Archiwum bloga

piątek, 23 października 2020

Agnieszka Osiecka - "Nie bądź smutna"

 


Nie bądź smutna, no nie bądź
Ta mgiełka, to tylko pamięć
Patrz, jakie czyste niebo
A w morzu - łabędź
 
Nie bądź smutny, ja nie chcę
To czarne, to tylko myśli
Dalej jest mała przystań
Na brzegu Wisły
Idź najpierw prosto, a potem na skos
I w górę i w górę nos
 
Nie bądź smutna, no nie bądź
Ta chmura jest małą chmurką
Jutro już będzie słońce
I ciastko z dziurką
Bo życie to bzdura
To nie literatura
Która powinna czarna być
Życie to bajka
I trochę bałałajka
A zatem w życiu wolno śnić
 
Nie bądź smutny, no proszę
Ta chmura jest małą chmurką
Jutro już będzie słońce
I ciastko z dziurką
Idź najpierw prosto, a potem na skos
I w górę i w górę nos

Bo życie to piana
I szczęście, proszę pana
Czasem się w życiu wolno śmiać...
Prawdę wyznawać i trochę poudawać
I dużo dawać, mało brać


czwartek, 22 października 2020

JULIA HARTWIG - Wierność


Niech inni zdo­byw­cy łą­czą się z mło­dy­mi cza­ro­dziej­ka­mi jak

Odys z ku­szą­cą Cir­ce.

Ja wy­sła­wiam tego, któ­ry sie­dząc u wez­gło­wia spa­ra­li­żo­wa­nej,

nu­cił jej śpie­wa­ne nie­gdyś wspól­nie pio­sen­ki z na­dzie­ją, że dźwięk

ich od­sło­ni ja­śniej­szą prze­strzeń w gę­stym mule nie­pa­mię­ci.


















Nie za­po­mniał, jak klę­cząc ca­ło­wał nie­gdyś z drże­niem jej

wy­cią­gnię­tą rękę, a ona sta­ła przed nim jak to­po­la, z gło­wą

w chmu­rze wło­sów, za­chwy­ca­ją­co nie­obec­na 

i już wte­dy że­gna­ją­ca go na za­wsze.


środa, 21 października 2020

EDGAR ALLAN POE - Sen we śnie

 



Z pocałunkiem pożegnania,
Kiedy nadszedł czas rozstania,
Dziś już wyznać się nie wzbraniam:
Miałaś rację - teraz wiem -
Życie moje było snem, 


Cóż, na­dzie­ja uszła w cień!
A czy nocą, czy­li w dzień,
Czy na ja­wie, czy w ma­rze­niu -
Jed­nak uto­nę­ła w cie­niu.

To, co wi­dzisz, co się zda -
Jak sen we śnie jeno trwa.
Nad stru­mie­niem, w któ­rym fala
Z głu­chym ry­kiem się prze­wa­la,
Sto­ję za­ci­ska­jąc w dło­ni
Zło­ty pia­sek... Fala goni,
A przez pal­ce moje, ach,
Prze­sy­pu­je mi się piach –




A ja w łzach, ja tonę w łzach...
Gdy­bym ziarn­ka, choć nie wszyst­kie,
Moc­nym za­wrzeć mógł uści­skiem,
Boże, gdy­bym z grzmią­cej fali
Jed­no ziarn­ko choć oca­lił!...
Ach, czy wszyst­ko, co się zda,
Jak sen we śnie jeno trwa?


Janina Brzostowska - Przyjaźń



 

Przyjaźń


zdejmuje z ciebie

część twego milczenia,

ciężar większy,

niż wór kamieni. 

 

wtorek, 20 października 2020

Julian Tuwim - Ballada o czerwonej wstążce

 

 

Ojciec Kazimierza Rudzkiego, Bronisław Rudzki  prowadzący w Warszawie od roku 1906 firmę muzyczną i wydawnictwo nut wydawał seryjnie niewielkie książeczki w postaci broszurek – zatytułowanych " Estrada." Dzisiaj  należą one do bibliofilskich rzadkości i stanowią cenną dokumentację wspomnień z tamtych odległych czasów.  Zawierają m.in. zbiory piosenek, wierszy, monologów i skeczów, wykonywanych w warszawskich teatrzykach, w latach 1917-1922.

 

Oto jeden z utworów  pochodzących ze zbioru „Estrada” : 



Ballada 

o czerwonej wstążce.

  

  Na górze w starym zamczysku
  Mieszka księżna Ludmiła
  I choć liczyła czterdziestkę,
  Dziewicą cnotliwą była.
 
  Miała, jak głosi legenda,
  Bogactwa bez liku pono,
  
Na szyi zaś, Bóg wie po     co,
  Nosiła wstążkę czerwoną.
 
  W zamczysku księżnej Ludmiły
  Zrobiło się widać nudno,
  Bo kiedyś księżna westchnęła
  I rzekła smętnie: ha! trudno!
 
  


  

  Jeśli się znajdzie amator,
  Zostanę mu wierną żoną,
  Ach! trzeba będzie poradzić
  Z tą moją wstążką czerwoną.

  
  Aż zjawił się zdali rycerz
  Niewiadomego imienia,
  Co w sercu księżnej Ludmiły
  Obudził dziwne pragnienia.
 
  I gdy za rękę ją ujął
  Słodycz przeszyła jej łono,
  Lecz wnet wskazała na szyję
  Z tajemną wstążką czerwoną.

  


 
  ,,Jest u nas zwyczaj rodowy,
  Bo czasów prastarych sięga,
  Że każdą kobietę dzieli
  Na dwoje czerwona wstęga.
 
  Wybieraj tedy rycerzu,
  Nuż ci się wybór poszczęści
  W dół, albo w górę do wstęgi
  Jedną z obydwóch mych części''.
 
  A rycerz ów był poetą
  I rozmarzonym artystą,
  A co najgorsze był głupcem
  I wielkim idealistą.
 
  Więc rzekł po krótkim namyśle:
  ,,O skarbie mój wytęskniony!
  Wybieram tę część co leży
  W górze od wstęgi czerwonej!''
 
  Strasznie się słabo zrobiło,
  Na takie słowa Ludmile,
  Znikła w sąsiedniej komnacie,
  Ale wróciła za chwilę.
 
  I ujrzał rycerz zdumiony,
  Że zacna księżna Ludmiła
  Ze swojej wstęgi czerwonej
  Podwiązki sobie zrobiła.


poniedziałek, 19 października 2020

Marian Załucki - PRZYGODA W POCZEKALNI

 

Mnie czekać kazano.
Spojrzałem nieśmiało.
Prócz mnie już sto innych
Tu osób czekało...



A każda z nich w ręku
Dzierżyła numerek,
Na każdym numerku
Cyferek był szereg. 

Im wyższy numerek,
Tym więcej cyferek,
A mój był niestety
Najwyższy numerek!



Nie było gdzie usiąść,
Stanąłem w przeciągu.
I stałem cierpliwie
Iks godzin okrągło,

Tłumacząc przeróżnym
Ciekawym osobom,
Że ja tu - przepraszam -
Z wątrobą!...
Z śledzioną.
Z nerkami.
Z ischiasem.
Z żołądkiem.
I z sercem...
(Bo pika mi czasem.)
Z gardziołkiem.
(Bo boli.)
Z kolanem.
(Bo strzyka.)
Z migreną.
(Dokucza.)
Z przewodem.
(Zatyka.) 

Mówiłem. Czas mijał...
Mówiłem. Czas leciał...
(Dziewiąta... Dwunasta...
Już druga! Już trzecia!)
Wtem przerwał mi moje
Bolesne wywody
Siedzący pod oknem
Pan jakiś niemłody,
Z siwizną na skroniach
Widoczną z daleka.

Dłoń podniósł do góry
I krzyknął: - Wystarczy!
Nim swojej kolejki
Pan się tu doczeka,
Do chorób tych dojdzie
I uwiąd też s t a r c z y!

Zdziwiony rzuciłem
Więc wzrok na mężczyznę...
Ów palcem na skroniach
Swych wskazał siwiznę
I dodał żałośnie:
- Bo rzec panu muszę,
Że ja tu wciąż czekam
Z dziecięcym kokluszem! 


niedziela, 18 października 2020

Krzysztof Daukszewicz - Mucha


Uśmiechnijmy się - wiersz na Covidowe czasy



Wpadła mucha do mieszkania,
brzęczy nie do wytrzymania
Ani myśleć, ani drzemać:
patrzcie owad też ekstrema!
Trzęsąc się przed konsekwencją,
drzwi otwieram po kryjomu
 
I do ucha muchy szepcę:
tylko mucho won mi z domu!
 
Zaraz, zaraz, drzwi zamykam,
bzykaj, muszko, niechaj bzyka
No bo nie wiem, co mnie spotka,
jeśli jest to patriotka...
Boże, Boże, co za szczęście,
żem zapobiegł strasznej gafie -
 
I kolejne drzwi otwieram,
mówiąc – Muszko, mieszkaj w szafie.
 
Zaraz, zaraz, co ty robisz,
garnek wylizuje do dna...
Może jest to emerytka
i dlatego taka głodna?
Boże, Boże, masz maleńka,
będziesz syta od tej pory,
 
Bo jeżeli będziesz głodna,
to nie pójdziesz na wybory...





 
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
o żesz mucho ty skubana,
Co mi biurko penetrujesz,
a jeżeli jest nasłana?
Może sprawdza, czy wierzący,
i nim minie Anioł Pański,
 
Będę musiał na kolanach
przed wielebnym Łopuszańskim?
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
przecież do łazienki idę!
Mucho, gdzie ty mi zaglądasz,
sprawdza, czy nie jestem Żydem?
Boże, Boże, co za czasy,
już od świtu aż do zmierzchu,
 
By prawdziwym być Polakiem,
trzeba jego mieć na wierzchu...
 
Zaraz, zaraz myślę dalej,
może przygrzać jej łopatą?
Lecz co będzie, gdy nie trafię,
a to jakiś prowokator?
Boże, Boże, co się dzieje,
skąd się wziął mój stan fatalny?
 
Przecież Polska już normalna,
tylko ja już nienormalny


Tadeusz Różewicz - Śmierć mieszczańska

 

mal. Jacek Malczewski
Nie jest to śmierć nagła
Nie jest to śmierć żołnierza
który uderzony pięścią pocisku
pada z odwróconą w niebo twarzą
 
I nie jest to śmierć starego chłopa
który wraca do wnętrza ziemi
spokojnie jak do swego domu
 
Któregoś dnia
jest to jeden z wielu
dni podobnych do siebie
jak dwie krople wody
w pełnym świetle
albo w nocy
zaczyna się konanie
 
Nie jest to śmierć nagła
 
Kiedy przestajesz
z dnia na dzień
nienawidzić i kochać
kiedy odkryjesz złoty środek
zaczyna się konanie


sobota, 17 października 2020

Adam Zagajewski - Lawa

 

Keith Parkinson

Cóż, pomyślałem, jeżeli jednocześnie
Heraklit i Parmenides mają rację
i tuż obok siebie istnieją dwa światy,

jeden spokojny, drugi szalony; jedna strzała
mknie bez pamięci a druga przygląda się jej
z pobłażaniem; ta sama fala płynie i nie płynie.

zwierzęta rodzą się i giną w tej samej chwili,
listki brzozy bawią się wiatrem i jednocześnie
niszczeją w rdzawym, okrutnym płomieniu.

Lawa zabija i utrwala, serce uderza
i jest uderzone, była wojna, wojny nie było,

Żydzi umarli, Żydzi żyją, miasta spłonęły,
miasta stoją, miłość płowieje, wieczny pocałunek,

skrzydła jastrzębia muszą być brązowe,
ty wciąż jesteś ze mną chociaż nas już nie ma,

okręty toną, piasek śpiewa i chmury
wędrują jak strzępy weselnych welonów.


Wszystko stracone. 
Tyle olśnienia. Wzgórza
niosą ostrożnie długie chorągwie lasu,

mech wchodzi na kamienną wieżę kościoła
i małymi ustami nieśmiało chwali północ.

O zmierzchu jaśminy świecą jak dzikie
lampy oszołomione własnym blaskiem.

W muzeum przed ciemnym płótnem zwężają się
czyjeś kocie źrenice. 
Wszystko skończone.

Jeźdźcy pędzą na czarnych koniach, tyran układa
wyrok śmierci pełen błędów stylistycznych.

Młodość zamienia się w nicość w ciągu
jednego dnia, twarze dziewcząt zamieniają się
w medaliony, rozpacz zamienia się w zachwyt
i twarde owoce gwiazd rosną na niebie
jak winogrona i piękno trwa drżące i nieporuszone

i Bóg jest i umiera, noc wraca do nas
co wieczór a świt jest siwy od rosy.


piątek, 16 października 2020

NORMAN MacCAIG - Pierwszy z nich

 

NORMAN MacCAIG  (poeta szkocki  - 1910 – 1996 )

Wiliam Blake
Pod drzewem szlocha wąż.

Tyle lat już go nienawidzą.

 

Nawet Adam i Ewa

ledwo stracili z oczu miecz płomienisty,

zaczęli go przeklinać.

 

A co rodzice naopowiadali dzieciom

na jego temat,

a księża i prawodawcy.

 

Biedny wąż. Pełza na brzuchu

roniąc łzy bursztynowe na piasek i jęczy:

"Ja tylko wykonywałem rozkazy”.




czwartek, 15 października 2020

Krzysztof Ćwikliński – Fotografia

 

Marc Chagall



Na skosie ściany, w nią wczepieni,
Ja wzięty z czerni, ty z zieleni,


Już nie Ci sami, już minieni,
Dalecy sobie, rozłączeni,


Na wieczność w chwili zatrzaśnięci,
W drewno oprawni, w szkle zamknięci


Stoimy razem, przytuleni,
Jak para dawno znikłych cieni…


środa, 14 października 2020

Zbigniew Herbert - Testament

 


Zapisuję czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
 
ogniowi – myśl
niech kwitnie ogień
 
ziemi którą kochałem za bardzo
ciało moje jałowe ziarno
 
a powietrzu słowa i ręce
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne
 
to co zostanie
kropla wody
 
niech krąży między
ziemią niebem
niech będzie deszczem przezroczystym
paprocią mrozu płatkiem śniegu
 
niech nie doszedłszy nigdy nieba
ku łez dolinie mojej ziemi
powraca wiernie czystą rosą
cierpliwie krusząc twardą glebę
 
wkrótce zwrócę czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
 
– nie powrócę do źródła spokoju 

poniedziałek, 12 października 2020

Jeremi Przybora - Odjadę z tego peronu

 

Odjadę z tego peronu
Za parę krótkich lat,
Gdy jesień płachtą czerwoną
Do drogi da mi znak.
Z niedużym wsiądę bagażem
Do jednej z pierwszych klas,
Bo będę już dygnitarzem
Lub ulubieńcem mas.
Nie będzie za mną źrenic
Patrzących z żalem w dal.
To dobrze, bo i mnie nic
Nie będzie jechać żal.

Odjadę z tego peronu
W jesienny, chłodny świat
W tę podróż wymarzoną,
O której śnię od lat.
Czas trochę będzie się dłużył
Choć wkoło piękna wieś,
Bo będzie mnie z tej podróży
Ktoś oczekiwał gdzieś.
Lecz jakoś sobie skrócę
I dopasuję czas.
Poczytam coś, ponucę,
Przekąszę co i raz.

Odjadę z tego peronu
Za parę krótkich lat,
Gdy jesień złoto z jesionów
Wytopi akurat.
Na małą po mnie stacyjkę
Dziewczyna wyjdzie co
Dziewczęta inne to przy niej
Zupełnie zwykłe są


Ruth Sanderson 1951





Bukiecik da mi kwiatków
Czym wzruszy mnie do łez

I cicho szepnie "Dziadku
To fajnie, żeś już jest"



niedziela, 11 października 2020

Leszek Długosz - Pochwała Listów








 POCHWAŁA   LISTÓW

 To prawie wyczuwalne :
-   Puls twojej dłoni w kopercie
którą trzymam
Zamaszystość liter
Pośpiech linijek
-   kroki co w moją pobiegły stronę ?
 
 
Profil domyślny
Oddech słyszalny
-   znad ekranu kartki...
Tak, jednak listy wolę !


 




-   Nie jakieś faksy internety
Może i dla przyczyny, dla tej samej
Dla której, z antykwariatu, gdybym mógł
Nie z supersamu, brałbym rzeczy
 
 






Ach staroświecka rewerencjo !
Epistolarna kokieterio
(Te   -   wielokropków spojrzenia powłóczyste...)
           
 "W odpowiedzi na pismo Łaskawej Pani
 Najmilszy
Najmilejsza moja
             
Wielce Umiłowani"
 
A potem w głębokościach nocy
Wnikliwe jeszcze studiowanie
                    Proporcji :
"Trzy piąte to konwenans ?
 Dwie piąte prawdy
 Czy odwrotnie ?
 -   A   j e ś l i   t o   j e s t   w s z y s t k o ?..."
                           

                                                                      A jednak listy
                                                           Zdecydowanie !
 
Fakt, że zaoczne to spotkania
    Lecz   –   poza tymi z dotykalnej prawdy
    Te są najbardziej
    Już "niemal niemal" urzeczywistniane
    -   Realność barykady wznosi
            Kłody pod stopy Prawdopodobieństwu rzuca
    A mimo to patrz :
    -   Nerwy i wzruszenie twoje
    W tej części świata, z pismem mam
    Na stole ?
    -   Jednak listy przedkładam
 
 
    Nawet że można
    Jak na posłańcu wroga, wziąć odwet
    Zniszczyć zdeptać
    Przez okno wyrzucić 
-   Rozczulić się
    Do policzka przytknąć ?
    W dłoni ukołysać z koperty wyjęte
    Żywe powietrze z twojej okolicy ?
 
  Poza tym
    Wyobraźnię mą roztkliwia
    Nawet nie mozół listonosza
     -   Wizje połączeń transoceanicznych
    To one raczej - ludek dzielny
     -   Skrzaty, w czarodziejskie zbrojne znaczki
                (I niewidzialne w czas niepogody parasole pelerynki)
    To one raczej   –   listy
    W mej wyobraźni zwyciężają
    -  Gdy kwarantannę w skrzynkach wpierw odbywszy
    W świątyniach poczty potem - na drogę ostateczną
    stemplem namaszczone
    Rzucają się na oślep
        W bezdroża, w słoty i w spiekoty
        Aby  -  planetę ziemską (bywa) okrążywszy
        Bez siły w końcu paść pod drzwiami
        U kresu przeznaczenia
        -  Gdzie adresat mieszka
        To tylko zdolne jeszcze szepnąć :
                "Jesteśmy !
                  Przysyła mnie pani Iks
                  Igrek mnie poleca..."
 
A ja ?
    Świadomy hipokryzji, do oczu je podnosząc
    Właściwie komu mówię ?...   -   D z i ę k i !
Świat dzięki Bogu, wbrew obawom
    Jednak istnieje   -   oto
    Awizo mi przysyła
 
 -  Być może ma swe dalsze plany ?
   -   I względem mnie
             zamiary jakieś jeszcze?





sobota, 10 października 2020

Antoni Słonimski - INWOKACJA

                                                                                            



                                                Wystarczy tylko spać, a czas przemija        

Wystarczy tylko zamknąć oczy,

A już prześlizgnie się jak żmija

Lub wielkim czarnym skokiem skoczy.

 

Wystarczy tylko spać, a czas przemija.

Spać? Może marzyć? Czyż nie jest szlachetniej

Snem nazwać życie? W cichy wieczór letni,


Gdy blade gwiazdy błysną na błękicie,

Gdy powtórzone srebrem w morzu się rozpalą,

Rozmawiać ze wspomnieniem jak Tetyda z falą?

 

Czyż wytłumaczyć można kolorami

Związek uczuć i myśli, całą ich zawiłość,

Nieporadnymi czyż można słowami

Obudzić przeszłość, jak się budzi miłość?


Jeden ułamek senny i odprysk marzenia

Gdybyś zapragnął przeżyć razem ze mną do dna,

Musiałbyś wiedzieć wszystko, wszystko czuć to samo

I znać historię każdego westchnienia.

 

Wybierz dzień najpiękniejszy z minionej młodości,

Przez to wspomnienie przesącz powolutku

Melodię wiersza, aż na dnie czułości

Zostanie ci na sercu wonny osad smutku.

 

Nie. Potrzebne do tego są ćwierć, pół ćwierci słowa.

Czarne klawisze, których nie zna mowa.

Więc spać i marzyć. Zatrzasnąć jak wieko

Własny świat myśli i wyrzec się męki

Uczuć splątanych w nieporadne dźwięki,

 

Życia jak miasta słuchać, co szumi za rzeką.

Więc marzyć. Spać. A może jest jednak szlachetniej

Gniewnym słowem rozpaczy rzucać jak pociskiem

I być tą gwiazdą raczej, która w wieczór letni

Nie świeci, ale niebo przekreśla swym błyskiem.


piątek, 9 października 2020

Władysław Broniewski - wiersze.

 

Pisałam kiedyś szerzej o poezji Władysława Broniewskiego i o nim samym . Dziś do niego powracam.... za mało jego poezji w moim blogu. Za bardzo i za długo tkwią we mnie uprzedzenia z czasach PRL-u, gdy  władze wykorzystywały jego twórczość do celów propagandowych i głównie ta część jego poezji, która była pisana na tzw. zamówienie społeczne była najbardziej znana mojemu pokoleniu.

Krzysztof Kolberger, często recytował jego wiersze w audycjach radiowych „ Lata z radiem” i zaliczał go do swoich ulubionych poetów. Dostrzegał piękno liryk poety .... często bardzo refleksyjnych... dużo w nich rozmyślań o nieuchronności przemijania,  ludzkiego i własnego cierpienia, ucieczki w marzenia i wspomnienia.


„Przypływ”

jeden z wielu wierszy Władysława Broniewskiego recytowanych przez Krzysztofa Kolbergera w „Lecie z radiem”.



W morze spienione, w szumiące morze

gwiazdy spadały i nikły.
Oto ci serce dzisiaj otworzę -
To przypływ, miła, to przypływ!

Nocy tej księżyc poszedł na przełaj
przez srebrne wody Śródziemne,
fala do brzegu szła i ginęła,
jak giną słowa daremne,

fala ginęła, fala wracała,
jak miłość, której nie trzeba,
i obojętna gwiazda spadała
z obojętnego nieba.

Miłość konała, jak na gruźlicę
konają piękni i młodzi,
i w konającej patrzałem lice
z rozpaczą, że już odchodzi.



Mówiłem sercu: "Milcz o miłości,
serce uparte i dumne" -
a miłość rosła we mnie jak kościół,
dokąd wniesiono już trumnę.

Słowa miłości, słowa rozpaczy
zdławiła noc głuchoniema.
Kochać - to znaczy: dotknąć, zobaczyć,
a ciebie nie ma... nie ma...

Nocy tej przypływ bił o wybrzeże
zagniewanymi falami.
Byliśmy prości, byliśmy szczerzy,
byliśmy smutni i sami.

I słów nie było. I niepojęta
tkliwość złączyła nam dłonie...
Ja nie pamiętam, nie chcę pamiętać,
że miłość była w agonii!

Ach! ona świeci blaskiem wspaniałym
w gwiazd spadającym hymnie!
Gwiazdy - to mało, morze - to mało,
jeżeli miłość jest przy mnie,

bo wtedy mogę ująć w ramiona
świat od miłości mej szerszy
falą wezbraną, falą szaloną
nie napisanych wierszy...

Miła, ja płaczę... Gwiezdny alkohol
ma posmak cierpki i przykry.
Fala powraca szemrząc ci: "Kocham".
To przypływ, miła, to przypływ.



                                                          Przypływ - recytują: 

                                                          Anna Romantowska i Krzysztof Kolberger .


                         




„Ballady i romanse"  Władysława Broniewskiego to jeden z jego utworów, budzących we mnie wspomnienie czasów okupacyjnych. 

Byłam dopiero 6 letnim dzieckiem, ale wiedziałam już, że Żydów się morduje, i wyrzuca do getta. Widziałam przez okno jak wywleczono rodzinę żydowską ze sklepiku naprzeciwko i podpalono im mieszkanie. / niestety brali w tym udział najbliżsi sąsiedzi żydowskiego sklepikarza/  

Pamiętam codzienne odwiedziny żydowskiej dziewczynki Lodzi w wieku ok. 10 lat pukającej do drzwi mieszkańców naszego domu.  

Te drzwi  zawsze były dla niej otwarte , wszędzie karmiono ją i zaopatrywano w jedzenie na wynos. Być może zanosiła je rodzinie w getcie.  Do nas też przychodziła, dostawała od babci obiad i coś jeszcze na później.. 

Odbywało się to jakby pod nadzorem władzy...... na parterze mieszkał policjant z rodziną, i kilkuletnią córeczką. Tak jak inni oni również pomagali Lodzi…. Po pewnym czasie  Lodzia przestała przychodzić .  Być może ktoś dopomógł jej w znalezieniu rodziny, która ją przygarnęła. 

Ale mogło ją spotkać to najgorsze… 

Nigdy się tego nie dowiem…. 

Mam tylko nadzieję, że jak w pięknym wierszu Gałczyńskiego „Dziecko żydowskie” -  

 (… ) Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko? 

Kwiaty znów pachną. Gwiazdy znów migocą.(...) 



Maria Uchytłova Czechy

Ballady i romanse

 

„Słuchaj dzieweczko! Ona nie słucha...

To dzień biały, to miasteczko..."

 

Nie ma miasteczka, nie ma żywego ducha,

po gruzach biega naga, ruda Ryfka,

trzynastoletnie dziecko.

 

Przejeżdżali grubi Niemcy w grubym tanku.

(Uciekaj, uciekaj Ryfka!)

"Mama pod gruzami, tata w Majdanku..."

Roześmiała się, zakręciła się, znikła.

 

I przejeżdżał znajomy, dobry łyk z Lubartowa:

"Masz, Ryfka, bułkę, żebyś była zdrowa..."

Wzięła, ugryzła, zaświeciła zębami:

"Ja zaniosę tacie i mamie."

 

Przejeżdżał chłop, rzucił grosik,

przejeżdżała baba, też dała cosik,

przejeżdżało dużo, dużo luda,

każdy się dziwił, że goła i ruda.

 

I przejeżdżał bolejący Pan Jezus,

SS-mani go wiedli na męki,

postawili ich oboje pod miedzą,

potem wzięli karabiny do ręki.

 

"Słuchaj, Jezu, słuchaj, Ryfka, sie Juden,

za koronę cierniową, za te włosy rude,

za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,

obojeście umrzeć powinni."





I ozwało się Alleluja w Galilei,

i oboje anieleli po kolei,

potem salwa rozległa się głucha...


"Słuchaj, dzieweczko!...Ona nie słucha.. "





Kończę optymistycznym wierszem Władysława Broniewskiego.... posłuchajmy poety  powtarzając za nim -  " że to życie coś warte"                                     

mal.Barbara Gulbinowicz


*** (Jak to przyjemnie...) 


Jak to przyjemnie otworzyć oczy 

i zobaczyć - ba! cóż?  -  świat ten,
i tak pięknie go radością otoczyć,
i objąć światłem.

Radość?  Światło? No, a zgryzoty,
gdy przymkniesz oczy?

Żużlem burym wyda się złoto,
mrok cię otoczy.

Miejże oczy aż do spalenia
jasno otwarte:
na radość życia, radość tworzenia

i że to życie coś warte.