Archiwum bloga

poniedziałek, 13 stycznia 2020

George Somerville - - Cóż to za szczęście!


Kiedy na pierwszym balu
zgodziła się, ze mną zatańczyć,
trzymałem ją za rękę.
W kinie, na spacerze w lesie
trzymałem ją za rękę.
Gdy przysięgałem ją kochać i szanować,
trzymałem ją za rękę.
Kiedy rodziły się kolejne dzieci,
trzymałem ją za rękę.
Takie drobne dłonie! Złote dłonie!
Zadziwiająco pomysłowe
w codziennych sprawach.


Zapracowane i stwardniałe,
w pieszczotach stawały się gładkie.
Teraz te dłonie zbielały,
pokryły się błękitnymi żyłkami,
lecz wciąż tworzą.
Chłodne na mym rozpalonym czole,
ciepłe i kojące, gdy się smucę.
Gdy idziemy do kościoła czy sklepu,
właściwie dokądkolwiek,
zawsze trzymam tę drogocenną dłoń.

Brak komentarzy: