niedziela, 28 czerwca 2026
wtorek, 23 czerwca 2026
ks. Jan Twardowski... PRAWDA
Jest prawda pozłacana
jest trochę nie w porę
jest jak zagadka
w ciemność przechylona
jest w białych rękawiczkach
niekiedy jak rana
jak piękność co minęła a cnota została
jak kamień który mówi wiedzącym na pewno
przyjdź tu po trzystu latach wtedy pogadamy
jest także taka co się siebie wstydzi
smutna chuda jak szczapa
bo zbyt określona.
Jan Twardowski.
Małgorzata Hillar - MATKA
" Matka "
Odwraca na patelni
płaską flądrę
żółtym brzuchem do góry
Pokrywki garnków
są srebrne
jak kilka nitek w jej włosach
Wysoko na półkach
ustawia malinowe konfitury
ustawia malinowe konfitury
Wieczorem
kładzie po obu stronach książki
zmęczone ręce
lecz zaraz wstaje
przynosi podartą powłokę
Nachyla nad nią oczy
zielone jak liście truskawek
i czoło z trzema zmarszczkami
Nie rozprostuję tych zmarszczek
palcami
M.Hillar
niedziela, 21 czerwca 2026
Wisława Szymborska - NIEBO
Niebo
Od tego trzeba było zacząć: niebo.
Okno bez parapetu, bez futryn, bez szyb.
Otwór i nic poza nim,
Ale otwarty szeroko.
Nie muszę czekać na pogodną noc,
ani zadzierać głowy,
żeby przyjrzeć się niebu.
Niebo mam za plecami, pod ręką i na powiekach.
Niebo owija mnie szczelnie
i unosi od spodu.
Nawet najwyższe góry
nie są bliżej nieba
niż najgłębsze doliny.
Na żadnym miejscu nie ma go więcej
niż w innym.
nie są bliżej nieba
niż najgłębsze doliny.
Na żadnym miejscu nie ma go więcej
niż w innym.
Obłok równie bezwzględnie
przywalony jest niebem co grób.
Kret równie wniebowzięty
jak sowa chwiejąca skrzydłami.
Rzecz, która spada w przepaść,
spada z nieba w niebo.
Sypkie, płynne, skaliste,
rozpłomienione i lotne
połacie nieba, okruszyny nieba,
podmuchy nieba i sterty.
Niebo jest wszechobecne
nawet w ciemnościach pod skórą.
Zjadam niebo, wydalam niebo.
Jestem pułapką w pułapce,
zamieszkiwanym mieszkańcem,
obejmowanym objęciem,
pytaniem w odpowiedzi na pytanie.
Podział na ziemię i niebo
to nie jest właściwy sposób
myślenia o tej całości.
Pozwala tylko przeżyć
pod dokładniejszym adresem,
szybszym do znalezienia,
jeślibym była szukana.
Moje znaki szczególne
to zachwyt i rozpacz
Wisława Szymborska
sobota, 20 czerwca 2026
piątek, 19 czerwca 2026
Janusz Andrzejczak - Wiersze
Janusz Andrzejczak
Urodził się 11.01.1956 roku w Toruniu. W mieście tym mieszka i pracuje, jednak każdą wolną chwilę spędza szukając ciszy. Znajduję ją na drogach i bezdrożach.
Lasy, puszcze, zagubione w nich jeziorka, ścieżki znane tylko zwierzętom, ale i rozstaje dróg z samotnym krzyżem, sosną kapliczną…to jego wsród nich życie.
Poproszony o kilka zdań o sobie i swojej twórczoąci napisał:.
Rozczaruje się moimi wierszami ten, kto będzie w nich szukał tego, co ukryte.
„Ukrycie” w tych utworach to niewysłowiona nazwa każdego miejsca, w którym doświadczyłem piękna i nieskończoności.
Jeśli
Jesteś dziecię
dopóki dostrzegasz
motylka na kwiecie
dopóki pieska
po łebku czule głaszczesz
i za barwnym ptaszkiem
masz chęć na drzewo się wspiąć
penetrować chaszcze
Jeśli swą siwą już głowę
na kwietnej łące składasz
i laską drzewko
podpierasz złamane
to i w starości
dzieciństwo będzie ci dane
Jeśli o Ojczyźnie myślisz
na niebo patrząc
włoskie greckie
i łzę tęsknoty ronisz
To jesteś
wciąż jesteś dzieckiem
A ja
A ja
lubię widzieć czarno
patrzeć jak ćmy
do światła się garną
za mną, przede mną
księżyc nad lasem
co świeci kropką
albo nawiasem
Uwielbiam w nocy
potknąć się o korzeń
gwiazdy zobaczyć
i wyszeptać:
„Boże…”
Ja stąd
A ten las, z moich nasion,
a ten sad, z moich pestek
więc ja cały z tego lasu
z tego sadu jestem
I ja cały z tego domu
z tych pokoi, z drzwi i okien
tylko tam zbudzony świtem
tamtym tylko zgasły mrokiem
W tej stodole, w tej drewutni
na podwórzu, w tym kurniku
nawet i w drewnianym kołku
który mnie do pola przykuł
Cały sobą stamtąd jestem
po jak nigdy, oczy mokre
z żurawiami, nie odlecę
tu zostaję, po widnokręg.
JAK TO OPISAĆ
Co warte pisanie
jak to opisać
Krajobraz powłóczysty
ledwo w zarysach
przy drodze
kilka lip i jarzębin
i kapliczka w głębi
w niej baba w chuście
dziad z długą brodą
nad świętą wodą
z ikoną i świecą
A dzień już w lesie
a mgła już w łące
ostatnie ptaki lecą
posiany w niebie mak
Jak to opisać
Jak to
Jak
Janusz Andrzejczak.
czwartek, 18 czerwca 2026
Uładzimier Arłoŭ - ŁĄKA
Uładzimier Arłoŭ to jeden z najbardziej popularnych białoruskich poetów historyk i pisarz - laureat Nagrody Literackiej "Europejski Poeta Wolności " w 2010 r
Oprócz poezji pisze książki historyczne i eseje. Jest tłumaczonym na 20 języków autorem przeszło 20 tomów prozy i kilku tomów poezj, W roku 1996 został zwolniony z pracy w wydawnictwie przez władze Białorusi za "wydawanie wątpliwej jakości literatury historycznej i innej".
Łąka
Wśród wysokiej trawy i kwiatów
babcia oprowadza mnie
po łące.
To są smółki,
pokazuje.
A tu kukawka.
A tu, widzisz - jastrun.
A ten kwiat nie ma nazwy,
bo to
kwiat twojego losu i
ty sam dasz mu nazwę,
jak podrośniesz.
Po łące hula wiatr.
Aż mi strach:
a nuż,
zanim podrosnę,
skoszą kwiat i nie zdążę
dać mu nazwy?
Babcia milczy.
Wiatr coraz silniejszy.
Stoję samotny
na skoszonej łące.
Wiatr coraz silniejszy.
Stoję samotny
na skoszonej łące.
Uładzimier Arłoŭ.
środa, 17 czerwca 2026
Jan Kasprowicz - Wiersze do żony.
Czekałem na ciebie wczora.
Czekałem na ciebie wczora,
Od rana czekałem do rana,
Wywiodła mnie w pole tęsknota,
Miłością twoją pijana.
Przenigdy już czekać nie będę,
Takem chciał zarzec się w gniewie,
Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,
O fałszu nic serce me nie wie.
Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,
O fałszu nic serce me nie wie.
Więc powiem ci prosto i szczerze,
Ty moje dziwne kochanie:
Chociażbym wieki miał czekać,
Dość woli na to mi stanie.
Ty moje dziwne kochanie:
Chociażbym wieki miał czekać,
Dość woli na to mi stanie.
Bo cóż ja mam czynić, niebożę,
Jeśli nie czekać do końca?
Wszakże ty jesteś zachodem
I wschodem mojego słońca.
Jeśli nie czekać do końca?
Wszakże ty jesteś zachodem
I wschodem mojego słońca.
Gdy mnie ogarnia zmrok.
Gdy mnie ogarnia zmrok, co dusze człecze
Tak natarczywie aż do ziemi tłoczy,
Spieszą nade mną zbawczą spełniać pieczę
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
I zło, uchodząc, poza sobą wlecze
Tabor swych skutków i w nicość się toczy,
Tak je spłoszyły, jak cherubów miecze,
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
I znów oczyszczon i znowu ochoczy
Do tego życia, które mi zmieniły
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
Tulę do piersi ten mój skarb uroczy
Ach! i całuję, pełen nowej siły,
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
Jan Kasprowicz.
wtorek, 16 czerwca 2026
Stanisław Barańczak - Braki, odrzuty, produkty zastępcze
Więc to już zawsze tak, już zawsze zamiast
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?
Więc to już zawsze, tak jak zawsze. Zamiast
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:
Więc to już. Zawsze tak. Już zawsze zamiast
wołać: Chcę żyć jak człowiek, szukać dziury w całym
niebie, jakie ci dano - będziesz żył jak człowiek,
czyli: patrząc przez palce, przymykając oczy.
Dziury w niebie nie będzie, gdy zaczniesz tak żyć.
I przyciasna korona z głowy ci nie spadnie.
Więc to już nigdy? Tak, już nigdy. Zamiast
prowizorki, tandety, trzeciej kategorii
nie nastanie świat świetny, świetlisty i świeży.
Bo skąd zresztą wiadomo, że ten świat gdziekolwiek
jaśnieje, skoro nigdy nikt nie odpowiada
za ukryte usterki. Ani na wołanie.
Stanisław Barańczak
niedziela, 14 czerwca 2026
Józef Baran - Więcej czułości
więcej czułości
dla listków struchlałych
na zziębniętej tarninie
dla chwili z psem
z kwitnącym bzem
dla wszelkiego przelotnego zdarzenia
więcej uczucia
dla kropli ciszy
niech napełni cię sobą pochłonie
nachyl się
nad jej źródełkiem
zaczerpnij w dłonie
powstrzymaj życie
niebieskich chwil
szalone obroty
otwórz n a c h w i l ę oczy
to może twa
jedyna wieczność
którą przeoczysz
bo mijamy chwile potrącamy
ślepo biegnąc przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie
Spotkania same wpadają...
jedyna wieczność
którą przeoczysz
bo mijamy chwile potrącamy
ślepo biegnąc przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie
Spotkania same wpadają...
- Józef Baran
sobota, 13 czerwca 2026
niedziela, 7 czerwca 2026
Wojciech Młynarski - Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli
Gdy pada na me czoło smutku cień,
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,
Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,
Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.
Uśmiecham się do moich smutnych myśli,
Uśmiecham się do szarych, nudnych spraw
I wraca smak - smak ciepłych słońcem wiśni,
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!
A więc i ty
Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli,
Uśmiechnij się do szarych, smutnych dni,
Najlepszy sen na jawie ci się wyśni,
bo wielka moc w uśmiechu szczerym tkwi...
Do ludzi - tych, co nigdy się nie śmieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiechnij się...
Wojciech Młynarski.
czwartek, 4 czerwca 2026
Ludwik Jerzy Kern - Nowy Kossak
Hoże dziewczę płacze,
Konik nóżką grzebie,
Polacy od wieków
Twardzi są. Dła siebie.
Polacy od wieków
Twardzi są. Dła siebie.
Francuz Francuzowi
Funduje ślimaka,
A Polak najchętniej
Podgryza Polaka.
Hiszpanowi Hiszpan
Gra na tamburynie,
A Polak podkłada
Polakowi świnię.
A Polak podkłada
Polakowi świnię.
Włoch tak kocha Włocha
Jak pawica pawia,
A Polak Polaka
Do wiatru wystawia.
Anglikowi Anglik
Robi przyjemności,
Polak Polakowi
Przykrości zazdrości.
Konik nóżką grzebie,
Płacze dziewczę hoże,
Polak do Polaka
Z pyskiem albo z nożem.
Rzadko Polakowi
Polak dobrze zrobi,
To już takie nasze
Narodowe hobby.
A tak by się chciało
Wstawić do czytanki,
Że Polak i Polak
To są dwa bratanki.
Ludwik Jerzy Kern.
środa, 3 czerwca 2026
Halina Poświatowska - Cisza
Odnaleźć taką
ciszę chcę
by tylko wiatr
podkradał spokój
by tylko wiatr
podkradał spokój
by tylko słońce
szeptało dzień dobry
księżyc dobranoc
by tylko zapach
ziemi czuć
i delikatność
traw
ziemi czuć
i delikatność
traw
odnaleźć taką
ciszę chcę
by nie być
Halina Poświatowska
niedziela, 31 maja 2026
. Parlicki Mariusz - Monolog z synkiem / Wiersz z okazji DNIA DZIECKA/
I
Patrząc na ludzi z perspektywy mrówki,
Co zbyt cicho się skarży, aby ktoś ją słyszał,
Czujesz strach i niepokój wewnątrz małej główki
I w pieluchę się moczysz, gryziesz ucho misia.
Oczka mocno otwierasz, patrzysz przenikliwie,
Nie rozumiesz słów brzmienia, nie rozumiesz myśli,
Ty się dziwisz wszystkiemu, ja Tobie się dziwię,
Kiedy nocą zapłaczesz. Cóż Tyś synku wyśnił?
II
Nieporadny człowieczku, co wyciągasz rękę,
Do każdego, kto schyli się nad Twą kołyską,
Takie dobre, że głupie masz to małe serce,
Wszystko może Cię cieszyć, bawić może wszystko.
Życia jesteś ciekawy, każdy obraz chłoniesz
I ogarniasz świat cały dobrym, głupim wzrokiem,
Chciałbyś wszystko móc dotknąć, wziąć w swe małe dłonie,
A potrafisz jedynie – ssać butlę ze smokiem.
III
Widzisz synku życie nie jest pasmem tęczy,
A ogrodnik nie sadzi kwiatów dla zapachu.
Życie synku to kręte schody bez poręczy,
To niepewna przechadzka po krawędzi dachu.
Widzisz synku nie jest ogniem wiecznym,
Magma uczuć wystyga, w skorupę się zmienia.
Miłość synku jest w życiu wyborem koniecznym,
Jest podstawą naszego bytu i istnienia.
Pytasz synku dlaczego świat jest tak okrutny
I tak bardzo daleki od baśniowych marzeń.
Jest też dobro na świecie, nie bądź synku smutny,
Ono Ci się objawi, wykrzyczy, ukaże.
Patrząc na ludzi z perspektywy mrówki,
Co zbyt cicho się skarży, aby ktoś ją słyszał,
Czujesz strach i niepokój wewnątrz małej główki
I w pieluchę się moczysz, gryziesz ucho misia.
Oczka mocno otwierasz, patrzysz przenikliwie,
Nie rozumiesz słów brzmienia, nie rozumiesz myśli,
Ty się dziwisz wszystkiemu, ja Tobie się dziwię,
Kiedy nocą zapłaczesz. Cóż Tyś synku wyśnił?
II
Nieporadny człowieczku, co wyciągasz rękę,
Do każdego, kto schyli się nad Twą kołyską,
Takie dobre, że głupie masz to małe serce,
Wszystko może Cię cieszyć, bawić może wszystko.
Życia jesteś ciekawy, każdy obraz chłoniesz
I ogarniasz świat cały dobrym, głupim wzrokiem,
Chciałbyś wszystko móc dotknąć, wziąć w swe małe dłonie,
A potrafisz jedynie – ssać butlę ze smokiem.
III
Widzisz synku życie nie jest pasmem tęczy,
A ogrodnik nie sadzi kwiatów dla zapachu.
Życie synku to kręte schody bez poręczy,
To niepewna przechadzka po krawędzi dachu.
Widzisz synku nie jest ogniem wiecznym,
Magma uczuć wystyga, w skorupę się zmienia.
Miłość synku jest w życiu wyborem koniecznym,
Jest podstawą naszego bytu i istnienia.
Pytasz synku dlaczego świat jest tak okrutny
I tak bardzo daleki od baśniowych marzeń.
Jest też dobro na świecie, nie bądź synku smutny,
Ono Ci się objawi, wykrzyczy, ukaże.
Parlicki Mariusz .
Subskrybuj:
Posty (Atom)