Archiwum bloga

Zbigniew Herbert - kopia wierszy z lat 2008 - 2017 blogu "ŚWIAT POEZJI"

Wyniki wyszukiwania frazy Zbigniew Herbert

Klaudiusz
Mówiono o mnie
poczęty przez Naturę
ale nie skończony
jak porzucona rzeźba
szkic
uszkodzony fragment poematu

latami grałem przygłupa
idioci żyją bezpieczniej
spokojnie znosiłem obelgi
gdybym zasadził wszystkie pestki
jakie rzucano mi w twarz
wyrósłby gaj oliwny
rozległa palmowa oaza

edukację odebrałem wszechstronną
Liwiusz retorzy filozofowie
po grecku mówiłem jak Ateńczyk
ale Platona
przypominałem tylko w pozycji leżącej

uzupełniłem studia
w lupanarach i knajpach portowych
o nie spisane słowniki wulgarnej łaciny
i wy przepastne skarbce występku i rozpusty

po zabójstwie Kaliguli
ukryłem się za kotarą
wyciągnięty przemocą
nie zdążyłem przybrać mądrego wyrazu twarzy
gdy rzucono mi świat pod nogi
niedorzeczny i płaski

odtąd stałem się najbardziej pracowitym
cesarzem historii powszechnej
Heraklesem biurokracji
z dumą wspominam
liberalną ustawę
która zezwala na wypuszczanie odgłosów brzucha
w czasie uczt

odpieram stawiany mi często zarzut okrucieństwa
w istocie byłem tylko roztargniony

w dniu gwałtownej śmierci Messaliny
na mój – przyznaję – rozkaz uśmiercono biedaczkę
spytałem w czasie biesiady – dlaczego Pani nie przyszła
odpowiedziało grobowe milczenie
naprawdę zapomniałem

zdarzało się że zapraszałem
zmarłych na partyjkę kości
absencję karałem grzywną
przeciążony tyloma pracami
mogłem się mylić w szczegółach

podobno
kazałem stracić
trzydziestu pięciu senatorów
i jakieś trzy centurie ekwitów
no cóż

trochę mniej purpury
mniej złotych pierścieni
za to – co nie jest błahe -
więcej miejsca w teatrze

nikt nie chciał zrozumieć
że cel tych operacji był wzniosły
pragnąłem ludzi oswoić ze śmiercią
stępić jej ostrze
sprowadzić do wymiarów banalnych i codziennych
takich jak lekka melancholia albo katar

a oto dowód mojej
delikatności uczuć
z placu kaźni
usunąłem posąg łagodnego Augusta
by czuły marmur
nie słuchał ryku skazańców

noce poświęcałem studiom
napisałem historię Etrusków
historię Kartaginy
drobiazg o Saturnie
przyczynek do teorii gier
traktat o jadach węży

to ja ocaliłem Ostię
przed inwazji piasku
osuszałem bagna
zbudowałem akwedukty
odtąd zmywanie krwi 
stało się w Rzymie łatwiejsze

rozszerzyłem granice Imperium
o Brytanię Mauretanię
i zdaje się Trację

o śmierć przyprawiła mnie żona moja Agrypina
i niepohamowana namiętność do borowików
grzyby esencja lasu – stały się esencją śmierci

wspomnijcie – o potomni – z należni czcią i wdzięcznością
choćby jedną zasługę boskiego Klaudiusza
dodałem do alfabetu nowe znaki i dźwięki
rozszerzyłem granice mowy to znaczy granice wolności

odkryte przeze mnie litery – ukochane córki – Digamma i Antysigma
wiodły mój cień
gdy chwiejnym krokiem zmierzałem w mroczni krainę Orkus 
Leszek Żebrowski
do Herberta mysli Leszek Żebrowski

Myśli chodzą po głowie
mówi wyrażenie potoczne
wyrażenie potoczne
przecenia ruch myśli
większość z nich
stoi nieruchomo
pośrodku nudnego krajobrazu
szarych pagórków
wyschłych drzew
czasem dochodzą
do rwącej rzeki cudzych myśli
stają na brzegu
na jednej nodze
jak głodne czaple
ze smutkiem
wspominają wyschłe źródła
kręcą się w kółko
w poszukiwaniu ziaren
nie chodzą
bo nie zajdą
nie chodzą
bo nie ma dokąd
siedzą na kamieniu
załamują ręce
pod chmurnym
niskim
niebem
czaszki

Michael Cheval
 do Herberta 3 Michael Cheval
Najniższy krąg piekła. Wbrew powszechnej opinii nie zamieszkują go ani 
despoci, ani matkobójcy, ani także ci, którzy chodzą za ciałem innych. 
Jest to azyl artystów pełen luster, instrumentów i obrazów. Na pierwszy rzut 
oka najbardziej komfortowy dział infernalny, bez smoły, ognia i tortur 
fizycznych. 
Cały rok odbywają się tutaj konkursy, festiwale i koncerty. Nie ma pełni 
sezonu. Pełnia jest permanentna i niemal absolutna. Co kwartał powstają 
nowe kierunki i nic, jak się zdaje, nie jest w stanie zahamować 
triumfalnego pochodu awangardy. 
Belzebub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci i jego 
malarze przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma lepszą sztukę, ma 
lepszy rząd – to jasne. Niedługo będą się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu 
Światów. I wtedy zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico i Bacha. 
Belzebub popiera sztukę. Zapewnia swym artystom spokój, dobre 
wyżywienie i absolutną izolację od piekielnego życia.


Justyna Kopańska
do wiersz Herberta - Justyna kopania 3

Tyle cudów
w życiu Pana Cogito
kaprysów fortuny
olśnień i upadków
więc chyba wieczność
będzie miał gorzką
bez podróży
przyjaciół
książek
za to
pod dostatkiem czasu
jak chory na płuca
jak cesarz na wygnaniu
pewnie będzie zamiatał
wielki plac czyśćca
lub nudził się przed lustrem
opuszczonej golarni
bez pióra
inkaustu
pergaminu
bez wspomnień dzieciństwa
historii powszechnej
atlasu ptaków
podobnie jak inni
będzie uczęszczał
na kursy tępienia
ziemskich nawyków
komisja werbunkowa
pracuje bardzo dokładnie
trzebi ostatki zmysłów
kandydatów do raju
Pan Cogito będzie się bronił
stawi zaciekły opór
2
najłatwiej odda swój węch
używał go z umiarem
nigdy nikogo nie tropił
także odda bez żalu
smak jadła
i smak głodu
na stole komisji werbunkowej
złoży płatki uszu
w doczesnym życiu
był melomanem ciszy
będzie tylko
tłumaczył surowym aniołom
że wzrok i dotyk
nie chcą go opuścić
że czuje jeszcze w ciele
wszystkie ziemskie ciernie
drzazgi
pieszczoty
płomień
bicze morza
że wciąż jeszcze widzi
sosnę na stoku góry
siedem lichtarzy jutrzni
kamień z sinymi żyłami
podda się wszystkim torturom
łagodnej perswazji
ale do końca będzie bronił
wspaniałego odczuwania bólu
i paru wyblakłych obrazów
na dnie spalonego oka
3
kto wie
może uda się
przekonać aniołów
że jest niezdolny
do służby 
niebieskiej
i pozwolą mu wrócić
przez zarosłą ścieżkę
nad brzeg białego morza 
do groty początku

upadek ikara - Peter rubens
Upadek Ikara – Peter Rubens 

Mówi Dedal:
Idź synku naprzód a pamiętaj że idziesz a nie latasz
skrzydła są tylko ozdobą a ty stąpasz po łące
ten podmuch ciepły to parna ziemia lata
a tamten zimny to strumień
niebo jest takie pełne liści i małych zwierząt
Mówi Ikar:
Oczy jak dwa kamienie wracają prosto do ziemi
i widzą rolnika który odwala tłuste skiby
robaka który wije się w bruździe
zły robak który przecina związek rośliny z ziemią
Mówi Dedal:
Synku to nie jest prawda Wszechświat jest tylko światłem
a ziemia jest misą cieni Patrz tutaj grają kolory
pył się unosi znad morza dymy idą ku niebu
z najszlachetniejszych atomów układa się teraz tęcza
Mówi Ikar:
Ramiona bolą ojcze od tego bicia w próżnię
nogi drętwieją i tęsknią do kolców i ostrych kamieni
nie mogę patrzeć się w słońce tak jak ty patrzysz się ojcze
ja zatopiony cały w ciemnych promieniach ziemi
Opis katastrofy
Teraz Ikar głową w dół upada
ostatni obraz po nim to widok dziecinnie małej pięty
którą połyka żarłoczne morze
W górze ojciec wykrzykuje imię
które nie należy ani do szyi ani do głowy
tylko do wspomnienia
Komentarz
Był taki młody nie rozumiał że skrzydła są tylko przenośnią
trochę wosku i piór i pogarda dla praw grawitacji
nie mogę utrzymać ciała na wysokości wielu stóp
Istota rzeczy jest w tym aby nasze serca
które toczy ciężka krew
napełniły się powietrzem
i tego właśnie Ikar nie chciał przyjąć
módlmy się

Wojciech Siudmak
do Herberta - Wojtek Siudmaki9922


co będzie
kiedy ręce
odpadną od wierszy
gdy w innych górach
będę pił suchą wodę
powinno to być obojętne
ale nie jest
co stanie się z wierszami
gdy odejdzie oddech
i odrzucona zostanie
łaska głosu
czy opuszczę stół
i zejdę w dolinę
gdzie huczy
nowy śmiech
pod ciemnym lasem

Zbigniew Herbert_


Kto pisał nasze twarze na pewno ospa
kaligraficznym piórem znacząc swoje „o”
lecz po kim mam podwójny podbródek
po jakim żarłoku gdy cała moja dusza
wzdychała do ascezy dlaczego oczy
osadzone tak blisko
to on nie ja
wypatrywał wśród chaszczy najazdu Wenedów
uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry
zapewne spadek po praszczurze który łowił echo
dudniącego pochodu mamutów przez stepy
czoło niezbyt wysokie myśli bardzo mało
- kobiety złoto ziemia nie dać się strącić z konia -
książe myślał za nich a wiatr niósł po drogach
darli palcami mury i nagle z wielkim krzykiem
spadali w próżnię by powrócić we mnie
a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronese’a
Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek
Przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa
żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach
jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch spięte ciało
tak to przegrałem turniej z twarzą

zegar do bloga DSC09118a e




1
Pan Cogito
przegląda czasem
swoje stare kieszonkowe
kalendarze
i wtedy odjeżdża
jak na białym parostatku
w czas przeszły dokonany
na samą granicę horyzontu
własnej niepojętej istoty
widzi siebie
w dalekim tle
ciemnego obrazu
Pan Cogito
doznaje uczucia
jakby spotkał
kogoś dawno zmarłego
lub niedyskretnie czytał
cudze pamiętniki
stwierdza bez satysfakcji
żelazną konieczność obrotów ziemi
następstwo pór roku
nieubłagane tykanie zegarów
i znikliwą
przerywistą linię
własnej egzystencji
owego pamiętnego dnia
(imieniny ukochanej)
słońce wstało dokładnie
szósta trzydzieści pięć
zaszło o ósmej dwadzieścia jeden
natomiast wspomnienie
panny
jest mgliste
imię zaledwie
kolor oczu
piegi
drobne ręce
śmiech
nie zawsze sensowny
kalendarz informuje dokładnie
że księżyc był w nowiu
i tak było na pewno
ale czy o n a była i on
i ogród i czereśnie
2
Niepokój budzą w Panu Cogito
zapiski osobiste
Hala.
Spotkanie z Leopoldem.
Złożyć podanie o paszport.
ale schodząc głębiej
w zakamarkach jaźni
Pan Cogito
odkrywa miesiące
nie zapisane
żadną notatką
choćby tak banalną
jak – oddać bieliznę do prania
– kupić szczypiorek
żadnego znaku
żadnego numeru telefonu
żadnego adresu
Pan Cogito
wie co znaczy
złowróżbna
cisza
zna dobrze
ciężar
ślepych
wyblakłych
kartek
mógłby zniszczyć tę pustkę
zapisać byle czym
Pan Cogito
troskliwie przechowuje
szarobłękitne kalendarze
– jak łuski wystrzelonych nabojów
– wykres absurdalnej choroby
– jak pamiętnik pogromu

Przed lustrem w sypialni rodziców
leżała różowa muszla.
Zbliżałem się do niej na palcach
i nagłym ruchem przytykałem ją do ucha.
Chciałem złapać ją kiedyś na tym,
Że nie  tęskni jednostajnym szumem.
Chociaż byłem mały, wiedziałem,
że nawet jeśli kogoś się bardzo kocha,

czasem zdarza się nam o tym zapomnieć. 
W obecnym stanie wiedzy tylko łzy fałszywe
nadają się do obróbki i dalszej produkcji.
Łzy prawdziwe są gorące,
wskutek czego bardzo  trudno oddzielić je od twarzy.
Po doprowadzeniu do stanu stałego  okazało się,że są bardzo kruche.
Nad problemem eksploatacji  łez
prawdziwych głowią się technolodzy. 
Łzy fałszywe przed mrożeniem
poddaje się zabiegowi destylacji, 
gdyż z natury są mętne
i doprowadza się je do stanu,
w którym pod względem czystości
nie ustępują prawie łzom prawdziwym. 
Są bardzo twarde, bardzo trwałe
i nadają się nie tylko do ozdób, 
ale także do krajania szkła. 


Chciałbym opisać najprostsze wzruszenie 
radość lub smutek 
ale nie tak jak robią to inni 
sięgając po promienie deszczu albo słońca
chciałbym opisać światło 
które we mnie się rodzi 
ale wiem że nie jest ono podobne 
do żadnej gwiazdy 
bo jest nie tak jasne 
nie tak czyste 
i niepewne
chciałbym opisać męstwo 
nie ciągnąc za sobą zakurzonego lwa 
a także niepokój 
nie potrząsając szklanką pełną wody
inaczej mówiąc 
oddam wszystkie przenośnie 
za jeden wyraz 
wyłuskany z piersi jak żebro 
za jedno słowo 
które mieści się 
w granicach mojej skóry
ale nie jest to widać możliwe
i aby powiedzieć – kocham 
biegam jak szalony 
zrywając naręcza ptaków 
i tkliwość moja 
która nie jest przecież w wody 
prosi wodę o twarz
i gniew różny od ognia 
pożycza od niego 
wielomównego języka
tak się miesza 
tak się miesza 
we mnie 
to co siwi panowie 
podzielili raz na zawsze 
i powiedzieli 
to jest podmiot 
a to przedmiot
zasypiamy 
z jedną ręką pod głową 
a z drugą w kopcu planet
a stopy opuszczają nas 
i smakują ziemię 
małymi korzonkami 
które rano 
odrywamy boleśnie

Tadeusz Gazda-Powrót do domu










Gdybym tam wrócił
pewnie bym nie zastał
ani jednego cienia z domu mego
ani drzew dzieciństwa
ani krzyża z żelazną tabliczką
ławki na której szeptałem zaklęcia
kasztany i krew
ani też żadnej rzeczy która nasza jest

wszystko co ocalało
to płyta kamienna
z kredowym kołem
stoję w środku
na jednej nodze
na moment przed skokiem

nie mogę urosnąć
choć mijają lata
a w górze huczą
planety i wojny

stoję w środku
nieruchomy jak pomnik
na jednej nodze
przed skokiem w ostateczność

kredowe koło rudzieje
tak jak stara krew
wokół rosną kopczyki
popiołu
do ramion
do ust






  

Zbigniew Herbert 
Pan Cogito na zadany temat:

„Przyjaciele    odchodzą”

            1
Pan Cogito
szczycił się w młodości
niebywałym bogactwem
przyjaciół

jedni za górami
zamożni w talenty i dobra
inni
jak najwierniejszyWładysław
biedni jak mysz kościelna

ale wszyscy
co się zowie
przyjaciele

wspólne gusta
ideały
bliźniacze charaktery

i wówczas
w zamierzchłych czasach
szczęśliwej krwawej młodości
Pan Cogito
miał prawo sądzić
że list z czarną obwódką
donoszący o jego zgonie
dotknie ich
do żywego

przyjadą
z różnych stron
staromodni jak z kalendarza
ubrani
w sztywny smutek

pójdą
z nim
ścieżką
wysypaną kamieniami
pośród
cyprysów
bukszpanów
sosen

i rzucą na pryzmę
mokrego piasku
wiązankę kwiatów

            2

z nieubłaganym
biegiem lat

liczba przyjaciół
topniała

odchodzili
parami
grupowo
pojedynczo

jedni bledli jak opłatek
tracili ziemskie wymiary
i gwałtownie
lub wolno
emigrowali
w błękity

inni
wybrali mapy
szybkiej nawigacji
wybrali bezpieczne porty
i odtąd
Pan Cogito
stracił ich
z pola widzenia

Pan Cogito
nie wini za to nikogo

zrozumiał że tak musi być
naturalna kolej rzeczy

(od siebie mógłby dodać
że zanik trwałych uczuć
surowa historia
konieczność jasnych wyborów
decydowały
o rozwodach przyjaźni)

Pan Cogito
nie sarka
nie narzeka
nie wini nikogo

zrobiło się trochę
pustawo

Ale za to jaśniej

            3
Pan Cogito
pogodził się łatwo
z odejściem wielu przyjaciół

jakby to było
naturalne prawo
obumierania

zostało jeszcze kilkoro
sprawdzonych przez ogień i wodę

z tymi którzy odeszli
na zawsze
poza mury Cesarstwa Empirii
utrzymuje stosunki żywe
i niezmiernie dobre

stoją za jego plecami
obserwują go bacznie
bezwzględni ale życzliwi

gdyby ich zabrakło
Pan Cogito
spadłby
na dno
opuszczenia

stanowią jakby tło
i z tego żywego tła
Pan Cogito
wysuwa się o pół kroku
nie więcej niż pół kroku

w religii jest na to termin
obcowanie świętych

Pan Cogito
daleki od świętości
dotrzymuje kroku
nieruchomym

a oni są jak chór

na tle tego chóru
Pan Cogito
nuci
swoją arię
pożegnalną


Zbigniew Herbert

Modlitwa starców

ale potem potem
czy nas nie odtrącisz
kiedy już odejdą dzieci kobiety cierpliwe zwierzęta
bo nie mogą znieść woskowych dłoni

ruchów niepewnych jak lot motyla
upartego milczenia i mowy naszej kaszlu
i bliska będzie chwila gdy świat skurczony w oku
odejmą jak łzę od oka i stłuką jak szkło
gdy otworzy się nagle szuflada pamięci

pytam o to
czy wtedy
przygarniesz nas z powrotem
bo będzie to powrót jak do kolan dzieciństwa
do drzewa wielkiego do ciemnego pokoju
do rozmowy przerwanej do płaczu bez żalu

wiem
to sprawa krwi
i my leniwi mistycy powłóczący nogami
z koślawym psalmem w garbatych palcach
nasłuchujemy jak się w żyłach przesypuje piasek
i w ciemnym wnętrzu biały rośnie kościół
z soli wspomnień wapna i niewymownej słabości

znów ciebie wprowadzają
przez astmatyczne sapanie dzwonów
przy zapalonych kwiatach
uczepieni smaku opłatka i białego płótna

jeśli z nas trudno zrobić anioły
przemień nas w psy niebieskie
kundle o zmierzwionej sierści
ćmy o szarej twarzy
zagasłe oczy żwiru
ale nie daj
aby pożarł nas
nienasycony mrok twoich ołtarzy
powiedz tylko to jedno
że potem wrócimy

 

Zbigniew Herbert
Pan od przyrody
Nie mogę przypomnieć sobie jego twarzy
Stawał wysoko nade mną, na długich, rozstawionych nogach.
Widziałem złoty łańcuszek, popielaty surdut i chudą szyję,
Do której przyszpilony był nieżywy krawat.

On pierwszy pokazał nam nogę zdechłej żaby,
Która dotykana igłą gwałtownie się kurczy.
On nas wprowadził przez złoty binokular
W intymne życie naszego pradziadka-pantofelka.

On przyniósł ciemne ziarno i powiedział: sporysz.
Z jego namowy w dziesiątym roku życia zostałem ojcem,
Gdy po napiętym oczekiwaniu z kasztana zanurzonego w wodzie
Ukazał się żółty kiełek i wszystko rozśpiewało się wokoło…

W drugim roku wojny zabili pana od przyrody łobuzy od historii.
Jeśli poszedł do nieba – może chodzi teraz na długich promieniach
Odzianych w szare pończochy, z ogromną siatką i zieloną skrzynką
Wesoło dyndającą z tyłu,

Ale jeśli nie poszedł do góry…
-Kiedy na leśnej ścieżce spotykam żuka , który gramoli się na kopiec piasku
-podchodzę, szastam nogami i mówię:
-Dzień dobry, panie profesorze, pozwoli pan, że mu pomogę...
   
Zbigniew Herbert
                       Pan Cogito o Cnocie....

CYTAT
1
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą prawdziwych mężczyzn 

generałów 
atletów władzy 
despotów 
przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina 
wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa 
- a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku 
prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek 
jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenie w uchu 
2
mój Boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza 
szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki 
może wówczas pokochalibyśmy ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci 
żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa

ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie – Nie

nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych

                                                                                                
Zbigniew Herbert
                      U wrót doliny

Po deszczu gwiazd
na łące popiołów
zebrali się wszyscy pod strażą aniołów

z ocalałego wzgórza
można objąć wzrokiem
całe beczące stado dwunogów

naprawdę jest ich niewielu
doliczając nawet tych którzy przyjdą
z kronik bajek i żywotów świętych

ale dość tych rozważań
przenieśmy się wzrokiem
do gardła doliny
z którego dobywa się krzyk

po świście eksplozji
po świście ciszy
ten głos bije jak źródło żywej wody

jest to jak nam wyjaśniają
krzyk matek od których odłączają dzieci
gdyż jak się okazuje
będziemy zbawieni pojedynczo

aniołowie stróże są bezwzględni
i trzeba przyznać mają ciężką robotę

ona prosi
-schowaj mnie w oku
w dłoni w ramionach

nie możesz mnie teraz opuścić
kiedy umarłam i potrzebuję czułości

starszy anioł
z uśmiechem tłumaczy nieporozumienie

staruszka niesie
zwłoki kanarka
(wszystkie zwierzęta umarły trochę wcześniej)
był taki miły – mówi z płaczem
wszystko rozumiał
kiedy powiedziałam -
głos jej ginie wśród ogólnego wrzasku

nawet drwal
którego trudno posądzać o takie rzeczy
stare zgarbione chłopisko
przyciska siekierę do piersi
- całe życie była moja
teraz też będzie moja
żywiła mnie tam
wyżywi tu
nikt nie ma prawa
- powiada -
nie oddam

ci którzy jak się zdaje
bez bólu poddali się rozkazom
idą spuściwszy głowy na znak pojednania
ale w zaciśniętych pięściach chowają
strzępy listów wstążki włosy ucięte
i fotografie
które jak sądzą naiwnie
nie zostaną im odebrane

tak to oni wyglądają
na moment
przed ostatecznym podziałem
na zgrzytających zębami
i śpiewających psalmy

William Blake – Sen
 Do Herberta William blake_dream
W Utyce 
obywatele 
nie chcą się bronić 
w mieście wybuchła epidemia 
instynktu samozachowawczego 
świątynię wolności 
zamieniono na pchli targ 
senat obraduje nad tym 
jak nie być senatem 
obywatele 
nie chcą się bronić
uczęszczają na przyspieszone kursy 
padania na kolana 
biernie czekają na wroga 
piszą wiernopoddańcze mowy 
zakopują złoto 
szyją nowe sztandary 
niewinnie białe 
uczą dzieci kłamać 
otworzyli bramy 
przez które wchodzi teraz 
kolumna piasku 
poza tym jak zwykle 
handel i kopulacja 
Pan Cogito 
chciałby stanąć 
na wysokości sytuacji 
to znaczy 
spojrzeć losowi 
prosto w oczy 
jak Katon Młodszy 
patrz Żywoty 
nie ma jednak 
miecza 
ani okazji 
żeby wysłać rodzinę za morze 
czeka zatem jak inni 
chodzi po bezsennym pokoju 
wbrew radom stoików 
chciałby mieć ciało z diamentu 
i skrzydła 
patrzy przez okno 
jak słońce Republiki 
ma się ku zachodowi 
pozostało mu niewiele 
właściwie tylko 
wybór pozycji 
w której chce umrzeć 
wybór gestu 
wybór ostatniego słowa 
dlatego nie kładzie się 
do łóżka 
aby uniknąć 
uduszenia we śnie 
chciałby do końca 
stać na wysokości sytuacji 
los patrzy mu w oczy 
w miejsce gdzie była 
jego głowa  

Wojciech Siudmak
Wojciech Siudmak.2





Zapisuje czterem żywiołom 
to co miałem na niedługie władanie 
ogniowi – myśl 
niech kwitnie ogień 
ziemi którą kochałem za bardzo 
ciało moje jałowe ziarno 
a powietrzu słowa i ręce 
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne 
to co zostanie 
kropla wody 
niech krąży między 
ziemia niebem 
niech będzie deszczem przezroczystym 
paprocią mrozu płatkiem śniegu 
niech nie doszedłszy nigdy nieba 
ku łez dolinie mojej ziemi 
powraca wiernie czystą, rosą, 
cierpliwie krusząc twardą glebę 
wkrótce zwrócę czterem żywiołom 
to co miałem na niedługie władanie 
– nie powrócę do źródła spokoju  

CZĘŚĆ  II

Wyniki wyszukiwania frazy Zbigniew Herbert


David Alfaro Siqueiros
Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

120 poległych
daremnie szukać na mapie
zbyt wielka odległość
pokrywa ich jak dżungla

nie przemawiają do wyobraźni jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję
temat do rozmyślania:
arytmetyka współczucia 
Zbigniew Herbert   „Homilia” 

 
Na ambonie mówi tłusty pasterz
a cień pada na kościelny mur
a lud boży zasłuchany zapłakany
płoną świece – blaski ikon – milczy chór

płyną słowa nad głowami się unoszą
jaki dziwny ma ten kapłan głosu organ
ani męski ani żeński ni anielski
także woda z ust płynąca to nie Jordan
bo dla księdza – proszę księdza – to jest wszystko takie proste
Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na Kościół
Prosta ręka – prosta ryba – prosta sieć
może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
Obiecywać – deszcze łaski – światło – cud
Lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
Bądźmy szczerzy – to jest także boży lud
proszę księdza – ja naprawdę Go szukałem
i błądziłem w noc burzliwą pośród skał
piłem piasek jadłem kamień i samotność
tylko Krzyż płonący w górze trwał
i czytałem Ojców Wschodu i Zachodu
opis raju przesłodzony – zapis trwogi –
i sądziłem że z kart książek Znak powstanie
ale milczał – niepojęty Logos
pewnie ksiądz mnie nie pochowa w świętej ziemi
ziemia jest szeroka zasnę sam
i odejdę w dal – z Żydami odmieńcami
bezszelestnie zwinę życia cały kram

na ambonie mówi w kółko pasterz
mówi do mnie – bracie mówi do mnie – ty
ale ja naprawdę chcę się tylko zastrzec
że go nie znam i że smutno mi


Jan Twardowski  -  Szukasz

Szukasz prawdy, ale nie tajemnic
liści bez drzewa,
wiedzy, a nie zdziwienia
boisz sie oprzeć na tym czego nie można dotknąć,
zaczynasz od sukcesu ,  wielki i zbędny
nie milczysz, ale pyskujesz o Bogu
chcesz być kochany, ale sam nie umiesz kochać
myślisz, że dowodem na istnienie jest to, że tego
dowodu nie ma
inteligentny i taki niemądry.
Różewicz Tadeusz
Ojciec

Idzie przez moje serce 
stary ojciec
nie oszczędzał w życiu
nie składał
ziarnka do ziarnka
nie kupił sobie domku
ani złotego zegarka
jakoś nie zebrała się miarka

Żył jak ptak
śpiewająco
z dnia na dzień
ale
powiedzcie czy może
tak żyć niższy urzędnik
przez wiele lat

Idzie przez moje serce
ojciec
w starym kapeluszu
pogwizduje
wesołą piosenkę
I wierzy święcie
że pójdzie do nieba 
  
Herbert Zbigniew

Mój Ojciec
Mój ojciec bardzo lubił France`a
i palił Przedni Macedoński
w niebieskich chmurach aromatu
smakował uśmiech w wargach wąskich

i wtedy w tych odległych czasach
gdy pochylony siedział z książką
mówiłem :ojciec jest Sindbadem
i jest mu z nami czasem gorzko

przeto odjeżdżał Na dywanie
na czterech wiatrach Po atlasach
biegliśmy zanim zatroskani
a on się gubił W końcu wracał

zdejmował zapach kładł pantofle
znów chrobot kluczy po kieszeniach
i dni jak krople ciężkie krople
i czas przemija lecz nie zmienia

na święta raz firanki zdjęto
przez szybę wyszedł i nie wrócił
nie wiem czy oczy przymknął z żalu
czy głowy ku nam nie odwrócił

raz w zagranicznych ilustracjach
widziałem jego fotografię
gubernatorem jest na wyspie
gdzie palmy są i liberalizm

Brak komentarzy: