Archiwum bloga

sobota, 20 października 2018

Tadeusz Boy Żeleński – Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich

mal.L3stko Wykop.pl


Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich

Niekze to syćkie pierony zatrzasnom:
Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,
Myślał, że grosik uzbira, tymczasem

Wrócił ciupasem.

Tego widoku dożył dziadek stary,
W całym klasztorze nic, jeno dziandary,
Sytkie osoby duchowne a świente

Pod klucz zamkniente.

Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,
Że się tam działy straśne jakieś cudy:
Niby że ojce porobiły świeństwa

Gwoli męczeństwa.

Żył jeden z drugim piknie, bez turbacji,
Świątek czy piątek przy godny kolacji
Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzył,

I cudzołożył.

Jeden najgorszy - patrzcie wymyślnika! -
Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,
Że jak bez tego na ty sofie grzeszy,

To go nie cieszy.

Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,
Ponoć co tydzień ziżdżał do Krakowa,
Jako że tu miał śtyry konkubiny,

Same hrabiny.

Co jaki grosik na tackę się wśliźnie,
To go dzieliły ojce po starszyźnie,
A zaś do skarbca każdy za swe grzychy

Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Xiędzu dla dobra klasztoru
Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru,
Póki ta zipie, własną dłonią leje

Świente oleje...

Codziennie rano nabożnym zwyczajem
Spowiadały się ojcaszki nawzajem,
By chtóry trafił, jak przyńdzie potrzeba,

Prosto do nieba.

Różnie dopuszcza Bóg w mądrości swojej,
Ale to jakoś bardzo nie przystoi,
Iżby siedziały w taktem świentem gronie

Same Pochronie...

Mnie złość już bierze, chociek dziadek świecki,
Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:
Musi go skręca od straśnej tertury

Zadkiem do góry.

Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,
Więc choć zgrzeszyła ręka świętokradcza,
Módlmy się, bracia, by nasz zakon miły

Znów porósł w siły.

Iżby zapomniał Bóg o swy boleści,
Trza mszów zakupić dziennie choć z czterdzieści;
Niech więc na tackę, co ta chtóry może,

Rzuci w klasztorze...

Tadeusz Boy Żeleński 

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Obrazoburczy ten Boy,

Powiedzcie sami, kto jak nie ksiądz
Ma nas wyzwolić ze wszystkich żądz.
Od kogo, jeśli nie od księży
mam wiedzieć, jak je przezwyciężyć?
Skąd antyklerykalne śpiewki?
Skąd niechęć i brak zrozumienia?
Ksiądz ma znać grzechy od podszewki!
Pień grzechu poznać do korzenia.

Nie starczy, by w konfesjonale
wysłuchać grzechów innych ludzi.
Aby zrozumieć sedno szaleństw,
Sam musi grzechem się pobrudzić.
Na przykład, kiedy na spowiedzi,
jakiś drwal przed nim się ukorzy
powie, że najpierw z panią siedział
a potem spał z nią w cudzym łożu,
Ksiądz, by pokuta była mądra,
i tu się każdy zgodzi ze mną,
aby móc poznać grzech do jądra,
winien z kobietą choć się zdrzemnąć.

Jeżeli się, być może dziwisz,
gdy przyglądając się proboszczom
obraz ascezy ci się krzywi,
bo przecież oni wszyscy poszczą,
to wiedz -- ksiądz tyje z poświęcenia,
i dla budowy z ludem mostów.
Bez wcześniejszego przejedzenia,
ksiądz by nie poznał trudu postu!
Nie wiedziałby bez doświadczenia,
jakie wyznaczać ma pokuty,
komu udzielić rozgrzeszenia,
gdyby był wcześniej sam nie utył.
(...)

:)
cb

donka pisze...

Dziękuję. Świetny wiersz, właściwie kontynuacja Boya. Powinnam go udostępnić szerzej, ale nie dostałabym rozgrzeszenia do końca swoich dni. Ojciec Dyrektor rzuciłby na mnie klątwę, tym bardziej, że biedak pewnie wygłodzony - pości całe życie.

Ale bez żartów, naprawdę - wiersz fantastyczny. Z takim talentem należałoby wyjąć wiersze z szuflady i np. założyć na Facebooku swoją stronkę poetycką.

Pozdrawiam .

Anonimowy pisze...

no. no..świetnie sie uzupełniają obaj Autorzy....