Etykiety

czwartek, 6 lutego 2025

Żeleński Boy Tadeusz - MODLITWA ESTETY

 

Alex Alemany




W wielu rzeczach świat po prostu
Jest podobny do loterii:
Nie wybierasz swego wzrostu
Ani swojej peryferii.

Tak byś wolał czy inaczej,
Chcesz być cienki, chcesz być gruby,
Rośniesz, jak ci traf przeznaczy,
Prima vista, ot, bez próby.

Nim się dowiesz, co potrzeba,
O proporcji i o formie, 
Spadasz na świat prosto z nieba
W gotowiutkim uniformie.

Jakie system ten ma skutki,
Co wyrasta z tego dalej,
Powiedzmy to bez ogródki,
Widać - choćby po tej sali:

Jednemu policzysz kości,
Na drugiego znów tak padło,
Że aż kapie od tłustości,
Gdzie pomacać, samo sadło.

Jeden - krzywą ma łopatkę,
Drugi, losów tajemnicą,
Tu i ówdzie wdał się w matkę
I chodzi z damską miednicą;

Ta gładziutka jest jak chłopak,
Druga znowu - istna kukła,
Tamta wszystko ma na opak,
Tu jest wklęsła, tam wypukła 
-


Cały wyrób, bierz go czarci,
Ma fuszerki wszystkie cechy, 
Widać - więcejśmy nie warci
Za paskudne nasze grzechy.

Głowy sobie Bóg nie suszy
Nad doczesnym naszym kształtem:
Dzieli po kawałku duszy,
A resztę kropi ryczałtem;

Z byle gliny, choć z zakalcem,
Lepi Stwórca ludzki potwór,
Potem, od niechcenia, palcem
Machnie jeden, drugi otwór,

Zesztrychuje z góry na dół,
Przyklepie cię po ciemieniu
I - marsz na ten ziemski padół
Służyć swemu przeznaczeniu.

Miły Boże! Uważ przecie
W swej dobroci niesłychanej,
To my żyjem dziś na świecie
W wieku Sztuki Stosowanej!

Dziś, gdy cały świat ocenia
Estetycznej wagi formy,
Stan ten jest nie do zniesienia
I wprost krzyczy o reformy!

Lada mebel dziś nam składa
Skończony - panie! - artysta,
A ten, który na nim siada,
Wygląda - ironia czysta!

To nam w końcu życie zbrzydzi;
Dziś człowiek dobrego tonu
Czasem się po prostu wstydzi
Wejść do własnego salonu!

Toż tam przecie siedzą w niebie
Rafaele czy Van Dycki,
Można by złożyć w potrzebie 
Mały kursik estetyki .
..
Prosimy więc, dobry Boże,
Więcej smaku, więcej gracji,
I w tym ludzkim arcytworze
Bogdaj trochę stylizacji;

Podnosim modły pokorne,
Niechaj twoja ręka szczodra
W linie wężowo-wytworne
Kreśli niewiast naszych biodra;

Niechaj matron naszych biusty,
Polskiego domu dostatek,
Zamiast kształtów glorii tłustej
Będą jako lilii płatek;

A cnota dziewic niewinnych,
O spraw to, Panie nad Pany,
Niech ma, zamiast wszystkich innych 
Zapach esencji różanej ...

Tadeusz Boy Żeleński


wtorek, 4 lutego 2025

Roman Brandstaetter - Modlitwa bez słów





















Jeżeli nie umiesz modlić się słowami,
Nie rozdzieraj szat,
Ani głowy nie posypuj popiołem,
Ale módl się tak jak umiesz,
Bez słów,
Jak drzewa,
Jak trawy,
Jak morza,
Które również zmawiają modlitwę
Bez słów.

Słowa są nieporadne,
Zawodne,
Nieokreślone
I nieokreślające.


Są rozczarowaniem.

Bolesną omylnością.

Myślałeś, że słowem
Wyplenisz zło,
Myślałeś, że słowem
Wywołasz źródło ze skały,
Myślałeś, że słowem
Odmienisz człowieka.

Nie wypleniłeś,
Nie wywołałeś,
Nie odmieniłeś.

Módl się zatem bez słów,
Jak drzewo,
Jak trawa,
Jak morze…

Roman Brandstaetter.

Adam Asnyk - Gdybym był młodszy..

 
Charles Spencelayh


Gdybym był młodszy, dziewczyno,
Gdybym był młodszy!
Piłbym, ach, wtenczas nie wino,
Lecz spojrzeń twoich najsłodszy
Nektar, dziewczyno!

Ty byś mnie może kochała,
Jasny aniele...
Na tę myśl pierś mi zadrżała,
Bo widzę szczęścia za wiele,
Gdybyś kochała!

Gwiazd bym nie szukał na niebie,
Ani miesiąca,
Alebym patrzał na ciebie,
Boś więcej promieniejąca
Od gwiazd na niebie!

Wzgardziłbym słońca jasnością
I wiosny tchnieniem,
A żyłbym twoją miłością,
Boś ty jest moim natchnieniem
I słońc jasnością.


Ale już jestem za stary,
Bym mógł, dzieweczko,
Zażądać serca ofiary,
Więc bawię tylko piosneczką,
Bom już za stary!

Uciekam od ciebie z dala,
Motylu złoty!
Bo duma mi nie pozwala
Cierpieć, więc pełen tęsknoty,
Uciekam z dala.

Śmieję się i piję wino
Mieszane z łzami,
I patrzę piękna dziewczyno,
W swą przeszłość pokrytą mgłami -
I piję wino...


 Adam Asnyk

niedziela, 2 lutego 2025

Urszula Kozioł - Nie mijaj ranku


żródło - Helgard Toschka

Nie mijaj ranku
zatrzymaj swe ptaki
jeszcze się zdążysz naobracać w czasie

przystań mi wiosno w półobrocie światła
wahaj się chwilę w odcieniach zieleni

Przedłuż mi zmierzchu swą wczesność do syta
nie śpiesz się maju
trwaj moja miłości
o lata- kiedy się wami nacieszę.


Przemija życie jak noc: w okamgnieniu.
Przemija ziemia w ułamku promieni.


…z niczym tu przyszłam
i odejdę z niczym
i wkrótce będzie jakby mnie nie było.

Urszula Kozioł


MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 


Ocalić od zapomnienia 

Ile razem dróg przebytych,
ile ścieżek przedeptanych,
ile deszczów, ile śniegów,
wiszących nad latarniami,
ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu,
i znów upór żeby powstać,
i znów iść i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym,
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń,
ile chlebów rozkrajanych,
pocałunków,schodów,książek,
oczy Twe jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia,
więc ja chciałabym
Twoje serce ocalić od zapomnienia!

U Twych ramion płaszcz powisa,
krzykliwy,z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze aż gdzie gwiazda Wenus(Mars?!),
a Tyś lot i górność chmurną,
blask wody i kamienia,
chciałabym oczu Twoich chmurność
ocalić od zapomnienia!

Konstanty Ildefons Gałczyński

piątek, 31 stycznia 2025

Julian Tuwim – Kwiaty polskie / fragment /





My country is my home. Ojczyzna

Jest moim domem. Mnie w udziele
A inne kraje to hotele.
Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki…
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka.
Kostka do gry, koreczek szklany.
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem „Zakopane”.
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje „do niczegoś”
Słowem, wiesz, jaka to szulflada…
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione…
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj…
Przyda, nie przyda się — niech leży.
Oszczędzaj graty przy „porządkach”
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną…
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:

Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania

Przetrząsnąć lamus przywiązania
I „niepotrzebne”, „nieużyte”
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon…
Ludzie uczeni zwą to – mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.
Zjawi się taka niewątpliwa,
Wyłączna, nie do podrobienia,
Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia
To ona – twoja, własna, żywa.
Dom polski przypadł. To – ojczyzna.

Julian Tuwim

- Tadeusz Śliwiak - Otwieranie drzwi







Otwieranie drzwi


Gdy je otwieram
światło w nich staje jak blady arlekin
głośniejszy jest szum morza
i wiatr mocniej pachnie

staje w nich siwy listonosz
wozy z mięsem i sady
pies na łańcuchu studnia
i dziewczyna z kwiatem

nie ma takich drzwi
których nie warto otworzyć
a kto nie pyta codziennie
"co jest za tymi drzwiami"?

ten dawno już umarł
tylko o tym nie wie

Tadeusz Śliwiak


środa, 29 stycznia 2025

Przez uchylone drzwi


Dziś przypadkowo usłyszałam po prawie 50 latach – bardzo popularną, w latach 60 i 70 piosenkę „Pamelo żegnaj”  Słuchano ją wtedy prawie na okrągło…. Ja też. . Do tej pory budzi we mnie wspomnienie wczesnych lat gierkowskich, kiedy otworzyliśmy się trochę na świat, podniosły się zarobki, poprawiły się nasze warunki bytowe, z nadzieją patrzyło się w przyszłość......no i to była młodość, jeszcze młodość.

                                                

                                                             ŻEGNAJ  PAMELO



Słyszysz, Pamelo, ten śpiew i dźwięki gitar?

To śpiewają chłopcy z naszego puebla.
Jutro o świcie idziemy w świat.
Głód wypędza nas z tego pustego stepu,
na którym rosną tylko kolczaste opuncje.
Może w dalekim mieście znajdziemy
odrobinę chleba i odrobinę szczęścia?


Niebo skąpi suchej ziemi kropli deszczu,
niebo skąpi szczęścia biednym tak, jak my.
Ukochany, to jest nasz ostatni wieczór,
odejdziemy, kiedy błyśnie siwy świt.
Za tym pustym stepem miasto jest ogromne,
dla nas dwojga tam zbuduję piękny dom,
przyślę list, a potem ty przyjedziesz do mnie,
odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.

Już tylu chłopców odchodziło z naszego puebla
i wszyscy przysięgali swym dziewczynom,
że wkrótce je do siebie zabiorą - żaden nie przysłał listu.
Pewnie i w tym mieście życie jest łatwiejsze, niż u nas.
Żegnaj więc, kochany, lecz proszę cię:
nie zapomnij nigdy o mnie.


Księżyc swoją złotą twarz pochylił nisko,
niech nie słucha - nie zrozumie naszych słów.
Chociaż wiem, że nie otrzymam twego listu,
mów o szczęściu, o spotkaniu naszym mów.
Za tym pustym stepem miasto jest ogromne,
dla nas dwojga tam zbuduję piękny dom,
przyślę list, a potem ty przyjedziesz do mnie,
odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.

Odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.
 



środa, 22 stycznia 2025

Józef Ignacy Kraszewski - Dziad i baba / 1843r./


 

Rysunek Piotra Stachiewicza.


W dzieciństwie bardzo lubiłam tą bajkę, za jakiś czas, który był mgnieniem oka czytałam ją wnuczkom. Pewnie kiedyś powędruje do następnych pokoleń..... 


Był sobie dziad i baba, 
Bardzo starzy oboje, 
Ona kaszląca, słaba, 
On skurczony we dwoje. 
Mieli chatkę maleńką, 
Taką starą jak oni, 
Jedno miała okienko
I jeden był wchód do niéj. 


Żyli bardzo szczęśliwie
I spokojnie jak w niebie, 
Czemu ja się nie dziwię, 
Bo przywykli do siebie. 
Tylko smutno im było, 
Że umierać musieli, 
Że się kiedyś mogiłą
Długie życie rozdzieli. 

II
I modlili się szczerze, 
Aby Bożym rozkazem, 
Kiedy śmierć ich zabierze. 
Brała oboje razem. — 
„Razem! to być nie może, 
Ktoś choć chwilą wprzód skona” — 
„Byle nie ty nieboże”. 
„Byle tylko nie ona”. 


Wprzód umrę, woła baba, 
Jestem starsza od ciebie, 
Co chwila bardziej słaba, 
Zapłaczesz na pogrzebie”. 
„Ja wprzódy, moja miła, 
Ja kaszlę bez ustanku
I zimna mnie mogiła
Przykryje lada ranku”. — 
„Mnie wprzódy”. „Mnie, kochanie”. 
„Mnie mówię”. „Dość już tego, 
Dla ciebie płacz zostanie”. 
„A tobie nie? dlaczego?”
I tak daléj i daléj, 
Jak zaczęli się kłócić, 
Tak się z miejsca porwali, 
Chatkę chcieli porzucić. —
 
III
Aż do drzwi — puk powoli. 
„Kto tam?”

IV
„Otwórzcie proszę,
Posłuszna waszéj woli, 
Śmierć jestem: skon przynoszę”. 

V
„Idź babo drzwi otworzyć!”
„Ot to: Idź sam, ja słaba, 
Ja pójdę się położyć”, 
Odpowiedziała baba. — 
„A śmierć na słocie stoi, 
I czeka tam nieboga”, 
„Idź otwórz z łaski swojej” — 
„Ty otwórz moja droga”

VI
Baba za piecem z cicha
Kryjówki sobie szuka, 
Dziad pod ławę się wpycha, 
A śmierć stoi i puka. 
I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tam stała; 
Lecz znudzona nareszcie, 
Kominem wleźć musiała. 

Józef Ignacy Kraszewski.

wtorek, 21 stycznia 2025

Jarosław Borszewicz * * *


Józef Chełmoński.


Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie

bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie

lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie 


będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy

lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc

lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami
.
.(z tomu "Zezowaty duet") 

poniedziałek, 20 stycznia 2025

Mário Raul Morais de Andrade - Moja dusza się spieszy








Mário de Andrade, a właściwie Mário Raul Morais de Andrade  (ur. IX 1893, - zm, II 1945 Sao Paulo,)   

Brazylijski poeta, pisarz, krytyk i muzykolog. Był współtwórcą brazylijskiego modernizmu. 


Moja dusza się spieszy


Policzyłem swoje lata 
i odkryłem, że zostało mi mniej lat życia 
w porównaniu do czasu, który żyję do tej pory. 
Mam więcej przeszłości niż przyszłości. 
Czuję się jak chłopak, który wygrał paczkę smakołyków. 
Najpierw zjada je z przyjemnością, 
ale kiedy zdał sobie sprawę, że zostało ich niewiele, 
zaczął się nimi głęboko delektować.


Nie mam czasu na niekończące się konferencje 
na temat statutów, procedur i wewnętrznych zasad, 
wiedząc, że nic nie zostanie osiągnięte. 
Nie mam też czasu, by znosić absurdalnych ludzi, 
którzy mimo wieku nie dorośli. 
Nie mam czasu zajmować się przeciętnością. 
Nie mam czasu, aby zmagać się z miernotami.


Nie chcę być na spotkaniach, na których paradują swym ego. 
Nie będę tolerować manipulatorów i oportunistów. 
Przeszkadzają mi zazdrośni ludzie, 
usiłujący zdyskredytować zdolnych, zawłaszczać 
ich miejsca, talenty i osiągnięcia. 
Nienawidzę być świadkiem 
złych skutków walki o lepszą pracę wśród ambitnych ludzi. 


Nienawidzę ludzi, którzy spierają się nie o treść, ale o tytuły.
Żeby omawiać tytuły mój czas jest zbyt cenny. 
Chcę żyć wśród ludzi, bardzo ludzkich. 
Ludzi, którzy potrafią się śmiać 
ze swoich błędów. 
Którzy nie nadymają się z powodu swoich triumfów. 
Którzy nie uważają się za elity, jakby naprawdę się nimi stali. 
Którzy nie uciekają od swoich obowiązków. 
Którzy bronią godności ludzkiej. 
Którzy nie chcą niczego innego, jak tylko iść 
za  prawdą, prawością szczerością i uczciwością.


Tak, spieszy mi się. 
Bym mógł żyć z intensywnością, 
jaką może dać mi tylko dojrzałość. 
Nie zamierzam marnować żadnego z pozostałych smakołyków. 
Jestem pewien, że będą pyszniejsze
w porównaniu do tych, które jadłem do tej pory. 
Chcę tego niezbędnego, 
ponieważ moja dusza spieszy się. 
Z niewielką pozostałością słodyczy w paczce.

Mário Raul Morais de Andrade
tłum. ?

piątek, 10 stycznia 2025

Anna Świrszczyńska - Macierzyństwo


Urodziłam życie.
Wyszło krzycząc z moich wnętrzności
i żąda ode mnie ofiary z mojego życia
jak bóstwo Azteków.
Pochylam się nad małą kukiełką,
patrzymy na siebie,
czworgiem oczu.
- Nie zwyciężysz mnie - mówię.
Nie będę jajkiem, które rozbijesz
wybiegając na świat,
kładką, po której przejdziesz do własnego życia.

Katie m Berggren 






Będę się bronić.
Pochylam się nad małą kukiełką,
spostrzegam
drobny ruch drobnego paluszka,
który jeszcze tak niedawno był we mnie, 
w którym płynie pod cienką skórą
moja własna krew.
I oto zalewa mnie
wysoka, jasna fala
pokory,
Bezsilna, tonę.
Czy to samą siebie tak wielbię
w owocu swego ciała,

czy oddaję się na ofiarę
ludożerczemu bóstwo instynktu?
Skądże wezmę siłę, by się oprzeć
temu, co tak bardzo słabe?
Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,
daję się bez oporu połknąć miłości,
jak powietrze daje się połykać
jej drobnym, chciwym żywym płucom.

Anna Świrszczyńska 

czwartek, 9 stycznia 2025

.POEZJA..... POEZJA


Kochała poezję:    

Dora Gabe  -  (1888 - 1983) bułgarska pisarka, poetka przyjaźniła się z takimi polskimi twórcami jak: Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Leopold Staff czy Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy). 


mal. Stanisław Ignacy Witkiewicz 









Ten ostatni 
namalował 
w 1924 portret poetki, 
który wisiał w jej mieszkaniu do końca życia. 
Wiele swoich wierszy 
poświęciła swoim polskim przyjaciołom.. 






miłość do poezji wyraziła w pięknym wierszu :

"POEZJA"

To ty uwolniłaś mnie
od męki samotności

kiedy nuda
zżerała mój mózg,
a gorycz zazdrości
"przycupła" pod językiem -
kiedy pożądanie paznokciami
wbiło się w dłonie,
a zmęczone serce
znalazło w piersi schronienie
i tylko pulsujące skronie
zdradzały życie we mnie...

To ty dzisiaj podarowałaś mi
ziemię i ludzi
przybliżyłaś
niebo i gwiazdy
tak, że stałam się ich częścią,
to ty przyspieszyłaś mój krok
i przywróciłaś młodość
nauczyłaś nie wierzyć
odbiciu w lustrze
pokrytemu zmarszczkami czasu
i korą starzejącego się
dębu....

To ty dałaś mi zastrzyk
nowej krwi
tak, że po raz drugi się narodziłam!
Podarowałaś mi milion oczu
bym nawet przez lodowatą ścianę
spostrzegła w sercu człowieka
ukrytą iskrę
jego duszy nie wypalonej
do cna.

To ty uchroniłaś mnie przed pospiesznym sądem
nad niewinnym
bym grzechu ciężkiego
nie popełniła
[nie mam nic do powiedzenia]

O, gdybym mogła tak jak ty
stać się pieśnią
zrodzoną ze mnie samej.
o, gdybyś mogła zawsze
być początkiem dnia

Dora Gabe -  /Izidora Petrowa Gabe /

środa, 8 stycznia 2025

POEZJA..... POEZJA








Poezja to echo proszące cień do tańca.

           Carl Sandburg





Słowa niech pachną tak
pięknie jak kwiaty
przy których ludzie
zginają kolana
jak przywaleni ogromem zachwytu
jeszcze niepewni czy ktoś ich nie zwodzi
Słowa niech będą niby wiejskie chleby
tak smaczne że wszyscy wyciągają ręce
by czeluście głodu nakarmić do końca
i dzięki temu wędrować najdalej
Słowa niech będą tak jak serca bicie
prawie niesłyszalne lecz przecież konieczne
i niechaj sprawią że życie codzienne
będzie się zmieniać w mistrzowską symfonię

Wacław Buryła


Wiersze to język
wezbrany ból
bunt wewnętrzny -
wiersze to język niezwykły
umożliwiający mowę w milczeniu
to schron
gdy gubię się w gąszczu
życia
bezgłośny płacz

Halina Birenbaum