Archiwum bloga

piątek, 10 kwietnia 2020






We wtorek przeczytałam w relacjach na żywo,
w doniesieniach z Hiszpanii:





09:04

Najpierw zachorowała matka,
potem ojciec,
a potem po kolei wszystkie 11 dzieci.
Tak wyglądało rozprzestrzenianie się koronawirusa
w rodzinie Cebrian Gervaso,
mieszkającej w hiszpańskim Valladolid –
podaje "El Espanol".

Uświadomiłam sobie, że przecież to wszystko już było

Poemat Juliusza Słowackiego „Ojciec zadźumiomnych”
czytałam w dzieciństwie jak bardzo smutną bajkę, .ale to nie była bajka, to się kiedyś działo naprawdę.

I teraz staje się znów rzeczywistością.

Przytoczę jej początek:
(…)
Trzy razy księżyc odmienił się złoty,
Jak na tym piasku rozbiłem namioty.
Maleńkie dziecko karmiła mi żona,
Prócz tego dziecka, trzech synów, trzy córki,
Cała rodzina, dzisiaj pogrzebiona,
Przybyła ze mną. Dziewięć dromaderów
Chodziło co dnia na piasku pagórki
Karmić się chwastem nadmorskich ajerów;
A wieczór - wszystkie tu się kładły wiankiem,
Tu, gdzie się ogień już dawno nie pali.
Córki po wodę chodziły ze dzbankiem,
Synowie moi ogień rozkładali,
Żona, z synaczkiem przy piersiach, warzyła.
Wszystko to dzisiaj tam - gdzie ta mogiła
Promienistemu słońcu się odśmiecha,
Wszystko tam leży pod kopułką Szecha.
A ja samotny wracam - o boleści! (…)

A nas jak baranki bezwolne ktoś chce złożyć w ofierze 
na ołtarzu, o nazwie  Wybory.

Brak komentarzy: