Etykiety

Waligórski Andrzej kopie wierszy z blogu "ŚWIAT POEZJI" z lat 2008-2017


Claude Theberge
do wiersza Waligórskiego 3

…więc jak się już ma psa i kota, i miłe mieszkanko spółdzielcze,
I wszystko się w naszym życiu układa tak plus minus znośnie, 
I gdy się w tym życiu już miało tę – pewną ilość – dziewczyn, 
I właśnie jest popołudnie, i słońce świeci skośnie, 
To dobrze jest usiąść w fotelu, a kot niech się zwinie obok, 
I żeby w zasięgu ręki było koniecznie pół czarnej, 
A radio niech gra Gershwina, a my, kiwając nogą, 
W ten skośny promień puszczamy dym z papierosa carmen. 
Na półkach piętrzą się książki i pył z nich wiruje w słońcu, 
I wszystko jest złotobrunatne, a tylko rapsodia błękitna, 


I trochę smutno, że trzeba to będzie zostawić w końcu, 
I już się nie siądzie w fotelu, żeby Trzech Muszkieterów poczytać, 
Bo może się kiedyś tak zdarzyć, że patrzysz – a ciebie już nie ma, 
Chociaż jest kawa i fotel, i słońce na kociej sierści, 
I chociaż wciąż jeszcze w powietrzu snuje się dym z carmena, 
I równie jak dym błękitny wciąż snuje się ten Mister Gershwin. 


…pies podniósł głowę i warknął, ale nikt jakoś nie wszedł, 
Choć ktoś stał jakby za drzwiami, i jakby zamykał parasol… 
Kot otwarł oko, popatrzył i mruknął: – Jesteś tu jeszcze? 
Jeszcze tu jestem, mój kocie. I jeszcze wciąż trzymam fason.


Do Waligórskiego demon-_web













Tak sobie czasami myślę 
Po zatargu z żoną lub z władzą:
Jak będzie wyglądał czyściec, 
Do którego mnie kiedyś wsadzą? 
Tradycyjny kocioł ze smołą, 
Diabły szopkowe i śmieszne, 
I przypiekane na goło 
Członki najbardziej grzeszne? 
A może zszarpią mi nerwy 
W sposób i nowszy, i lepszy – 
Na przykład sto lat bez przerwy 
Transmisji z hodowli wieprzy, 
Czyli kompletna klapa. 
A w górze gdzieś śmiech wesoły – 
To sobie Flipa i Flapa 
Oglądają w niebiesiech anioły! 
Zaś jeszcze bardziej bezdennie 
Wykoleiłby mnie system fatalny, 
Gdybym musiał przez wieki, codziennie, 
Udowadniać, że jestem lojalny. 
I męczyłbym się straszliwie 
W piekielnej tej atmosferze, 
A diabeł by podejrzliwie 
Patrzył na mnie i mruczał: – Ejże? 
I głosy brzmiałyby w mroku, 
Od których bym cierpiał i cierpiał:
– A coście robili w roku
Pięćdziesiątym, ósmego sierpnia,
Między szesnastą dziewięć
A osiemnastą czternaście?
Ja na to pokornie, że nie wiem,
A głosy: Ha ha! A, no właśnie:
Ha, lepiej niech mnie już spalą 
Albo nadzieją na drążek. 
…a może czyściec jest salą 
Pełną tapczanów i książek, 
Z lampką przy każdym tapczanie, 
Więc czego mi więcej trzeba? 
Widocznie przez zamieszanie 
Trafiłem przypadkiem do nieba! 
Ale daremnie się korcę, 
Wnet wpadam w depresję wściekłą:
– Tapczany fakt, stoją, lecz sztorcem, 
A książki są moje…
To piekło. 


kot 3
Siedzi kocur skastrowany na przypiecku, 
już o żonie mu nie myśleć ni o dziecku, 
Rozrabiają inne koty, 
Ale jemu brak ciągoty, 
bardziej mleko pachnie mu i dorsz po grecku.
Siedzi kocur skastrowany, fajkę pali, 
Na przebytą operację się nie żali: 
– To nie taki znów mankament 
Żeby aż podnosić lament, 
Oby tylko smaczny obiad mi podali!
Siedzi kocur skastrowany na posadzie, 
Tłuszcz mu rośnie na podbrzuszu i na zadzie, 
Czyści futro, wącha kwiaty 
I układa referaty 
Które jutro ma wygłosić na naradzie.
Siedzi kocur skastrowany w swojej willi, 
Już się taki na kociaki nie wysili, 
Już nie będzie łowił myszy 
W gronie innych towarzyszy 
I w ogóle już się z niczym nie wychyli.
Siedzi kocur skastrowany wśród foteli, 
Myśli sobie: – Lepiej że mi usunęli, 
Zawsze miałem z tym ambaras, 
A tu taki spokój naraz, 
Tam wycięli, a tu – medal mi przypięli!
Siedzi kocur skastrowany w swojej chacie 
A satyryk zblatowany na etacie, 
Jeden mruczy dyrdymały, 
Drugi płodzi takie chały 
Jakie państwo właśnie teraz tu czytacie.
Lenistwo 3














Żeby nie brać się do pracy
Wymyślamy sobie różne sprawy
Wyciągamy z zapomnianych szuflad
Różne stare graty do naprawy
Jakieś gniazdka elektryczne
Wtyczki, albo części od samowara
Że to niby jest takie pilne
I że trzeba naprawić zaraz
I że zaraz po tej naprawie
To się weźmiemy do pracy że aż ha!
A tymczasem wpadamy na pomysł
Że by trzeba wyprowadzić psa
Więc się go wyprowadza na ulicę
Albo powiedzmy na skwerek
A na skwerku nam się przypomina
Że z administracji przyszedł papierek
Żeby wyłożyć trutki
I do tych trutek nabieramy dziwnej ochoty
Ale zaraz jak wyłożymy
To się weźmiemy do roboty
Tylko że nie tak zaraz
Bo jest telefon od Zyzia
I Zyzio nam zawraca głowę
Opowiadając o swoich ciziach
Ach ten Zyzio! Jak on nam przeszkadza
Nareszcie odłożył słuchawkę
A my zaraz zaczniemy pracować
Tylko sobie zaparzymy kawkę
Kawka jakoś się długo parzy
A przy kawce bez gazety nijak
Piju, piju, czytu, czytu
Dzień powoli za oknem mija
Trzeba by już zapalić światła
A na biurku przepalona żarówka
Dalej żesz po zapasową żarówkę
Do pewnego starego kufra
A tu już jest transmisja w telewizji
I w dodatku przyszli goście
I w rezultacie się okazuje
Że zamiast popracować i napisać wierszyk
Napisaliśmy kompromitujący wykaz
Różnych głupkowatych czynności
Żeby nie brać się do pracy… 
głupi

Panie!
Najmędrszy z profesorów!
Chciej przyjąć wniosek mój paniczny:
Zachowaj nas od Nikiforów
W dziedzinach pozaartystycznych!
Niech żyją wolni i szczęśliwi,
Niech rzeźbią lub malują jaja,
Lecz niech naiwny prymitywizm
Po innych pionach się nie szlaja.
Wszyscyśmy winni im uznanie,
Podziw dla formy i pomysłów,
Lecz ty fachowców daj nam, Panie,
Do ekonomii i przemysłu.
Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Niech ruszą w kraj ogromnym tłumem
Kadry, dogłębnie wyszkolone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty,
W zyski zamienić śmiało straty,
Po co ma biedny być, choć czysty,
Niech będzie czysty i bogaty!
Niech więcej Twego brzmi imienia
W uczynkach ludzi niż w ich pieśni.
Głupcom odejmij dar marzenia,
A sny szlachetnych ucieleśnij.
Czasem zaś uderz się po mieczu,
Niech ktoś się twoim gniewem strapi,
Kto jest nieukiem po ćwierćwieczu,
Ten, widać, uczyć się nie kwapił.
Niech twoi słudzy go wywiodą
W lasy i gaje, w głąb przyrody,
By zamiast nam u nóg być kłodą,
Prawdziwe mógł piłować kłody.
To będzie jego młodość druga,
Gdy z kija, deski albo gnata
Nożem pajaca se wystruga,
Lecz nie wystruga z nas wariata.
O Panie, co telewizorów
Oczyma widzisz nas w całości,
Deglomerację Nikiforów
Zechciej zarządzić w swej mądrości
I weź jej ster w surowe dłonie,
Bo czas tracimy wciąż w nadmiarze,
Błagając różne stare konie:
- Pójdź, koniu, ja cię uczyć każę!











Być może, jest taka wyspa
Na jakimś oceanie,
Która ma jedną przystań
I jeden jacht w tej przystani.

I wody jednej rzeki
Przecinają ją w poprzek,
I jeden strażnik rekin
Pilnuje wyspy dobrze,

I pojedynczo się łamią
O skałę samotne fale,
I jeden czarny namiot
Stoi na owej skale.

Nad palmą jedną, jedyną
Błyszczy jedyna gwiazda,
A gdy się chce tam dopłynąć,
Jest tylko jedna jazda,

Gdyż jeden jest kierunek
I jeden mały bilet,
Więc po swój biedny pakunek
Niebawem się pochylę

I opuszczę swą izbę
Bez słów i bez powrotów,
By popłynąć na wyspę
Do czarnego namiotu.

I będzie coraz ciemniej,
Ciepło, smutno i mglisto,
Psy, kiedy wyją w pełnię,
Też tęsknią za tą wyspą…

Andrzej Waligórski

Droga do domu

W mym starym domu, który dawno już spłonął,
Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.
I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,
I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.

Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,
Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,
A co godzinę biją zegary,
A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.

W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: – Czy to ty?

Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: – Chodź…
…tylko ta droga, pod górę i w skwarze
…tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.

Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?
Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?
Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,
A za doliną błękitnieją szczyty gór?

Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę
I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.
Po cichu dom swój od ganku zajdę,
Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.

…bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: – Czy to ty?

Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: – Chodź…
…tylko ta droga, pod górę i w skwarze
…tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść
 
Andrzej Waligórski

……………………..”Żywi i martwi”

Nasi koledzy z konspiracji,
Pogromcy „Panter” i „Tygrysów”,
Leżą przeważnie wśród akacji,
A dużo rzadziej wśród cyprysów.

Zginęli mając lat dwadzieścia,
A i piętnaście też czasami…
Wtedy z nich żaden ginąć nie chciał,
Lecz dzisiaj – wygrywają z nami.

Zostali już na zawsze młodzi,
Szlachetni z czynów i postaci,
Już nic im dzisiaj nie zaszkodzi,
Już nikt ich dzisiaj nie zeszmaci.

Sztandary na ich grobach wieją,
Warty w rocznice się ustawia…
Oni się już nie zestarzeją
Na swoich starych fotografiach.

Palą się znicze, snują dymy.
Przybywa nam na twarzach zmarszczek,
Wciąż młode są ich pseudonimy,
Nasze są martwe i wciąż starsze.

…a kiedy już poumieramy
I gdy się już znajdziemy w raju,
Wtedy natychmiast ich poznamy,
Lecz oni nas -już nie poznają.

I może któryś nawet powie,
Widząc nas w rajskim przedpokoju:
- Nie wiecie, biedni staruszkowie,
Gdzie są koledzy z tamtych bojów?

Wtedy zapewne zapłaczemy,
Sięgniemy dłonią do orderów,
Ale im prawdy nie powiemy…
Po co rozśmieszać bohaterów?
Andrzej Waligórski
  
Biuro Spraw Beznadziejnych

Posłuchaj, o nocy blada
I zwierzu ukryty wśród traw:
Oto jest smętna ballada
O Biurze Beznadziejnych Spraw!

Niewielkie to biuro się mieści
We wnętrzu mego mieszkania
Przy Beznadziejnej Czterdzieści,
Parter, wstęp bez pukania.

Przychodzą tam po kolei
Albo po kilka osób,
Ci co nie mają nadziei
Na polepszenie losu,

Na przykład nieuleczalnie
Chorzy, co muszą skonać,
Albo ci, co fatalnie
Kochają się w cudzych żonach,

A zwłaszcza w żonach ministrów, 
Które się nie chcą rozwieść, 
I mnóstwo niedoszłych artystów, 
I takich, co piszą powieść 
Skazaną na niewydanie 
Już w embrionalnym stanie, 
I śliczne, choć smutne, panie, 
Więc pełne jest moje mieszkanie…

Posłuchaj, o nocy blada,
Ty, zwierzu, posłuchaj ballady,
Jak z tymi ludźmi gadam,
Jakie im daję rady…

Lecz najpierw herbatkę im daję,
Która jest słodka i czarna,
I mówię z udanym żalem,
Że muszę wyjść na kwadrans,

Że chwilę zostaną sami,
Więc niech się nie gniewają…
A potem schowany za drzwiami
Słucham jak rozmawiają…

A w ich rozmowach jest smutek
I żal, i ból, i łzy,
Ale tych rozmów skutek
Nie jest bynajmniej zły,

Bo sobie mnóstwo pocieszeń
Mówią, podają sposoby:
A to na pustą kieszeń,
A to na wszystkie choroby.

I mogą się wygadać,
Ponarzekać, pobiadać
I sprawdzić wielokrotnie,
Że nie cierpią samotnie.

O, zwierzu, który nocą
Błądzisz, wyjąc ponuro,
Posłuchaj teraz, po co
Prowadzę to całe biuro?

Po to, że moje prywatne
Zmartwienia i rozpacze
Wyglądają przy tamtych
Całkiem, całkiem inaczej.

O, takie są malutkie,
O, takie są niewielkie,
Już po prostu nie smutki
Tylko komary lub pchełki

Rozpatrywania nie warte…
Dlatego otwieram w kolejny
Każdy (z wyjątkiem świąt) czwartek
Swe Biuro Spraw Beznadziejnych.

Więc – żebyś w trosce nieżył –
Więc – żebyś nie żyła w płaczu –
Przyjdź do mnie, ponury zwierzu,
Przyjdź, nocy, targana rozpaczą…
Andrzej Waligórski – Wieczorem
  
A wieczorem, gdy ludzie wracają
Do swych domów, a wychodzą koty,
Wtedy dobrze jest jak ludzie mają
Do zrobienia jakieś roboty,
Różne sprawy ważne i mniej ważne.
O, na przykład żona ma jakieś pranie
Albo ma coś – powiedzmy – usmażyć,
A znów synek ma odrobić zadanie.
Wtedy lampy zapalają się w mieszkaniach
I nadchodzi czas rodziny i kawy,

Bardzo ważne, żeby były zadania,
Bardzo ważne, żeby były różne sprawy!
Bardzo ważne, jeśli żona poprosi
O naprawę lampy lub żelazka.

Bardzo ważne, jeśli synek przynosi
Przyrodniczy zeszyt i się synka głaska
I się mówi: – Popraw to, mój drogi,
Skąd u ciebie pies ma tylko trzy nogi?

Bardzo ważne są wieczorne gadania,
Bardzo ważne są wieczorne zabawy,
Bardzo ważne, żeby były zadania,
Bardzo ważne, żeby były różne sprawy.

Bardzo ważne, żeby być przy sobie blisko,
Żeby się gadało, pracowało i śmiało,
Bo to jest – prawdę mówiąc – prawie wszystko.
A poza tym jest niezwykle mało.
Może dzisiaj coś pogodnego. Gdy chcę sobie poprawić nastrój sięgam do poezji Andrzeja Waligórskiego:
           Czujność
  
Czasem człowiek się zada z jakimś ładnym podlotkiem,
Lub przeciwnie – z kimś takim, co to lubił Balzaca,
Ale niech tylko która z tych pań nazwie mnie kotkiem,
To natychmiast kapelusz biorę z kołka i frak,

I uciekam z mieszkania, względnie też z garsoniery,
I na takie numery, nie pozwalam się brać!
Wzrost mam metr osiemdziesiąt, nogę czterdzieści cztery,
Ważę setkę bez mała, a tu kotek, psia mać!
Kiedyś znowu, gdym jedną panią sobie przygruchnął
(to jest tempus perfectum od gruchania, pan wie…)
Ona – w chwili czułości – wyszeptała: – Ciapuchno…
A ja łaps za garnitur, hyc do drzwi i adieu!
Bracia moi! Zwiewajcie gdy was tak ktoś zagaja,
Z najwspanialszych rozkoszy rezygnujcie wy w mig!
Wy nie wiecie, jak bardzo to rozkleja, rozbraja,
I jak w kotka faktycznie krasy zmienia się byk!
Dalej wszystko już idzie – by tak rzec – łańcuchowo,
Za czułymi nazwami straszna kryje się treść:
- Kotku, zrób no mi tamto, ciapek, podaj mi owo,
Piesku, usmaż omlecik, bo kiciunia chce jeść!
Smaży ciapek i tyra kotek, zmywa i biega,
Przez laseczkę bez mała skacze, słysząc: – No, hop!
I nieszczęsna, tragiczna zeń się robi lebiega
Chociaż jeszcze niedawno taki fajny był chłop…
Więc ostrzegam panowie – gaz do dechy i w krzaki,
Nie ujarzmią nas słówka, choćby słodkie jak drops,
Myśmy orły stepowe, zabajkalskie kozaki…
[drzwi]… rany… żona wróciła… a mnie spalił się klops…
Andrzej Waligórski
 
Droga do domu

W mym starym domu, który dawno już spłonął,
Do dziś na pewno nie zapomniał o mnie nikt.
I jest w nim półmrok, a za oknem zielono,
I jest w nim cisza, a za oknem ptasi krzyk.

Zapewne rano ktoś rozsuwa kotary,
Zapewne słychać w kuchni głosy i brzęk szkła,
A co godzinę biją zegary,
A co wieczora na pianinie ktoś tam gra.

W tym moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: – Czy to ty?

Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: – Chodź…
…tylko ta droga, pod górę i w skwarze
…tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść.

Gdzie jest mój ogród i czy są w nim georginie?
Czy jeszcze stoi obrośnięty winem mur?
Czy tak jak dawniej mgły się snują w dolinie,
A za doliną błękitnieją szczyty gór?

Wszystko to ujrzę, kiedy furtkę odnajdę
I łąkę za nią, gdzie się pasie biały koń.
Po cichu dom swój od ganku zajdę,
Mosiężną klamkę jak przed laty wezmę w dłoń.

…bo w moim domu, utraconym Bóg wie kiedy,
Jest dla mnie miejsce na wprost drzwi.
Kiedyś tam wejdę, aby nigdy więcej nie wyjść,
I głos znajomy cicho spyta: – Czy to ty?

Znowu się zwrócą ku mnie dobrze znane twarze,
Znów ktoś jak dawniej powie: – Chodź…
…tylko ta droga, pod górę i w skwarze
…tylko tak trudno, bardzo trudno mi tam dojść


Renata Strug

 
Nieuchronność
Nie zatrzymasz bańki mydlanej na słomce,
choć piękna jak cud cudów, choć się mieni słońcem;
nie zawrócisz rozmowy wpół gestu, wpół słowa;
nie złapiesz w dłonie tęczy chociaż kolorowa;
nie wstrzymasz w locie ptaka, ni dmuchawca puchu,
ani rosy w południe, ni wiatru w bezruchu.
Nie zatrzymasz serc bicia i wędrówki ziemi,
ani złotych wakacji, ni przyjścia jesieni

Nieuchronnie mijają rzeczy i zdarzenia,
odchodzą chwile, doby… lecz coś się nie zmienia,czegoś nie da się zgubić. Coś trwa, coś zostaje.
Gdzieś w głębi duszy, cicho gra malutki grajek
najpiękniejszą muzykę, najcudniejsze scherza,
co łączą się i płyną falą, rytmem serca.
I już w nas pozostają duchowym przesłaniem
łagodnie bratającym trwanie i mijanie.
Nieuchronność omija, co chcemy ocalić,
wystarczy ciepłą iskrę pod sercem zapalić,
by rosły w nas i trwały ulotne wrażenia -
drogowskazy pamięci najmilsze – wspomnienia.
Jeszcze o małżeństwie – prześmiewczy wiersz Andrzeja Waligórskiego:
Granice przywiązania

Ach, jacy są piękni i młodzi
Parka prześlicznych bobasków
Ach, nic ich, nic nie obchodzi
Gdy bawią się razem w piasku.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
„A cija łopatka to, cija?
A cije wiaderko to, cije?”

Ach,świat do nich cały należy
Ach,ptaki im grają preludia
A w gronie innej młodzieży
Skończyli właśnie studia.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
„A cija to nózia, cija?
A cije to uszko, cije?”

Ach, oto już są na posadach
Ach, mają już, mają pieniążki
Otacza ich dzieci gromada
Strojnych w majteczki i wstążki
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
„A cija to fajka, cija?
A cije to kapcie, cije?”

Ach, oto już są staruszkami
Ach, mają kubraczki z włóczki
Ach,lubią ze swymi dziadkami
Pobawić się czasem wnuczki.
A czas tak przyjemnie mija,
A zegar godziny bije
„A cija łysina to, cija?
A cije to zmarszczki, cije?”


Ach, oto pomarli już biedni,
Choć żyli  przykładnie jak trzeba.
I zaraz na cmentarz sąsiedni
Ich dano i poszli do nieba.
Tam skandal się zrobił dopiero,
Bo gdy się spotkali hen, w górze
On jęknął: „To znów ty, cholero?”
A ona:”Znów ty, stary szczurze?”

Brak komentarzy: