Etykiety

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Tomasz Jastrun - Niepamięć


Mal. Alberto Pancorbo


Jeśli po takiej bliskości
jesteśmy sobie obcy
to znaczy
że nawet czułość
nie jest bezinteresowna
a między 
na zawsze i na chwilę
miłość się przemknie 
jak mysz 
by zniknąć 
w niebie niepamięci


sobota, 20 stycznia 2018

Tadeusz Różewicz - Do matki / Powrót

Dorina Costras



Do matki

Przedzierałem się przez ten sen
ciężko
do przebudzenia

w strumieniach ciepłych
łez słów
szła do mnie matka

Nie bój się jesteś w ziemi mówiłem
nikt ci już krzywdy nie zrobi 
nie zrani nie dotknie

matka z tamtym strachem
tuliła się do mnie

nie bój się jesteś w ziemi
jesteś we mnie 
nikt cię nie dotknie
nie poniży nie zrani

przedzierałem się przez ten sen ciężko
przede mną stał Cień




Powrót

Nagle otworzy się okno
i matka mnie zawoła
już czas wracać

rozstąpi się ściana
wejdę do nieba w zabłoconych butach

usiądę przy stole i opryskliwie
będę odpowiadał na pytania

nic mi nie jest dajcie
mi spokój. Z głową w dłoniach
tak siedzę i siedzę. Jakże im
opowiem o tej długiej
i splątanej drodze.

Tu w niebie matki robią
zielone szaliki na drutach

brzęczą muchy

ojciec drzemie pod piecem
po sześciu dniach pracy.

Nie – przecież nie mogę im
powiedzieć że człowiek człowiekowi
skacze do gardła.


piątek, 19 stycznia 2018

Różewicz Tadeusz - Ojciec

mal. Alex Alemany
Idzie przez moje serce
stary ojciec
nie oszczędzał w życiu
nie składał
ziarnka do ziarnka
nie kupił sobie domku
ani złotego zegarka
jakoś nie zebrała się miarka

Żył jak ptak
śpiewająco
z dnia na dzień
ale
powiedzcie czy może
tak żyć niższy urzędnik
przez wiele lat

Idzie przez moje serce
ojciec
w starym kapeluszu
pogwizduje
wesołą piosenkę
I wierzy święcie

że pójdzie do nieba 

czwartek, 18 stycznia 2018

Tadeusz Różewicz - Kto jest poetą



poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze

poetą jest ten który zrzuca więzy
i ten który więzy sobie nakłada

poetą jest ten który wierzy
i ten który uwierzyć nie może

poetą jest ten który kłamał
i ten którego okłamano

poetą jest ten co ma usta
i ten który połyka prawdę

ten który upadał
i ten który się podnosi

poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może


W jednym z fragmentów  wzruszającej książki Tadeusza Różewicza  "„Matka odchodzi "” ten niedościgły mistrz słowa wyznaje matce, której już z nim nie ma - jak bardzo jest świadomy swojej profesji, tego, że jest, że całe życie był poetą. 

(…)Wiesz, Mamo, tylko Tobie mogę to powiedzieć na stare lata, mogę to powiedzieć, bo jestem  już starszy od Ciebie… Nie śmiałem Ci tego powiedzieć za życia… Jestem poetą. Bałem się tego słowa, nigdy go nie powiedziałem Ojcu… Nie wiedziałem, czy się godzi coś takiego mówić.
Wchodziłem w świat poezji jak w światło, a teraz szykuję się do wyjścia, w ciemność… Przeszedłem piechotą krainę poezji, widziałem ją okiem ryby, kreta, ptaka, dziecka, mężczyzny i starca; dlaczego tak trudno wypowiedzieć te dwa słowa ”jestem  poetą”; szuka się zastępczych słów żeby zakomunikować ten ”fakt” światu, Matce.


Oczywiście, Matka wie. O tym żeby coś takiego powiedzieć Ojcu nigdy nie myślałem… Nigdy też Ojcu nie powiedziałem ”Tato…Ojcze… jestem poetą”… Nie wiem, czy Ojciec zwróciłby uwagę na takie słowa… Byłby tak daleki… Że spytałby mnie (czytając gazetę, jedząc, ubierając się, czyszcząc buty…)
”Co tam (Tadziu) mówisz? ”… było to przecież jakieś ”głupstwo”.
”Co tam znowu?”… Nie mogłem przecież powtórzyć jeszcze raz głośniej ”Tato, Ojcze… jestem  poetą”… Ojciec może by podniósł oczy znad talerza, znad gazety… Patrzy zdziwiony a może nie patrzy, tylko kiwa głową i mówi „Dobrze… Dobrze”, albo nic nie mówi.

Tadeusz Różewicz - "Przyszli, żeby zobaczyć poetę"


środa, 17 stycznia 2018

Wojciech Młynarski - Lubię wracać tam gdzie byłem

mal. Antoni Pieck


Co dzień nas gna
W nowe strony zadyszany czas.
Sto dat, sto spraw
Wciąga nas, gna nas.

I moje dni
Wszechobecny pośpiech, czasu znak
Naznaczy mi,


Może przez to tak lubię:
Lubię wracać tam, gdzie byłem już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Ta dziewczyna z warkoczami.

Lubię wracać w strony, które znam,
Po wspomnienia zostawione tam,
By się przejrzeć w nich, odnaleźć w nich
Choćby nikły cień, pierwszych serca drżeń,
Kilka nut i kilka wierszy z czasów,
Gdy kochałaś pierwszy raz.

W samym środku zdyszanego dnia
Oglądasz się tak jak ja, jak ja.
Oglądasz się
Tam, gdzie miłość zostawiłaś, swą
Ty jedna mnie umiesz pojąć, bo lubisz:

Lubisz wracać tam gdzie byłaś już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Tamten chłopak ze skrzypcami.

Lubisz wracać w strony, które znasz,
Do mej twarzy zbliżyć twoją twarz,
By się przejrzeć w niej,
Odnaleźć w niej
Choćby nikły cień, pierwszych serca drżeń
Kilka nut i kilka wierszy z czasów,
Gdy kochałaś pierwszy raz.




poniedziałek, 15 stycznia 2018

Józef Baran – Fotografia szkolna


Gdzie okiem sięgnąć czas i czas
jesteśmy czasu milionerami

śmierć nie oceniła jeszcze skrzydłem
tła fotografii
rozrzucamy czas
pełnymi garściami

w kieszeni brzęczy kluczy pęk
do stu nieznanych bram

życie świeci nam prosto w twarz
baśnią z tysiąca i jednej nocy
jest jeszcze świat

i wszystko
dosłownie wszystko
może się zdarzyć

niedziela, 14 stycznia 2018

Wójcik Leszek - Serce ptaka


mal. Alex Alemany




Dostałem

serce ptaka

podałaś mi je

w otwartych

dłoniach

teraz mam


ochotę śpiewać 

czwartek, 11 stycznia 2018

Tadeusz Boy Żeleński – Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich

Wiliam Blake = "Szatan do swoich możnowładców".

Niekze to syćkie pierony zatrzasnom:
Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,
Myślał, że grosik uzbira, tymczasem

Wrócił ciupasem.

Tego widoku dożył dziadek stary,
W całym klasztorze nic, jeno dziandary,
Sytkie osoby duchowne a świente

Pod klucz zamkniente.

Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,
Że się tam działy straśne jakieś cudy:
Niby że ojce porobiły świeństwa

Gwoli męczeństwa.

Żył jeden z drugim piknie, bez turbacji,
Świątek czy piątek przy godny kolacji
Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzył,

I cudzołożył.

Jeden najgorszy - patrzcie wymyślnika! -
Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,
Że jak bez tego na ty sofie grzeszy,

To go nie cieszy.

Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,
Ponoć co tydzień ziżdżał do Krakowa,
Jako że tu miał śtyry konkubiny,

Same hrabiny.

Co jaki grosik na tackę się wśliźnie,
To go dzieliły ojce po starszyźnie,
A zaś do skarbca każdy za swe grzychy

Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Xiędzu dla dobra klasztoru
Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru,
Póki ta zipie, własną dłonią leje

Świente oleje...

Codziennie rano nabożnym zwyczajem
Spowiadały się ojcaszki nawzajem,
By chtóry trafił, jak przyńdzie potrzeba,

Prosto do nieba.

Różnie dopuszcza Bóg w mądrości swojej,
Ale to jakoś bardzo nie przystoi,
Iżby siedziały w taktem świentem gronie

Same Pochronie...

Mnie złość już bierze, chociek dziadek świecki,
Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:
Musi go skręca od straśnej tertury

Zadkiem do góry.

Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,
Więc choć zgrzeszyła ręka świętokradcza,
Módlmy się, bracia, by nasz zakon miły

Znów porósł w siły.

Iżby zapomniał Bóg o swy boleści,
Trza mszów zakupić dziennie choć z czterdzieści;
Niech więc na tackę, co ta chtóry może,

Rzuci w klasztorze... 

środa, 10 stycznia 2018

Zbigniew Herbert - Przepaść Pana Cogito

mal. Alastar Magnaldo

W domu zawsze bezpiecznie
ale zaraz za progiem
gdy rankiem Pan Cogito
wychodzi na spacer
napotyka - przepaść

nie jest to przepaść Pascala
nie jest to przepaść Dostojewskiego
jest to przepaść
na miarę Pana Cogito

dni bezdenne
dni budzące grozę

idzie za nimi jak cień
przystaje przed piekarnią
w parku przez ramię Pana Cogito
czyta z nim gazetę

uciążliwa jak egzema
przywiązana jak pies
za płytka żeby pochłonęła
głowę ręce i nogi

kiedyś być może
przepaść wyrośnie
przepaść dojrzeje
i będzie poważna

żeby tylko wiedzieć
jaką pije wodę
jakim karmić ją ziarnem

teraz
Pan Cogito
mógłby zebrać 
parę garści piasku
zasypać ją
ale nie czyni tego

więc kiedy
wraca do domu
zostawia przepaść
za progiem
przykrywając starannie
kawałkiem starej materii

wtorek, 9 stycznia 2018

Jacek Kaczmarski - Zegar

Krzyczący "Wolność!" - kręcą pęta
Krzyczący "Męstwo!" - drżą ze strachu
Kto wo
ła "Pamięć!" - nie pamięta
Krzycz
ącym "Łaska!" - śni się szafot.
"M
ądrość" - odmienia język durnia
"Uczciwo
ść" sławi przeniewierca
O spokój apeluje furiat
O diet
ę z warzyw - ludożerca.

W nakr
ęcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpad
ły
A ci
ężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wró
żą z wahadła...

Krzycz
ącym "Siła!" - głos się łamie
Krzycz
ący "Wierność!" - pozdradzali
Kto wo
ła "Prawda!" - zwykle kłamie
Krzycz
ący "Wielkość!" - tacy mali
"Jawno
ść!" obwieszcza głos z ukrycia
Żądają reguł gry - szulerzy
G
łosują śmierć obrońcy życia
Do wiary wzywa - kto nie wierzy.

W nakr
ęcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpad
ły
A ci
ężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wró
żą z wahadła...

O godno
ść woła upodlony
O skruch
ę - pycha strojna w ornat
O cisz
ę - kto w ruch wprawia dzwony
O honor - skro
ń kuloodporna.
"Ja!" - piszczy w ci
żbę wprasowany
"My!" - kto si
ę własnych boi dążeń
Ten co czci mi
łość - niekochany
Kto ma nadziej
ę - pętlę wiąże.

W nakr
ęcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpad
ły
A ci
ężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wró
żą z wahadła.
Gdy zap
ętli się czasu nić -
Zacznie bi
ć...

poniedziałek, 8 stycznia 2018



Z ostatnio przeczytanej książki 
zapamiętałam sobie bardzo ładne zdanie: 

Życie ludzkie jest jak lot jaskółki,
która zimą wpada do 
oświetlonej sali zamkowej,
przysiada na chwilę, 
by się ogrzać,
i przez drzwi w drugim końcu sali
wylatuje z powrotem w noc".

Czyli: nie wiemy, skąd przychodzimy, nie wiemy, dokąd zmierzamy, a krótki czas, jaki spędzamy w oświetlonej sali, jest tylko mgnieniem w porównaniu z mrokiem wieczności.

niedziela, 7 stycznia 2018

Barbara Skurzyńska - Wspomnienia w sepii zapisane


Patrzę wstecz

I dziwię się bardzo
Jak to co już za mną
Złagodniało i ucichło
Jak wygładziły się
Ostre krawędzie wydarzeń
Kiedyś bardzo raniących
Jak w łagodnych barwach sepii
Nic już nie razi
Nic już nie oślepia
I wszystko co było
Wypełnia się ciepłem spełnienia

Czuję się otulona

Tym odchodzącym światem
Jak puchową kołderką
Miękką i nie uciskającą
Lekką i przyjazną
Nie tylko zatrzymującą ciepło przeszłości

                             Ale i zapewniającą bezpieczeństwo  

                              Tu i teraz 

Pomagającą doceniać wartości
Kiedyś niezauważane
I bardziej niż dawniej
Cieszyć się
Z każdego ludzkiego uśmiechu
Ze śpiewu ptaków
I z zachodów słońca
A po odgarnięciu błota
Przez ludzi stworzonego
Dziwić się, że ten świat
Mimo wszystko jest  taki wspaniały
                                                     BS


piątek, 5 stycznia 2018

Kalina Izabela Zioła - Nocne listy

Mal. Henri-François Riesener



cicho i ciemno
drzewa otulają miękkim listowiem
usypiające ptaki

zmęczone domy zamykają okna
przysłaniają je żaluzjami

o takiej nocnej godzinie
damy w jedwabnym negliżu
siadały przy biureczkach
z różanego drzewa
i na welinowym papierze
pisały piękne listy
o tym co się wydarzyło
w ciągu długiego dnia
i że tęskniły bardzo

chowały te listy
w pachnących kopertach
i wysyłały ukradkiem
przez posłańców

świat niewiele się zmienił

o takiej nocnej godzinie
ja w jedwabnym negliżu
siadam przed świecącym
ekranem komputera
i piszę do ciebie

czwartek, 4 stycznia 2018

Anne Sexton – Słowa


O słowa należy dbać,
nawet o te cudowne.
Dla cudownych robimy najwięcej,
czasami roją się jak owady
i nie żądlą, lecz całują.
Potrafią być niegorsze od palców.
Potrafią być pewne jak skała,
na której nie wahasz się usiąść.
Potrafią być stokrotkami, ale i siniakami,

Mimo to jestem zakochana w słowach.
Są gołębiami spadającymi z sufitu.
Są sześcioma nieskalanymi pomarańczami na moich kolanach.
Są i drzewami, i kończynami lata,
a także słońcem, jego ognistym obliczem.

A jednak często mnie zawodzą.
Tyle rzeczy chcę powiedzieć,
tyle historii, obrazów, przysłów, etc.
Lecz słowa nie dość się do tego nadają,
całują mnie nie te co trzeba.
Czasami wzbijam się jak orzeł
ale na skrzydłach strzyżyka.

Jednakże staram się uważać
i być dla nich miła.
Ze słowami i jajkami należy ostrożnie.
Gdy się je uszkodzi, nikt ich
nie naprawi.

tłum. Monika J. Sujczyńska