Archiwum bloga

piątek, 8 lipca 2022

Henryk Cyganik - Ze zbioru Śpasów Jaśka Plewowego II

 

O tym, jak Jasiek Plewa kota chrzcił. 



 

 

Przyszedł kiedyś Jasiek Plewa na plebanię. Zadzwonił. Wyszedł ksiądz wikary.

– Niek bedzie pokwolony – powiedział Jasiek. –

Probosca ni ma?

– Na wieki wieków – odparł wikary. – A ja nie mogę sprawy załatwić? Konieczny jest proboszcz?

– Moze i mozecie. Powiym krótko. Fciołek okrzcić kota.

– Rany Boskie! – zawołał jegomość. – Czyś ty, Jasiek, zwariował? Kota chcesz chrzcić? A skąd ci taka heretycka myśl do łba wpadła

 – Polegutku-ze, jegomościu – uspokajał wikarego

Plewa. – Przecie kot to żywina, a żywina to nasi bracia

mniyjsi, ni? Nie tako ucył świynty Francisek z Asyzu?

– Jasiek! Ty mi się tu na święte autorytety nie powołuj. Wynoś mi się z plebanii natychmiast! – grzmiał wikary. – I zapomnij, że ci takie grzeszne głupoty po głowie się kocą.

– Pockojcie – Jaśkowi jakoś niesporo było się

z  plebanii brać. Sięgnął za pazuchę, wyjął zwitek

dolarów i  podał wikaremu. – 

Przeliccie, kielo tego bedzie.

Wikary przeliczył i  zmiękł. Dutków było sporo.

Kilkadziesiąt samych setek. Zafrasował się jegomość.

– No wiesz, Jasiu... Mówisz, że święty Franciszek...

Piękny święty. Kto wie, czy on by nie ochrzcił? Trzeba to przemyśleć. No, ale i tak chyba nic z tego, bo tu proboszcz musiałby podjąć decyzję. A on pojechał do kurii. 

Kiedy wróci, trudno powiedzieć.

– Ni mom casu – stanowczo przerwał strumień wątpliwości Jasiek. 

Popatrzył na plebanię.

– O, widzym, ze dach mocie na plebanii cołkiem zgnity.  

Moze bym przywióz kapecke gontów i wartko by my dach wyrychtowali. Gonty mom ciupane, nowe. 

I tyz drogie jak fras.

– A niech to wszyscy święci – machnął ręką wikary. – Przynieś , Jasiu, tego kota.

Jak się domówili, tak zrobili. Jasiek był bardzo zadowolony, bo miał w domu ochrzczonego kota, a nie heretyka, do którego byle jaki diabeł mógł się wprowadzić. 

Zaś wikary też był rad z dolarów i nowego dachu, ale z niepokojem czekał na powrót proboszcza.

– No, jak mi tu gazdowałeś, wikary? – zapytał

proboszcz.

– Jakby to księdzu proboszczowi powiedzieć...

Ochrzciłem kota Jaśkowi Plewie.

– Rany boskie! – ryknął proboszcz. – Coś ty, wikary, najlepszego narobił?! Jak się biskup dowie, bo na pewno parafianie doniosą, to nas nie tylko z parafii wyrzuci, ale pewnie i z kapłańskiego stanu. 

Boże, miej nas w swojej opiece. 

Wikary, niech cię wszyscy diabli!

– Proboszczu – zaczął nieśmiało wikary – przeliczcie. – I podał jegomościowi zwitek dolarów, co je od  Jaśka dostał. 

Proboszcz przeliczył.

Wyraźnie poweselał, ale jeszcze marsowa mina

czaiła mu się w oczach.

– No, i niech ksiądz proboszcz popatrzy na dach

– dodał szybko młody ksiądz. – To Jaśka gont i Jaśkowa robota.


– Hm, coś ci, wikary, powiem – odezwał się po

dłuższym zastanowieniu proboszcz. – Chyba teraz

dopiero masz poważny problem.

– A jaki?

– Cóż, twoja w tym głowa, ale musisz się dobrze

zastanowić i umyśleć, jak Plewowego kota 


przygotować do pierwszej komunii.


 

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nic dodać, kasa rządzi światem!
jotka

donka pisze...

po góralsku się wyrażając to najprawdziwsza prawda.....

Anonimowy pisze...

Sonia Piękna historia i jakże prawdziwa.