Nawiazując do postu z ubiegłego dnia:
Dziecko żydowskie
Widziałem taki balkon, w kwietniu, w słońcu,
w takim słońcu, że aż się oczy mrużą;
gdy wiatry z pól zbyt pełne woni są;
gdy ptaków i kwiatów jest tak dużo.
Na tym balkonie, kiedy nań blask naszedł
i wszystkie wonie jak miotłą przepłoszył,
jeden posępny cień został jednakże
i miał zielone oczy.
Była to dziewuszka, której dzieje
opisać można by w niejednym tomie.
Jej teraz dobrze jest. Lecz jeszcze się nie śmieje.
I często krzyczy nocą od złych wspomnień.
Żydowskie dziecko. Kwiat, co rósł w sekrecie.
Świerszczyk ukryty w szparze. A rodzice
i stara babka, wszystko padło w getcie,
oświetlone ogniem i księżycem.
Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko?
Kwiaty znów pachną. Gwiazdy znów migocą.
Ale ja także znam kolczasty drut i noc niemiecką
i czasem też krzyczę nocą.
Znałam i pamiętam takie żydowskie dziecko, do którego powinien być skierowany ten wiersz.
Bylam wtedy też jeszcze 5 - 6 letnim dzieckiem....
Lata czterdzieste. Żydzi już za murami, zamknięci w getcie.
Nigdy nie zapomnę chodzacej prawie codziennie po domach dziewczynki w wieku ok. 9 -10 lat.... Miała na imię Lodzia.
... Drzwi każdego mieszkania były zawsze dla Lodzi otwarte. Babcia dawała jej obiad.....i zaopatrywala w zapas jedzenia na póżniej.
Lodzia dzieliła się nim pewnie z rodziną w getcie.
Po pewnym czasie przestała przychodzić . może zbyt niebezpieczne stalo się przedostawanie na drugą strone getta, a może przygarnęła ją jakaś polska rodzinar.
.
Nie wiem jakie były jej dalsze losy..... pozostaje tylko pytanie Gałczyńskiego - " "Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko? "
Oby.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz