sobota, 20 czerwca 2026
piątek, 19 czerwca 2026
Janusz Andrzejczak - Wiersze
Urodził się 11.01.1956 roku w Toruniu. W mieście tym mieszka i pracuje, jednak każdą wolną chwilę spędza szukając ciszy. Znajduję ją na drogach i bezdrożach.
Lasy, puszcze, zagubione w nich jeziorka, ścieżki znane tylko zwierzętom, ale i rozstaje dróg z samotnym krzyżem, sosną kapliczną…to jego wsród nich życie.
Poproszony o kilka zdań o sobie i swojej twórczoąci napisał:.
Rozczaruje się moimi wierszami ten, kto będzie w nich szukał tego, co ukryte.
„Ukrycie” w tych utworach to niewysłowiona nazwa każdego miejsca, w którym doświadczyłem piękna i nieskończoności.
czwartek, 18 czerwca 2026
Uładzimier Arłoŭ - ŁĄKA
Uładzimier Arłoŭ to jeden z najbardziej popularnych białoruskich poetów historyk i pisarz - laureat Nagrody Literackiej "Europejski Poeta Wolności " w 2010 r
Oprócz poezji pisze książki historyczne i eseje. Jest tłumaczonym na 20 języków autorem przeszło 20 tomów prozy i kilku tomów poezj, W roku 1996 został zwolniony z pracy w wydawnictwie przez władze Białorusi za "wydawanie wątpliwej jakości literatury historycznej i innej".
Wśród wysokiej trawy i kwiatów
babcia oprowadza mnie
po łące.
To są smółki,
pokazuje.
A tu kukawka.
A tu, widzisz - jastrun.
A ten kwiat nie ma nazwy,
bo to
kwiat twojego losu i
ty sam dasz mu nazwę,
jak podrośniesz.
Po łące hula wiatr.
Aż mi strach:
a nuż,
zanim podrosnę,
skoszą kwiat i nie zdążę
dać mu nazwy?
Wiatr coraz silniejszy.
Stoję samotny
na skoszonej łące.
środa, 17 czerwca 2026
Jan Kasprowicz - Wiersze do żony.
Czekałem na ciebie wczora.
Czekałem na ciebie wczora,
Od rana czekałem do rana,
Wywiodła mnie w pole tęsknota,
Miłością twoją pijana.
Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,
O fałszu nic serce me nie wie.
Ty moje dziwne kochanie:
Chociażbym wieki miał czekać,
Dość woli na to mi stanie.
Jeśli nie czekać do końca?
Wszakże ty jesteś zachodem
I wschodem mojego słońca.
Gdy mnie ogarnia zmrok.
Gdy mnie ogarnia zmrok, co dusze człecze
Tak natarczywie aż do ziemi tłoczy,
Spieszą nade mną zbawczą spełniać pieczę
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
I zło, uchodząc, poza sobą wlecze
Tabor swych skutków i w nicość się toczy,
Tak je spłoszyły, jak cherubów miecze,
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
I znów oczyszczon i znowu ochoczy
Do tego życia, które mi zmieniły
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
Tulę do piersi ten mój skarb uroczy
Twe jasne, ciche, twe głębokie oczy.
wtorek, 16 czerwca 2026
Stanisław Barańczak - Braki, odrzuty, produkty zastępcze
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:
Więc to już. Zawsze tak. Już zawsze zamiast
wołać: Chcę żyć jak człowiek, szukać dziury w całym
niebie, jakie ci dano - będziesz żył jak człowiek,
czyli: patrząc przez palce, przymykając oczy.
Dziury w niebie nie będzie, gdy zaczniesz tak żyć.
I przyciasna korona z głowy ci nie spadnie.
Więc to już nigdy? Tak, już nigdy. Zamiast
prowizorki, tandety, trzeciej kategorii
nie nastanie świat świetny, świetlisty i świeży.
Bo skąd zresztą wiadomo, że ten świat gdziekolwiek
jaśnieje, skoro nigdy nikt nie odpowiada
za ukryte usterki. Ani na wołanie.
Stanisław Barańczak
niedziela, 14 czerwca 2026
Józef Baran - Więcej czułości
więcej czułości
dla listków struchlałych
na zziębniętej tarninie
dla chwili z psem
z kwitnącym bzem
dla wszelkiego przelotnego zdarzenia
więcej uczucia
dla kropli ciszy
niech napełni cię sobą pochłonie
nachyl się
nad jej źródełkiem
zaczerpnij w dłonie
powstrzymaj życie
niebieskich chwil
szalone obroty
jedyna wieczność
którą przeoczysz
bo mijamy chwile potrącamy
ślepo biegnąc przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie
Spotkania same wpadają...
sobota, 13 czerwca 2026
niedziela, 7 czerwca 2026
Wojciech Młynarski - Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,
Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.
Uśmiecham się do moich smutnych myśli,
Uśmiecham się do szarych, nudnych spraw
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!
A więc i ty
Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli,
Uśmiechnij się do szarych, smutnych dni,
Najlepszy sen na jawie ci się wyśni,
bo wielka moc w uśmiechu szczerym tkwi...
Do ludzi - tych, co nigdy się nie śmieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiechnij się...
Wojciech Młynarski.
czwartek, 4 czerwca 2026
Ludwik Jerzy Kern - Nowy Kossak
Hoże dziewczę płacze,
Polacy od wieków
Twardzi są. Dła siebie.
Francuz Francuzowi
Funduje ślimaka,
A Polak najchętniej
Podgryza Polaka.
A Polak podkłada
Polakowi świnię.
Włoch tak kocha Włocha
Jak pawica pawia,
A Polak Polaka
Do wiatru wystawia.
Anglikowi Anglik
Robi przyjemności,
Polak Polakowi
Przykrości zazdrości.
Konik nóżką grzebie,
Płacze dziewczę hoże,
Polak do Polaka
Z pyskiem albo z nożem.
Rzadko Polakowi
Polak dobrze zrobi,
To już takie nasze
Narodowe hobby.
A tak by się chciało
Wstawić do czytanki,
Że Polak i Polak
To są dwa bratanki.
środa, 3 czerwca 2026
Halina Poświatowska - Cisza
Odnaleźć taką
by tylko wiatr
podkradał spokój
by tylko słońce
szeptało dzień dobry
księżyc dobranoc
ziemi czuć
i delikatność
traw
odnaleźć taką
ciszę chcę
by nie być
niedziela, 31 maja 2026
. Parlicki Mariusz - Monolog z synkiem / Wiersz z okazji DNIA DZIECKA/
Patrząc na ludzi z perspektywy mrówki,
Co zbyt cicho się skarży, aby ktoś ją słyszał,
Czujesz strach i niepokój wewnątrz małej główki
I w pieluchę się moczysz, gryziesz ucho misia.
Oczka mocno otwierasz, patrzysz przenikliwie,
Nie rozumiesz słów brzmienia, nie rozumiesz myśli,
Ty się dziwisz wszystkiemu, ja Tobie się dziwię,
Kiedy nocą zapłaczesz. Cóż Tyś synku wyśnił?
II
Nieporadny człowieczku, co wyciągasz rękę,
Do każdego, kto schyli się nad Twą kołyską,
Takie dobre, że głupie masz to małe serce,
Wszystko może Cię cieszyć, bawić może wszystko.
Życia jesteś ciekawy, każdy obraz chłoniesz
I ogarniasz świat cały dobrym, głupim wzrokiem,
Chciałbyś wszystko móc dotknąć, wziąć w swe małe dłonie,
A potrafisz jedynie – ssać butlę ze smokiem.
III
Widzisz synku życie nie jest pasmem tęczy,
A ogrodnik nie sadzi kwiatów dla zapachu.
Życie synku to kręte schody bez poręczy,
To niepewna przechadzka po krawędzi dachu.
Widzisz synku nie jest ogniem wiecznym,
Magma uczuć wystyga, w skorupę się zmienia.
Miłość synku jest w życiu wyborem koniecznym,
Jest podstawą naszego bytu i istnienia.
Pytasz synku dlaczego świat jest tak okrutny
I tak bardzo daleki od baśniowych marzeń.
Jest też dobro na świecie, nie bądź synku smutny,
Ono Ci się objawi, wykrzyczy, ukaże.
sobota, 30 maja 2026
czwartek, 28 maja 2026
Dmytro Pawłyczko *** "Moja ty grzeszna"... "Świerki"
Dmytro Pawłyczko -( 1929 - 2023r.) - Ukraiński poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczny, polityk. W latach 1999–2001 ambasador Ukrainy w Polsce.
.Pochodził z rodziny chłopskiej, jeszcze przed II wojną światową uczęszczał do polskiej szkoły, co później pozwoliło mu wejść w krąg naszej kultury.
Dmytro Pawłyczko
Świerki
Aż po sam brzusiec -
Świerki zdyszane pierzchają w strachu,
Chcą w górę uciec.
- No, wskazuj drzewo, które zrąbiemy! -
Powiada tata.
A ja wybieram, jak po jarmarku
Oczami biegam.
Zda się ładniejszy mi taki świerczek,
Który nie z brzega.
- Ten najsmuklejszy! - Nie, mój chłopczyku,
Szkoda go chyba!
- No to ten ładny, w igliwiu srebrnym,
Co lśni jak ryba!
- Żal go! - Więc może ten osmalony,
Omszały spodem!
- Ej nie, niebożę, zrobilibyśmy
Tym wielką szkodę!
W smole jak dratwa!
I będzie tratwa.
- A ten, co niby świeczka skrzywiona,
Jak w parastasie?
- Ej, nie! I on się też wyprostuje
O swoim czasie.
Tak chodziliśmy między świerkami,
Śmieszni złodzieje.
- W domu się jeszcze zastanowimy,
Wrócim w niedzielę!...
Przeszło czterdzieści lat. Posłuchajcie -
Szumi żywica
I słońce śpiewa niby dziewica.
Wietrzyk figluje.
Czemu tak smutno jest mi we wszystkich
Krainach świata?
Wysokie świerki stoją, pytają:
A gdzie twój tata?
Przełożył Bohdan Zadura
moja ty lilio nad bagniskiem,
cudze uściski jak cekiny
pozdejmowałaś przy mnie wszystkie.
I znowu oczy masz dziecięce,
których cień żaden nie przesłania.
A ja się czuję potępieńcem
w obliczu twego nieskalania.
Czyż tak znużona twoja dusza,
że już pokutą się zaprząta
i do wierności się przymusza
jak do wędzideł i chomąta?
Dlaczego wstydem dzień nasyca,
gdy nowe pieszczotami karmią?
Dlaczego jabłek z drzewa życia
nie pozwolono rwać za darmo?
Czy na wygnaniu ci sił starczy,
by na kamieniach rodzić synów
tutaj, gdzie od miłości starszy
jest mozół, a chleb od bursztynów?
Pójdziesz? Klejnoty weź przynajmniej
ze sobą, nie zgub ni okrucha.
A uprząż moją sama na mnie
narzucisz jak na kłapoucha.
I będziesz jechać na człapaku
po ścieżkach stromych i ciernistych
i strzelać do niebieskich ptaków
dwojgiem swych ślepi pozłocistych.
A ja cię będę czcił i pragnął
za to, że śmiałej twej istoty
nie pokalało ani bagno,
ni nuda wymuszonej cnoty.
Za to, żeś z paszczy węża wzięła
i mnie do rąk podała owoc,
w którym był sen i radość dzieła
i dzień jutrzejszy z twarzą nową.
Przełożył z ukraińskiego
Jerzy Litwiniuk
Kornel Makuszyński - ROZMOWA Z ZEGAREM
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz jeszcze?
O, tak, o tak, o tak!
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak,
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście na wieczność...
O, tak, o tak, o tak!
A czy pamiętasz, filozofie stary,
Jakeś fałszywy mi wybijał znak
I wszystkie wokół budziłeś zegary,
Gdym pisał wiersze?
O, tak, o tak, o tak!
Zdjęła, gdy stary wziął cię Izaak,
Gdyś hebrajskiego uczył się języka,
By mnie nakarmić?
O, tak, o tak, o tak!
Lub ową chwilę gdzieś na czwartym piętrze,
Gdym gorejący, jak ognisty krzak,
Przysięgał z mocą uczucia najświętsze,
Klnąc się na księżyc?
O, tak, o tak, o tak!
Lub tę, gdyś starym swym zgrzytnął żelazem,
Słusznego swego gniewu dając znak?
O, jakże smutno płakaliśmy razem,
Gdy nas zdradziła!...
O, tak, o tak, o tak!
O, jak to dawno, Sokratesie stary!
Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...
Serca się psują, psują się zegary,
Wszystko umiera...
O, tak, o tak, o tak!
Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty,
Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!
Cofnij wskazówki i lećmy w wiek złoty...
Niech żyje młodość!
O, tak, o tak, o tak!