Etykiety

środa, 11 maja 2022

 Władysław Syrokomla, właściwie  Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz herbu Syrokomla (ur. 29 września 1823 w Smolhowie, zmarł w1862 roku.) - XIX wieczny polski poeta i tłumacz epoki romantyzmu. Nazywany często lirnikiem wioskowym, autor ironicznych wierszy stylizowanych na XVIII-wieczną sielankę oraz przyśpiewek ludowych.. Wstąpił do szkoły dominikanów, w kształceniu przeszkodził mu brak pieniędzy.




.Mimo - może zbyt obszernej objętości poniższego wiersza radzę się nie zniechęcać i zachęcam do przeczytania wzruszającej starej Gawędy autorstwa Władysława Syrokomli…..



KSIĘGARZ ULICZNY

Aksamitem i złotem świetnieją księgarnie,
Aksamitna publiczność po książki się garnie;
A księgarz ceniąc towar, jako mu się zdawa,
Złocistymi wyrazy sypie jak z rękawa;
I nam, którzy do druku gotujemy skrypta,
Do spartańskiej polewki dana soli szczypta.
Dzięki Bogu i za to -
a czy pamiętacie,
Kiedy w pańskim pałacu i w szlacheckiej chacie
Starczył za wszystkie książki wileński kalendarz,
A za wszystkie gazety wioskowy arendarz ?
Dziś cała Litwa czyta, dziś wszystko jest znane,
Więc pytasz sam u siebie: Kto sprawił tę zmianę ?

* * *

Patrzcie! Ja go wam wskażę: Przyparty do ściany
Stoi Żyd siwobrody, okryty w łachmany,
Oczy krwawe, zamglone, zgrzybiałość na twarzy,
Pod pachą kilka książek. To Nestor księgarzy!
Nie szydźcie z tej postaci! Lat sześćdziesiąt blisko,
Jak zajął przy tej ścianie swoje stanowisko,
I przechodniom zalecał bibułę i szmaty,
Za miedzianą monetę dał złoto oświaty.




Gdy wielka pieśń i mądrość Hellady i Romy
Górowała nad naszej mądrości atomy,
Kiedy w słowie Platona, w Horacego nucie
Znajdowano Wielkości i Piękna poczucie,
On sprzedawał łacińską książeczkę in quarto,
Zabrudzoną z początku, a z końca odartą.
Sprzedał za kilka groszy i w dodatku powie:
"Niech pan czyta szczęśliwie, niech służy na zdrowie."

* * *

Zdrowie-ż było w tych książkach słowo wrzące czynem,
Naczytawszy się Rzymian, byłeś Rzymianinem,




Duch olbrzymiał w potęgę, opływał w rozkoszy
Za ubogą zapłatą kilkunastu groszy.
A nędzarz, co to sprzedał, patrz jak błogo leci
Kupić czarnego chleba dla żony i dzieci!
Jak za ten czarny chlebek, plon swojego żniwa,
Panu Bogu dziękczynne psalmy wyśpiewywał.

* * *

Pogadajmy z nim sami. Wspomniał czasy młode,
Westchnął, oparł na kiju osiwiałą brodę,
Otarł czerwone oczy:
"Panicze ! panicze !
Tyle dobrego zdrowia i setnych lat życzę,"
Ile przez moje ręce przeszło za lat dawnych
Prawdziwych Elzewirów w pergamin oprawnych !
Czy to raz profesorska figura zgarbiona
Płaciła po dukacie listy Cycerona ?
Za Plautusa, choć prawda inkunabuł stary,
Pan Groddeck mi zapłacił aż cztery talary,
A ja tylko sprzedając ściskam ramionami,
Bo na co im te książki, kiedy piszą sami ?

* * *

Rarytne były czasy! a książek ogromy,
Groddeck, Czacki, Śniadeccy popisali tomy,
Dzieła choć naukowe szły jak asygnata,
Dużo ich sprzedawałem w staroświeckie lata !
Czy żyją, czy pomarli, daj Boże im zdrowie !
Kupowali je hurmem, akademikowie.
Niejeden z nich dostąpił sławy literata,
Lub wielkiego lekarza przed obliczem świata;
Niejeden tego doszedł przez mego Homera,
Że dziś jeździ karetą i ubogich wspiera.
Toż wszystko moje dzieci ! mogę mówić śmiało,
W moich to oczach rosło, w moich rozumiało.
A był to lud ubogi, obciążony pracą,
Niejeden chciałby kupić... a tu nie ma za co !

Niejeden - tych paniczów dobrze mam w pamięci -

Targuje, zwraca książkę, a łza mu się kręci.
To ja tak myślę sobie: No! szkoda mi dzieci,
Dam na kredyt lub w zamian literackich śmieci,
Od Baki do Newtona wszystko mi się przyda.
A poczciwi panicze pokochali Żyda,
Grosz powoli, lecz ciągle, do worka się sączy,
Aż przyszedłem na koniec do nowej opończy.

* * *

W zamian dostawałem grube folijały:
Rejów, Wujków, Paprockich, Stryjkowych zbiór cały,
Łazarzów, Piotrkowczyków wydania bogate,
I pamiętam tytuły, pamiętam ich datę.
Nie chwaląc się, znam druki krakowskie najrzadsze,
Że czasem i w Bentkowskim omyłkę dopatrzę.
Niepopłatny był towar, mało znany komu,


To ja... z piętra na piętro... od domu do domu...
Obnoszę, pokazuję, rarytność dowodzę,
Wypchną mnie przez drzwi jedne, ja drugimi wchodzę:
Bo z biedy cóż mam począć ? dla kawałka chleba
Jasnym panom oświatę narzucać potrzeba.
I trochę rozbudziłem do książek ochotę:
Kolońskiego Kromera sprzedam za dwa złote;
Jeszcze wyższej w mym handlu dochodziły ceny
Stuletnie kalendarze i Nowe Ateny;
Najwyżej stał Paprocki - bo tam było ryte
Jaki herb dla lokaja, jaki na karetę.
A choć mi czasem szkoda gotyckich rupieci,
Cóż zrobić? myślę sobie - to na chleb dla dzieci.

* * *

No !... pana Mickiewicza zabłysnęła chwała;
Ale już postarzałem... broda posiwiała,
Ręce znużone dziełami Tacyta, Plutarcha,
Wsparłem ot na tym kiju, stary patriarcha;
I nieraz gdy książeczkę roznosiłem małą,
Samemu na ten towar patrzeć się nie chciało;
Bo do czego to warto? tom taki niespory !
Jam przywykł do in folio lub quarto majori.

* * *

Co w tym to pobłądziłem, bo to dobre dzieła !
Wallenrodom i Dziadom Litwa przyklasnęła.
Czy pan wiesz? były cuda, co i sen nie marzy:
W pół godziny sprzedałem dziesięć egzemplarzy !
A wziąwszy dziesięć złotych raduje się dusza :
"Ha ! to musi być większy od Horacyjusza !"
Pamiętam jakby dzisiaj, gdy w rzewnej podzięce
Autorowi Grażyny całowałem ręce...



* * *



Lecz począłem ubożeć: Czas płaci, czas traci...
Nowe kramnice książek otwarli bogaci,
A w każdej pełno ludzi, ciekawość ich zdjęła,
Każdy się dopytuje o najnowsze dzieła;
A ja najstarszy księgarz, com sprawił tę zmianę,
Stoję, zgarbiwszy plecy i podpieram ścianę.
Co staremu do tego, czy wilgoć czy słota ?
Zalecam przechodzącym romans Walter-Skota.
Egzemplarz niekompletny... cóż ja biedny zrobię ?

* * *

Pan Joachim wyjechał, pan Mickiewicz w grobie...
Pamiętam ich, pamiętam... ja żyłem z ich darów.
Teraz już nie sprzedaję tak dobrych towarów...
Skarlał czas, pokarleli nasi literaci,
Ale, jak mówią ludzie: czas płaci, czas traci.
Bóg mi czterdziestoletnią wynagrodzi pracę,
Odzyskam na Kraszewskim, co na innym stracę.
"Kupujcie go panowie ! sprzedaję niedrogo,
Bo biedne moje wnuki z głodu pomrzeć mogą."


* * *

Wtem kareta księgarza po bruku się toczy,
I błotem zabryzgała ślepe starca oczy.
Otarł zbolałe oczy i podniósł je w górę
"Och ! na co ja stworzyłem tę literaturę ?!"


1859, Wilno

wtorek, 10 maja 2022

Jarosław Iwaszkiewicz - Jak to łatwo



 ***

Jak to łatwo jest deptać
upadłe wielkości
czy to jest zadanie poetów
rozbijać rozbite trumny?

jakże łatwo wymyślać
obcemu
schowawszy się za mur
obrońców sprawiedliwości

Ale być sprawiedliwym
w godzinie pogardy
podnieść głos
gdy wszystkie lisy schowały się do nory
zawołać głośno
kiedy wszyscy szepcą

o jakże mało jest takich
którzy to potrafią

Jarosław Iwaszkiewicz 


znalezione w Internecie :

George Grosz 1926


Dorastający wnuczek  zapytał kiedyś dziadka:

- Co sądzisz o sytuacji na świecie?

Dziadek odpowiedział:

- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. 

- Jeden jest pełen złości i nienawiści. 

- Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.

- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.

- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.

— Autor nieznany

poniedziałek, 9 maja 2022

Rose Ausländer - Mój oddech / Samotność .


Rose Ausländer, (1901–1988) z domu Scherzer, to żydowska poetka liryczna, pochodząca z Bukowiny, tworząca w językach niemieckim i angielskim, zamieszkała w Rumunii, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Jej poezja jest odbiciem  zarówno  niemieckojęzycznego kręgu kultury, jak i  chasydzkich legend i żydowskiego folkloru.



Mój oddech


W moich głębokich snach
ziemia płacze
krwią
Gwiazdy uśmiechają się
do moich oczu
Przychodzą ludzie
z wielobarwnymi pytaniami
Idźcie do Sokratesa
odpowiadam












Przeszłość
mnie wymyśliła
ja odziedziczyłam
przyszłość

Mój oddech nazywa się
TERAZ


przełożył Ryszard Wojnakowski





Noc VI

Sekundy kapią
w nocną pustkę

Bezsennie śnisz
legendę
o księżycu i gwiazdach

Czas
przecieka twoja myśl:
gdzie są ci
których już nie ma

Gdzie jestem
pytasz czarne lustro
lecz ono cię nie widzi 




Widzisz jego noc
słyszysz tylko
swój wystraszony oddech


tłum. Ryszard Wojnakowski

niedziela, 8 maja 2022

Edward Stachura - Tango triste



To było tak, jak zaćmienie słońca w sercu:
Przestała naraz widzieć mnie;
To było tak, jak trzęsienie ziemi w Peru:
Przestała naraz słyszeć mnie;
To było tak,
Jak o latarnię morską
Rozbija się wędrowny ptak.

            Fabian Perez



------------------------------------------------------------
W najgłębszą ciemność strącił mnie największy blask.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango - to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.
Niech będzie tak, że zaćmienie zawsze będzie:
Nie wyjdzie słońce dla mnie już:
Niech będzie tak, że trzęsienie ziemi wszędzie:
Zaginął wszędzie po mnie słuch;
Niech będzie tak,
Bo ja nie żyję wcale,
Bo duchem ptaka stał się ptak.
-------------------------------------------------------------
W najgłębszej nocy tańczę do czarnego dnia.
Tango - żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango - to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.


"Tango triste"  wyk:Jacek Różański

sobota, 7 maja 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA



Tadeusz Borowski - Licytacja

Tomasz Sętowski 

  

Bimber, szaber, kraj, opatrzność,
wszystko na stragany wnoście!
Kto przed budą, przed jarmarczną,
zardzewiałe gwoździe, gwoździe!


Tu - publika, nie ma grandy,
jak dasz - dobrze, nie chcesz - nie dasz! 
Byle obrót, byle handel,
świat na sprzedaż, świat na sprzedaż!


Kto pół ziemi! Wprost z gwarancji,
nie oclonej i bez granic?
Do nas, do nas, kombatanci,
tu najtaniej, prawie za nic!



Tutaj atomowa bomba
sprzedaje się z licytacji.
Otwieramy nowy lombard:
wszechświatowej demokracji!

Tadeusz Borowski

piątek, 6 maja 2022

Cyprian Kamil Norwid - Czemu mi smutno

Czemu mi smutno i czemu najsmutniej,
Mamże ci śpiewać ja - czy świat i czas?...
Och! bo mi widnym strój tej wielkiej lutni,
W którą wplatany duch każdego z nas.

I wiem, że każda radość tu ma drugę,
Poniżej siebie, przeciw-rada łzę,
I wiem, że każdy byt ma swego sługę,
I wiem, że nieraz, błogosławiąc, klnę.

Vincent Van Gogh (1890) 

Czemu mi smutno? - bo nierad bym smucić,
Ani przed sobą kłamstwa rzucać cień,
By skryć, jak czego nie można odrzucić,
By uczcić, czego trudno wyciąć w pień.


Więc to mi smutno - aż do kości smutno,
I to - że nie wiem, czy ten ludzi stek
Ma już tak zostać, komedią okrutną,
I spać, i nucić, śpiąc: "T o - t a k i  w i e k!"


Więc to mi smutno, i tak coraz gorzej,
Aż od-człowiecza się i pierś, i byt
I nie wiem, czy już w akord się ułoży,
I nie wiem, czy już kiedy będę syt!...

I nie wiem - czy już będę mógł nie wiedzieć,
Że coraz żywot mniej uczony tu -
Że coraz łatwiej przychodzi powiedzieć,
Ze snu się budząc: "W r ó ć m y ż  znów do snu!"

czwartek, 5 maja 2022

Hans Magnus Enzensberger - Bez względu na straty


Rafał Olbiński 1945

Jedni mogą być miłosierni,
inni gniewni, kapryśni, albo całkiem po prostu
nie do pojęcia. Skąpych bogów jednakże nie ma.
Kiedy się zatroskani pytamy,
czy nasz stan konta, zapasy na zimę,
grosz, uciułany na czarną godzinę, i woda, wystarczą,
to dla nich te parę miliardów Dróg Mlecznych,
w tę albo we w tę, nie czyni większej różnicy.
Wszystko to tylko zimne ognie dla ich rozrywki.
Tak roztrwaniają swoje życie, i nasze,
czerpiąc bezwzględnie z pełni,
gdy my tu naszą zupkę warzymy na małym ogniu.

Hans Magnus Enzensberger

przełożył Ryszard Krynicki 


środa, 4 maja 2022

Leopold Staff - Odtrącony od życia



Odtrącony od życia zwycięskiej biesiady,
W zadumie dni swe pędzę, w samotności skryty.
Z codziennymi troskami odbywam narady,
I co dzień klęsk bezbarwnych plon zbieram obfity.

Lecz los, który mi przypadł, mądry jest i słuszny
I sprawiedliwe wszystko, co wziąłem w udziele,
Bo nie zrozumiesz nigdy, człecze małoduszny,
Ile pereł znajduję w swym szarym popiele.


Leopold Staff

wtorek, 3 maja 2022

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Złota stronica

 

Porywczy wiatr historii, o niezwykłej sile,
W otwartej Księdze Świata, ciężkiej od stuleci,
Przewrócił nagle jedną, drugą, trzecią stronę,
Aż się w oczach litery mącą - a treść liter
Płynie szybciej od życia - i któż jej nadąży?

Bluszcz wieńczy brzeg tych stronic, wiążąc się w girlandy,
I straszą nas ryciny: krzyż, płacząca brzoza,
Dziecko skryte wśród mogił i bombą zabite,
Tuż obok cichej, z ziemi wydartej martwicy,
Zadomowionej dotąd w śmierci ciemno ziemnej
I uśmiechniętej sucho ust swych pergaminem
Na myśl, że raz się żyje, lecz i raz umiera...

Wichrze, wzmóż się i szarpnij ten obraz! Błagamy
O następną stronicę! Winna być słoneczna,
Barwna jak świat po burzy, niewinnie wesoła,
Z wielką tęczą, z gołębiem lecącym pod tęczą,

Jak pod łukiem kwitnącej, jabłonnej gałęzi,
Z dwiema rękami, mocno zwartymi w uścisku:
Boską: białą, promienną - i ludzką: roboczą. 

 

Wspomnieniowe science fiction / Bertolt Brecht - Rozwiązanie /

Po wybuchu powstania 17 czerwca

sekretarz Związku Pisarzy

kazał rozdać w Alei Stalina ulotki,

w których można było przeczytać, że naród

stracił zaufanie rządu

i mógłby je odzyskać

jedynie przez zdwojoną pracę. Czy nie

byłoby wszak prościej, gdyby rząd

rozwiązał naród i

wybrał inny?

Bertolt Brecht

tł. Czesław Miłosz

poniedziałek, 2 maja 2022

 

O naszym  znanym. ze swego wielkiego patriotyzmu Marianie Hemarze obszernie pisałam w blogu:  https://www.donkiswiatpoezji.pl/2020/12/marian-hemar-wspomnienie.html

Dziś w związku z 231 rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja przypomnę Mariana Hemara wierszem jego autorstwa. ’Modlitwa”.

Ten poeta - wielki patriota  nigdy nie mógł pogodzić się z faktem, że jego Polska, która doznała tak wielu krzywd od niemieckiego okupanta – znów została zniewolona przez komunistyczny totalitaryzm. Podkreślał zawsze "Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. (...) Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski". Zanosił więc żarliwe modły do Boga o jej uwolnienie. . Nie doczekawszy wolnej Polski, zmarł 11 lutego 1972 r. w miasteczku Dorking pod Londynem, gdzie został też pochowany.



Mal. Jacek Malczewski 

Modlitwa
 
Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.
 
Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.


 Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.
 


I co dzień szliśmy w pobok Niej - tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.
 
Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
 
By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.

By już na zawsze była 
w każdej naszej trosce
I już w każdej czułości, 
w lęku i rozpaczy,

By wnuk, zrodzon w wolności,
 wiedział, co to znaczy
Być wolnym, być u siebie - 
Być Polakiem w Polsce.
 

Cyprian Kamil Norwid - Do Bronisława Z. (fragment)


"Co piszę?" -- mnie pytałeś -- oto list ten piszę do Ciebie --
Zaś nie powiedz, iż drobną szlę Ci dań -- tylko poezję!





Tę, która bez złota uboga jest -- lecz złoto bez niej,
Powiadam Ci, zaprawdę, jest nędzą-nędz...
Zniknie i przepełźnie obfitość rozmaita

Skarby i siły przewieją -- ogóły całe zadrżą,
Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,



Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic...
Umiejętność nawet bez dwóch onych zblednieje w papier,
Tak niebłahą są dwójcą te siostry dwie!

niedziela, 1 maja 2022

- Stanisław Barańczak - Garden party

 Garden party


„Pomarańcza, jak widzę, z Malty – wyśmienita!”
Norwid





„Przepraszam, nie dosłyszałam nazwiska? ...Banaczek? ...
Czy to czeskie nazwisko? A, polskie! To znaczy,
pan z Polski? jakże miło. Państwo przyjechali
całą rodziną? dawno?”, „No nie, wybacz, Sally,
zamęczasz pytaniami, a trzeba, po pierwsze,
zaprowadzić do stołu – proszę, tu krakersy,
potato, chips, sałatka – pan sobie naleje
sam, prawda? 

Witaj Henry –”, „I co też się dzieje
ostatnio w Polsce? Co porabia Wa..., no, ten z wąsami,
zna go pan osobiście? Nie? Widzę czasami
w dzienniku demonstracje – choć czy można wierzyć
tej naszej telewizji, koszmar, prawda? jeży
się włos od wszystkich tych reklam – cenzury –

Europejczycy słusznie twierdzą, że kultury
nam brakuje-”, „Cześć, jestem Sam. Mówi mi Billy,
że pan z Polski - znam Polskę, widziałem dwa filmy
z Papieżem – ten wasz Papież nic nie wie o świecie,
straszny konserwatysta -”, „A jak pańskie dzieci?

Mówią już po angielsku? Czy chodzą do dobrej
szkoły?”, „Te szkoły publiczne to problem
numer jeden, niestety –”, „Nie zgadzam się, Sammy,
szkoły są lepsze, jeśli rodzice, my sami,
dbamy o to -”, „Tak, ale budżet federalny –”,

„Hej, wy tam, skończcie wreszcie, co to za fatalny
obyczaj – dyskutować przy winie, zakąsce
na poważne tematy -”, „Więc? co słychać w Polsce?”

Stanisław Barańczak