Etykiety

piątek, 23 marca 2018

Tadeusz Śliwiak - Ta nasza młodość

Ta nasza młodość

Ona jest wśród kamieni
Rwącym światłem strumyka
Wiewiórkami po drzewach
po gałęziach pomyka

Ona iskrą w kamieniu
Ona mlekiem w orzeszku
Ona świata ciekawa
Jak miedziany grosik w mieszku

Ta nasza młodość
z kości i krwi
Ta nasza młodość
co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest
...potem drugą...

Ona kwiatem we włosach

Octem w jabłkach jest pierwszym
Gorzką pianą na piwie
w świata gwarnej oberży

Buntem jest niespełnionym
co na serce umiera
Ona tylko to daje
co innemu zabiera

Ta nasza młodość
z kości i krwi
Ta nasza młodość
co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt dlugo

ona co pierwszą jest
...potem drugą...

czwartek, 22 marca 2018

annaG - kim jest?

otwórz powoli oczy
spójrz
spod rzęs
w stronę okna

ktoś pozamiatał niebo
z posępności
pomalował
na cytrynowo słońce

widzisz?

pozbierał
zagubione nuty
włożył je
do ptasich gardeł

słyszysz?

młode promyki
przyklękły
na twoim policzku
muskając ciepłem

czujesz?

ktoś zebrał wszystkie
krople
wypłakanych wczoraj
łez

kim jest?

ten przyjemny ktoś
który
przyszedł tak zwiewnie
i z gracją

ja wiem!

to lepszy dzień
ten
który zawsze
nadchodzi...
ten
na który
zawsze czekamy 

środa, 21 marca 2018

Szymon Mucha - Taxi!

Z okładki :Voque Le Noir
                                                                 
                            Taxi!

Proszę mnie zawieźć... Albo nie!
Niech pan gdzieś jedzie, gdzie pan chce,
To taki kaprys nocny jest,
Tak, mam pieniądze... I mam gest!

Niech pan mnie wiezie dalej, dalej,
Niech pan mnie wiezie nie wiem gdzie,
Czy w tej taksówce wolno palić?
Tak tylko pytam, nie to nie!

A czy pozwala pan szampana,
Pięknym kobietom tutaj pić?
A czy ja mogę tu u pana,
Przymknąć powieki, no i śnić...

Jestem kobietą przebudzoną
I tak mi dziwnie trzeźwo z tym
Bo chociaż sny na dłużej szkodzą
To wynalazkiem nie są złym
Pan nawet nie wie o czym mówię
Pan nie potrafi żyć we śnie
A ja potrafię, więcej! Lubię
Na jawie śnić, co tylko chcę...

Na przykład miasto o północy,
Tętniący neonami świat,
W którym podpici już prorocy,
Kobietom odejmują lat.

Pan sobie pewnie wyobraża,
Pan pewnie myśli nie wiem co...
A ja dziś jestem na wirażu,
Ja wpadłam w poślizg, że ho! Ho!

I całą noc dziś będę szaleć,
Tańczyć na stołach i tłuc szkło,
Ale na razie jedźmy dalej,
Bo widzi pan ja jestem po

Jestem kobietą po rozwodzie,
I tak mi lekko, dobrze z tym,
Mężczyźni mi na dłużej szkodzą,
Choć wynalazkiem nie są złym!
Ja nawet bardzo chłopców lubię!
Mogę ich mieć, gdy tylko chcę,
Prędzej czy później wszystkich gubię,
Więc femme fatale nazwali mnie.

My też jedziemy nazbyt długo
Pan o mnie wie za dużo już
Niech pan tu stanie, pod tancbudą,
Jak to się czyta - Moulin Rouge?

wtorek, 20 marca 2018

Szymon Mucha - Albert Camus

 Szymon Mucha - autor piszący teksty piosenek, wiersze, tłumaczenia i adaptacje oraz teksty reklamowe. Studiował w Poznaniu i w Bernie. Debiutował w paryskiej „Kulturze”                                               

William Blake

Ciekawe co się z tobą dzieje,
Mistrzu Albercie, jesteś t a m ?
Jesteś, czy nie ma cię w popiele?

Jeżeli jesteś, powiedz nam...

Czy są gdzieś Bogi zbuntowane
Przeciwko sensom swoich dzieł,
Czy poprawiają je – zbawiając,

Są Bogi? Powiedz! Tak, czy nie?

A śmierć, czy może być szczęśliwa?
Choćby w ramionach, choćby z nią –
Czy jest piękniejsza, niż jej rywal –
Cholernie smutny, zwykły zgon?

A oceany, ciepłe morza?

Kobiety, absynt, gorzka sól?
Czy samym szczęściem cię tam głodzą
I zapomniałeś, co to ból – 

Ten pierwszy przedsmak ukojenia –

Cierpienie – bo bez niego nic,
Jest tam cierpienie, czy go nie ma?
Można szczęśliwie w i e c z n i e żyć?

Czy można tam odchodzić, wracać,

Jeśli to nieruchomy świat?
Może to tylko miejsce straceń,
Mistrzu Albercie,
Nie mów – „Tak...”

poniedziałek, 19 marca 2018

Jacek Kaczmarski - O demokracji

                                                                     

Nie jeden z nas położył łeb
Za sprawę dobrą albo złą
By królem mógł być byle kiep
Co pisze ślinią, zamiast krwią.
Tyle się złachmaniło dusz
Za sens istotny - kto jest - kto,
Że nie dojdziesz ani rusz
Tego, kto wprost nazywa zło.

Mordy, pyski, twarze, lica
W słusznej sprawie rozwrzeszczane:
Dla nas Kraj! Dla nas Stolica!
Wiwat wszystkie stany!

Nie byle jaki zgiął się kark,
Nie z nikąd pobłądziła myśl,
Z nie byle jakich spływa warg
jad, który jadem ma być dziś.
Takie już oczy w oczy łżą!
A tacy martwi bronią snu!
Takie już piękne ręce drżą
By się nie stało To - i Tu!

Lica, pyski, mordy, twarze,
W których słuszna sprawa grata
Dla nas Bóg! Dla nas ołtarze!
Wiwat - darmo chwata!

Wiec tak, czy owak będzie sąd,
Przed którym stanie byle kto.
By błędem się odciskał błąd,
By złem się odciskało - zło.
Taki czy inny zwiśnie stryk,
Zatańczy frajer, mędrzec, Żyd
l nie zrozumie nigdy nikt
Skąd duma w skrusze, w pysze - wstyd.

Lica, pyski, twarze, mordy,
Słuszną sprawą napędzane:
a nas hymny i katorgi!
Wiwat święte rany!

poniedziałek, 12 marca 2018

Szydzik Zofia - Życie

Louis Abbema



Zanim zejdę w dolinę -
uciszę niepokorne myśli,
szalonym pędem poplątane.
Polecę z wiatrem za muzyką
odbijającą się od grani
dźwięcznym, samotnym echem.

Pozbieram nuty, co spadły
z pięciolinii niemych dni.
Uspokoję wyjące wichry,
włóczące się bez celu
po skalistych zboczach mego ja.

Zgłębię tajemnicę mgieł,
skrywających w swej gardzieli
prawdę o nieidealnym bycie,
przetykanym zamętem i krzykiem.
A potem - będę czekać.

Żyję ... by czekać !

niedziela, 11 marca 2018

"Z nadzieją, że nie ma nieistnienia" /z mojego dawnego bloga"Świat poezji" / (muzyka i słowa Marcin Kydryński) /

Animacja - Piotr Gajda

Jak myślisz, czy tam, za ostatnią już ciszą,Tam, skąd się listów nie pisze
Nasze czułe dusze dwie znowu rozpoznają się
I czy spotkają się?

Czy dusze znają mowę dotyku?
Czy wymieniają spojrzenia?
Czy mijają się w milczeniu,
Czy w nieznanym nam języku rozumieją się?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.

Czy dusze są tu, obok nas, jak powietrze?
Czy są odległe, jak gwiazdy?
Czy unoszą się na wietrze
Albo cicho wiją gniazda z przedwieczornej mgły?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją, że nie ma nieistnienia.

Czy myślisz, że tam niskie lipcowe słońce
Da swego ciepła nam więcej?
I czy dusze nasze na rozgadanej wonnej łące 
będą mogły trzymać się za  ręce ?                                                 
                                                                                                                                                                                                                                                                                               




sobota, 10 marca 2018

Elżbieta Zechenter - Spławińska - Przyczyny




Są ze sobą:
z miłości
z nienawiści
dlatego że są niepewni
dlatego że są zbyt pewni
przez grzeczność
przez dziesięć lat

przez trzy tygodnie 
ze strachu
z wygody
z poczucia obowiązku
z braku poczucia obowiązku

Zapominają tylko o sobie 
bez przyczyny

piątek, 9 marca 2018

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Dusza w powrocie

DUSZA  W  POWROCIE  - jeden z najbardziej lubianych przeze mnie wierszy Tetmajera:

Alex Stevenson Diaz




Szukam na próżno - odnaleźć nie mogę - 
nie mogę znaleźć dawnej duszy mojej...
Gdzież jest? Gdzie znikła?... Ach! przede mną stoi
jakiś cień - jodła widna przez szeżogę.

Jakiś, cień, mara blada, znikła zjawa -
smutno się, trwożnie, bojaźliwie do mnie
zza mgły uśmiecha - patrzę nieprzytomnie,
strach mi wśród piersi zrywa się i wstawa!

To widmo - to jest - moja dusza!?   Moja
dusza!?  To widmo?!  Ten cień!?  To konanie!?
To dusza moja!?  Naokół otchłanie
i mgły... Tak jest: to ona.  Mówi: to ja.

To ja... Tak jest: to ty... Ty... Gdzieżeś była?
Milczy. - Skąd wracasz? Powiedz... Schyla głowę.
Mów... Głowa na piersi spada... Przez niezdrowe
szłaś kraje?... Drży, jak haszyszem opiła.

Wróciłaś?... Szepce: tak - i patrzy w oczy,
jak pies, co zwlókł się i wraca ku nodze.
Ty jesteś dusza moja... po złej drodze
szłaś - nawet krew ci, spojrzyj, stopy broczy.

Nie czujesz?... Przeczy głową. Zziębła, blada,
nie czuje bólu, krwi na stopach. - Długo
błądziłaś kędyś -patrz: czerwoną strugą
za tobą bieży krew, co z nóg twych pada.

Długo nie było cię. Pójdź, chcę ci rany
obetrzeć z krwi... lecz gdzie są skrzydła twoje?...
Gdzie skrzydła!? Powiedz! Mów! Jak orzeł dwoje
skrzydeł szerokich miałaś, jak orkany!

Mówi Mów! Na Bogal Gdzie twe skrzydła? Duszo!
Dwa miałaś skrzydła, wielkie, silne, duże,
gdzież są!? - Noc legła na całej naturze,
mgły kłębem spadły w dół i światło głuszą.

Gdzie skrzydła?... Pustka... Zapomniałem ciebie,
nagle uczułem w sobie, że cię nie ma;
zacząłem szukać - przyszłaś, jesteś... Niema
cisza na ziemi zwisła i na niebie.

Nagle cię znaleźć i mieć zapragnąłem:
jesteś - ta sama, co tam, na Jeziorze, --
chłonęłaś w siebie świat... Przyszłaś w pokorze
z bezwładną ręką i spuszczonym czołem...

W źrenicach suchość masz, w skroniach pożogę,
twe skrzydła strzęp, proch duma twa i siła,
na stopach twoich krew... Wiem już, gdzieś była -
anioł cię śmierci wwiódł na swoją drogę.                                                                                                                                                                                                                  


                                                                                                   
                                                                                                                   Stevenson Diaz  Alex  
Tetmajer kontynuował temat duszy jeszcze w wielu swoich utworach.
Między innymi w równie pięknym wierszu "ZAMYŚLENIA"


- fragm.II....


Melancholia, tęsknota, smutek, zniechęcenie 
Są treścią mojej duszy... Z skrzydły złamanemi 
Myśl ma, zamiast powietrzne przerzynać bezdenie, 
Włóczy się jak zbarczone żurawie po ziemi. 

Cóż, że zrywa się czasem i wzlatuje w górę 
Z smutnym krzykiem tęsknoty do sfer, kędy słońce, 
Nieśćmione wyziewami ziemi, jasno gore 
I gdzie szumią obłoki z wiatrami lecące?... 

Złamane skrzydła lecieć nie zdołają długo, 
Myśl spada i pierś rani o głazów krawędzie, 
I znów wlecze się, znacząc krwi czerwoną strugą 
Ślady swej ziemskiej drogi - i tak zawsze będzie.


czwartek, 8 marca 2018

Czesław Miłosz - z upływem lat......


 Czesław Miłosz
Oczy

Szanowne moje oczy, nie najlepiej z wami.
Dostaję od was rysunek nieostrym,
A jeżeli kolor, to przymglony.
A byłyście wy sforą królewskich ogarów,
Z którymi wyruszałem niegdyś o poranku.

Chwytliwe moje oczy, dużoście widziały
Krajów i miast, wysp i oceanów.
Razem witaliśmy ogromne wschody słońca,
Kiedy szeroki oddech przyzywał do biegu
Po ścieżkach, na których podsychała rosa.

Teraz coście widziały, schowane jest we mnie
I przemienione w pamięć albo sny.
Oddalam się powoli od jarmarku świata
I zauważam w sobie jakby niechęć
Do małpowatych strojów, wrzasków, bicia w bębny.

Co za ulga. Sam na sam, z moim rozmyślaniem
O zasadniczym podobieństwie ludzi
I o drobnym ziarnie ich niepodobieństwa.
Bez oczu, zapatrzony w jeden jasny punkt,
Który rozszerza się i mnie ogarnia.

22.VII.2001.


                                                                      Flamanco dance
Trwałość


To było w dużym mieście,
mniejsza z tym jakiego kraju, jakiego języka.

Dawno temu (błogosławiony niech będzie dar
Wysnuwania opowieści z drobiazgu
Na ulicy, w aucie - zapisuję żeby nie zgubić).

Może nie drobiazg, bo tłumna nocna kawiarnia,
W której występowała co wieczór sławna pieśniarka.
Siedziałem z innymi w dymie, w brzęku szklanic.
Krawaty, oficerskie mundury, dekolty kobiet,
Dzika muzyka tamtejszego, pewnie z gór, folkloru.

I ten śpiew, jej gardło, pulsująca łodyga,
Nie zapomniana przez tak długie lata,
Ruch taneczny, czerń jej włosów, biel jej skóry,
Wyobrażenie zapachu jej perfum.

Czego nauczyłem się, co poznałem?
Państwa, obyczaje, żywoty, minione.
Żadnego śladu po niej i tamtej kawiarni.
I tylko cień jej ze mną, kruchość, piękno, zawsze.

sobota, 3 marca 2018

Auzoniusz - do żony


Tak jak żyliśmy, miła, żyjmy do końca strzegąc
Imion przyjętych niegdyś w komnacie naszych zaślubin.


Niech żaden nie sprawi dzień, aby nas wiek przemienił.

Niech zawsze dla ciebie młodzieńcem będę, ty dla mnie dziewczyną.


Choćbym posunął się w latach dalej niż Nestor, a ty —

Choćbyś się wiekiem zrównała z dawną Sybillą Kumejską —



Po cóż mamy rozmyślać, czym jest starość sędziwa?

Lepiej znać życia treść, niż jego lata obliczać.


Przełożył Zygmunt Kubiak

piątek, 2 marca 2018

Halina Birenbaum - żydowska poetka ocalona z holocaustu wspomina:



Alte Zachen

nadjechało nowe niebieskie auto
przez głośnik wołanie:
„Alte zachen!” Alte Zachen!”
obcy akcent żydowskich słów
inny towar...

byłam małą dziewczynką gdy

lubiłam przypatrywać się takim handlarzom
przez okno naszego mieszkania w Warszawie
- chodzili po podwórkach
biedni pochyleni – gruby wór na plecach
śpiewali, błagali:
„Alte zachen! Alte szyjech!”
„Alte brojt! Alte chale!”
„Stare rzeczy kupuję! Stare buty
stary chleb! starą chałkę!”
chodzili z domu do domu, z podwórka
na podwórko –


dawali grosze dostawali grosze

zimą latem – dźwigali swe wory swą
biedę, mozolny trud
i śpiewali soczystym żydowskim językiem
„Alte zachen” kupuję „alte szyjech, alte brojt!”...

również w getcie ale tam daremnie

nastawiali czapki wyciągali ręce
wyczekiwali
może coś zrzuci ktoś z okien
wszystkich zgładzono –

ich wołanie jednak unosi się dalej

w martwym języku żydowskim
(nie przez znawcę jidisz)
sprawne auto z głośnikiem przejeżdża ulicą
i wołanie: „kupuję starzyznę – alte zachen, alte zachen”...

dziwne nowoczesnym sposobem

a jednak podobne
do handlarza z workiem
którego widziałam przez okno domu
w dzieciństwie
w Warszawie biednych Żydów
tak daleko – tak dawno...

Halina Birenbaum



Bardzo często poezja odświeża nam przeżycia z odległych lat.
Mam podobne wspomnienia jak Halina Birenbaum,  też w Warszawie tylko w innym domu, na innej ulicy.....pamiętam siebie, małą dziewczynkę przypatrująca się przez okno śpiewakom, muzykantom, handlarzom żydowskim na podwórku, i babcię oddającą im do ostrzenia noże.



                / to było to podwórko i ten dom, spalony w powstaniu, odbudowany po wojnie/ 







Jest jeszcze jeden wiersz, o podobnej jak powyższa tematyce, który zawsze budzi we mnie pewne smutne wspomnienie z czasów okupacji niemieckiej i istniejącego już wtedy getta. 

To wiersz :

Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - 

Dziecko żydowskie








"Widziałem taki balkon, w kwietniu, w słońcu, 
w takim słońcu, że aż się oczy mrużą; 
gdy wiatry z pól zbyt pełne woni są; 
gdy ptaków i kwiatów jest tak dużo. 

Na tym balkonie, kiedy nań blask naszedł 

i wszystkie wonie jak miotłą przepłoszył, 
jeden posępny cień został jednakże 

i miał zielone oczy. 


Była to dziewuszka, której dzieje 

opisać można by w niejednym tomie. 
Jej teraz dobrze jest. Lecz jeszcze się nie śmieje. 
I często krzyczy nocą od złych wspomnień. 

Żydowskie dziecko. Kwiat, co rósł w sekrecie. 

Świerszczyk ukryty w szparze. A rodzice 
i stara babka, wszystko padło w getcie, 
oświetlone ogniem i księżycem. 


Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko? 

Kwiaty znów pachną. Gwiazdy znów migocą. 
Ale ja także znam kolczasty drut i noc niemiecką 

i czasem też krzyczę nocą."


Dziewczynka o której pisze Ildefons Gałczyński przypomina mi ośmio, może dziewięcioletnią żydóweczkę Lodzię, pukającą cicho do drzwi mieszkańców naszego domu z nadzieją, że zostanie nakarmiona, a może przyjęta na stałe. Pamiętam ją jak dzisiaj, siedzącą przy stole nad talerzem zupy i dodatkowo wynoszącą przygotowaną przez babcię paczkę z jedzeniem. Nie było w domu  mieszkania zamkniętego przed nią przez mieszkańców.
Nawet od policjanta mieszkającego na parterze wychodziła z zapasem żywności dla rodziny, a może rodzeństwa w getcie.
Niestety nie wiem jakie były dalsze losy Lodzi. Po jakimś czasie przestała nas odwiedzać. Czy przeżyła? Mam nadzieję, że tak, że znalazła stałe miejsce, gdzie ją przechowano, że słowa z wiersza poety -


-"Dzisiaj jest dobrze, prawda, moje dziecko? Kwiaty znów 


pachną. Gwiazdy znów migocą."- były aktualne również i dla niej. 


czwartek, 1 marca 2018

Jean de La Fontaine Bajka o kozie, kózce i wilku / w przekładzie Adama Mickiewicza /

Jedna z lubianych przeze mnie w dzieciństwie bajek,
czytana po latach wnuczkom. 

Babcia w zabawach musiała oczywiście odgrywać wilka.

Sąsiadka koza, ta, co to rozwódka,
Z rodu Ostrorożanka, a tak rzeźka czołem,
Że umie łeb za łeb rozmówić się z wołem
I nie da lada wilku brać się do podbródka,
Wczoraj w las idąc zbierać na domu potrzebę
Rokitę, czy lipią skórkę,
Na gospodarstwie zostawiła córkę,
Której jest na imię Bebe.

A że młodym osobom, pod niebytność matki,
Rozliczne grożą przypadki,
Nakazuje dziecku srogo:

— Nie ruszać mi za próg nogą
I nie przyjmować nikogo – nikogo!

Jest tu wilk w okolicy; mam go w podejrzeniu,
Że zamyśla o czem brzydkiem;

Pilnujże drzwi, aż wrócę i dam znak kopytkiem,
Wołając cię po imieniu: Bebe!
Lepiej, że zgrzeszym ostrożności zbytkiem,
Niż gdyby miało kiedy być przysłowiem trzodzie:
Mądra koza po szkodzie.


O wilku mówiono w izbie
A wilk tuż siedział na przyzbie,
Podsłuchał. 

Matka z domu, a on wnet do córki
Stuk i puk we drzwi komórki.

Wilk zwykle wyciem łaje albo grozi,
Lecz gdy prosić ma potrzebę,
Nieźle udaje śpiew kozi;

Więc jako mógł najkoziej odezwał się


„Bebe Otwórz!“

A kózka na to: „Przepraszam nie można
Mamy nie masz, jestem sama“.


On znowu: „Bebe, otwórz, to ja, mama“

Na to znów kózka ostrożna:

„Głos wprawdzie matczyn; ale czyś ty matka,
Jak mogę wiedzieć gdy zamknięta klatka?
Podejdźże tu i przez to pod progiem korytko
Pokaż mi na znak kopytko.
“


Wilk odszedł, klnąc Bebe i mać jej brzydko.

Ta bajka jest po całym świecie znana z treści
Lecz żeby ją dać poznać płci niewieściej,
Udawajmy, że wzięta z francuskiej powieści.