Etykiety

niedziela, 13 marca 2022

Julia Hartwig - Gdzie są te listy.

George Frederic

"Doświadczenie to imię, jakie ludzie nadają swym błędom". 
Oscar Wilde



*** (Gdzie są te listy...)

Gdzie są te listy, w których ktoś napisze:
Czekamy na ciebie, a przy nas łagodność, 
spokój i ogród szumiący drzewami.

Tutaj milczenie nie będzie przymusem, 
ani nie będzie przymusem rozmowa.

Gdzie są te sny, w których znajdziemy pokrzepienie,
gdzie tarasy pochmurnych zamków nad brzegami rzek
i gdzie niewytłumaczone szczęście 
kołyszące nas jak rytm pociągu



w drodze do bezpiecznego schronienia, 
w którym nie mieszka potwarz ani nóż


I gdzie jest miejsce dla szaleńca, który wzgardził zdrowiem,
dla wszystkiego, co nagłe,
dla błyskawicy, burzy, lecącego meteorytu.

Gdzie schron dla wygnańców
i ich wyobrażeń o tym, czym może być świat i oni sami.

Gdzie jest miejsce dla drzewa, które pamięta dawne losy drzew,
dla zwierzęcia, które nie zapomniało o swoim dawnym królestwie
i dla małych rybek, 
które łowiliśmy rękami jako dzieci na piaszczystym brzegu morza.

Gdzie jest miejsce dla skargi i odmowy, 
dla god
ności i lojalnej przyjaźni,

gdzie są nie wydeptane ścieżki w lesie i prosta droga do nieba.

Gdzie jest wiara płynąca nie z uciemiężenia, 
ale z siły i nielekceważenia rozumu.

Gdzie jest świadectwo pełne i wiarogodne,
które nie boi się śmiechu ani szyderstwa.

Julia Hartwig

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.






Walt Whitman - Włócząc się myślą

Walt Whitman
Kiedyś czytałem książkę, biografię sławną

I pytałem sam siebie: 

Więc tak autor wyobraża sobie życie człowieka?

I kiedy ja przeminę, 

ktoś też tak opisze moje życie?

(Jak gdyby ktoś rzeczywiście wiedział cokolwiek 

o moim prawdziwym życiu,

Kiedy nawet ja sam, myślę często, wiem o nim nic 

lub bardzo niewiele,

Ledwie kilka drobiazgów, 

luźnych słabiutkich nitek, kłamstewek

Usiłuję wytropić na własny użytek)


Walt Whitman

tłum. Andrzej Szuba


sobota, 12 marca 2022

Walt Whitman - Gdy słuchałem, co mówił uczony astronom

Gdy dowody jego twierdzeń 
ustawiały się przede mną w kolumny cyfr,
Gdy pokazywał mapy i wykresy, 
demonstrował dodawanie, dzielenie, pomiary,
Gdy siedząc w sali wykładowej, 
słuchałem wykładu astronoma i braw, jakimi mu przerywano,
Jakże rychło źle się poczułem 
i ogarnęło mnie niewytłumaczalne znużenie,
Które minęło dopiero, gdy podniosłem się, 
wymknąłem z sali i ruszyłem sam przed siebie




W mistycznym, wilgotnym powietrzu nocy, 

od czasu do czasu

Podnosząc wzrok, 

w całkowitym milczeniu,

 ku gwiazdom.


Walt Whitman

przekład Stanisław Barańczak

środa, 9 marca 2022

Adam Zagajewski - "Uchodźcy"





Zgarbieni pod ciężarem, który niekiedy
jest widoczny, a niekiedy nie,
brną w błocie albo w piasku pustyni,
pochyleni, głodni,
małomówni mężczyźni w grubych kaftanach,
ubrani na wszystkie cztery pory roku,

stare kobiety o pomiętych twarzach,
niosące coś, co jest niemowlęciem, lampą
– pamiątkową – albo ostatnim bochenkiem chleba.




To może być Bośnia, dzisiaj,
Polska we wrześniu 39, Francja –
osiem miesięcy później, Turyngia w 45,
Somalia lub Afganistan, Egipt.

Zawsze jest wóz, albo przynajmniej wózek,
wypełniony skarbami (pierzyna, srebrny kubek
i szybko ulatniający się zapach domu),
samochód bez benzyny, porzucony w rowie,
koń (będzie zdradzony), śnieg, dużo śniegu,
za dużo śniegu, za dużo słońca, za dużo deszczu,

i to charakterystyczne pochylenie,
jakby w stronę innej, lepszej planety,
mającej mniej ambitnych generałów,
mniej armat, mniej śniegu, mniej wiatru,
mniej Historii (niestety, takiej planety
nie ma, jest tylko pochylenie).

Powłócząc nogami,
idą powoli, bardzo powoli
do kraju nigdzie,
do miasta nikt
nad rzeką nigdy.


wtorek, 8 marca 2022

Wisława Szymborska - Pytania stawiane sobie



Co treścią jest uśmiechu i podania ręki?
Czy nigdy w powitaniach nie jesteś daleka,
tak jak bywa daleki człowiek od człowieka,
gdy wyda sąd niechętny pierwszego wejrzenia?


Czy każdą dolę ludzką otwierasz jak książkę,
nie w czcionce, nie w jej kroju szukając wzruszenia?
Czy na pewno, czy wszystko odczytujesz z ludzi?




Wymijające słowo dałaś w odpowiedzi,
pstry żart w miejsce szczerości - jak obliczysz straty?

Nieziszczone przyjaźnie, lodowate światy.
Czy wiesz, że przyjaźń trzeba współtworzyć jak miłość?
Ktoś w tym surowym trudzie nie dotrzymał kroku.
A czy w błędach przyjaciół twej winy nie było?

Ktoś żalił się i radził.
Ile łez wyschło zanim przyszłaś na pomoc?
Współodpowiedzialna za szczęście tysiącleci -
czy nie lekceważysz pojedynczej minuty łzy
i skurczu twarzy?

Czy nigdy nie wymijasz cudzego wysiłku?
Stała szklanka na stole i nikt jej nie spostrzegł,
aż dopiero gdy spadła nieuważnym potrącona ruchem.
Czy w ludziach wobec ludzi
wszystko jest najprostsze?


Z cyklu " Piękne kobiety w malarstwie, fotografii i poezji" / nr. 8 /


 

poniedziałek, 7 marca 2022

KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER - A kiedy będziesz moją żoną...

 


A kiedy będziesz moją żoną,
Umiłowaną, poślubioną,
Wówczas się ogród nam otworzy,
Ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozwonią nam się kwietne sady,
Pachnąć nam będą winogrady,
I róże śliczne, i powoje
Całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
Wśród złotych przymgleń i promieni,
Pójdziemy wolno alejami,
Pomiędzy drzewa, cisi, sami.

Gałązki ku nam zwisać będą,
Narcyzy piąć się srebrną grzędą
I padnie biały kwiat lipowy na
Rozkochane nasze głowy.



Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
Niezapominek i bławatów,
Ustroję ciebie w paproć młodą
I świat rozświetlę twą urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
Wśród złotych przymgleń i promieni,
Pójdziemy w ogród pełen zorzy,
Kędy drzwi miłość nam otworzy


Przypomnijmy jak pięknie deklamował ten wiersz   -  Krzysztof  Kolberger:


 

78 lat temu opłakiwaliśmy gruzy i pustkę po naszych synach, rodzicach - mieszkańcach Stolicy..... historia się powtarza.... dziś płaczą mieszkańcy ukraińskich miast.





niedziela, 6 marca 2022

Tadeusz Gajcy - Wczorajszemu

 



Tadeusz Gajcy (1922-1944) poeta czasu II wojny światowej, zginął 16 sierpnia 1944 roku w Powstaniu Warszawskim. uważany jest za najwybitniejszego, obok Krzysztofa Kamila Baczyńskiego twórcę pokolenia Kolumbów.




Ufałeś: na niebo jak na strunę miękko złożysz dłoń,
muzykę podasz ustom, utoczysz dotknięciem,
łukiem wiersza wysokie księżycowe tło
wprowadzisz w bezmiar dolin -
Modlitwę nocnych cieni rozwiesisz jak więcierz
na słodkich oczach dziewann i szumach topolich.


Ufałeś: trzepot ptaków rozsiejesz ziarnisty,
rozległą piersią ujmiesz horyzonty, w których świat
pływa mały jak z dzieciństwa okręcik.


Klechda z omszałych lat
- świty w klechdzie powiewały krwawe -
do snu kołysała dzieci.


Taką klechdą przełamał się dzień
walczącej
Warszawy.


Wtedy -
rozwiodły się nad miastem ornamenty łun
na złotych kolcach wieżyc i bełkocie Wisły,
muzyka - lecz nie nieba - krążyła jak sen,
dziś wiesz:
to skowyt strzałów na brukach się wił,
otaczał, chodził wokół jak zbłąkany zwierz.


A tobie - dni wczorajsze w oczach nie ostygły,
ufałeś...
Księżyc sierpem zmrużone rzęsy kosił,
wśród krzyży zwijał świata purpurową nitkę;
żołnierze nieśli drżące, spokorniałe oczy
na sfruwającą powietrzem
białą Nike.


Falował spokój w ciepłej darni,
kiedy młodzi plecami wsparci o wieczność
odchodzili w głębokie posłania.
Więc nakryły ich obłoki podobne kulistym mleczom
i wiatr, któremuś wierzył - składał pocałunki umarłym.


Nie wiedziałeś, że dłoń, którą uczyłeś śpiewać,
potrafi nienawidzić i pięścią grubieć pełną,
gniewu unosić żagiew -
Ufałeś. Nie ukoił twoich ust śpiew drzewa
i oczu blask nie zajął pod kopułą hełmu,
i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.


Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone
niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz -
odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną,
i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.
Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,
że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,
muzykę podasz ustom -


Dzisiaj -
w piaskach cmentarzy
powiędły echa strzałów,
wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,
jak lustro.


Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,
spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.
Nim ockniesz, się już serce zagubisz w obrazie
I dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.


Dzisiaj
inaczej ziemię witać!
Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda
i wzejdzie w barwnych tęczach, obudzi się w mitach.


Nie tak.


Nazbyt duszno jest słowom na wargach
ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia -
Myślałeś: będzie prościej.
A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać,
by godziły jak oszczep
.


sobota, 5 marca 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA


 



Edward Stachura - Confiteor

Z albumu Meditations Ultimes


Bosi na ulicach świata 
Nadzy na ulicach świata 
Głodni na ulicach świata 
Moja wina 
Moja wina 
Moja bardzo wielka wina! 

Zgroza i nie widać końca zgrozy 
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni 
Wojna i nie widać końca wojny 
Moja wina 
Moja wina 
Moja bardzo wielka wina! 




Zagubieni w dżungli miasta - moja wina
Obojętność objęć straszna- moja wina
Bez miłości bez czułości- moja wina
Bez sumienia i bez drżenia- moja wina

Bez pardonu wśród betonu- moja wina
Na kamieniu rośnie kamień- moja wina
Manna manna narkomanna- moja wina

Dokąd idziesz po omacku- moja wina
I nie słychać końca płaczu- moja wina
Jedni cicho upadają- moja wina
Drudzy ręce umywają- moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi- moja wina 


O człowieka coraz trudniej- moja wina
- moja wina
- moja bardzo wielka wina!

czwartek, 3 marca 2022

BOLESŁAW LEŚMIAN - *** (Wracam, wracam po długiej rozłące)

Wra­cam, wra­cam po dłu­giej roz­łą­ce -
Dło­nie two­je, nie­cier­pli­we, lgną­ce.

Wszyst­ko - daw­ne, a niby na nowo -
Dro­gi od­dech-zna­jo­my ruch gło­wą...


Znów pro­wa­dzisz przez wszyst­kie po­ko­je,
I idzie­my, idzie­my obo­je...

No­wej suk­ni nie po­strze­głem wca­le -
Śmiech Twój dzwo­ni, że pa­trzę nie­dba­le.

Po­ka­zu­jesz dło­nią nie­spo­dzia­nie
Nowe w kwia­ty obi­cia na ścia­nie

I list do mnie za­czę­ty na sto­le -
"Pe­łen żalu ... Niech leży ... Tak wolę".


Okno na­gle otwie­rasz w głąb nie­ba -
Nie­po­trzeb­nie, a wła­śnie tak trze­ba.

Dłoń mą tu­lisz do ser­ca, więc sły­szę,
Jak ude­rza,- choć w ustach masz ci­szę...

I w tej ci­szy, w strasz­li­wym mil­cze­niu
Skroń mi, pła­cząc, skła­dasz na ra­mie­niu.

Władysław Broniewski - Nic więcej




Cóż tam zostało? Zwalony dom
zwyczajne życie, podobne snom,
i na cmentarzu matki mej grób
i ziemia zdana wrogom na łup -
ziemia zielona, ziemia najdroższa,
błogosławiona słońcem Mazowsza –
i pochód szumnych topól nad Wisłą,
gdzie mi na chwilę szczęście zabłysło,
gdzie ta, co serce me trzyma w ręce…

I już nic więcej? Chyba nic więcej.

Cóż mi zostało? Tęsknić i iść,
tułać się – wiatrem porwany liść –
i słuchać szumu biblijnych rzek,
a we śnie widzieć wiślany brzeg,





i walczyć! walczyć! – ale nie we śnie! –
o ziemię, którąm stracił we Wrześniu,
o dom zwalony, o zwykłe życie,
o grób mej matki do śmierci bić się
i serce złożyć w kochane ręce…

To mi zostało .Chyba nic więcej.


(mal. Antonietta Varallo) 

środa, 2 marca 2022

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Zamyślenia


 Zamyślenia - VI

Czasem gdy marzę w późną noc, z oddali
Muzyka jakaś cicha ku mnie płynie,
Nieziemska jakaś, dziwna i mistyczna,
Kędyś w bezkresu poczęta głębinie.

I zdaje mi się, żem ją niegdyś słyszał,
Gdzieś przed wiekami, wśród głuchych przestrzeni —
Dziwne wspomnienia błądzą w mojej duszy
Dziwne mgławice ledwo widnych cieni.


Igor Zenin



I jakieś widzę, jakby w mgłach pamięci
Zgubione światła, podobne do sennych 
gwiazd

 co mdlejąco majaczą w pomroczu, 

W czas zadumanych wieczorów jesiennych.




I myśl ma wpływa, cicha, zadumana,
W jakąś głąb pustą, milczącą, tajemną —
I zdaje mi się że tajny Duch świata
W mistycznych echach mówi wówczas ze mną



Zamyślenia - XVIII

Dla kogo my żyjemy? Te żałoby,
cierpienia nasze i smutki dla kogo?
Dla kogo głuche, zimne, ciasne groby,
zionące ku nam ohydą i trwogą?

Czy - może ciebie, słońce na błękicie,
czy was, wy gwiazdy z oczyma złotemi,
cieszy to nędzne nieskończone życie,
to zło bezbrzeżne, władnące na ziemi?

Igor Zenin



I żadne słowo nic mi nie tłomaczy,
i nie pojmuję nic na drodze mylnej,
prócz rezygnacji martwej lub rozpaczy
tym okropniejszej, że do dna bezsilnej!