W jednym z fragmentów wzruszającej książki Tadeusza Różewicza
"Matka odchodzi " ten niedościgły mistrz słowa wyznaje matce, której już z nim nie ma - jak bardzo jest świadomy swojej profesji, tego, że jest, że całe
życie był poetą.
(…)Wiesz, Mamo,
tylko Tobie mogę to powiedzieć na stare lata, mogę to powiedzieć, bo jestem już starszy od Ciebie… Nie śmiałem Ci tego
powiedzieć za życia… Jestem poetą. Bałem się tego słowa, nigdy go nie
powiedziałem Ojcu… Nie wiedziałem, czy się godzi coś takiego mówić.
Wchodziłem w świat
poezji jak w światło, a teraz szykuję się do wyjścia, w ciemność… Przeszedłem
piechotą krainę poezji, widziałem ją okiem ryby, kreta, ptaka, dziecka,
mężczyzny i starca; dlaczego tak trudno wypowiedzieć te dwa słowa ”jestem poetą”; szuka się zastępczych słów żeby
zakomunikować ten ”fakt” światu, Matce.
Oczywiście, Matka
wie. O tym żeby coś takiego powiedzieć Ojcu nigdy nie myślałem… Nigdy też Ojcu
nie powiedziałem ”Tato…Ojcze… jestem poetą”… Nie wiem, czy Ojciec zwróciłby
uwagę na takie słowa… Byłby tak daleki… Że spytałby mnie (czytając gazetę,
jedząc, ubierając się, czyszcząc buty…)
”Co tam (Tadziu)
mówisz? ”… było to przecież jakieś ”głupstwo”.
”Co tam
znowu?”… Nie mogłem przecież powtórzyć jeszcze raz głośniej ”Tato, Ojcze…
jestem poetą”… Ojciec może by podniósł
oczy znad talerza, znad gazety… Patrzy zdziwiony a może nie patrzy, tylko kiwa
głową i mówi „Dobrze… Dobrze”, albo nic nie mówi.
Tadeusz Różewicz - "Przyszli, żeby zobaczyć poetę"
Co
dzień nas gna
W nowe strony zadyszany czas.
Sto dat, sto spraw
Wciąga nas, gna nas.
I moje dni
Wszechobecny pośpiech, czasu znak
Naznaczy mi,
Może przez to tak lubię: Lubię wracać tam, gdzie byłem już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Ta dziewczyna z warkoczami.
Lubię wracać w strony, które znam,
Po wspomnienia zostawione tam,
By się przejrzeć w nich, odnaleźć w nich
Choćby nikły cień, pierwszych serca drżeń,
Kilka nut i kilka wierszy z czasów,
Gdy kochałaś pierwszy raz.
W samym środku zdyszanego dnia
Oglądasz się tak jak ja, jak ja.
Oglądasz się
Tam, gdzie miłość zostawiłaś, swą
Ty jedna mnie umiesz pojąć, bo lubisz:
Lubisz wracać tam gdzie byłaś już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Tamten chłopak ze skrzypcami.
Lubisz wracać w strony, które znasz,
Do mej twarzy zbliżyć twoją twarz,
By się przejrzeć w niej,
Odnaleźć w niej
Choćby nikły cień, pierwszych serca drżeń
Kilka nut i kilka wierszy z czasów,
Gdy kochałaś pierwszy raz.
Krzyczący "Wolność!" - kręcą pęta Krzyczący "Męstwo!" - drżą ze strachu Kto woła "Pamięć!" - nie pamięta Krzyczącym "Łaska!" - śni się szafot. "Mądrość" - odmienia język durnia "Uczciwość" sławi przeniewierca O spokój apeluje furiat O dietę z warzyw - ludożerca.
W nakręcanym codziennie zegarze Wskazówki dawno odpadły A ciężary nieznanych wydarzeń Na dwoje wróżą z wahadła...
Krzyczącym "Siła!" - głos sięłamie Krzyczący "Wierność!" - pozdradzali Kto woła "Prawda!" - zwykle kłamie Krzyczący "Wielkość!" - tacy mali "Jawność!" obwieszcza głos z ukrycia Żądają reguł gry - szulerzy Głosująśmierć obrońcy życia Do wiary wzywa - kto nie wierzy.
W nakręcanym codziennie zegarze Wskazówki dawno odpadły A ciężary nieznanych wydarzeń Na dwoje wróżą z wahadła...
O godność woła upodlony O skruchę - pycha strojna w ornat O ciszę - kto w ruch wprawia dzwony O honor - skroń kuloodporna. "Ja!" - piszczy w ciżbę wprasowany "My!" - kto się własnych boi dążeń Ten co czci miłość - niekochany Kto ma nadzieję - pętlę wiąże.
W nakręcanym codziennie zegarze Wskazówki dawno odpadły A ciężary nieznanych wydarzeń Na dwoje wróżą z wahadła. Gdy zapętli się czasu nić - Zacznie bić...
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Z ostatnio
przeczytanej książki
zapamiętałam sobie bardzo ładne zdanie:
Życie
ludzkie jest jak lot jaskółki,
która zimą
wpada do
oświetlonej sali zamkowej,
przysiada na
chwilę,
by się ogrzać,
i przez
drzwi w drugim końcu sali
wylatuje z
powrotem w noc".
Czyli: nie wiemy, skąd przychodzimy, nie wiemy, dokąd
zmierzamy, a krótki czas, jaki spędzamy w oświetlonej sali, jest tylko
mgnieniem w porównaniu z mrokiem wieczności.
O słowa należy dbać, nawet o te cudowne. Dla cudownych robimy najwięcej, czasami roją się jak owady i nie żądlą, lecz całują. Potrafią być niegorsze od palców. Potrafią być pewne jak skała, na której nie wahasz się usiąść. Potrafią być stokrotkami, ale i siniakami,
Mimo to jestem zakochana w słowach. Są gołębiami spadającymi z sufitu. Są sześcioma nieskalanymi pomarańczami na moich kolanach. Są i drzewami, i kończynami lata, a także słońcem, jego ognistym obliczem.
A jednak często mnie zawodzą. Tyle rzeczy chcę powiedzieć, tyle historii, obrazów, przysłów, etc. Lecz słowa nie dość się do tego nadają, całują mnie nie te co trzeba. Czasami wzbijam się jak orzeł ale na skrzydłach strzyżyka.
Jednakże staram się uważać i być dla nich miła. Ze słowami i jajkami należy ostrożnie. Gdy się je uszkodzi, nikt ich nie naprawi.