Etykiety

piątek, 15 maja 2020

Stefan Jerzy Siudalski- KOSMOS

Walter Goodman



Krok za krokiem, powolutku,
Powolutku, pomalutku,
Cichuteńko, leciuteńko
Jak maleńkie nutki smutku,
Zanikają , przemijają, 
lata nasze zawieszone
W wielkiej pustce zagubione

czwartek, 14 maja 2020

ŻART I SATYRA cd..,

TADEUSZ BOY  ŻELEŃSKI

"W zaklęty ducha świat..."          
Jack Vettriano


"Powiedz, Kasieńko, gdzie pędzisz tak bez tchu?" - 
"Spieszę w czarowne kraje,
Śnione od wielu lat,
W mistyczne święte gaje,
W zaklęty DUCHA świat!"

"Powiedz, Kasieńko, skąd wzięłaś taki strój?
Wszak niezdatny on przecie
Do nadpowietrznych jazd,
Nikt w tym żakiecie
Nie wzbił się w MROKI GWIAZD...

Jeszcze za ciężko, Kasiu, dla skrzydeł twych!
Ja znam prawa mistyki,
Więc mnie posłuchać chciej,
Zdejmij, Kasiu, buciki,
Zaraz ci będzie lżej...

Nie chcą cię, Kasiu, wpuścić do świętych wrót!
Tam chcą samej Kasieńki,
Nie chcą tych ziemskich szmat,
Zdejmij, Kasiu, sukienki -
Tyś siostra, a jam brat...

Ciesz się, Kasieńku, już tylko kilka chwil...
Wstrzymaj się jeszcze troszkę
U tych promiennych bram:
Zdejm choć jedną pończoszkę - -
Drugą ja zdejmę sam...."

Z ramion koszulka spłynęła Kasi już...
I gdy w szlachetnej dumie
Weszła w marzony próg,
Ujrzała się w kostiumie,
W jakim ją stworzył Bóg...

Wziął ją w ramiona bardzo płomienny duch -
I nauczył Kasieńkę
W kwiecie jej młodych lat,
Jak przez Tworzenia mękę
Wchodzi się w czarów świat...

środa, 13 maja 2020

Wójcik Leszek - Bezwzględność

Pablo Picasso - Kobieta przed lustrem

Wysokość bezwzględna względem morza
wartość bezwzględna nie mniejsza niż zero
bezwzględny morderca - gwiazda telewizji

Rewolucje obaliły absolutyzm prawdy
prawda upadła i nie może się podnieść
względna jak czas u Einsteina
naiwna jak baśnie
bezwstydna nagością

Prawda leży pośrodku
między prawdą i kłamstwem
każdy ma swoją prawdę
niedostrzegalną w tłumie świata

Kłamstwo przeszło do legendy
a w każdej legendzie jest ziarno prawdy
już nie kłamstwo jest brakiem prawdy
ale prawda brakiem kłamstwa

Kłamstwo wyzwala
od sztywnego sumienia
jak od ciasnych butów
ze względu na dobro człowieka
nie uwzględnia się prawdy



wtorek, 12 maja 2020

Ewa Lipska NUMER - JEDEN



No i co z tego
że nasza pla­ne­ta
ob­ję­ta zo­sta­ła re­zer­wa­cją.
Księ­życ wpi­sa­ny do księ­gi wie­czy­stej.
W akcie no­ta­rial­nym za­pi­sa­ne słoń­ce.


Po­nu­me­ro­wa­ne mia­sta. Za­dłu­żo­ne ulice.
Wie­lo­cy­fro­wy los.
Nowe wojny
za­bez­pie­czo­ne
na nie­ru­cho­mo­ściach De­ka­lo­gu.
Za­wrot­ne sumy na­dziei
na pu­blicz­nych li­cy­ta­cjach.


No i co z tego
kiedy mi­łość
ga­łąz­ka lekko po­ru­sza­na przez wiatr
jest za­wsze Numer Jeden
i chyli się w naszą stro­nę

poniedziałek, 11 maja 2020

Ewa Lipska - Uwaga: Stopień






Wy
którzy piszecie do mnie listy
bezwstydnie młodzi łucznicy
napinający mięśnie słów
czy widzicie perfekcyjną choreografię pustki?

I kiedy już ta przestrzeń
wejdzie wam w krew.

I kiedy ta równina
gładka jak plaster lodu
wejdzie wam w krew.

I kiedy ta parzysta łatwość życia
wejdzie wam w krew.

Uwaga: Stopień
Nastąpi gwałtowna zmiana kierunku.

A kiedy osiągniecie cel
dalej iść będzie
już tylko kierunek.

niedziela, 10 maja 2020

Andrzej Warzecha - „Zamienię...”

Gustav Wentzel - "Rodzinne śniadanie"
Zamienię telewizor
na duży rodzinny stół
niech służy
u moich
dwunastu pokoleń

Na jego blacie
wyrzeźbimy
dwa serca

i kiedy będzie trzeba jedno z nich
przebijemy strzałą
niech ogląda je
naszych dwanaście pokoleń



A kiedy
przyjdzie czas
odejdziemy
od niego
trzymając się za ręce

piątek, 8 maja 2020

Janina Brzostowska - Litość






Litość
tak mało ludziom znana
tak przez nich
pogardzana.

Słowo dobrego poselstwa
w pokoju chorego.

Pocałunek
dla niekochanych.

Ręka
podana w trudnym przejściu
być może
w drodze do śmierci.

czwartek, 7 maja 2020

Leszek Długosz - TAKŻE I TY

Mal.Piotr Jakubczak / z fot. Czesława Czaplińskiego /

Niejedni marzą: Zrobić jakąś wielką zbrodnię,
A potem żyć solidnie i wygodnie.
Lecz że nie trafia im się wielka zbrodnia,
Małe świństewka popełniają co dnia. 
Sztaudynger


TAKŻE  I  TY

Także i Ty, i Tobie też,
przekonasz się, nauczysz się,
pogodzisz jeszcze się, kto wie,
z wszystkim co dziś... co jeszcze nie.

Także i Ty, i Tobie też,
choć wiele jeszcze pragniesz, chcesz,
zrozumiesz sam, przekonasz się,
że głupstwem było tyle chcieć.


W ramiona czyjeś rzucić się
i rozpłomienić wokół świat!
nauczysz się - odwrócić się...
i obojętną unieść twarz.



Nauczysz się i tego Ty,
choćbyś chciał wołać, za kimś biec,
to niemożliwe... mówię Ci..
przekonasz się, potrafisz też...
przystanąć - "przejdzie.. " - sobie rzec..
" - to przejdzie, przejdzie... nic, to nic..."

Także i Ty, i Tobie też,
te lekcje są pisane, wiesz...
ironia, cienkość, kpina, śmiech...
Jak to się czyta ?!
poznasz szyfr.

Także i Ty, i Tobie też...
I Tobie też to uda się,
na ile ze swych pięknych spraw,
nie będziesz nawet splunąć chciał.

I co dziś draństwem, świństwem zwiesz,
także i Ty, i Tobie też,
o nie martw się, to ręczę Ci
sam nie najgorszy będziesz w tym...

z wszystkiego, co się zdarza nam,
tak mało pewnych rzeczy znam...
jak Obojętność... uwierz mi,
dlaczego miałbyś lepszy być ?
na skrzydłach nie ulecisz wzwyż...
po ziemi tylko musisz iść.

Także i Ty, i Ciebie też,
tak pusty wieczór ogarnie Cię...
w mieście dla innych niczym baśń,
Ty zamkniesz drzwi, zostaniesz sam.

Także i Ty, i Tobie też,
przed lustrem stanąć zdarzy się,
i długo, długo będziesz stał...
o nie wstydź się, że będzie tak...

...że dłońmi swą zakryjesz twarz,
pomyślisz " - nie tak miało być..."
ale uśmiechniesz się, bo znasz :
" - spokojnie... przejdzie... nic, to nic ! "

I uwierz mi, więc uwierz mi,
dlatego że, dlatego że...
że Przyjacielem właśnie mym,
że właśnie tak Cię nazwać chcę...
darujmy sobie właśnie my...
oszczędźmy sobie Przyjaźń tę...

środa, 6 maja 2020

ŻART I SATYRA cd..,


Marian Załucki 

-   ROZWÓD PO POLSKU 


Już jestem wolny! 
Siódmą dobę.
Rozwód się odbył bez kłótni, bez draki.
Różnica poglądów.
Na moją osobę.
Powód - to ja. Jako taki. Owaki!
Koniec niewoli dla ducha i ciała.
Więc nie - nie na zawsze
człowiek się zaprzedał!
Sąd dał mi rozwód.
Żona mi dała.
A Urząd Mieszkaniowy nie dał.
Można mieć w Polsce własne zdanie,
lecz trudno o mieszkanie na nie...

Ale wszystko okay -
znaczy: koniom lżej.
Bo choć dalej razem, za to w innej roli:
Obcy mężczyzna.
Obca kobieta.
"Pani pozwoli!"
"Pan pozwoli..."
"Od dzisiaj śpimy na waleta!"
Nic nas nie łączy - wszystko dzieli
z wyjątkiem wspólnej pościeli...

A więc maleńka dyskusja co do
kwestii "Czyj jasiek? Czyja poduszka?" -
i już oddycham pełną swobodą
na mej niezawisłej połowie łóżka.
Rano ocieram słodki sen z powiek:
zbudził się inny -
wolny człowiek!

Wynika wprawdzie polemika,
która jest czyja
połowa ręcznika -
ale wytworna...
Nie psioczę, nie wrzeszczę.
Niech sobie nie myśli,
że kocham ją jeszcze!

Tak oto tempora mutantur...
Ja teraz do niej jak do damy:
żadnych pogróżek,
żadnych awantur.
No, trudno, już się nie kochamy...

Przeciwnie:
sprzątnę, zniosę śmiecie...
Jak tu nie pomóc obcej kobiecie?!
Czasem z kwiaciarni jakieś zielsko.
A widząc minę jej zdziwioną,
uśmiecham się...
Uwodzicielsko!
Niech wie, psiakrew, że nie jest żoną!

I tak mi fajno, aż zacieram ręce...
Nikt mi nie gdera, nie poucza.
Tam niezależna kobieta w łazience,
tu ja - niepodległy
przy dziurce od klucza!
(Nie bez powodu, nie bez chrapki:
zawsze lubiłem obce babki!)

Wytężam nieco wzrok, bo krótki...
Ładne, cholera, te rozwódki!
Ponętna kibić -
i ramiona...
Od razu widać, że nie żona!

A ona także teraz bywa
i jakaś milsza, i troskliwa.
Raz nawet, widząc me amory,
spytała mnie:
"Czyś ty nie chory?"

I tylko z żalem wspominamy,
smażąc we dwoje karmenadle,
lata stracone już na amen
w strasznym małżeńskim
naszym stadle:
nic - tylko żarliśmy się co dzień,
wieczne pretensje i problemy.



A dziś? Inaczej!...
Miło, w zgodzie...
Może się nawet pobierzemy?


wtorek, 5 maja 2020

Adam Zagajewski - Klęska



Naprawdę potrafimy żyć dopiero w klęsce.
Przyjaźnie pogłębiają się,
miłość czujnie podnosi głowę.


Nawet rzeczy stają się czyste.
Jerzyki tańczą w powietrzu
zadomowione w otchłani.
Drżą liście topoli,
tylko wiatr jest nieruchomy.


Ciemne sylwetki wrogów odcinają się
od jasnego tła nadziei. Rośnie męstwo. 


Oni, mówimy o nich, my - o sobie,
ty o mnie. Gorzka herbata smakuje
jak biblijne przepowiednie. Oby
nie zaskoczyło nas zwycięstwo.

niedziela, 3 maja 2020

Juliusz Słowacki - Rozmowa z piramidami


"Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?

- Wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;
Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj, choć trupem cały?


- Daj tu ludzi tych bez plamy,
mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tam razem i ostatek
Czary dolać łzami matek?

- Wejdź tu, pochyl blade lice,
Mamy na te łzy łzawice.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny zbawicielki,
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować - na dzień chwały?

- Złóż tu naród, nieś balsamy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy została
Jeszcze jaka trumna głucha,
Gdziebym złożył mego ducha,
Ażby Polska zmartwychwstała?

- Cierp, a pracuj! i bądź dzielny,
bo twój naród nieśmiertelny!
My umarłych tylko znamy,
A dla ducha trumn nie mamy."

piątek, 1 maja 2020

Borowski Tadeusz -- Umarli poeci


Tadeusz Borowski  swojej krótkiej Autobiografii pisał :

„O czym mam napisać… czy o tym,  że moi bliscy na piętnaście lat przed wojną zwiedzili gruntownie wszystkie więzienia i obozy północy i Azji? Że początek mego wychowania - to była szkoła sowiecka? Czy że na dobry ład nigdy nie miałem życia rodzinnego, bo albo Ojciec siedział pod Murmańskiem, albo Matka była na Syberii, albo ja byłem w obozie? Że widziałem śmierć miliona ludzi, dosłownie, a nie metaforycznie?.”

Miał 29 lat /.w 1951 roku / gdy popełnił samobójstwo. 



Umarli, spaleni, rozstrzelani,
dla was piszę, koledzy młodości.
Oto ciągnie nurt ziemi nad wami
i szumi - szumem roślin.

To milczenie, bezruch i pustka,
wiry ziemi, zastygłe na pół -
gdzież jest ból, żeby martwym ustom
słów nie zabrakło?

Oto w górze, wysoko na pniach
z was wyrosłych szumią noce i burze,
ustom, ziemią porosłym i wapnem,
słów szukać próżno - -

Już za późno, za późno uwięzionym rękom
łamać się w nocach, w burzach nieucichłych.
Próżno żywych wołacie jękiem,
rozpaczą wichru.

Próżno, próżno. Wichry się kłębią,
wabi trawiasta głąb. Pachną podziemne łąki,
dalej trzeba, pod ziemię, głębiej i głębiej,
aż do was wstąpię.

Już za późno, za późno. Umilknę,
miniony, zapomniany. W martwych oczach
chwieją się drzewa; leśne śpiewne wilgi;
oślepłe nurty ziemi toczą się, toczą -

Zaplątani w kłącza paproci,
w korzenie brzóz, w kłęby dzikich malin,
płyniemy, umilkli, dokąd i po co?
dalej, dalej - -

wtorek, 28 kwietnia 2020

W.Hugh Auden - Inny czas



Roman  Kędzierski

Dla nas, tak jak dla innych Zbiegów, o czym nie wiemy,
Dla niezliczonych kwiatów, które liczby nie znają,
Dla zwierząt, które nie muszą pamiętać, a więc nie pamiętają,
Jest tylko jedno Dzisiaj, dzień, w którym żyjemy.

Tak wielu usiłuje powiedzieć Jeszcze Nie Teraz,
I nim przypomni sobie słowo Jestem — umiera,
Jeśliby tylko mogli, chcieliby choć bodaj w marzeniach
Zagubić się w Historii i szukać w niej zapomnienia.

Kłaniając się na przykład z wdziękiem staromodnym
Flagom w barwach właściwych i w miejscu dogodnym,
Mamrocząc, jak starożytni, kiedy po schodach biegną,
O Moim i o Naszym, o Ich i o Jego.

Tak jakby Czas wciąż jeszcze był tym, czego pragnęli,
Jak kiedy wiele posiadał i mógł wszystkich obdzielić,
Tak jakby byli w błędzie i żałowali szczerze
Tego, że już naprawdę sami nie chcą należeć.

Nie dziw więc, że tak wielu z żalu w mrok śmierci się kryje.
I nie dziw, że są tak samotni w chwili konania;
Nikt nie lubi, nie wierzy kłamstwu, przed którym się wzbrania:
Że inny Czas ma życie, które żyje.

Tłum. Stanisław Barańczak.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Ks. Jan Twardowski - Bliscy i oddaleni


Bo widzisz tu są tacy, którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni, co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło

Bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają - to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka - jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek

są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty, co nigdy nie chodzą parami

Można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
Nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

sobota, 25 kwietnia 2020

/ ŻART I SATYRA cd./ Jeremi Przybora – Jej rodzina

Wind fine art gallery



Cóż, że dziewczyna
jest jak z kina,
że ze trzy lata byś wytrzymał?

Ale – rodzina – jej rodzina?
Jaka rodzinę ma?
Czy mama się nie wtrąca
i szczęścia nie zamąca?
jej tata czy nie trąca,
gdy w złość na zięcia wpadł?

Czy wujek z czci odarty
nie oszukuje w karty?

Czy chęcią żartów party
nie nadoskwiera brat?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,

ale nie spoczniemy my -
aż sprawdzimy, czy:



gdy dziadzio przyjdzie w gości,
nie nudzi do nudności?
A przy tem – biorąc tościk -
na dywan roni dżem?

A szwagier, który tyra,
aż w piersi dech zapira -
czy nie wymusza żyra
pod groźbą szczucia psem?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,
ale nie spoczniemy my -

aż sprawdzimy, czy:
babunia nie wyżera
przysmaków z fryżydera?

Czy ciocia nie wybiera
z półmiska lepszych sztuk?

Czy – przewracając stolik -
stryjaszek alkoholik
nie stłucze znów majolik,
choć sporo on już stłukł?

Takich pytań sto -
bardzo dużo to,

ale nie spoczniemy my -
aż sprawdzimy, czy:
czy kuzyn somnambulik
bladziutki jak śledź ulik
nie wejdzie śpiąc w koszuli
przestraszyć nas we śnie?

Czy siostra naszej pani
nie sprawi, że my, zanim
się spostrzeżemy, sami
w siostrzyczce zakochani?

Moja dziewczyna
jest jak z kina,
ze cztery lata z nią wytrzymam,
bo i rodzina, jej rodzina
cóż za rodzinę ma!

Mamunia się nie wtrąca
i szczęścia nie zamąca
a w złości nie potrąca
tatunio – król bon ton.

Wujaszek chłop otwarty
przegrywa ze mną w karty

a brat grzecznością party
powtarza wciąż: „Pardon”.

Tacy krewni to
sama radość, bo
oni zaufają i
dogadzają mi.

Jej szwagier, który tyra,
że w piersi dech zapira,
pożyczki mi i żyra
bez długich daje mów.

Stryjaszek – też nie ciężar,
w kieszeni nie ma węża.

A mąż jej – dla jej męża
po prostu brak mi słów.