Archiwum bloga

sobota, 27 października 2018

Czesław Miłosz - Ogrodnik



Adam i Ewa nie na to zostali stworzeni,
Żeby kłaniać się księciu i władcy tej ziemi.
Inna, słoneczna, ziemia poza czasem trwała.
Im obojgu na wieczną szczęśliwość oddana.

Siwobrody ogrodnik drzew na niej doglądał,
Chociaż świat nie stał w blasku, tak jak tego żądał.
Na dni i wieki patrzył niby przez lunetę
Na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte,
Które z winy poznania obrócić się miało
W nienasycenie duszy i ranliwe ciało.

Ostrzegł ich, ale wiedział, że to nie pomoże,
Bo już byli gotowi i tak jakby w drodze.
Niewidoczny w listowiu, dumał, zasmucony,
Widział ognie i mosty, okręty i domy,
Samolot w nocnym niebie migający iskrą.
Łoża z baldachimami i pobojowisko.

O biedne moje dzieci, więc tak się wam śpieszy
Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy ?
Do zamykania bioder w majtki, krynoliny,
Do odkrywania ciągów skutku i przyczyny?

Oto zbliża się wróg mój i zaraz wam powie:
„Spróbujcie, a staniecie się jako bogowie.”

Lokaje samolubnej miłości i zbrodni,
I zaiste bogowie, tylko że ułomni.

Nieszczęsne moje dzieci, jaka długa droga,
Nim zrujnowany ogród zakwitnie od nowa,
I lipową aleją wrócicie przed ganek,
Gdzie na rabatkach pachną szałwia i tymianek.

I czy było konieczne nurzać się w otchłani,
Systemata układać, zamiast mieszkać w baśni,
Nad którą nieustanna jest moja opieka?
Bo prawdę mówi Pismo, że mam twarz człowieka.

5 komentarzy:

nelkakornelka pisze...

Miłosz jest wspaniały - wiersz, niby tylko interpretacja historii biblijnej, ale jako poezja znakomity.

To mi się podoba:


O biedne moje dzieci, więc tak się wam śpieszy
Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy ?

***
Może jednak wybiorę kremację...


Trudno w te opowieści Księgi Rodzaju uwierzyć, tym niemniej poczytać miło. W całej tej historii mam wrażenie, że zarówno Stworzyciel jak i Waż Kusiciel znęcali się wiarołomnie nad pierwszymi rodzicami. No i ta nieszczęsna Era została skazana na rodzenie w bólach, i na to, że ku swemu mężowi będzie kierowała swe pragnienia. No coś okropnego... a ja nie urodzę i wcale nie kieruje swych pragnień do męża, brrrr :)

Pozdrowienia :)

donka pisze...

Na miarę naszej epoki.Miłosz był prawdziwie wielkim poetą Przez wiele lat szukał.,drążył miotał się w swojej wierze. Czytałam prawie cały "Traktat teologiczny" z nadzieją, że znajdę to czego również, prowadzona jakby za rękę szukałam. Dziś napisano by, że odszedł pogodzony z Bogiem. Nie jestem pewna, ale chyba tak.. / Podobały mi się jego rozważania na temat Dobra i Zła, ale się z nim nie zgadzam./
Czy czytałaś ostatnią część książki autobiograficznej prof.Szczeklika

A co do Księgi Rodzaju to nie uważasz Kornelko, że wszystkiemu winien jest Wąż. Jabłka musiały być bardzo smaczne..... kuszą do tej pory. I nie koniecznie mężów.

Pozdrawiam - donka.

nelkakornelka pisze...

W tej historii z Księgi Rodzaju nie ma niewinnych. Najpierw Bóg wykreował parę nie do końca udanych istot, umieścił w raju osobliwe drzewa i jeszcze zmaterializował się Wąż, który siał zamęt nie do końca wiadomo z jakiej przyczyny. I wymowa jednoznacznie antykobieca, nie dość, że Ewa z żebra Adam a - czyli mało wartościowy produkt z mało wartościowego wyrobu - to jeszcze rodzenie dzieci i pragnienia zwrócone do męża. No koszmar czysty...

Podobno twórcy tego dzieła czerpali z mitów sumeryjskich - ci Sumerowie to musieli być naprawdę zdolni (do wszystkiego).

Na religii miałam księdza, który nazywał się Jabłoński i strasznie się irytował, jak mówiliśmy o rajskim jabłuszku. Nasz katecheta wywodził, że Biblia mówi o owocu, a nie o jabłku (równie dobrze to mógł być ananas :)


Ostatnio mało czytam, raczej śpię, albo trzeźwieję. Czytałam miłą książeczkę "Bierut. Gdy partia była Bogiem". Tak pomyślałam, że Twoje dzieciństwo z towarzyszem Bierutem musiało być oryginalne. Aj, ale to był szubrawiec...


Wydaje mi się, że pod koniec mój ulubiony poeta Czesław Miłosz pojednał się z Bogiem. Podobno w sytuacji ostatecznej każdy się jedna - mówi się, że nawet generałowie Jaruzelscy i Kiszczak próbowali. jak o tym myślę, to ogarnia mnie czysta zgroza i chce mi się zawyć ze strachu, jak to już zresztą pisałam. Dlaczego to wszystko musiało paść właśnie na mnie? Pozdrowienia :)

donka pisze...

Zaciekawiłaś mnie tą miłą książeczką o Bierucie, spróbuję ją poszukać....niestety w postaci ebooków w Chomikch pewnie nie ma, a ja głównie czytam w czytniku. Do biblioteki mam za daleko. Bieruta otruli w Moskwie chyba w roku 1956, po jego śmierci i powrocie Gomułki nastąpiła chwilowa odwilż.... powstał kabaret "Bim- bom", zaczęło się ukazywać "Po prostu". Czasy Bieruta pamiętam głównie z liceum. W 1946 roku pozbyli się prawie wszystkich, przedwojennych nauczycieli. Ale na studiach już nie mogli, bo jeszcze nie doczekali się swoich, niedokształconych naukowców. Mieliśmy więc szczęście do wspaniałych profesorów, świetnych pedagogów z znaczącym dorobkiem naukowym i to głównie tych najważniejszych, przynajmniej w mojej branży - ,matematyków, fizyków, chemików. Nasze roczniki stanowiły więc dobrze wykształconą kadrę.
Ale już za 10 lat było widać różnicę.
Pozdrawiam... gdzie zdobyłaś tego Bieruta?

nelkakornelka pisze...

Rzeczywiście rozpowszechniona jest wersja, że towarzysza Tomasza otruto w Moskwie, ale wydaje mi się, że łajdak zmarł na skutek choroby i stresu. Tak też przedstawia sprawę Piotr Lipiński, autor książki "Bierut. Gdy partia była Bogiem", którą czytałam. Podobało mi się, że Bierut umierał kilkakrotnie, lekarze go reanimowali, ale w końcu przyszła śmierć.

Lata temu czytałem "Dzienniki więzienne" Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz prymas pisał, że w dniu śmierci Bieruta przyśnił mu się właśnie ten towarzysz - który po zgonie przyszedł prosić o pomoc (w domyśle - przed piekłem). Temu "duchowi" towarzyszył kozioł... Nie, żebym w to wierzyła, ale opowieść cieszy :)

Według mojej wiedzy władzy ludowej nie udało się zdominować wyższych uczelni. Niestety, nasi literaci niezależnością się nie popisali. Nie wiem, dlaczego interesują mnie te lata pięćdziesiąte. Nie było mnie wtedy. Może się dowartościowuję, że wtedy życie przypominało jakiś surrealistyczny koszmar, który nie stał się moim udziałem. Nie tylko okropna propaganda, ale braki wszelkich towarów - zapewne nawet tamponów nie można było kupić. Książkę o towarzyszu B. nabyłam w księgarni internetowej, zgrabnie napisana, dwadzieścia parę zł, sushi droższe... :) Pozdrowienia ...