Etykiety

sobota, 13 listopada 2021

Tadeusz Śliwiak - Przerwa na papierosa

 

żeby tylko nie skończyły się szyny
żeby tylko nie urwaly się w połowie drogi
kiedy pchamy przed sobą ciężki wagon
z napisem - nadzieja


żeby tylko z chorągwi rozwiniętych nad głową
nie został sam wiatr
żeby tylko z rąk zaciśniętych na drzewcach
nie zostały same uniesione pięści


wtorek, 9 listopada 2021

Czesław Bagiński - Dla zakochanych (platonicznie)

Pielęgnuj miłość niespełnioną,
powracaj do niej, jak do wiersza.

Niech tli się, tli się w nieskończoność,
gdy jest prawdziwa - wciąż jest pierwsza.
Ona nie bywa natarczywa,
jest w tle, za mgłą rzeczywistości,
kiedy wygrywasz lub przegrywasz
i nikt jej tobie nie zazdrości.

Większość ją zwykle lekceważy,
o twojej nikt prócz ciebie nie wie
i jeśli czasem o niej marzysz,
dostrzeżesz w gwiazdach, w kwiatach, w śpiewie ...


Marzenia takie z czasem gasną,
a czasem mogą być ucieczką.
Nie pozwól, by ci ktoś zatrzasnął
na zawsze niepamięci wieczko.

Niech pozostanie utajoną,
w porywach wiatru, w szmerze liści.
Pielęgnuj miłość niespełnioną - 
ona się zawsze może ziścić.

poniedziałek, 8 listopada 2021

Adam Zagajewski - BRAMA


Czy ko­chasz sło­wa tak jak nie­śmia­ły cza­ro­dziej ko­cha chwi­lę ci­szy -
już po wy­stę­pie, kie­dy jest sam w pu­stej szat­ni, w któ­rej
pło­nie smo­li­stym, tłu­stym pło­mie­niem żół­ta świe­ca?




Jaka mi­łość do­zwo­li ci pchnąć cięż­ką bra­mę, tak że­byś zno­wu
po­czuł za­pach tego drew­na i rdza­wy smak wody z ar­cha­icz­nej stud­ni,
i że­byś raz jesz­cze uj­rzał wy­so­ką gru­szę, dum­ną ma­tro­nę, któ­ra w je­sie­ni
ary­sto­kra­tycz­nie od­da­wa­ła nam swe do­sko­na­łe w kształ­cie owo­ce,
po ­czym nie­mo po­grą­ża­ła się w roz­pa­try­wa­niu nie­szczęść zimy.

Tuż obok dy­mił obo­jęt­ny ko­min fa­bry­ki i mil­cza­ło brzyd­kie mia­sto,
ale w ogro­dach głę­bo­ko pod ce­gła­mi pra­co­wa­ła nie­stru­dzo­na zie­mia,
na­sza czar­na pa­mięć i prze­past­na spi­żar­nia umar­łych, do­bra zie­mia.

Ja­kiej od­wa­gi trze­ba, żeby pchnąć cięż­ką bra­mę,
ja­kiej od­wa­gi, żeby zo­ba­czyć was wszyst­kich zno­wu
ze­bra­nych w jed­nym po­ko­ju pod go­tyc­ką lam­pą -
mama nie­uważ­nie czy­ta ga­ze­tę, ćmy ude­rza­ją o szy­bę,
nic się nie dzie­je, nic, za­le­d­wie wie­czór, mo­dli­twa; cze­ka­my...

Tyl­ko raz ży­li­śmy.

niedziela, 7 listopada 2021

WISŁAWA SZYMBORSKA - PORTRET KOBIECY

 

1900 Joseph Rodefer


Musi być do wy­bo­ru.
Zmie­niać się, żeby tyl­ko nic się nie zmie­ni­ło.
To ła­twe, nie­moż­li­we, trud­ne, war­te pró­by.
Oczy ma, je­śli trze­ba, raz mo­dre, raz sza­re,
czar­ne, we­so­łe, bez po­wo­du peł­ne łez.
Śpi z nim jak pierw­sza z brze­gu, je­dy­na na świe­cie.
Uro­dzi mu czwo­ro dzie­ci, żad­nych dzie­ci, jed­no.
Na­iw­na, ale naj­le­piej do­ra­dzi.
Sła­ba, ale udźwi­gnie.
Nie ma gło­wy na kar­ku, to bę­dzie ją mia­ła.
Czy­ta Ja­sper­sa i pi­sma ko­bie­ce.
Nie wie, po co ta śrub­ka i zbu­du­je most.
Mło­da, jak zwy­kle mło­da, cią­gle jesz­cze mło­da.
Trzy­ma w rę­kach wró­bel­ka ze zła­ma­nym skrzy­dłem,
wła­sne pie­nią­dze na po­dróż da­le­ką i dłu­gą,
ta­sak do mię­sa, kom­pres i kie­li­szek czy­stej.
Do­kąd tak bie­gnie, czy nie jest zmę­czo­na.
Ależ nie, tyl­ko tro­chę, bar­dzo, nic nie szko­dzi.
Albo go ko­cha, albo się upar­ła.
Na do­bre, na nie­do­bre i na li­tość bo­ską.


PS.
 Gdyby ilustracja była już pokazywana.....- przepraszam...... uczę się jednoczesnego współistnienia ze sobą  partycji Windowsa 7 i Windowsa 10. . 

sobota, 6 listopada 2021

Ewa Lipska - PRZESŁANIE

 





"Tak pisać aby nędzarz 
 myślał że pieniądze. 

 A ci co umierają:  
że to urodziny" -



Julia Hartwig - Albo





Mówią że gdyby im było dane

przeżyć to wszystko po raz drugi

nie zmieniliby niczego

a przecież nie mają się za szczęśliwych

pogodzili się więc z życiem

i zdążyli pokochać siebie


albo też pojęli pod koniec

że nie jest lepsze życie

które nie zna trosk

I choć pociąga nas lekkość i niefrasobliwość

coś musi ważyć na wadze

na której położą nasze istnienie


Julia Hartwig

piątek, 5 listopada 2021

Adam Mickiewicz - Broń mnie przed sobą samym...


Corrado Giaquinto


Broń mnie przed sobą samym - masz że dość potęgi;
Są chwile, w których na wskroś widzę Twoje księgi,
Jak słońce mgłę przeziera, która ludziom złotą,
Brylantową zdaje się, a słońcu - ciemnotą.


Człowiek większy nad słońce wie, że ta powłoka
Złota, ciemna jest tylko tworem jego oka.
Oko w oko utapiam w Tobie me źrenice,
Chwytam Ciebie rękami za obie prawice

I krzyczę na głos cały: wydaj tajemnicę! 
Dowiedź, żeś jest mocniejszy, lub wyznaj, że tyle
Tylko, ile ja, możesz w mądrości i w sile.

Nie znasz początku Twego; a czyż ludzkie plemię
Wie, od jakiego czasu upadło na ziemię?

Bawisz się tylko ciągle, badając sam siebie;
Cóż robi rodzaj ludzki? - w swych dziejach się grzebie.
Twoja mądrość samego siebie nie dociecze.
A czyliż samo siebie zna plemię człowiecze?

Jeden masz nieśmiertelność; my czy jej nie mamy?
I znasz siebie, i nie znasz; my czy siebie znamy?

Końca Twojego nie znasz; my kiedyż się skończym?
Dzielisz się, łączysz; i my dzielim się i łączym.
Tyś różny; i my zawsze myślą rozróżnieni.

Tyś jeden; i my zawsze sercem połączeni.
Tyś potężny w niebiosach; my tam gwiazdy śledzim.
Wielkiś w morzach; my po nich jeździm, głąb ich zwiedzim.

O Ty, co świecąc nie znasz wschodu i zachodu,
Powiedz, czym się Ty różnisz od ludzkiego rodu!

Toczysz walkę z szatanem w niebie i na ziemi;
My walczym w sobie, w świecie z chęciami własnemi. 
Ty sam na siebie wdziałes raz postać człowieka, 
Powiedz, czyś wziął na chwilę, czyś ją miał od wieka?

[1833 - 1836?]


czwartek, 4 listopada 2021

TADEUSZ RÓŻEWICZ - Chleb

 


Chleb

                                                            któ­ry żywi i za­chwy­ca

                                                      któ­ry się w krew na­ro­du zmie­nia



                                                       po­ezja Mic­kie­wi­cza

                                                       sto lat nas kar­mi


                                                       ten sam chleb

                                                       siłą uczu­cia

                                                       roz­mno­żony

RAINER MARIA RILKE - Wiem, że modlitwa moja cię nie dotknie)

 
Wiem, że mo­dli­twa moja cię nie do­tknie,
choć jest bluź­nier­cza: jak­bym szu­kał w księ­dze sta­rej,
żem z tobą spo­krew­nio­ny — ty­siąc­krot­nie.



Chcę ci z mi­ło­ści mych zło­żyć ofia­rę…
Czy ojca ko­cha się? Czy z chło­dem w twa­rzy
nie rzu­ca się go, tak jak tyś się wa­żył
odejść od jego sła­bych, pu­stych rąk?

Czy się nie wkła­da do za­mierz­chłych ksiąg,
po ci­chu, jego uwię­dłe­go sło­wa,
po­mię­dzy kar­ty od­wy­kłe od rąk?

Czy jak od dzia­łu wód się nie od­pły­wa
od jego ser­ca, w ból i w ra­dość żywą?


Czy oj­ciec nie jest dla nas tym, co było;
lata, w któ­rych się obcą my­ślą żyło,
ge­sty zu­ży­te, ubiór już ze­tla­ły,
prze­kwi­tłe dło­nie i włos wy­pło­wia­ły?

I je­śli w cza­sie swym mógł ujść za bo­ha­te­ra,
dziś, gdy ro­śnie­my, spa­da jak liść i za­mie­ra.

Przeł. Mie­czy­sław Ja­strun

Jerzy Kielech - Jesteśmy

W nawiązaniu do książki autorstwa znanego w .świecie prof. Hellera wybitnego polskiego uczonego astrologa, i filozofa - 

"WIERZĘ ŻEBY  ZROZUMIEĆ"





bo wszechświat zapytać chce siebie
o wieczną samotność
konieczność wytrwania
w nadziei że mogą się błąkać w bezkresie
tak samo samotne
mnożące pytania - wszechświaty

z twych pytań
nasz wszechświat posmutniał - spadamy
z galaktyk jak liście wśród jego jesieni
a później nas spali
i światłem płomieni
nakarmi
istoty co po nas nastaną

tymczasem jesteśmy
i wieczór się zdarzył cholernie uroczy
spytałaś w zadumie
dlaczego

milczałem do świtu
bo coraz mi trudniej
nie pytać
dlaczego pragniemy
zrozumieć

środa, 3 listopada 2021

Krzysztof Ćwikliński - Czasem


 
Tak niewiele potrzeba. Wystarczy coraz mniej.

Wystarczy coraz rzadziej. Już nawet byle co...

Byle się tylko nie dać. Byle mieć chociaż to
I jakoś to utrzymać... I wtedy będzie lżej.

Lżej będzie i pogodniej. I może przyjdzie myśl,
Że dobrze jest. Jest dobrze. Lepiej nie może być.

I podnieść się z miłości. Nauczyć bez niej żyć.
Za siebie czasem spojrzeć, ale nie pytać czy..........

wtorek, 2 listopada 2021

Bachman Zygfryd R E L A C J A Z Ż Y C I A

 

Trochę satyry przy okazji Zaduszek:


R E L A C J A    Z     Ż Y C I A

Jest już ból, pierwszy krzyk
Widzisz nowy obcy świat
Mama karmi Ciebie mlekiem
Podpisałeś życia pakt

Łóżko białe i kołyska
Nie przespana czyjaś noc
Potem pełna zupki miska
I w pieluchach mokry stos



W końcu pierwsze słowo mówisz
Uśmiech zdobi Twoją twarz
Swe zabawki bardzo lubisz
Płynie Tobie wolno czas


Pierwsze lekcje swe pobierasz
Jaki twardy jest ten świat
Zmienne myśli ciągle miewasz
Życie pełne dobrych rad

Dojrzewanie cię dościga
Śnisz o majtkach Twojej pani
Twe nasienie z bólem śmiga
Już uczucia Twoje rani

Pierwszą miłość swą doznałeś
Światem Twoim tylko ona
I mężczyzną się już stałeś
Myślisz o niej -Moja żona

Życie ciągle ciebie zmienia
Świat na głowie Tobie staje
Już nie Ola tylko Genia
Więcej szczęścia Tobie daje
 
W końcu jesteś już żonaty
Chcesz by szczęście ciągle trwało
Spłacasz ciągle nowe raty
Lecz to dla niej wciąż za mało
 
Lata płyną masz już syna
Dom samochód chore nerwy
Pytasz cicho, kogo wina
Że się kłócisz z nią bez przerwy

Czas jak woda Ci ucieka
Siwych włosów pełna grzywa
Twój przyjaciel to kolega
Z którym częściej Ci się bywa

Papierosy musisz rzucić
Żeby serce swe ratować
Już przestałeś się wciąż kłócić
W końcu wnuki możesz kochać

Ósma kreska już na karku
Jesteś tylko cieniem siebie
Laska piwko w miejskim parku
Chciałbyś znaleźć się już w niebie

Psujesz teraz wszystkim nerwy
Już nie lubisz nawet siebie
Nie masz już młodzieńczej werwy
Twa rodzina Cię już grzebie

W końcu mają kłopot z głowy
Żegnasz w ciszy ziemski świat
Grób Ci kładą całkiem duży
Każdy z tego bardzo rad

Czas o Tobie już zapomniał
Byłeś dla nich tylko zgredem
Rzadko ktoś o Tobie wspomni
A Ty błądzisz ponad niebem

Szumią drzewa nad mogiłą
Życie było tylko chwilą 
Nie poznałeś wszystkich dróg
Teraz panem jest twój Bóg…