Etykiety

sobota, 9 marca 2019

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska- Kto chce bym go kochała / Złote myśli kobiety

Ivana Besevic


Kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury
i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry.

Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce
i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce.


I musi też umieć ziewać, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą,
gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą.

Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka kuka
lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powłokę buka.

Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić,
i śmiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści,

i nie wiedzieć nic, jak ja nie wiem,
i milczeć w rozkosznej ciemności,
i być daleki od dobra i równie daleki od złości.




Złote myśli kobiety              
Irina Karkabi


Zalotność jest pachnąca i różowa,
a mądrość żółta i sucha.

Wolałabym, by mnie Mickiewicz chciał całować,
niż by mnie chciał słuchać.

Jeśli Serafinowie, Potęgi i Trony
nie patrzą na kobietę męskimi oczyma,
nie warto iść do nieba po gościńcu stromym:
nic tam nie ma.

Niechaj śmierć mi nie będzie niewiastą w całunach,
lecz mężczyzną o bujnych ramionach;
a pęknę w jego ręku jak dzwoniąca struna
roześmiana i rozmarzona.

Życie zaś niech mnie niesie ku złotej Cyterze
na tęsknym, rozkołysanym okręcie:
chcę na pokładzie bezsilnie leżeć
w nie kończącym się święcie... 

piątek, 8 marca 2019

Zbigniew Herbert - Pan Cogito szuka rady

Boris Shapiro 



Tyle książek słowników
opasłe encyklopedie
a nie ma kto poradzić

zbadano słońce
księżyc gwiazdy
zgubiono mnie

moja dusza
odmawia pociechy
wiedzy

wędruje tedy nocą
po drogach ojców

i oto
miasteczko Bracław
wśród czarnych słoneczników

to miejsce które opuściliśmy
to miejsce które krzyczy

jest szabas
jak zwykle w szabas
ukazuje się Nowe Niebo
- szukam ciebie rabi

- nie ma go tutaj -
mówią chasydzi
- jest w świecie szeolu

- miał piękną śmierć
mówią chasydzi
- bardzo piękną
tak jakby przeszedł
z jednego kąta
cały czarny
w ręku miał
Torę płonącą

- szukam cię rabi

- za którym firmamentem
ukryłeś mądre ucho

- boli mnie serce rabi
- mam kłopoty

może by mi poradził
rabi Nachman
ale jak mam go znaleźć
wśród tylu popiołów

Herbert Zbigniew - Pan Cogito czyta gazetę

Charles Spencelayh








Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

czwartek, 7 marca 2019

Edward Stachura - COKOLWIEK

Jack Vettriano



"Cokolwiek 

pomiędzy ludźmi kończy się 
– znaczy: nigdy nie zaczęło się. 

Gdyby prawdziwie się zaczęło 
– nie skończyłoby się. 

Skończyło się, bo nie zaczęło się. 

Cokolwiek prawdziwie się zaczyna 
– nigdy się nie kończy " 

Edward Stachura - BIAŁA LOKOMOTYWA

Andrew Kuznetsow

Sunęła poprzez czarne łąki,
Sunęła przez spalony las.
Mijała bram zwęglone szczątki,
Płynęła przez wspomnienia miast.
Biała Lokomotywa.

Skąd wzięła się w krainie śmierci,
Ta żywa zjawa istny cud,
Tu pośród pustych marnych wierszy,
Tu gdzie już tylko czarny kurz.
Biała Lokomotywa.

Ach czyj, ach czyj to jest,
Tak piękny, hojny gest,
Kto mi tu przysłał ją,
Bym się wydostał stąd.
Białą lokomotywą.

Suniemy poprzez czarne łąki,
Suniemy przez spalony las,
Mijamy bram zwęglone szczątki,
Płyniemy przez wspomnienia miast,
Z Białą Lokomotywą.

Ach któż, ach któż to może być,
Beze mnie kto nie umie żyć,
I bym zmartwychwstał błaga mnie,
By mnie obudził jasny zew
Białej Lokomotywy.

Gdzie brzęczą pszczoły, pluszcze rzeka,
Gdzie słońca blask i cienie drzew,
Do tej co na mnie w życiu czeka,
Do życia znowu nieś mnie nieś.

środa, 6 marca 2019

E.Stachura - ŻYCIE TO NIE TEATR


Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . To jest gra!

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!
Ty i ja - teatry to są dwa.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bo ty grasz!

Ja duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty!
-----------------------------------------





--------------- ------------
Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też,
Drzwi otwarte zamkną potem się.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . No i cześć!

Wpadnę tam na chwilę, zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz,
Ty i ja - teatry to są dwa.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bo ty grasz!

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz gdy śmieję się, to w krąg się śmieje świat!

wtorek, 5 marca 2019

Ryszard Kapuściński - O PRZEMIJANIU





* * *
Spójrz na różę więdnącą
jest zrozpaczona
jeszcze próbuje rozbłysnąć
jeszcze chciałaby się rozchylić
otworzyć
wywołać zachwyt
ale płatki
są już jak połamane skrzydła kolibra
coraz bardziej zamknięta w sobie
nawet nie wspomina dawnej świetności
opada jej głowa
więdną usta
kurczy się
cała zajęta tylko usychaniem


* * *
Dlaczego
świat
przeleciał obok mnie
tak szybko
nie dał się zatrzymać zbliżyć przejść na ty
pognał

znikający punkt
w ogniu i dymie

poniedziałek, 4 marca 2019

Agnieszka Osiecka – ŚWIAT ORDONKI

Konstantin Razumov


ŚWIAT  ORDONKI

Nie najlepszy to był świat,
pełen drobnych i wielkich wstydów,
Ale było kilka pań
cudownie sentymentalnych,
ale było kilka pań
prawdziwie niebanalnych!

Dziś miłość ci nic nie wybaczy,
za kłamstwo, alkohol czy grzech
dziś przyjdzie ci słono zapłacić,
i nikt nie zamieni ich w śmiech!

Gdy wrócisz pijany,
szczęśliwy czy zły,
czyjś głos ukochany
nie powie: `To nic, to ty...`

Bo miłość dziś nic nie wybaczy,
lecz wściekła pobiegnie do drzwi,
w dzisiejszych kochankach tak wiele jest z graczy
a mało, tak mało - z Ordonki i mgły...

Przeminęły czasy burz
i dziewczyny są wyższe i dłuższe,
świat Ordonki przykrył kurz
i kobiety dziś mają duszę.

Ale czemu nie ma pań
nieznośnie sentymentalnych,
ale czemu nie ma pań
prawdziwie niebanalnych!

Dziś miłość ci nic nie wybaczy,
za kłamstwo, alkohol czy grzech
dziś przyjdzie ci słono zapłacić
i nikt nie zamieni ich w śmiech!

Gdy wrócisz pijany,
szczęśliwy czy zły,
czyjś głos ukochany
nie powie: `To nic, to ty...`

Bo miłość dziś nic ci nie wybaczy,
lecz wściekła pobiegnie do drzwi,
w dzisiejszych kochankach tak wiele jest z graczy
a mało, tak mało - z Ordonki i mgły...

ta Warszawka z dawnych lat
te fałszywe etole z mitów...


niedziela, 3 marca 2019

Modlitwa Afrykanki Z KAMERUNU - JESTEM KOBIETĄ


 Jestem kobietą

stworzoną na obraz Boga,
stworzoną z wartościami i godnością (...)

Jestem kobietą,

matką życia,
matką prezydentów i robotników,
matką służących i ministrów,
matką królów i poddanych,
matką królowych i pokojówek,
matką idiotów i geniuszy.

Jestem kobietą,

chłopką, kucharką,
sprzątaczką i stróżem nocnym (...)
Pracuję od świtu do nocy,
siejąc i zbierając w spiekocie dnia
i z ciężkim brzemieniem powracając,
by wyżywić rodzinę.

Jestem kobietą,

kluczem rodziny.
Jestem kochanką, a jednak gnębiona,
szanowana, a jednak zniewolona,
podziwiana, a jednak bita,
poszukiwana, a jednak zapomniana (...)

sobota, 2 marca 2019

Mieczysław Jastrun ELEGIA RZECZY PRZYSZŁYCH


Gdybym po lat tysiącu zbudzony powrócił do życia,
Obcość i nowość zaskoczyłyby mnie tak boleśnie,
Że zatęskniłbym do swej lampy barbarzyńskiej
Tęsknotą, którą dziś czuję patrząc na rzeźbę wyłonioną z morza.

Ten świat byłby tak obcy, że zadrżałbym od jego istnienia,
Od potęgi faktu, którego zrozumienie przeszłoby moje siły
I poraziło jak elektryczne krzesło.

Ta mowa twarda jakich nabierze odcieni po wiekach?
Jakie załamią się w bruzdach jej nowe znaczenia i formy?
Grudka ziemi, skowronek, gdy się w powietrze wzbija,
Blask bierze z niego –
Tak może będzie z tą mową, której ja powierzyłem całego siebie.

Jak wyrażę zdumienie na widok rzeczy nieznanych?
Przeczuwam je podobieństwem, gdyż wszystko jest podobieństwem.
Tak nieraz czułem się obcy
W ulicy i wśród ogrodów w zmierzchu przedwiośnia,
Wydłużonym i nad cielesnym jak postacie z obrazów El Greca,
Albo przechodząc przez ciemne podwórze, gdzie mur wilgocią zaciekał
I ciężkie naręcza bluszczu zwisały pełne żałoby.

Nie, nie mógłbym pozostać tutaj. Gdybyż przynajmniej
Znak jakiś dawnego życia! Uśmiechu
Rzuconego mi przez przechodzącą nie podejmę wargami.
Niech wróci do róży, której nie dotknę.
Niech jej powieki nade mną zamkną się tak obojętnie
Jak przestrzeń, co była mi kiedyś znajoma w dotyku i ruchu.

Ja, który byłem niesyty życia, który roiłem
O nieosiągalnych planetach i ukryty w swym locie nieszczelnym
Widziałem, jak Uran zstępował na Ziemię, jak niewidzialna artyleria
Rozbijała spoistość materii, ja, który chciałem posiąść
Kilka żywotów, rozrzuconych w kilku miejscach czasu,
Cóż bym robił w tej obcej krainie, dla której nie będzie tajemnic?

A jednak mogę już dzisiaj usłyszeć cząstkę tych rzeczy
W muzyce, kiedy się wznosi stromo i spada nagle
Ciężką ulewą wód słonych.

Opuszcza mnie siła i miłość, przenika mnie chłód,
Jak wśród gwiazdozbiorów słucham własnego wyznania –
Tu pozostańmy, mój cieniu, nie żądajmy gwiazd innych i bytów,
Odległych tak, że przestrzeń i czas znaczą tyle, co znaki równania.

Wracam do swojej lampy barbarzyńskiej,
Do słów, które kiedyś utracą znaczenie osobne
I będą jak stylus rzymski
Wydobyty z lawy pogrobnej.

piątek, 1 marca 2019

Ludmiła Marjańska – POLEWA


* * *

Proszę o sen Nie przychodzi
a przecież sen mnie odmłodzi

Znów będę szła sprężyście
depcząc jesienne liście
Będę łykać deszczowe krople
topić w dłoni przejrzyste sople
wbiegać szybko po schodach

Ach - znowu będę młoda
we śnie Lecz lampy już gasną
a ja nie mogę zasnąć
od tylu, tylu godzin

Już sen mnie nie odmłodzi
a zresztą - tak naprawdę - po co
kiedy tak dobrze mi nocą
wspominać długie życie

Zasnę na pewno o świcie



POLEWA

Przemilczałam głębokość morza,
przemilczałam jego dno i sedno.
Świat wokoło trzaskał i gorzał.
Lata dymią, przygasają, bledną.

Przemilczałam, a teraz powracam
tropem ognia w ślady pogorzelisk.
Przypomnienie wystrzela jak raca:
kolorowy, nietrwały obelisk.

I z lat tamtych wypalonej gliny
nieudolną, pytającą ręką
lepię życia skutki i przyczyny
mądrym szczęściem polewane cienko.