wtorek, 14 maja 2024

JERZY ŻUŁAWSKI -- Do świerka

Świer­ku! sta­ry, zie­lo­ny mój świer­ku po­czci­wy,
co w oj­cow­skim ogro­dzie nad lipy i klo­ny
wy­strze­li­łeś, z wspa­nia­łej pysz­niąc się ko­ro­ny,
zali ja cię oba­czę jesz­cze kie­dy żywy?

Ileż razy dzie­cię­ciem igra­łem szczę­śli­wy
w two­im cie­niu, mu­ska­jąc twój war­kocz zie­lo­ny,
lub jak pta­szę u szczy­tu twe­go ucze­pio­ny
na me góry pa­trzy­łem, na łąki i niwy.

Kie­dy po­strach przed karą za zbyt­ki się zda­rzył,
ty mi by­łeś uciecz­ką! Na two­ich ko­na­rach
pierw­sze-m żale wy­pła­kał, pierw­sze sny prze­ma­rzył.

Może wkrót­ce bez­boż­na po­wa­li cię ręka:
wol­ne ży­cie za­koń­czysz w po­pie­le i ża­rach, —
świer­ku! mnie los tak samo po­wa­lił i nęka...  

Jerzy Żuławski. 


                      Czytając wiersz Żuławskiego przypomina mi się historia 
                      naszego pięknego, dorodnego 40 letniego świerku..
                      wzrastającego i rosnącego przed domem od maleńkiego drzewka, 



                       
                        Tak jak syn doroślejąc zaczyna przerastać ojca tak i nasz świerk 
                       nie wiadomo kiedy wystrzelił wysoko poza dach swojego                                                   rodzinnego domu stając się  przy każdym silniejszym halnym
                               zagrożeniem dla domu i domowników.
                    
                   Przyszedł czas, gdy trzeba było wybierać: dom czy świerk,  
                                 aby uchronić dom  zginąć musiał - świerk.  




                       Gdy piła  "kroiła" świerk -  mnie kroiło się serce.


                                                  



Został po nim tylko pieniek, 


 
ale  "nie wszystek  umarł" 
 Świerk nadal żyje w mojej pamięci
 co roku latem stawiam na pieńku po nim i dla niego  donicę z kwiatami.










3 komentarze:

Anonimowy pisze...

BBM: Nam przed laty wichura powaliła przed domem 3 świerki. Szczęśliwie dom nie ucierpiał.

Anonimowy pisze...

A nam już następny urósł, może nawet wyższy... Dom się schował w świerkach. Nie ma już gospodarza, więc nie myśli się o ścinaniu.

Miłego dnia Matyldo.

Anonimowy pisze...

I my musieliśmy wyciąć brzozę na działce. Baliśmy się że wichura czy burza załamie ją i zniszczy nam domek. Do dzisiaj czuję ból w sercu...
Taka piękna była...
Stokrotka