę do nieba w zabłoconych butach

usiądę przy stole i opryskliwie
będę odpowiadał na pytania

nic mi nie jest dajcie
mi spokój. Z głową w dłoniach
tak siedzę i siedzę. Jakże im
opowiem o tej długiej
i splątanej drodze.


Tu w niebie matki robią
zielone szaliki na drutach

brzęczą muchy

ojciec drzemie pod piecem
po sześciu dniach pracy.

Nie – przecież nie mogę im
powiedzieć że człowiek człowiekowi
skacze do gardła.

Jeremi Przybora- Staruszek do wszystkiego

mal. Charles  Spencelayh






Staruszek do wszystkiego
Jest niezawodny w skutkach,
Staruszek do wszystkiego:
Do domu i ogródka,
Na zimę i na lato,
Do miasta i na wieś,
Staruszek za opłatą
Korzyści może nieść.

Staruszek czar,
Staruszek sznyt,
Staruszek dar
I szczyt.
Staruszek sen,
Staruszek port,
Staruszek tlen
I tort.






Oszczędzaj więc na niego,
Do niego szczerze dąż,
Staruszek do wszystkiego
Opatrznościowy mąż.


Ożenek lub zamęście
To ryzykowna dróżka,
Dlatego znajdziesz szczęście
Najłatwiej u staruszka.
W Rumparii księdze trzeciej
Powiada dobra wróżka,
Że nieraz zamiast dzieci
Jest dobrze mieć staruszka,

mal. Charles  Spencelayh
Jeśli staruszek ów
Jest czysty oraz zdrów.
Staruszek do wszystkiego
To niecodzienna gratka:
Do odgarniania śniegu,
Do podlewania kwiatka,
Do zupy nastawienia,
Do zabawiania pań,
Do wyfroterowania
I do wymiany zdań.



Staruszek czyn,
Staruszek zysk,
Staruszek klin
I błysk.
Staruszek brat,
Staruszek dłoń,
Staruszek kwiat
I woń.


On da ci, czego nie da
Z kimkolwiek innym traf,
Więc zastaw coś lub sprzedaj
Staruszka sobie spraw!