Etykiety

sobota, 13 lutego 2021

Jan Brzechwa - "Kto pyta-nie błądzi"

 

 

Którędy się idzie, by zejść na manowce?
Czy mańkut z natury jest lewicowcem?
Skąd wiedzą sąsiedzi, czym chata bogata?
Czy cyrk to jest sztuka, czy raczej oświata?

Czy wszystkie drabiny należą do drabów?
Dlaczego babiarze udają nababów?
Czy każdy podatnik to człowiek podatny?
Czy pijak to człowiek ,czy sektor prywatny?

Czy kolarz każdego potrafi kołować?
Dlaczego Rymkiewicz się nie chce zrymować?
Czy każdy ,kto orze-od razu jest chłop?
Dlaczego na listach pisuje się Ob?


Dlaczego, kolego?
Ja pytam-dlaczego?

Dlaczego łodzianie źle mówią o Łodzi?
Czy ktoś ,kto jest świnia od małpy pochodzi?
Czy dużo na świecie jest Chinek blondynek?
Dlaczego nie bywa z głowami sardynek?

Czy Budrys i Bryndas to krewni Brandysa?
Czy Nysa po polsku brzmi ładniej, niż Nissa?
Dlaczego trzech bubków to zaraz ekipa?
Kto pierwszy powiedział że wszystko jest "lipa"?

Gdzie można najłatwiej żyć z samych zaliczek?
Czy dostać po zębach to też jest policzek?
Gdzie diabeł nie może? Czy komar to ssak?
Dlaczego każdemu pieniędzy wciąż brak?

Dlaczego, kolego?
Ja pytam-dlaczego?

piątek, 12 lutego 2021

Mickiewicz Adam - Do * * *

 

Charles Amable Lenoir



Nigdy, więc nigdy z tobą rozstać się nie mogę!
Morzem płyniesz i lądem idziesz za mną w drogę,
Na lodowiskach widzę błyszczące twe ślady
I głos twój słyszę w szumie alpejskiej kaskady,
I włosy mi się jeżą, kiedy się oglądam,
I postać twoją widzieć lękam się i żądam.


Niewdzięczna! gdy ja dzisiaj, w tych podniebnych górach,
Spadający w otchłanie i niknący w chmurach,
Wstrzymując krok, wiecznymi utrudzony lody,
I oczy przecierając z lejącej się wody,
Szukam północnej gwiazdy na zamglonym niebie,
Szukam Litwy i domku twojego, i ciebie; 


Niewdzięczna! może dzisiaj, królowa biesiady,
Ty w tańcu rej prowadzisz wesołej gromady,
Lub może się nowymi miłostkami bawisz,
Lub o naszych miłostkach śmiejąca się prawisz,
Powiedz, czyś ty szczęśliwsza, że ciebie poddani,
Niewolnicze schylając karki, zowią Pani?
Że cię rozkosz usypia i wesołość budzi,
I że cię nawet żadna pamiątka nie nudzi?

Carl Sweninger


Czy byłabyś szczęśliwsza, gdybyś, moja miła,
Wiernego ci wygnańca przygody dzieliła?
Ach! ja bym cię za rękę po tych skałach wodził,
Ja bym trudy podróżne piosenkami słodził,
Ja bym pierwszy w ryczące rzucał się strumienie
I pod twą nóżkę z wody dostawał kamienie,
I pszeszłaby twa nóżka wodą nie dotknięta,
A całowaniem twoje ogrzałbym rączęta.

Spoczynek by nas czekał pod góralską chatą;
Tam zwleczoną z mych barków okryłbym cię szatą.
A ty byś przy pasterskim usiadłszy płomieniu
Usnęła i zbudziła na moim ramieniu.

24 września 1829


czwartek, 11 lutego 2021

George Byron - Dary

 

Francisco Goya.

Dałem ci łańcuch, kowany misternie,
Dałem ci lutnię z czarownymi dźwięki,
Dałem ci serce kochające wiernie,
Wszystko ci dałem do niewiernej ręki.
 
W obu tych darach były amulety,
Im zawierzyłem, gdym się puszczał w drogę:
Te mnie nie zwiodły. Ach! czemuż, niestety!
O tobie tego powiedzieć nie mogę?
 
Ten łańcuch siłą urąga żelazu,
Ale dotknięty obcą dłonią... pęka,
Ta lutnia śpiewna - lecz milknie od razu,
Gdy na jej strunach spocznie obca ręka.
 
Płocha dziewczyno! one cię wydały,
One dowodzą to, co byś skryć chciała,
Że obce palce na tej lutni grały,
Że łańcuch z szyi obca dłoń zerwała.
 
Wracałem, myśląc, że w długiej rozłące
Już ci tam tęskno beze mnie i smutno...
I cóż znalazłem? Serce zdradzające,
Stargany łańcuch i milczącą lutnię.


środa, 10 lutego 2021

Ks. Jan Twardowski - NOWALIJKI


Wiara gdy jeszcze \

nie umiemy wierzyć

nadzieja gdy jeszcze

nie umiemy ufać

miłość kiedy jeszcze

nie umiemy kochać

 

Śmieją się świeże pąki
nowalijki listki

 

Że starość przychodzi

po wszystkim 

 



Jan Twardowski- Szukasz


 


Szukasz prawdy ale nie tajemnic
liścia bez drzewa
wiedzy bez zdziwienia

boisz się oprzeć na tym czego nie można dotknąć
zaczynasz od sukcesu wielki i zbędny
nie milczysz ale pyskujesz Bogu

chcesz być kochany ale sam nie umiesz kochać

myślisz że sobie zawdzięczasz wyrzuty sumienia

nie wiesz że dowodem na istnienie
jest to że dowodu nie ma

inteligentny i taki niemądry

wtorek, 9 lutego 2021

Stanisław Barańczak - Długowieczność oprawców

 
Oprawcy – ale ci na monumentalną skalę,
nie od mokrej roboty, ale od suchych statystyk,
nie od kanciastych pięści, lecz od zaokrąglonych cyfr
w obstawie sześciu zer – słowem, oprawcy masowi,
 
gdy tylko wyjdą cało ze swych własnych czystek
i przejdą do historii, zaskakują stale
tym, że każdy dożywa w zdrowiu do późnego wieku.
 
Wszyscy niesłuszni świadkowie Jehowy, masoni,
artyści, chłopi, księża, posiadacze ziemscy,
mniejszości narodowe, opowiadacze anegdot,
przypadkowi pechowcy, na których ktoś doniósł z zemsty,
i ci, których nazwisko ktoś wypluł razem z zębami,
powtarzaliby pewnie (gdyby ich wskrzesić) wraz z nami
(i chyba głośniej) swoje zdziwione „dlaczego”,
widząc tych krzepkich staruszków na rencie,
jak grzeją kości na ławce w ogrodzie


majstrują dla prawnuków latawce, z prostotą
siorbią barszcz, korzystają z dobrodziejstw
dzisiejszej medycyny, prócz starczych kłopotów z prostatą
nie doznając w zasadzie żadnych piekielnych udręczeń.
 
Domyślam się, że w ten sposób nadajesz nam jakiś szyfr,
że kryje się w tym, jak zawsze, Twój zamysł,
który wymierzasz Tobie tylko wiadomą miarą.
 
A jednak, o co chodzi? O trzymanie ich między nami,
by dać nam szansę – na co? Na proces, spóźniony
o parę epok, o miliony
zlikwidowanych lat życia? Na wyduszenie z nich
zeznań czy pamiętników? Na zrozumienie natury
ludzkiej na tym rażąco żywym przykładzie? Czy mamy
stawać z nimi przed lustrem, pozować do zdjęć, na których
będzie widać, że niczym się tak naprawdę nie różnią
kaci od tych, co zwykle padają ofiarą?
 
A może chcesz nam pokazać, że gdybyś do końca znikł,
świadczyłoby wciąż o Tobie przynajmniej to, że na próżno
usiłujemy zrozumieć, co jest nagrodą, co karą?


niedziela, 7 lutego 2021

Czesław Miłosz - Uczciwe opisanie samego siebie

 

Uczciwe opisanie samego siebie
nad szklanką whisky na lotnisku,
dajmy na to w Minneapolis 

 
Moje uszy coraz mniej słyszą z rozmów,
moje oczy słabną, ale dalej są nienasycone.
 
Widzę ich nogi w minispódniczkach, spodniach
albo w powiewnych tkaninach,
 
Każdą podglądam osobno, ich tyłki i uda,
zamyślony, kołysany marzeniami porno.
 
Stary lubieżny dziadu, pora tobie do grobu,
nie na gry i zabawy młodości.
 
Nieprawda, robię to tylko, co zawsze robiłem,
układając sceny tej ziemi z rozkazu  erotycznej wyobraźni.
 
Nie pożądam tych właśnie stworzeń, pożądam wszystkiego,
a one są jak znak ekstatycznego obcowania.
 
Nie moja wina, że jesteśmy tak ulepieni,
w połowie z bezinteresownej kontemplacji, i w połowie z apetytu.
 
Jeżeli po śmierci dostanę się do Nieba, musi tam być jak tutaj,
tyle że pozbędę się tępych zmysłów i ociężałych kości.
 
Zmieniony w samo patrzenie, będę dalej pochłaniał proporcje ludzkiego ciała,
kolor irysów, paryską ulicę w czerwcu o świcie,
całą niepojętą, niepojętą mnogość widzialnych rzeczy.

      

sobota, 6 lutego 2021

Wiliam Butler Yeats - Szalony, sprośny starzec

 

Jerzy Pawłowski

„Szaleję za kobietami,
Więc każdy wzgórek mi drogi -
Rzekł sprośny, namiętny starzec,
Wędrujący, gdzie niosą nogi. -
Abym nie zdechł na własnym barłogu
I niech oczy mi zamkną twe ręce,
O to proszę Starca w niebiesiech,
O to jedno, miła, nic więcej.
             

Już brzask, przygasa ogarek.

 
Ciepłe twoje słowa, miła,
Więc reszty też nie wzbraniaj.
Kto wie, kiedy stygną chętki,
Ile przed starym kochania?
Ja dam ci to, czego próżno
U jurnego szukasz młodzika:
Słowa, co serce przeszyją,
Gdy on umie tylko dotykać.”
              

Już brzask, przygasa ogarek.
 
Sprośny staruch z tęgim kijem w ręku
Od dziewczyny usłyszał te słowa:
„Nie w mojej mocy wzbraniać
Miłości lub ją darować.
Starszemu ją całą oddałam,
Starzec w niebie jest moim wybrańcem.
Nie mogą zamknąć ci oczu
Ręce zajęte różańcem.
              

Już brzask, przygasa ogarek.
 
„Idźże więc swoją drogą, idź,
Inaczej sobie pocznę,
Dziewczęta na wybrzeżu w lot
Pojmują sprawy mroczne.
Ze starym sprośne żarty,
Z młodym rybakiem taniec,
Gdy noc spowije wody,
Rozkładają posłanie.
              

Już brzask, przygasa ogarek.
 
W ciemności jestem młody,
W dzień – sprośny, szalony staruch,
Z którego koń by się uśmiał,
Choć mocą instynktu i czarów
Znam najtajniejsze sprawy,
Od wieków w sercu skrywane,
O których nie ma pojęcia
Ich młody, pryszczaty kochanek.
             

 Już brzask, przygasa ogarek.
 
Jak mało kto wiem o tym,
Że cierpią wszyscy ludzie,
Czy wspięli się na szczyt,
Czy tkwią w przyziemnym trudzie.
Wioślarz zgarbiony w łodzi,
Jeździec na grzbiecie konia,
Tkacz przy swoim warsztacie,
Dziecko w matczynym łonie.
              

Już brzask, przygasa ogarek.
 
Bo kto dobrze ma we łbie, wie,
Że mękę wypalić może
Świetlisty błysk zesłany
Przez tego Starca z przestworzy.
Lecz ja gorszą cząstkę obrałem,
Stary gbur, i już się nie zmienię:
Tylko na piersi kobiecej
Znajduję zapomnienie.”
              

Już brzask, przygasa ogarek.
 
przekład – Ludmiła Marjańska


piątek, 5 lutego 2021

Wojciech Młynarski - Bynajmniej

 

Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu
Choćby najbardziej pobieżnym,
Że się spotkali pan ten i pani
W pociągu dalekobieżnym.

Ona - na pozór duży intelekt,
On - jakby trochę mniej,
Ona z tych, co to pragną zbyt wiele,
On szeptał jej:

Za kim to, choć go wcześniej nie znałem,
Przez ciasny peron się przepychałem?
Za Panią, bynajmniej za Panią

Przez kogo płonę i zbaczam z trasy,
Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy?
Przez Panią, bynajmniej przez Panią!

Byłem jak wagon na ślepym torze,
Pani zaś cichą stać mi się może
Przystanią, bynajmniej, przystanią


Mówię, jak czuję, mówię, jak muszę,
Gdzie Pani każe - tam z chęcią ruszę
Za Panią, bynajmniej za Panią!

Ta pani tego pana niszczyła
Przez cztery stacje co najmniej,
Zwłaszcza złośliwie zaś wyszydziła
Użycie słowa "bynajmniej".

A on - cóż, w końcu nie był zbyt tępy,
Cokolwiek przygasł - to fakt,
Jednak ogromne zrobił postępy,

Mówiąc jej tak:
Człowiek czasami serce otworzy.
Kto go wysłucha? Kto mu pomoże?
Nie pani, bynajmniej nie pani

I kto, nie patrząc na tę zdania składnię,
Dojrzy, co człowiek ma w sercu na dnie?
Nie pani, bynajmniej nie pani

Dla pani, proszę pani, wszystko jest proste:
Myśli są trzeźwe, słowa są ostre
I ranią, cholernie mnie ranią!
I wiem, że jeśli szczęście dogonię,
W cichej przystani kiedyś się schronię,
To nie z panią, bynajmniej nie z panią!

Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu,
Które jest prawie skończone,
Że gdy rozstali się ten pan z panią,
Szedłem za nimi peronem.
I wówczas - tego, co się zatliło
I uleciało w dal,
Przez małą chwilę mi się zrobiło
Bynajmniej żal

                          

Czesław Miłosz - Campo di Fiori


W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Rzym - Campo di Flori




Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,*
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo..






Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.




Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.

 Kwiecień 1943t. 


*Giordano Bruno  - jeden z najwybitniejszych myślicieli nowożytnych - ofiara inkwizycji  - został spalony w 1600 roku na Campo di Fiori


Obszerną relację na temat wiersza "Campo di Fiori" opublikował Czesław Miłosz w października 2003 r. w "Tygodniku Powszechnym". Pisał tam: "Jechaliśmy z Janką w niedzielę wielkanocną na Bielany z wizytą do Jerzego Andrzejewskiego. Tramwaj na dość długo zatrzymał się przy placu Krasińskich i widziałem kręcącą się karuzelę łańcuchową i wzlatujące na niej pary. Słyszałem też komentarze do tego, co działo się za murem getta, w rodzaju: 'O, spadł'. Nie wymyśliłem więc tej sceny.

Kontrast pomiędzy zabawą z tej strony muru i pożarami z tamtej był dostatecznie wstrząsający, żeby podyktować mój wiersz. (...) Nie miałem przecież żadnej intencji wymierzonej przeciwko bawiącemu się tłumowi. (...) Chodziło mi o nieuniknione zderzenie zbiorowości z indywidualną tragedią, czyli o samotność ginących.

czwartek, 4 lutego 2021

Władysław Szlengel - Okno na tamtą stronę

 


Pozostając jeszcze  przy poezji Władysława Szlengla zatrzymałam się przy bardzo smutnym  wierszu:
"Okno na tamtą stronę "w którym poeta uświadamia sobie, że miejsce, z którego został wygnany nie przestało istnieć, nie zniknęło. 

Jest tuż obok.
Że wszystko po tamtej stronie jest nadal zwykłe, normalne, ale dla niego już nieosiągalne.
Jest bliskie i zwyczajne, tylko jego już tam nie ma. 
Jest tylko widzem patrzącym prawie zza grobu na świat żywych, do którego już pewnie nie wróci. .
 
I nie powrócił.


Mam okno na tamtą stronę,
bezczelne żydowskie okno
na piękny park Krasińskiego,
gdzie liście jesienne mokną...


Pod wieczór szaroliliowy
składają gałęzie pokłon
i patrzą się drzewa aryjskie
w to moje żydowskie okno...




A mnie w oknie stanąć nie wolno
(bardzo to słuszny przepis),
żydowskie robaki... krety...
powinni i muszą być ślepi.
 
Niech siedzą w barłogach, norach
w robotę z utkwionym okiem
i wara im od patrzenia
i od żydowskich okien...
 



A ja... kiedy noc zapada...
by wszystko wyrównać i zatrzeć,
dopadam do okna w ciemności
i patrzę... żarłocznie patrzę... 

i kradnę zgaszoną Warszawę,
szumy i gwizdy dalekie,
zarysy domów i ulic,
kikuty wieżyc kalekie..
.












 






Kradnę sylwetkę Ratusza,
u stóp mam plac Teatralny,
pozwala księżyc Wachmeister
na szmugiel sentymentalny...
 
Wbijają się oczy żarłocznie,
jak ostrza w pierś nocy utkwione,
w warszawski wieczór milczący,
w miasto me zaciemnione...
 
A kiedy mam dosyć zapasu
na jutro, a może i więcej...
żegnam milczące miasto,
magicznie podnoszę ręce...
 
zamykam oczy i szepcę:
– Warszawo... odezwij się... czekam...
Wnet fortepiany w mieście
podnoszą milczące wieka...
 
podnoszą się same na rozkaz
ciężkie, smutne, zmęczone...
i płynie ze stu fortepianów
w noc... Szopenowski polonez...
 
Wzywają mnie klawikordy,
w męką nabrzmiałej ciszy
płyną nad miastem akordy
spod trupio białych klawiszy...







Koniec... opuszczam ręce...
wraca do pudeł polonez...
Wracam i myślę, że źle jest
mieć okno na tamtą stronę...


wtorek, 2 lutego 2021

Władysław Szlengel - Nihil Novi

 

Władysław Szlengel urodził się w roku 1914 na Woli w Warszawie, w rodzinie żydowskiego artysty malarza.

Skończył Warszwską Szkołę Kupiecką.  W latach 30 publikował w warszawskich pismach wiersze oraz pisał teksty do kabaretów, przyjaźnił się z Julianem Tuwimem i Marianem Hemarem.

We wrześniu  1939 roku brał udział w obronie Warszawy.

W 1942r.  znalazł się w Getcie Warszawskim, brał czynny udział w Powstaniu Getta.  Zginął w kwietniu 1943 r  w bunkrze Szymona Kaca. .

Jego poezje pisane w Getcie to dokumenty utrwalające tragiczną zagładę 

Żydów Getta,ocalające cząstkę pamięci o zgładzonych i umierających.

Uchodzi za największego i najtragiczniejszego żydowskiego poetę Zagłady piszącego po polsku.

Utrwalił najokrutniejsze, ostateczne doświadczenie - życie i umieranie Getta.

Jego utwory aczkolwiek nie wszystkie, ocalały w rozmaity sposób, na luźnych kartkach.

Niektóre znalazł przypadkowo po latach Ryszard Baranowski w Józefowie pod Warszawą,rąbiąc podwójny blat pożydowskiego stołu.


NIHIL  NOVI

Regina Mundlak

Idę swoją smutną drogą
dwa tysiące lat
a za mną w ślad
co dzień
wlecze się jak cień -
litania bezecna i zła
- że zatruwam w studniach wodę
- że sprowadzam złą pogodę
- że uroki znam na trzodę
- że kradnę z świątyń krzyże złote
- by je oplwać  zmieszać z błotem
- by je sprzedać drogo potem
- krwawy haracz Bogu płacę
- krwią dziecinną mieszam macę
- i na każde  swoje święta
- kradnę blade pacholęta
- by wyłupać martwe oczy
i serdecznej krwi utoczyć...
 

mijają lata i lata
i zmienia się obraz świata
kultura światło postęp
a dla was to wciąż takie proste:


- że mam lochy tajemnicze
- że nocami złoto liczę
- wojny robi się na prędce
- kiedy zechcą Syjony Mędrce
 
Wielki Paskarz -Wielki Mag
rewolucja - gdy dam znak!
lecą w przepaść kalendarze
tyle zdarzeń tyle zdarzeń
bajdy i przesądy giną
przyszło radio tempo kino
ludzkość się nad wszystkim głowi
tylko ze mną.

ja to burżuazja wyzysk




- ja światowy jestem kryzys
- komunista ja i bogacz
- jestem chasyd - zwalczam Boga
- wszystko zło z całego świata
- w jednym sercu mym się splata
- nadal grabię dławię po to
- by w piwnicach chować złoto
- świat zdobędzie złote runo
- jeśli tylko mnie usuną
- wiecznie ja - beczka prochu
-... na ogłuszenie motłochu
a ja?...
żyję
przykre prawda? nawet wstyd
lecz ja tak na złość

wiadomo 

Żyd


poniedziałek, 1 lutego 2021

Tadeusz Różewicz - Ostatnia rozmowa

 


zamiast odpowiedzieć
na moje pytanie
położyłeś palec na ustach
 
 
powiedział Jerzy
 
czy to jest znak
że nie chcesz
że nie możesz odpowiedzieć
 
to jest moja odpowiedź
na twoje pytanie
"jaki sens ma życie
jeśli muszę umrzeć?"
 
 
kładąc palec na ustach
odpowiedziałem Ci w myślach
"życie ma sens tylko dlatego
że musimy umierać"
 
życie wieczne
życie bez końca
jest byciem bez sensu
światłem bez cienia
echem bez głosu


MOJE ZEGARY X ost.