Etykiety

czwartek, 6 sierpnia 2026

POWSTANIE WARSZAWSKIE 1944r. RZEŹ WOLI.

 


Czy gdybym mogla jednym zdaniem, jednym slowem przekreślić, wyrzucić z pamieci albo ,pamietać ale nie zpomnieć tego dnia  5 sierpnia - sprzed 82 lat , chciałabym tego? Chyba nie. Tego dnia nie powinnam zapomnieć.....

BY  NIE  ZAPOMNIEĆ !

W 82 rocznicę  POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. przypomnę więc po raz drugi i trzeci i czwarty moje wspomnienia z PIĄTEGO DNIA  POWSTANIA, gdy  zamordowanych zostało kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Woli:  


OKRUCHY WSPOMNIEŃ SPRZED 82 LAT – Z DNIA 5 SIERPNIA 1944r -. NAJBARDZIEJ KRWAWEGO DNIA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO  zwanego "RZEZIĄ WOLI."

Właściwie są to pocięte okrawki wspomnień 9 letniej dziewczynki, które jeszcze ocalały w mojej pamięci…. 

Mieszkałam z Mamą, Babcią i o 2 lata starszym bratem na Woli, na ul. Górczewskiej 15 w jednym z domów Wawelberga. Tatę Niemcy rozstrzelali na początku wojny.

Dzień przed godziną W..... czyli godziną rozpoczęcia powstania przenieśliśmy się wszyscy na noc do nieużywanego pokoju, którego okna wychodziły na ulicę. Wyczuwaliśmy z bratem w zachowaniu mamy i babci jakiś niepokój . Nie rozumiał dlaczego musi wypuścić swoje ulubione 2 szczygły fruwające dotąd swobodnie po mieszkaniu..

1 sierpnia obudził nas ruch – przenoszenie się do piwnicy. Wszystko odbywało się jednak w dziwnej, niezrozumiałej dla nas dzieci atmosferze. Czuliśmy, że coś się dzieje.

Po południu przed 17.00 już wiedzieliśmy, ale nie rozumieliśmy jeszcze powagi słowa - Powstanie. Nie docierała do nas groza tego co będzie, tym bardziej, że mama z babcią na zmianę płakały i cieszyły się.

Pamiętam pierwsze, cztery dni i noce sierpnia spędzone w piwnicy  .….. nasze życie skoncentrowało się i ścieśniło do jednego, ledwo oświetlonego lampą naftową.… dusznego pomieszczenia, reszty mieszkańców podobnie.

Mimo dobiegających to z bliska, to z daleka odgłosów strzałów brat wyrywał się co jakiś czas na podwórko, potem na ulicę….. oświadczył Mamie, że on również pójdzie walczyć. Poruszyła jednak ambicję 11 latka. - a kto się będzie nami opiekował, jesteś przecież jedynym mężczyzną w rodzinie, 

Wieczorami cichła strzelanina i mieszkańcy zbierali się na podwórku pod świeżo powstałą kapliczką na zbiorowe modły i śpiewy. 

5 sierpień…. Nad ranem opuścili piwnicę towarzyszący do tej pory swoim rodzinom,  mężowie i synowie uprzedzeni przez powstańców, że niedługo wejdą Niemcy, oni przenoszą się na dalsze stanowiska, jeśli nie chcą zginąć mogą do nich dołączyć…. Ci co się zdecydowali przeżyli. .  

To był bardzo upalny dzień, w piwnicy było duszno i gorąco. Do tego wszyscy przewidująco ubrani - w zimową odzież. Brat zdążył jeszcze pobiec na chwilę do mieszkania by postawić na blacie kuchennym akwarium z rybkami w nadziei, że w razie pożaru nie ugotują się.. niestety biedne rybki nie uniknęły tego.. 

Wszyscy już wiedzieli, lada chwila wtargną Niemcy….Podobno na przywitanie wrzucają granaty.

W pomieszczeniach piwnicznych zapanowała cisza… cisza wyczekiwania.

Tyle lat minęło, a ja tą ciszę jeszcze słyszę.

Nadeszli….

Wrzaski i krzyki po niemiecku… ustawili się przy wyjściu w podwójnym szeregu z wycelowanymi karabinami.

Mieszkańcy musieli po kolei wychodzić, my również, kurczowo trzymający się mamy.

Wyciągają naszego ratlerka, ukochaną Mikusię i rozwalają o ścianę.

Szukają mężczyzn… z brata mama zrobiła dziewczynkę w chusteczce na głowie…. Siwe włosy babci schowała pod czapką…..

Starych ludzi rozstrzeliwują na podwórku - już pry wyjściu.  Widzę leżącego mężczyznę i dwóch płaczących nad nim chłopców…..

Ustawili nas w szeregu. Wychodzimy na ulicę….. rynsztokami płynie krew, z obu stron zwały trupów.

Co chwila słyszę mamę – zasłoń oczy, nie patrz tam, odwróć się.

Ale ten widok, na zawsze pozostał  mi w oczach i pamięci.

Z szeregu robi się pochód. Żołnierze /głównie ukraińscy/ zatrzymują nas…. Jest rozkaz by wszystkie pakunki rzucić na ulicę, kosztowności oddać.

Chodzą i zbierają, jeśli ktoś się ociąga, lub trudno mu ściągnąć pierścionek, czy obrączkę – obcinają palce.

Mama oddała wszystko co miała, w zdenerwowaniu część jej wypadła z rąk.

Później z satysfakcją opowiadała, że dzięki temu jej biżuteria nie dostała się w ręce bandytów. Jakoś jednak ukryła zawiniątko z jedzeniem /puszkę sardynek, kawałek słoniny /

Cały czas drży o babcię, bo nadal wyciągają z szeregu starsze osoby..

Pochód wędruje dalej w kierunku Moczydła…..

Zatrzymujemy się przed jakimś wiaduktem….

Zaczynają nas ustawiać w małe grupy… gotowe do egzekucji./ widać ustawione karabiny /

trzymamy się kurczowo mamy, słychać krzyki, szarpania i strzały.

Stoimy w tym południowym, sierpniowym upale dość długo. Okazało się później, że pod wiaduktem Ukraińcy od rana masowo rozstrzeliwali i ciała  spędzanych z okolic Woli mieszkańców. prawie natychmiast  spalali. Było ich tysiące. Nas uratował, jak przeczytałam później -  wydany przez Himmlera rozkaz by czasowo wstrzymać egzekucje ludności cywilnej

W ostatniej chwili wiadomość przywiózł na motocyklu jakiś niemiecki oficer…. Pamiętam tego nadjeżdżającego z daleka motocyklistę.

Pochód popędzono dalej. Było już chyba późne popołudnie, gdy upychając nas na siłę wtłoczyli do jakiejś hali. Jak się później dowiedziałam była to Hala Warsztatów Kolejowych na ul. Moczydlo.

Nie było mowy by usiąść, lub nawet przykucnąć. Mimo tego stłoczenia cały czas napływały nowe partie ludzi. W hali panowała cisza… cisza oczekiwania, ludzie mówili do siebie szeptem.

Niemcy zaczęli zwoływać mężczyzn by zgłaszali się na ochotnika do prac przy rozbieraniu barykad, na zewnątrz hali. Potrzebnych jest pięciu.. Wyszło pięciu pierwszych. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy strzałów karabinowych.

Wywoływali kolejne grupy po 10, 15, 25. Serie strzałów stawały się coraz dłuższe, prawie ciągłe.

Żony żegnały się z mężami, matki z synami, słychać było płacz i łkania kobiet. 

Nad ranem w hali zrobiło się luźniej. Można było usiąść na ziemi.

Koło naszej gromadki leżał na noszach młody mężczyzna. 

Mama położyła mu koło głowy zawiniątko z jedzeniem ze słowami: nam już nie będzie potrzebne, zaraz przyjdzie kolej na kobiety i dzieci, a pana, rannego przecież nie zabiją. 

Okazuje się, że nie miała racji…. Wynieśli i zastrzelili go na noszach.

Byliśmy z bratem przygotowani na śmierć. Żegnaliśmy się z sobą i z babcią. Staraliśmy się być dzielni, nie pamiętam bym odczuwała jakiś wielki strach…. 

Raczej nieuchronność, która za chwilę się stanie. najbardziej jednak oboje z bratem  obawialiśmy się by mama nie była tą pierwszą, płacząc prosiliśmy ja o to. 

Rano zrobiło się zupełnie luźno… Egzekucje ustały, mężczyzn już nie było.. Kobiety i dzieci zostały przy życiu.

Dużo by jeszcze było do opowiadania…. 

O księdzu z mojej szkoły, którego zakonnice przebrały, ukrył się między nimi i ocalał.

O sąsiedzie z drugiego piętra, który wyszedł z dwuletnią córeczką na ręku z nadzieją, że dziecko go ocali. Ocaliło…. Bo kula zabiła córeczkę, a jemu przeszła przez policzki i w nocy wydostał się spod zwału trupów..

O braciach, którzy w nocy pod stosami zabitych rozpoznali swoje głosy… i czołgali się do siebie. Niestety Niemcy usłyszeli ich i dobili. Do rana trwało dobijanie  dających oznaki życia.

O studencie medycyny pracowniku Szpitala Wolskiego, który uciekł z miejsca egzekucji spod kul. Była to jedyna, udana brawurowa ucieczka w tym miejscu.

Nie znałam go, a jednak pośrednio los mnie z nim zetknął. Za 30 lat jego żona doktor medycyny tak jak i on, pomogła mi dostać się do jednego z najlepszych chirurgów w latach 70-.ch

O tym, że wśród tych bandytów i morderców, niemieckich i  ukraińskich eskortujących uformowaną rano z osób  pozostałych przy życiu,  głównie kobiet z dziećmi długą kolumnę, podążającą w nieznanym nam wtedy kierunku - znalazł się żołnierz austriacki, który szedł i płakał. Płakał nad naszym losem, widziałam łzy tego człowieka.

Przymykał oczy na pojedyncze ucieczki z kolumny. 

Niestety inni żołnierze zaczęli za nimi strzelać. Ucieczki ustały. 

O tym jak uratowaliśmy się przed Pruszkowem i wywozem do obozu, 

O ukrywaniu się przed bandami ukraińskimi grasującymi w okolicach Warszawy, głównie w poszukiwaniu młodych kobiet, do jakich zaliczała się wtedy i moja mama. 

O gwałtach i okrucieństwach jakich się na nich dopuszczali. 

I o tułaczce. Byłaby to jednak następna, długa opowieść. Opowieść o warszawskich, powstańczych uchodźcach, szukających swojego, nowego miejsca do życia. 


Dane z Wikipedii - w czasie rzezi Woli zostało zamordowanych
ponad 65 tys. Polaków,
z czego 59 400 miało zginąć w dniach 5-7 sierpnia..
W rejonie Górczewskiej i Moczydła w miejscu kaźni pod halą
warsztatów kolejowych – ok 4.500.

Brak komentarzy: