Etykiety

czwartek, 22 stycznia 2026

Spóźniony Dzień Babci. - wiersz Jerzego Harasymowicza "BABCIA " ..... . / Moje wspomnienie o babci /

BABCIA

Babci już dawno umarł mąż,
a starość była tą cięciwą,
która coraz bardziej zaokrąglała łuk jej pleców.
 
Bała się też bardzo samotności
i dlatego miała wiele kotów -
fałszywych książąt Albrechtów,
które w hołdzie składały jej myszy
na czerwonym dywaniku pokoju



Jerzy Duda Gracz

















Oprócz tego babcia
ubierała na noc krzesło w ubranie swego męża,
wkładała na laskę jego kapelusz,
żeby mieć wrażenie, że ktoś siedzi obok niej.

 
Zawsze potem, gdy drzemała nad ranem,
wydawało jej się,
że to jak dawniej wrócił właśnie z nocnej zmiany z fabryki jej stary.
I że jak zwykle usiadł i czeka, aż się ona obudzi...


Jerzy Harasymowicz. 





WSPOMNIENIE O  MOJEJ  BABCI.


Święto Babci  dobiega końca, ale wspomnienienia o niej przechowuję głęboko w pamięci - .Jestem jedyną, żyjacą jeszcze  -  jej wnuczką  








Wczesna młodość babci przypadła na czasy zaboru rosyjskiego, szczęśliwie przeżyła I i II wojnę światową, powstanie warszawskie, późne czasy stalinowskie, doczekała się nawet ich upadku i śmierci Stalina.

 Nie zapomnę gdy w czasie okupacji -  wieczorami  babcia siadała w ulubionym swoim ledwo oswietlonym lampą naftowa kąciku pod oknem,  -  a my, tzn. brat i ja, wtedy kilkuletnie dzieci -  koło niej. 

I snuła długie , często prawdziwe opowieści, których słuchaliśmy z przejeciem, albo  nam spiewała. Przeważnie rzewne piosenki patriotyczne i legionowe…..  Śpiewała prawie do samej śmierci, nawet gdy pod koniec życia zaatakowała ją w niewielkim wprawdzie stopniu - demencja,,,,, żyła 86 lat.


Miała na imię Maria - dziadek mówił do niej „Maniu”   



Mania nie miała z dziadkiem lekko. Grał ze zmiennym szczęściem na wyścigach , podobno z fantazją jeździł na białym koniu ulicami Warszawy. Zadłużony u Żydów zbankrutował. Jednak  przy dożywotniej rencie od Piłsudskiego oraz bez dziadka szaleństw żyło im się skromnie, ale nieźle. 

Jak opowiadała  babcia -  pozwalał mi się  bawić w popielniku, miałam wtedy  ok. 2 lat, więc tego nie  pamiętam. 

Umarł na serce rok przed wybuchem wojny,. Mieli sześcioro dzieci, trzech synów i trzy córki. Edward, / Edek /– jeden z synów  b, przystojny, o pięknych oczach chorował na gruźlicę. Gruźlica zbierała wtedy żniwo, stała się przyczyną również i jego śmierci. W rodzinie krąży opowieść,  że kochał się nieszczęśliwie, słuchał na okrągło płyty z piosenką „To ostatnia niedziela” W końcu roztrzaskał ją kiedyś o ścianę. 

W powstaniu warszawskim mama drżala o nią, zasłaniała chustką jej siwe włosy…… Niemcy wyciagali starsze osoby z tłumnego, gnanego przez nich szeregu i na miejscu rozstrzeliwali. 

Przeżyła powstanie. A potem tułaczkę z nami – całą gromadką pod opiekuńczymi skrzydłami mojej mamy.. szukającej po powstaniu nowego, choćby chwilowego miejsca do życia

Ta gromadka to – babcia 70- kilkuletnia, ja - 9 letnia,  brat -  11 letni, siostra cioteczna   Hania  – 13- letnia. Miejscem na chwilę stała się niewielka chałupka w Górkach - kilka kilometrów pod Łowiczem . W Łowiczu mieszkała b. daleka babci rodzina. 

Chałupka przylegała do cmentarnego muru, pod którym, z drugiej strony  odbywały się nocą egzekucje. Gdy słychać było nadjeżdżający samochód wiozący więźniów w ich ostatnią drogę –  u nas robiło się cicho i ciemno, tak by dom mógł uchodzić za pusty, niezamieszkały.  Z  za sąsiadującego z nami muru cmentarnego dochodziły odgłosy strzałów i krzyki. 

Rodzina babci z Łowicza nigdy nas nie zaprosiła  do siebie.…… prawdopodobnie  zakłócilibyśmy  ich ustabilizowane , mimo  niepewnych, okupacyjnych  czasów – życie. Ale pewnie z uwagi na wiek babci i dalekie pokrewieństwo oraz duże mrozy zatrzymali ją jednak, do wiosny u siebie. 

Pamiętam jak w mroźną noc wigilijną cała nasza gromadka wędrowała z Górek  do Łowicza, do babci by złożyć jej życzenia i podzielić się opłatkiem.   Widzieliśmy się z babcią tylko przez szybę.… rozmawialiśmy z nią na migi  . Do tej pory mam przed oczami  tą scenę…. nas przytupujących i zmarzniętych oraz babcię za szybą..  


Po wojnie mieszkała głównie u najstarszego syna, którego podobno najbatdziej kochala. Do nas przywoził ją syn tylko na czas wakacji.i ferii. Starala się wtedy jak mogła, a nie mogla już prawie nic....  pomagać mojej  mamie. Wieczorami, jak zawsze odkąd pamiętam siadywala gdzieś w cichym miejscu i cichutko śpiewała swoje ulubione piosenki, głównie te dwie: " O gwiazdeczko" i Wróć Jasieńku"   Pewnie dlatego piosenka o gwiazdeczce to moja  ulubiona piosenka. 

Razem z dziadkiem leżą na cmentaru wolskim w Warszawie.



O gwiazdeczko...

O, gwiazdeczko, coś błyszczała,
Gdym ja ujrzał świat,
Czemuż to tak, gwiazdko mała,
Twój promyczek zbladł?
Czemu już mi tak nie płoniesz
Jak w dziecinnych dniach,
Gdym na matki igrał łonie
W malowanych snach?
Prędkoś, prędkoś żeglowała
Po niebieskim tle,
O gwiazdeczko moja mała,
Wiodłaś ty mnie źle.
Wartko biegłaś wśród niebiosów,
Jam też chyżo żył,
I z żywota złotych kłosów
Wcześniem wieniec wił.
Znikły róże, zwiędły wieńce,
Pożółkł życia maj
I zapały, i rumieńce,
I tych złudzeń kraj.
Wszystko mi tu nad okołem
Łza pomroku ćmi,
Ach, bo blada nad mym czołem
Ma gwiazdeczka tkwi.
O gwiazdeczko, dawne życie
W tym promyczku wznieć
I, jak dawniej, na błękicie
Jeszcze dla mnie świeć.
Niech me serce jeszcze zazna
Doli młodych lat,
Nim mnie ręka pchnie żelazna
Za słoneczny świat.

1842 r.
Słowa: Wiktoryn Zieliński, Muzyka: Kazimierz Lubomirski.

https://www.youtube.com/watch?v=HucgaEfdokI /    wyk. Seweryn Krajewski 


środa, 21 stycznia 2026

Wisława Szymborska - Miłość od pierwszego wejrzenia"



Oboje są przekonani,
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność jest piękniejsza.
że połączyło ich uczucie nagłe.

Sądzą, że skoro nie
znali się wcześniej,
nic miedy nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamietają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.







Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im droge
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.
Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.

Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?



Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kladł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Wisława Szymborska 

wtorek, 20 stycznia 2026

Mariusz Parlicki i Jonasz Kofta o miłości

 
 Jaka bądź miłość.

Miłość wyryta na kłódce,
miłość opita przy wódce,
ta wydrapana na drzewie
i ta, o której nikt nie wie,

miłość spóźniona, zbyt wczesna,
miłość radosna, bolesna,
ta skryta i ta pełną piersią,
kolejna, choć zawsze jest pierwszą,
miłość ta, którą się śniło,
jaka bądź, ważne, że miłość.

Mariusz Parlicki


Jonasz Kofta

Co to jest miłość

Nie wiem
Ale to miłe
Że chcę go mieć
Dla siebie
Na nie wiem
Ile



Gdzie mieszka miłość
Nie wiem
Może w uśmiechu
Czasem ją słychać
W śpiewie
A czasem
W echu
 

Co to jest miłość
Powiedz
Albo nic nie mów


Ja chce cię mieć
Przy sobie
I nie wiem
czem
u.


Jonasz Kofta

niedziela, 18 stycznia 2026

- Jolanta Herman - Opowieści starej fotografi






Stara pożółkła fotografia,
W rodzinnym albumie...
Przez przypadek?

Pani w zabawnym kapeluszu,
Wąsy u pana jak na maskaradę…



Dziewczynka z tekturowym pajacem ,
Takim śmiesznym pajacem na sznurku,
Smutna czy zamyślona…
I chłopczyk w marynarskim mundurku.
Babcia przy lampie …okulary,
Może coś czyta…pisze…
Młoda kobieta gra na fisharmonii,
Cicho,chyba muzykę słyszę…
Oficer taki dumny,
Szabla połyskiem jeszcze świeci
I jakaś matka nad kołyską,
W kołysce… śpi smacznie dwoje dzieci.
Stara pożółkła fotografia,
Z tej bezimiennej opowieści,
W rodzinnym albumie

Nie przez przypadek
I tyle ciekawych zawiera treści.

- Jolanta Herman 

sobota, 17 stycznia 2026

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 



Andrzej Waligórski - Ostatnia defilada



Już od kilku lat ciągle to samo,
Gnie się i wali konstrukcja cała:
Moje dziewczyny wychodzą za mąż,
Właśnie kolejna mi się urwała.

Idą prześliczne, smukłe i tęskne,
Jedna za drugą, w długim pochodzie,
A każda z nich mi zwiastuje klęskę,
Bo mnie zostawia solo na lodzie...

Kudłaci wiodą je troglodyci,
Z którymi bym się równał daremnie,
Bo choć biedniejsi i niedomyci,
Są o ćwierćwiecze lepsi ode mnie...

Bywajcie zdrowe, piękne dziewuszki,
Teraz ktoś inny da wam na ciuchy,
Wkrótce wyrosną wam pewnie brzuszki,
Zjawią się wózki, smoczki, pieluchy...

Defilujecie przede mną dziarsko,
Z uśmiechem szczęścia i rezygnacji...
Tak Napoleon z gwardią cesarską
Żegnał się w przeddzień swej abdykacji.

Ja, chociaż berła też zrzec się muszę,
Lecz was nie zdradzę i nie zawiodę,
Okiem nie mrugnę, brwią nie poruszę,
Morda na kłódkę, klucz od niej w wodę!

Ale w muzeum swoich pamiątek
Wszystkie was uczczę, wszystkie docenię,
Każda mieć będzie mały zakątek
Na mojej Elbie czy na Helenie...


Szpadę swą złamię, w domu osiędę,
Do gospodarskich zajęć się nagnę,
Bo co? Ziem nowych już nie zdobędę,
Stare podziwiam, lecz ich nie pragnę.


Ale na razie na baczność szpada,
Uśmiech na ustach, nie poznać z miny,
Że to ostatnia już defilada...
Dzięki za wszystko!
Czołem dziewczyny!

Andrzej Waligórski


czwartek, 15 stycznia 2026

Thomas Hardy - Milczenia





Jest milczenie gaju, co wiatrem dyszał,
A teraz w ciszy tonie,
I jest dzwonnicy cisza,
Kiedy przeciągłe umilkło podzwonne.


I jest samotnego stawu milczenie,
Gdzie ktoś utonął. Ani
Traszka tędy nie przemknie,
Ani żaba nie pluśnie w tej otchłani.


Lecz pustego domu cisza zaklęta,
Gdzie się człowiek urodził,
Żył i miał huczne święta –
Ta wszystkie cisze swą pustką przechodzi!


Nie ma już pieśni, które pamiętamy.
Dom się, ten dom znajomy,
Z oślepłymi oknami,
Zdaje – umarły? W modłach zatopiony?


Jakby już żadna nie istniała siła,
Co by przemogła cienie,
By przeszłość pozwoliła
Żywemu „Teraz” rozbić grobu odrętwienie.


Thomas Hardy
przełożył Zygmunt Kubiak


Rabindranath Tagore - Pieśni ofiarne -/ Ogrodnik

 


Rabindranath Tagore ' /1861 -  1941/  indyjski poeta, prozaik, filozof, kompozytor, malarz, pedagog  -   pierwszy indyjski i pierwszy spoza Europy laureat Nagrody Nobla przyznanej za jego głęboko wrażliwą, świeżą i piękną poezję. Choć nie był aktywnym agitatorem politycznym, Tagore odegrał moralną i intelektualną rolę w walce o niepodległość Indii.


Pieśni ofiarne 
35

Gdzie umysł nie zna trwogi i gdzie wysoko się zwykło nosić głowę,
Gdzie wiedza jest swobodna,
Gdzie świat nie jest pokrajany na cząstki ciasnymi ścianami domostw,
Gdzie słowa wynikają z głębokiej prawdy,
Gdzie niestrudzone dążenie wyciąga ramiona w stronę doskonałości,
Gdzie czysta rzeka rozumu nie gubi się w ponurych, pustynnych piaskach martwego nawyku,
Gdzie umysł podąża za tobą naprzód, ku coraz bardziej rozległym myślom i czynom,
W takim niebie wolności, Ojcze, niechaj się obudzi mój kraj.

Rabindranath Tagore



Ksmil Niewiński - Kwiat paproci



 
Ogrodnik

 Kto jesteś, czytelniku, ty, za sto lat odczytujący me 
                                                  wiersze?
Nie mogę ci przesłać ani jednego kwiatu z obfitości tej wiosny,
ani pasemka złota z tamtych obłoków.
Drzwi otwórz i wyjrzyj na dwór.
We własnym rozkwitłym ogrodzie nazrywaj wspomnień pachnących o kwiatach, 
co znikły sto lat temu.
W radości swego serca poczujesz może tę radość, 
która śpiewała w pewien ranek wiosenny, 

śląc wesoły głos poprzez sto lat.





Rabindranath Tagore
przełożył Robert Stiller


środa, 14 stycznia 2026

Krzysztof Ćwikliński - Stary wiersz

 






Teraz jest tylko cisza i piołun w lawendzie
Jej zapachem pijany ku ziemi się chyli...
I widzisz, Kochanie, doszliśmy tej chwili,
Kiedy jeszcze jesteśmy. Jutro nas nie będzie...






Jutro już nas nie będzie... Tani melodramat.
Łza w loży uroniona nad kiepskim aktorem.
I każde z nas do siebie powróci wieczorem
Na wyblakły konterfekt w zakurzonych ramach.

I pomyślisz, Kochanie, przed małym lusterkiem
Srebrne włosy gładząc, że jak dziś w teatrze
Tak my śmieszni byliśmy... I wtedy czas zatrze
To wszystko, co przed laty takie było wielkie...

Krzysztof Ćwikliński 

wtorek, 13 stycznia 2026

ANTONI LANGE *** (Nic tak nie boli jako śmierć marzenia...)




Antoni Lange  - nazywany "mistrzem poezji refleksyjnej"  

 

Szersza wzmianka o nim -w poście z 1 grudnia 2023r, 





Nic tak nie boli jako śmierć marzenia...


Nic tak nie boli jako śmierć marzenia,
W grób składasz serca najdroższe Sezamy,
Które nam życie całunem ocienia,
I już nie mamy ich — i nic nie mamy!


Ból jeden został, głuchy a jałowy:
Próżno chcesz śmiechem zobojętnić duszę,
Próżno mądrymi ją biczujesz słowy,
Próżno ją kalasz w szałów zawierusze.


Serce ci pękło, ale jeszcze boli,
A może więcej, niźli gdyby żyło...
Marzenie twoje — w mogił aureoli —
Ściga cię wiecznie żywe za mogiłą.


Tak było piękne jak promienie tęczy,
I oto w nicość woń ich się rozcieńczy —
Barwy pobladły, tęcza się rozwiała...
Tylu kwiatami jego zorza drgała...


A ono przecież jeszcze żyje we mnie —
I wciąż mię ściga i za mną się wlecze.
Piękniejsze było — szepcze mi tajemnie —
Nad wszystkie dzieła człowiecze!

Antoni_Lange/





*** (A jednak mimo pomarszczone skronie...)

A jednak mimo pomarszczone skronie,
Pomimo łzami przesiąkłe źrenice,
Pomimo drżące, załamane dłonie,
Pomimo żale, pomimo tęsknice:

Pod rozczarowań cmentarzyskiem smutnem,
Co twarz mi w wieczną przyodziały bladość,
Pod snów umarłych całunowem płótnem —
Na dnie mej duszy drga tajemna radość.

Na dnie najgłębszem, pod zgliszczem tysiąca
Bólów kamiennych — niby kwiat zdeptany —
Na pół umarła, lecz jeszcze drgająca
Radość tkwi we mnie — atom niedojrzany.

Jak gdyby sama siebie się wstydziła,
Że jeszcze może kwitnąć w mojej duszy:
Czasem mi tylko echo swe zasyła,
Jak kroplę rosy śród spieki i suszy.

Czasem na mgnienie lub krócej od mgnienia
Niespodziewany czar ją wywoływa,
I naraz radość moja wypromienia
I wstaje czysta, ogromna i żywa.

I wszystkie mroki rozpędza; ruiny
Odchyla naraz, i cmentarne zwłoki
Ożywia! Iście źródło, co w wyżyny
Tryska z podziemnej gdzieś fali głębokiej.

Przebudza naraz młodych lat szlachetność,
Przywraca światło i piękność i wiarę:
I w barw tęczowych przyodziewa świetność,
Co się zdawało zniknione i szare.

Przenika wszystko — niby kwiatów wonie,
Które moc swoich ożywczych nektarów
W spragnionem wiosny rozlewają łonie:
Lecz dusza mało napotyka czarów. 

Antoni Lange

sobota, 10 stycznia 2026

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


Wisława Szymborska - Możliwości

 



Wolę kino.
Wolę koty.
Wolę dęby nad Wartą.
Wolę Dickensa od Dostojewskiego.
Wolę siebie lubiącą ludzi
niż siebie kochającą ludzkość.

Wolę mieć w pogotowiu igłę z nitką.
Wolę kolor zielony.
Wolę nie twierdzić,
że rozum jest wszystkiemu winien.

Wolę wyjątki.
Wolę wychodzić wcześniej.
Wolę rozmawiać z lekarzami o czymś innym.
Wolę stare ilustracje w prążki.
Wolę śmieszność pisania wierszy
od śmieszności ich niepisania.

Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
do obchodzenia na co dzień.

Wolę moralistów,
którzy nie obiecują mi nic.

Wolę dobroć przebiegłą od łatwowiernej za bardzo.
Wolę ziemię w cywilu.
Wolę kraje podbite niż podbijające.
Wolę mieć zastrzeżenia.
Wolę piekło chaosu od piekła porządku.
Wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet.
Wolę liście bez kwiatów niż kwiaty bez liści.
Wolę psy z ogonem nie przyciętym.
Wolę oczy jasne, ponieważ mam ciemne.
Wolę szuflady.
Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam,
od wielu również tu nie wymienionych.

Wolę zera luzem
niż ustawione w kolejce do cyfry.

Wolę czas owadzi od gwiezdnego.
Wolę odpukać.
Wolę nie pytać jak długo jeszcze i kiedy.

Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
że byt ma swoją rację.

(1986r)

czwartek, 8 stycznia 2026

Leszek Długosz -- I tak mijają ludzi twarze

 

 I tak mijają ludzi twarze

Jeszcze gdzieś w szufladzie mam

Fotografie z dawnych lat

Bliskie kiedyś, jakże bliskie twarze





Furtka w ogród jeszcze drży                             
Jeszcze biegnę w tamte dni


Na werandzie cień się kładzie
Późne lato, kwitną dalie


Zapach kawy z okna płynie
Na pianinie „Für Elise”
Boże, szepnę który raz
Jakżeż to możliwe tak
Z krwi i z kości, z łez, z radości
Wszystko żywe
Wszystko dzisiaj jak niebyłe
Wszystko jak zetlały film


Migotliwe cienie dni
Czy to było, czy się śniło
Gdzie to poszło, gdzie to mieszka
Gdzie to, co dziś z tyłu


I tak mijają ludzi twarze
I z wczorajszych zdarzeń
Cichną głosy, wiatr roznosi
Po rozstajach koleiny dróg


I tak mijają ludzi twarze
A oddzielnym szlakiem ich marzenia
Gdzieś wysoko, gdzieś tam w chmurach
Wraz z chmurami mkną


Życie – teatr, znana pieśń
Ach i kwestią może jest
W jakiej sztuce, jaką postać
Jaką postać właśnie gramy


Dziś Romeo, Julia dziś
Letnich nocy czułe sny
Lecz już zmiana dekoracji
Lecz już gdzieś na bocznej stacji
Biegną szare, monotonne suną dni


Życie - teatr słuszna pieśń
Ach i kwestią może jest
Co reżyser nam tu przyznał
W cośmy sami się wrobili
Miłość gniew i który raz
Utraconych złudzeń smak


Repertuar się powtarza
Lecz znów leci, nic nie zważa
Lecz do świecy znowu leci nowa ćma


Miłość gniew i jeszcze raz
Utraconych złudzeń smak
I doprawdy jak w teatrze
Jak w Beckettcie tylko patrzeć
Już wynoszą nas na śmieci





poniedziałek, 5 stycznia 2026

Rudyard Kipling - List do syna


Rudyard Kipling /ur. 30 grudnia 1865, Bombaj, Indie  - 
zmarł 18 stycznia 1936, Londyn, Wielka Brytania/ 

Angielski pisarz opowiadań, poeta i powieściopisarz.
Autor opowieści i wierszy o brytyjskich żołnierzach w Indiach oraz znanej nam z dzieciństwa książki "Księga dżungli"  
(jako mlody chłopiec spędził kilka lat w kolonialnych Indiach co nie pozostalo bez wpływu na jego twórczość)
W 1907 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury .

List do syna


Jeżeli spokój zachowasz, choćby go stracili
Ubodzy duchem, ciebie oskarżając;
Jeżeli wierzysz w siebie, gdy inni zwątpili,
Na ich niepewność jednak pozwalając.
Jeżeli czekać zdołasz, nie czując zmęczenia,
Samemu nie kłamiesz, chociaż fałsz panuje,
Lub nienawiścią otoczon, nie dasz jej wstąpienia,
Lecz mędrca świętego pozy nie przyjmujesz.



Jeżeli masz marzenia, nie czyniąc ich panem,
Jeżeli myśląc, celem nie czynisz myślenia,
Jeżeli triumf i porażkę w życiu napotkane
Jednako przyjmujesz oba te złudzenia.



Jeżeli zniesiesz, aby z twoich ust
Dla głupców pułapkę łotrzy tworzyli,
Lub gmach swego życia, co runął w nów,
Bez słowa skargi wznieść będziesz miał siły.
Jeżeli zbierzesz, coś w życiu swym zdobył,
I na jedną kartę wszystko to postawisz,
I przegrasz, i zaczniesz wieść żywot nowy,
A żal po tej stracie nie będzie cię trawić.
Jeżeli zmusisz, choć ich już nie stanie,
Serce, hart ducha, aby ci służyły,
A gdy się wypalisz, Wola twa zostanie
I Wola ta powie ci: „Wstań! Zbierz siły!”


Jeżeli pokory zniszczyć nie zdoła tłumu obecność,
Pychy nie czujesz, z królem rozmawiając,
Jeżeli nie zrani cię wrogów ni przyjaciół niecność,
I ludzi cenisz, żadnego nie wyróżniając.
Jeżeli zdołasz każdą chwilę istnienia
Wypełnić życiem, jakby była wiekiem,
Twoja jest ziemia i wszystkie jej stworzenia
I – mój synu – będziesz prawdziwym człowiekiem!


Rudyard Kipling 

sobota, 3 stycznia 2026

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 





Jonasz Kofta – Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć

Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć

W chłodnej pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć

W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

Jonasz Kofta