Etykiety

wtorek, 26 maja 2026

Dzień Matki. Krótkie wyrywkowe wepomnienia.



Ten dzień zaczęłam dziś nietypowym wspomnieniem -  wierszem Staffa napisanym  po powrocie poety  do W- wy w 1946r..:  

" Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
Lecz wiatr już o tym szepcze po ogrodach.
Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
Widzisz: żyjemy, choć śmierć byka bliska.
Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.
Mińmy bezludne tramwajów przystanki…
Nędzna kobieta u bramy wyłomu
Sprzedaje chude, blade obwarzanki…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu.
Wystawy puste i zamknięte sklepy.
Życie się skryło chyba w antypodach.
Z pudłem grzebyków stoi biedak ślepy…
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Ty drżysz, od chłodu. Więc otul się szalem.
Bez nóg, bez ramion, w brunatnej opończy
Młodzi kalecy siedzą przed szpitalem.
Widzisz: już pole. Tu miasto się kończy.
Zwalone leżą dokoła parkany,
Dziecko się bawi gruzem na chodniku,
Kobieta pierze w podwórku łachmany
I kogut zapiał krzykliwie w kurniku.
Kot się pod murem przeciąga leniwo,
Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem…
Znowu w sklepiku zjawi się pieczywo
I znów zabrzęczą rano bańki z mlekiem.
Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromy
I zapomnimy o ranach i szkodach…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.




Z naszego domu w Warszawie pozostały zgliszcza, ale my – nasza trójka: ja, brat i Mama / tata został w 1939r. rozstrzelany przez Niemców./ mieliśmy już wtedy w 1946r, nowy dom……. malutkie mieszkanko w baraku, w Gdyni  -  dokąd zawędrowaliśmy po prawie rocznej tułaczce, po powstaniu warszawskim.

To był prawdziwy, wtedy wydawał się nam najpiękniejszy w świecie, zdobyty z wielkim trudem przez Mamę -  DOM.  

Tak jak w wierszu Staffa  parafrazując - ":przeszły dni ciężkie klęski i rozgromy, zapomnieliśmy  o ranach i szkodach…"

Przemieszkalismy w nim 2 lata.... bardzo szczęśliwi... pierwsza Wigilia i Święta po wojnie, powrót do szkoły, nowe przyjaźnie. 
 

Później dzięki pełnej wyrzeczeń ciężkiej pracy Mamy - mieszkanko w baraku pozostalo za nami.... pojawił sie DOM  RODZINNY.....  zawsze pełen młodzieży, wspólne przeżywanie matur, egzaminów, pierwsze miłości, małżeństwa. 

Przyszedł czas, że dom opustoszal, ale nasza miłość do mamy i wdzięczność za jej wyrzeczenia by nas wykształcić, byśmy wiedzieli, że zawsze mamy gdzie  powrócić pozostały. Do końca życia, a właściwie dopóki miała siły zdolna była do największych dla nas poświęceń. .Ponieważ byłam młodsza i chorowita kochała mnie chyba bardziej od brata i bardziej się o mnie troszczyła. Na starość mieszkała głównie u mnie

Umarła w moich ramionach. Dzień przed odejściem, w  przymroczeniu na moje pytanie " mamusiu czy mnie poznajesz,, kto ja jestem -  z wielkim już trudem odpowiedziała  - "Michalska błyszcząca”". 

Michalska to moje panieńskie nazwisko, a błyszcząca ?


Ps. miala doskonałą pamięć... w długie okupacyjne wieczory oswietlane lampa naftową recytowała  nam  z pamięci zamiast bajek ballady Mickiewicza. 
Kiedyś chorując, w gorączce witając sie ze mną wyrzuciła z siebie z wielkim uczuciem jakis nieznany mi wiersz milosny. Ale po obudzeniu nie pamiętala go. 



Zdjęcie z letniska w Jablonnie pod Warszawą. 
Pamietam do tej pory jak mama zapytała mnie  wtedy czy ją kocham? Bardzo zawstydzona, co widac na zdjęciu  nie odpowiedzialam. 



Brak komentarzy: