Archiwum bloga

sobota, 13 października 2018

Sergiusz Jesienin - (1895-1925)

Rosyjski poeta urodzony w rodzinie chłopskiej. Inspirował go folklor ludowy i sztuka sakralna. Debiutował jako poeta w roku 1914 porzuciwszy uniwersytet i pracę.
Zupełnie przypadkowo popadł w niełaskę u rodziny carskiej odmawiając napisania hymnu pochwalnego na cześć cara. Za tą niesubordynację trafił na zesłanie gdzie przebywał aż do rewolucji 1917 roku.
Fakt ten sprawił, że nowa czerwona władza przyjęła go przychylnie, on zaś w pełni poparł głoszone przez nią idee, pod koniec życia rozczarował się jednak do bolszewizmu, czemu dawał wyraz m.in. również w swojej twórczości.



W 1922 roku poślubił słynną primabalerinę Isadorę Duncan, którą w niecały rok później porzucił w Paryżu.
W 1925 roku ożenił się z wnuczką Lwa Tołstoja, ale i od niej uciekł w kilka miesięcy później.


W nocy z 27 na 28 grudnia popełnił samobójstwo w hotelu "Internacjonał" w Leningradzie.





* * * Odchodzimy sobie pomalutku...


Sergiusz Jesienin

Odchodzimy sobie pomalutku
W tę krainę, gdzie cisza i błogość.
Może czas już i mnie zbywszy smutku
Zbierać marny dobytek - i w drogę!

Ukochane brzozowe zagaje!
Ziemio ty! I wy, równinne piachy,
Wobec tych, co idą w wieczne kraje,
Trudno smutek skryć uśmiechem błahym

Nazbyt mocno kochałem na świecie
Wszystko to, co duszę w ciało stroi.
Pokój wam, osiki, co szepczecie
Liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.

Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem.

Że kobiece całowałem piersi,
Gniotłem kwiaty i trawy w parowie,
I że zwierząt, braci naszych mniejszych,
Nigdy pałką nie biłem po głowie.

Wiem, że tam nie rozkwitają gaje,
Że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,
Więc przed tłumem idącym w te kraje
Zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.

Wiem, że w kraju tym wiatr nie obudzi
Pól stojących w złotej mgle promieni.
To dlatego ukochałem ludzi,
Którzy żyją tu ze mną na ziemi.



....List do matki

Żyjesz jeszcze, biedna stara matko?
I ja żyję. Pozdrowienia ślę.
Niechaj sączy się nad twoją chatką
To wieczorne światło w sinej mgle.
Mnie pisano, ze ukrywasz trwogę,
Tęsknisz za mną, że cię trapi żal,
Że wychodzisz często znów na drogę
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.


Siergiej Tautunov
A gdy siny mrok na wieś się kładzie,Często widzisz, niby blisko tuż,
Jak ktoś mi nagle w karczemnej zwadzie
Wbił po serce fiński nóż.

Głupstwo mamo! Spokój nade wszystko.
To igraszka tylko sennych mar,
Już nie takie ze mnie pijaczysko,
Bym bez ciebie gdzieś tam z dala zmarł.

Po dawnemu łaknę twej pieszczoty
I o jednym marzę tylko w snach,
Bym czym prędzej od tej złej tęsknoty
Znów powrócić pod nasz niski dach.

Wrócę, wrócę, kiedy w słońca blasku
Rozwiosenni się nasz biały sad.
Tylko ty już więcej mnie o brzasku
Nie budź tak, jak osiem temu lat.

Nie rusz tego, co się odmarzyło,
Nie budź tego, co na wieki śpi.
Zbyt mnie wcześnie życie doświadczyło.
Strata złud i nuda wszystkich dni.

I modlitwy nie ucz mnie. Bo po co?
Co odeszło, już nie wróci, nie.
Tyś jedyną łaską i pomocą,
Tyś jedyne moje światło w śnie.

Więc zapomnij już tę swoją trwogę,
Przestań tęsknić, porzuć zbędny żal.
I nie wychodź tak często na drogę,
W swej salopie śmiesznej - 

patrzeć w dal



Brak komentarzy: