Archiwum bloga

Wisława Szymborska kopie wierszy z lat 2015 - 2017 "ŚWIATA POEZJI"

Wisława Szymborska – W zatrzęsieniu
Wisława Szymborska – NOTATKA 
Wisława Szymborska – Życie na poczekaniu   
Wisława Szymborska – Rehabilitacja
Wisława Szymborska – Uśmiech
Wisława  Szymborska -  Spis


                Wisława Szymborska – W zatrzęsieniu
                                                                 
   
 

Jestem kim jestem
Niepojęty przypadek
Jak każdy przypadek.  

Inni przodkowie
Mogli być przecież moimi,
A już z innego gniazda
Wyfrunęłabym,
Już spod innego pnia
Wypełzła w łusce.  

W garderobie natury
Jest kostiumów sporo.
Kostium pająka, mewy, myszy polnej.
Każdy od razu pasuje jak ulał
I noszony jest posłusznie
Aż do zdarcia.  

Ja tez nie wybierałam,
Ale nie narzekam.
Mogłam być kimś
O wiele mniej osobnym.
Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju,
Szarpaną wiatrem cząstką krajobrazu.  

Kimś dużo mniej szczęśliwym,
Hodowanym na futro,
Na świąteczny stół,
Czymś co pływa pod szkiełkiem.  

Drzewem uwięzłym w ziemi,
Do którego zbliża się pożar  

Źdźbłem tratowanym
Przez bieg niepojętych wydarzeń. 

Typem spod ciemnej gwiazdy,
która dla innych jaśnieje.  

A co gdybym budziła w ludziach strach,
Albo tylko odrazę,
Albo Tylka litość?  

Gdybym się urodziła
Nie w tym, co trzeba, plemieniu
I zamykały się przede mną drogi?  

Los okazał się dla mnie
Jak dotąd łaskawy.  

Mogła mi nie być dana
Pamięć dobrych chwil.  

Mogła mi być odjęta
Skłonność do porównań.  

Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,
a to by, oznaczało, 
że kimś całkiem innym.     



               Wisława Szymborska – NOTATKA    


 Życie – jedyny sposób, 
żeby obrastać liśćmi, 
łapać oddech na piasku, 
wzlatywać na skrzydłach; 

być psem 
albo głaskać go po ciepłej sierści; 

odróżniać ból 
od wszystkiego, co nim nie jest; 

mieścić się w wydarzeniach, 
podziewać w widokach, 
poszukiwać najmniejszej między omyłkami. 

Wyjątkowa okazja, 
żeby przez chwilę pamiętać, 
o czym się rozmawiało 
przy zgaszonej lampie; 

i żeby raz przynajmniej 
potknąć się o kamień, 
zmoknąć na którymś deszczu, 
zgubić klucze w trawie; 

i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze; 

i bez ustanku czegoś ważnego 
nie wiedzieć.      



       Wisława Szymborska – Życie na poczekaniu      





 Życie na poczekaniu. 
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki. 
Głowa bez namysłu.
Nie znam roli, którą gram. 
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka, 
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia, 
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem. 
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją. 

Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy. 
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem. 
Moje instynkty to amatorszczyzna. 

Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza. 
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany -
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.

Czy to w porządku – pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).

Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin 
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie. 
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne. 
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów. 

Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili. 
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice. 
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera. 

I cokolwiek uczynię, 
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.



Wisława Szymborska – Rehabilitacja


Korzystam z najstarszego prawa wyobraźni 
i po raz pierwszy w życiu przywołuję zmarłych, 
wypatruję ich twarzy, nasłuchuję kroków, 
chociaż wiem, że kto umarł, ten umarł dokładnie. 

Czas własną głowę w ręce brać 
mówiąc jej: Biedny Jorik, gdzież twoja niewiedza, 
gdzież twoja ślepa ufność, gdzież twoja niewinność, 
twoje jakośtobędzie, równowaga ducha 
pomiędzy nie sprawdzoną a sprawdzoną prawdą? 

Wierzyłam, że zdradzili, że niewarci imion, 
skoro chwast się natrząsa z ich nieznanych mogił 
i kruki przedrzeźniają, i śnieżyce szydzą 
- a to byli, Joriku, fałszywi świadkowie. 

Umarłych wieczność dotąd trwa, 
dokąd pamięcią się im płaci. 
Chwiejna waluta. Nie ma dnia, 
by ktoś wieczności swej nie tracił. 

Dziś o wieczności więcej wiem: 
można ją dawać i odbierać. 
Kogo zwano zdrajcą ten 
razem z imieniem ma umierać. 

Ta nasz nad zmarłymi moc 
wymaga nierozchwianej wagi 
i żeby sąd nie sądził w noc, 
i żeby sędzia nie był nagi. 

Ziemia wre – a to oni, którzy są już ziemią, 
wstają grudka po grudce, garstka obok garstki, 
wychodzą z przemilczenia, wracają do imion, 
do pamięci narodu, do wieńców i barw. 

Gdzież moja władza nad słowami? 
Słowa opadły na dno łzy, 
słowa słowa niezdatne do wskrzeszania ludzi, 
opis martwy jak zdjęcie w blasku magnezji. 
Nawet na pół oddechu nie umiem ich zbudzić 
ja, Syzyf przypisany do piekła poezji. 

Idą do nas. I ostrzy jak diament 
– po witrynach wylśnionych od frontu, 
po okienkach przytulnych mieszkanek, 
po różowych okularach, po szklanych 
mózgach, sercach, cichutko tną.





Wisława Szymborska – Uśmiech

                                                                 Loui Jover



Dziewczynka, którą byłam -
znam ją, oczywiście.
Mam kilka fotografii
z jej krótkiego życia.
Czuję wesołą litość
dla paru wierszyków.

Pamiętam kilka zdarzeń.

Ale,
żeby ten, co jest tu ze mną,
roześmiał się i objął mnie,
wspominam tylko jedną historyjkę;
dziecinną miłość
tej małej brzyduli.



Opowiadam,
jak kochała się w studencie,
to znaczy chciała,
żeby spojrzał na nią.



Opowiadam,
jak mu wybiegła naprzeciw
z bandażem na zdrowej głowie,
żeby chociaż, och, zapytał,
co się stało.



Zabawna mała.
Skądże mogła wiedzieć,
że nawet rozpacz przynosi korzyści,
jeżeli dobrym trafem
pożyje się dłużej.



Dałabym jej na ciastko.
Dałabym jej na kino.
Idź sobie, nie mam czasu.

No przecież widzisz,
że światło zgaszone.

Chyba rozumiesz,
że zamknięte drzwi.
Nie szarp za klamkę -
ten, co się roześmiał,
ten, co mnie objął,
to nie jest twój student.



Najlepiej, gdybyś wróciła,
skąd przyszłaś.
Nic ci nie jestem winna,
zwyczajna kobieta,
która tylko wie
kiedy
zdradzić cudzy sekret.



Nie patrz tak na nas
tymi swoimi oczami
zanadto otwartymi,

jak oczy umarłych. 


                                                                                                                                    Wisława  Szymborska -  Spis

                                                        Gustaw Klimt
                                                             


                                          Sporządziłam spis pytań,
na które nie doczekam się już odpowiedzi,
bo albo za wcześnie na nie,
albo nie zdołam ich pojąć.Spis pytań jest długi,
porusza sprawy ważne i mniej ważne,
a że nie chcę was nudzić,
wyjawię tylko niektóre:
Co było rzeczywiste,
a co się ledwie zdawało
na tej widowni
gwiezdnej i podgwiezdnej,
gdzie prócz wejściówki
obowiązuje wyjściówka;

Co z całym światem żywym,
którego nie zdążę
z innym żywym porównać;

O czym będą pisały
nazajutrz gazety;

Kiedy ustaną wojny
i co je zastąpi;

Na czyim teraz palcu
serdeczny pierścionek
skradziony mi = zgubiony;

Gdzie miejsce wolnej woli,
która potrafi być i nie być
równocześnie;

Co z dziesiątkami ludzi-
czy myśmy naprawdę się znali;

Co próbowała mi powiedzieć M.,
kiedy już mówić nie mogła;

Dlaczego rzeczy złe
brałam za dobre
i czego mi potrzeba,
żeby się więcej nie mylić?

Pewne pytania
notowałam chwilę przed zaśnięciem.
Po przebudzeniu
już ich nie mogłam odczytać.

Czasami podejrzewam,
że to szyfr właściwy.
Ale to też pytanie,

które mnie kiedyś opuści.






Brak komentarzy: