Archiwum bloga

środa, 29 maja 2019

Marian Hemar - ROZMOWA Z KSIĘŻYCEM


 Lata II wojny  światowej , to czas emigracji setek  tysięcy ludzi . Opuszczali swoje Ojczyzny i swoje rodzinne strony - by nigdy do nich nie wrócić. Ich los jak wiemy podzielił jeden  z najwybitniejszych polskich satyryków i twórców kabaretowych, wielki patriota polski - Marian Hemar.
Lwowianin z urodzenia, kochał Lwów wręcz bałwochwalczo. Polska i Lwów - to były dwie miłości Hemara. Gorące umiłowanie rodzinnego kraju i rodzinnego miasta nie opuściło go nigdy, trwało w nim aż do śmierci.. Jego wiersze z czasów emigracji były pełne nostalgii i tęsknoty za rodzinnym miastem.

Zmarł w miasteczku Dorking pod Londynem. Nie udało mu się urzeczywistnić marzenia by złożyć głowę na cmentarzu lwowskim.:

"Ach, jak to się stało?
Z wszystkich tęsknot do świata, do złota
Do tryumfów, i wieńców na głowie,
Pozostała ta jedna tęsknota,
Aby kiedyś umierać we Lwowie.
Pozostała tęsknota jedyna,
Wszystkie inne tęsknoty zagłusza:
Gdy ostatnia wybije godzina,
By z lwowskiego wybiła ratusza."

Jego tęsknota do ukochanego kraju i miasta znajdowała częściowo ujście w nostalgicznej, urokliwej poezji.

                                         ROZMOWA  Z  KSIĘŻYCEM
                           
                               

Księżyc w Londynie na niebie
Zagląda w okno me.
W milczeniu patrzymy na siebie
Przez chwilę, albo dwie.
I nagle dreszcz wyobraźni

Przenika mnie na wskroś —
Bo słyszę — słyszę wyraźni —
Że on do mnie szepce coś:

  Ta ludzie kochane! Ta Matko Królewska
Taż oczom nie wierzę — to panna Majewska!

A pani się patrzy, jak obca na obcego,
Jakby pani nie spoznała księżyca lwowskiego!
A jak pani na Corsie chodziła szpacerem
I na ławce w Stryjskim Parku siedziała z kawalerem
I w bramie na dobranoc, jak on panią całował —
To kto wtedy w chmurach dyszkretnie się chował?

Czy ja tak się zmienił, czy tak się postarzał,
Żeby dziwczuk ze Lwowa mnie nie zauważał?
Czy ja się tak posunął, posiwiał i zbrzydł?
Ach, pani Majewska — faktyczni, że to wstyd!

Wstyd chwycił mnie niewymowny,
Połknęłam w gardle łzy.
I mówię — księżycu szanowny —
Ta joj — to pan? To ty?
Powiedz mi — niech pan mi powie,
Co słychać? Czy pan zdrów?
Pan teraz tu? Nie we Lwowie?
Pan tyż już — opuścił Lwów?

Ta co pani gada? Ta pani Majewska!
To szczęście, że ja panią znam od oseska!
Taż ja tam po Lwowie co nocy szpaceruję,
Od bramy do bramy, jak pies tak waruję,
Od Kopca do Corsa, od Corsa do Dworca,
Bez chwili urlopu, jak nocny dozorca.
Po rynnach się ślizgam, po dachach się posuwam,
I srebrzę i złocę, uważam i czuwam,
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuję tego Lwowa — na wasze przyjęcie!
Ja tylko tu na chwilę — bo tam teraz świt —
A pani mnie posądza!... Faktycznie, że to wstyd!

 Więc ja wyciągam ramiona —
A on na górze lśni —
I wołam jak jakaś szalona:
Księżycu! Powiedz mi!
Powiedz mi tylko dwa słowa,
Ty mi to wyjaw sam —
Kiedy ja wrócę do Lwowa?
Czy w ogóle wrócić mam?

Ta co za pytanie? Ta pani Majewska —
Ta jasne
— a wtem jakaś chmurka niebieska
Zasnuła go z boku i mrokiem go zawlokła
I próżno się patrzę — wychylam się z okna —

I deszcz zaczął siąpić i błyszczy się ulica
I niebo jest czarne i nie ma księżyca
A ja myślę: Tym lepiej. A ja myślę:
Nie szkodzi On teraz we Lwowie po Łyczakowskiej chodzi
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuje — sam powiedział — na moje przyjęcie

Już w oknie londyński zieleni się świt.
A ja płaczę i śmieję się. Faktycznie, aż mnie wstyd.

Marian Hemar.


Brak komentarzy: